Lustro

Człowiek jest w swej istocie doskonały, ale schodzi na tę wyjątkową planetę, by doświadczać i sprawdzać swoją wewnętrzną Moc. Życie jest jak survival – uczy przetrwania w miłości i mądrości pomimo skomplikowanych warunków i błota, wsypującego się za kołnierz. Celem i sensem naszego bycia w tu i teraz jest stałe przypominanie sobie Kim w Istocie Jesteśmy i jak bardzo możemy kochać. Rodzimy się bez instrukcji obsługi. Mamy jedynie kompas w sercu i mapę w otaczającym nas świecie. Mapę nazywaną Prawem Przyciągania lub Lustrem Wszechświata. To jedno i to samo.

O Prawie Przyciągania pierwszy raz usłyszałam ponad 25 lat temu na szkoleniu u mądrej joginki, która pobierała nauki u nauczycieli w Indiach. Nie istniał wtedy jeszcze „Sekret”, traktujący skądinąd kwestię bardzo powierzchownie. Nie było zresztą żadnych materiałów na ten temat. I ja także buntowałam się, kiedy usłyszałam, że wszystkie paskudne doświadczenia „sama przyciągam”. Ale zadałam sobie trud, aby zrozumieć, że to nie jest proces dosłowny. Od tamtej pory przekazuję te bezcenne informacje dalej i śmiem twierdzić, że nie ma na świecie ważniejszej wiedzy. Setki moich studentów i klientów potwierdza, że to wszystko, o czym niżej napiszę, naprawdę działa i można tę wiedzę wykorzystać dla własnego dobra.

Zanim jednak przejdę do sedna – jedna jeszcze uwaga. Rozwijamy się, wzrastamy duchowo jako ludzkość. Był czas, że lekcje karmiczne odrabiano systemem ząb za ząb. Zabiłeś? Zostaniesz zabity. Ugryzłeś? Ciebie ugryzą. Ukradłeś? Ciebie okradną. Kiedy sublimujemy energię, karma także owej sublimacji podlega. I wtedy pojawia się zasada lustra, która uczy poprzez umiejętną ocenę zdarzeń i własnej odpowiedzialności za swoje życie. Moim zdaniem w takiej erze obecnie się znajdujemy i dlatego ta wiedza jest taka istotna. Ale na tym nie koniec. Pojawia się coraz więcej świadomych istot, które czują na poziomie serca i nie potrzebują żadnych luster. Wychodzą poza dualizm i rozmaite zasady. Jednak są w mniejszości i choćby dlatego nie należy rezygnować z nauczania innych Prawa Przyciągania.

Temat lustra ciągle jest kontrowersyjny i na każdym większym szkoleniu trafia mi się co najmniej jedna osoba, która nie rozumie na czym ta zasada polega. W sieci coraz więcej bzdur, które utrudniają poukładanie w sobie tej tak oczywistej wiedzy. A Prawo Przyciągania działa – podobnie jak grawitacja  – także na tych, którzy mu zaprzeczają, którzy je wyśmiewają i przekręcają.

Schodzimy na Ziemię z planem nauczenia się tego i owego. Przed zejściem umawiamy się z innymi duszami, które w tej nauce mają nam pomagać. Bo wielu rzeczy nie zrobimy samodzielnie. Jak na przykład nauczyć się wybaczania bez prawdziwego cierpienia zadanego przez inną duszę? Znana wszystkim historia o duszyczce opublikowana w „Rozmowach z Bogiem” pięknie to tłumaczy. Może też być punktem wyjścia do zrozumienia Prawa Przyciągania. Wyobraźmy sobie, że ta druga życzliwa dusza dotkliwie pobije, zgwałci lub zdradzi naszą duszyczkę. Warto zrozumieć, że robi to zgodnie z umową, aby duszyczka mogła sobie powybaczać i doświadczyć pięknego katharsis, jakim jest odpuszczenie komuś, kto urządził nam w życiu prawdziwe piekło.

Dotąd jest łatwo, ale w tym miejscu zaczynają się schody. Jedni tupią nogami, że nie można pewnych rzeczy ot tak wybaczyć, inni z pochyloną głową nadstawiają drugi policzek, a jeszcze inni ogłaszają bezsensowne teorie, że Zasada Lustra uczy pokory wobec okrucieństwa. Otóż nie. Czas wyjść z piaskownicy i nauczyć się tabliczki rozwojowego mnożenia. Lekcje są wielostopniowe i wielowątkowe. Jeśli ktoś doświadczył takiego piekła jak pobicie czy gwałt, to na wybaczeniu się nie kończy. Lustro Wszechświata pokazuje tylko, że w takiej osobie jest „energetyczne zaproszenie” do doświadczenia przemocy. Tym zaproszeniem jest – często głęboko ukryty – wzorzec. Może to być wzorzec niskiego poczucia wartości i /lub lęk przed przemocą. Oznacza to, że ta druga dusza katuje nas po to, by ten wzorzec do nas dotarł, byśmy go zobaczyli i uzdrowili. Abyśmy pokochali siebie i uświadomili sobie własną wrodzoną niewinność oraz to, że jesteśmy bezpieczni, bo wszechświat jest w harmonii, jeśli tylko zechcemy to zobaczyć. To rzecz jasna ogólniki, każdy przypadek jest unikalny, ale sensem jest tutaj uzdrowienie, aby już nikt nigdy nas nie uderzył, nie zgwałcił, nie okradł. I to działa.

Kolejnym wzorcem czy tematem do nauki może być w tym przypadku asertywność, czyli umiejętność przeciwstawienia się tym, którzy nas wykorzystują. Czasem lustro wszechświata właśnie to pokazuje. Kobieta pyta: “mój mąż mnie bije, czy to oznacza, że ja też mam w sobie ukrytą agresję?” Często jej wzorcem jest lęk i nieumiejętność przeciwstawienia się temu, na co w nas zgody wcale nie ma. Nie ma sensu w przyjmowaniu niepotrzebnego cierpienia. Kiedy się pojawia, jest ważnym sygnałem do zmiany wewnętrznej matrycy, która przyciągnęła do nas ból. Do uwolnienia lęku. Do wzbudzenia w sobie siły, by powstrzymać przemoc. Czasem chodzi właśnie o to, by odejść od kata, zanim zdesperowani pójdziemy w jego ślady i sięgniemy po nóż. Czasem to jest lekcją – podjęcie decyzji dla własnego dobra. Wiele osób tego nie potrafi. A czy wiecie, że damski bokser to tchórz? Czy wiecie, że wystarczy pokazać mu siłę, a się wycofa? Bije, dopóki może to robić bezkarnie. W wielu przypadkach dla ofiary jest to lekcja odnalezienie w sobie mocy.

Czasem jednak jest to też ukryta agresja, bo bezsilne zaciskanie zębów i pięści może takie doświadczenie jak przemoc przyciągać. Warto wtedy rozluźnić napięcie i stać się miłością do siebie. DO SIEBIE! Nie do kata. Jeśli nie ma we mnie złości i agresji, to na zewnątrz też się to nie pokaże. Kiedy staniemy przed lustrem w czapce na głowie, to nasze odbicie będzie miało czapkę, ale kiedy ją zdejmiemy i schowamy do szafy, to w lustrze czapki nie ma. Proste. Wszechświat dokładnie tak działa. Nie wierzcie tym, którzy mówią, że będąc pełni miłości przyciągniecie i tak agresję, bo tak już jest i kropka. To nieprawda. Jeśli uważacie, że kochacie siebie, a ktoś was atakuje, to gdzieś w tej miłości jest luka, poczucie winy albo w ogóle tylko wam się wydaje, że kochacie i trzeba rękawy zawinąć i wziąć się do rzetelnej pracy nad sobą. Nie jesteśmy tu po to, by nosić jakiś krzyż. Urodziliśmy się, by mocą serca i umysłu zbudować szczęście. To jest cel naszego  życia. Bez Prawa Przyciągania trudno to osiągnąć. Lustro nigdy nie jest jednowątkowe. Pokazuje trójwymiarową przestrzeń: ścianę za nami, dywan pod stopami, meble i muchę siedzącą na suficie. To wszystko wzorce.

Miałam kiedyś ciekawą klientkę. Młoda ładna kobieta, która trzykrotnie została zgwałcona. Przyszła do mnie umęczona chorobą i powtarzającymi się doświadczeniami. Nie ukrywam – odnalazłyśmy wzorce, pomogłam je przekodować i uzdrowić, a jej życie zmieniło się na lepsze w wielu obszarach. Nie piszę po to, by się chwalić – to jeden z wielu znanych mi z praktyki przypadków, który pokazuje, że wszystko ma swój sens, a istotą naszego życia jest rozumienie Lustra Wszechświata. Kiedy ta kobieta zmieniła wzorce, zmieniło się jej doświadczenie. Zrobiłyśmy to w pełnej radości i pozytywnym nastawieniu do siebie. Bez obwiniania, bo fakt posiadania nieuświadomionych kodów nie może być i nie jest powodem do samobiczowania. Jest inspiracją do zmiany. Świadoma praca z Prawem Przyciągania to nie pogardliwe: “sama to wykreowałaś“, tylko mądre i spokojne szukanie metod zmiany matrycy na taką, który będzie dla nas korzystna. Bo kluczowe jest wprowadzanie nowego, pozytywnego wzorca, a nie babranie się w tym, co nam nie służy i rozkminianie kto winien. Winnych tu nie ma.

Nie mam wątpliwości, że jednym z najważniejszych tematów rozwoju jest pokochanie siebie. Takimi, jakimi jesteśmy. Jednak w 90 procentach przypadków, z jakimi mam  do czynienia, ludzie nie tylko nie umieją siebie kochać, ale także tego problemu nie widzą. Na poziomie świadomym mówią: „jestem ok, lubię siebie”, a w podświadomości szczerzy kły jungowski cień i charczy: „jesteś do kitu, należy ci się łomot”. I pojawia się – zgodnie z zasadą lustra – jakaś dusza w ciele bandyty i spuszcza nam łomot. Bo lustro wszechświata odbija to, co nieświadome, czego gołym okiem nie widzimy. I dlatego jest to taka istotna wiedza, bo gdyby nie to lustro, to cała nasze życie poszłoby na marne, niczego byśmy się nie nauczyli. Bo jak? Jak mamy zobaczyć swoje wzorce do uzdrowienia, skoro świadomym umysłem nie możemy ich wyłapać? A zeszliśmy na Ziemię po uzdrowienie właśnie. Chapeau bas Wszechświecie za to, że jesteś tak genialny…

Ludzie czasem rozumieją tę zasadę zbyt dosłownie. Znajoma pyta: “jestem zawsze punktualna, a wkurzają mnie osoby, które się spóźniają – to gdzie to lustro?” Tymczasem może to być gniew na to, że inni mogą się spóźniać. Kiedy porozmawiamy, okazuje się, że ta osoba w dzieciństwie była boleśnie karana za każdą minutę przyjścia po czasie. Została przez surowego ojca tak wytresowana, że teraz przychodzi na kilka minut przed umówioną godziną. I kiedy ktoś inny się beztrosko spóźnia, to w niej wyje poczucie krzywdy – “on może, a ja nie?!” Tak też może działać lustro. Oglądajmy je dokładnie.

Jeśli ktoś mnie okrada, to nie oznacza, że ja też mam w sobie złodzieja, lecz mam jakiś finansowy wzorzec związany z traceniem pieniędzy, lękiem przed bogactwem albo nawet uszkodzony pieniężny termostat. Jeśli ktoś się znęca nade mną, to nie oznacza, że ja też jestem sadystą, tylko, że przyciągam okrucieństwo lękiem, poczuciem winy, potrzebą ukarania siebie za jakieś grzechy czy przekonaniem, że na nic lepszego nie zasługuję. Albo wszystkim tym naraz, czy też całkiem czymś innym, czego tu nie wymieniłam. Za każdym razem warto przyjrzeć się indywidualnie takiemu doświadczeniu, bo możliwości jest sporo. I rzadko kiedy złodziej okrada złodzieja, a agresor bije agresora. Wzorce nie są dosłowne.

Niektórzy twierdzą, że na świecie zawsze byli źli ludzie i nadal będą, co byśmy nie robili, więc to wszystko z wzorcami to bzdury. Nieprawda. Źle postępujący ludzie oczywiście są, ale są tylko nauczycielami dla tych, którzy potrzebują lekcji. Kto swoje lekcje przerobi, wychodzi poza ich energetykę, czyli przestaje doświadczać gwałtu, kradzieży, pobicia i innych podobnych sytuacji. Innymi słowy praca nad sobą nie sprawi, że z ulic znikną złodzieje i gwałciciele. Sprawi natomiast, że będą nas omijać szerokim łukiem. Warto też zauważyć, że gdyby wszyscy ludzie na świecie podnieśli poczucie wartości i pokochali siebie, to nie byłoby wojen, chorób, kradzieży i przemocy. Udowodniono bowiem, że szczęśliwy człowiek nie dopuszcza się krzywdzenia innych. Utopia? Tylko dlatego, że wszędzie pełno mądrali, którzy zaprzeczają oczywistemu działaniu Prawa Przyciągania i zniechęcają ludzi do tego, by pozytywnie myśleli o sobie, życiu i świecie.

Spotkałam się też z dziwaczną teorią, jakoby uzdrowienie wzorca oznaczało jego akceptację. To nieprawda. Zaakceptowanie np. niskiego poczucia wartości w niczym mi nie pomoże. W niektórych terapiach akceptacja negatywnego wzorca jest CZĘŚCIĄ procesu, który uwalnia nas od poczucia winy. Akceptuję, że mam w sobie jakiś negatywny wzorzec, przyjmując, że to normalne i nie oznacza wcale, że jestem ułomna. Jestem taka jak wszyscy, a wzorzec jest naturalną częścią mojego rozwoju tu na Ziemi. Taki jest sens akceptacji. Natomiast prawdziwym uzdrowieniem jest dopiero zastąpienie tej wadliwej matrycy zdrowym kodem – na przykład wzorcem wysokiej samooceny. Dopiero wtedy będą w realnym życiu manifestować się pozytywne efekty. Akceptacja jest sensowna, kiedy pojmujemy ją jako rozumienie, a nie jako zgodę na to, by było coś, czego sobie nie życzymy. Jest też oczywiście częścią postrzegania świata na pewnym poziomie rozwoju. Ale to inny etap i chyba inna era w dziejach ludzkości…

Bardzo ważnym tematem w Zasadzie Lustra jest nasz stosunek do drugiego człowieka. Do tego, który nas skrzywdził. Wybaczenie i zrozumienie roli, jaką miał do odegrania w naszym uzdrowieniu jest nieodzowne. Natomiast wyraźnie powtórzę, że nie jest i nie będzie nadstawianiem policzka. Jest oczyszczeniem swojej energetyki i odrobieniem lekcji. Potem, zależnie od etapu naszego rozwoju możemy: ukarać tę osobę, oddając w ręce odpowiednich służb albo wyjść poza potrzebę karania kogokolwiek, rozumiejąc, że wszystko ma swój sens. Obie opcje są właściwe, chociaż mi bliższa jest druga, bo nie mam w sobie potrzeby karania kogokolwiek, przecież i tak wszystko wróci do człowieka, cokolwiek zrobi. Po co mu dokładać? Rozumiem jednak, że większość ludzi na tej planecie żyje jeszcze w epoce „wymierzania sprawiedliwości”, jako formy odpłaty i pouczania innych. Czasem też izolacja bywa jedynym sposobem, aby np. uchronić swoje dzieci przed kolejnymi atakami pedofila. I jest to całkiem zrozumiałe. Mogę tylko zapowiedzieć, że przyjdzie na Ziemi taki czas, kiedy będziemy umieli chronić się mocą umysłu i więzienia nie będą nikomu potrzebne. Warto iść w tę stronę, zasilając Dobro, niż rozkładać bezradnie ręce, mówiąc, że świat jest i będzie zły, bo ludzie są źli. Nasze myśli tworzą rzeczywistość, powinny więc być naprawdę mądre i dobre. Powinny obracać się wokół tego, co chcemy, a nie wokół tego, co nam szkodzi lub zagraża.

Wyrosłam z zemsty dawno temu. Jeśli ktoś zachowuje się wobec mnie nie w porządku, wystarcza mi w zupełności, że powie: „źle zrobiłem” – nawet nie musi przepraszać. Zrozumiał swoje. A jeśli nawet tego nie wyartykułuje – to skupiam się wyłącznie na tym, czego ma mnie nauczyć jego zachowanie. Skupiam się na sobie i swoich lekcjach. Bo jestem tu dla siebie. A nie dla niego. Niech sobie robi, co chce. Nie mam prawa niczego mu narzucać, a już z całą pewnością nie jestem w stanie zmusić go do przyspieszenia w rozwoju. Każdy idzie własnym tempem.

Mądrość serca bierze się z doświadczenia. Przeszłam przez piekło, co najmniej dwa razy. Niektórzy nazywają to „ciemną nocą”, inni „ukrzyżowaniem”. To był czas, kiedy chciałam tylko umrzeć. Pomogli mi przyjaciele swoją obecnością i energią Reiki. Kiedy stanęłam na nogi, zadałam sobie pytanie: co zrobić, aby już nigdy tak nie cierpieć? Prosperita i Prawo Przyciągania jest dla mnie sprawdzonym sposobem na szczęśliwe życie. Pomogłam tak nie tylko sobie, ale od 20 lat pomagam też innym. Zasada Lustra jest kluczem w mojej pracy i przynosi piękne efekty. Ale nie mam monopolu na rację. Nikt nie musi wierzyć w mój wgląd i moje doświadczenie. Każdy ma prawo do własnych poglądów, dlatego z nikim nie zamierzam polemizować. Daję swoją wiedzę, jak kanapki – częstujcie się, jeśli chcecie. Jeśli ktoś woli narzekać, zrzucać winę na zły świat i służyć ciemnej stronie mocy, powtarzając, że to wszystko bez sensu – może sobie to robić. Najważniejszym prawem tu na Ziemi jest samostanowienie i wolna wola.

Bogusława M. Andrzejewska

 

Advertisements

Dostrzeganie

Obserwuję ciekawe zjawisko, polegające na tym, że nie widzimy rzeczy, które nie są dla nas wygodne lub nie potwierdzają naszych przekonań. Oznacza to, że te wszystkie wzorce, które wpływają na kreowanie naszej rzeczywistości mają swoje własne mechanizmy obronne. Nie dosyć, że bywają mocno zakorzenione, to jeszcze zniekształcają skutecznie nasz obraz świata. To może utrudniać rozwój, ponieważ nie pozwala dostrzegać tego, co wymaga uzdrowienia.

Ale to przede wszystkim tłumaczy, dlaczego tak wiele osób pozostaje całkowicie głuchych na pozytywne myślenie i ślepych na ścieżki tak dobrze potwierdzone przez innych. Każdy z nas styka się z ludźmi, którzy nie są szczęśliwi i pozornie szukają pomocy, jednak w praktyce nie chcą nic zmieniać, bo nie widzą w tym sensu. Nie mogą go zobaczyć, nie mogą uwierzyć, ponieważ to zburzyłoby ten podstawowy mocno zakodowany w podświadomości wzorzec.

Wiele lat temu miałam znajomego, który całkiem dobrze zarabiał, ale generalnie był nieszczęśliwy. Nie umiał znaleźć radości ani w swoim związku, ani w rodzinie, ani nawet w swojej pracy. Przydreptał kiedyś do mnie na zajęcia z Prosperity i zafascynowany moją energią na krótki czas zakochał się w pozytywnym myśleniu i tym wszystkim, czego uczę. Trudno powiedzieć, ile to trwało… Dwa lata? Może trzy? Po pewnym czasie wrócił w stare koleiny i zaczął ze mną ostrą polemikę, próbując mi udowodnić, że to, czego uczę, nie działa. Koronnym argumentem był fakt, że jako prezes wielkiej firmy zarabiał kilkanaście razy więcej niż ja. Sama polemika nawet mnie bawiła, ponieważ inspirowała moją inteligencję do poszukiwania odpowiedzi. Natomiast tego jednego argumentu odbić nie umiałam, chociaż doskonale wiedziałam, że racja jest po mojej stronie. Ja byłam szczęśliwa, choć z jego perspektywy biedna – on cierpiał, za to był bardzo zamożny i mógł sobie pozwolić na wszystko.

Myślę, że każdy z nas zna bogatych ludzi, którzy wcale nie są szczęśliwi. Ilość posiadanych dóbr nie świadczy o wysokim poziomie świadomości prosperującej, a moc wewnętrzna nie przekłada się na materialne bogactwo, jak chcą wierzyć niektórzy. Cierpliwie powtarzam na wszystkich szkoleniach, że uczę przede wszystkim bycia szczęśliwym, a w tym temacie zawiera się także dostatek, rozumiany jako bycie wolnym od braku. Dlatego uczę, jak pracować z energią pieniędzy, aby mieć to, czego pragniemy. Aby nie mieć długów czy nie cierpieć głodu – bo z takimi doświadczeniami o szczęściu nie może być mowy.

Podkreślam tu wyraźnie różnicę pomiędzy wolnością od braku, a byciem krezusem. To dwie zupełnie różne jakości. Świadomość prosperująca nie gromadzi i nie upycha po skarpetach. Posiada i obraca pieniędzmi, aby były one w ruchu. Czasem doświadcza luksusu, ale skupia się także na wszystkich pozostałych wartościach – przede wszystkim na miłości i twórczości. Wśród moich uczniów są osoby zamożne, które mają piękne domy czy samochody i beztrosko realizują marzenia. Są też ludzie, który żyją nieco skromniej, ale niczego im nie brakuje. Wszystko zależy od indywidualnego programu duszy i naszych osobistych lekcji.

Moim zdaniem prawdziwe rozumienie życia i prawdziwa świadomość polega na tym, że odsłaniamy wszystkie okna duszy. Nie tylko to jedno związane z pieniędzmi, ale także to, za którym jest miłość. I to, za którym jest spełnienie twórcze. I to, za którym są dobre relacje z innymi. I wszystkie pozostałe. Mój znajomy odsłonił tylko jedno, pieniężne i powiedział: nic nie muszę zmieniać w sobie, wszystko jest OK. Po czym rozpaczliwie zaglądał na różne szkolenia i warsztaty, gdzie – jak łatwo się domyślić – nikt mu nie pomógł.

I nie dlatego, że w tym czasie akurat Prosperita była dla niego najlepszą i najbardziej skuteczną szkołą życia. Ale dlatego, że zaliczał różne kursy, żeby coś komuś udowodnić, a nic z nich nie wynosił. Nie pozwalał sobie dostrzec tego, co dla niego ważne. Mój znajomy mocno trzymał się swoich przekonań, próbując mi wmówić, że to ja powinnam od niego pobierać lekcje, to stanę się bogatsza. Nigdy mnie to nie śmieszyło, bo ufam sobie i swojej wiedzy. Było mi przykro, że nie mogę mu w żaden sposób pomóc, ale to był jego suwerenny wybór.

Z pewnością każdy, kto zna Prosperitę, wie, jaki będzie koniec tej opowieści. Nie rozczaruję Was. Mój znajomy nagle zbiedniał. Musiał sprzedać drogi samochód i zrezygnować z luksusów. Doszły mu także inne rodzinne tragedie i cała masa kłopotów. Zrealizowało się to wszystko, co pieczołowicie tworzył negatywnym nastawieniem do świata i ludzi. Nie pozwoliłam sobie na satysfakcję i nie powiedziałam mu: należało mnie słuchać i ufać mojej wiedzy i mojemu doświadczeniu. Przeraża mnie nieuchronność działania kosmicznych praw, a ludzkie cierpienie nie sprawia mi satysfakcji nawet wtedy, kiedy cierpią ci, którzy wyśmiewali mnie i to, czego uczę.

Często spotykam ludzi, którzy zapewniają mnie o swoim wysokim poczuciu wartości, chociaż ich wygląd zewnętrzny aż krzyczy, że jest zupełnie inaczej. Słucham naciąganych argumentów, w które moi klienci naprawdę wierzą. A skoro wierzą, to jest to ich przekonanie i to najpierw ono powinno być uzdrowione i zamienione na zaufanie do terapeuty. Jak dać narzędzia do pracy nad sobą komuś, kto nie widzi potrzeby tej pracy? Kto szuka przyczyn zupełnie nie tam, gdzie powinien? Jak pomóc komuś, kto nie dostrzega swojego problemu? Taki człowiek jest jak alkoholik, który powtarza wszystkim: przecież ja nie jestem wcale uzależniony, mogę nie pić, tylko nie chcę.

Widzę też wyraźnie, że w takim momencie to podświadomość człowieka rozpaczliwie broni się przed zmianą tkwiących w niej przekonań. Wykorzystuje do tego zewnętrzne zjawiska, które nie mają nic wspólnego ze szczęściem. Są tylko iluzją, która nie pozwala nam dostrzegać tego, co naprawdę domaga się uzdrowienia.

Bogusława M. Andrzejewska

Czas

Dla wszystkich niemal to zjawisko liniowe. Wyraźnie odróżniamy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, skupiając się najmocniej na chwili obecnej. Ten moment, w którym właśnie jesteśmy wydaje się najważniejszy. To on tworzy nasze jutro i tylko teraz możemy w określony sposób ukształtować to, co nadejdzie. Nie warto zamartwiać się tym, co jeszcze nie miało miejsca. Lepiej dla nas świadomie tworzyć swoją przyszłość pozytywnymi wyobrażeniami.

Z kolei przeszłości pozornie nie można zmienić. Bywa czasami tak, że zastygamy w minionych wydarzeniach i nie umiemy wybaczyć sobie popełnionych błędów, kręcąc się w kółko w myślach o tym, co można było zrobić inaczej. Poczucie winy lub żal niszczy naszą energetykę i przyciąga rozmaite dolegliwości. Niepotrzebnie. Kiedyś byliśmy inni niż dzisiaj i podjęliśmy decyzję najlepszą na dany moment. Nie można było inaczej, po co więc się martwić i rozpamiętywać? Czasem najłatwiej byłoby zapomnieć. Postawić grubą kreskę, odciąć się od tego, co minęło i powiedzieć: „niech to pozostanie w przeszłości”.

Temat czasu przypłynął do mnie spontanicznie, kiedy na urlopie trafiłam na dziwnych sąsiadów, słuchających w kółko muzycznych kawałków sprzed pięćdziesięciu lat. Okazało się, że stare piosenki otworzyły dawno pozamykane w umyśle zakładki. Takie, których nie spodziewałam się zobaczyć. Harcerska piosenka „Płonie ognisko i szumią knieje” przywołała inną o akacji i przez dobrych parę godzin zapomniane słowa wraz z muzyką kręciły się w kółko po mojej głowie. Gdybym podążyła tym śladem, pewnie wydobyłabym na wierzch także obrazy z młodości i harcerskich zlotów, na których w akompaniamencie gitary śpiewaliśmy w uniesieniu charakterystyczne pieśni.

Nie otworzyłam tej zakładki. Zdecydowałam, że wolę zanurzyć się w dzisiejszym słońcu, zapachu nagrzanej trawy i sosnowych igieł. Nie dlatego, że te wspomnienia nie są dobre. Są. Ale dlatego, że jestem świadoma wagi różnorodnych doświadczeń. Warto sięgać ciągle po nowe i wzbogacać siebie samego chwilą obecną. Nawet najpiękniejsze wspomnienia nie zastąpią tego, co może się wydarzyć. Ale, aby tego doświadczyć, trzeba z pełną otwartością przyjąć dzisiejszy dzień. Gdybym ciągle tkwiła w zachwycie nad moją pierwszą miłością, odebrałabym sobie samej szczęście kochania kolejnego chłopaka. Nie mogłabym też w pełni cieszyć się miłością mojego męża, która dzisiaj jest dla mnie największa i najlepsza.

Przeszłość żyje w nas, w tych wszystkich zakładkach i w każdej chwili możemy doń zajrzeć, uśmiechnąć się z rozrzewnieniem i westchnąć, że to był dobry czas. Jest jak książka, w której trzymamy zasuszone kwiaty, by raz na jakiś czas ująć je w dłoń, powąchać i na ułamek sekundy przywołać minione chwile. Potem jednak wracamy do tu i teraz, aby tworzyć nowe wspomnienia i zbierać kolejne kwiaty.

Dla mnie każda chwila jest bezcenna, bo każda mnie wzbogaca przynosząc to, co w tym momencie jest mi najbardziej potrzebne. Zdarzenia i uczucia, które miały miejsce dwadzieścia lat temu, wtedy były ważne. Bo wtedy było tamto „dzisiaj”. Obecnie mogą być nieaktualne, właśnie dlatego można z je z uśmiechem wspominać, ale nie warto zawieszać się energetycznie w przeszłości. Wystarczy zauważyć, że pewne sprawy dzisiaj postrzegamy inaczej niż kiedyś i inaczej reagujemy. To najczęściej efekt odrobionej lekcji. Wiem, że wszystko przychodzi w odpowiednim czasie.

Nic się nigdy nie powtarza, jak pisała nasza noblistka. Wydarzenia pozornie takie same różnią się, jak dwa spojrzenia, dwa pocałunki, dwa uderzenia w tą samą piłkę. Wspominając miło spędzony wieczór ze znajomymi, możemy umówić się w tym samym miejscu i w tym samym gronie, ale to będzie nowe doświadczenie. Będzie lepsze lub gorsze, ale przede wszystkim będzie inne. Rozumieją to sympatycy sportu, obserwując zmagania swoich ulubieńców. Mecz tej samej drużyny siatkówki z tym samym przeciwnikiem za każdym razem przebiega inaczej, bo … nic dwa razy się nie zdarza.

Niezmiennie fascynuje mnie fakt, że jakaś cząstka w nas doskonale wie, co wydarzy się kiedyś. Oto historia z życia. Ania, będąc nastolatką, często słuchała muzyki. Kiedyś zmęczona zaczęła na siedząco drzemać i przyśniło się jej, że wpada w jakieś błoto. Zaczęła wołać: Red, Red, pomóż. I chociaż po chwili się obudziła, wiedziała, że ów Red ją uratował. Nikogo takiego nie znała. Po kilku latach wyszła za mąż. Trafiła na pijaka, który bił ją przy każdej okazji. Któregoś dnia, kiedy rzucił się na nią z nożem, zasłonił ją kolega. Obezwładnił pięścią damskiego boksera i zabrał Anię do swoich rodziców. Ania nigdy więcej  nie wróciła do męża, szybko wystąpiła o rozwód. Dzielny obrońca miał na imię Radek. Znajomi wołali na niego Red, ponieważ był rudy.

Wszyscy znamy podobne historie, których nie można wytłumaczyć świadomym programowaniem umysłu. Myślę też, że każdy sam na sobie doświadczył, że czasem spontanicznie potrafi zobaczyć, co się wydarzy. Chociażby we śnie. Potwierdza to, że czas wcale nie jest liniowy, lecz wszystko dzieje się teraz. W tym momencie. Dlatego umiemy przewidywać przyszłość, bo wcale nie prognozujemy, ale widzimy to, co już jest. Teraz, ale w innym wymiarze. Zaglądamy za zasłonę i tyle. I dlatego tak trudno chwilami uwolnić się od doświadczeń przeszłości, bo wszystko odbywa się w tej jednej magicznej chwili, która właśnie trwa.

Ostatnio czuję się tak, jakby czas znacznie przyspieszył. Zanim dzień zacznie się na dobre, już zapada zmierzch, a nie zrobiłam nawet połowy tego, co zaplanowałam. Złudzenie? Czy zmiana wibracji? Można się zastanawiać, czemu niegdyś czas leciał wolniej, a można też przyjąć to jako charakterystyczną cechę zmian, które zachodzą na Ziemi. W pewien sposób czas się rozpuszcza i znika, jest go więc jakby mniej. Mniej przeszłości z rozmaitymi traumami, bo zaczynamy je zapominać. Mniej przyszłości, a co za tym idzie mniej lęków o jutro. Coraz więcej w nas chwili obecnej, tego magicznego i pełnego mocy „dzisiaj”.

Można też zauważyć względność naszego odczuwania i dostrzec, że szybciej leci na cudownych wczasach pod palmą, a wolniej na dentystycznym fotelu. Przede wszystkim jednak warto wykorzystać moc umysłu i zaprogramować wszystko korzystniej, powtarzając, że mam czas na wszystko, co kocham i co pragnę zrobić. To zawsze działa, bez względu na zmiany zachodzące na Ziemi.

Bogusława M. Andrzejewska

Piękno

Każdy człowiek potrafi zdefiniować bogactwo, jako odpowiednią ilość pieniędzy czy dóbr materialnych. Czasem dodajemy do tego także ogólne  wyobrażenie obfitości przeróżnych jakości. Dla mnie największym bogactwem jest piękno, którego możemy doświadczać, ponieważ to właśnie ono sprawia nam najwięcej radości.

Bez wątpienia najważniejszą jakością w naszym rozwoju jest i będzie miłość bezwarunkowa. Stale powtarzam, że to właśnie miłość uzdrawia nasze ciała i dusze. Jednak piękno jest splecione z miłością nierozerwalnie i w każdym aspekcie. I chociaż kiedy wypowiemy te dwa różne przecież słowa, to każdy pomyśli o dwóch różnych zjawiskach, jednak w rzeczywistości my tylko nie zauważamy niezwykłej spójności piękna, dobra i miłości.

Uważam, że każda miłość jest piękna. Na tym ona polega, by wznosić naszą wibrację najwyżej jak to możliwe. Wliczam w to także miłość romantyczną, która przecież nas uwzniośla, inspiruje do artystycznej twórczości i po prostu uszczęśliwia. Każde takie uczucie pozwala nam doświadczyć pełni i dotknąć najlepszych dla nas wibracji. Być może właśnie po to istnieje na Ziemi kochanie, aby pokazać człowiekowi jego prawdziwą boską naturę. I dodam tylko, że nie jest dla mnie miłością zaborcza chęć pożądania kogoś na własność, zaobrączkowania się i zabezpieczenia ekonomicznego swojego przychówku. Miłość to miłość, nie ma w niej zakulisowych interesów i potrzeb. I tylko o tym tutaj mówimy.

To, co kocham, jest dla mnie zawsze piękne. Czasem patrzę po prostu przez różowe okulary, ponieważ uczucia mogą zmienić optykę. Nie dostrzegam tego, co widzi ktoś inny – widzę tylko cudowne strony swojego ukochanego medalu. Dostrzegam w tym harmonię, ład, atrakcyjność, ciepło… i wszystko to, co dla mnie szczególnie bliskie i ważne. I chociaż mogłabym różnie definiować kolejne jakości, w gruncie rzeczy zawsze sprowadzam to do jednego: „podoba mi się, jest piękne”. Tak działa miłość. A celowo piszę o przedmiotach czy miejscach, ponieważ możemy kochać również rzeczy i zjawiska, a nie tylko ludzi. To ważne. Kiedy uświadomimy sobie moc naszego serca, wówczas nie musimy szukać kogoś do kochania – możemy obdarzać tą mocą Wszystko Co Jest.

Piękno znajduje swoje miejsce tuż obok miłości, ponieważ z pomocą zachwytu potrafi błyskawicznie podnieść naszą duchową częstotliwość na wyżyny. Wiele razy mówiłam w uniesieniu, że kocham ten widok, to miejsce czy ten przedmiot. Stale powtarzam, że kocham pisanie albo pływanie. Od zachwytu i błogości płynnie przechodzę do odczuwania miłości, wiedząc, że kiedy nazywam swoje uczucia, wzmacniam je i utrwalam. Wszystko, na czym skupiamy swoje myśli i emocje – zasilamy i urzeczywistniamy. Dlatego z taką łatwością zamieniamy lubienie na kochanie, a jeśli coś nam się podoba równie prosto udaje nam się ogarnąć to miłością. To dobrze. Ponieważ – jak pisałam wielokrotnie – miłość uzdrawia.

Czasem może to się wydać egzaltacją, kiedy na proste rzeczy i zjawiska reagujemy okrzykiem zachwytu i wyznaniem uczuć. Oczywiście i tak bywa, że spotykamy się z przesadą. Jednak łatwo rozpoznać różnice. Nadmierna i nieprawdziwa ekspresja gaśnie równie szybko jak się pojawiła. Widok nadal ten sam, okoliczności podobne, a osoba już znudzona i zniechęcona, bo w gruncie rzeczy przejawiała tylko swoje pobudzone emocje. Miłość jest czymś innym. Czymś stałym i wzmacniającym. Jeśli kocham morze i nadmorskie widoki, to zawsze, wszędzie i nieustająco. Czasem mogę być zmęczona i nie mieć sił na spacer brzegiem oceanu, ale nadal jest to dla mnie coś cudownego, na co będę reagować westchnieniem zachwytu. I za każdym razem, kiedy będzie mi dane tego doświadczyć, będę reagować tak samo.

Ta cecha piękna wydaje mi się najważniejsza – stałość i wzmocnienie energetyczne. Piękny widok, na który reagujemy świadomie i mocno, powoduje znaczny wzrost energii. Podobnie jak odczuwanie miłości. Dlatego, pomimo zupełnie różnych definicji, dla mnie to splecione ze sobą jakości. Wzrost energii jest wskaźnikiem takiej cechy, która prowadzi nas do wewnętrznego rozwoju, ale przede wszystkim zbliża nas do naszej prawdziwej istoty. Zapewne nie wszystko, co sprawia nam przyjemność, musi być dla nas korzystne, bo przecież czasem czerpiemy rozkosz z tego, co szkodzi naszej duszy lub ciału – to jasne. Jednak wszystko, co podnosi nam energię jest dla nas dobre i pokazuje właściwy wybór. W tym miejscu powtórzę, że to, co jest piękne, dobre i pełne miłości – jest zawsze dla nas korzystne. I chyba to dla każdego oczywiste.

Umiejętność dostrzegania piękna i intensywnego reagowania zależy od indywidualnej wrażliwości. Z doświadczenia wiem, że ludzie rozmaicie reagują. Bywa, że tylko pokiwają z uznaniem głową nad ładnym widokiem, który u mnie wyciska łzy zachwytu i wzruszenia. Jesteśmy różni, stąd i reakcje nie są identyczne. Myślę też, że wrażliwym osobom łatwiej rozwijać w sobie miłość poprzez piękno. I to właśnie ci najbardziej wrażliwi posiadają artystyczne zdolności, dzięki którym tworzą niepowtarzalne dzieła sztuki, dzieląc się z innymi wewnętrznym bogactwem. Cena za to też bywa wysoka, bo osoby wrażliwe na piękno, silniej przeżywają wszystko, czego doświadczają. Mogą być mniej odporne na stres, podatne na załamanie, delikatne. Łatwo je zranić, ponieważ takie osoby chodzą z sercem otwartym na oścież. Tym sercem chłoną piękno i dzięki pięknu wzrastają. Jeśli trafią w miejsce,  w którym piękna jest mniej niż trudności, wówczas zostaje w nich zachwiana harmonia i życie bywa szczególnym wyzwaniem.

Jest na to metoda. Po to między innymi istnieje pozytywne myślenie, aby nauczyć się dostrzegać piękno niemal wszędzie, a tym samym dawać sobie więcej wzmacniającej energii. Prosperita to sposób na przechylenie tej wagi w stronę dobra i radości. To zaspokojenie potrzeby serca, nasycenie wrażliwości z jednoczesnym budowaniem dystansu do tego, co zasad harmonii nie spełnia. Ścieżka Serca bywa wymagająca, ale równocześnie jest niesamowicie piękna i daje nam mnóstwo szczęścia. Wystarczy zadbać o tę równowagę i nie pozwalać, by ludzie i zdarzenia rozbieżne z oczekiwaniami nas raniły. Najprościej nie oczekiwać. Jeszcze prościej akceptować Wszystko Co Jest. Wówczas możemy pełnymi garściami chłonąć piękno i odczuwać przede wszystkim błogość i spełnienie.

Bogusława M. Andrzejewska

Deepak Chopra

Siedem Duchowych Praw Sukcesu

1. Prawo CZYSTEJ MOŻLIWOŚCI

Jesteś czystą świadomością, taka jest twoja prawdziwa duchowa natura. Twoja świadomość jest polem nieograniczonej możliwości i nieskończonego tworzenia. Aby móc w pełni z niej korzystać, powinieneś odkryć swoją prawdziwą istotę, którą ponadto cechuje ogromna wiedza, bezgraniczna cisza, doskonała równowaga, prostota i szczęście. Kiedy poznasz, kim naprawdę jesteś, będziesz mógł zrealizować każde swoje marzenie…

Inaczej mówiąc, jest to “prawo jedności”, ponieważ wszystko przeniknięte jest jedną energią. Ty także. Jesteś jednym ze wszystkim, co spotykasz na swojej drodze. Ważne jest odpowiednie ukierunkowanie. Jeśli ważne jest dla ciebie, to co na zewnątrz, czyli przedmioty, sytuacje itd. – automatycznie zostajesz pod wpływem tychże. Przejmujesz się wydarzeniami, uzależniasz od opinii innych osób, stajesz się niewolnikiem pragnień posiadania tego czy tamtego. Pozorna moc przemija razem ze stanowiskiem, zdrowiem, pieniędzmi. Wszystko cokolwiek budujesz, oparte jest na lęku, czy inni cię zaakceptują, czy okażesz się wystarczająco wspaniały.

Spróbuj ukierunkować się na JAŹŃ! Twoje wnętrze jest cząstką boskości, jest doskonałe, mądre, dobre, szczęśliwe i wesołe. Staniesz się wówczas wolny i niezależny od innych osób, przedmiotów, zdarzeń. Będziesz niewrażliwy na krytykę, nie będziesz bał się niczego, nie będziesz wchodził w konflikty z innymi, wiedząc, że wszyscy są tym samym duchem w różnych przebraniach. Wejście w kontakt z JAŹNIĄ umożliwi ci czerpanie z pola czystej możliwości.

Metody pracy:

1. Spróbuj codziennie pomedytować chociaż po pół godziny rano i wieczorem. Ta medytacja to siedzenie w ciszy i milczeniu, bycie oderwanym od wszystkiego, co na zewnątrz. Pozwalaj swoim myślom przepływać jak rzece, niech się uspokoją i znikną. Kiedy pojawi się luka między myślami – to właśnie dotykasz swojej JAŹNI.

2. Postaraj się każdego dnia spędzić trochę czasu obcując z przyrodą. Przyroda wycisza i pozwala sięgnąć do samej głębi naszego jestestwa.

3. Nie osądzaj nikogo i niczego. Spróbuj chociaż kilka godzin dziennie nie osądzać, nie wydawać wyroków, nie krytykować. To może być trudne, ale z biegiem czasu… możesz wydłużać okresy nie osądzania.

 

2. Prawo DAWANIA I BRANIA

Dawanie i branie to dwa aspekty tej samej energii. Dawanie rodzi otrzymywanie, a otrzymywanie  – dawanie, ponieważ energia w przyrodzie musi po prostu krążyć i płynąć. 

Zasady są proste: im więcej dajesz, tym więcej otrzymujesz. Jednakże dając, ciesz się z dawania, wówczas energia zostaje zwielokrotniona. Jeśli ofiarowując coś, odczuwasz stratę, wówczas nie dajesz naprawdę i zasada nie zadziała. Liczy się intencja, myśl, ponieważ to myśl prowadzi energię. Zatem dawaj z radością, uruchamiając przepływ energii. Dając, wiedz, że nic nie tracisz tak naprawdę, tylko robisz miejsce na nowe. Dbaj jednak, by dawać szczerze, a nie pozbywać się czegoś, co komuś wciskasz bez sensu. Bądź czujny na rzeczywiste potrzeby drugiego człowieka. Dając jałmużnę, nie myśl o żebraku, że jest biedny, bo wzmacniasz jego biedę, myśl o przepływie energii i o sensie samego dawania komuś, kto w tym momencie potrzebuje wsparcia.

Warto też nauczyć się brać z wdzięcznością to, co dają nam inni. Jeśli czegoś nie chcesz przyjąć to tak, jakbyś wyobrażał sobie, że dający jest biedny. Tworzysz dla niego złą wibrację. Bez względu na zamożność ofiarowującego, przyjmij z wdzięcznością jego dar, wyobrażając sobie, że jest bardzo bogaty i stać go nie tylko na taki prezent, ale dokładnie na wszystko. Twoja myśl zasila tą osobę energetycznie.

Trzeba pamiętać, że to BIORCA uruchamia DAWCĘ. Innymi słowy: jeśli przyjmujesz z wdzięcznością, otwierasz przepływ energii dla siebie i dla osoby, która chce cię obdarować. Biorąc – dajesz… Nie wzbraniaj się przed przyjęciem szczerze ofiarowanej pomocy, dobrego słowa czy przedmiotu, ponieważ odmawiając, nie tylko blokujesz przepływ dobrej energii, ale też wysyłasz do Wszechświata informację, że nie zasługujesz na nic dobrego.

Metody pracy:

1. Spróbuj zawsze dać coś każdemu, kogo spotykasz w danym dniu. Nie musi to być wielki prezent, wystarczy kwiat, modlitwa, dobre słowo, komplement…

2. Każdemu kogo spotykasz, życz radości i szczęścia.

3. Z wdzięcznością przyjmuj wszystko, co dostajesz od innych. Z wdzięcznością przyjmuj też słońce, śpiew ptaków, zapach kwiatów.

3. Prawo KARMY

To powszechnie znane prawo przypomnimy tylko w skrócie. Otóż należy sobie uświadomić, że aby zaznać szczęścia, należy zasiewać ziarna szczęścia. Dokonując w życiu niezliczonej ilości wyborów, podejmujemy decyzje, wykonujemy działania, które wytwarzają pewną określoną wiązkę energii. Wiązka ta powróci do nas w podobnej formie.

Metody pracy:

Zanim dokonasz wyboru, zadaj sobie dwa pytania:

1. Jakie będą konsekwencje?

2. Czy to przyniesie szczęście mnie i ludziom z mojego otoczenia?

Odpowiadając, obserwuj okolicę ciała, a szczególnie rejon serca. Jeśli twoje wrażenia będą nieprzyjemne, to raczej powinieneś tego działania zaniechać.

4. Prawo NAJMNIEJSZEGO WYSIŁKU

Polega na osiąganiu wszystkiego jak najmniejszym kosztem. Wystarczy przyjrzeć się przyrodzie, gdzie wszystko po prostu się dzieje. Natura spojona jest w całość energią miłości, dlatego wysiłek jest tam zbędny. Kiedy twoje działanie motywowane jest miłością, energia zostaje zwielokrotniona i można tę nadwyżkę wykorzystać w celu zmaterializowania pragnień. Wystarczy płynąć z falą, nurtem, nie stawiając oporu…

Należy nauczyć się akceptować wszystkie wydarzenia, bo wszystko jest takie, jakie być powinno. Kiedy coś cię drażni, to tak naprawdę reagujesz na swoje własne uczucia dotyczące sytuacji, a nie na samą sytuację. To twoje uczucia ci przeszkadzają, a nie sytuacja. (patrz: “Otwarcie się na ból” w Prospericie)

Nie znaczy to, że masz obarczać siebie winą za swoje emocje, czy spowodowanie czegoś. Cokolwiek się wydarza, po prostu się dzieje i nie należy szukać winnych, ani w sobie ani w innych ludziach. Wystarczy pamiętać, że w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji zawarte jest ziarno sposobności, które można twórczo wykorzystać. Można spróbować przekształcić trudny moment tak, aby wynikło z niego coś dobrego. Każda osoba, która zadaje nam ból, może stać się naszym nauczycielem. Każdy problem, który się pojawia, może być niezbędny naszej ewolucji. Zatem wszystko jest dokładnie takie, jak być powinno.

Nie warto też wdawać się w jałowe spory w obronie własnego zdania. Każdy ma prawo do własnych przekonań. Rezygnując z kłótni, odzyskasz spokój i bardzo wyraźnie poczujesz chwilę obecną. 

Metody pracy:

1. Akceptuj wszystko, co cię spotyka, ze świadomością, że tylko od ciebie zależy, jakie uczucia dana sytuacja w tobie wywoła. Weź odpowiedzialność za swoje uczucia.

2. Nie szukaj winnych, nie obwiniaj zwłaszcza siebie.

3. Nie wdawaj się w spory, pozostań otwarty na wszystkie poglądy.

5. Prawo INTENCJI I PRAGNIENIA

Cały świat składa się z energii i informacji, a człowiek jest częścią energetycznego pola wszechświata. Zatem można świadomie zmienić treść energetyczno-informacyjną siebie i swojego otoczenia. Dzieje się to dzięki uwadze i intencji. Uwaga niesie energię, a intencja przekształca. To o czym stale myślisz – wzmacniasz, to o czym zapominasz – więdnie i rozpada się.

Należy pamiętać, że intencja jest pragnieniem bez przywiązywania się do rezultatów (patrz: następne prawo). Uwagę trzeba skupić na teraźniejszości i tworzyć przyszłość. Skupienie uwagi na celu i nie dopuszczanie do tego, by przeszkody rozpraszały koncentrację sprawia, że przeszkody znikają i cel zostaje osiągnięty.

Metody pracy:

1. Sporządź listę pragnień i noś ją przy sobie. Spójrz na nią przed medytacją, przed pójściem spać, rano zaraz po przebudzeniu. 

2. Wprowadź listę pragnień do twórczego pola możliwości poprzez medytację.

  • w czasie medytacji wejdź w lukę między myślami

  • wychodząc z tego stanu – na granicy – wprowadź intencje

  • pozostań ukierunkowanym na Jaźń.

3. Nie poddawaj się trudnościom, nie pozwalaj im na osłabianie uwagi.

6. Prawo NIE PRZYWIĄZYWANIA SIĘ

Należy przestać oczekiwać rezultatu, nie rezygnując jednocześnie z pragnień. Ważna jest tutaj niezachwiana wiara w moc Jaźni. Przywiązywanie się bierze się ze strachu i braku poczucia bezpieczeństwa. Jaźń wie najlepiej, jak zaspokoić każdą naszą potrzebę i ona właśnie jest źródłem bogactwa. obfitości itp. Zaangażowanie się bez oczekiwań sprawia, że spontanicznie wszystko otrzymujemy. Nie przywiązywanie się oznacza, ze posiadamy ŚWIADOMOŚĆ  PROSPERUJĄCĄ. (patrz: Świadomość dostatku i świadomość ubóstwa – Prosperita), natomiast kurczowe trzymanie się celu jest równoznaczne ze świadomością ubóstwa.

Aby wejść w pole wszelkich możliwości należy wejść w nieznane, zrezygnować z przywiązania do znanego (czyli z przeszłości). Życie tylko wtedy jest naprawdę ciekawe, kiedy zostawiamy w nim miejsce na niespodziankę, przygodę, tajemnicę. Doświadczanie niepewności to właściwa droga, gdyż pozwala chwytać wszelkie sprzyjające okazje. Daje się sobie wtedy największą szansę, bez ograniczeń. Ściśle określając, co ma się wydarzyć, wyklucza się cały zakres możliwości, a ponadto zakłóca się płynność i plastyczność pola wszelkich możliwości. Zastosowanie się do tego prawa przyśpiesza proces ewolucji.

Metody pracy:

1. Zaangażuj się bezstronnie, bez przywiązywania.

2. Niepewność zaakceptuj jako podstawowy element przeżywania świata. Z radością witaj przygody, niespodzianki, pozostając otwarty na nowe szanse. Ciesz się każdą chwilą życia, nawet jeśli nie wiesz, co będzie jutro.

3. Zaufaj mądrości wszechświata, niech on zadba o szczegóły…

7. Prawo DHARMY czyli celu życia.

Każdy z nas ma specjalny dar, talent, z którym przyszedł na świat i którym powinien dzielić się z innymi. Kiedy twórcze działanie trafi w ten właśnie talent, zaczyna płynąć rzeka bogactwa. Korzystanie z talentu tworzy nieograniczoną obfitość. Skup się na tym, co masz światu do ofiarowania. Aby znaleźć ów talent wystarczy zadać sobie pytanie: Co bym robił, gdybym nie musiał martwić się o pieniądze i  miał mnóstwo czasu? Jeśli nadal robiłbyś to, co robisz w tej chwili, to znaczy, że wypełniasz swoją dharmę, bo praca cię pasjonuje.

Bardzo ważną rzeczą jest także zwrócenie uwagi na to, by odkryć w sobie boską Jaźń. Pytanie “co będę z tego miał?” jest dyktowane przez ego. Jaźń zapyta: “jak mogę pomóc innym?”. Realizacja swojego osobistego talentu w oparciu o Jaźń jest drogą do obfitości i sukcesu.

Metody pracy:

1. Odkryj swój niepowtarzalny talent i spróbuj zająć się nim w praktyce.

2. Pomyśl, jak możesz najlepiej służyć ludziom w oparciu o swój talent i zrób to.

Deepak Chopra jest doktorem medycyny, endokrynologiem i twórcą nowych teorii z zakresu medycyny ciała i ducha. Urodził się w New Delhi, a kształcił w Stanach Zjednoczonych. Prowadzi wykłady w obu Amerykach, Indiach, Europie, Japonii i Australii. Jest autorem jedenastu bestsellerów przetłumaczonych na 25 języków oraz wielu programów audiowizualnych.

 

Intencja

Energia podąża za uwagą. Oznacza to, że nasze myśli kreują rzeczywistość, a my mamy duży wpływ na to, jak wygląda nasze życie czy stan zdrowia. W zabiegach Reiki wykorzystujemy świadome myśli, które nazywamy „intencją”. Jest to określona afirmacja, życzenie lub prośba do Wszechświata, która może zostać spełniona dzięki mocy Reiki.

Ale można też to słowo rozumieć całkiem dosłownie. Przykładając ręce, powinniśmy myśleć pozytywnie i skupiać się na tym, czego pragniemy dla siebie lub przyjmującego Reiki. Pomimo że metoda ta nie wymaga od nas wielkiego skupienia, a energia płynie samodzielnie, nie będąc kierowana w żaden sposób, to jednak ważne jest, aby nasze myśli były odpowiednie.

Mój pierwszy nauczyciel Reiki powtarzał często: „pamiętajcie, aby przykładając ręce nie myśleć o głupotach”. I nie miał na myśli tzw. „niebieskich migdałów”. Przestrzegał przed smuceniem się, zamartwianiem i drążeniem trudnych kwestii. Energia zasila nasze myśli, kreuje, opierając się na nich. Jeśli przykładając dłonie, bo czujemy lekki ból, będziemy rozmyślać o najgorszych możliwych chorobach, to niestety w pewien sposób zaczynamy je tworzyć. Nie poprzez Reiki, ale poprzez własne myśli.

Największym bezsensem jest robienie zabiegów z myślą o tym, że nie zadziałają lub mogą nie zadziałać. To programowanie energii. Obrazowo mówiąc jest to sytuacja, w której przekazujemy energii intencję: „przeleć przez ciało potrzebującego, ale nie pomagaj, nie działaj”. Po co zatem w ogóle przykładać ręce? Chociaż nie jesteśmy wszechmocni i nie każde schorzenie uda nam się uleczyć na poziomie fizycznym w takim stopniu, w jakim byśmy sobie życzyli, to Reiki zawsze pomaga. Harmonizuje na tyle, na ile pozwala jej przyjmujący i jego wzorce myślowe.

Czasem o intencji mówimy, że to wiara. Istnieje przekonanie, że jeśli ktoś robiąc sobie zabieg, wierzy w jego dobroczynny skutek, to rzeczywiście zdrowieje. To logiczne. Nasze myśli i poglądy tworzą nasze zdrowie, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Skuteczność Reiki polega głównie na tym, że działa wielopoziomowo, a więc wpływa korzystnie także na nasze emocje, nastawienie i tworzenie oglądu rzeczywistości. Reiki pomaga nam myśleć pozytywnie, a w ten sposób uruchamia najważniejszy proces stawania się zdrowym, harmonijnym człowiekiem.

Idąc dalej, zachęcam wszystkich, aby wykorzystali do uzdrawiania najpiękniejszą moc Reiki – moc miłości bezwarunkowej. Niejednokrotnie pisałam o tym, że ta piękna energia, nie bez powodu nazywana Światłem Miłości, uruchamia w nas takie właśnie uczucia. Istnieje między innymi po to, aby nauczyć nas kochania. Miłość bezwarunkowa to sposób na harmonizację. Uzdrawia dosłownie wszystko, pod warunkiem, że umiemy zanurzyć się w niej po same uszy i wypełnić kochaniem każdą komórkę swojego ciała. Im dłużej będziemy w tym stanie, tym szybciej wyzdrowiejemy. Udowodniono wielokrotnie, że miłość bezwarunkowa regeneruje nasze ciało, wyprowadzając je nawet z terminalnego stadium raka. Jeśli umiemy w tym stadium pokochać siebie wystarczająco mocno.

Wiem, że to proste tylko wtedy, kiedy się o tym czyta. Ale można się tego nauczyć i zapewniam wszystkich – warto. Miłość ma najwyższa znaną mi wibrację, aby ją poczuć, musimy podnieść swoją energetykę. Reiki nam w tym pomaga. Możemy wykorzystać chwile zabiegu do tego, aby będąc w przepływie, myśleć o tych, których kochamy. Potem spróbujmy to uczucie przenieść na siebie. To wszystko. Siła Reiki wzmocni miłość bezwarunkowa i zwielokrotni jej cudowne działanie.

Kluczem do terapii jest zrozumienie, że nasza największa miłość do drugiej osoby nie zastąpi stanu, w którym ta osoba pokocha samą siebie. Dlatego tak trudno jest uzdrowić kogoś innego, jeśli w tym kimś nie ma na to gotowości. Bezradnie patrzymy, jak nasi bliscy cierpią i umierają, choć otulamy ich swoim kochaniem z całego serca. Ale to nie nasze serce ma ich kochać, ale ich własne.

Życząc wszystkim jak najlepszego zdrowia, podaję tu zatem gotową receptę na nie. Bezgraniczne kochanie siebie całego, na poziomie każdej komórki pozwala zachować radość życia. Warto jednak każdego dnia znaleźć chwilę czasu na to, aby każdej cząstce swojego ciała powiedzieć w myślach, jak bardzo jest nam droga.

Bogusława M. Andrzejewska

Doreen Virtue

Dr Doreen Virtue – Magia tworzenia

czyli Kybalion

(opr. na podstawie książki DOREEN VIRTUE)

Możemy kontrolować materię, stosując siły wyższe i wiedzę Kybalionu, opracowaną przez Hermetyków. Podstawą są prawa natury, które są niezmienne od lat. Nie możemy im się wymknąć, ale dzięki ich znajomości możemy je przezwyciężyć, wykorzystując te, które są od nich wyższe. W świecie materialnym największą siłą jest Mentalizm potęga naszych myśli.

1. Prawo MENTALIZMU

Wszystko wokół nas jest Nieskończonym Żyjącym Umysłem. Wszystko jest Jednością. Cokolwiek się pojawia jest myślokształtem. Wszystko jest zatem wibrującą myślą i może reagować na nasze myśli. Innymi słowy możemy stwarzać swój Wszechświat własnym umysłem. Tworzymy obrazami, które utrzymujemy w umyśle.

“Mistrzostwo zawiera się nie w nienormalnych marzeniach, wizjach i fantastycznych wyobrażeniach czy życiu, ale w wykorzystaniu wyższych sił przeciw niższym  uciekając przed cierpieniami niższych płaszczyzn poprzez wibrowanie na wyższych”. Jest to transmutacja.

“Podczas gdy wszystko zawiera się we Wszystkim, prawdą jest także, że Wszystko jest we wszystkim. Ten, kto pojął tę prawdę, zdobył wielką wiedzę”.

2. Prawo ZGODNOŚCI

Słynna tablica Hermesa Trismegistosa mówi: jak na górze, tak na dole. Odnajdujemy to odwzorowanie w wielu obszarach. Na przykład astropsychologia, wiedza, która tłumaczy przełożenie układów planet na nasze cechy charakteru.

Kybalion dzieli Wszechświat na trzy płaszczyzny: fizyczną, mentalną i duchową, a następnie każda z nich dzieli się na kolejne siedem płaszczyzn, a potem owe podpłaszczyzny dzielą się na kolejne siedem. Różnica między nimi zawiera sie wyłącznie w wibracji. Im wyższa wibracja, tym wyższa płaszczyzna. Jednak wszystkie one zawierają się Nieskończonym Żyjącym Umyśle. Nie są one żadnym miejscem w przestrzeni, a jedynie poziomami wibracyjnymi.

3. Prawo WIBRACJI

Wszystko jak wiemy jest w ruchu. Wszystko jest wibrująca falą energii. Obecnie, kiedy znamy już fizykę kwantową, wiemy, że nawet w obrębie tak małego skrawka materii jak atom, znajdują się elementy w ciągłym ruchu. Elektrony krążące po orbitach wokół jąder atomowych mają różne prędkości. Zatem dynamika jest wszędzie, w każdym miejscu i każdej formie pojawiającej się w naszym Wszechświecie.

Nasze myśli także wibrują. Są wibrującą falą energii, która zgodnie z Prawem Przyciągania przyciąga rzeczy, sytuacje i zdarzenia o podobnej wibracji. Kybalion rzecz jasna nie powołuje się na Prawo Przyciąganie, lecz opisuje jego działanie, odnosząc się do wibracji istniejącej wszędzie i we wszystkim. Zasada jest prosta i doskonale nam znana. Jeśli nasze myśli wibrują bogactwem, przyciągamy bogactwo. Jeśli wibrują biedą – kreujemy biedę. Jeśli wibrują miłością – przyciągamy miłość. Jeśli nienawiścią – kreujemy nienawiść.

4. Prawo BIEGUNOWOŚCI

To jedno z ciekawszych praw, które mówi o tym, że dualizm jest złudzeniem. Nie ma dobra ani zła. Nie ma zdrowia ani choroby. Nie ma biedy ani bogactwa. Każda jakość jest jedną energią, która w zależności od nasilenie wibracji będzie przechylała sie w jedną lub druga stronę. Dobrym przykładem może być tutaj ciepło. Pamiętamy z fizyki, że temperatura w dowolnej materii jest zależna od prędkości ruchu atomów. Nie istnieje zatem ani ciepło ani zimno, ponieważ dany przedmiot lub ciecz może być chłodny – jeśli atomy ruszają się wolniej – lub gorący, kiedy ich prędkość wzrośnie.

Znajomość tego prawa możemy wykorzystać wizualizując sobie słupki dowolnej rzeczy, której potrzebujemy. Wizualizacja to mentalna siła tworzenia obrazów i poprzez to wpływania na otaczający nas świat. Słupki odnoszą się do poziomów wibracji danej sprawy. Przykładowy słupek bogactwa finansowego, będzie w dolnym końcu skali oznaczał ubóstwo, a na samej górze dobrobyt. Możemy w wizualizacji podnosić suwak na słupku do pożądanej przez nas wysokości. Podobnie możemy zbudować słupki zdrowia – na dole umieścimy chorobę, a na górze doskonałe samopoczucie. Analogicznie postąpimy ze słupkami pracy, miłości, przyjaźni. W każdej z tych dziedzin dualizm jest tylko pozorny – oznacza przeciwległe końce słupka. Mocą umysłu możemy kształtować poziom wibracji w danym obszarze naszego życia.

5. Prawo RYTMU

Wszystko we Wszechświecie faluje. Cykliczność jest wszechobecna i wyznacza nasze istnienie rytmem wdechu i wydechu, nocy i dnia, przypływu i odpływu. Działa to jak wahadło, które kołysze się raz w lewo, raz w prawo. (O prawie wahadeł piszą twórcy Transserfingu, rozwijając tę zasadę bardzo szeroko).  Ten rytm może być przez nas odbierany w sposób przykry wówczas, kiedy doświadczamy go na przykład na poziomie emocji lub prosperity finansowej. Po kilku dniach świetnego samopoczucia, wpadamy w smutny nastrój, jesteśmy rozdrażnieni i nic nam nie wychodzi. Przez jakiś czas świetnie zarabiamy, a potem wpadamy w finansowe doły. To objaw podlegania i poddawania się rytmom przypływu i odpływu. Jeśli przywiążemy się zbyt mocno do tej zasady, możemy zacząć kreować swoje życie, z zasadą: po szczęściu następuje pech, a po śmiechu płacz. To ślepa uliczka.

Istnieje jednak Prawo Neutralizacji, które pozwala wyjść poza rytm. Nie jest jednak sprzeciwem ani blokowaniem naturalnego ruchu, wdechu i wydechu. Polega na wzniesieniu się ponad kołyszące się wahadło. W istocie nie przerywa ruchu, a jedynie patrzy z góry, nie poddając się obniżeniu wibracji. Dobrym przykładem może być osoba, która wskutek medytacji opanowała swoje wahania nastrojów i niezależnie od pogody, stanu zdrowia czy pory dnia jest ponad negatywnymi emocjami. Po prostu ich nie odczuwa, odnajdując w sobie stały spokój.

6. Prawo PRZYCZYNY I SKUTKU

Prawo przyczyny i skutku w Kybalionie patrzy nieco inaczej na efekt wynikania niż znane nam prawo Karmy. Oczywiście Kybalion widzi, że wszystko ma swój powód. Podkreśla, że nic nie dzieje się przypadkiem. Przypadki nie istnieją. Cały Wszechświat jest ze sobą spojony, jest Jednością. Wszystko, cokolwiek się wydarza, jest efektem tego, co wydarzyło się wcześniej, na którejkolwiek płaszczyźnie.

Jeśli podrzucimy kamień, on spadnie na ziemię. Jednak Kybalion postrzega najbliższą przyczynę (podrzucenie kamienia), jako jedno z ogniw całego łańcucha wydarzeń. Wcześniej musieliśmy wziąć kamień do ręki. Jeszcze wcześniej musieliśmy go znaleźć. Jeszcze wcześniej upadł na miejsce, z którego go podnieśliśmy lub ktoś inny go tam położył rok wcześniej. Idąc tropem łańcucha dotrzemy do chwili, w której kamień był częścią skały i w wyniku procesów geologicznych ukruszył się i potoczył przed siebie…

Wynika z tego bardzo ważna prawda. Cokolwiek zrobimy – będzie to miało określony skutek, dlatego warto myśleć i postępować we właściwy sposób, który przyniesie nam dobre, pożądane efekty. Jeśli jednak zdarzy nam się zrobić coś niewłaściwego, nie potępiajmy siebie i nie oczekujmy kary, a jedynie naturalnego wynikania.

Jeśli zdenerwowana uderzę swoje dziecko i ono płacze, a ja odczuwam przykrość z tego powodu, to owa przykrość nie jest karmiczną karą dla mnie, a jedynie wynikiem sytuacji. Efektem mojego działania. Jeśli coś takiego zrobiłam, to zapewne i mnie w dzieciństwie wymierzano cielesne kary. Idąc dalej, moi rodzice także byli bici przez swoich ojców… Nie ma zatem żadnej winy w tym, że dokonuję takiego, a nie innego wyboru, ponieważ moja decyzja jest tylko ogniwem w wielkim, bardzo długim łańcuchu zdarzeń i reakcji.

7. Prawo RODZAJU

We Wszechświecie istnieją dwa elementy: męski i żeński. Ten pierwszy jest energetyczny i twórczy, zarządza wolą i siłą, a także stałością. To nasza świadomość. Kobiecy element natomiast jest magnetyczny i przyciągający, wiąże się z emocjami, nastrojami, przeżywaniem. Reprezentuje go nasza podświadomość. Ważne jest, aby współpracowały ze sobą, ponieważ każdy z nich jest potrzebny do innego aspektu istnienia. Dobrym przykładem jest współdziałanie świadomości z podświadomością. Świadomość podejmuje decyzję i dzięki sile woli może wpływać na świat. Jednak potrzebuje do tego podświadomej części naszej osobowości, ponieważ to ona tworzy obrazy. W tej części ukryte są siły kreacji, ale też trudne skomplikowane wzorce, które mogą nas blokować. Trzeba je świadomie wydobyć i uzdrowić.

Dobrym przykładem może być zasada Dawania i Brania. Dawanie jest żeńskim aspektem, branie męskim. Aby zachować harmonię, należy utrzymać równowagę pomiędzy dawaniem i braniem. Dotyczy to każdej dziedziny, nie tylko finansów. Zasada ta działa w relacjach, związkach, przyjaźniach.

Doreen Virtue to specjalista metafizyki w czwartym pokoleniu. Posiada tytuł doktora psychologii. W Polsce jest znana głównie jako angelolog i autorka wielu książek na temat Aniołów. Zaprojektowała i wydała także ogromną ilość anielskich kart. Prowadzi na całym świecie wykłady na temat Aniołów, ale także z filozofii i metafizyki, w tym również z nauk Hermesa Trismegistosa. Można posłuchać jej na żywo w radiu HayHaouse.