Trwałość Reiki

Dzisiaj ważny temat trwałość inicjacji Reiki. Piszę ten artykuł, aby poinformować Was, że każda zrobiona przez mnie inicjacja na pierwszy lub drugi czy trzeci stopień jest na zawsze! Do końca życia. Bez względu na to, czy została zrobiona bezpośrednio czy na odległość. Każda osoba, która dostała ode mnie dyplom poświadczający uzyskanie pierwszego lub drugiego stopnia otrzymała tym samym dożywotnią gwarancję zainicjowania w Reiki. Reiki mamy na zawsze. Przypomnę też, że inicjuje energia, a nie ja sama z siebie. Każdy, kto próbuje Wam moim uczniom powiedzieć, że nie macie inicjacji jest ignorantem lub manipulantem, który chce od Was Waszych pieniędzy za powtórzenie szkolenia u niego (u niej). Moja jednoznaczna sugestia odejdźcie od takiego człowieka jak najdalej, albowiem nie jest uczciwy i nie służy Światłu.

Każdy normalny nauczyciel Reiki inicjuje adepta raz na całe życie. Na tym to polega i nigdy nie wymaga poprawek. Być może są jacyś nauczyciele, którzy mówią, że robią Reiki, ale nie umieją tego zrobić, nie mają uprawnień lub w ogóle robią coś innego. Być może czasem po szkoleniu u kogoś nie czujecie przepływu i macie wątpliwości.  Tak może być. Nie mogę ręczyć za innych, ale ręczę za siebie i za to, co robię. Jeśli ktoś podważa moje inicjacje, to albo jest ignorantem, albo wrogiem Światła i wszystkiego, co nazywamy Dobrem. Nie mam co do tego wątpliwości. Jestem profesjonalna. Pracuję z Reiki od niemal 30 lat. Jeśli moją praktykę podważa ktoś, kto zajmuje się Reiki od paru lat, to… sami sobie odpowiedzcie, co można o tym pomyśleć.

Kocham Reiki. Jest moją wielką pasją i towarzyszy mi każdego dnia. Dlaczego miałabym robić źle coś, co kocham? Dlaczego miałabym zrażać do siebie przyszłych uczniów przez nieprofesjonalne podejście do pracy? Moją reklamą są zadowoleni z moich usług ludzie. Dbam o moich uczniów również dlatego, że przyprowadzają do mnie kolejnych klientów. To proste. Aczkolwiek nikogo do niczego nie przekonuję. W Reiki ważne jest zaufanie i to, co czujecie.

Wiele lat temu pewien mój znajomy po drugim stopniu Reiki zrezygnował z pracy z energią. Pomimo moich protestów zdecydował, że z powodów światopoglądowych nie będzie robił Reiki. Zrobił sobie wielki rytuał z paleniem dyplomu włącznie. Odciął się na wiele sposobów od Reiki. Tak chciał i tak zrobił. Kilka lat później spotkaliśmy się na buddyjskich medytacjach. Prowadził je Oświecony Nauczyciel. „Przypadkiem” jedna z uczestniczek zapytała Nauczyciela o Reiki, a On wypowiedział się o tej metodzie w samych superlatywach, zachęcając dziewczynę do pracy z energią. Mój znajomy to usłyszał. Po namyśle powiedział mi, że w takim razie wraca do pracy z Reiki.

I to co ważne! Nie robił żadnych innych inicjacji – po prostu potarł dłonie i zaczął je przykładać. Po kilku latach przerwy energia popłynęła jakby nigdy nic. Inicjacja jest na zawsze! Na zawsze! Nigdy nie wygasa. Chociaż tylko od Was zależy, czy z niej korzystacie i jak często. Reiki będzie Wam towarzyszyć bez względu na Waszą wiedzę i wiarę.

Zdarza się, że możecie energię czuć słabiej albo mieć wrażenie, że nie płynie. Wszyscy nauczyciele wyraźnie powtarzają: nawet kiedy nic nie czujesz, pamiętaj, że Reiki płynie. Siła odczuwania zależy od wielu czynników. Po pierwsze od osoby, której przekazujemy energię. Czasem pobór jest po prostu delikatny. Po drugie od indywidualnych predyspozycji przekazującego. Każdy z nas jest inny i czuje inaczej. Tam gdzie ja poczuję silne pulsowanie, tam ktoś inny poczuje mrowienie, a jeszcze inna osoba ledwo dostrzegalne ciepło. Każdy odbiera inaczej, warto o tym pamiętać. 

Po trzecie – im częściej robimy zabiegi, tym mocniejsze i dokładniejsze nasze odczucia. Dłonie, które przykładamy są jak radar. Wskazują, co dzieje się w ciele i jak intensywny jest przepływ. To dłonie odnajdują miejsca zablokowane, ale i takie, które szczególnie potrzebują doładowania. Im więcej pracujemy z energią, tym jesteśmy w tym lepsi. Jak wszędzie – praktyka czyni Mistrza. Robiąc codziennie Reiki doszłam do takiej wprawy, że umiałam określić poziom cukru u osoby chorej na cukrzycę, wyłącznie trzymając jej stopy.

Po czwarte i chyba najważniejsze – energia płynie za myślą. Jeśli ktoś nie wierzy w Reiki, czy w jej działanie, to będzie odczuwał przepływ o wiele słabiej niż osoba zakochana w pracy z energią i pełna wiary w pozytywne efekty. Istnieje ważna zasada, aby podchodząc do zabiegu założyć, że będzie wszystko, co najlepsze dla danej osoby. Jeśli stajecie przed ciężko chorym i przychodzi Wam do głowy: „i tak mu nie pomogę, to nie ma sensu”, to odwróćcie się na pięcie i odejdźcie. Robienie zabiegu z takim myśleniem mija się z celem. To strata czasu. Brak wiary i wątpliwości blokują przepływ energii. Warto o tym pamiętać.

Podobnie jak o tym, że to energia uzdrawia. Wiara w dobroczynne działanie energii jest jak wiara w Boga – to Najwyższe Źródło uzdrawia, stawiając na drodze chorego pełnego miłości reikowca. Wiara w działanie Reiki nie ma nic wspólnego z zadufaniem. To nie ja uzdrawiam przykładając ręce. To działa Reiki. Wystarczy wierzyć w Reiki. Nie trzeba wierzyć w człowieka, jeśli nie umiemy sobie samemu zaufać.

Analogicznie rzecz ma się z pomówieniem osoby trzeciej. Jeśli pójdziecie do nieuczciwego manipulanta, a on Wam powie: „nie masz żadnej inicjacji, ja jej nie czuję”, to najgorsze co możecie zrobić – to uwierzyć i zaufać takiej osobie. Automatycznie skreślacie wszystko, czym jesteście i co osiągnęliście. Ponieważ energia płynie za myślą, oczywistym jest, że po takim stwierdzeniu Wasze dłonie będą zimne. Bo przecież już „nie macie Reiki”. Jasne jest też, że jak zrobicie u tej osoby za drobną opłatą kolejną inicjację, to nagle… energia popłynie. Wasza wiara: „teraz już mam znowu” odblokuje przepływ. Pozornie wszystko OK. W praktyce daliście się wykorzystać – nie było żadnej drugiej inicjacji, to Wasze myśli i wiara odblokowały przepływ.

Moc ludzkiego umysłu jest ogromna. Warto o tym pamiętać. Warto też mieć świadomość, że dzieje się dokładnie to, w co wierzycie i o czym myślicie. Szczególnie w obszarze subtelnych energii. To wbrew wszystkiemu potężna moc, którą można wykorzystać do uzdrawiania swojego życia. Ale też do tego, by ufać sobie, by ufać Dobru i nie dawać sobą manipulować.

Na koniec jeszcze słowo o powtarzanych inicjacjach. Nie ma w nich nic złego. Można pójść sobie do innego nauczyciela i jeszcze raz zrobić szkolenie Reiki, jeśli się chce. Powtórzenie inicjacji nikomu nie zaszkodzi – będzie pogłębionym przyjemnym zabiegiem. Jeden z moich przyjaciół był na pierwszym stopniu trzy razy u trzech różnych nauczycieli. Chciał zobaczyć, jak robią to inni, chciał też jak najwięcej się nauczyć. Trzy razy go inicjowano. Oczywiście tą prawdziwą wprowadzającą w energię inicjacją była tylko ta pierwsza, dwie pozostałe były już tylko zabiegiem.

Uważam jednak, że czymś innym jest dobrowolne skorzystanie ze szkolenia oraz z inicjacji u drugiego nauczyciela, a czym innym paskudna złośliwa manipulacja, która ma na celu nieuczciwe wydrenowanie komuś kieszeni. Nauczyciele, którzy oczerniają i krytykują innych nauczycieli budzą mój ogromny sprzeciw. Jedną z pięciu zasad ustalonych przez Mikao Usui jest „Szanuj nauczycieli i ludzi starszych”. Ktoś, kto sam narusza zasady Mikao Usui nie jest wiarygodny. Nie jest godzien nazywać siebie nauczycielem Reiki.

Do mnie też trafiają osoby, które są niezadowolone z poprzedniego szkolenia i chcą powtórzyć inicjację Reiki u mnie. Nigdy nie rozmawiamy o tamtym nauczycielu, nie pytam o nazwisko tamtego mistrza – robię swoje, jakby osoba przyszła na Reiki pierwszy raz. Nie jestem od krytykowania i potępiania. Każdy pracuje tak, jak umie. Czasem robi coś źle – to jego lekcja. Moją rolą jest jak najlepsze zainicjowanie w Reiki, a nie ocenianie kogoś innego.

Pamiętajcie proszę, że tylko mrok zaczyna od oczerniania innych i zasiewania w Was wątpliwości. Światło zawsze wspiera i wzmacnia, sprawia, że czujecie się dumni z siebie i zadowoleni z Waszych wyborów. Uruchamiajcie kompas w swoim sercu i nie dajcie się zwieść ciemnej stronie mocy. Niech Światło zawsze będzie z Wami.

 Bogusława M. Andrzejewska

 

 

Reklamy

O Reiki

Przekaz od Mistrzów i Nauczycieli z Kronik Akaszy dla Czytelników tej strony

Reiki to  święta, piękna energia, która uzdrawia serca i dusze. Energia, która uzdrawia człowieka na wszystkich poziomach, dzięki temu, że dociera poprzez wszystkie czakry do wszystkich ciał subtelnych człowieka, który ma kontakt z tą piękną energią. Energia Reiki została odkryta w XX wieku, ale w istocie korzystano z niej już przed wieloma wiekami. Znana była pod różnymi nazwami. Ale bez względu na nazwę i obszar kulturowy jest to energia uzdrawiająca, energia wzrostu, dobra i miłości.

Jest Światłem Miłości, które pozwala ludziom poczuć czym jest Dobro, czym jest wzrost duchowy, czym jest dotykanie Najwyższego Źródła. Dzięki pracy z energią Reiki można podnosić swoje wibracje wyżej i wyżej. Przynosi ona wyłącznie dobro i jest całkowicie bezpieczna. Praca z energią Reiki jest tym, co w obecnym czasie przynosi najwięcej pożytku ludziom zainteresowanym własnym wewnętrznym rozwojem.

Energia Reiki pozwala dostrajać się do podnoszących się wibracji Ziemi i dzięki tej właśnie metodzie ludzie na Ziemi podnieśli swoją częstotliwość. Odegrała ona ogromną rolę w tym procesie i nieprzypadkowo Mikao Usui przyniósł na nowo pracę z tą metodą właśnie w tym czasie, kiedy Ziemia przygotowywała się do skoku energetycznego. To właśnie dzięki energii Reiki ludzie nadążają za Ziemią i za jej sublimującymi się energiami.

Praca z energią Reiki jest dobrodziejstwem dla każdego, kto z tej energii korzysta. Zarówno dla tych osób, którym przykładane są dłonie, jak i dla tych, którzy energię przekazują. Dzięki Reiki uzdrawiane są nie tylko ciała fizyczne, ale także ciała subtelne. Uzdrawiane są emocje, uzdrawiany jest poziom mentalny i duchowy. Bardzo często dzięki Reiki można też w pewien sposób oczyścić część karmy. Oczywiście Reiki nie jest panaceum na wszystko. Warto korzystać także z innych metod uzdrawiania i rozwoju. Warto odkrywać to, co jest dla was najlepsze. Być może nie każdy czuje pracę z Reiki, jako właściwą dla siebie. Być może nie każdy podąża za tą energią, ale to nie szkodzi, ponieważ każdy może i ma prawo znaleźć dla siebie to, co mu najbardziej odpowiada.

(spisała Bo Andrzejewska – kwiecień 2019)

Relacja z warsztatów Świadomości Bogactwa na Lanzarote

W maju 2017 całą wyjątkowo dobraną grupą polecieliśmy na piękną i pełną magii wyspę Lanzarote. Warsztaty pod hasłem Świadomość Bogactwa to jedno z najpiękniejszych moich doświadczeń. To coś, co oczywiście można opisać słowami, ale bez wątpienia przede wszystkim trzeba tego dotknąć samemu. Pod wieloma względami to jedno z najpiękniejszych szkoleń, jakie miałam przyjemność prowadzić i nie ukrywam, że niezwykłe doznania znacznie przekroczyły moje oczekiwania.

 

WSPÓŁPRACA

Szkolenie razem ze mną prowadziła Grażyna Adamska, praktyk Synchronizacji Ciała Duszy i Umysłu, świetna trenerka i specjalistka od Dwupunktu. Cudownie się uzupełniałyśmy, ponieważ Grażyna to bardzo konkretna osoba, mocno stąpająca nogami po ziemi. Dzięki niej i jej rozmaitym ćwiczeniom szkolenie zyskało znaczący wymiar pracy ze świadomym umysłem. Oprócz uzdrawiania podświadomych wzorców, mogłyśmy pokazać, jak efektywnie kształtować nawyki tworzące naszą rzeczywistość.

Bez niepotrzebnego lania wody Grażyna uczyła praktycznych metod kwantowych, obserwując, doradzając i troszcząc się bezpośrednio o każdego uczestnika. Przy niej i ja mogłam doszlifować pracę z Dwupunktem, który znałam bardzo pobieżnie, ponieważ na co dzień częściej stosuję Reiki oraz inne metody. Dwupunkt jest doskonałą i niesłychanie prostą techniką uzdrawiania swojego życia. Myślę, że rzetelna praktyka tej techniki jest jedną z największych zalet szkolenia na Lanzarote.

UCZESTNICY

Wszyscy moi studenci to wyjątkowi ludzie. Z wieloma spośród nich utrzymuję kontakt, pomimo upływu wielu lat. Nadal wśród moich pełnych ciepła znajomości znajdują się osoby, które były na moich kursach 15 lat temu, kiedy dopiero zaczynałam swoja przygodę z nauczaniem prosperity.

Na Lanzarote spotkałam zarówno moje stałe zaprzyjaźnione klientki, jak i zupełnie nowe osoby. Wszyscy bardzo otwarci na wiedzę, mądrzy, pracowici i pełni pięknego, serdecznego nastawienia do świata i innych osób. Podobne przyciąga podobne, dlatego w tak silnych energiach spotkali się wspaniali ludzie, zaangażowani w rozwój wewnętrzny, na podobnym etapie pracy nad sobą. Wszyscy zaawansowani w praktyce pozytywnego myślenia, ciekawi duchowych informacji, chętni do wykonywania ćwiczeń energetycznych i ciągle niesyci przekazywanej im wiedzy. Nie ukrywam, że z ogromną przyjemnością pracuje się z tak pozytywnymi ludźmi, którzy ciągle chcą więcej i więcej…  A jeszcze większą przyjemność sprawia zwiedzanie magicznych miejsc w tak doborowym towarzystwie. 

Niezmiennie wzruszały mnie codzienne informacje uczestników, że z samego rana wykonali na tarasie całą serię ćwiczeń magnetycznych i że czują się pełni energii i chęci do życia. Ktoś inny chwalił się, że pobiegł rano nad ocean i zrobił wszystkie ćwiczenia na plaży, wzmacniając ich skuteczność mocą żywiołów. Fantastyczne! To, co najbardziej podziwiam u ludzi to systematyczność i zapał do działania.

Na zdjęciu poniżej nasza malutka „grupa berlińska” zaraz po wylądowaniu na wyspie. W zajęciach uczestniczyło 12 osób.

ENERGIA

Lanzarote, podobnie jak pozostałe Wyspy Kanaryjskie, jest prawdopodobnie pozostałością Starożytnej Atlantydy, która leżała według podań „za słupami Heraklesa”, czyli za Gibraltarem. Być może jest to tylko legenda, natomiast niezaprzeczalnym faktem jest bardzo silna energia tego miejsca. Można ją było wyczuć od pierwszej chwili. Wszystkie ćwiczenia i praktyki energetyczne, które robiliśmy, odczuwałam o wiele silniej niż w Polsce.

W programie zajęć przewidziałam także inicjację Reiki dla zainteresowanych. Wymyśliłam to – nie ukrywam – głównie dla siebie, aby poczuć magię tego miejsca. Każdy, kto pracuje z Reiki wie, jak bardzo ta piękna energia uwrażliwia nas na odbiór. No cóż… Przeprowadziłam w Polsce do dzisiaj setki inicjacji na wszystkie stopnie, jednak nigdy jeszcze nie czułam ich tak mocno, jak tam na Lanzarote. Przyznaję się, że na nowo, niczym świeżo upieczona adeptka, przeżywałam zachwyt tym, co jest nam dane w Reiki.

Niektórzy twierdzą, że mieszkańcy Atlantydy pracowali z Reiki na co dzień. Przed katastrofą ukryli tę wiedzę w kilku miejscach, między innymi w rejonie Tybetu, gdzie po latach odkrył te informacje Mikao Usui. Jeśli jest w tym ziarnko prawdy, to właśnie na Wyspach Kanaryjskich można poczuć wyraźnie, że Reiki jest tam silniejsza niż gdziekolwiek indziej. Można tam poczuć Atlantydę. Wiem, że są na świecie takie miejsca, gdzie energia będzie równie silnie odczuwalna, ja tam po prostu jeszcze nie dotarłam. Tak czy owak na Lanzarote jest bardziej „reikowo” niż w Europie.

MIEJSCE

Mieszkaliśmy w hotelu Costa Mar, urokliwym i niepowtarzalnym miejscu, które zostało zaprojektowane tak, jak żaden inny ośrodek na świecie. Śnieżnobiałe niskie budynki rozciągają się wzdłuż drogi, która oddziela je od piaszczystej gorącej plaży. Do przestronnych, ogromnych apartamentów, w których zmieściłoby się chyba całe moje wrocławskie mieszkanie, prowadzą cieniste korytarze. A w nich przymilne koty wylegują się pod zielonymi roślinami. Tak. Na Lanzarote jest tak ciepło, że korytarze nie są obudowane ścianami. Są raczej zadaszonymi alejkami, w których rosną egzotyczne drzewka.

Każdy z nas miał w swoim apartamencie wielki słoneczny taras, który wychodził na ocean. Mogliśmy każdego ranka ćwiczyć, patrząc na kołysane wiatrem palmy i słońce odbijające się w szafirowych falach. Po ciepłej nocy płytki, którymi wyłożono taras, grzały lekko stopy. Bajka!

Na spragnionych słońca oczywiście czekały leżaki, na których można byłoby wygrzewać się do późnych godzin popołudniowych. Szkoda nam było czasu na leżenie, ponieważ harmonogram zajęć mieliśmy wypełniony, ale kilkanaście minut na słoneczku….? Czemu nie? Chociaż o wiele przyjemniej nad basenem, w którym woda naprawdę była wystarczająco ciepła, nawet dla zmarzluszków.

WYSPA

O Lanzarote można poczytać w przewodnikach i z pewnością trudno zamknąć jej urok w kilku zdaniach. To raczej niemożliwe, biorąc pod uwagę, że jest najbardziej niezwykła ze wszystkich Wysp Kanaryjskich.

Z jednej strony zachwycała mnie codziennie wspaniałym widokiem na plażę i ocean, na tle którego łagodnie kołysały się palmy. Idealne spełnienie marzeń o wakacjach. Niska biała zabudowa, zasługa architekta i wizjonera Cesara Manrique, dodawała delikatności i swojskości, w której można poczuć się jak w niewielkim miasteczku, dokąd nie dotarł brud i szum turystyki. A przy tym w pełni komfortowy czterogwiazdkowy hotel zaspokajał wszystkie potrzeby każdego rozpieszczonego mieszczucha.

A z drugiej strony – widoczne na tle nieba Góry Ogniste i ciemna ziemia, przypominały nieustannie o krążącej niezbyt głęboko pod stopami lawie, o mocy żywiołów. To tak, jakby spać na wulkanie… I dosłownie spałam w takim właśnie miejscu. Wycieczka do Parku Timanfaya przeniosła mnie w zupełnie inny budzący respekt świat, pełen zastygłej magmy i głębokich kraterów. Na długą chwilę zanurzyliśmy się w niekończące się serpentyny, wiodące pomiędzy wygasłymi wulkanami.

I jeszcze jedno oblicze Lanzarote: to twórczość Cesara Manrique, obecna we wszystkich niemal wsiach i miasteczkach. Nieco odleciana, magiczna i tajemnicza. Doskonale odzwierciedlona także przez jego niezwykły dom, częściowo schowany pod ziemią, zbudowany w bańkach powietrznych wytworzonych przez spływającą z wulkanu lawę. Szklana nowoczesność, połączona z czernią zastygłej magmy to mix nie do opisania… I jeszcze niesamowite Lagomar – pełen schodków i tajemniczych przejść dom w skale. To trzeba zobaczyć.

ŻYWIOŁY

Zapraszając na szkolenie podkreślałyśmy, że Lanzarote to wyspa czterech żywiołów, z którymi mądrze pracując, jesteśmy w stanie rozwinąć w sobie określone jakości. Jednak doświadczenie ich na własnej skórze to coś nieprawdopodobnego! W Parku Timanfaya – krainie trzystu wulkanów – stąpając po Ziemi, pod którą cicho mruczy ognista lawa, poddając się wiatrom, szarpiącym włosy, pomyślałyśmy o wodzie… Bo ocean został parę kilometrów za nami. I jak na zawołanie spadł drobny, rzęsisty deszczyk. Cztery żywioły zamanifestowały się dla nas w komplecie, potwierdzając, że nasze praktyki mają znaczenie. Deszcz to taka rzadkość na Wyspach Kanaryjskich, że tubylcy wyjęli smartfony i robili zdjęcia…

Ogromne wrażenie robi miejsce (Los Hervideros), w którym gorąca magma wpływając do oceanu zastygła w niesamowitych formach. Tam też wieje porywisty wiatr, który sprawia, że nie odczuwa się w ogóle upału, pomimo grzejącego cały dzień słoneczka. Oto prawdziwe centrum mocy żywiołów. Chyba nigdzie na świecie nie manifestują się one tak spektakularnie.

Przez cały niemal pobyt, w różnych miejscach wyspy wiatr pieszczotliwie szarpał nas za włosy, konkurując z ciepłem cudownego zwrotnikowego słońca. Ziemia zachwycała, ale i budziła ogromny respekt wąwozami skamieniałej lawy. Potężne kratery wulkanów przypominały, że to żywioły panują nad nasza planetą, na której człowiek jest tylko malutkim gościem. Księżycowy krajobraz wyspy z całą pewnością nikogo nie pozostawi obojętnym.

Pracy z żywiołami uczę także na warsztatach w Polsce. Praktykuję tę metodę szczególnie w lecie w ulubionych miejscach, ale stosuję zawsze wtedy, kiedy jest potrzebna. Jednak przyznaję, że na Lanzarote poczułam ogromną więź z Duchami Natury, które w Timanfaya porozumiewawczo puszczały do mnie oko. To doprawdy magiczne miejsce.

NIESPODZIANKI

Czym byłby wyjazd bez prawdziwej niespodzianki? Chyba największą był dla mnie kot, a właściwie kotka, która bezceremonialnie wprowadziła się do nas już pierwszej nocy. Cichutka, przymilna, podnosiła głos jedynie domagając się pysznych kąsków jedzenia. Wystarczyło usiąść przy niej, a z ufnością wchodziła na kolana i mruczała, jak dobry, znajomy zwierzak.

Druga niespodzianka to ciepła woda w oceanie. Chociaż i tak planowałam zamoczyć nóżki, nie spodziewałam się, że ocean będzie cieplejszy niż polskie jezioro, w którym pływam wyłącznie podczas letnich upałów. Zamoczyłam więc nie tylko nóżki. Pozwoliłam cudownym ciepłym falom, aby kołysały mnie w słońcu.

Trzecia niespodzianka to polskojęzyczny przewodnik – roześmiana i rozkochana w wyspie Magda, dzięki której mogliśmy poznać najpiękniejsze miejsca Lanzarote. Uwielbiam ludzi, którzy kochają swoją pracę, ponieważ pasja zawsze rozświetla człowieka od środka. Do takich osób należy nasza przewodniczka, która w naturalnie pogodny sposób wpasowała się w nasze prosperitowe energie. Zaglądając obecnie na jej fanpejdż widzę zakochaną w życiu i świecie kobietę, która zaraża innych swoim uśmiechem.

I jeszcze jedna niespodzianka… W czasie, kiedy wygrzewałam się w cudownym słońcu Lanzarote, w Polsce spadło troszkę majowego śniegu. Po tym, jak usłyszałam tę wiadomość od męża i ustaliłam, że wcale sobie ze mnie nie żartuje, pomyślałam natychmiast, że jestem wielką szczęściarą!  Mogłam cieszyć się cudownym blaskiem i ciepłem słonecznych promieni oraz jeść pyszne lody w pięknym miejscu… Nie marzłam pod polskim niebem. Tak bardzo kocham ciepło, że przyciągam je do siebie w najbardziej magiczny sposób. To takie proste potwierdzenie tego, jak działa pozytywne myślenie i Prawo Przyciągania.

Pełna nieustającego zachwytu zapraszam wszystkich na kolejną wyprawę i wspólne rozwijanie Świadomości Bogactwa lub Świadomości Piękna i Miłości. Gwarantuję magię niepowtarzalnych doświadczeń i mnóstwo cudownej energii.

Bogusława M. Andrzejewska

Druga zasada

CHOCIAŻBY DZIŚ NIE ZŁOŚĆ SIĘ

Chociażby dziś dajemy sobie prawo do pogodnego nastroju, wolnego od niepotrzebnych i szkodliwych emocji. A potem powtarzamy to każdego dnia, skupiając się za każdym razem na Tu i Teraz. Bo tylko chwila obecna jest tą chwilą, w której możemy zmienić swoje życie, doświadczenie i świat. To czas największej mocy i możliwości. Właśnie dlatego: „chociażby dziś”.

Te emocje, które określamy jako pozytywne, np.: radość, sympatia, zadowolenie, poczucie wolności i bezpieczeństwa, itp. – są harmonijne przez sam fakt swojego istnienia. Z zasady zbliżają nas do miłości bezwarunkowej, która przecież jest celem naszego życia. Kiedy się pojawiają, podnoszą nam energię. Sprawiają, że czujemy się lepiej. W skrajnych przypadkach dzięki nim „kochamy cały świat”, co z pewnością jest niesłychanie dobrym zjawiskiem.

Te emocje, które nazywamy negatywnymi – np. złość, zazdrość, żal, wstyd, poczucie winy, strach, rozczarowanie itp. – są w gruncie rzeczy przykre i ściągają nam energię. Jednak warto pamiętać, że są bardzo potrzebne. Pojawiają się nieprzypadkowo. Spełniają ważne zadanie. Wszechświat jest pełen harmonii i rozumiejąc rolę tych trudnych emocji, dostrzeżemy w ich istnieniu także pewną harmonię. Pojawiają się jako istotny nauczyciel. Nie poradzilibyśmy sobie bez nich.

Są jak drogowskazy, które podpowiadają nam, z czym w danym momencie powinniśmy pracować. Zjawiska, które wywołują w nas gniew, mają za zadanie skierować nas w stronę rozwoju i odnalezienia prawdziwej przyczyny tego, co się wydarzyło. Nikt nas nie zaczepia i nie obraża bez powodu. Zawsze, ale to zawsze jest to spowodowane koniecznością podniesienia poczucia własnej wartości. Człowiek o wysokiej samoocenie tworzy taką przestrzeń energetyczną, w której nikt go nie zaatakuje. Podobnie dzieje się w przypadku innych denerwujących zdarzeń – każde z nich pokazuje nam lekcję do odrobienia. Uczy nas cierpliwości, asertywności, hojności, tolerancji, łagodności, akceptacji. Tak działa lustro wszechświata.

Czy zatem złość ma w ogóle sens? Tylko wówczas, kiedy rozumiemy, że taka emocja wskazuje nam ułomny wzorzec w nas i umiejętnie go szukamy, by uzdrowić. Natomiast trzymanie się energii gniewu niczemu dobremu nie służy. Jak uczy psychosomatyka: złość odkładana w podświadomości wpływa fatalnie na nasze ciało, powodując rozwijanie się różnych chorób. Bardzo szczegółowo opisuje to w swoich opracowaniach (a także w filmach i prezentacjach) dr Bruce Lipton. Jest to zatem potwierdzone naukowo.

Reiki dąży do uzdrawiania naszego ciała i wprowadzania weń pełnej harmonii. Dlatego też będzie niwelować wszystkie szkodliwe emocje. To wielka zaleta tej pięknej energii, że pomaga nam w wyciszeniu i odzyskaniu spokoju. Wystarczy na moment położyć dłonie na splocie słonecznym i już po chwili odnajdujemy wewnętrzny pokój. W podobny sposób poradzimy sobie z innymi niechcianymi emocjami – Reiki pomoże nam w odzyskaniu równowagi.

Dodam tylko, że odzyskanie spokoju nie zwalnia nas z pracy nad sobą i poszukiwania odpowiedzi na pytanie: co mnie tak rozzłościło i dlaczego? Jaki aspekt domaga się uzdrowienia? Natomiast można wykorzystać drugi stopień Reiki, aby pomóc sobie w pozytywnej zmianie niewłaściwego wzorca na korzystny.

Wielu ludziom jest bardzo trudno zaakceptować gniew. Bo jak można lubić coś tak okropnego! I jaki to wstyd dla osoby, która zajmuje się rozwojem. Tymczasem problemem nie jest wcale emocja, która się pojawia, lecz to, co z nią zrobimy. Bo dopóki chodzimy po Ziemi, będziemy odczuwać różne rzeczy – w większym lub mniejszym natężeniu. Tylko Istoty Oświecone są całkowicie wolne od emocjonalnego zawirowania. Głównie dlatego, że wyszły poza dualizm. Z duchowego punktu widzenia, nic nie jest dobre ani złe, to tylko człowiek próbuje wszystko oceniać i dzielić na czarne i białe. Wszystko ma swój cel i sens. Wszystko jest w harmonii.

Osoby, które systematycznie medytują i pracują z energią Reiki, są bardziej opanowane i rzadziej odczuwają trudne emocje. Wynika to przede wszystkim z systematycznego podnoszenia energetycznego poziomu. Im wyżej jest nasza energia, tym lepszy nastrój, tym większa dystans do problemów, tym więcej w nas bezwarunkowej miłości i akceptacji dla innych. W ślad za tym idzie też wyciszenie, wielkoduszność, spontaniczna tolerancja i bycie ponad problemami. Czasem sięgamy nawet stanu błogości, w której wszystko jest dla nas w całkowitej harmonii i nie ma tam miejsca na negatywne emocje. A przecież to właśnie Reiki jest znakomitym i niezawodnym narzędziem podnoszenia energii.

Na jakimś etapie duchowej praktyki zaczynamy rozumieć, że wszystko jest iluzją, grą i zabawą, a dla naszej prawdziwej esencji nie ma znaczenia, co się dzieje, co kto mówi i jak nas traktuje. Dlatego polecam gorąco Reiki wszystkim, którzy chcieliby odnaleźć w sobie prawdziwy spokój. Nie taki, który jest ucieczką od rzeczywistości, ale który jest totalną akceptacją wszystkiego, co jest. To najlepsze lekarstwo na wszystkie trudne emocje. Jeśli naprawdę wszystko akceptujemy, to nie mamy powodu, by odczuwać gniew czy żal. Te rzeczy przestają dla nas istnieć. Oto prosta recepta na szczęście i wolność od zmartwień.

Bogusława M. Andrzejewska

Pierwsza zasada

CHOCIAŻBY DZIŚ NIE MARTW SIĘ.

W takiej właśnie formie usłyszałam po raz pierwszy jedną z pięciu zasad Reiki od mojego nauczyciela. Zafascynował mnie ten zwrot, ponieważ cudownie oddaje ideę mądrego życia. Życia w miłości bezwarunkowej i pozytywnej energii. Co prawda współcześni badacze historii twierdzą, że zasady Reiki podane przez Mikao Usui są w istocie regułami wymyślonymi przez jednego z japońskich cesarzy, ale nie ma to żadnego znaczenia. Rzecz bowiem nie w autorstwie, a w treści.

Chociażby dziś… Ta forma pozwala nam zatrzymać się w chwili obecnej. To najważniejszy moment, o największej mocy. Tu i Teraz. Tylko w tej chwili jesteśmy władni zarządzać swoim życiem i świadomie je kształtować. W teraźniejszości kryje się potencjał, który nakreśli nasze jutro. Jeśli umiemy mądrze przeżyć dany nam obecny czas, stworzymy świadomie szczęśliwe życie, pełne najpiękniejszych możliwości. Wielu z nas martwi się przyszłością, oszczędzając i zabezpieczając dzień jutrzejszy na tysiąc sposobów. O wiele łatwiej skupić się na tym, czego doświadczamy właśnie dziś, wierząc tym samym, że pozytywne zdarzenia wyrastają z naszego optymistycznego podejścia.

Chociażby dziś… Możemy to powtarzać każdego dnia. W ten sposób afirmujemy codziennie spełnione życie. Jeśli powiem, że dzisiaj jestem szczęśliwa, to powtarzając to jutro i pojutrze, uczynię te dni równie pogodne i pomyślne. Bo każdy dzień staje się dzisiaj. To określenie ma o wiele większą moc niż „zawsze”. Nie w nim presji, jest natomiast przyzwolenie, by tylko dzisiaj…

Chociażby dziś… To symbol medytacji uważności, skupienia na tym, co właśnie robię. To jedna z najbardziej popularnych buddyjskich praktyk. Buddyści za podstawę rozwoju mocy umysłu uważają bycie w chwili, która właśnie się dzieje. I w tym, co robimy. Jeśli zmywamy naczynia – zmywajmy, bądźmy strumieniem wody, która opłukuje talerz i gąbką, która pociera sztućce. Nie rozmyślajmy o tym, co mamy jeszcze do zrobienia ani o tym, co powiedziała koleżanka. Jeśli grabimy liście – bądźmy w tej czynności, w szmerze liści, w trawie pochylającej się pod naszymi stopami, w regularnym ruchu ramion. Nie planujmy kolejnego projektu. Nie wspominajmy plotek. Umiejętność uważnego bycia w Tu i Teraz otwiera nas na światło Wyższej Jaźni. W ten sposób docieramy do prawdziwego źródła naszej mocy.

Większość z nas żyje przeszłością, wspominając i przeżywając na nowo minione chwile. Jeśli były dobre, mogą dać nam siłę i nadzieję. Jeśli natomiast wiążą się z cierpieniem, zabierają nam energię. Nie warto jej tracić na to, co bezpowrotnie minęło. Nie możemy zmienić tego, co już się wydarzyło, bo żadne myśli nie odwrócą biegu czasu. Nie ma na to skutecznej metody. Możemy natomiast zaakceptować przeszłość i wybaczyć sobie, a także innym, każde trudne doświadczenie. Tylko w tym celu można odwracać się za siebie – by odpuścić i zamknąć drzwi. Liczy się dzisiaj. Wyciąganie wniosków z minionego czasu ma służyć chwili obecnej, a nie ponownemu przeżywaniu tego, co było kiedyś.

Samo martwienie się jest już dzisiaj czymś niemodnym i niepraktycznym. Każdy, kto przeczytał Sekret i wie o Prawie Przyciągania, rozumie doskonale, że smutki i troski przyciągają negatywne wydarzenia. To na czym skupiamy myśli, kreujemy w swojej rzeczywistości. Martwienie się jakąś trudną sprawą czy brakiem wzmacnia problem lub deficyt. W teorii jest to zrozumiałe dla każdego. W praktyce bywa nieco trudniej, bo nawykowo rozmyślamy o wszystkim, co jest dla nas wyzwaniem. I nawykowo uruchamiamy wyobraźnię, by zobaczyć wszystkie niekorzystne opcje. A potem obawiamy się, czy uda się ominąć różne życiowe pułapki, czyli zamartwiamy się.

Reiki uzdrawia nasze ciało, myśli i emocje. Pod warunkiem jednak, że pozwolimy tej pięknej energii działać w naszym polu energetycznym. Nic nie zrobimy tu na siłę, ponieważ Reiki szanuje wolną wolę człowieka. Jeśli ktoś ustawicznie się zamartwia, utrudnia komórkom swojego ciała zdrowienie, a w życiu wzmacnia problemy i braki. Reiki pomoże, ale wymaga, by otworzyć jej drzwi. Takim otwarciem jest właśnie pozytywne myślenie, radość i optymizm. To jakości harmonijne z tą piękną energią. Im więcej w nas dobrych, pogodnych myśli, tym silniej i skuteczniej działa Reiki.

Buddyści powiadają, że jeśli można coś zmienić na lepsze, to należy to zmienić. A jeśli nie można, to należy to zaakceptować, a w żadnym przypadku nie warto się martwić, bo to nic nie pomoże. To tylko niepotrzebna strata energii. Akceptacja jest natomiast wejściem w harmonię wszechświata. A zatem chociażby dziś nie martwmy się niczym.

Bogusława M. Andrzejewska

Bezpiecznie

Ten artykuł powtórzy wiele z tego, o czym już pisałam. Jednak jest taka potrzeba, ponieważ pewne tematy i pytania stale wracają.  Być może niektórym osobom trudno uwierzyć, że Reiki jest cudowną i bezpieczną energią, bo przyzwyczaili się do dualistycznego pojmowania świata i uważają, że wszędzie i we wszystkim musi być coś szkodliwego. No cóż – moim zdaniem energia Reiki płynie z Najwyższego Źródła i jako taka nie może nikomu zaszkodzić ani w ogóle nieść w sobie niczego złego.

Z energią Reiki pracuję od 20 lat. Za jej największą zaletę uważam prostotę. Klarowność, która nie wymaga żadnej skomplikowanej wiedzy, prowadzi nas w sposób niesłychanie oczywisty. W żaden sposób nie można zrobić Reiki źle. Można przyłożyć dłonie niezgodnie z opisami pozycji, oczywiście. I co z tego? Inaczej położone ręce nie sprawią, ze Reiki zaszkodzi. Po prostu nie znajda się na punktach akupunkturowych. Pozycje dłoni w Reiki są starannie dopracowane pod kątem chińskiej medycyny i dopasowane do meridianów. Punkty akupunkturowe, to takie miejsca, w których energia szybciej dociera do celu. Jednak możemy zrobić Reiki jedynie miejscowo – na jakiejś części ciała, gdzie tych punktów nikt nie ustalił – i też sobie popłynie. Jakkolwiek położymy ręce, nic złego nie zrobimy.

Energia podąża za myślą. To podstawa pracy z Reiki. Jeśli zatem przykładam dłonie, wierzę, że Reiki przyniesie przyjmującemu zabieg tylko pozytywne efekty. Jeśli sama przyjmuję – otwieram się na dobro płynące w Reiki. Proste. A co się stanie, jeśli ktoś pomyśli sobie, że Reiki to coś złego i może mu zaszkodzić?  Taka myśl wytworzy blokadę, która może objawić się nawet bólem. Dlatego jedna z ważnych zasad, to pytanie o zgodę na zabieg. Dotyczy to również przekazywania energii na odległość, co jest możliwe po drugim stopniu.

Jeśli jednak jesteś „reikowcem” , czyli sam przekazujesz innym Reiki i korzystasz z jej dobrodziejstwa, to oznacza, że ufasz tej energii i nie wytworzysz w sobie takiej blokady. Zasadniczo spontanicznie otworzysz się na tę energię, jeśli tylko ktoś prześle ją w Twoim kierunku. Otworzysz się z korzyścią dla siebie. Inaczej być nie może. Reiki to Dobro, Miłość i Światło. Jeśli ktoś powiada, że razem z przesyłaną energią można wysłać Ci coś złego, jakieś byty czy inne rzeczy – to jest to bzdura. Reiki sama w sobie jest czysta, a gości na sobie nie wozi. To Reiki jest dla nas narzędziem, które wykorzystujemy do ochrony, a nawet do oczyszczania. Jaki miałoby to sens, gdyby Reiki „woziła” na sobie negatywne energetycznie byty.

Jednak pamiętaj, że energia idzie za myślą. Każda energia, także energia klątwy, słów, życzeń. Jeśli ktoś myśli o Tobie negatywnie i złorzeczy Tobie, a Ty otwierasz się na tę osobę i jej energie to niewykluczone, że dotknie Cię efekt takich wibracji. Ktoś, kto ma Reiki także powinien się zabezpieczać przed takim doświadczeniem, pamiętając jednocześnie, że to nie z Reiki płynie taka energia, lecz z życzeniami tamtej negatywnie myślącej osoby. Niestety wśród tych, którzy pracują z Reiki są też biedni ludzie, którzy noszą w sobie mnóstwo negatywnych emocji do całego świata. Otwieraj się zatem na Reiki, a nie na myśli i życzenia innych ludzi. Jak to zrobić? Myślą. Pomyśl o tym, czego pragniesz i na co wyrażasz zgodę.

Te same zasady dotyczą „oczyszczania”. Oczyszczamy się po każdym skoku energetycznym – nie tylko przy Reiki. Wystarczy pójść na kurs, na którym są osoby o wysokich wibracjach. Wystarczy porządnie pomedytować. Och, wystarczy pójść na imieniny i przez parę godzin siedzieć obok osoby o wysokich wibracjach…. I już proces oczyszczania ruszy, bo łyknęliśmy energię. Nie warto zatem bać się Reiki, bo… „oczyszcza”. Nie można tez przypisywać działaniu Reiki każdego spadku energetycznego i mówić, ze to efekt oczyszczania. To słowo moim zdaniem jest totalnie nadużywane.

Oczywiście ma sens, bo ten proces jest częścią naszego rozwoju, natomiast moim zdaniem nie jest przypisany tylko do Reiki. Nie można nim straszyć siebie i innych. Czego się boimy, to przyciągamy. A ja jestem żywym działaniem mocy słów. Mój nauczyciel Reiki nigdy mnie nie straszył energią, lecz zapewniał, ze Reiki będzie mnie wspierać i chronić. Nigdy się nie oczyszczałam po zabiegach w taki sposób, by można tym straszyć dzieci. Jeśli gorzej się czuję, to nie pytam, czy to oczyszczający efekt wcześniejszego reikowania, tylko od razu przykładam sobie dłonie i robię zabieg. Zawsze pomaga. Im bardziej się „oczyszczam”, tym więcej zabiegów robię i dzięki temu czuje się znacznie lepiej. Uciekanie przed Reiki, bo „będzie oczyszczanie”, jest jak uciekanie przed lekarzem, który ma w dłoni kojące lekarstwo.

Energia idzie za myślą. Jeśli wierzysz, że po zabiegu będziesz się „strasznie” oczyszczać, to tak będzie. Jeśli wierzysz, że po przekazie, będziesz połamany i do niczego – będziesz. Twój umysł ma potężną moc, a Reiki go zasila. Jednak to Ty decydujesz na co przeznaczysz energię. Proponuję w czasie zabiegu pomyśleć o tym, że będziesz zdrowy, szczęśliwy i bogaty. Zobaczysz, co się stanie…

Po inicjacji potrzebujemy umownych 21 dni, aby nasz organizm przyzwyczaił się do pracy z energią. To szczególny czas, w którym należy codziennie robić zabiegi sobie i innym, poznawać to, co „mówią” dłonie, oswajać się i doświadczać. Nie należy niczego się bać, lecz z ciekawością dziecka słuchać siebie, swojego ciała, swojego serca i wszechświata. Niektórzy mówią, że w czasie tych dni nie wolno robić zabiegów innym osobom, bo będąc w procesie oczyszczania „sypiemy na innych swoimi brudami”. Nic bardziej głupiego! Jak pisałam wyżej, oczyszczamy się przez całe życie. Oznacza to, że rzadko kiedy moglibyśmy innym osobom przykładać ręce. Reiki tak nie działa, nie przekazuje naszych „brudów” innym osobom.

To tylko my sami możemy to zrobić poprzez brak umiejętności zarządzania emocjami. Jednym z najczęściej spotykanych problemów przy oczyszczaniu jest rozdrażnienie. Ktoś, kto nad tym nie panuje, pokrzykuje i warczy na innych. Reiki łagodzi także te stany, więc im bardziej przykre oczyszczanie, tym więcej Reiki zalecam. Przykładanie rąk innym – zaraz po inicjacji – pomaga nauczyć się pracy z energią. Na innych osobach lepiej czujemy energię niż na sobie. To jasne. Powtórzę: nikomu nie zaszkodzimy – nie ma takiej opcji! Nigdy nikomu nie zaszkodzimy, robiąc Reiki.

W czasie tych 21 dni możemy jeść wszystko, na co mamy ochotę i apetyt. Oczywiście są książki, które podają specjalne diety na ten czas, ale najlepszą dietą jest słuchanie własnego ciała. Nie każdy po zainicjowaniu przejdzie od razu na wegetarianizm, a wegetarianin i tak ma swój jadłospis, którego powinien przestrzegać. Dajmy sobie prawo być po Reiki sobą tak samo, jak byliśmy sobą przed inicjacją. Jeśli z czegoś powinniśmy zrezygnować, energia nas od tego odrzuci.

Najważniejsze, to zaufać sobie i energii. Uwierzyć, że niesie w sobie tylko Dobro, że jest Światłem miłości, dzięki któremu, może w naszym życiu być już tylko lepiej i lepiej, i lepiej… Myśl kreuje rzeczywistość. Dbajmy o nasze właściwe myślenie, także przy Reiki.

Bogusława M. Andrzejewska

Z miłością

O miłości bezwarunkowej pisać dzisiaj bardzo trudno. Wbrew pozorom ludzie odsuwają się od tej pięknej jakości, postrzegając ją jako lukrowaną laleczkę, która niczemu nie służy. Szczególnie w naszym kraju, wyrosłym na kulturze cierpienia i heroizmu, docenia się ból i pot bardziej niż proste kochanie. Nawet w środowiskach, które interesują się duchowością, trwają poszukiwania czegoś… skomplikowanego, co pokonuje się lub zdobywa w męce. Wówczas część splendoru spływa na adepta duchowej ścieżki i może wreszcie poczuć się jak wielki człowiek, któremu inni kłaniać się będą z podziwem do stóp.

Wśród osób, które z ezoteryką nie mają nic wspólnego, jest jeszcze zabawniej. Osoba, która mówi, że miłość jest wszystkim, zostaje zaklasyfikowana jako „różowa landrynka” i wpakowana do szufladki z napisem: „oszołom”. Kto dziś chce słuchać rzeczy, które zna od dziecka, przecież sukces musi być gdzieś ukryty, gdzieś daleko i wysoko.

Tymczasem jakości najprostsze są zazwyczaj najbardziej właściwe. Szukać należy jak najbliżej, bo przecież wszystko mamy w sobie. Mówił już o tym Kornel Makuszyński w bajce o Koziołku Matołku, odświeżył tę zasadę Paulo Coelho w Alchemiku. Każdy posiada wewnątrz umiejętność kochania, nie trzeba za tym jeździć po świecie. Możemy sięgać gwiazd, by realizować marzenia i doświadczać, ale w kwestii oświecenia sprawa jest bardzo prosta – wystarczy kochać. Osoba rozwinięta duchowo to taka, która bezwarunkowo kocha siebie, a poprzez to kocha też cały świat i wszystkie czujące istoty, żadnej nie odrzucając i nie oceniając. Miłość jest moim zdaniem wszystkim, czego potrzebujemy. Przynosi nam w darze cudowne relacje, doskonałe zdrowie, dobrobyt i poczucie nieustającego szczęścia. To takie proste.

Jak to się ma do Reiki? W sposób najbardziej oczywisty energia wpływając na nas, wydobywa z naszych serc to właśnie uczucie. Każdy, kto doświadczył zabiegu lub inicjacji, każdy, kto pracuje z energią wie i czuje, jak z napływem Reiki wzrasta w nim poziom tolerancji, błogości, zadowolenia i błogostanu. Te piękne uczucia nie są niczym innym, jak odkrywaniem miłości bezwarunkowej.

Reiki została na nowo odkryta przez Mikao Usui w ubiegłym wieku, tuż przed tym, jak Ziemia przeszła w wyższą wibrację. Jest bez wątpienia narzędziem, jakie dostaliśmy u przedproża Nowej Złotej Ery, która według mojej wiedzy ma być oparta na miłości. Reiki ma służyć temu właśnie celowi: podnoszeniu naszej wibracji i co za tym idzie – rozwijaniu umiejętności bezwarunkowego kochania.

Każdy na Ziemi ma wolna wolę. Reiki do niczego nie zmusza. Reiki pokazuje, pozwala dotknąć i doświadczyć. Pozwala być i pławic się w stanie miłości. Ludzie utkani ze Światła uzależniają się od tego błogostanu, który budzi tęsknotę za … „Domem”. Wiemy, że gdzieś tam w innym wymiarze, do którego dostęp mamy poza ziemskimi wcieleniami , króluje takie właśnie uczucie. Nazywamy je „Boskością”. Potwierdzają to osoby, którym dane było wyjść z ciała i powędrować w innych przestrzeniach. (por. „Dowód” Eben Alexander i „Umrzeć, aby stać się sobą” Anita Moorjani). Kochamy kochać. Robimy Reiki, by zagłuszyć tę tęsknotę i jak najszybciej osiągnąć stan, w którym sami zdecydujemy o opuszczeniu ograniczającej nas materii.

Reiki nie zmusza i nie manipuluje. Wśród praktyków tej metody są też osoby, w których Światła jest trochę mniej. Korzystają z przyjemności wywołanej miłością, ale odcinają się od niej, szukają cierpienia, bo wierzą, że tylko poprzez cierpienie można dojść do Królestwa Niebieskiego. Mają prawo. Reiki pozwala im cierpieć i umierać, bo każdy potrzebuje swojego czasu i miejsca na to, by odkryć moc miłości. Tej najprostszej ze wszystkich jakości. Tej najbardziej oczywistej i najlepiej znanej. Dotykamy jej bowiem zaraz po przyjściu na świat, kiedy tylko nasza mama bierze nas w ramiona i po raz pierwszy niezgrabnie przytula. Oto kolejny dowód, że nie zostaliśmy rzuceni w wir ziemskich doświadczeń bez instrukcji działania. Zaczynamy swoje bycie tutaj od miłości, jak od najlepszego drogowskazu, za którym można podążać życiowymi ścieżkami.

Skoro wiemy, że miłość bezwarunkowa uzdrawia, staje się jasne, dlaczego Reiki pomaga w różnych dolegliwościach. Mówimy o tym, że energia pracuje w ciele i porządkuje, równoważy nasze komórki. Tymczasem w istocie Reiki niesie w sobie moc wyzwalania miłości, która swoim Światłem wpływa na cząsteczki naszego ciała, doprowadzając je do pełnej harmonii. Łatwo to sprawdzić – można zamiast Reiki wypełnić komórki prawdziwym, mocnym uczuciem miłości. Kto potrafi – niech spróbuje. Robię to często – efekty są natychmiastowe. Ale wiem, że nie jest to powszechna umiejętność.

Niewątpliwą zaletą Reiki jest jej prostota. Nie trzeba wywoływać w sobie żadnych uczuć, wystarczy się poddać działaniu energii i wszystko dzieje się samo. Jakież to wygodne! Szczególnie wtedy, kiedy nie umiemy na zawołanie pokochać – Reiki pomaga i pokazuje. Reiki możemy wysyłać tam, gdzie nie ma nawet cienia sympatii – uruchomi miłość. Ale też widać wyraźnie, że nakłaniając delikatnie, niczego za nas nie zrobi. Ludziom zapiekłym w negatywnych emocjach przyniesie trochę ulgi, ale ich ciała będą się psuły i umierały. Obserwuję od lat, że ludzie, którzy kochają, czerpią z mocy Reiki wielokrotnie więcej niż ci, którzy kochać nie chcą i nie potrzebują. Widzę tu logiczną zależność.

Na koniec proponuję proste ćwiczenie. Robiąc Reiki, spróbujcie myśleć z czułością o tych, których kochacie. Niech te myśli i wspomnienia ogarną Was potężną falą. To najprostszy sposób na dotknięcie boskości i powrót do „Domu” chociaż na chwilę. Jest to też znakomite wzmocnienie działania Reiki. Efekty przejdą najśmielsze oczekiwania, bo zadziała tu miłość wzmocniona… miłością.

Bogusława M. Andrzejewska