Dobrodziejstwa medytacji

Dobrodziejstwa systematycznej medytacji trudno przecenić. Wszyscy wiemy, że jest to ścieżka do spokoju i duchowych odkryć. Ludzie, którzy medytują, poznają moc swojego umysłu i wykraczają poza schematy, nierzadko wytyczając dla siebie pozazmysłowe szlaki. Ich wewnętrzne doświadczenia zapełniają czasem piękne ksiązki o rozwoju i pracy nad sobą. W jakiś sposób widzimy, że takie osoby lśnią tym wyjątkowym blaskiem, który rodzi się z wewnętrznego pokoju.

Medytacja w pewien sposób odmładza nas, ponieważ jest tym dla umysłu, czym ćwiczenia fizyczne dla ciała – treningiem. Kto medytuje, jest sprawny umysłowo do późnego wieku. A co ciekawe medytowanie działa także u dzieci z ADHD, czyli może okazać się świetnym sposobem na poprawę koncentracji w każdym wieku. Pomaga podejmować świadome decyzje. Dyscyplinuje umysł i sprawia, że stajemy się bardziej uważni. Przestajemy działać na autopilocie.

Badania naukowe dowodzą, że w wyniku systematycznej medytacji zwiększa się ilość szarych komórek w mózgu. Efekty zaobserwowano juz po 8 tygodniach. Ponadto badacze stwierdzili, że zwiększa się także ilość połączeń neuronowych. To być może wyjaśnia, dlaczego medytacja gwarantuje nam sprawny intelekt do późnych lat i generalnie jest metodą pomagającą utrzymać zdrowie umysłowe.

Moim zdaniem najcenniejszym efektem regularnej medytacji jest zmniejszenie stresu. Sama doświadczyłam już wiele lat temu, że wystarczą mi dwa tygodnie medytacji, aby negatywne emocje całkiem się wyciszyły. Nabieram dystansu do świata i nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Potwierdzają to także naukowe badania – medytacja uczy spokoju, obniża ciśnienie, zmniejsza ryzyko zawału, a ponadto zmniejsza uczucie bólu.

Jeśli spojrzymy przez pryzmat psychosomatyki, to zobaczymy rzecz oczywistą: dystans do świata i zmniejszenie negatywnych emocji jest najlepszym sposobem uzdrawiania. Przyjmując, że każde schorzenie bierze się z trudnych emocji, medytacja nie tylko zapobiega powstawaniu chorób, ale ma też szansę stać się jednym z wielu sposobów na zdrowienie. Na chwilę obecną medycyna nie odnotowała jeszcze wyleczenia ciała i jego organów z pomocą samej medytacji, ale tu i tam pojawiają się informacje o pojedynczych przypadkach, kiedy to właśnie medytacja okazała się punktem zwrotnym w powrocie do zdrowia.

Na poziomie psychologicznym juz doceniamy ten mechanizm. Zaobserwowano i uznano leczącą moc medytacji w przypadku stresu pourazowego i napięcia przedmiesiączkowego. Zauważono, że pomaga ona w stanach lękowych, oczyszczając z obaw i zwiększając spokój. Co za tym idzie – poprzez zmniejszanie napięcia lękowego medytacja zapobiega depresji. Każdy szpital kliniczny w USA prowadzi obecnie sesje mindfullness (trening uważności), ponieważ traktuje się tę metodę, jako formę leczniczą. Eksperymentalnie dowiedziono też pozytywnego wpływu medytacji na geny.

Jednym z ważnych dla nas czynników jest fakt, że medytacja poprawia nastrój. Nie tylko wycisza i wyłącza negatywne emocje, ale też podnosi poziom energii. Pozytywne nastawienie do świata to cześć prosperującej świadomości. To wspaniały stan, nie do przecenienia. Zwróćmy uwagę, że kiedy nasze myśli są piękne i dobre, to tworzą dla nas doskonałe zdrowie i przyjemną rzeczywistość, obfitująca w pomyślne wydarzenia. Jeśli zatem medytacja jest narzędziem, które wyrabia w nas nawyk właściwego myślenia, jest także sposobem na szczęśliwe życie.

 Bogusława M. Andrzejewska

Reklamy

Święta przestrzeń

Kiedyś, dawno temu oglądałam rysunkowy żart, na którym ktoś umieścił mnóstwo gadżetów do medytacji. Była tam mata, były kryształy, była świeca i sprzęt z muzyką. Leżało poskładane specjalne ubranie i stały posążki z bóstwami. Obok w specjalnie zaprojektowanej fontannie w stylu zen chlupotała woda. Nie było tam tylko medytującego człowieka. Długo kontemplowałam ten rysunek, by zrozumieć, gdzie zaczyna się przerost formy nad treścią. Dzisiaj mogę Wam powiedzieć: w umyśle.

Dopóki czegokolwiek potrzebujemy do medytacji, wszystko jest zbędne, a nasza medytacja nie jest prawdziwa. Jeśli nie umiemy medytować bez swojej ulubionej muzyki albo bez maty, albo bez kamieni czy świecy, to warto jeszcze raz podejść do nauki medytacji i poszukać takiej opcji, która napełni nas światłem bez żadnych dodatków z zewnątrz. Medytacja jest procesem w nas. W środku. Nie potrzebuje niczego z zewnątrz.

W pewien sposób nie potrzebujemy nawet ciszy. Prawdziwie medytujący umysł umie wyłączyć się ze wszystkiego, co go otacza. Nawet na środku chodnika ruchliwej ulicy w centrum miasta. Ale to nie oznacza, że tam mamy medytować. To byłoby specyficzne wyzwanie. Możemy wybrać sobie taki czas i takie miejsce, gdzie jest w miarę spokojnie, pamiętając, że nawet na łonie przyrody życie buzuje w całej okazałości. Biegają mrówki, skaczą wiewiórki, a ptaki strącają na nasze głowy kawałki listków i kory. Nie ma idealnej ciszy nigdzie. Chyba tylko floating zapewnia nam całkowite odcięcie od otaczającego świata. Sensem medytacji jest odnalezienie tej ciszy w sobie, bez wielkiej pomocy z zewnątrz. Ale malutka pomoc jest wskazana. Taka, jak np. zamknięty pokój i wyłączona komórka. Może jeszcze trochę relaksacyjnej muzyki, która zagłuszy gwar dochodzący z ulicy?

Tworzenie świętej przestrzeni nie jest budowaniem uwarunkowania, warto o tym pamiętać. Święta przestrzeń ma na celu oczyścić i podnieść nam energię. Bez wątpienia jest to ułatwienie, szczególnie dla tych, którzy medytują od niedawna. Dzięki zbudowaniu świętej przestrzeni szybciej podnosimy wibracje, łatwiej wyciszamy umysł i lepiej się czujemy. Moja święta przestrzeń jest miejscem, w którym przebywam przez cały czas, kiedy jestem w domu. Co jest o tyle ważne, że ja też w domu pracuję, a moja praca jest mocno oparta na wysokich wibracjach.

Dla niektórych nieodzownym elementem medytacyjnego pokoju jest ołtarzyk. A nawet ołtarz. Widziałam u kogoś takie właśnie dzieło sztuki zajmujące całą ścianę. Jeśli człowiek tak czuje, to tak wybiera. Jakkolwiek nazwie swoje święte gadżety, są one akumulatorami energii jego modlitw. Są czymś, co kocha i na co chce stale patrzeć. Bo zwróćmy proszę uwagę na jedną istotną rzecz: otaczamy się tym, co nam bliskie, a to co nam najbliższe i najważniejsze układamy na ołtarzu. Zawsze tak było. Od wieków, niezależnie od kultury i religii. Robimy to podświadomie.

I co ciekawe – każdy wyobraża sobie teraz posągi bóstw i magiczne kryształy, tymczasem bywa, że na ołtarzu w domu stoi… telewizor. Nazywa się to regałem lub szafką, ale umiejscowienie, rytuały, szacunek, częstotliwość zakochanego spojrzenia nie pozostawia wątpliwości – to ołtarz. Zatem wszyscy mamy w domu ołtarze i stawiamy na nich to, co dla nas istotne. Nie ma rzeczy lepszych i gorszych. To, czym jeden gardzi, dla drugiego może być sacrum. To my sami suwerennie wybieramy sobie nasze świętości.

Jednak święta przestrzeń, o której tu opowiadam, to nie sam ołtarz, lecz pomieszczenie lub jakiś jego wydzielony kawałek, w którym szczególnie dbamy o podniesienie energii. Ołtarz nie jest wcale konieczny, wystarczy półeczka, kącik, kawałek biurka. Bardzo często są to miejsca, w których trzymamy swoje cenne książki o duchowości lub karty anielskie. A warto pamiętać, że takie Karty Aniołów same w sobie mają piękną energię, którą przecież zabarwiają wnętrze. Znam też kilka świetnych tytułów, które niosą dobrą energię. Zatem na te elementy warto zwrócić uwagę.

Zaczynamy od aranżacji, w której wykorzystujemy wysokowibracyjne przedmioty. Jest ich tak dużo, że trudno wszystkie tutaj wyliczyć. Z całą pewnością będą to kryształy i kamienie szlachetne, odpowiednio oczyszczone i dobrane. Następnie figurki Aniołów lub bóstw czy manifestacji, które są nam bliskie. U jednej osoby to może być Mahakala, u innej Tańczący Sziwa, a jeszcze u innej Jednorożec lub Smok. Wbrew temu, co mogą sądzić osoby postronne, to nie oznacza, że modlimy się do figurek. Ich obecność po prostu podnosi energię. Uważam też, że wnosi określoną jakość do pomieszczenia. Sugeruję, by osoba, która nie wie, kim jest np. Strażnik Dharmy, nie stawiała jego figury tylko dlatego, że wygląda modnie i oryginalnie. Warto być spójnym energetycznie i trzymać się swojej linii duchowej także w wystroju wnętrza.

Ciekawym elementem są wzory świętej geometrii. Są niezwykle mocne i dostępne w tysiącach rozmaitych form – od obrazów, przez biżuterię, do świeczników i podstawek pod kadzidła. Tutaj też warto wybierać to, co jest spójne z naszą duchową linią. Mówimy tu trochę o czymś takim jak Feng Shui – aranżacja przestrzeni działa na podświadomość. O ile kwiat lotosu czy symbol OM wydają się być uniwersalne, o tyle wadżra czy oryginalny zapis jakiejś buddyjskiej mantry już niekoniecznie. Mogą w podświadomości budzić lęk czy niepewność. W świętej przestrzeni powinno znaleźć się tylko to, co jest bliskie sercu i daje poczucie bezpieczeństwa czy boskiej lub kosmicznej opieki. Bo taki jest sens tego miejsca.

Warto zwrócić uwagę na obrazy energetyczne. Jest ich obecnie mnóstwo, ponieważ ludzie otwierają się na swoje wewnętrzne piękno i zaczynają bez obaw wyrażać siebie twórczo. Istnieje mnóstwo pięknych malowanych Aniołów, mandal i bajecznie kolorowych abstrakcji. Pisałam już o tym, że nie każdy obraz, który autor nazywa energetycznym, jest takim w istocie. Ale to nam ma się podobać. Jeśli zachwyca albo wycisza, jeśli dodaje energii i oczy lecą ku niemu z radością – to dobry obraz. Nic więcej nie trzeba. Taki obraz fantastycznie rozświetli przestrzeń.

Ciekawą opcją mogą być zapachy, jeśli korzystamy z tej przestrzeni sami. Jeśli natomiast urządzamy ją na spotkanie w grupie, na jakieś medytacyjne zajęcia, należy uważać. Bardzo lubię kadzidła, ale w istocie rzadko korzystam. Wiedząc, że inne osoby mogą ich nie tolerować, przestawiłam się na aromaterapię i olejki. Tutaj niestety też spotkałam się z negatywną reakcją osób, które były u mnie gośćmi. Stosuję zatem olejki tylko sama dla siebie. Częściej korzystam natomiast ze świec zapachowych i świeżych kwiatów. Ich delikatny aromat nikogo nie drażni.

Kolejny ważny element to oczyszczanie. Można okadzić białą szałwią lub czymś innym, co nam odpowiada. Można przejść się po pokoju grając na misie tybetańskiej. Można zrobić Reiki w intencji oczyszczenia. Można wypełnić pomieszczenie Fioletowym Płomieniem. Metod jest sporo. Na koniec dobrze jest zapalić świecę, ponieważ ogień wchłania i spala emocje, a przynosi radość. Dlatego też na wszystkich ołtarzach znajdują się rozmaite świeczniki. To taki najbardziej konieczny element wyposażenia świętej przestrzeni. Często mówię, że nic tak naprawdę nie trzeba – żadnych kryształów, muzyki, posążków. Ale trzeba zapalić bodaj zwykłą świeczkę na zwykłym talerzyku. W czasie medytacji, modlitwy, czy praktyki duchowej ogień powinien się palić.

Wyjątkiem jest oczywiście natura. Kiedy siedzimy pod drzewem czy na łące, nie potrzebujemy żadnego ognia. Natura jest czysta i potężna w swej istocie. Na bieżąco oczyszcza wszystko, co tylko się pojawia w naszych emocjach, w naszej aurze. To najlepsze miejsce, jakie można sobie wymarzyć na medytację. Myślę, że każdy doskonale wie to, co teraz chcę tutaj napisać – natura to najświętsza przestrzeń sama w sobie. Niczego nie potrzebuje, poza naszą miłością, dbałością i szacunkiem.

Kiedy jednak wykonujemy praktyki pod dachem, we własnym domu, gabinecie, salce do ćwiczeń, warto po oczyszczeniu napełnić to miejsce dobrą energią. Do tego można wykorzystać te same metody, które działają oczyszczająco: gra na misie, modlitwa, Reiki. Można poustawiać misy z kryształami w różnych miejscach pokoju i uruchomić deszcz energii. Pamiętajmy jednak, że przestrzeń zostanie i tak napełniona energią naszych praktyk i medytacji, jeśli po prostu będziemy je często robić. To działa najsilniej. Czy możecie sobie wyobrazić, że po pięciu dniach codziennego wykonywania zabiegu Reiki w szpitalnej sali wypełniłam tę salę energia jak akumulator? Pomimo że zabieg robiłam tylko przez godzinę dziennie, a szpital ma fatalną energetykę – ta jedna sala świeciła jak sanktuarium, a ludzie w niej leżący wracali do zdrowia szybciej, niż spodziewali się lekarze.

Moc jest w nas. Święta przestrzeń to celebracja naszych duchowych wartości i otaczanie się pięknem. To ukojenie dla naszych oczu i wzmocnienie dla serca. To energetyczne doładowanie, która ułatwia wyciszenie rozszczebiotanego umysłu. To przyciąganie dobrych energii i dostrajanie podświadomości do tego, co dla nas szczególnie ważne. W świętej przestrzeni Anioły otaczają nas skrzydłami, zanim je zawołamy, a pozytywne wibracje układają się miękko na naszym sercu.

 Bogusława M. Andrzejewska