Relacja z warsztatów Świadomości Bogactwa na Lanzarote

W maju 2017 całą wyjątkowo dobraną grupą polecieliśmy na piękną i pełną magii wyspę Lanzarote. Warsztaty pod hasłem Świadomość Bogactwa to jedno z najpiękniejszych moich doświadczeń. To coś, co oczywiście można opisać słowami, ale bez wątpienia przede wszystkim trzeba tego dotknąć samemu. Pod wieloma względami to jedno z najpiękniejszych szkoleń, jakie miałam przyjemność prowadzić i nie ukrywam, że niezwykłe doznania znacznie przekroczyły moje oczekiwania.

 

WSPÓŁPRACA

Szkolenie razem ze mną prowadziła Grażyna Adamska, praktyk Synchronizacji Ciała Duszy i Umysłu, świetna trenerka i specjalistka od Dwupunktu. Cudownie się uzupełniałyśmy, ponieważ Grażyna to bardzo konkretna osoba, mocno stąpająca nogami po ziemi. Dzięki niej i jej rozmaitym ćwiczeniom szkolenie zyskało znaczący wymiar pracy ze świadomym umysłem. Oprócz uzdrawiania podświadomych wzorców, mogłyśmy pokazać, jak efektywnie kształtować nawyki tworzące naszą rzeczywistość.

Bez niepotrzebnego lania wody Grażyna uczyła praktycznych metod kwantowych, obserwując, doradzając i troszcząc się bezpośrednio o każdego uczestnika. Przy niej i ja mogłam doszlifować pracę z Dwupunktem, który znałam bardzo pobieżnie, ponieważ na co dzień częściej stosuję Reiki oraz inne metody. Dwupunkt jest doskonałą i niesłychanie prostą techniką uzdrawiania swojego życia. Myślę, że rzetelna praktyka tej techniki jest jedną z największych zalet szkolenia na Lanzarote.

UCZESTNICY

Wszyscy moi studenci to wyjątkowi ludzie. Z wieloma spośród nich utrzymuję kontakt, pomimo upływu wielu lat. Nadal wśród moich pełnych ciepła znajomości znajdują się osoby, które były na moich kursach 15 lat temu, kiedy dopiero zaczynałam swoja przygodę z nauczaniem prosperity.

Na Lanzarote spotkałam zarówno moje stałe zaprzyjaźnione klientki, jak i zupełnie nowe osoby. Wszyscy bardzo otwarci na wiedzę, mądrzy, pracowici i pełni pięknego, serdecznego nastawienia do świata i innych osób. Podobne przyciąga podobne, dlatego w tak silnych energiach spotkali się wspaniali ludzie, zaangażowani w rozwój wewnętrzny, na podobnym etapie pracy nad sobą. Wszyscy zaawansowani w praktyce pozytywnego myślenia, ciekawi duchowych informacji, chętni do wykonywania ćwiczeń energetycznych i ciągle niesyci przekazywanej im wiedzy. Nie ukrywam, że z ogromną przyjemnością pracuje się z tak pozytywnymi ludźmi, którzy ciągle chcą więcej i więcej…  A jeszcze większą przyjemność sprawia zwiedzanie magicznych miejsc w tak doborowym towarzystwie. 

Niezmiennie wzruszały mnie codzienne informacje uczestników, że z samego rana wykonali na tarasie całą serię ćwiczeń magnetycznych i że czują się pełni energii i chęci do życia. Ktoś inny chwalił się, że pobiegł rano nad ocean i zrobił wszystkie ćwiczenia na plaży, wzmacniając ich skuteczność mocą żywiołów. Fantastyczne! To, co najbardziej podziwiam u ludzi to systematyczność i zapał do działania.

Na zdjęciu poniżej nasza malutka “grupa berlińska” zaraz po wylądowaniu na wyspie. W zajęciach uczestniczyło 12 osób.

ENERGIA

Lanzarote, podobnie jak pozostałe Wyspy Kanaryjskie, jest prawdopodobnie pozostałością Starożytnej Atlantydy, która leżała według podań “za słupami Heraklesa”, czyli za Gibraltarem. Być może jest to tylko legenda, natomiast niezaprzeczalnym faktem jest bardzo silna energia tego miejsca. Można ją było wyczuć od pierwszej chwili. Wszystkie ćwiczenia i praktyki energetyczne, które robiliśmy, odczuwałam o wiele silniej niż w Polsce.

W programie zajęć przewidziałam także inicjację Reiki dla zainteresowanych. Wymyśliłam to – nie ukrywam – głównie dla siebie, aby poczuć magię tego miejsca. Każdy, kto pracuje z Reiki wie, jak bardzo ta piękna energia uwrażliwia nas na odbiór. No cóż… Przeprowadziłam w Polsce do dzisiaj setki inicjacji na wszystkie stopnie, jednak nigdy jeszcze nie czułam ich tak mocno, jak tam na Lanzarote. Przyznaję się, że na nowo, niczym świeżo upieczona adeptka, przeżywałam zachwyt tym, co jest nam dane w Reiki.

Niektórzy twierdzą, że mieszkańcy Atlantydy pracowali z Reiki na co dzień. Przed katastrofą ukryli tę wiedzę w kilku miejscach, między innymi w rejonie Tybetu, gdzie po latach odkrył te informacje Mikao Usui. Jeśli jest w tym ziarnko prawdy, to właśnie na Wyspach Kanaryjskich można poczuć wyraźnie, że Reiki jest tam silniejsza niż gdziekolwiek indziej. Można tam poczuć Atlantydę. Wiem, że są na świecie takie miejsca, gdzie energia będzie równie silnie odczuwalna, ja tam po prostu jeszcze nie dotarłam. Tak czy owak na Lanzarote jest bardziej “reikowo” niż w Europie.

MIEJSCE

Mieszkaliśmy w hotelu Costa Mar, urokliwym i niepowtarzalnym miejscu, które zostało zaprojektowane tak, jak żaden inny ośrodek na świecie. Śnieżnobiałe niskie budynki rozciągają się wzdłuż drogi, która oddziela je od piaszczystej gorącej plaży. Do przestronnych, ogromnych apartamentów, w których zmieściłoby się chyba całe moje wrocławskie mieszkanie, prowadzą cieniste korytarze. A w nich przymilne koty wylegują się pod zielonymi roślinami. Tak. Na Lanzarote jest tak ciepło, że korytarze nie są obudowane ścianami. Są raczej zadaszonymi alejkami, w których rosną egzotyczne drzewka.

Każdy z nas miał w swoim apartamencie wielki słoneczny taras, który wychodził na ocean. Mogliśmy każdego ranka ćwiczyć, patrząc na kołysane wiatrem palmy i słońce odbijające się w szafirowych falach. Po ciepłej nocy płytki, którymi wyłożono taras, grzały lekko stopy. Bajka!

Na spragnionych słońca oczywiście czekały leżaki, na których można byłoby wygrzewać się do późnych godzin popołudniowych. Szkoda nam było czasu na leżenie, ponieważ harmonogram zajęć mieliśmy wypełniony, ale kilkanaście minut na słoneczku….? Czemu nie? Chociaż o wiele przyjemniej nad basenem, w którym woda naprawdę była wystarczająco ciepła, nawet dla zmarzluszków.

WYSPA

O Lanzarote można poczytać w przewodnikach i z pewnością trudno zamknąć jej urok w kilku zdaniach. To raczej niemożliwe, biorąc pod uwagę, że jest najbardziej niezwykła ze wszystkich Wysp Kanaryjskich.

Z jednej strony zachwycała mnie codziennie wspaniałym widokiem na plażę i ocean, na tle którego łagodnie kołysały się palmy. Idealne spełnienie marzeń o wakacjach. Niska biała zabudowa, zasługa architekta i wizjonera Cesara Manrique, dodawała delikatności i swojskości, w której można poczuć się jak w niewielkim miasteczku, dokąd nie dotarł brud i szum turystyki. A przy tym w pełni komfortowy czterogwiazdkowy hotel zaspokajał wszystkie potrzeby każdego rozpieszczonego mieszczucha.

A z drugiej strony – widoczne na tle nieba Góry Ogniste i ciemna ziemia, przypominały nieustannie o krążącej niezbyt głęboko pod stopami lawie, o mocy żywiołów. To tak, jakby spać na wulkanie… I dosłownie spałam w takim właśnie miejscu. Wycieczka do Parku Timanfaya przeniosła mnie w zupełnie inny budzący respekt świat, pełen zastygłej magmy i głębokich kraterów. Na długą chwilę zanurzyliśmy się w niekończące się serpentyny, wiodące pomiędzy wygasłymi wulkanami.

I jeszcze jedno oblicze Lanzarote: to twórczość Cesara Manrique, obecna we wszystkich niemal wsiach i miasteczkach. Nieco odleciana, magiczna i tajemnicza. Doskonale odzwierciedlona także przez jego niezwykły dom, częściowo schowany pod ziemią, zbudowany w bańkach powietrznych wytworzonych przez spływającą z wulkanu lawę. Szklana nowoczesność, połączona z czernią zastygłej magmy to mix nie do opisania… I jeszcze niesamowite Lagomar – pełen schodków i tajemniczych przejść dom w skale. To trzeba zobaczyć.

ŻYWIOŁY

Zapraszając na szkolenie podkreślałyśmy, że Lanzarote to wyspa czterech żywiołów, z którymi mądrze pracując, jesteśmy w stanie rozwinąć w sobie określone jakości. Jednak doświadczenie ich na własnej skórze to coś nieprawdopodobnego! W Parku Timanfaya – krainie trzystu wulkanów – stąpając po Ziemi, pod którą cicho mruczy ognista lawa, poddając się wiatrom, szarpiącym włosy, pomyślałyśmy o wodzie… Bo ocean został parę kilometrów za nami. I jak na zawołanie spadł drobny, rzęsisty deszczyk. Cztery żywioły zamanifestowały się dla nas w komplecie, potwierdzając, że nasze praktyki mają znaczenie. Deszcz to taka rzadkość na Wyspach Kanaryjskich, że tubylcy wyjęli smartfony i robili zdjęcia…

Ogromne wrażenie robi miejsce (Los Hervideros), w którym gorąca magma wpływając do oceanu zastygła w niesamowitych formach. Tam też wieje porywisty wiatr, który sprawia, że nie odczuwa się w ogóle upału, pomimo grzejącego cały dzień słoneczka. Oto prawdziwe centrum mocy żywiołów. Chyba nigdzie na świecie nie manifestują się one tak spektakularnie.

Przez cały niemal pobyt, w różnych miejscach wyspy wiatr pieszczotliwie szarpał nas za włosy, konkurując z ciepłem cudownego zwrotnikowego słońca. Ziemia zachwycała, ale i budziła ogromny respekt wąwozami skamieniałej lawy. Potężne kratery wulkanów przypominały, że to żywioły panują nad nasza planetą, na której człowiek jest tylko malutkim gościem. Księżycowy krajobraz wyspy z całą pewnością nikogo nie pozostawi obojętnym.

Pracy z żywiołami uczę także na warsztatach w Polsce. Praktykuję tę metodę szczególnie w lecie w ulubionych miejscach, ale stosuję zawsze wtedy, kiedy jest potrzebna. Jednak przyznaję, że na Lanzarote poczułam ogromną więź z Duchami Natury, które w Timanfaya porozumiewawczo puszczały do mnie oko. To doprawdy magiczne miejsce.

NIESPODZIANKI

Czym byłby wyjazd bez prawdziwej niespodzianki? Chyba największą był dla mnie kot, a właściwie kotka, która bezceremonialnie wprowadziła się do nas już pierwszej nocy. Cichutka, przymilna, podnosiła głos jedynie domagając się pysznych kąsków jedzenia. Wystarczyło usiąść przy niej, a z ufnością wchodziła na kolana i mruczała, jak dobry, znajomy zwierzak.

Druga niespodzianka to ciepła woda w oceanie. Chociaż i tak planowałam zamoczyć nóżki, nie spodziewałam się, że ocean będzie cieplejszy niż polskie jezioro, w którym pływam wyłącznie podczas letnich upałów. Zamoczyłam więc nie tylko nóżki. Pozwoliłam cudownym ciepłym falom, aby kołysały mnie w słońcu.

Trzecia niespodzianka to polskojęzyczny przewodnik – roześmiana i rozkochana w wyspie Magda, dzięki której mogliśmy poznać najpiękniejsze miejsca Lanzarote. Uwielbiam ludzi, którzy kochają swoją pracę, ponieważ pasja zawsze rozświetla człowieka od środka. Do takich osób należy nasza przewodniczka, która w naturalnie pogodny sposób wpasowała się w nasze prosperitowe energie. Zaglądając obecnie na jej fanpejdż widzę zakochaną w życiu i świecie kobietę, która zaraża innych swoim uśmiechem.

I jeszcze jedna niespodzianka… W czasie, kiedy wygrzewałam się w cudownym słońcu Lanzarote, w Polsce spadło troszkę majowego śniegu. Po tym, jak usłyszałam tę wiadomość od męża i ustaliłam, że wcale sobie ze mnie nie żartuje, pomyślałam natychmiast, że jestem wielką szczęściarą!  Mogłam cieszyć się cudownym blaskiem i ciepłem słonecznych promieni oraz jeść pyszne lody w pięknym miejscu… Nie marzłam pod polskim niebem. Tak bardzo kocham ciepło, że przyciągam je do siebie w najbardziej magiczny sposób. To takie proste potwierdzenie tego, jak działa pozytywne myślenie i Prawo Przyciągania.

Pełna nieustającego zachwytu zapraszam wszystkich na kolejną wyprawę i wspólne rozwijanie Świadomości Bogactwa lub Świadomości Piękna i Miłości. Gwarantuję magię niepowtarzalnych doświadczeń i mnóstwo cudownej energii.

Bogusława M. Andrzejewska

Z miłością

O miłości bezwarunkowej pisać dzisiaj bardzo trudno. Wbrew pozorom ludzie odsuwają się od tej pięknej jakości, postrzegając ją jako lukrowaną laleczkę, która niczemu nie służy. Szczególnie w naszym kraju, wyrosłym na kulturze cierpienia i heroizmu, docenia się ból i pot bardziej niż proste kochanie. Nawet w środowiskach, które interesują się duchowością, trwają poszukiwania czegoś… skomplikowanego, co pokonuje się lub zdobywa w męce. Wówczas część splendoru spływa na adepta duchowej ścieżki i może wreszcie poczuć się jak wielki człowiek, któremu inni kłaniać się będą z podziwem do stóp.

Wśród osób, które z ezoteryką nie mają nic wspólnego, jest jeszcze zabawniej. Osoba, która mówi, że miłość jest wszystkim, zostaje zaklasyfikowana jako „różowa landrynka” i wpakowana do szufladki z napisem: „oszołom”. Kto dziś chce słuchać rzeczy, które zna od dziecka, przecież sukces musi być gdzieś ukryty, gdzieś daleko i wysoko.

Tymczasem jakości najprostsze są zazwyczaj najbardziej właściwe. Szukać należy jak najbliżej, bo przecież wszystko mamy w sobie. Mówił już o tym Kornel Makuszyński w bajce o Koziołku Matołku, odświeżył tę zasadę Paulo Coelho w Alchemiku. Każdy posiada wewnątrz umiejętność kochania, nie trzeba za tym jeździć po świecie. Możemy sięgać gwiazd, by realizować marzenia i doświadczać, ale w kwestii oświecenia sprawa jest bardzo prosta – wystarczy kochać. Osoba rozwinięta duchowo to taka, która bezwarunkowo kocha siebie, a poprzez to kocha też cały świat i wszystkie czujące istoty, żadnej nie odrzucając i nie oceniając. Miłość jest moim zdaniem wszystkim, czego potrzebujemy. Przynosi nam w darze cudowne relacje, doskonałe zdrowie, dobrobyt i poczucie nieustającego szczęścia. To takie proste.

Jak to się ma do Reiki? W sposób najbardziej oczywisty energia wpływając na nas, wydobywa z naszych serc to właśnie uczucie. Każdy, kto doświadczył zabiegu lub inicjacji, każdy, kto pracuje z energią wie i czuje, jak z napływem Reiki wzrasta w nim poziom tolerancji, błogości, zadowolenia i błogostanu. Te piękne uczucia nie są niczym innym, jak odkrywaniem miłości bezwarunkowej.

Reiki została na nowo odkryta przez Mikao Usui w ubiegłym wieku, tuż przed tym, jak Ziemia przeszła w wyższą wibrację. Jest bez wątpienia narzędziem, jakie dostaliśmy u przedproża Nowej Złotej Ery, która według mojej wiedzy ma być oparta na miłości. Reiki ma służyć temu właśnie celowi: podnoszeniu naszej wibracji i co za tym idzie – rozwijaniu umiejętności bezwarunkowego kochania.

Każdy na Ziemi ma wolna wolę. Reiki do niczego nie zmusza. Reiki pokazuje, pozwala dotknąć i doświadczyć. Pozwala być i pławic się w stanie miłości. Ludzie utkani ze Światła uzależniają się od tego błogostanu, który budzi tęsknotę za … „Domem”. Wiemy, że gdzieś tam w innym wymiarze, do którego dostęp mamy poza ziemskimi wcieleniami , króluje takie właśnie uczucie. Nazywamy je „Boskością”. Potwierdzają to osoby, którym dane było wyjść z ciała i powędrować w innych przestrzeniach. (por. „Dowód” Eben Alexander i „Umrzeć, aby stać się sobą” Anita Moorjani). Kochamy kochać. Robimy Reiki, by zagłuszyć tę tęsknotę i jak najszybciej osiągnąć stan, w którym sami zdecydujemy o opuszczeniu ograniczającej nas materii.

Reiki nie zmusza i nie manipuluje. Wśród praktyków tej metody są też osoby, w których Światła jest trochę mniej. Korzystają z przyjemności wywołanej miłością, ale odcinają się od niej, szukają cierpienia, bo wierzą, że tylko poprzez cierpienie można dojść do Królestwa Niebieskiego. Mają prawo. Reiki pozwala im cierpieć i umierać, bo każdy potrzebuje swojego czasu i miejsca na to, by odkryć moc miłości. Tej najprostszej ze wszystkich jakości. Tej najbardziej oczywistej i najlepiej znanej. Dotykamy jej bowiem zaraz po przyjściu na świat, kiedy tylko nasza mama bierze nas w ramiona i po raz pierwszy niezgrabnie przytula. Oto kolejny dowód, że nie zostaliśmy rzuceni w wir ziemskich doświadczeń bez instrukcji działania. Zaczynamy swoje bycie tutaj od miłości, jak od najlepszego drogowskazu, za którym można podążać życiowymi ścieżkami.

Skoro wiemy, że miłość bezwarunkowa uzdrawia, staje się jasne, dlaczego Reiki pomaga w różnych dolegliwościach. Mówimy o tym, że energia pracuje w ciele i porządkuje, równoważy nasze komórki. Tymczasem w istocie Reiki niesie w sobie moc wyzwalania miłości, która swoim Światłem wpływa na cząsteczki naszego ciała, doprowadzając je do pełnej harmonii. Łatwo to sprawdzić – można zamiast Reiki wypełnić komórki prawdziwym, mocnym uczuciem miłości. Kto potrafi – niech spróbuje. Robię to często – efekty są natychmiastowe. Ale wiem, że nie jest to powszechna umiejętność.

Niewątpliwą zaletą Reiki jest jej prostota. Nie trzeba wywoływać w sobie żadnych uczuć, wystarczy się poddać działaniu energii i wszystko dzieje się samo. Jakież to wygodne! Szczególnie wtedy, kiedy nie umiemy na zawołanie pokochać – Reiki pomaga i pokazuje. Reiki możemy wysyłać tam, gdzie nie ma nawet cienia sympatii – uruchomi miłość. Ale też widać wyraźnie, że nakłaniając delikatnie, niczego za nas nie zrobi. Ludziom zapiekłym w negatywnych emocjach przyniesie trochę ulgi, ale ich ciała będą się psuły i umierały. Obserwuję od lat, że ludzie, którzy kochają, czerpią z mocy Reiki wielokrotnie więcej niż ci, którzy kochać nie chcą i nie potrzebują. Widzę tu logiczną zależność.

Na koniec proponuję proste ćwiczenie. Robiąc Reiki, spróbujcie myśleć z czułością o tych, których kochacie. Niech te myśli i wspomnienia ogarną Was potężną falą. To najprostszy sposób na dotknięcie boskości i powrót do „Domu” chociaż na chwilę. Jest to też znakomite wzmocnienie działania Reiki. Efekty przejdą najśmielsze oczekiwania, bo zadziała tu miłość wzmocniona… miłością.

Bogusława M. Andrzejewska

Poziom

Każdy z nas jest w najbardziej właściwym dla siebie miejscu i czasie, jeśli spojrzymy z perspektywy rozwoju i programu duszy. Oznacza to także, że nie ma ludzi duchowo zacofanych ani duchowo rozwiniętych. Każdy jest w najlepszym dla niego punkcie swojej ziemskiej wędrówki. Oczywiście różnimy się między sobą poziomem wiedzy, doświadczenia życiowego lub duchowego, zaawansowaniem w praktykach czy choćby poziomem świadomości wewnętrznej. To jasne. Jednak nie zmienia to faktu, że każdy podąża swoją ścieżką zgodnie z wewnętrzną gotowością.

Jakoś tak jesteśmy skonstruowani, że stale patrzymy przez ramię na tych, co żyją obok nas. Odkąd świat stał się jedną wielką wioską połączoną wewnątrz sieciami internetu i komórek, widzimy o wiele więcej ludzi i sytuacji. Mamy więc jeszcze większe pole do oceniania i porównywania się z innymi. Skwapliwie z tego korzystamy, ponieważ wypatrywanie osób, które radzą sobie gorzej niż my, jest najprostszym sposobem dowartościowania samego siebie. I najgorszym z możliwych, ponieważ skupiając się na słabościach drugiej osoby, nieświadomie rozwijamy je w sobie.

Z kolei patrzenie na tych, którym bardziej w życiu się powiodło, jest także trudnym wyzwaniem, ponieważ gdzieś w głębi duszy budzi się dziecięcy żal i pytanie: „dlaczego on ma coś/jest kimś, a ja nie?”. Czasem popycha nas to do zazdrości i poczucia, że świat jest niesprawiedliwy. Na pewno nie zawsze tak się dzieje, bo nie każdy wchodzi w negatywne emocje tylko dlatego, że komuś dobrze się wiedzie. Są ludzie, którzy umieją skwitować to wzruszeniem ramion i akceptującym: „widać taka karma”. Akceptacja jest piękną sztuką, która daje nam spokój wewnętrzny i nie ma tu znaczenia, jak sobie wytłumaczymy sytuację. Ważne, by wypełnić się bezwarunkowa miłością do siebie i Wszystkiego Co Jest. Bez akceptacji to niemożliwe, bo wielobarwność świata zawsze postawi obok nas coś, czego pragniemy, a mieć nie możemy… W tym miejscu łatwo pojąć, dlaczego buddyjscy nauczyciele zachęcają, by uwolnić się od wszelkich przywiązań. Jeśli niczego nie pragniemy – nie cierpimy. Proste.

Świadomość prosperująca to człowiek, który czerpie inspirację z cudzego sukcesu oraz wypełnia się najwyższymi wibracjami i umie szczerze cieszyć się, że kogoś spotyka szczęście. Ma to taką jeszcze zaletę oprócz dobrego samopoczucia, że pozwala nam kreować w życiu to, czego z radością gratulujemy innym. Miłość bezwarunkowa przyciąga do nas to, co kochamy. Jeśli miłością obdarzę awans kolegi, to w ten sposób kreuję swój własny. Być może niekoniecznie w tej samej firmie, ale z całą pewnością – kreuję. Jeśli radością i miłością obdarzam nowy samochód sąsiada i łączę się z jego szczęściem, wówczas kładę podwaliny pod własny fart i uczucie entuzjazmu towarzyszące kupieniu nowego autka – mojego. Tak to działa.

W tym wszystkim jednak najważniejsza jest umiejętność dostrzegania swojej unikalności. Każdy z nas jest niepowtarzalny i ma swoją własną drogę, którą zaplanowała dusza. Nie pytajmy: „dlaczego nie mam talentu plastycznego, a ona ma?”. Nie pytajmy: „dlaczego on ma bogatą żonę i nic nie musi robić?”. Nie pytajmy: „dlaczego on jest sławny i zarabia miliony, a ja nie?”. Bo wtedy musimy też zapytać: „dlaczego tamten urodził się bez nóg, a ktoś inny mieszka w rogu Afryki i umiera z pragnienia”…. Każda dusza ma swój plan i podstawą jest zrozumienie, czego ma się tu na Ziemi nauczyć i jak twórczo wykorzystać talenty, które otrzymaliśmy w darze. Bo to, że każdy z nas ma jakiś talent nie ulega wątpliwości. Pamiętajmy przy tym, że nie może słoń porównywać się do pszczoły ani papuga do psa, a przecież każda z tych istot jest równie ważna w wielkiej harmonii wszechświata i każda ma swoje piękne i potrzebne miejsce. Chyba wszyscy wiedzą, że jeśli zginą pszczoły, to życie wielu zwierząt , a także ludzi będzie zagrożone. Czy zatem malutka pszczółka jest mniej ważna od dużego słonia, a może bardziej istotna?

Jednym z często popełnianych błędów jest ocenianie poziomu rozwoju wewnętrznego na zasadzie kontrastu z innymi ludźmi. Tak przyjemnie czasem spojrzeć na tych, którzy zaczęli później i są w tyle za nami. Taka perspektywa podbudowuje nasze poczucie wartości. I nie mam wątpliwości, że dla tych, których samoocena jest wysoko, takie patrzenie na innych nie ma żadnego znaczenia, ponieważ skupiają się na sobie, na swojej roli i nie mają ani czasu ani ochoty by jakkolwiek oceniać innych ludzi. Wiedzą, że każdy poziom jest właściwy.

Inaczej rzecz ma się z działaniem. Konsekwencją określonego etapu rozwoju jest dopasowane do niego postępowanie. Nie każde nosi znamiona miłości. Ale z punktu widzenia duchowości, każde jest najlepsze dla danej duszy na ten moment. Często także dla innych, stając się przełomowym punktem na ich drodze do Światła. Jest w tej chwili na rynku kilka książek, które traktują o odwadze dusz decydujących się na bolesne wcielenia, dlatego nie będę rozwijać tego tematu. Podpowiem tylko, że jeśli czyjeś działanie jest pełne okrucieństwa, to najprawdopodobniej ta osoba na ten moment inaczej nie potrafi. I najważniejsze, to zadać sobie pytanie, czego nas to uczy, co powinniśmy zmienić w sobie, aby nie doświadczać tego, czego nikt doświadczać nie chce.   Nie jest naszą rolą potępianie drugiego człowieka, tylko znalezienie w sobie maksimum miłości dla siebie, aby nasze życie było pełne dobra, radości i zdrowia.

Patrzenie z góry na osoby będące „niżej” w rozwoju przypomina trochę sytuację, w której uczeń piątej klasy uważa, że jest lepszy niż pierwszoklasista. A przecież to nonsens – jest tylko starszy, a to zupełnie coś innego. Warto też dodać, że to „bycie starszym” zobowiązuje do opiekowania się tym młodszym i dawaniu mu właściwego przykładu, a nie do krytykowania czy wyśmiewania się z młodszego kolegi. I rzecz ma się podobnie z naszym rozwojem: ci z nas, którzy doszli na tej ścieżce dalej, powinni pomagać i pokazywać drogę tym, którzy dopiero zaczynają. Taka też przyświecała mi idea, kiedy w 2000 roku założyłam swoją pierwszą stronę i wpisałam na niej wiersz Khalila Gibrana:

Jak w procesji razem zdążacie ku swemu boskiemu ja.
Jesteście drogą i wędrowcami.
I jeśli jeden z was pada, to czyni to dla tych, co są za nim, jako przestrogę przed zawadzającym kamieniem.
Tak, pada też dla tych, co idą przed nim, co choć szybciej i pewniej kroczą, nie usunęli jednak zawadzającego kamienia.

Nadal uważam, że te słowa pokazują ważny element naszego istnienia i rozwoju. A szczególnie widać to, kiedy przyglądamy się roli „Starych Dusz”, których zadaniem jest prowadzenie innych, opiekowanie się, chronienie i nauczanie. Informacja, czy jesteśmy taką duszą, jest na pewno ważna, a można ją poznać między innymi dzięki numerologii. Warto się nad tym zastanowić, ponieważ to szczególny rodzaj służby. To właśnie odsuwanie tych wszystkich zawadzających kamieni, aby liczbom zwykłym szło się naszym śladem lepiej i lżej. Bez oceniania.

Zakończę zabawną historią nie o duchowości, lecz o codzienności. Przeczytałam dzisiaj opowieść o pewnej pani, która żaliła się terapeutce, że nie ma przyjaciół, ponieważ ma bardzo bogatego męża, nie musi pracować i wszyscy jej tego zazdroszczą. Na pytanie terapeutki, dlaczego tak myśli, odpowiedziała bez wahania: “bo mam lepiej niż inni, jestem w lepszej sytuacji”. To też ocenianie poziomu – tutaj przez pryzmat posiadanych pieniędzy – i stawianie siebie wyżej od innych. Złudne oczywiście, bo szczęście nie wynika z posiadania. Jak wiemy, szczęśliwy jest ten, który umie cieszyć się tym, co ma, cokolwiek by to nie było i w jakiejkolwiek ilości. Owa pani widać ma problem z cieszeniem się życiem i tymi wszystkimi dobrami, które zapewnia jej mąż-milioner, skoro potrzebuje pomocy terapeutki. I trudno jej tego zazdrościć.

Morał z tej historii taki, że nasza ocena jest zawsze SUBIEKTYWNA. Być może są osoby, które zazdroszczą tej pani posiadanego majątku, ale wątpię, by ktokolwiek zazdrościł jej życia. Mamy swoje priorytety i upodobania. Mamy swoje unikalne ścieżki i wielu spośród nas nie oddałoby swojego pięknego życia za nudną i pełną narzekania samotność bogatej żony milionera. Pisałam wielokrotnie, opierając się na własnym doświadczeniu, że to co daje nam najwięcej szczęścia to umiejętność bezwarunkowego kochania, dar zachwytu oraz samospełnienie, czyli możliwość robienia tego, co się naprawdę kocha. Miliony są bardzo fajne i mile widziane, ale tylko wtedy, kiedy te pozostałe rzeczy mamy w sobie. Inaczej nie mają znaczenia. Wystarczy przyjrzeć się tym wszystkim bardzo bogatym i sławnym, którzy odebrali sobie życie. Jakoś wielkie pieniądze nie uratowały ich przed emocjonalnym cierpieniem. A miłość bezwarunkowa umie to zrobić. Pasja także.

Dlatego też, kiedy oceniamy swój poziom rozwoju, to w pewien sposób tracimy czas, ponieważ musimy się odnieść do kogoś/czegoś innego. Podobnie jak wysokość górskiego szczytu możemy poznać odnosząc go do poziomu morza. A to wymaga porównań, które nigdy obiektywne nie będą. To co dobre i ważne dla nas, dla kogoś innego jest bez znaczenia. Jeden szuka milionów i wielkomiejskiego gwaru, inny duchowości i leśnej ciszy. A ponadto trzeba by wskoczyć w cudze buty, by wiedzieć, jak jest naprawdę. Nie każdy obnosi się ze swoimi duchowymi praktykami, traktując je jako bardzo osobistą cześć życia.  Wiele osób na zewnątrz nosi uśmiechnięte maski duchowego nauczyciela, by w domu wiecznie narzekać, przeklinać i wrzeszczeć na najbliższych. Jak można kogokolwiek zweryfikować? Nie można. Możemy ludzi lubić, kochać, wybierać na przyjaciół lub omijać szerokim łukiem, ale nie możemy ich w żaden sposób oceniać.

Bogusława M. Andrzejewska

Reiki i Anioły

Niedawno jedna z moich uczennic zapytała mnie, czy można pracować jednocześnie z Reiki i Aniołami, ponieważ gdzieś wyczytała, że te dwie energie nie są ze sobą harmonijne. To kolejny mit, który chciałabym tutaj wyjaśnić. Przepełnia mnie przy tym ogromne zdziwienie, skąd ludzie czerpią takie absurdalne teorie, jakby zupełnie nie mieli pojęcia, czym jest energia Reiki. Wierzyć się nie chce, że te osoby, które czują się gotowe, by pisać o Reiki tak niewiele wiedzą o działaniu tej pięknej energii.

Mój wspaniały nauczyciel, pierwszy polski Mistrz Reiki Jan Peterko powtarzał często, że „Reiki jest wszystkim i Reiki nie jest wszystkim”. Ta cudowna metafora jest podstawą do rozumienia prawdziwej istoty Reiki. Ta energia jest wszędzie i wszystko wypełnia, wszystko zasila. Sama nazwa oznacza metodę, dzięki której pobieramy więcej energii KI, niż pobiera jej zwykły człowiek, zwierzę, roślina. Nie ulega jednak wątpliwości, że czerpie sobie tę energię każdy – także ksiądz, który z wyżyn ambony krzyczy, że Reiki pochodzi od piekielnych mocy, co jest jednym z największych paradoksów naszego wieku.

Pobieranie energii KI można w wielkim uproszczeniu porównać do płytkiego oddychania. Praktykę Reiki do głębokiego przeponowego oddechu, który dostarcza nam o wiele więcej tlenu. Zadajmy sobie zatem pytanie, czy jeśli oddycham płytko, to praca z Aniołami, Tai Chi, medytacją, modlitwą, wiarą w Boga czy czymkolwiek innym jest dobra? Zakładam, że wszyscy tu przytaknęli. Dlaczego zatem głęboki oddech ma automatycznie sprawiać, że wszystko, co wymieniłam, przestaje być harmonijne?

Cokolwiek robi człowiek, który nie zna Reiki, może także robić osoba zainicjowana. Silniejszy przepływ Reiki nie zmienia nas w ten sposób, że przestajemy harmonizować z Wszechświatem i różnymi jego aspektami. Wręcz przeciwnie. Uczono mnie, że Reiki wzmacnia i zabarwia miłością wszystko cokolwiek robię. Wypraktykowałam to wielokrotnie. Dzisiaj robię Reiki na każdy horoskop i każdy portret numerologiczny, zanim zacznę analizę. Przed każdą praktyką medytacyjną wchodzę w przepływ Reiki. Nawet kiedy gotuję obiad, robię Reiki na wszystkie jego składniki. Mogłabym tu wymieniać pół dnia, na co robię Reiki. Ale łatwiej chyba będzie, jeśli powiem, że w moim życiu nie istnieje taka rzecz, taki temat, na który nigdy nie robiłam Reiki. Nie ma takich spraw, ponieważ nawet moje komputery są już oswojone z energią, którą działam na nie, kiedy odmawiają posłuszeństwa. Dlaczego zatem nie łączyć Reiki z medytacją z Aniołami? To także robię od lat z pozytywnym skutkiem. Nie wierzcie zatem ignorantom, którzy próbują zakreślić ograniczenia dla Reiki. One nie istnieją. Reiki jest dobra na wszystko.

Bardzo istotną kwestią jest fakt, że sama metoda Usui Reiki jest w pełni kompletna. Stosując się do zasad przekazu w linii: Usui – Hayashi – Takata – Furumoto nie potrzebujemy niczego więcej ponad to, czego nauczyliśmy się na seminarium. Oznacza to, że nie ma potrzeby wzbogacania tej metody pracą z Aniołami czy czymkolwiek innym. Metoda jest idealna taka, jaka jest.

Jak wiemy powstało dużo różnych odmian Reiki, w których pracuje się z różnymi symbolami, Aniołami, tradycjami, ale też noszą one charakterystyczne dla siebie nazwy: Raku Kei Reiki, Usui Tybetańskie, Karuna Reiki, Jo Reiki, Blue Star Reiki, Golden Age Reiki, Anielskie Reiki… To jest moim zdaniem ogromnie ważne, aby metodę rozbudowaną innymi technikami i znakami nazywać inaczej i dzięki temu odróżnić od podstawowej metody Usui Reiki. Każdy z nas ma prawo wyboru, z jaką linią czy techniką Reiki chce pracować.

Tu jednak nie mówimy o takich mieszanych metodach, w których na bazie Reiki stworzono coś nowego. Ja sama pracuję wyłącznie w systemie Usui Reiki i nie chcę zabierać głosu na temat metod, których nie znam. Mówimy o codziennej pracy z Reiki Usui i korzystaniu z tej energii w różnych sytuacjach. Możemy ją łączyć dokładnie ze wszystkim, co robimy. Łączyć nie oznacza tworzyć nowego systemu i mieszać zasad pracy. Łączyć, oznacza dla mnie: wejść w przepływ Reiki zgodnie z zasadami Reiki Usui, a następnie zrobić medytację z Aniołami lub astrologiczną analizę czy cokolwiek innego. Lub odwrotnie: pomodlić się do Aniołów i wejść w przepływ Reiki.

Wielu terapeutów osiąga piękne efekty, kiedy układają na ciele klienta kamienie szlachetne, rozpylają zapachy, włączają relaksującą muzykę i tak robią zabieg Reiki. Mamy tu cztery odrębne metody złączone w całość. A przecież można trzymając dłonie na ciele przyjmującego dodać jeszcze modlitwę do Aniołów. Takie sposoby pracy od wielu lat zdają pomyślnie egzamin. Dlaczego nie korzystać z pozytywnych doświadczeń innych ludzi? Powtórzę dla jasności, że nie tworzymy tu nowej metody pracy z Reiki – zabieg wykonujemy dokładnie wg zasad, nie dodajemy żadnych innych znaków. Jednak równolegle korzystamy z muzyki, aromaterapii, minerałów i mocy modlitwy.

Moim zdaniem jedną z największych zalet Reiki jest jej spójność i harmonia ze Wszystkim Co Jest. Nie ma znaczenia, czy jest to medytacja, gimnastyka, jazda na rowerze, czy praca z Aniołami, z elementalami, z minerałami, z kolorami. Warto pamiętać, że Reiki jest harmonijna ze wszystkim, co pojawia się na Ziemi. Dotąd nie spotkałam sytuacji, w której Reiki nie byłaby spójna z czymkolwiek. I jest to dla mnie całkiem zrozumiałe, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Reiki jest wszystkim i we wszystkim.

Zainteresowanych tematem i niedowiarków odsyłam do książki mojego nieżyjącego już przyjaciela Andrzeja Bednarza pt. „Życie z Reiki”, który przepięknie opisał pracę z energią. Polecam także książki Diany Cooper i Doreen Virtue – jasnowidzące specjalistki od angelologii, które kontaktują się z Aniołami i bezpośrednio od nich przekazują wiedzę miedzy innymi na temat Reiki. Poczytajcie, co mówią inni. Nie musicie wierzyć mi i moim doświadczeniom, w których Aniołowie i Archaniołowie z radością towarzyszą mi przy każdej inicjacji. Nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że zostały zaproszone i chcą. Anioły bardzo lubią Reiki. Dlaczego lubią – o tym napiszę innym razem.

Są sytuacje, kiedy ktoś nie chce Reiki lub boi się jej. Nie robimy nigdy zabiegów na siłę i wbrew woli danej osoby. To jednak nie zmienia faktu, że ta osoba nie wiedząc o tym, pobiera cały czas energię KI. Ponieważ energia płynie za myślą, to jakakolwiek niechęć do Reiki płynąca z ignorancji, może wytworzyć bolesną blokadę. Ta sama osoba przyjmie z błogością energię, kiedy tylko straci przytomność i w miejsce niemądrego „ego” kontrolę przejmie Wyższe Ja człowieka, które wie i rozumie czym jest Reiki.

Moim największym zaskoczeniem było odkrycie, że Reiki potrafi współegzystować nawet ze „złem”. Niektórzy nauczyciele Reiki bawią się „czarna magią”, krzywdząc innych. Są też tacy reikowcy, którzy nieświadomie zabrnęli w ciemne energie i pracują dla nich. Reiki przed tym niestety nie obroni – to ludzie dokonują wyboru, mają przecież wolną wolę. Jednak przepływając przez te osoby, uzdrawia ich tak, jak tylko może. Najczęściej prowokując oczyszczanie, stawiając im na drodze mądrych ludzi, podpowiadając, co mają zrobić. Rzadko kiedy subtelne działanie Reiki spełni rolę egzorcyzmu. Jednak chcę tu tylko pokazać, że Światło nie boi się ciemności. Światło w formie Reiki wpływa w sam jej środek i ją rozświetla. Tym bardziej absurdalne wydaje się wymyślanie rzeczy, tematów i miejsc, które mogłyby być nieharmonijne z tą piękną energią.

Bogusława M. Andrzejewska

Dr Wayne W. Dryer

Dr Wayne W. Dyer – Żyć w równowadze

czyli 9 zasad życia w harmonii

(opr. na podstawie książki Wayne W. Dyera)

  1. Równowaga między marzeniami a nawykami.

Wszyscy śnimy o sukcesie, pracujemy nad sobą, czytamy mądre książki i uczymy się pozytywnego myślenia. Jednak kiedy tylko zamkniemy książkę lub wrócimy z kursu, wracamy do starych nawyków. W utartych torach codziennej rutyny, nawykowo narzekamy, martwimy się, obawiamy, pozwalamy dojść do głosu lękom, złości i innymi niskim energiom. Zgodnie z Prawem Przyciągania tworzymy przez to jeszcze więcej trudnych sytuacji. W takim błędnym kole łatwo o frustrację i poczucie przegranej. Dalekie to jest od pozytywnego kreowania dobrego życia, o którym przecież wszyscy tyle wiemy. Piszę o tym na pierwszej stronie w dziale o pozytywnym myśleniu.

Aby odzyskać równowagę, trzeba wykorzystać moc myśli, zacząć je kontrolować i pilnować, aby nie wpadać w kołowrotek negatywnych nawykowych zachowań i wypowiedzi.

Nawet jeśli tkwisz w bagnie, możesz patrzeć w gwiazdy. Możesz pielęgnować w sobie gwiezdne myśli, a odrzucić ciężar tych, które ciągną cię w głąb bagna. Punkt równowagi to pewność, którą ugruntowujesz w sobie za pomocą następujących myśli: Wiem to, pragnę tego, jestem blisko celu, nic nie może stanąć mi na przeszkodzie, nic nie może mnie powstrzymać, nic nie może wytrącić mnie z równowagi. (Wayne W. Dyer)

  1. Równowaga między potrzebą cieszenia się życiem, a marzeniami o wypracowaniu sukcesu.

Wszyscy znamy powiedzenie: zatrzymaj się i zobacz świat. Pogoń za sukcesem i sytuacja, w której nie mamy czasu na nic, nie służy naszemu rozwojowi i powoduje, że stajemy sie nieszczęśliwi. Wpadamy w stres. Myśli nakręcone napięciem i pospiechem tworzą kolejne napięcie i brak czasu dla siebie. Przecież to, na czym skupiamy myśli, to materializujemy. Nie ma nic dobrego w wielkim bogactwie, z którego nie mamy kiedy skorzystać. Bycie szczęśliwym, to czerpanie pełnymi garściami z piękna Wszechświata.

Aby odzyskać równowagę, trzeba nauczyć się spokoju i wyciszenia. Trzeba umieć zrobić sobie przerwę, odpoczywać w rozluźnieniu i spokojnym cieszeniu sie wolnym czasem.

To, czego naprawdę musisz się nauczyć, to tworzenie równowagi między tym, czego naprawdę w życiu pragniesz, a myślami, czyli rodzajem wibracyjne energii, którą wybierasz, by te pragnienia przyciągnąć. (Wayne W. Dyer)

  1. Równowaga między tym, jak postrzegasz siebie, a jak widzi Cię świat.

Każdy z nas doświadcza takiego konfliktu, dlatego tak bardzo zależy nam na akceptacji otoczenia. Chcemy być postrzegani jako ludzie dobrzy, wartościowi, piękni i mądrzy. Jednak otaczające nas osoby patrzą na nas przez pryzmat własnych doświadczeń, a także przez filtr swojej samooceny. Osoba zakompleksiona będzie widzieć w nas głownie wady. Błyskawicznie wyłapie same złe rzeczy, szczególnie takie, które sama posiada. Człowiek, który kocha siebie, obdarzy nas miłością i kredytem zaufania, może nawet przeceniać nasze możliwości. Nasze poczucie wartości również ma wpływ na ocenę innych, ponieważ świat jest lustrem, w którym odbijają sie nasze myśli. Także te o nas samych.

Aby odzyskać równowagę, należy skupić się mocno na pracy z podniesieniem poczucia własnej wartości. Trzeba wytworzyć w sobie przekonanie o tym, że jesteśmy dobrzy, mądrzy i kochający. Podświadomość nie daje sie okłamać, dlatego praca z podnoszeniem samooceny wymaga od nas także pewnych działań, nie wystarczy sama afirmacja. Jeśli chcemy uważać się za ludzi dobrych, powinniśmy czynić dobro, powstrzymywać się od nienawiści, nie dokuczać innym… jeśli chcemy uchodzić za osoby mądre, warto skończyć jakiś kurs, może szkołę, poczytać nieco, dokształcić się.

Warto jednak utrzymać poprzeczkę na normalnym poziomie, ponieważ kochamy siebie takich, jakimi jesteśmy – tu i teraz. Absolutnie nie wchodzi w grę opcja: “pokocham siebie, jak juz zmądrzeję, schudnę, stanę się obowiązkowa”! Każdy z nas jest doskonały taki jaki jest w tej chwili. Możemy zatem podnosić samoocenę, zmieniając priorytety. Kto powiedział, że trzeba być takim akurat szczupłym, pracowitym, tyle i tyle ważyć…? A może mieć wykształcenie albo pieniądze? Moim zdaniem takie właśnie podejście jest bardziej godne polecenia. Akceptujmy siebie takimi, jakimi jesteśmy. Możemy zmieniać się, rozwijać, uczyć dla przyjemności stawania się innymi.

Więcej o pracy nad poczuciem wartości napisałam w rozdziale, dotyczącym samooceny.

  1. Równowaga między pragnieniem bycia tym, kim chcesz, a zachowaniami kompulsywnymi.

To rozdział dotyczący nałogów i zachowań kompulsywnych, które nie pozwalają nam być sobą. Aby go streścić odwołam się tylko do jednej zasady: jeśli chcesz pokoju – nie walcz. Mamy nawyk wojowania ze wszystkim, co nam sie nie podoba. Kiedy w naszej rzeczywistości pojawia się osoba agresywna, chcemy z nią walczyć, tymczasem jest to działanie na tej samej energii: energii agresji. Każde toczenie wojny – nieważne w jak szczytnym celu – jest walką. Chcąc prawdziwego pokoju, musimy skupiać się na pokoju, a nie na walce.

Aby odzyskać równowagę, należy zmienić myślenie i pokochać siebie, wypełnić miłością wszystkie miejsca, w których jej brakuje. Zaakceptowanie i pokochanie siebie usuwa prawdziwy powód zachowań kompulsywnych.

  1. Równowaga między zdrowiem, a zachowaniami, które mu nie służą.

Stale powtarzam wszystkim moim uczniom i klientom, że energia podąża za myślą. Jeśli jedząc kawałek pysznego tortu myślę o tym, że dzięki niemu będę zdrowa i szczupła, to tak się stanie. Jeśli jedząc ciastko, wypełniam sie poczuciem winy i strachem, że przytyję albo zachoruję, wówczas oczywiście tak też będzie. O wyglądzie i zdrowiu decydują nasze myśli, ponieważ to mózg wysyła do wszystkich komórek informację o szczęściu i zdrowiu lub konieczności tworzenia wałów obronnych z tłuszczu. Praktykując psychosomatykę, potwierdzam to doświadczeniem swoim i wielu osób, które mi zaufały. Dietetyka – moim zdaniem – jest nauką całkowicie zbędną – wystarczy psychologia.

W psychologii obowiązuje prawo polegające na tym, że jeśli człowiek uformuje w umyśle obraz tego, czym chciałaby być i utrzyma go wystarczająco długo, wkrótce stanie się dokładnie taki, jak sobie wyobraził. (William James)

Aby odzyskać równowagę wystarczy uwierzyć, mocno uwierzyć i zmienić wewnętrzne przekonania. To my i nasze myśli decydują o naszym zdrowiu.

  1. Równowaga między pragnieniem dobrobytu, a nawykami prowadzącymi do niedoboru.

Podobnie jak w pierwszym punkcie, bardzo często na drodze do bogactwa staja nam zarówno stare niekorzystne nawyki, jak i negatywne przekonania. Jeśli naprawdę chcemy zmienić swój los i stać się bogatymi ludźmi, musimy bezzwłocznie zmienić myślenie i przekodować wszystkie wzorce, które nam nie służą. Nie ma innej drogi. Nie ma innej metody. Nie można zdobyć szczytu góry, stojąc u jej stóp na dole bez ruchu. Najczęściej spotykane niekorzystne wzorce myślowe to:

– Bóg tego nie chce

– Nie wystarczy dla wszystkich

– Nie zasługuję

– Nie mam wystarczających zdolności

– Nie mam szczęścia

– Nigdy mi nic nie wychodzi

– Nie umiem zdobywać bogactwa

Pracę nad przyciąganiem dobrobytu zaczynamy od zmiany myślenia, od wypisania tych wszystkich wzorców i zmienienia ich na takie, które są naprawdę pozytywne. Więcej piszę o tym w rozdziale o Dobrobycie.

  1. Równowaga między tęsknotą za pokojem, a wchodzeniem w walkę.

Podobnie jak w rozdziale dotyczącym nawyków, autor skupia się na pozornym pozytywnym myśleniu, które wpada w pułapkę “walki ze złem”. To z czym walczymy – zasilamy. Jeśli chcemy pokoju – nie walczmy, lecz kreujmy pokój, przejawiajmy pokój, sami bądźmy pokojem w każdej najmniejszej komórce swojego ciała.

Aby zachować równowagę, pozostańmy wypełnieni pokojem i miłością, nie dając sie wciągać w żadne polityczne manipulacje. Nie ufajmy przywódcom, którzy nas straszą zagrożeniem lub brakiem, szerząc faszystowskie i nacjonalistyczne teorie pod płaszczykiem “miłości do kraju”. Najlepszym lekarstwem na lęk jest miłość bezwarunkowa do samego siebie i każdej istoty czującej. Najlepszym sposobem na wojnę jest pokój. Najlepszą metodą na szczęśliwe i godne życie jest zgoda i serdeczna współpraca niezależnie od różnic rasowych czy religijnych.

Współczucie i miłość nie są luksusowym dodatkiem. Będąc bowiem źródłem zarówno wewnętrznego jak i zewnętrznego pokoju, stanowią fundament ciągłości naszego gatunku. (Dalajlama)

  1. Równowaga między potrzebą miłości, a poczuciem, że jej nie dostajesz.

Każdy z nas pragnie miłości. Szukamy swojej drugiej połówki, by stworzyć rodzinę. Szukamy uczucia w domu, wśród przyjaciół. Relacje szczęśliwe to te właśnie, które oparte są na prawdziwym głębokim kochaniu. Stosujemy do nich tę sama zasadę, zgodną z Prawem Przyciągania. Kto pragnie być kochanym, powinien najpierw pokochać samego siebie, stać się miłością, wypełnić nią po brzegi. Wówczas na zasadzie lustra przyciągnie miłość, uosobioną w drugim kochającym człowieku. Jeśli myślimy o ludziach ze złością, jeśli skupiamy sie na brakach – braku miłości na przykład – to materializujmy “brak miłości”, nazywany potocznie samotnością. Walka z samotnością, to zasilanie samotności.

Aby odzyskać równowagę, wystarczy pokochać siebie.

  1. Równowaga między życiem duchowym a materialnym.

To najczęściej spotykany dzisiaj konflikt. Wokół nas mnóstwo jest ludzi, którzy kierując się wyłącznie “mędrca szkiełkiem i okiem” zapomnieli o tym, czym są w istocie: duchowością, zanurzoną na krótką chwilę w materialnym ciele. Utożsamianie się z materią, która miała duchowi służyć jedynie za narzędzie do pracy nad sobą, prowadzi w ślepą uliczkę materializmu – pogoni za pieniędzmi i wymiernymi korzyściami. Powoduje to pogłębienie się poczucia oddzielenia od Źródła, z którego pochodzimy, daje podłoże do nienawiści, agresji, zazdrości. Ludzie zapominają, że wszyscy jesteśmy Jednością…

Aby odzyskać równowagę, możemy zmienić optykę i spoglądać na cały świat przez bajeczne okulary, które pozwalają zobaczyć, że wszystko jest cudowną energią. A także to, że wszyscy jesteśmy w magiczny sposób połączeni.

Ziemia jest pełna niebios

A każdy pospolity krzew rozpala się boskim ogniem

tylko ci, którzy widzą, zdejmują sandały

pozostali siedzą wokół i zbierają jagody

(Elizabeth Barrett Browning)

Dr Wayne W. Dyer był światowej sławy pisarzem i wykładowcą w dziedzinie samorozwoju. To czołowy amerykański psychiatra, który popularność zyskał dzięki książce “Pokochaj siebie”. Jest ona adresowana do ludzi, którzy chcą docenić siebie i zmienić swoje życie na lepsze, poprzez wypracowanie nowej osobowości, aby żyć zgodnie z własnymi pragnieniami. Wychowywał się w domu dziecka oraz rodzinach zastępczych. Pomimo tak trudnego losu, zdołał pokonać trudności, aby zrealizować marzenia i osiągnąć sukces.

Dyer napisał ponad 30 książek, nagrał wiele programów radiowych i telewizyjnych, przygotował opracowania audio i video na temat pracy nad sobą. Kilka z jego książek trafiło na listy bestsellerów. Najpopularniejsze tytuły – oprócz wymienionego wyżej – to m. inn. “Kieruj swoim życiem”, “Wymówkom precz”, “Odmień swój umysł, odmień swoje życie”, “Żyć w równowadze”.

Dyer był przez niektórych nazywany “ojcem motywacji”. Jego publikacje są powszechnie wykorzystywane do nauki prosperity oraz szkoleń i treningów rozwojowych. Zmarł pod koniec sierpnia 2015 roku.

Zapisz

Źródło młodości

Zdarza się czasem, że praktycy Reiki traktują tę cudowną energię jako świętość i nie mają odwagi nawet, by pomyśleć o wykorzystaniu jej do czegoś innego niż uzdrawianie i to wyjątkowo poważnych schorzeń. Spotkałam się już z opinią, że „szkoda marnować energię na prozaiczny katar”. Tymczasem katar może być bardziej meczący niż inne nawet przewlekłe schorzenia, które spędzamy w łóżku. Tym bardziej, że mając katar zazwyczaj pracujemy równie intensywnie jak wtedy, kiedy jesteśmy zdrowi, a jednak stan przeziębienia bardzo utrudnia nam funkcjonowanie i każde wsparcie jest mile widziane. Nie powinniśmy zatem w żaden sposób oceniać, jaka dolegliwość zasługuje wystarczająco na zabieg energetyczny.

Nie o katarze chcę jednak pisać, ale o pracy z energią Reiki w tematach, które ze zdrowiem nie mają nic wspólnego. Dla kobiet kwestią równie ważną jak samopoczucie bywa wygląd. W pewien sposób to właśnie uroda pośrednio działa na nasz nastrój. Im lepiej wyglądamy, tym lepiej się czujemy. I chociaż trudno porównywać zdrowie z wyglądem, to nie ma powodu, by zaniedbywać własną urodę.

Energia Reiki jest jak ocean – nigdy jej nie zabraknie. Nie znajduje się w żadnym zbiorniku, jest zatem niewyczerpana. To my decydujemy, gdzie popłynie, kiedy przykładamy ręce do określonych osób lub przedmiotów lub adresujemy ją z pomocą znaków drugiego stopnia. Dlaczego zatem nie działać na wszystko, co dla nas ważne, nawet jeśli ze zdrowiem nie ma nic wspólnego? Z pomocą Reiki możemy pracować w każdym obszarze, jeśli nikomu przy tym nie czynimy krzywdy. Nie ma tu żadnych ograniczeń.

Panie, które były u mnie na inicjacji, wiedzą doskonale jak pracować z energią, aby ich włosy były gęste, zdrowe i lśniące, a skóra młoda i gładka. Mam też uczennice, które dotarły właśnie do mnie tylko dlatego, że marzą o jędrnych, kształtnych piersiach, chcą je powiększyć bez skalpela. Nie dla każdej kobiety ma to znaczenie. Są też osoby w pełni zadowolone ze swojego wyglądu i nic nie chcą w nim poprawiać. Jednak warto wiedzieć, jakie są możliwości energii Reiki.

Napisałam, że jest to ocean, a teraz dodam, że to także źródło młodości. Dla kobiet w średnim wieku wszystko, co daje gładką skórę, lśniące włosy, piękne piersi jest eliksirem odejmującym lata. Warto zauważyć, że wymienione tu elementy urody są charakterystyczne dla pań w młodym wieku. Starsze osoby potrzebują chemii, operacji plastycznej lub nieco magii, by wyeliminować zmarszczki i poprawić kondycję skory czy włosów. Reiki okazuje się być szczyptą tej magii, która bez efektów ubocznych poprawia nasz wygląd.

Ktoś może powiedzieć, że przesadne dbanie o urodę i brak akceptacji naturalnego procesu starzenia to próżność, ale pamiętajmy też, że czasem kwestia wyglądu wpływa na stan naszej samooceny. A ta z kolei jest punktem wyjścia do szczęśliwego życia, samospełnienia i osiągania sukcesów. Dlaczego zatem nie pomóc sobie zabiegiem energetycznym, skoro dysponujemy taką możliwością?

Jak napisałam wyżej, mamy prawo korzystać z energii dla dowolnego celu, jeśli nikomu tym nie szkodzimy. A sam fakt, że Reiki działa na nas odmładzająco jest też dowodem, że to coś dla nas właściwego, ponieważ ta energia niesie tylko dobro. Gdybyśmy próbowali cokolwiek poprawiać energetycznie z negatywnych powodów, Reiki nie zadziała. Wiemy o tym doskonale, wiele praktykujących osób udowodniło, że kiedy ich intencje są nieodpowiednie, energia przestaje działać i wspierać.

Moje doświadczenie wskazuje, że poprawa urody bywa też czasem nieoczekiwanym zupełnie efektem dodatkowym pracy z energią. Nie wykonywałam nigdy specjalnych zabiegów, dotyczących wyglądu, ponieważ mam to szczęście, że przez większość życia byłam zadowolona ze swojej aparycji. Nigdy też o tym nie myślałam, ponieważ życie dostarczyło mi wielu spraw i tematów do uzdrawiania energią, które odwracały moja uwagę od wyglądu. Jednak po dwudziestu kilku latach codziennego wykonywania Reiki obserwuję u siebie zwolniony proces starzenia. Nie mam zmarszczek, nie mogę doczekać się menopauzy, nie potrzebuję biustonosza – grawitacja nie istnieje dla mnie, a nieznane osoby mówią, że wyglądam na trzydzieści kilka lat. Nic w tym kierunku nie robiłam. Ale codziennie robię Reiki.

Zapewne nie jest to sposób na nieśmiertelność, ale wydaje się całkiem logiczne, że energia, odżywiając i uzdrawiając komórki naszego ciała, pozwala nam dłużej cieszyć się młodością.

Bogusława M. Andrzejewska

Zapisz

Reiki i radość

Energia reiki przy całej swojej wszechstronności jest także sposobem na rozwijanie szczęścia i radości. Kiedy zgłaszają się do mnie osoby z tendencją do smutków lub stanów depresyjnych – zazwyczaj polecam tę właśnie metodę. Nic w tym dziwnego. Wiemy już, że Reiki regulując przepływ energii przez komórki działa na wszystkie schorzenia, uzdrawiając człowieka zależnie od jego gotowości zmiany myślowych wzorców. Jednak oprócz tego wykonanie zabiegu podnosi poziom energetyczny, co automatycznie wiąże się z poprawą nastroju.

Systematyczne zabiegi są zatem antidotum na depresje wszelkiego rodzaju. Nie mówię tu o stanie zaawansowanym wymagającym specjalistycznego leczenia i przyjmowania tabletek. Mówię o profilaktyce. Jeśli stale wchodzimy w przepływ Reiki, stale też odczuwamy poprawę nastroju i otwieramy się na radość życia. Tym samym odsuwamy od siebie chorobę.

Niemal każdą, ponieważ podłożem większości dolegliwości są negatywne emocje. Kiedy jesteśmy pod działaniem Reiki, emocje tego typu nie mają do nas dostępu. W pewien sposób można powiedzieć, że gdybyśmy wykonywali zabiegi 12 godzin na dobę, nie mielibyśmy czasu i okazji do tego, żeby się smucić czy złościć, a w konsekwencji zapewnialibyśmy sobie najlepsze zdrowie.

Rzecz jasna są też wzorce, na które radość nie ma zdecydowanego wpływu, np. niskie poczucie własnej wartości. Jeśli ktoś nosi w sobie masę kompleksów, to choćby śmiał się od rana do nocy, nie zmieni tym wadliwego kodu, który prowokuje chorobę. Ale może go osłabić. Naukowo udowodniono już dawno, że śmiech uzdrawia, działając w określony sposób na komórki naszego fizycznego ciała. Zatem zapewne w dużej mierze niweluje wpływ szkodliwych wzorców. Być może daje nam więcej czasu na ich uzdrowienie, zanim choroba rozgości się w ciele na dobre.

Warto wspomnieć o jednej z pięciu zasad Reiki. Brzmi ona: „Chociażby dziś, nie martw się”. Stale powtarzam, że mądry Mikao Usui, twórca metody, doskonale wiedział o znaczeniu pozytywnego myślenia. O wszystkim decydują nasze myśli i w ślad za nimi tworzone przekonania. Jeśli funkcjonujemy w radości, to nasze życie jest dobre i pełne sukcesów. Radość przyciąga radość i roześmianych ludzi. Nie dopuszcza stresu, a przecież to właśnie stres jest twórcą problemów i schorzeń. Zatem pozytywne myślenie, częsty śmiech i wypełnianie swoich dni wesołymi sprawami gwarantują nam dłuższe i lepsze życie.

Reiki sprzyja radości, dlatego też osoby, które zajmują się praca z energią, zazwyczaj mają duże poczucie humoru. Nie wahają się też z dystansem podchodzić do tematu samej energii. Nie obrażamy bowiem ani nie poniżamy Reiki, kiedy mamy w sobie radość i traktujemy wszystko z dużą dozą śmiechu. Jeden z moich przyjaciół, nieżyjący już, znakomity nauczyciel Reiki, Andrzej Bednarz układał zabawne powiedzonka na ten temat. Najbardziej znane to:

„Człowiek człowiekowi Reikiem”

„Gdzie człowiek nie może tam Reiki pośle”

„Kto rano wstaje, temu Reiki”

Często wspólnie żartowaliśmy i wymyślaliśmy śmieszne słowa i przysłowia związane z tą cudowną energią. Napełnialiśmy je humorem i radością. Wierzę, że miłość jest nierozerwalnie związana z wesołością, dlatego wprowadzanie szczerego i pozytywnego śmiechu do tego, co dla nas ważne, wzmacnia nasze uczucia.

Miałam przyjemność uczestniczyć w wielu roześmianych zabiegach. Bywa tak, że kiedy grupowo przykładamy dłonie, zaczynamy żartować i nasz śmiech nabiera wówczas innego wymiaru. To nie tylko zabawa, ale prawdziwa głęboka i czysta radość, zasilana mocą przepływającej przez nas energii. Charakterystyczne jest to, że Reiki wzmacnia nasze poczucie humoru nakręcając bez końca spiralę zabawy. Energia pięknie płynie, a sam radosny proces wzmacnia odczuwanie wesołości u odbierającego.

Reiki potrafi nas też wyciszyć wtedy, kiedy zamiast śmiechu ktoś potrzebuje spokoju. Doświadczyłam wielokrotnie, że nic i nikt nie jest w stanie mnie rozbawić, kiedy jestem w stanie przepływu, a Reiki decyduje o potrzebie powagi. Jeśli jednak czuję lekkość, a buzia sama mi się śmieje, wówczas wiem, że tej jakości w tym przypadku osoba bardzo potrzebuje. Nie powstrzymuję radości, jeśli spontanicznie pojawia się w trakcie przepływu, bo wiem, że ta piękna emocja zawsze jest dobra. Półgodzinna sesja szczerego śmiechu, po którym bolą mięśnie brzucha, jest nie mniej uzdrawiająca, niż sama energia. Poddaję się temu, co czuję. Nic na siłę. Reiki pięknie prowadzi.   

Bogusława M. Andrzejewska

Zapisz