O Mądrości

Przekaz od Mistrzów i Nauczycieli z Kronik Akaszy dla Czytelników tej strony

Prawdziwa mądrość jest poszukiwaniem na poziomie serca. Bardzo często mylicie mądrość z wiedzą. Tą wiedzą, która jest nabyta z książek. Czasami wysoki iloraz inteligencji sprawia wrażenie, że ktoś jest mądry. W połączeniu z wiedzą, erudycją taki człowiek może przekazać mnóstwo cennych informacji. Warto słuchać takich ludzi. Warto czytać książki przez nich napisane. Warto się od nich uczyć. To wszystko jest potrzebne.

Ale jest coś jeszcze, na co chcieliśmy zwrócić dzisiaj waszą uwagę. To jest właśnie mądrość serca. Może ona towarzyszyć ludziom prostym, niewykształconym. Ludziom, którzy nie ukończyli szkół i nie posiadają cenionych przez was dyplomów. Tacy ludzie mają w sobie mnóstwo dobroci. Taka dobroć wynika ze spontanicznego rozumienia i odczuwania Jedności ze Wszystkim Co Jest. Mądrość serca polega na tym, że nawet bez ukończenia szkół i bez mądrych książek odczuwa się całą potęgę i harmonię wszechświata. Jest to dla niektórych ludzi czymś zupełnie naturalnym, ponieważ jeśli otwiera się serce, można odbierać poprzez jego portal całą wiedzę zgromadzoną w Akaszy. To są ludzie, którzy poprzez serce uczą się tego, czego inni uczą się poprzez umysł, uczą się z książek lub poprzez doświadczenie.

Ludzie, którzy poprzez serce pozyskują wiedzę od wszechświata, porządkują tę wiedzę w sposób wyjątkowo harmonijny. Ta wiedza nie jest porządkowana i układana subiektywnie zgodnie z zamysłem nauczyciela czy autora ksiązki albo kursu. Taka wiedza jest zgodna z harmonią wszechświata, ponieważ to sam wszechświat ją wlewa bezpośrednio do serca takiej osoby. Mądrość serca pozwala rozumieć zasady wszechświata, ale pozwala też odczuwać na wielu poziomach, czym jest miłość bezwarunkowa, czym jest radość, wybaczanie, Prawo Przyciągania…  Ta mądrość wyrasta z tego, co najważniejsze – z miłości bezwarunkowej i połączenia ze Wszystkim Co Jest, z połączenia z Najwyższym Źródłem. Najwyższe Źródło przekazuje miłość, radość, Światło wlewając je bezpośrednio poprzez nasze serca. Jeśli ktoś jest naprawdę otwarty, czuje i rozumie, pobiera mądrość z centrum, a nie z zewnątrz. Pobieranie mądrości ze swojego serca jest tak naprawdę otwarciem na to wszystko, co przychodzi z Najwyższego Źródła.

Osoby, które medytują mają dostęp do takiej mądrości. Kiedy pojawia się w ich życiu jakieś istotne pytanie, mogą zadać je w medytacji. Szukają wówczas odpowiedzi nie na zewnątrz, ale właśnie wewnątrz siebie. Czyli otwierają portal serca, aby uzyskać odpowiedź bezpośrednio z Najwyższego Źródła. Czy też – jak to niektórzy określają – od wszechświata.

Wszyscy jesteśmy połączeni, zatem odpowiedź na każde pytanie znajduje się w przestrzeni, znajduje się w Akaszy. Aby do niej dotrzeć i z niej skorzystać, wystarczy sięgnąć do tego połączenia. Przypomina to trochę funkcjonowanie internetu. Kiedy zadajemy dowolne pytanie i wpisujemy je w wyszukiwarkę, komputer przeszukuje zasoby sieci, aby znaleźć wszystkie najlepsze wyjaśnienia. Podobnie rzecz ma się z szukaniem odpowiedzi poprzez serce.

Mądrość jest wtedy, kiedy umiemy sercem odbierać świat i ważnym elementem tej mądrości jest też korzystanie z serca na co dzień, w naszym codziennym życiu. Nie tylko wtedy, kiedy z jakimś skomplikowanym pytaniem siadamy do medytacji, ale także wtedy, kiedy poznajemy kogoś nowego, kiedy ktoś przychodzi do nas z jakąś prośbą o pomoc, kiedy musimy podjąć jakąś decyzję. Kiedy umiemy na bieżąco otwierać swoje serce i zadawać sobie pytanie: „co zrobiłoby moje serce, co powiedziałoby moje serce na ten temat”. Jeśli umiemy korzystać z tego na co dzień, wówczas korzystamy z prawdziwej mądrości.

(spisała Bo Andrzejewska – kwiecień 2019)

Reklamy

Kroniki AKASZY

Przesłanie od Mistrzów i Nauczycieli z Kronik Akaszy

„Każdy może do nas przyjść. Każdy może prosić o ochronę i wskazówki dla siebie. Jesteśmy tu i czekamy, dobierając dla każdego najlepsze słowa miłości i wsparcia. Przynosimy to, co bliskie Światłu. Przynosimy naukę bezwarunkowej miłości. Pokazujemy, jak żyć w radości, jak układać codzienność w najpiękniejsze wzory. Jesteśmy Tarczą i Światłem. Wnosimy Jasność w mrok. Pomagamy rozumieć i akceptować. Pomagamy wzrastać z mądrością, pokorą, ale i z zachwytem dla ludzkiego losu. Uczymy dostrzegać Dobro i doceniać Piękno. Pomagamy być Sobą dla siebie i innych. Pomagamy kochać bardziej.

Kroniki nie są tylko archiwum wiedzy o minionych wcieleniach. To przede wszystkim wsparcie pełne miłości. To prowadzenie krętymi drogami życia. To uzdrowienie i łaska. To uwolnienie od karmy i od poczucia zwątpienia. To głęboki kontakt z Boskością, która jest w każdym człowieku”.

(spisała Bo Andrzejewska – marzec 2019)

Pierwszy raz o Kronikach Akaszy usłyszałam w kontekście Biblioteki Liści Palmowych i była to dla mnie fascynująca tajemnica, dotycząca minionych wcieleń i prekognicji. Potem zagłębiłam się w lekturę książek Rudolfa Steinera i stamtąd czerpałam wiedzę o tym, czym są Kroniki. Potem był Edgar Cayce. Wreszcie pracując z Aniołami, nawiązałam kontakt z Archaniołem Metatronem, który według wielu przekazów jest Kronikarzem, spisującym nasze ludzkie doświadczenia. Mam zaszczyt nosić Płaszcz Archanioła Metatrona, współpracując z nim przy wnoszeniu na Ziemię Światła Wiedzy. Zapewne dlatego Kroniki od zawsze były mi bardzo bliskie.

Akasza to pojęcie z sanskrytu, oznacza eter, czyli przestrzeń życiową, która wszystko wypełnia i jest wszędzie. Ale Kroniki Akaszy to coś więcej – to zapis Wszystkiego Co Jest, Co Było i Co Będzie. Ponieważ czas jest nieliniowy, wszystko dzieje się w Tu i Teraz. W Kronikach spisane są wszystkie wydarzenia, myśli, uczucia, intencje. Każdy człowiek ma tam swój rekord wypełniony danymi. I teoretycznie każdy z nas ma dostęp do swoich zapisów z dowolnego miejsca na Ziemi. Każdy może czytać to, co dotyczy jego samego. Bo przecież sam to zapisał. To jak stawianie śladów w miękkiej Ziemi. Nikt nie może nam zabronić wrócić tą samą drogą i oglądać pozostawionych odcisków stóp.

Pojęcie Kronik Akaszy jest znane od tysiącleci. Kojarzone z potężnym archiwum i przedstawiane symbolicznie jako wielka biblioteka, jest też według legend dostępne tylko wybrańcom. Na przykład joginom, którzy pół życia praktykują, by na ten dostęp zasłużyć. Jest tu jednak pewna nieścisłość. Według mojej wiedzy nikt, żadna żyjąca ludzka istota nie ma dostępu do całej wiedzy zgromadzonej w Akaszy. Żaden mózg i żadna aura zresztą nie umiałaby tego udźwignąć. Jednak od dawna niektórzy ludzie umieją dotrzeć do Bramy Akaszy, by stojąc w niej poprosić Mistrzów (Opiekunów, Strażników) o ważną dla nich odpowiedź. Czytanie z Kronik Akaszy jest umiejętnością słuchania tego, co Mistrzowie mają do przekazania. To ważne – nikt na świecie nie wchodzi w Kroniki Akaszy i nie szuka sobie w nich dowolnie, by zaspokoić ciekawość.

Praca z Kronikami to umiejętność odbierania tego, co mówią Istoty ze Światła, kiedy uchylają rąbka wiedzy. Nazywa się Ich często Strażnikami, właśnie dlatego, że w pewien sposób zarządzają zapisaną w Akaszy wiedzą i nie zawsze pozwalają na dostęp. Zdaniem niektórych duchowych nauczycieli nie można otwierać Kronik, kiedy jesteśmy pod wpływem alkoholu. Nie wiem, nie próbowałam i nie zamierzam próbować. Ta informacja pokazuje jednak, że jest jakaś energia (siła, istota), która decyduje o dostępie nawet wtedy, kiedy chcemy badać tylko to, co dotyczy naszej ścieżki.

Ponieważ wibracja ludzkości wzrasta, dostęp staje się coraz bardziej powszechny. Ale jak ze wszystkim innym – jednym to przychodzi łatwo, drugim niekoniecznie. I podobnie jak z pieczeniem ciasta: może to zrobić każdy. Jednak w efekcie jeden upiecze pyszność, drugi zwykły placek, a trzeciemu wyjdzie zakalec. Kwestia nie w dostępie do mąki, tylko w indywidualnych predyspozycjach. I tu pojawia się przestrzeń dla Konsultanta czyli takiej osoby, która robi odczyty dla innych. Jeśli ktoś sam nie umie odczytać swoich rekordów, może o to poprosić. W taki sam sposób jak prosimy mechanika samochodowego, by naprawił nam auto, bo sami tego nie umiemy. Choć nikt nam nie broni naprawiać samodzielnie samochodu.

Odczyt z Kronik Akaszy – także ten zrobiony dla nas przez inną osobę – jest pięknym uzdrawiającym procesem. To nie tylko fascynujące informacje, to nie tylko odkrywanie zakrytego, ale też uzdrowienie. Z otwartych Kronik płynie piękne, czyste Światło, ponieważ Kroniki są w swej istocie wymiarem wypełnionym Najwyższą Energią i Bezwarunkową Miłością. Kiedy uchylamy drzwi, ta piękna Moc spływa na nas i wypełnia na wszystkich poziomach. Mistrzowie, do których zwracamy się z takim zaufaniem, to Istoty Światła, które nigdy nie były ludźmi i wolne są od ludzkich emocji i potrzeby oceniania nas w jakikolwiek sposób. To Czyste Światło i Czysta Miłość. Oprócz Nich możemy w Kronikach spotkać Nauczycieli, którzy byli niegdyś w ludzkiej formie, Istoty z innych czasoprzestrzeni, Archanioły lub Anioły i Dewy. Wszystko zależy od pytań i tematu, który poruszamy.

Wiedza otrzymana od Mistrzów i Nauczycieli jest zawsze najważniejsza na dany moment. Prowadzi nas do tego, co dla nas najlepsze. Mistrzowie to Istoty, które towarzyszą nam od chwili przyjścia na świat. Są w naszych myślach i w powietrzu, którym oddychamy. Są Światłem, które wszystko wypełnia, jak siła życiowa. Jednak ich poziom wibracyjny jest bardzo wysoki. Kroniki Akaszy bywają porównywane z Siódmym Poziomem w Theta Healing oraz z „Niebem”, w którym przebywają Anioły. To różne rzeczywistości, różne wymiary, ale z perspektywy człowieka są tak samo boskie, tak samo świetliste.

Wejście do Kronik przerosło moje oczekiwania. To nie tylko biblioteka ogromnej wiedzy od początku istnienia. To przede wszystkim przepiękny, pełny miłości wymiar który niesie w sobie wsparcie, dobroć i uzdrowienie. Każdy kontakt z moimi Mistrzami to potężna dawka świetlistej energii, która pomaga w codziennym życiu i we wszystkich trudnych sprawach. Początkowo nie chciałam wchodzić w Kroniki, kiedy miałam jakiś problem i energia troszkę mi spadała, ale w Kronikach usłyszałam, aby właśnie wtedy przychodzić po pomoc. To bardzo ważna informacja. Chociaż z naszej perspektywy Kroniki są sanktuarium, do którego nie chcemy wnosić błota i brudu, to są także miejscem łaski i uzdrowienia. Właśnie tam warto udać się po pomoc, kiedy jest ciężko, kiedy leją się łzy, kiedy doświadczamy niesprawiedliwości, kiedy cierpimy. I podobnie jak w przypadku Reiki czy pracy z Aniołami, możemy korzystać z tej metody także w trudnych emocjach, nie czekając, aż inne techniki podniosą nam energię.

W Kronikach zapisane jest to, co było i to, co będzie. Słyszałam ten zwrot od lat i przyznaję, że jako młoda osoba byłam zafascynowana taką możliwością. Wiedzieć! Wiedzieć, co się wydarzy! A dzisiaj przyznaję: zupełnie nie ciekawi mnie przyszłość, ale przede wszystkim to, co mogę zrobić w tej chwili, by uzdrowić siebie, swoje życie, swoją linię rodową. Ciekawi mnie moja życiowa misja i to, po co tutaj na Ziemi jestem? Jak mogę najlepiej robić to, co robię? Dlaczego tak kocham Kryształy, Anioły? Zmienił się mój ogląd świata i wierzę, że dotarłam do Kronik Akaszy w najlepszym dla siebie momencie.

Ale inne osoby mogą mieć zupełnie inne pytania, dotyczące życiowych spraw: miłości, związku, dzieci, pieniędzy. Można je zadawać i prosić o podpowiedź w kwestii uwolnienia od życiowych kłopotów. Na wszystkie można znaleźć odpowiedź – z jednym wszakże zastrzeżeniem: Kroniki nie podejmują za nas decyzji i nie odpowiadają „tak” lub „nie”. Nie są Wróżką. Zatem odpowiedzi mogą być całkiem inne od tych, których ktoś oczekuje. Jednak zawsze są pełne ciepła i miłości. To, co najpiękniejsze w Kronikach to pełna akceptacja i brak oceniania. Z czymkolwiek przychodzimy, nie usłyszymy osądu czy krytyki. Poczujemy miłość i troskę. Usłyszymy, jak na nowo odnaleźć w sobie Światło.

Odkąd wchodzę w Kroniki Akaszy i słucham swoich Mistrzów i Nauczycieli, jestem pełna Światła. Wypełnia każdą moją komórkę i rozjaśnia moją codzienność. Czuję się szczęśliwa i prowadzona najlepszymi dla mnie ścieżkami. Wiem i czuję, że każdy kontakt z tą piękną energią niesie uzdrowienie. Jestem ogromnie wdzięczna za to mądre i pełne troski przewodnictwo i za to, że mogę każdego dnia w dowolnym momencie bez wysiłku dotknąć Boskości.

 Bogusława M. Andrzejewska

Świadomość

Często mówimy o świadomym życiu i świadomym rozwoju, chociaż nie każdy pewnie ma na ten temat takie samo wyobrażenie. Jak w wielu przypadkach, tak i tutaj mamy tyle definicji, ile zainteresowanych osób. Szukamy własnych priorytetów, zakładając możliwość pozytywnej ścieżki w dowolnej wersji, jaką wybierzemy. Z całą pewnością każda droga, którą podążamy, jest dla nas najlepsza na dany moment. A sama świadomość może kojarzyć się nam głównie z kontrolą własnego działania i uważnego podejmowania decyzji. Czasem słyszę też jakąś teorię o duchowości i ezoterycznych zainteresowaniach, skąd blisko już do reklamy weganizmu i uprawiania jogi.

A co, jeśli świadomość oznacza bycie faktycznie przebudzoną osobą? Kimś kto przestał spać i otwierając oczy wkracza w świadomą rzeczywistość? Czym przejawia się taka realność? O samym przebudzeniu piszę w innej części strony, ale w pewien sposób taka wersja interpretacyjna jest mi bardzo bliska. Mam wrażenie, że to taki sposób funkcjonowania, który zakłada wielowymiarowe postrzeganie świata i działanie zgodne z prawem przyciągania i spontaniczną mocą kreacji. Na przykład, bo przebudzenie dotyczy nie tylko rozumienia naszego wpływu na materię, ale właściwe postrzeganie energetyki we wszystkich obszarach. Być świadomym, to nie tylko wiedzieć, ale też rozumieć, co się widzi.

Świadome życie to dla mnie swoista dojrzałość. To jak spacer boso po trawie, kiedy z uwagą dotykam stopami ziemi i czuję miękkość trawy, jej chłód, drobne kamyczki i wszystkie moje myśli, wszystkie zmysły kieruję w ten dotyk, w jedność z ziemią. Czuję, jak Ziemia oddycha i jak jej energia przenika przez moje stopy do samego serca. Staję się z nią jednością, a każdy krok jest pogłębieniem oddechu. Uważność. Dla mnie świadomość to właśnie uważność.

Świadome życie jest dla mnie uważnym kontaktem zarówno z zewnętrznym, jak i wewnętrznym światem. To wnikliwa obserwacja i wyciąganie wniosków lub zanurzenie w zachwycie. To doświadczanie całą sobą po to, by wzrastać, by zmieniać się i z każdym dniem być bliżej boskości. To odsłanianie swojej prawdziwej natury krok po kroku, każdego dnia. Bez rozumienia całego procesu i bez transformacji nie ma mowy o świadomości.

Są takie nauki, które pomagają poukładać logicznie kolejne stopnie życiowego wtajemniczenia. Ale zawsze na pierwszym miejscu znajduje się w nich wysokie poczucie wartości. Bez wiary w siebie nie sposób podążać żadną pozytywną drogą, ponieważ niska samoocena wypacza wgląd, zakłamuje rzeczywistość i skłania do szukania iluzji. To miłość do samego siebie pozwala nam kochać innych, uzdrawiać, przyciągać, kreować i transformować. Poznanie siebie pomaga tworzyć szczęśliwe relacje.

Drugi poziom świadomego życia to przeglądanie się w oczach innego człowieka z pełnym rozumieniem, że wszyscy jesteśmy jednością. To nade wszystko tolerancja i pozwalanie drugiej osobie, by podążała swoją własną ścieżką. To poznawanie innych, ich widzenia świata i akceptacja odmienności. Ale i życzliwość, serdeczność, uprzejmość. To dobre gesty i taktowne zachowanie. To empatia, która pozwala nieść pomoc w mądry sposób oraz otwartość na potrzeby drugiego człowieka. To wyrażanie emocji w taki sposób, by nikogo nie ranić.

Kolejny poziom to radość, która wypełnia każdy dzień i każdą chwilę. To optymizm i pozytywne myślenie, bez którego nic przecież dobrego nie da się wykreować. To napełnianie uśmiechem wszystkiego, czego doświadczamy i dziecięcy niemalże zachwyt każdym kolorowym drobiazgiem. Zachwyt uzdrawia i podnosi nam energetykę, a cieszenie się życiem sprawia, że staje się ono coraz lepsze. Nie ma rozwoju wewnętrznego bez pozytywnego, uśmiechniętego podejścia do otaczającej nas rzeczywistości.

Materia jest przestrzenią, która uczy nas naszej prawdziwej mocy. Bez rozumienia materii niczego nie osiągniemy, dlatego właśnie zeszliśmy na Ziemię – konkretną i pełną przedmiotów, które możemy brać do ręki, dotykać, zabarwiać naszą energią i kształtować mocą umysłu. Jednym z największych wyzwań jest ciało. Szczególnie wtedy, kiedy choruje. Uzdrawianie naszych tkanek jest ogromnie istotną lekcją. Świadome życie, to takie, w którym nasze emocje oraz mentalne wzorce kształtujemy harmonijnie, aby tworzyły matrycę zdrowia dla naszego ciała.

Następny etap to poznawanie świata z pomocą zmysłów. To umiejętne wykorzystanie każdego z nich, by podnosić swoje energetyczne wibracje. Oczy zachwycają się widokami, uszy zanurzają w dźwiękach, smaki uczą wdzięczności, zapachy sublimują emocje, a wreszcie dotyk pozwala cieszyć się prawdziwie materią. Zakreślamy własne przestrzenie. Na tym etapie doceniamy też moc naszego umysłu i potęgę przyswajania wiedzy. Uczymy się i rozwijamy inteligencję.

Potem uczymy się kochać prawdziwie i głęboko. Poprzez macierzyństwo i partnerstwo dorastamy do odpowiedzialności za drugiego człowieka. Dotykamy prawdziwej miłości, chociaż jeszcze nie rozumiemy, że ma ona moc stwarzania nowych światów. Tymczasem uruchamiamy moce twórcze i rozjaśniamy świat artystyczną kreacją, która powstała na bazie zmysłowego poznania. Doceniamy harmonię i piękno.

Kolejny etap, to wyjście poza zmysły, to intuicyjny wgląd pod zamkniętymi powiekami. To droga medytującego pustelnika, który zagłębia się w sobie, by znaleźć odpowiedź, co jeszcze jest poza światem widzialnym. To poszukiwania duchowe i jedna z niebezpiecznych ścieżek wiodących na manowce uzależnień, kiedy nasze pragnienia pozostają niezaspokojone. Tu jednak rodzi się też mądrość doświadczania i wglądu.

Kolejny etap rozwoju to droga poznawania i rozumienia transformacji. To władza nad materią, która pomaga kształtować rzeczywistość według naszej potrzeby. To może być praca z Reiki i umiejętność uzdrawiania ciała z pomocą energii. To może być pomnażanie materii finansowej. To może być charyzmatyczny wpływ na innych ludzi i kierowanie ich życiem. To może być nawet olśnienie u progu oświecenia. Jest to jednak niemal koniec drogi, ponieważ na tym etapie dzieje się magia. Tylko od nas zależy, czy jest biała czy czarna.

Ostatni punkt świadomości to rozumienie, że wszystko jest dokładnie takie, jakie być powinno i wyjście poza wszystkie ograniczenia. To wypełnienie na wszystkich poziomach miłością bezwarunkową, która zawiera w sobie kochanie siebie, tolerancję, radość, kreowanie, wiedzę, odpowiedzialność, mądrość i transformację. Która w istocie jest tym wszystkim, jak białe światło, które skupia w sobie wszystkie kolory tęczy. Miłość wszechogarniająca do Wszystkiego Co Jest, to wyznacznik pełnej świadomości, że niczego nie potrzebujemy, bo mamy w sobie każdą jakość. Świadome życie sięga do tych jakości spontanicznie, wypełniając wszystko najwyższymi wibracjami.

Bogusława M. Andrzejewska

Przebudzenie 11

Nauczyciel jogi czy medytacji pracuje i zarabia tak samo jak piekarz czy szewc. Różnica polega na tym, że piekarzom i szewcom ludzie płacą bez oporów, a duchowy nauczyciel wydaje się utkany z mgły  nie musi wiec jeść ani opłacać rachunków. Tymczasem ciągle jeszcze niewielu wśród nas odżywia się Światłem. A w polskim klimacie mieszkać pod chmurką raczej byłoby trudno. Dlatego Nauczyciel Duchowy pobiera opłaty za szkolenia, analizy, konsultacje. I nie należy go za to potępiać, oczekując, że skoro Duchowy, to da nam wszystko za darmo.

Uczestniczyłam w wielu szkoleniach buddyjskich urzeczywistnionych nauczycieli. Za każdym razem wnosiłam opłaty za miejsce, za jedzenie, ale i dla nauczyciela, który też jadł i korzystał z linii lotniczych, aby do nas dotrzeć. Przy inicjowaniu w nowe praktyki tradycją jest dawanie nauczycielowi prezentów. Jasna sprawa, że niezamożne osoby zrywały garść malin i wręczały bukiet kwiatów. Ale większość z nas ofiarowywała to, co uważała za wartościowe, ponieważ to, co dostawaliśmy też było wartościowe. Ja najczęściej dawałam kamienie  kryształowe piramidki, duże ametysty o dwóch wierzchołkach, pięknie rzeźbione bursztyny. Jednak inni często dawali po prostu pieniądze.

Ustalenie ceny jest komfortowe dla każdego. Zamawiający usługę nie musi się martwić o to, ile powinien dać i czy nie dał za mało. Jest też pomocne w ustaleniu gotowości energetycznej, tworząc naturalny próg. A wreszcie pomaga też podjąć decyzję. Bo nawet jeśli coś wydaje nam się za drogie, to jest to informacja nie tylko o świadomości ubóstwa, nad którą warto popracować, ale także o tym, że to akurat nie jest dla nas najlepsze na ten moment.

Odłączanie pieniędzy od duchowego rozwoju i twierdzenie, jakoby duchowość nie miała nic wspólnego z finansami jest ignorancją. Zeszliśmy na fizyczną planetę właśnie po to, aby nauczyć się rozumieć materie i tą materią władać. Prawdziwy Duchowy Nauczyciel traktuje pieniądze w sposób równie naturalny jak jabłko, krzesło, chmury na niebie czy obraz wiszący na ścianie. Korzystanie z pieniędzy jest dla niego równie normalne i oczywiste jak oddychanie. Czyli  podkreślę na wszelki wypadek  nie skupia się zanadto na zarabianiu i pieniądze nie są dla niego celem życia. Podobnie jak krzesło czy chmury nie znaczą dla nas więcej niż znaczą. Ale traktuje je z szacunkiem i miłością, podobnie jak traktujemy jabłka, drzewa czy słońce na niebie. Największym błędem rzekomego przebudzenia jest traktowanie pieniędzy jako czegoś gorszego… A nie istnieją energie gorsze czy niegodne.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że każdy  dokładnie każdy z nas  ma dostęp do obfitości i bogactwa. Ono nie jest czymś na zewnątrz, co trzeba sobie wydrapać albo o co trzeba walczyć. Bogactwo jest naszą prawdziwą naturą. Tak samo jak zdrowie. Oznacza to, że mając w sobie harmonię i będąc połączonym z Najwyższym Źródłem mamy dostęp do tego, czego pragniemy. Duchowy Nauczyciel wie o tym, że dostęp do pieniędzy nie różni się niczym od dostępu do powietrza, którym chcemy oddychać. Jeśli się dusimy, to należy to uzdrowić w sobie i poprzez miłość bezwarunkową odbudować harmonię, która pozwoli zaczerpnąć głęboki oddech. Dlatego Mistrz Duchowy oczekuje zapłaty za swoją pracę wiedząc, że obfitość finansowa nie jest niczym trudnym czy niedostępnym dla człowieka.

Dotyczy to również naszego materialnego ciała, które mamy nauczyć się uzdrawiać z pomocą duchowych umiejętności. Po to zeszliśmy na Ziemię, by rozwijać Moc uzdrawiania miłością bezwarunkową. Mamy w sobie wszystko, by nigdy nie chorować, ale i cały zestaw niezbędny do naprawiania ciała. Paradoksalne jest przy tym to, że ludzie tak młodo umierają na różne schorzenia. To pokazuje, jak bardzo zaniedbaliśmy rozwój i to właśnie najpilniejszy temat do prawdziwego wzrastania. Na już. Nie siedzenie w kwiecie lotosu, nie teorie spiskowe, nie kombinowanie, jakie są rodzaje dusz (egregorów, monad…), tylko uzdrawianie tu i teraz  w tych okolicznościach, które zostały nam dane przez duszę.

Zeszliśmy na Ziemię, by w warunkach skrajnego survivalu rozwijać moce, które pielęgnują boskość w nas. By nie zapominać Kim W Istocie Jesteśmy i że możemy wszystko, czego pragniemy. Że naszą prawdziwą naturą jest siła stwórcza. Celem życia jest  powrót do naturalnej wrodzonej, boskiej Doskonałości, w której możemy wszystko z pomocą świetlistej mocy bezwarunkowej miłości. I przeraża mnie, kiedy ludzie uciekają od tego, szukając winnych swoich problemów na zewnątrz.

Gdybym chciała posłużyć się metaforą survivalu, to naszym zadaniem jest zachować w tej trudnej podróży klasę, uczciwość i człowieczeństwo, by nie zjadać siebie nawzajem, tylko podawać sobie ręce na najtrudniejszych odcinkach. Mamy też być świadomi, że spokojnie poradzimy sobie z każdą przeszkodą, bo posiadamy w sobie wystarczająco dużo wiedzy i zdolności, by dotrzeć do celu zwycięsko. Stare dusze są po to, by użyczać opracowanych wcześniej map. Młode po to, by z szacunkiem z tych map korzystać, bez pyskowania w stylu: „ja wiem lepiej”. I największym wrogiem przebudzenia są pseudoezoterycy, którzy podważają wszystkie mapy i pomstują na to, że ktoś wymyślił błoto i każda stroma ścieżka to dla nich spisek obcych, którzy chcą nas zjeść. A mapy starych dusz to dla nich kłamstwo wiodące w przepaść…

To, co zaprawdę warto i co gorąco polecam, to nauczyć się rozpoznawać mądre, stare dusze, które chętnie użyczają swoich map. Czasem trzeba im za to zapłacić, a czasem wystarczy rozmowa, innym razem można przeczytać za darmo artykuł lub mądrą książkę. Lecz  jak pisałam w innym miejscu  lektury są dobre i niedobre. Są takie, które wiodą na manowce, a poznamy je po tym, że pozbawiają nas radości i nadziei. Ale są i takie, przy czytaniu których rosną nam skrzydła i odkrywamy naszą boską Moc. Jeśli książka powoduje wzrost energii i wiary w siebie, to jest właściwym przewodnikiem w rozwoju. Proste, prawda?

Bogusława M. Andrzejewska

Przebudzenie 10

Duchowość jest w nas. To my zawsze jesteśmy dla siebie mistrzem, szczególnie wtedy, kiedy słuchamy swojego serca. Faktycznie nie potrzebujemy niczego i nikogo z zewnątrz. Wystarczy, że zanurzymy się w ciszy i dotkniemy swojego prawdziwego „Ja”. Stan buddy drzemie ukryty pod emocjami, pragnieniami, uprzedzeniami i poglądami. Czeka na odkrycie i urzeczywistnienie. I absolutnie nie ma dla niego znaczenia, jak go nazwiemy i czy w ogóle będziemy go jakkolwiek definiować. Czasem wystarczy nawet uczucie bez ubierania w słowa. Uczucie, które pozwoli zrozumieć, że to już…

Jednak myliłby się ten, kto myśli, że skoro wszystko mamy w sobie, to nie są nam potrzebne kursy, książki i nauczyciele. Rolą doświadczonego przewodnika na duchowej ścieżce jest pokazywanie drogi lub podpowiedzenie właściwej metody. Żaden guru nie oświeci się za nas ani nic nam nie włoży do głowy. Jednak może bardzo pomóc. Właśnie dlatego potrzebni są Posłańcy Światła i duchowi nauczyciele. I nie mówię tu o kocie, który jest najlepiej medytującą istotą, ani o dziecku, które przypadkiem pokaże nam prawdę o nas samych. Mówię tu o tych, którzy uczyli się teorii oraz doświadczyli praktyki. Oni są tu na Ziemi po to, by pokazywać właściwe ścieżki tym, którzy idą za nimi.

Czasem kompleksy i zwykła ludzka zazdrość prowokuje kogoś do narzekania, że „ci wszyscy nauczyciele to naciągacze, robią kursy, aby zarabiać, a my nikogo nie potrzebujemy, tylko żyjmy i doświadczajmy”. Nie ma w tym prawdy. Człowiek szuka przewodnika na duchowej drodze, bo nie zawsze rodzi się z wiedzą, jak dotrzeć do tego, co jest głęboko w nas. Gdyby każdy miał bez niczyjej pomocy dostęp do swoich zasobów, to wszyscy dawno bylibyśmy oświeceni. A świat przecież jest pełen chorych, biednych i nieszczęśliwych ludzi. Mówienie im wszystkim  „cierp swoje, w końcu odrobisz swoje lekcje i się oświecisz” jest okrucieństwem. I na to okrucieństwo tylko tu reaguję. Bo jeśli ktoś jest tak mądry, że nie potrzebuje nauczyciela, to chwała mu i buty na drogę  niech sobie sam zdobywa duchowe doświadczenie. To jego suwerenna decyzja. Ale nie odciągajmy od Światła tych, którzy potrzebują drogowskazów.

I rzecz nie w tym, że wśród duchowych nauczycieli wielu takich, którzy energię mają niższą niż adept, który przychodzi do nich po naukę. Pisałamjuż o tym. Bo obok mamy na Ziemi piękne autorytety, które urzeczywistniły cudowny poziom. Nie sztuka je dostrzec. Świecą z daleka… A wśród buddystów spacerują oświecone istoty, które dosłownie mogą nas popchnąć w rozwoju, dotykając naszego czoła. Dlaczego nie korzystać z ich pomocy?

Rzecz w tym, że nikt nie jest samotną wyspą. Jesteśmy istotami społecznymi, a najpiękniejszym przejawem tej jakości jest wspieranie siebie i wzajemne prowadzenie do Światła. A też współdziałanie i twórcze przejawianie swojego daru. Jeden rodzi się z talentem do uprawiania roślin, inny z umiejętnością malowania obrazów, ktoś inny szyje buty, a czasem na świat przychodzi człowiek, którego zadaniem tu na Ziemi jest prowadzenie innych w wewnętrznym rozwoju. Od 20 lat robię analizy numerologiczne i astrologiczne, widzę wyraźnie karmiczne programy duchowych nauczycieli. Oni spacerują pomiędzy nami i pracują jak każdy inny.

W mojej psychologicznej praktyce obserwuję czasem osoby, które umierając, są w punkcie zero  w tym samym miejscu, w którym zeszli na Ziemię. Niestety tak bywa, kiedy otrzymując lekcje, skupiamy się na cierpieniu i wołamy do Nieba: „za co mnie to spotyka?”, zamiast zadać rzeczowe pytanie: „czym to przyciągnąłem i jak mam to w sobie uzdrowić?” Albo nawet: „jak usunąć te przeszkody w rozwoju, by osiągnąć oświecenie?” Takie pytanie nie pada. Nie ma w tym winy tego człowieka. Skąd miałby wiedzieć, jaki jest sens wszystkiego, czego doświadczył? Nikt mu tego nie wytłumaczył, a rodzice ciągnęli do jakiejś świątyni, w której kazano mu bić się w piersi i wołać: „moja wina”. A gdyby tak z zaufaniem podeszli do duchowego nauczyciela i zapytali: „dlaczego mi się to dzieje?”, nic nie zostałoby zmarnowane. Tak to widzę. Nie jesteśmy zawsze i we wszystkim samowystarczalni.

Są wśród nas tacy, którzy zbierając w poprzednich wcieleniach dobrą karmę, spontanicznie wchodzą w medytację i patrząc wieczorem w gwiazdy szukają odpowiedzi na właściwe pytania. Tak, są. To właśnie Posłańcy Światła. Ponieważ wypracowali sobie stałe połączenie z Najwyższym Źródłem  wiedzą i czują więcej. Sami z siebie. I mogą pokazać innym, czego szukać i jakie pytania zadawać. Na wschodzie, który tak bardzo chcemy naśladować w duchowych trendach, to rzecz oczywista. Są nauczyciele i uczniowie. Podstawą jest szacunek dla bardziej doświadczonych. A przecież nauczyciel tylko pokazuje drogę, możemy pójść za jego palcem lub nie. To my wybieramy. Jednak w duchowości, jak w każdej innej dziedzinie istnieją przewodnicy i moim zdaniem są i będą potrzebni, aby  jak powiedział kiedyś Gibran  usuwać z drogi kamienie dla tych, co idą z tyłu…

Bogusława M. Andrzejewska

Przebudzenie 9

Duchowość jest obecnie dość modna. To oznacza niestety, że oprócz ludzi, którzy podążają prawdziwą ścieżką serca, spotkamy mnóstwo nadmuchanych joginów. Nadmuchanych czyli sztucznych. Spotkać ich można wszędzie  na każdym kursie i w każdej szkole ezoterycznej. Bywają także na praktykach medytacyjnych, ponieważ muszą uzbierać odpowiedni komplet dyplomów do powieszenia na ścianie. Sama wydaję dyplomy, nie mam więc nic przeciwko certyfikatom, natomiast nie jestem zwolenniczką rzekomej ścieżki duchowej. Z łatwością też odróżniam prawdziwą Duchowość od „duchowości”. Czuję to bardzo wyraźnie i bez cienia wątpliwości.

Może to odróznić każdy. Nie potrzeba do tego specjalnych zdolności. Wystarczy odrobina logiki i uważne przyjrzenie się drugiej osobie. W zasadzie nie chodzi mi tutaj o jakiekolwiek osoby, bo ktoś kto udaje i siedzi po uszy w „duchowości” zamiast w Duchowości, szkodzi przede wszystkim sobie. Bardziej chodzi mi o zjawisko, bo takie zachowanie wystawia też świadectwo ścieżce rozwoju. Oszołom biegający z wahadełkiem i liczący głośno, że ma parę milionów visów zniechęca ludzi do pracy nad sobą. „Nie chcę być takim czubem”  mówią do mnie znajomi.  „Ta cała duchowość to cyrk na kółkach”. I trudno im zaprzeczyć. Dlatego dzisiaj proste wskazówki, jak odróżnić ziarno od plew.

Nadałam tym dwóm ścieżkom cechy ludzkie, opisałam jak adeptów. Ale podkreślę bardzo wyraźnie, że w istocie nie opisuję żadnego człowieka. Opisuję tu dwa rodzaje rozwoju. To pewne stereotypy. Myślę też, że to zróżnicowanie bierze się przede wszystkim z lektur oraz z towarzystwa, jakie sobie wybieramy. Jeśli zatem spotkamy ludzi, którzy tak właśnie postępują, to już wiemy, co dadzą nam ich nauczyciele i książki, które czytają. To troszkę tak działa. Aczkolwiek nie w stu procentach, bo wielu uczniów odchodzi od swoich nauczycieli bardzo daleko.

Charakterystyczne cechy adepta nadmuchanej, czyli sztucznej „duchowości”.

  1. Skupia się na teorii. Biega na kursy, zbiera dyplomy, zawiesza nimi ścianę i popisuje się przed innymi. Nie urzeczywistnia niczego. Medytuje na pokaz. Mebluje gabinet na pokaz. Wypisuje piękne zdania, które nijak się mają do jego prawdziwych poglądów.
  2. Bardzo zadziera nosa i przy każdej okazji próbuje przekonać innych, że jest najbardziej rozwinięty w całej Polsce albo i na świecie. Biega z wahadełkiem i OCENIA nim ludzi. Sam ma  rzekomo miliony visów. Jest archaniołem wcielonym. Jest Mesjaszem i Zbawicielem.
  3. W relacjach z innymi bywa nieprzyjemny. Nie urzeczywistnia szacunku dla istot czujących, częściej poniża i obgaduje niż docenia. Nie chce pomóc chorej osobie, aby nie zaniżyć sobie energii. W ogóle nie lubi się zadawać z chorymi i biednymi, bo to niskie energie. W życiu rozpycha się łokciami.
  4. Krytykuje, narzeka, straszy, jęczy. Mówi o marności świata i ciemnocie „ziemniaków”, którzy nie chcą się rozwijać. Gardzi ludźmi, którzy mają inne poglądy. Uwielbia teorie spiskowe i z radością dzieli się takimi treściami. Najbardziej cieszy go opluwanie uznanych autorytetów duchowych, takich jak Dalaj Lama czy Eckhart Tolle.
  5. Jeśli pracuje z innymi, podkreśla wagę bólu, grzechu i cierpienia, ściągając tym energię. Podkreśla, że droga duchowa jest bardzo trudna i tylko dla wybranych. Straszy, że trzeba się spocić, zanim się cokolwiek osiągnie.
  6. Manipuluje emocjonalnie pacjentem (klientem), aby ten czuł się przy nim jak proch marny. Zazdrośnie strzeże swojej pozycji guru, ogrzewając się w pochwałach uczniów i klientów.
  7. Wystarczy spojrzeć na jego twarz lub zdjęcie i widać od razu szarą, mętną osobowość, która może wydawać się nieco odpychająca, kiedy przed spojrzeniem wejdziemy w Pole Serca. W zasadzie średnio wrażliwa osoba nie chce więcej mieć z kimś takim kontaktu.

– Wśród pseudoduchowych adeptów może być też osoba, która otwarcie krytykuje duchowość i uważa, że to ucieczka od problemów w iluzje. Uważa, że tylko cierpienie jest drogą, a duchowe ścieżki ze szczególnym naciskiem na miłość bezwarunkową i pozytywne myślenie to bzdury. Najczęściej to fan spiskowych teorii.

Charakterystyczne cechy osoby praktykującej Duchowość.

  1. Kończy szkolenia, aby w praktyce wykorzystać wiedzę – do zabiegów reiki, do sesji metodami kwantowymi, do analiz numerologicznych… itp. Pomaga innym, z całych sił stara się zmieniać świat na lepszy, zaczynając od siebie. Dyplomy służą mu do uwiarygodnienia kwalifikacji.
  2. Jest skromny. Więcej czasu poświęca na pracę z ludźmi niż na reklamę. Cały czas się uczy i rozwija, bo wie, że rozwój trwa do oświecenia i ani minuty krócej. Nie sprawdza wahadłem swojego poziomu, bo stan swojej energetyki rozpoznaje w sposób naturalny dany każdemu. I wie, że ile by nie było, trzeba dbać o swój poziom i nadal go podnosić.
  3. Kocha wszystkich miłością bezwarunkową i dostrzega w każdym człowieku Światło. Nie ocenia. Nie potępia. Pokazuje, co i jak można uzdrowić. Idzie tam, gdzie najwięcej biedy i cierpienia, aby dzielić się wiedzą, mocą i energią. Wie, że nikt i nic nie jest w stanie zubożyć go energetycznieim więcej da, tym więcej napłynie.
  4. Myśli pozytywnie i cieszy się życiem. Potrafi zachwycić się śpiewem ptaków lub tęczą w kałuży. Dostrzega wszędzie dobro i harmonię, więc nie uznaje spiskowych teorii. O każdym powie coś dobrego. Bez gniewu wytłumaczy człowieka, który zrobił coś niewłaściwego. Z zachwytem rozpoznaje Istoty o wysokich energiach.
  5. Pracując z innymi, prowadzi ich ścieżką sercapozytywną, pełną dobra, wybaczenia, radości i nadziei. POCIESZY każdego i każdemu podniesie samoocenę, chwaląc i motywując do pracy nad sobą. Zapewnia, że do rozwoju wystarczy kochać, a to potrafi każdy z nas.
  6. Widzi w każdym Dobro i przypomina„każdy z nas już jest oświecony, za chwilę, to zobaczysz.” Cieszy się sukcesami swoich uczniów, jest z nich dumny, pozwala im przerastać siebie i poleca ich klientom.
  7. Świeci. Lśni. Promieniuje. Ludzie lgną do niego i jego energii, ponieważ przy nim lepiej się czują.

– Bywają też osoby, które nie utożsamiają się z duchowością, ale nieświadomie podążają jej najpiękniejszą ścieżką. Są dobre, kochające, życzliwe, serdeczne i roześmiane. Myślą pozytywnie i wypełniają świat radością. Są cudownym Światłem, które wznosi wibracje świata.

Myślę, że to takie najważniejsze elementy, dzięki którym można zobaczyć, czym różni się rozwój od udawania. Na pewno jednak nie wyczerpałam wszystkich opcji. To dość trudne wejść na chwilę w buty takiego nadmuchanego jogina i zobaczyć jego priorytety. Rzadko widuję takich ludzi, nie przyciągam ich już od dawna, tylko słyszę od innych osób o wydarzeniach i zachowaniach, których doświadczyli.

Natomiast tak naprawdę nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, co tam ktoś sobie robi, co wiesza na ścianach i w co wierzy. Napisałam to wszystko po to, aby po raz kolejny przekazać, że duchowa ścieżka jest cudowna, prawdziwa i skutecznie uzdrawia, jeśli jest oparta na miłości. Nie potrzebujemy żadnych wydumanych książek i teorii do rozwoju, bo każdy z nas jest już oświecony. Tu i teraz. Wystarczy to w sobie zapalić jak lampę. Nie potrzebujemy wahadełek, dyplomów, skomplikowanych hipotez, bo to wszystko tylko utrudnia dostrzeżenie w sobie Światła.

Nie potrzebujemy nic, tylko samych siebie. Budda osiągnął oświecenie medytując pod drzewem dopiero wówczas, kiedy zrezygnował ze wszystkich religijnych nurtów, które wcześniej  wiele lat testował. Nie miał nic poza własnym umysłem. Dlatego prosty pasterz kóz z łatwością osiąga tęczowe ciało, bo ma tylko kochające serce i praktykuje dobroć. Kiedy zaczynamy kombinować i czytać kontrowersyjne książki, zaczynamy też teoretyzować i ściągamy sobie w dół energię. A  jak już pisałam  każdy ma w sobie doskonały kompas i każdy sam umie rozpoznać, co nas naprawdę wznosi. Korzystajmy z tego, korzystajmy z własnych mocy. Nie rezygnujmy z intuicji, bo ona potrafi od ręki wykluczyć wszystkie ślepe uliczki.

Bogusława M. Andrzejewska

Przebudzenie 8

Praktyka czyni mistrza i dotyczy to wszystkich obszarów naszego życia, nie tylko tych zawodowych i materialnych. Duchowy wzrost wymaga także praktykowania i to bardzo systematycznego. Oznacza to między innymi, że ktoś, kto nie praktykuje duchowości, nie rozwinie się dzięki szkoleniom czy czytaniom setek książek. Człowiek, który posiądzie tony ezoterycznej wiedzy, ale nie przekłada jej na praktykę, jest w punkcie wyjścia przez cały czas.

Bo duchowość nie może być mylona z ezoteryką. Znajomość run czy astrologii nie rozwija nas duchowo ani o centymetr. W pewien sposób ludzie łączą podręczniki ezo z rozwojem wewnętrznym, chociaż nie ma to sensu. Jest iluzją, która próbuje nam wmówić, że duchowości można się nauczyć z książek. Nie można. Jednak przyznaję, że na szkoleniach tego typu można złapać tyle energii duchowej, że rozwijamy się, chociaż nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Bo jest coś, co nas wznosi bez żadnego naszego udziału  prawdziwie duchowy nauczyciel. To ten dar i przywilej. Kiedy spotykamy rozwiniętą duchowo osobę  a najczęściej trafiamy na takie osoby na szkoleniach i konsultacjach  to nasza energia duchowa rośnie. Oczywiście warto pamiętać, że takiego człowieka możemy spotkać na towarzyskiej herbatce, w pracy i w każdym dowolnym miejscu. To ktoś przy kim „wystarczy być”. Nic nie musimy robić, tylko nastawić się na przyjmowanie. I wzrastamy.

Możemy to mądrze wykorzystać i iść za impulsem sięgając do odpowiednich praktyk. Jedną z takich praktyk skutecznie wspierających duchowy wzrost jest Reiki. To energia, która dosłownie „popycha” nas w rozwoju. Przy odrobinie szczęścia możemy też trafić na mistrza, który pracuje nad sobą i jest tak mocny energetycznie, że podnosi nas za sobą. A potem wystarczy systematycznie przekazywać energię sobie lub innym, a będziemy inspirowani do rozwoju. Nie każdy słucha tej inspiracji, ponieważ nie każdy jest świadomy mocy, jaką daje Reiki. Ludziom wydaje się najczęściej, że Reiki jest metodą uzdrawiania ciała, a to tylko pozytywny efekt uboczny metody, której esencją jest sublimowanie naszej energii. Jeśli jednak nie ma wiedzy i zgody  nie ma sublimacji.

Dla mnie najsilniejszym bodźcem rozwoju była inicjacja mistrzowska. Odkąd zostałam nauczycielem Reiki, kilkanaście razy dziennie zadawałam sobie pytanie: co zrobiłby w tej sytuacji mistrz duchowy? Bo takim się czułam i bardzo dobrze to wpływało na rozwijanie mojej pokory, wdzięczności i dobroci. Chciałam za wszelką cenę być godna tego tytułu. I chociaż mistrzów na świecie są miliony, a większość to zwykli, słabi ludzie, to dla mnie było to coś wielkiego. Poczułam się namaszczona na spadkobierczynię Istot Oświeconych i Duchowych Przewodników. Wzięłam się za siebie i mocno weszłam w duchowe jakości.

Podstawową praktyką rozwijającą duchowość jest medytacja. Taka, w której wchodzimy w przestrzeń poza myślami. Podobnie działa prawidłowo rozumiane Pole Serca, co oznacza, że metody kwantowe też nas mogą wznosić. Niesamowicie efektywne są praktyki buddyjskie  to wiem z własnego doświadczenia, ale wiem też, ze nie są one dostępne dla każdego. Myślę jednak, że są też inne ścieżki duchowych ćwiczeń. Jest wiele praktyk, które rozwijają nas duchowo w piękny i skuteczny sposób.

Jednak najważniejsze są zupełnie inne działania. Po pierwsze dobroć. Dobroć, serdeczne słowa i bezinteresowna życzliwość podnoszą naszą duchową energię. Podobnie działa odczuwanie miłości bezwarunkowej i wdzięczności. Bardzo łatwo się tego nauczyć. Nawyk kochania i wyrażania wdzięczności można w sobie rozwinąć w ciągu 28 dni. Jak każdy inny nawyk zresztą. Na zajęciach prosperity uczę też specjalnych ćwiczeń, które pomagają nam rozwijać w sobie i wzmacniać piękne jakości serca: radość, harmonię, pokój i miłość.

Zatem podstawowa duchowa praktyka to działania pełne kochania, wdzięczności, dobroci i radości. To utrzymywanie wysokiej energii i bycie w przepływie. To także pozytywne myśli, pogodny nastrój i dobry humor, ponieważ takie nastawienie trzyma nam wysoko energię, podczas gdy narzekanie, smucenie się i zamartwianie  obniża. I tu też mamy odpowiedź, dlaczego dla duchowego rozwoju ważne są pozytywne myśli. Ludzie, którzy krytykują te nauki, nie maja po prostu odpowiedniej wiedzy. Wydaje im się, że rozwój duchowy wiedzie przez cierpienie, stękanie i męki. Stereotyp: coś cennego musi być opłacone bólem i wysiłkiem. To tak nie działa. Doga do duchowości jest drogą przez radość i miłość.

Praktyka rozwoju duchowego to zastępowanie każdej negatywnej emocji wybaczeniem, miłością i akceptacją, poprzez natychmiastowe podniesienie wibracji i reagowanie z poziomu duchowego. Oto przebudzenie i droga, ta najważniejsza i najskuteczniejsza. Dodam, że emocje są naturalne i mamy prawo je odczuwać. Natomiast jest wiele sposobów pracy z nimi  piszę o tym w innych artykułach. Najprostsza ścieżka duchowa polega na rozpuszczaniu w Światło wszystkiego, co nam nie służy i zastąpienie tego bezwarunkową miłością, która uzdrawia wszystko.

Bogusława M. Andrzejewska