Relacja z warsztatów Świadomości Bogactwa na Lanzarote

W maju 2017 całą wyjątkowo dobraną grupą polecieliśmy na piękną i pełną magii wyspę Lanzarote. Warsztaty pod hasłem Świadomość Bogactwa to jedno z najpiękniejszych moich doświadczeń. To coś, co oczywiście można opisać słowami, ale bez wątpienia przede wszystkim trzeba tego dotknąć samemu. Pod wieloma względami to jedno z najpiękniejszych szkoleń, jakie miałam przyjemność prowadzić i nie ukrywam, że niezwykłe doznania znacznie przekroczyły moje oczekiwania.

 

WSPÓŁPRACA

Szkolenie razem ze mną prowadziła Grażyna Adamska, praktyk Synchronizacji Ciała Duszy i Umysłu, świetna trenerka i specjalistka od Dwupunktu. Cudownie się uzupełniałyśmy, ponieważ Grażyna to bardzo konkretna osoba, mocno stąpająca nogami po ziemi. Dzięki niej i jej rozmaitym ćwiczeniom szkolenie zyskało znaczący wymiar pracy ze świadomym umysłem. Oprócz uzdrawiania podświadomych wzorców, mogłyśmy pokazać, jak efektywnie kształtować nawyki tworzące naszą rzeczywistość.

Bez niepotrzebnego lania wody Grażyna uczyła praktycznych metod kwantowych, obserwując, doradzając i troszcząc się bezpośrednio o każdego uczestnika. Przy niej i ja mogłam doszlifować pracę z Dwupunktem, który znałam bardzo pobieżnie, ponieważ na co dzień częściej stosuję Reiki oraz inne metody. Dwupunkt jest doskonałą i niesłychanie prostą techniką uzdrawiania swojego życia. Myślę, że rzetelna praktyka tej techniki jest jedną z największych zalet szkolenia na Lanzarote.

UCZESTNICY

Wszyscy moi studenci to wyjątkowi ludzie. Z wieloma spośród nich utrzymuję kontakt, pomimo upływu wielu lat. Nadal wśród moich pełnych ciepła znajomości znajdują się osoby, które były na moich kursach 15 lat temu, kiedy dopiero zaczynałam swoja przygodę z nauczaniem prosperity.

Na Lanzarote spotkałam zarówno moje stałe zaprzyjaźnione klientki, jak i zupełnie nowe osoby. Wszyscy bardzo otwarci na wiedzę, mądrzy, pracowici i pełni pięknego, serdecznego nastawienia do świata i innych osób. Podobne przyciąga podobne, dlatego w tak silnych energiach spotkali się wspaniali ludzie, zaangażowani w rozwój wewnętrzny, na podobnym etapie pracy nad sobą. Wszyscy zaawansowani w praktyce pozytywnego myślenia, ciekawi duchowych informacji, chętni do wykonywania ćwiczeń energetycznych i ciągle niesyci przekazywanej im wiedzy. Nie ukrywam, że z ogromną przyjemnością pracuje się z tak pozytywnymi ludźmi, którzy ciągle chcą więcej i więcej…  A jeszcze większą przyjemność sprawia zwiedzanie magicznych miejsc w tak doborowym towarzystwie. 

Niezmiennie wzruszały mnie codzienne informacje uczestników, że z samego rana wykonali na tarasie całą serię ćwiczeń magnetycznych i że czują się pełni energii i chęci do życia. Ktoś inny chwalił się, że pobiegł rano nad ocean i zrobił wszystkie ćwiczenia na plaży, wzmacniając ich skuteczność mocą żywiołów. Fantastyczne! To, co najbardziej podziwiam u ludzi to systematyczność i zapał do działania.

Na zdjęciu poniżej nasza malutka “grupa berlińska” zaraz po wylądowaniu na wyspie. W zajęciach uczestniczyło 12 osób.

ENERGIA

Lanzarote, podobnie jak pozostałe Wyspy Kanaryjskie, jest prawdopodobnie pozostałością Starożytnej Atlantydy, która leżała według podań “za słupami Heraklesa”, czyli za Gibraltarem. Być może jest to tylko legenda, natomiast niezaprzeczalnym faktem jest bardzo silna energia tego miejsca. Można ją było wyczuć od pierwszej chwili. Wszystkie ćwiczenia i praktyki energetyczne, które robiliśmy, odczuwałam o wiele silniej niż w Polsce.

W programie zajęć przewidziałam także inicjację Reiki dla zainteresowanych. Wymyśliłam to – nie ukrywam – głównie dla siebie, aby poczuć magię tego miejsca. Każdy, kto pracuje z Reiki wie, jak bardzo ta piękna energia uwrażliwia nas na odbiór. No cóż… Przeprowadziłam w Polsce do dzisiaj setki inicjacji na wszystkie stopnie, jednak nigdy jeszcze nie czułam ich tak mocno, jak tam na Lanzarote. Przyznaję się, że na nowo, niczym świeżo upieczona adeptka, przeżywałam zachwyt tym, co jest nam dane w Reiki.

Niektórzy twierdzą, że mieszkańcy Atlantydy pracowali z Reiki na co dzień. Przed katastrofą ukryli tę wiedzę w kilku miejscach, między innymi w rejonie Tybetu, gdzie po latach odkrył te informacje Mikao Usui. Jeśli jest w tym ziarnko prawdy, to właśnie na Wyspach Kanaryjskich można poczuć wyraźnie, że Reiki jest tam silniejsza niż gdziekolwiek indziej. Można tam poczuć Atlantydę. Wiem, że są na świecie takie miejsca, gdzie energia będzie równie silnie odczuwalna, ja tam po prostu jeszcze nie dotarłam. Tak czy owak na Lanzarote jest bardziej “reikowo” niż w Europie.

MIEJSCE

Mieszkaliśmy w hotelu Costa Mar, urokliwym i niepowtarzalnym miejscu, które zostało zaprojektowane tak, jak żaden inny ośrodek na świecie. Śnieżnobiałe niskie budynki rozciągają się wzdłuż drogi, która oddziela je od piaszczystej gorącej plaży. Do przestronnych, ogromnych apartamentów, w których zmieściłoby się chyba całe moje wrocławskie mieszkanie, prowadzą cieniste korytarze. A w nich przymilne koty wylegują się pod zielonymi roślinami. Tak. Na Lanzarote jest tak ciepło, że korytarze nie są obudowane ścianami. Są raczej zadaszonymi alejkami, w których rosną egzotyczne drzewka.

Każdy z nas miał w swoim apartamencie wielki słoneczny taras, który wychodził na ocean. Mogliśmy każdego ranka ćwiczyć, patrząc na kołysane wiatrem palmy i słońce odbijające się w szafirowych falach. Po ciepłej nocy płytki, którymi wyłożono taras, grzały lekko stopy. Bajka!

Na spragnionych słońca oczywiście czekały leżaki, na których można byłoby wygrzewać się do późnych godzin popołudniowych. Szkoda nam było czasu na leżenie, ponieważ harmonogram zajęć mieliśmy wypełniony, ale kilkanaście minut na słoneczku….? Czemu nie? Chociaż o wiele przyjemniej nad basenem, w którym woda naprawdę była wystarczająco ciepła, nawet dla zmarzluszków.

WYSPA

O Lanzarote można poczytać w przewodnikach i z pewnością trudno zamknąć jej urok w kilku zdaniach. To raczej niemożliwe, biorąc pod uwagę, że jest najbardziej niezwykła ze wszystkich Wysp Kanaryjskich.

Z jednej strony zachwycała mnie codziennie wspaniałym widokiem na plażę i ocean, na tle którego łagodnie kołysały się palmy. Idealne spełnienie marzeń o wakacjach. Niska biała zabudowa, zasługa architekta i wizjonera Cesara Manrique, dodawała delikatności i swojskości, w której można poczuć się jak w niewielkim miasteczku, dokąd nie dotarł brud i szum turystyki. A przy tym w pełni komfortowy czterogwiazdkowy hotel zaspokajał wszystkie potrzeby każdego rozpieszczonego mieszczucha.

A z drugiej strony – widoczne na tle nieba Góry Ogniste i ciemna ziemia, przypominały nieustannie o krążącej niezbyt głęboko pod stopami lawie, o mocy żywiołów. To tak, jakby spać na wulkanie… I dosłownie spałam w takim właśnie miejscu. Wycieczka do Parku Timanfaya przeniosła mnie w zupełnie inny budzący respekt świat, pełen zastygłej magmy i głębokich kraterów. Na długą chwilę zanurzyliśmy się w niekończące się serpentyny, wiodące pomiędzy wygasłymi wulkanami.

I jeszcze jedno oblicze Lanzarote: to twórczość Cesara Manrique, obecna we wszystkich niemal wsiach i miasteczkach. Nieco odleciana, magiczna i tajemnicza. Doskonale odzwierciedlona także przez jego niezwykły dom, częściowo schowany pod ziemią, zbudowany w bańkach powietrznych wytworzonych przez spływającą z wulkanu lawę. Szklana nowoczesność, połączona z czernią zastygłej magmy to mix nie do opisania… I jeszcze niesamowite Lagomar – pełen schodków i tajemniczych przejść dom w skale. To trzeba zobaczyć.

ŻYWIOŁY

Zapraszając na szkolenie podkreślałyśmy, że Lanzarote to wyspa czterech żywiołów, z którymi mądrze pracując, jesteśmy w stanie rozwinąć w sobie określone jakości. Jednak doświadczenie ich na własnej skórze to coś nieprawdopodobnego! W Parku Timanfaya – krainie trzystu wulkanów – stąpając po Ziemi, pod którą cicho mruczy ognista lawa, poddając się wiatrom, szarpiącym włosy, pomyślałyśmy o wodzie… Bo ocean został parę kilometrów za nami. I jak na zawołanie spadł drobny, rzęsisty deszczyk. Cztery żywioły zamanifestowały się dla nas w komplecie, potwierdzając, że nasze praktyki mają znaczenie. Deszcz to taka rzadkość na Wyspach Kanaryjskich, że tubylcy wyjęli smartfony i robili zdjęcia…

Ogromne wrażenie robi miejsce (Los Hervideros), w którym gorąca magma wpływając do oceanu zastygła w niesamowitych formach. Tam też wieje porywisty wiatr, który sprawia, że nie odczuwa się w ogóle upału, pomimo grzejącego cały dzień słoneczka. Oto prawdziwe centrum mocy żywiołów. Chyba nigdzie na świecie nie manifestują się one tak spektakularnie.

Przez cały niemal pobyt, w różnych miejscach wyspy wiatr pieszczotliwie szarpał nas za włosy, konkurując z ciepłem cudownego zwrotnikowego słońca. Ziemia zachwycała, ale i budziła ogromny respekt wąwozami skamieniałej lawy. Potężne kratery wulkanów przypominały, że to żywioły panują nad nasza planetą, na której człowiek jest tylko malutkim gościem. Księżycowy krajobraz wyspy z całą pewnością nikogo nie pozostawi obojętnym.

Pracy z żywiołami uczę także na warsztatach w Polsce. Praktykuję tę metodę szczególnie w lecie w ulubionych miejscach, ale stosuję zawsze wtedy, kiedy jest potrzebna. Jednak przyznaję, że na Lanzarote poczułam ogromną więź z Duchami Natury, które w Timanfaya porozumiewawczo puszczały do mnie oko. To doprawdy magiczne miejsce.

NIESPODZIANKI

Czym byłby wyjazd bez prawdziwej niespodzianki? Chyba największą był dla mnie kot, a właściwie kotka, która bezceremonialnie wprowadziła się do nas już pierwszej nocy. Cichutka, przymilna, podnosiła głos jedynie domagając się pysznych kąsków jedzenia. Wystarczyło usiąść przy niej, a z ufnością wchodziła na kolana i mruczała, jak dobry, znajomy zwierzak.

Druga niespodzianka to ciepła woda w oceanie. Chociaż i tak planowałam zamoczyć nóżki, nie spodziewałam się, że ocean będzie cieplejszy niż polskie jezioro, w którym pływam wyłącznie podczas letnich upałów. Zamoczyłam więc nie tylko nóżki. Pozwoliłam cudownym ciepłym falom, aby kołysały mnie w słońcu.

Trzecia niespodzianka to polskojęzyczny przewodnik – roześmiana i rozkochana w wyspie Magda, dzięki której mogliśmy poznać najpiękniejsze miejsca Lanzarote. Uwielbiam ludzi, którzy kochają swoją pracę, ponieważ pasja zawsze rozświetla człowieka od środka. Do takich osób należy nasza przewodniczka, która w naturalnie pogodny sposób wpasowała się w nasze prosperitowe energie. Zaglądając obecnie na jej fanpejdż widzę zakochaną w życiu i świecie kobietę, która zaraża innych swoim uśmiechem.

I jeszcze jedna niespodzianka… W czasie, kiedy wygrzewałam się w cudownym słońcu Lanzarote, w Polsce spadło troszkę majowego śniegu. Po tym, jak usłyszałam tę wiadomość od męża i ustaliłam, że wcale sobie ze mnie nie żartuje, pomyślałam natychmiast, że jestem wielką szczęściarą!  Mogłam cieszyć się cudownym blaskiem i ciepłem słonecznych promieni oraz jeść pyszne lody w pięknym miejscu… Nie marzłam pod polskim niebem. Tak bardzo kocham ciepło, że przyciągam je do siebie w najbardziej magiczny sposób. To takie proste potwierdzenie tego, jak działa pozytywne myślenie i Prawo Przyciągania.

Pełna nieustającego zachwytu zapraszam wszystkich na kolejną wyprawę i wspólne rozwijanie Świadomości Bogactwa lub Świadomości Piękna i Miłości. Gwarantuję magię niepowtarzalnych doświadczeń i mnóstwo cudownej energii.

Bogusława M. Andrzejewska

Druga zasada

CHOCIAŻBY DZIŚ NIE ZŁOŚĆ SIĘ

Chociażby dziś dajemy sobie prawo do pogodnego nastroju, wolnego od niepotrzebnych i szkodliwych emocji. A potem powtarzamy to każdego dnia, skupiając się za każdym razem na Tu i Teraz. Bo tylko chwila obecna jest tą chwilą, w której możemy zmienić swoje życie, doświadczenie i świat. To czas największej mocy i możliwości. Właśnie dlatego: „chociażby dziś”.

Te emocje, które określamy jako pozytywne, np.: radość, sympatia, zadowolenie, poczucie wolności i bezpieczeństwa, itp. – są harmonijne przez sam fakt swojego istnienia. Z zasady zbliżają nas do miłości bezwarunkowej, która przecież jest celem naszego życia. Kiedy się pojawiają, podnoszą nam energię. Sprawiają, że czujemy się lepiej. W skrajnych przypadkach dzięki nim “kochamy cały świat”, co z pewnością jest niesłychanie dobrym zjawiskiem.

Te emocje, które nazywamy negatywnymi – np. złość, zazdrość, żal, wstyd, poczucie winy, strach, rozczarowanie itp. – są w gruncie rzeczy przykre i ściągają nam energię. Jednak warto pamiętać, że są bardzo potrzebne. Pojawiają się nieprzypadkowo. Spełniają ważne zadanie. Wszechświat jest pełen harmonii i rozumiejąc rolę tych trudnych emocji, dostrzeżemy w ich istnieniu także pewną harmonię. Pojawiają się jako istotny nauczyciel. Nie poradzilibyśmy sobie bez nich.

Są jak drogowskazy, które podpowiadają nam, z czym w danym momencie powinniśmy pracować. Zjawiska, które wywołują w nas gniew, mają za zadanie skierować nas w stronę rozwoju i odnalezienia prawdziwej przyczyny tego, co się wydarzyło. Nikt nas nie zaczepia i nie obraża bez powodu. Zawsze, ale to zawsze jest to spowodowane koniecznością podniesienia poczucia własnej wartości. Człowiek o wysokiej samoocenie tworzy taką przestrzeń energetyczną, w której nikt go nie zaatakuje. Podobnie dzieje się w przypadku innych denerwujących zdarzeń – każde z nich pokazuje nam lekcję do odrobienia. Uczy nas cierpliwości, asertywności, hojności, tolerancji, łagodności, akceptacji. Tak działa lustro wszechświata.

Czy zatem złość ma w ogóle sens? Tylko wówczas, kiedy rozumiemy, że taka emocja wskazuje nam ułomny wzorzec w nas i umiejętnie go szukamy, by uzdrowić. Natomiast trzymanie się energii gniewu niczemu dobremu nie służy. Jak uczy psychosomatyka: złość odkładana w podświadomości wpływa fatalnie na nasze ciało, powodując rozwijanie się różnych chorób. Bardzo szczegółowo opisuje to w swoich opracowaniach (a także w filmach i prezentacjach) dr Bruce Lipton. Jest to zatem potwierdzone naukowo.

Reiki dąży do uzdrawiania naszego ciała i wprowadzania weń pełnej harmonii. Dlatego też będzie niwelować wszystkie szkodliwe emocje. To wielka zaleta tej pięknej energii, że pomaga nam w wyciszeniu i odzyskaniu spokoju. Wystarczy na moment położyć dłonie na splocie słonecznym i już po chwili odnajdujemy wewnętrzny pokój. W podobny sposób poradzimy sobie z innymi niechcianymi emocjami – Reiki pomoże nam w odzyskaniu równowagi.

Dodam tylko, że odzyskanie spokoju nie zwalnia nas z pracy nad sobą i poszukiwania odpowiedzi na pytanie: co mnie tak rozzłościło i dlaczego? Jaki aspekt domaga się uzdrowienia? Natomiast można wykorzystać drugi stopień Reiki, aby pomóc sobie w pozytywnej zmianie niewłaściwego wzorca na korzystny.

Wielu ludziom jest bardzo trudno zaakceptować gniew. Bo jak można lubić coś tak okropnego! I jaki to wstyd dla osoby, która zajmuje się rozwojem. Tymczasem problemem nie jest wcale emocja, która się pojawia, lecz to, co z nią zrobimy. Bo dopóki chodzimy po Ziemi, będziemy odczuwać różne rzeczy – w większym lub mniejszym natężeniu. Tylko Istoty Oświecone są całkowicie wolne od emocjonalnego zawirowania. Głównie dlatego, że wyszły poza dualizm. Z duchowego punktu widzenia, nic nie jest dobre ani złe, to tylko człowiek próbuje wszystko oceniać i dzielić na czarne i białe. Wszystko ma swój cel i sens. Wszystko jest w harmonii.

Osoby, które systematycznie medytują i pracują z energią Reiki, są bardziej opanowane i rzadziej odczuwają trudne emocje. Wynika to przede wszystkim z systematycznego podnoszenia energetycznego poziomu. Im wyżej jest nasza energia, tym lepszy nastrój, tym większa dystans do problemów, tym więcej w nas bezwarunkowej miłości i akceptacji dla innych. W ślad za tym idzie też wyciszenie, wielkoduszność, spontaniczna tolerancja i bycie ponad problemami. Czasem sięgamy nawet stanu błogości, w której wszystko jest dla nas w całkowitej harmonii i nie ma tam miejsca na negatywne emocje. A przecież to właśnie Reiki jest znakomitym i niezawodnym narzędziem podnoszenia energii.

Na jakimś etapie duchowej praktyki zaczynamy rozumieć, że wszystko jest iluzją, grą i zabawą, a dla naszej prawdziwej esencji nie ma znaczenia, co się dzieje, co kto mówi i jak nas traktuje. Dlatego polecam gorąco Reiki wszystkim, którzy chcieliby odnaleźć w sobie prawdziwy spokój. Nie taki, który jest ucieczką od rzeczywistości, ale który jest totalną akceptacją wszystkiego, co jest. To najlepsze lekarstwo na wszystkie trudne emocje. Jeśli naprawdę wszystko akceptujemy, to nie mamy powodu, by odczuwać gniew czy żal. Te rzeczy przestają dla nas istnieć. Oto prosta recepta na szczęście i wolność od zmartwień.

Bogusława M. Andrzejewska

Pierwsza zasada

CHOCIAŻBY DZIŚ NIE MARTW SIĘ.

W takiej właśnie formie usłyszałam po raz pierwszy jedną z pięciu zasad Reiki od mojego nauczyciela. Zafascynował mnie ten zwrot, ponieważ cudownie oddaje ideę mądrego życia. Życia w miłości bezwarunkowej i pozytywnej energii. Co prawda współcześni badacze historii twierdzą, że zasady Reiki podane przez Mikao Usui są w istocie regułami wymyślonymi przez jednego z japońskich cesarzy, ale nie ma to żadnego znaczenia. Rzecz bowiem nie w autorstwie, a w treści.

Chociażby dziś… Ta forma pozwala nam zatrzymać się w chwili obecnej. To najważniejszy moment, o największej mocy. Tu i Teraz. Tylko w tej chwili jesteśmy władni zarządzać swoim życiem i świadomie je kształtować. W teraźniejszości kryje się potencjał, który nakreśli nasze jutro. Jeśli umiemy mądrze przeżyć dany nam obecny czas, stworzymy świadomie szczęśliwe życie, pełne najpiękniejszych możliwości. Wielu z nas martwi się przyszłością, oszczędzając i zabezpieczając dzień jutrzejszy na tysiąc sposobów. O wiele łatwiej skupić się na tym, czego doświadczamy właśnie dziś, wierząc tym samym, że pozytywne zdarzenia wyrastają z naszego optymistycznego podejścia.

Chociażby dziś… Możemy to powtarzać każdego dnia. W ten sposób afirmujemy codziennie spełnione życie. Jeśli powiem, że dzisiaj jestem szczęśliwa, to powtarzając to jutro i pojutrze, uczynię te dni równie pogodne i pomyślne. Bo każdy dzień staje się dzisiaj. To określenie ma o wiele większą moc niż „zawsze”. Nie w nim presji, jest natomiast przyzwolenie, by tylko dzisiaj…

Chociażby dziś… To symbol medytacji uważności, skupienia na tym, co właśnie robię. To jedna z najbardziej popularnych buddyjskich praktyk. Buddyści za podstawę rozwoju mocy umysłu uważają bycie w chwili, która właśnie się dzieje. I w tym, co robimy. Jeśli zmywamy naczynia – zmywajmy, bądźmy strumieniem wody, która opłukuje talerz i gąbką, która pociera sztućce. Nie rozmyślajmy o tym, co mamy jeszcze do zrobienia ani o tym, co powiedziała koleżanka. Jeśli grabimy liście – bądźmy w tej czynności, w szmerze liści, w trawie pochylającej się pod naszymi stopami, w regularnym ruchu ramion. Nie planujmy kolejnego projektu. Nie wspominajmy plotek. Umiejętność uważnego bycia w Tu i Teraz otwiera nas na światło Wyższej Jaźni. W ten sposób docieramy do prawdziwego źródła naszej mocy.

Większość z nas żyje przeszłością, wspominając i przeżywając na nowo minione chwile. Jeśli były dobre, mogą dać nam siłę i nadzieję. Jeśli natomiast wiążą się z cierpieniem, zabierają nam energię. Nie warto jej tracić na to, co bezpowrotnie minęło. Nie możemy zmienić tego, co już się wydarzyło, bo żadne myśli nie odwrócą biegu czasu. Nie ma na to skutecznej metody. Możemy natomiast zaakceptować przeszłość i wybaczyć sobie, a także innym, każde trudne doświadczenie. Tylko w tym celu można odwracać się za siebie – by odpuścić i zamknąć drzwi. Liczy się dzisiaj. Wyciąganie wniosków z minionego czasu ma służyć chwili obecnej, a nie ponownemu przeżywaniu tego, co było kiedyś.

Samo martwienie się jest już dzisiaj czymś niemodnym i niepraktycznym. Każdy, kto przeczytał Sekret i wie o Prawie Przyciągania, rozumie doskonale, że smutki i troski przyciągają negatywne wydarzenia. To na czym skupiamy myśli, kreujemy w swojej rzeczywistości. Martwienie się jakąś trudną sprawą czy brakiem wzmacnia problem lub deficyt. W teorii jest to zrozumiałe dla każdego. W praktyce bywa nieco trudniej, bo nawykowo rozmyślamy o wszystkim, co jest dla nas wyzwaniem. I nawykowo uruchamiamy wyobraźnię, by zobaczyć wszystkie niekorzystne opcje. A potem obawiamy się, czy uda się ominąć różne życiowe pułapki, czyli zamartwiamy się.

Reiki uzdrawia nasze ciało, myśli i emocje. Pod warunkiem jednak, że pozwolimy tej pięknej energii działać w naszym polu energetycznym. Nic nie zrobimy tu na siłę, ponieważ Reiki szanuje wolną wolę człowieka. Jeśli ktoś ustawicznie się zamartwia, utrudnia komórkom swojego ciała zdrowienie, a w życiu wzmacnia problemy i braki. Reiki pomoże, ale wymaga, by otworzyć jej drzwi. Takim otwarciem jest właśnie pozytywne myślenie, radość i optymizm. To jakości harmonijne z tą piękną energią. Im więcej w nas dobrych, pogodnych myśli, tym silniej i skuteczniej działa Reiki.

Buddyści powiadają, że jeśli można coś zmienić na lepsze, to należy to zmienić. A jeśli nie można, to należy to zaakceptować, a w żadnym przypadku nie warto się martwić, bo to nic nie pomoże. To tylko niepotrzebna strata energii. Akceptacja jest natomiast wejściem w harmonię wszechświata. A zatem chociażby dziś nie martwmy się niczym.

Bogusława M. Andrzejewska

Bezpiecznie

Ten artykuł powtórzy wiele z tego, o czym już pisałam. Jednak jest taka potrzeba, ponieważ pewne tematy i pytania stale wracają.  Być może niektórym osobom trudno uwierzyć, że Reiki jest cudowną i bezpieczną energią, bo przyzwyczaili się do dualistycznego pojmowania świata i uważają, że wszędzie i we wszystkim musi być coś szkodliwego. No cóż – moim zdaniem energia Reiki płynie z Najwyższego Źródła i jako taka nie może nikomu zaszkodzić ani w ogóle nieść w sobie niczego złego.

Z energią Reiki pracuję od 20 lat. Za jej największą zaletę uważam prostotę. Klarowność, która nie wymaga żadnej skomplikowanej wiedzy, prowadzi nas w sposób niesłychanie oczywisty. W żaden sposób nie można zrobić Reiki źle. Można przyłożyć dłonie niezgodnie z opisami pozycji, oczywiście. I co z tego? Inaczej położone ręce nie sprawią, ze Reiki zaszkodzi. Po prostu nie znajda się na punktach akupunkturowych. Pozycje dłoni w Reiki są starannie dopracowane pod kątem chińskiej medycyny i dopasowane do meridianów. Punkty akupunkturowe, to takie miejsca, w których energia szybciej dociera do celu. Jednak możemy zrobić Reiki jedynie miejscowo – na jakiejś części ciała, gdzie tych punktów nikt nie ustalił – i też sobie popłynie. Jakkolwiek położymy ręce, nic złego nie zrobimy.

Energia podąża za myślą. To podstawa pracy z Reiki. Jeśli zatem przykładam dłonie, wierzę, że Reiki przyniesie przyjmującemu zabieg tylko pozytywne efekty. Jeśli sama przyjmuję – otwieram się na dobro płynące w Reiki. Proste. A co się stanie, jeśli ktoś pomyśli sobie, że Reiki to coś złego i może mu zaszkodzić?  Taka myśl wytworzy blokadę, która może objawić się nawet bólem. Dlatego jedna z ważnych zasad, to pytanie o zgodę na zabieg. Dotyczy to również przekazywania energii na odległość, co jest możliwe po drugim stopniu.

Jeśli jednak jesteś „reikowcem” , czyli sam przekazujesz innym Reiki i korzystasz z jej dobrodziejstwa, to oznacza, że ufasz tej energii i nie wytworzysz w sobie takiej blokady. Zasadniczo spontanicznie otworzysz się na tę energię, jeśli tylko ktoś prześle ją w Twoim kierunku. Otworzysz się z korzyścią dla siebie. Inaczej być nie może. Reiki to Dobro, Miłość i Światło. Jeśli ktoś powiada, że razem z przesyłaną energią można wysłać Ci coś złego, jakieś byty czy inne rzeczy – to jest to bzdura. Reiki sama w sobie jest czysta, a gości na sobie nie wozi. To Reiki jest dla nas narzędziem, które wykorzystujemy do ochrony, a nawet do oczyszczania. Jaki miałoby to sens, gdyby Reiki „woziła” na sobie negatywne energetycznie byty.

Jednak pamiętaj, że energia idzie za myślą. Każda energia, także energia klątwy, słów, życzeń. Jeśli ktoś myśli o Tobie negatywnie i złorzeczy Tobie, a Ty otwierasz się na tę osobę i jej energie to niewykluczone, że dotknie Cię efekt takich wibracji. Ktoś, kto ma Reiki także powinien się zabezpieczać przed takim doświadczeniem, pamiętając jednocześnie, że to nie z Reiki płynie taka energia, lecz z życzeniami tamtej negatywnie myślącej osoby. Niestety wśród tych, którzy pracują z Reiki są też biedni ludzie, którzy noszą w sobie mnóstwo negatywnych emocji do całego świata. Otwieraj się zatem na Reiki, a nie na myśli i życzenia innych ludzi. Jak to zrobić? Myślą. Pomyśl o tym, czego pragniesz i na co wyrażasz zgodę.

Te same zasady dotyczą „oczyszczania”. Oczyszczamy się po każdym skoku energetycznym – nie tylko przy Reiki. Wystarczy pójść na kurs, na którym są osoby o wysokich wibracjach. Wystarczy porządnie pomedytować. Och, wystarczy pójść na imieniny i przez parę godzin siedzieć obok osoby o wysokich wibracjach…. I już proces oczyszczania ruszy, bo łyknęliśmy energię. Nie warto zatem bać się Reiki, bo… „oczyszcza”. Nie można tez przypisywać działaniu Reiki każdego spadku energetycznego i mówić, ze to efekt oczyszczania. To słowo moim zdaniem jest totalnie nadużywane.

Oczywiście ma sens, bo ten proces jest częścią naszego rozwoju, natomiast moim zdaniem nie jest przypisany tylko do Reiki. Nie można nim straszyć siebie i innych. Czego się boimy, to przyciągamy. A ja jestem żywym działaniem mocy słów. Mój nauczyciel Reiki nigdy mnie nie straszył energią, lecz zapewniał, ze Reiki będzie mnie wspierać i chronić. Nigdy się nie oczyszczałam po zabiegach w taki sposób, by można tym straszyć dzieci. Jeśli gorzej się czuję, to nie pytam, czy to oczyszczający efekt wcześniejszego reikowania, tylko od razu przykładam sobie dłonie i robię zabieg. Zawsze pomaga. Im bardziej się „oczyszczam”, tym więcej zabiegów robię i dzięki temu czuje się znacznie lepiej. Uciekanie przed Reiki, bo „będzie oczyszczanie”, jest jak uciekanie przed lekarzem, który ma w dłoni kojące lekarstwo.

Energia idzie za myślą. Jeśli wierzysz, że po zabiegu będziesz się „strasznie” oczyszczać, to tak będzie. Jeśli wierzysz, że po przekazie, będziesz połamany i do niczego – będziesz. Twój umysł ma potężną moc, a Reiki go zasila. Jednak to Ty decydujesz na co przeznaczysz energię. Proponuję w czasie zabiegu pomyśleć o tym, że będziesz zdrowy, szczęśliwy i bogaty. Zobaczysz, co się stanie…

Po inicjacji potrzebujemy umownych 21 dni, aby nasz organizm przyzwyczaił się do pracy z energią. To szczególny czas, w którym należy codziennie robić zabiegi sobie i innym, poznawać to, co „mówią” dłonie, oswajać się i doświadczać. Nie należy niczego się bać, lecz z ciekawością dziecka słuchać siebie, swojego ciała, swojego serca i wszechświata. Niektórzy mówią, że w czasie tych dni nie wolno robić zabiegów innym osobom, bo będąc w procesie oczyszczania „sypiemy na innych swoimi brudami”. Nic bardziej głupiego! Jak pisałam wyżej, oczyszczamy się przez całe życie. Oznacza to, że rzadko kiedy moglibyśmy innym osobom przykładać ręce. Reiki tak nie działa, nie przekazuje naszych „brudów” innym osobom.

To tylko my sami możemy to zrobić poprzez brak umiejętności zarządzania emocjami. Jednym z najczęściej spotykanych problemów przy oczyszczaniu jest rozdrażnienie. Ktoś, kto nad tym nie panuje, pokrzykuje i warczy na innych. Reiki łagodzi także te stany, więc im bardziej przykre oczyszczanie, tym więcej Reiki zalecam. Przykładanie rąk innym – zaraz po inicjacji – pomaga nauczyć się pracy z energią. Na innych osobach lepiej czujemy energię niż na sobie. To jasne. Powtórzę: nikomu nie zaszkodzimy – nie ma takiej opcji! Nigdy nikomu nie zaszkodzimy, robiąc Reiki.

W czasie tych 21 dni możemy jeść wszystko, na co mamy ochotę i apetyt. Oczywiście są książki, które podają specjalne diety na ten czas, ale najlepszą dietą jest słuchanie własnego ciała. Nie każdy po zainicjowaniu przejdzie od razu na wegetarianizm, a wegetarianin i tak ma swój jadłospis, którego powinien przestrzegać. Dajmy sobie prawo być po Reiki sobą tak samo, jak byliśmy sobą przed inicjacją. Jeśli z czegoś powinniśmy zrezygnować, energia nas od tego odrzuci.

Najważniejsze, to zaufać sobie i energii. Uwierzyć, że niesie w sobie tylko Dobro, że jest Światłem miłości, dzięki któremu, może w naszym życiu być już tylko lepiej i lepiej, i lepiej… Myśl kreuje rzeczywistość. Dbajmy o nasze właściwe myślenie, także przy Reiki.

Bogusława M. Andrzejewska

Z miłością

O miłości bezwarunkowej pisać dzisiaj bardzo trudno. Wbrew pozorom ludzie odsuwają się od tej pięknej jakości, postrzegając ją jako lukrowaną laleczkę, która niczemu nie służy. Szczególnie w naszym kraju, wyrosłym na kulturze cierpienia i heroizmu, docenia się ból i pot bardziej niż proste kochanie. Nawet w środowiskach, które interesują się duchowością, trwają poszukiwania czegoś… skomplikowanego, co pokonuje się lub zdobywa w męce. Wówczas część splendoru spływa na adepta duchowej ścieżki i może wreszcie poczuć się jak wielki człowiek, któremu inni kłaniać się będą z podziwem do stóp.

Wśród osób, które z ezoteryką nie mają nic wspólnego, jest jeszcze zabawniej. Osoba, która mówi, że miłość jest wszystkim, zostaje zaklasyfikowana jako „różowa landrynka” i wpakowana do szufladki z napisem: „oszołom”. Kto dziś chce słuchać rzeczy, które zna od dziecka, przecież sukces musi być gdzieś ukryty, gdzieś daleko i wysoko.

Tymczasem jakości najprostsze są zazwyczaj najbardziej właściwe. Szukać należy jak najbliżej, bo przecież wszystko mamy w sobie. Mówił już o tym Kornel Makuszyński w bajce o Koziołku Matołku, odświeżył tę zasadę Paulo Coelho w Alchemiku. Każdy posiada wewnątrz umiejętność kochania, nie trzeba za tym jeździć po świecie. Możemy sięgać gwiazd, by realizować marzenia i doświadczać, ale w kwestii oświecenia sprawa jest bardzo prosta – wystarczy kochać. Osoba rozwinięta duchowo to taka, która bezwarunkowo kocha siebie, a poprzez to kocha też cały świat i wszystkie czujące istoty, żadnej nie odrzucając i nie oceniając. Miłość jest moim zdaniem wszystkim, czego potrzebujemy. Przynosi nam w darze cudowne relacje, doskonałe zdrowie, dobrobyt i poczucie nieustającego szczęścia. To takie proste.

Jak to się ma do Reiki? W sposób najbardziej oczywisty energia wpływając na nas, wydobywa z naszych serc to właśnie uczucie. Każdy, kto doświadczył zabiegu lub inicjacji, każdy, kto pracuje z energią wie i czuje, jak z napływem Reiki wzrasta w nim poziom tolerancji, błogości, zadowolenia i błogostanu. Te piękne uczucia nie są niczym innym, jak odkrywaniem miłości bezwarunkowej.

Reiki została na nowo odkryta przez Mikao Usui w ubiegłym wieku, tuż przed tym, jak Ziemia przeszła w wyższą wibrację. Jest bez wątpienia narzędziem, jakie dostaliśmy u przedproża Nowej Złotej Ery, która według mojej wiedzy ma być oparta na miłości. Reiki ma służyć temu właśnie celowi: podnoszeniu naszej wibracji i co za tym idzie – rozwijaniu umiejętności bezwarunkowego kochania.

Każdy na Ziemi ma wolna wolę. Reiki do niczego nie zmusza. Reiki pokazuje, pozwala dotknąć i doświadczyć. Pozwala być i pławic się w stanie miłości. Ludzie utkani ze Światła uzależniają się od tego błogostanu, który budzi tęsknotę za … „Domem”. Wiemy, że gdzieś tam w innym wymiarze, do którego dostęp mamy poza ziemskimi wcieleniami , króluje takie właśnie uczucie. Nazywamy je „Boskością”. Potwierdzają to osoby, którym dane było wyjść z ciała i powędrować w innych przestrzeniach. (por. „Dowód” Eben Alexander i „Umrzeć, aby stać się sobą” Anita Moorjani). Kochamy kochać. Robimy Reiki, by zagłuszyć tę tęsknotę i jak najszybciej osiągnąć stan, w którym sami zdecydujemy o opuszczeniu ograniczającej nas materii.

Reiki nie zmusza i nie manipuluje. Wśród praktyków tej metody są też osoby, w których Światła jest trochę mniej. Korzystają z przyjemności wywołanej miłością, ale odcinają się od niej, szukają cierpienia, bo wierzą, że tylko poprzez cierpienie można dojść do Królestwa Niebieskiego. Mają prawo. Reiki pozwala im cierpieć i umierać, bo każdy potrzebuje swojego czasu i miejsca na to, by odkryć moc miłości. Tej najprostszej ze wszystkich jakości. Tej najbardziej oczywistej i najlepiej znanej. Dotykamy jej bowiem zaraz po przyjściu na świat, kiedy tylko nasza mama bierze nas w ramiona i po raz pierwszy niezgrabnie przytula. Oto kolejny dowód, że nie zostaliśmy rzuceni w wir ziemskich doświadczeń bez instrukcji działania. Zaczynamy swoje bycie tutaj od miłości, jak od najlepszego drogowskazu, za którym można podążać życiowymi ścieżkami.

Skoro wiemy, że miłość bezwarunkowa uzdrawia, staje się jasne, dlaczego Reiki pomaga w różnych dolegliwościach. Mówimy o tym, że energia pracuje w ciele i porządkuje, równoważy nasze komórki. Tymczasem w istocie Reiki niesie w sobie moc wyzwalania miłości, która swoim Światłem wpływa na cząsteczki naszego ciała, doprowadzając je do pełnej harmonii. Łatwo to sprawdzić – można zamiast Reiki wypełnić komórki prawdziwym, mocnym uczuciem miłości. Kto potrafi – niech spróbuje. Robię to często – efekty są natychmiastowe. Ale wiem, że nie jest to powszechna umiejętność.

Niewątpliwą zaletą Reiki jest jej prostota. Nie trzeba wywoływać w sobie żadnych uczuć, wystarczy się poddać działaniu energii i wszystko dzieje się samo. Jakież to wygodne! Szczególnie wtedy, kiedy nie umiemy na zawołanie pokochać – Reiki pomaga i pokazuje. Reiki możemy wysyłać tam, gdzie nie ma nawet cienia sympatii – uruchomi miłość. Ale też widać wyraźnie, że nakłaniając delikatnie, niczego za nas nie zrobi. Ludziom zapiekłym w negatywnych emocjach przyniesie trochę ulgi, ale ich ciała będą się psuły i umierały. Obserwuję od lat, że ludzie, którzy kochają, czerpią z mocy Reiki wielokrotnie więcej niż ci, którzy kochać nie chcą i nie potrzebują. Widzę tu logiczną zależność.

Na koniec proponuję proste ćwiczenie. Robiąc Reiki, spróbujcie myśleć z czułością o tych, których kochacie. Niech te myśli i wspomnienia ogarną Was potężną falą. To najprostszy sposób na dotknięcie boskości i powrót do „Domu” chociaż na chwilę. Jest to też znakomite wzmocnienie działania Reiki. Efekty przejdą najśmielsze oczekiwania, bo zadziała tu miłość wzmocniona… miłością.

Bogusława M. Andrzejewska

Reiki i Anioły

Niedawno jedna z moich uczennic zapytała mnie, czy można pracować jednocześnie z Reiki i Aniołami, ponieważ gdzieś wyczytała, że te dwie energie nie są ze sobą harmonijne. To kolejny mit, który chciałabym tutaj wyjaśnić. Przepełnia mnie przy tym ogromne zdziwienie, skąd ludzie czerpią takie absurdalne teorie, jakby zupełnie nie mieli pojęcia, czym jest energia Reiki. Wierzyć się nie chce, że te osoby, które czują się gotowe, by pisać o Reiki tak niewiele wiedzą o działaniu tej pięknej energii.

Mój wspaniały nauczyciel, pierwszy polski Mistrz Reiki Jan Peterko powtarzał często, że „Reiki jest wszystkim i Reiki nie jest wszystkim”. Ta cudowna metafora jest podstawą do rozumienia prawdziwej istoty Reiki. Ta energia jest wszędzie i wszystko wypełnia, wszystko zasila. Sama nazwa oznacza metodę, dzięki której pobieramy więcej energii KI, niż pobiera jej zwykły człowiek, zwierzę, roślina. Nie ulega jednak wątpliwości, że czerpie sobie tę energię każdy – także ksiądz, który z wyżyn ambony krzyczy, że Reiki pochodzi od piekielnych mocy, co jest jednym z największych paradoksów naszego wieku.

Pobieranie energii KI można w wielkim uproszczeniu porównać do płytkiego oddychania. Praktykę Reiki do głębokiego przeponowego oddechu, który dostarcza nam o wiele więcej tlenu. Zadajmy sobie zatem pytanie, czy jeśli oddycham płytko, to praca z Aniołami, Tai Chi, medytacją, modlitwą, wiarą w Boga czy czymkolwiek innym jest dobra? Zakładam, że wszyscy tu przytaknęli. Dlaczego zatem głęboki oddech ma automatycznie sprawiać, że wszystko, co wymieniłam, przestaje być harmonijne?

Cokolwiek robi człowiek, który nie zna Reiki, może także robić osoba zainicjowana. Silniejszy przepływ Reiki nie zmienia nas w ten sposób, że przestajemy harmonizować z Wszechświatem i różnymi jego aspektami. Wręcz przeciwnie. Uczono mnie, że Reiki wzmacnia i zabarwia miłością wszystko cokolwiek robię. Wypraktykowałam to wielokrotnie. Dzisiaj robię Reiki na każdy horoskop i każdy portret numerologiczny, zanim zacznę analizę. Przed każdą praktyką medytacyjną wchodzę w przepływ Reiki. Nawet kiedy gotuję obiad, robię Reiki na wszystkie jego składniki. Mogłabym tu wymieniać pół dnia, na co robię Reiki. Ale łatwiej chyba będzie, jeśli powiem, że w moim życiu nie istnieje taka rzecz, taki temat, na który nigdy nie robiłam Reiki. Nie ma takich spraw, ponieważ nawet moje komputery są już oswojone z energią, którą działam na nie, kiedy odmawiają posłuszeństwa. Dlaczego zatem nie łączyć Reiki z medytacją z Aniołami? To także robię od lat z pozytywnym skutkiem. Nie wierzcie zatem ignorantom, którzy próbują zakreślić ograniczenia dla Reiki. One nie istnieją. Reiki jest dobra na wszystko.

Bardzo istotną kwestią jest fakt, że sama metoda Usui Reiki jest w pełni kompletna. Stosując się do zasad przekazu w linii: Usui – Hayashi – Takata – Furumoto nie potrzebujemy niczego więcej ponad to, czego nauczyliśmy się na seminarium. Oznacza to, że nie ma potrzeby wzbogacania tej metody pracą z Aniołami czy czymkolwiek innym. Metoda jest idealna taka, jaka jest.

Jak wiemy powstało dużo różnych odmian Reiki, w których pracuje się z różnymi symbolami, Aniołami, tradycjami, ale też noszą one charakterystyczne dla siebie nazwy: Raku Kei Reiki, Usui Tybetańskie, Karuna Reiki, Jo Reiki, Blue Star Reiki, Golden Age Reiki, Anielskie Reiki… To jest moim zdaniem ogromnie ważne, aby metodę rozbudowaną innymi technikami i znakami nazywać inaczej i dzięki temu odróżnić od podstawowej metody Usui Reiki. Każdy z nas ma prawo wyboru, z jaką linią czy techniką Reiki chce pracować.

Tu jednak nie mówimy o takich mieszanych metodach, w których na bazie Reiki stworzono coś nowego. Ja sama pracuję wyłącznie w systemie Usui Reiki i nie chcę zabierać głosu na temat metod, których nie znam. Mówimy o codziennej pracy z Reiki Usui i korzystaniu z tej energii w różnych sytuacjach. Możemy ją łączyć dokładnie ze wszystkim, co robimy. Łączyć nie oznacza tworzyć nowego systemu i mieszać zasad pracy. Łączyć, oznacza dla mnie: wejść w przepływ Reiki zgodnie z zasadami Reiki Usui, a następnie zrobić medytację z Aniołami lub astrologiczną analizę czy cokolwiek innego. Lub odwrotnie: pomodlić się do Aniołów i wejść w przepływ Reiki.

Wielu terapeutów osiąga piękne efekty, kiedy układają na ciele klienta kamienie szlachetne, rozpylają zapachy, włączają relaksującą muzykę i tak robią zabieg Reiki. Mamy tu cztery odrębne metody złączone w całość. A przecież można trzymając dłonie na ciele przyjmującego dodać jeszcze modlitwę do Aniołów. Takie sposoby pracy od wielu lat zdają pomyślnie egzamin. Dlaczego nie korzystać z pozytywnych doświadczeń innych ludzi? Powtórzę dla jasności, że nie tworzymy tu nowej metody pracy z Reiki – zabieg wykonujemy dokładnie wg zasad, nie dodajemy żadnych innych znaków. Jednak równolegle korzystamy z muzyki, aromaterapii, minerałów i mocy modlitwy.

Moim zdaniem jedną z największych zalet Reiki jest jej spójność i harmonia ze Wszystkim Co Jest. Nie ma znaczenia, czy jest to medytacja, gimnastyka, jazda na rowerze, czy praca z Aniołami, z elementalami, z minerałami, z kolorami. Warto pamiętać, że Reiki jest harmonijna ze wszystkim, co pojawia się na Ziemi. Dotąd nie spotkałam sytuacji, w której Reiki nie byłaby spójna z czymkolwiek. I jest to dla mnie całkiem zrozumiałe, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Reiki jest wszystkim i we wszystkim.

Zainteresowanych tematem i niedowiarków odsyłam do książki mojego nieżyjącego już przyjaciela Andrzeja Bednarza pt. „Życie z Reiki”, który przepięknie opisał pracę z energią. Polecam także książki Diany Cooper i Doreen Virtue – jasnowidzące specjalistki od angelologii, które kontaktują się z Aniołami i bezpośrednio od nich przekazują wiedzę miedzy innymi na temat Reiki. Poczytajcie, co mówią inni. Nie musicie wierzyć mi i moim doświadczeniom, w których Aniołowie i Archaniołowie z radością towarzyszą mi przy każdej inicjacji. Nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że zostały zaproszone i chcą. Anioły bardzo lubią Reiki. Dlaczego lubią – o tym napiszę innym razem.

Są sytuacje, kiedy ktoś nie chce Reiki lub boi się jej. Nie robimy nigdy zabiegów na siłę i wbrew woli danej osoby. To jednak nie zmienia faktu, że ta osoba nie wiedząc o tym, pobiera cały czas energię KI. Ponieważ energia płynie za myślą, to jakakolwiek niechęć do Reiki płynąca z ignorancji, może wytworzyć bolesną blokadę. Ta sama osoba przyjmie z błogością energię, kiedy tylko straci przytomność i w miejsce niemądrego „ego” kontrolę przejmie Wyższe Ja człowieka, które wie i rozumie czym jest Reiki.

Moim największym zaskoczeniem było odkrycie, że Reiki potrafi współegzystować nawet ze „złem”. Niektórzy nauczyciele Reiki bawią się „czarna magią”, krzywdząc innych. Są też tacy reikowcy, którzy nieświadomie zabrnęli w ciemne energie i pracują dla nich. Reiki przed tym niestety nie obroni – to ludzie dokonują wyboru, mają przecież wolną wolę. Jednak przepływając przez te osoby, uzdrawia ich tak, jak tylko może. Najczęściej prowokując oczyszczanie, stawiając im na drodze mądrych ludzi, podpowiadając, co mają zrobić. Rzadko kiedy subtelne działanie Reiki spełni rolę egzorcyzmu. Jednak chcę tu tylko pokazać, że Światło nie boi się ciemności. Światło w formie Reiki wpływa w sam jej środek i ją rozświetla. Tym bardziej absurdalne wydaje się wymyślanie rzeczy, tematów i miejsc, które mogłyby być nieharmonijne z tą piękną energią.

Bogusława M. Andrzejewska

Intencja

Energia podąża za uwagą. Oznacza to, że nasze myśli kreują rzeczywistość, a my mamy duży wpływ na to, jak wygląda nasze życie czy stan zdrowia. W zabiegach Reiki wykorzystujemy świadome myśli, które nazywamy „intencją”. Jest to określona afirmacja, życzenie lub prośba do Wszechświata, która może zostać spełniona dzięki mocy Reiki.

Ale można też to słowo rozumieć całkiem dosłownie. Przykładając ręce, powinniśmy myśleć pozytywnie i skupiać się na tym, czego pragniemy dla siebie lub przyjmującego Reiki. Pomimo że metoda ta nie wymaga od nas wielkiego skupienia, a energia płynie samodzielnie, nie będąc kierowana w żaden sposób, to jednak ważne jest, aby nasze myśli były odpowiednie.

Mój pierwszy nauczyciel Reiki powtarzał często: „pamiętajcie, aby przykładając ręce nie myśleć o głupotach”. I nie miał na myśli tzw. „niebieskich migdałów”. Przestrzegał przed smuceniem się, zamartwianiem i drążeniem trudnych kwestii. Energia zasila nasze myśli, kreuje, opierając się na nich. Jeśli przykładając dłonie, bo czujemy lekki ból, będziemy rozmyślać o najgorszych możliwych chorobach, to niestety w pewien sposób zaczynamy je tworzyć. Nie poprzez Reiki, ale poprzez własne myśli.

Największym bezsensem jest robienie zabiegów z myślą o tym, że nie zadziałają lub mogą nie zadziałać. To programowanie energii. Obrazowo mówiąc jest to sytuacja, w której przekazujemy energii intencję: „przeleć przez ciało potrzebującego, ale nie pomagaj, nie działaj”. Po co zatem w ogóle przykładać ręce? Chociaż nie jesteśmy wszechmocni i nie każde schorzenie uda nam się uleczyć na poziomie fizycznym w takim stopniu, w jakim byśmy sobie życzyli, to Reiki zawsze pomaga. Harmonizuje na tyle, na ile pozwala jej przyjmujący i jego wzorce myślowe.

Czasem o intencji mówimy, że to wiara. Istnieje przekonanie, że jeśli ktoś robiąc sobie zabieg, wierzy w jego dobroczynny skutek, to rzeczywiście zdrowieje. To logiczne. Nasze myśli i poglądy tworzą nasze zdrowie, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Skuteczność Reiki polega głównie na tym, że działa wielopoziomowo, a więc wpływa korzystnie także na nasze emocje, nastawienie i tworzenie oglądu rzeczywistości. Reiki pomaga nam myśleć pozytywnie, a w ten sposób uruchamia najważniejszy proces stawania się zdrowym, harmonijnym człowiekiem.

Idąc dalej, zachęcam wszystkich, aby wykorzystali do uzdrawiania najpiękniejszą moc Reiki – moc miłości bezwarunkowej. Niejednokrotnie pisałam o tym, że ta piękna energia, nie bez powodu nazywana Światłem Miłości, uruchamia w nas takie właśnie uczucia. Istnieje między innymi po to, aby nauczyć nas kochania. Miłość bezwarunkowa to sposób na harmonizację. Uzdrawia dosłownie wszystko, pod warunkiem, że umiemy zanurzyć się w niej po same uszy i wypełnić kochaniem każdą komórkę swojego ciała. Im dłużej będziemy w tym stanie, tym szybciej wyzdrowiejemy. Udowodniono wielokrotnie, że miłość bezwarunkowa regeneruje nasze ciało, wyprowadzając je nawet z terminalnego stadium raka. Jeśli umiemy w tym stadium pokochać siebie wystarczająco mocno.

Wiem, że to proste tylko wtedy, kiedy się o tym czyta. Ale można się tego nauczyć i zapewniam wszystkich – warto. Miłość ma najwyższa znaną mi wibrację, aby ją poczuć, musimy podnieść swoją energetykę. Reiki nam w tym pomaga. Możemy wykorzystać chwile zabiegu do tego, aby będąc w przepływie, myśleć o tych, których kochamy. Potem spróbujmy to uczucie przenieść na siebie. To wszystko. Siła Reiki wzmocni miłość bezwarunkowa i zwielokrotni jej cudowne działanie.

Kluczem do terapii jest zrozumienie, że nasza największa miłość do drugiej osoby nie zastąpi stanu, w którym ta osoba pokocha samą siebie. Dlatego tak trudno jest uzdrowić kogoś innego, jeśli w tym kimś nie ma na to gotowości. Bezradnie patrzymy, jak nasi bliscy cierpią i umierają, choć otulamy ich swoim kochaniem z całego serca. Ale to nie nasze serce ma ich kochać, ale ich własne.

Życząc wszystkim jak najlepszego zdrowia, podaję tu zatem gotową receptę na nie. Bezgraniczne kochanie siebie całego, na poziomie każdej komórki pozwala zachować radość życia. Warto jednak każdego dnia znaleźć chwilę czasu na to, aby każdej cząstce swojego ciała powiedzieć w myślach, jak bardzo jest nam droga.

Bogusława M. Andrzejewska