Z miłością

O miłości bezwarunkowej pisać dzisiaj bardzo trudno. Wbrew pozorom ludzie odsuwają się od tej pięknej jakości, postrzegając ją jako lukrowaną laleczkę, która niczemu nie służy. Szczególnie w naszym kraju, wyrosłym na kulturze cierpienia i heroizmu, docenia się ból i pot bardziej niż proste kochanie. Nawet w środowiskach, które interesują się duchowością, trwają poszukiwania czegoś… skomplikowanego, co pokonuje się lub zdobywa w męce. Wówczas część splendoru spływa na adepta duchowej ścieżki i może wreszcie poczuć się jak wielki człowiek, któremu inni kłaniać się będą z podziwem do stóp.

Wśród osób, które z ezoteryką nie mają nic wspólnego, jest jeszcze zabawniej. Osoba, która mówi, że miłość jest wszystkim, zostaje zaklasyfikowana jako „różowa landrynka” i wpakowana do szufladki z napisem: „oszołom”. Kto dziś chce słuchać rzeczy, które zna od dziecka, przecież sukces musi być gdzieś ukryty, gdzieś daleko i wysoko.

Tymczasem jakości najprostsze są zazwyczaj najbardziej właściwe. Szukać należy jak najbliżej, bo przecież wszystko mamy w sobie. Mówił już o tym Kornel Makuszyński w bajce o Koziołku Matołku, odświeżył tę zasadę Paulo Coelho w Alchemiku. Każdy posiada wewnątrz umiejętność kochania, nie trzeba za tym jeździć po świecie. Możemy sięgać gwiazd, by realizować marzenia i doświadczać, ale w kwestii oświecenia sprawa jest bardzo prosta – wystarczy kochać. Osoba rozwinięta duchowo to taka, która bezwarunkowo kocha siebie, a poprzez to kocha też cały świat i wszystkie czujące istoty, żadnej nie odrzucając i nie oceniając. Miłość jest moim zdaniem wszystkim, czego potrzebujemy. Przynosi nam w darze cudowne relacje, doskonałe zdrowie, dobrobyt i poczucie nieustającego szczęścia. To takie proste.

Jak to się ma do Reiki? W sposób najbardziej oczywisty energia wpływając na nas, wydobywa z naszych serc to właśnie uczucie. Każdy, kto doświadczył zabiegu lub inicjacji, każdy, kto pracuje z energią wie i czuje, jak z napływem Reiki wzrasta w nim poziom tolerancji, błogości, zadowolenia i błogostanu. Te piękne uczucia nie są niczym innym, jak odkrywaniem miłości bezwarunkowej.

Reiki została na nowo odkryta przez Mikao Usui w ubiegłym wieku, tuż przed tym, jak Ziemia przeszła w wyższą wibrację. Jest bez wątpienia narzędziem, jakie dostaliśmy u przedproża Nowej Złotej Ery, która według mojej wiedzy ma być oparta na miłości. Reiki ma służyć temu właśnie celowi: podnoszeniu naszej wibracji i co za tym idzie – rozwijaniu umiejętności bezwarunkowego kochania.

Każdy na Ziemi ma wolna wolę. Reiki do niczego nie zmusza. Reiki pokazuje, pozwala dotknąć i doświadczyć. Pozwala być i pławic się w stanie miłości. Ludzie utkani ze Światła uzależniają się od tego błogostanu, który budzi tęsknotę za … „Domem”. Wiemy, że gdzieś tam w innym wymiarze, do którego dostęp mamy poza ziemskimi wcieleniami , króluje takie właśnie uczucie. Nazywamy je „Boskością”. Potwierdzają to osoby, którym dane było wyjść z ciała i powędrować w innych przestrzeniach. (por. „Dowód” Eben Alexander i „Umrzeć, aby stać się sobą” Anita Moorjani). Kochamy kochać. Robimy Reiki, by zagłuszyć tę tęsknotę i jak najszybciej osiągnąć stan, w którym sami zdecydujemy o opuszczeniu ograniczającej nas materii.

Reiki nie zmusza i nie manipuluje. Wśród praktyków tej metody są też osoby, w których Światła jest trochę mniej. Korzystają z przyjemności wywołanej miłością, ale odcinają się od niej, szukają cierpienia, bo wierzą, że tylko poprzez cierpienie można dojść do Królestwa Niebieskiego. Mają prawo. Reiki pozwala im cierpieć i umierać, bo każdy potrzebuje swojego czasu i miejsca na to, by odkryć moc miłości. Tej najprostszej ze wszystkich jakości. Tej najbardziej oczywistej i najlepiej znanej. Dotykamy jej bowiem zaraz po przyjściu na świat, kiedy tylko nasza mama bierze nas w ramiona i po raz pierwszy niezgrabnie przytula. Oto kolejny dowód, że nie zostaliśmy rzuceni w wir ziemskich doświadczeń bez instrukcji działania. Zaczynamy swoje bycie tutaj od miłości, jak od najlepszego drogowskazu, za którym można podążać życiowymi ścieżkami.

Skoro wiemy, że miłość bezwarunkowa uzdrawia, staje się jasne, dlaczego Reiki pomaga w różnych dolegliwościach. Mówimy o tym, że energia pracuje w ciele i porządkuje, równoważy nasze komórki. Tymczasem w istocie Reiki niesie w sobie moc wyzwalania miłości, która swoim Światłem wpływa na cząsteczki naszego ciała, doprowadzając je do pełnej harmonii. Łatwo to sprawdzić – można zamiast Reiki wypełnić komórki prawdziwym, mocnym uczuciem miłości. Kto potrafi – niech spróbuje. Robię to często – efekty są natychmiastowe. Ale wiem, że nie jest to powszechna umiejętność.

Niewątpliwą zaletą Reiki jest jej prostota. Nie trzeba wywoływać w sobie żadnych uczuć, wystarczy się poddać działaniu energii i wszystko dzieje się samo. Jakież to wygodne! Szczególnie wtedy, kiedy nie umiemy na zawołanie pokochać – Reiki pomaga i pokazuje. Reiki możemy wysyłać tam, gdzie nie ma nawet cienia sympatii – uruchomi miłość. Ale też widać wyraźnie, że nakłaniając delikatnie, niczego za nas nie zrobi. Ludziom zapiekłym w negatywnych emocjach przyniesie trochę ulgi, ale ich ciała będą się psuły i umierały. Obserwuję od lat, że ludzie, którzy kochają, czerpią z mocy Reiki wielokrotnie więcej niż ci, którzy kochać nie chcą i nie potrzebują. Widzę tu logiczną zależność.

Na koniec proponuję proste ćwiczenie. Robiąc Reiki, spróbujcie myśleć z czułością o tych, których kochacie. Niech te myśli i wspomnienia ogarną Was potężną falą. To najprostszy sposób na dotknięcie boskości i powrót do „Domu” chociaż na chwilę. Jest to też znakomite wzmocnienie działania Reiki. Efekty przejdą najśmielsze oczekiwania, bo zadziała tu miłość wzmocniona… miłością.

Bogusława M. Andrzejewska

Kochać całą sobą

… Ja ciebie kocham! Czyż być może?

Czy mnie nie zwodzi złudzeń moc?

Ach nie! bo jasną widzę zorzę

I pierzchającą widzę noc!

 

I wszystko we mnie inne, świeże,

Zwątpienia w sercu stopniał lód,

I znowu pragnę – kocham – wierzę –

Wierzę w miłości wieczny cud! …

(Adam Asnyk)

To jeden z moich ulubionych poetyckich fragmentów, który gra we mnie i bardzo często migocze tysiącem barw w moim sercu. Te słowa wracają do mnie setki razy nie tylko dlatego, że lubię poezję, ale przede wszystkim jako moja własna pieśń duszy. To jest to, co najczęściej czuję. Jest to oczywiście element mojego miłosnego związku z partnerem i to on wyzwala we mnie tyle pięknych emocji, ale najważniejsze jest, że to piękne uczucie rozprzestrzenia się na inne obszary mojego życia. Pozwala mi rozwijać moje pasje, z pogodą wykonywać codzienne, nużące zazwyczaj obowiązki i lepiej pracować z energią. Jak pisałam w dziale o Reiki – stan miłości i pełne dobrych uczuć myśli sprawiają, że energia płynie silniej i efekty są mocniej odczuwane.

Pisałam już o tym, że miłość romantyczna niewiele ma wspólnego z miłością bezwarunkową. Głównie dlatego, że nie umiemy naprawdę kochać. Kiedy łączymy się w pary, natychmiast zaczynamy żądać i oczekiwać – partner ma patrzeć tylko na mnie, kochać tylko mnie, całować ślady moich stóp i do tego dawać mi jak najwięcej pieniędzy. Jeśli nie spełnia któregoś z tych roszczeń, łamie nam serce, krzywdzi i sprawia, że zaczynamy mówić o tym, ileż to cierpienia kosztuje nas kochanie. Oczywiście często my również coś z siebie dajemy, my też staramy się dbać o partnera/partnerkę, poświęcać mu/jej czas i uwagę, tworząc w ten sposób handlową wymianę miłych gestów, którą wszyscy nazywają miłością – ja dodam: romantyczną. Miłość bezwarunkowa handlem nie jest. Kocha się za nic. 

Są też cierpliwe osoby, które nie umiejąc kochać siebie, sprawiają nieświadomie, że są odrzucane, poniżane i naprawdę krzywdzone. Działa tu zasada lustra, o której wielokrotnie wspominałam. Jeśli sami siebie kochać nie umiemy, partner odzwierciedli to i kochał nas nie będzie. Jeśli nie szanujemy siebie, partner szanować nas nie będzie, bo jest tylko odbiciem tego, co jest w nas. Jeśli nie jesteśmy wierne sobie, to przyciągamy zdradę, a wówczas rzekoma miłość zamienia się w stek wyzwisk. Jest rzeczą oczywistą, że wiążąc się z kimś, liczymy na współpracę, pomoc, wsparcie i bliskość. Nie na rękę nam fakt, że ukochany/ukochana sypia z kimś innym. Jednak miłość bezwarunkowa zakłada, że kocham nie za to, co partner robi, ale kocham… ot tak, po prostu, bo kocham. Zdrada może być dla mnie trudnym doświadczeniem, może doprowadzić do łez, ale nie ma wpływu na miłość, bo nic nie ma wpływu na miłość bezwarunkową. Dlatego tak się nazywa: b e z w a r u n k o w a…

Temat zdrady jest trudny i piszę o nim tutaj i tutaj. Nie próbuję przekonywać, że mamy takie doświadczenie łykać jak żabę i zachowywać się, jakby nigdy nic. Przypominam tylko, że prawdziwe kochanie nie gaśnie z powodu trudności. Kiedy kochamy, szukamy rozwiązań i nie zastępujemy dobrych uczuć nienawiścią czy zazdrością. Prawdziwa miłość jest trwała, nie umiera nigdy. Ale co ważne – nie zabrania nam kochać innych. Nie namawiam w tym miejscu do poligamii czy poliandrii. Kochając męża, można kochać dzieci, rodziców, przyjaciół, przyjaciółki i oczywiście kota lub psa. Nasze serca są wielkie i mają tysiące jednakowo słodkich cząstek.

Miłość bezwarunkowa nie jest kubkiem herbaty, którą piję, gdy mam ochotę, ale gdy wpadnie do niej mucha – wylewam do zlewu. Jest oceanem, w którym jestem zanurzona po uszy każdego dnia. Oceanem, który mnie żywi i wzmacnia swoją dobroczynna energią. Oceanem, którego jestem częścią, bo wypełnia każdą moją komórkę, stając się ze mną Jednością. Oceanem, który mnie uzdrawia na wszystkich poziomach. Oceanem, który obmywa mnie z całego brudu, jaki nazbierałam przez wszystkie wcielenia. A wreszcie – oceanem, który łączy mnie najpiękniej ze Wszystkim Co Jest.

A spokojnie mogę zacząć od kochania jednej dowolnej osoby: dziecka lub przyjaciółki. Dla mnie najpiękniejszy jest taki dzień, kiedy oboje z mężem mamy wolne od pracy i wreszcie dużo czasu dla siebie. Budzę się w jego ramionach, zaglądam w jego roześmiane oczy i natychmiast w duszy zaczyna mi śpiewać wiersz Asnyka. “Ja kocham ciebie, czy być może…”. Idę z tym wierszem i harmonią wewnątrz siebie przez cały długi dzień i napełniam tym uczuciem wszystko, co robię – każdy tekst, każdy horoskop i nawet każdą kanapkę. Tętni we mnie i pulsuje szczęściem. Czy trzeba czegoś więcej?

Bogusława M. Andrzejewska

Zapisz

Hymn do miłości

Znany doskonale wielu z nas tekst, cytowany z okazji ślubów i rocznic, odnoszony do miłości małżeńskiej, jest najbardziej doskonałą definicją bezwarunkowej miłości. Tej, która odnosi się do całości naszego istnienia – nie tylko w związku intymnym. To właśnie ta miłość, której powinniśmy się uczyć i rozwijać ją w sobie – miłość do siebie, do drugiego człowieka, do świata, do każdego przejawu istnienia. Choćby dlatego warto go z uwagą przeczytać i przemyśleć. Dostrzegam w tym hymnie wspaniałą wskazówkę duchowego rozwoju.

Biblia Tysiąclecia
1 List do Koryntian 13

Hymn o miłości

1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.

2 Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. a miłości bym nie miał, byłbym niczym.

3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.

4 Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;

5 nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;

6 nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.

7 Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.

8 Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.

9 Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy.

10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.

11 Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.

12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany .

13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.

***

W opracowaniach literackich znajdziemy wiele wersji interpretacyjnych tego niezwykłego tekstu, dlatego też nie będę rozwijać różnego rodzaju analiz. Nie o interpretacji myślę, lecz o inspiracji, którą znajduję w “Pieśni Nad Pieśniami”. To mój własny bardzo indywidualny odbiór, który jest dla mnie potwierdzeniem tego, o czym stale powtarzam.

A powtarzając, spodziewam się wielu lekceważących parsknięć: “po co tyle o miłości? To ckliwe i nudne”. Pamiętam też, jak pewien założyciel ezoterycznego forum, który z dumą podkreślał, że interesuje się rozwojem i posiada bogatą wiedzę na ten temat, wyśmiał mnie wprost, twierdząc, że pisanie o miłości to frazesy dla nastolatek i różowych landrynek. Do dzisiaj bawi mnie ta sytuacja, która przypomina człowieka, chwalącego się dużymi umiejętnościami gry w szachy i nie wiedzącego zupełnie, jakimi ruchami porusza się na planszy hetman.

Cierpliwie powtarzam, że w rozwoju duchowym najważniejsza jest miłość bezwarunkowa. To podstawa. To klucz. Bez niej nie ma rozwoju, może być tylko teoretyczna wiedza o czakrach, medytacji czy energetyce. Wiedza taka może być przydatna, ale sens duchowego wzrastania dostrzec można dopiero w tym, co czujemy i jak działamy. “Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.” Często mówię, że ważniejsze jest samo kochanie i życzliwe pochylanie się nad istotą słabszą od nas, niż ćwiczenia jogi, miliony odmówionych mantr i perfekcyjna znajomość zaawansowanych praktyk. Zaczynamy od kochania siebie i tę miłość przenosimy na wszystkie inne istoty i zjawiska. Kiedy to urzeczywistnimy naprawdę, a nie tylko na chwilę i na pokaz, wówczas staniemy się istotami oświeconymi. Joga, medytacja i inne praktyki są świetnymi narzędziami wiodącymi do celu. Ale celem jest miłość.

A dowodem na to jest chociażby fakt, że kiedy kochamy, to nasza energia jest najwyżej. Nasze życiowe doświadczenia wyraźnie pokazują nam, dokąd zmierzać. Czasem ludzie narzekają, że oczywiście chcą się rozwijać, ale nie mają wiedzy i odpowiednich wskazówek. Ależ mają! Każdy człowiek doświadcza radości lub smutku, miłości lub niechęci. Kiedy przyjrzymy się temu, co dla nas dobre, co podnosi nam widocznie nastrój (a tym samym energię), to podążając za tym, co nam służy, zmierzamy do Oświecenia. To takie proste! I wśród tych wskaźników miłość ma notowania najwyższe.

Wystarczy przypomnieć sobie chwilę, kiedy byliśmy zakochani… Czy w takim pełnym euforii stadium nie kochamy całego świata, nie wybaczamy, wrogom, nie bagatelizujemy problemów? Rzecz jasna przemijający stan zakochania to tylko przedsmak tego, co ofiaruje nam uczucie miłości bezwarunkowej, takiej, którą obdarowujemy nie tylko partnera, ale matkę, dziecko, przyjaciela, ulubione zwierzątko, a nawet miejsca i rzeczy. Bo możemy kochać wszystko, cokolwiek zapragniemy, nie tylko ludzi – wbrew pozorom.

Istotna różnica pomiędzy tradycyjną, romantyczną miłością, a tą prawdziwą, polega głównie na tym, że ta druga jest bezwarunkowa. Kochając bezwarunkowo niczego nie oczekujemy, lecz rozkoszujemy się samym stanem kochania. “Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; 5 nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego“. Podczas, gdy w związkach przelewają się przeróżne emocje. Mówimy o uczuciach i jednocześnie zazdrościmy, oczekujemy oddania, robimy awantury, wykorzystujemy – wszystko ponoć w imię uczuć. Bardzo znamienne, że “kochając”, zawłaszczamy sobie drugą osobę i wymagamy, by traktowała nas jak bóstwo. Bycie kochanym to dla nas lekceważenie i poniżenie całego pozostałego świata na naszą rzecz. Widzę to wyraźnie w wypowiedziach młodych osób, dla których miłość obowiązkowo musi być też cierpieniem, kiedy ukochany/ukochana nie chce nas uwielbiać i stawiać na piedestale, lecz ma czelność podziwiać inne/innych. Często kochaniem nazywamy układ, w którym nie tylko wybrany/wybrana należy do nas, ale także jego/jej pieniądze, czas i uwaga. To nie jest miłość.

O związkach piszę w innym miejscu, tutaj chcę tylko wyraźnie podkreślić, że miłość bezwarunkowa, która prowadzi do rozwoju nie ma nic wspólnego z tym, o czym rozmawiają różowe landrynki i co wyczytamy w romansach. Nie umniejszam romantycznych uniesień. Wszystkie nasze uczucia są ważne, a te akurat szczególnie przyjemne – kochajmy więc całym sercem tak, jak umiemy. Jeśli jednak decydujemy się wejść na duchową ścieżkę, to zacząć trzeba od pokochania bez żadnych warunków – także tych ludzi, których nie lubimy.

Jedną z najpiękniejszych cech bezwarunkowej miłości jest wybaczanie, poprzez rozumienie, że wszystko czegokolwiek doświadczamy, przyciągnęliśmy sami do swojej rzeczywistości. “Miłość… nie unosi się gniewem, nie pamięta złego…” Oznacza to, że potrafimy ciepłym uczuciem akceptacji otoczyć każdą istotę czującą. Nie musimy się z nią spotykać ani rozmawiać, ale w sercu nie czujemy żalu i życzymy także tej osobie jak najlepiej. W tym miejscu wyraźnie widać rozdźwięk z miłością romantyczną, która karmi się zazdrością i chętnie obraża, dramatycznie łkając: “on złamał mi serce“. Miłość bezwarunkowa nie doświadcza złamania serca, bo kocha bez względu na wszystko. Kocha tego, który jest miły i dobry, ale także i tego, który nie ma dla nas czasu lub hołubi inne osoby, a nawet oszukuje czy kłamie. Naprawdę nie kocha się za coś, lecz po prostu.

Z pewnością bliższa miłości bezwarunkowej jest ta, którą matka żywi do własnego dziecka, bo będzie je chronić zawsze i wszędzie, bez względu na to, co ono uczyni. Nie ma żalu ani pretensji, a nawet jeśli ich doświadcza, to i tak kocha. Pomimo tego. “Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.” Oto miłość. Jeśli potrafimy takim uczuciem obdarzyć nie tylko własne dzieci, to jesteśmy na najlepszej drodze. Miłość bezwarunkowa kocha wiele osób, każdą z taką samą siłą i niczego w zamian nie oczekując.

Na koniec moja własna wizja Oświecenia, które jest dla mnie kompletnym poznaniem wszystkiego. Powrót do Źródła lub całkowite z Nim połączenie w Złotej Erze, daje nam pełnię. Stajemy się Jednością ze Wszystkim Co Jest. “Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.” Jak widać z listu św. Pawła prowadzi do tego właśnie miłość. Nie bez powodu ta wskazówka znalazła się w tak krótkim tekście, który pozornie opiewa damsko-meskie uczucia. Pozornie. Bo w gruncie rzeczy niewiele ma z nimi wspólnego, co wyżej udowodniłam. Aczkolwiek bez wątpienia byłoby bardzo pożądanym, aby taka romantyczna miłość stała się bezwarunkowa, wówczas i związek byłby szczęśliwy i na najwyższym poziomie.

Co szczególnie ważne: prawdziwa miłość nie ma końca. “Miłość nigdy nie ustaje”. Oznacza to, że nie znika nawet po śmierci. Jest tą wartością, którą zabieramy ze sobą na druga stronę. Potwierdza to dokładnie to, co stale powtarzam: jesteśmy tu na Ziemi dla miłości, byśmy się nauczyli kochać. Umierając, zostawiamy tu swoje ciała, dyplomy, majątki i dorobek kulturowy. Zabieramy wyłącznie energię miłości, taką, jaką udało nam się za życia rozwinąć. Im bardziej kochaliśmy bezwarunkowo, tym lepiej odrobione zadanie w tym wcieleniu, tym bliżej jesteśmy Oświecenia.

Bogusława M. Andrzejewska

Zapisz

Zapisz

Lek na emocje

Miłość bezwarunkowa to kierunek, który warto wybierać zawsze, bez względu na okoliczności. Nie bez powodu najmądrzejsi duchowi nauczyciele mówią: jeśli nie wiesz, co zrobić, wybierz miłość. To sprawdzona recepta, można jej zaufać, ponieważ przynosi nam w odpowiedzi najlepsze rozwiązania. Działa nawet wtedy, kiedy wszystko wydaje się układać niekorzystnie. Moje doświadczenie wskazuje, że miłość potrafi uzdrowić te obszary naszego życia, które uznaliśmy za takie nie do naprawienia. Być może to właśnie uczucie jest poszukiwanym od lat Świętym Graalem – czymś, co daje nam odpowiedź na wszystkie pytania.

Ale jak zawsze powiem, że dla mnie ma znaczenie nawet to, że kiedy kochamy, to po prostu czujemy się dobrze. Często powtarzam różnym sceptykom, że nawet jeśli nie istnieje nic takiego, jak Prawo Przyciągania, to pozytywne myślenie, radość i dobre uczucia sprawiają, że życie staje się przyjemne. Jeśli mam wybór – a ma go akurat każdy z nas – to wolę wybrać to, co poprawia mi nastrój i sprawia, że dzień staje się piękniejszy.

Osoby, które świadomie pracują z emocjami, wiedzą, że w każdym momencie możemy podjąć decyzję nie tylko o tym, co myślimy, ale także o tym, co czujemy. Wbrew pozorom mamy naturalny wpływ na własne emocje. Najlepiej znany z literatury przykład to Scarlett z „Przeminęło z wiatrem”, która w skomplikowanych momentach życia powtarza: „Pomyślę o tym jutro”. W ten sposób ucieka od zmartwienia i żalu w stronę rozsądnego rozwiązywania spraw. Zapewne nie udaje się jej zawsze działać w ten sposób, ona także wpada w emocjonalne dołki, jednak wiele problemów rozpatruje przez pryzmat intelektu. Daje sobie tak bardzo potrzebny dystans.

Każdy z nas chciałby znaleźć sposób na to, by się nie martwić i nie denerwować rozmaitymi sprawami. Życie nie szczędzi nam sytuacji, w których nie możemy się odnaleźć. Jeśli to tylko zbita szklanka, to w ogóle szkoda zdrowia na zmartwienia – wyrzucamy kawałki szkła do śmieci i sięgamy po kubek. Jeśli to kłótnia z partnerem – wystarczy zatrzymać się, zanim konflikt osiągnie apogeum i powiedzieć pojednawczo: „stop, nie kłóćmy się, odpocznijmy i zastanówmy się nad jakimś kompromisem w tej sprawie”. Co jednak zrobić, jeśli złości nas coś, na co nie mamy żadnego wpływu?

Kiedy w firmie zapadają niekorzystne decyzje, które wpłyną negatywnie na nasz komfort pracy albo wtedy, kiedy wyniki wyborów w kraju są najgorszą i niedopuszczalną przez nas opcją – pojawia się najtrudniejsza lekcja o nazwie “bezsilność”. Dopóki możemy coś zrobić, zamiast zanurzać się w emocjach – róbmy dobre rzeczy i rozwiązujmy sprawy. Kiedy jednak nic zrobić nie można, test duchowego rozwoju dotyka najwyższej półki. Warto pokusić się o zdanie takiego egzaminu.

Nie jest to łatwe. Bezsilność osłabia i zniechęca w takim samym stopniu, jak działanie motywuje i nakręca. Czasem pomaga zaufanie w harmonię wszechświata i spokojna akceptacja, z cichym oczekiwaniem na to, co z tego wszystkiego wyniknie. Bo zawsze jest jakiś cel. Nic nie dzieje się przypadkiem i trudne doświadczenia mają coś dobrego spowodować. Wierzę w to, że na końcu każdej piekielnej drogi pojawia się jasne Światło, podobnie jak po każdej nocy wstaje jasny dzień pełen słońca.

Kiedy jednak rozsadzają nas trudne emocje, najskuteczniej pomaga bezwarunkowa miłość. Najpierw można ją zastosować na tym pierwszym poziomie – do poprawy nastroju. Zamiast skupiać się na złości czy rozczarowaniu, możemy wypisać sto rzeczy, które naprawdę kochamy. Kiedy skończymy pisać, nasze serce przepełni łagodne światło i na wszystko spojrzymy z całkiem innego pułapu. Pojawi się tak bardzo potrzebny dystans do całej sytuacji. Odzyskamy wewnętrzny spokój i możemy spróbować przeanalizować sytuację raz jeszcze, szukając dobrych stron we wszystkim, co nas spotkało. Wszystko ma jakieś pozytywy nawet, jeśli to tylko motywacja do wyrzucenia nas ze strefy komfortu i popchnięcie do pracy nad sobą. Nawet wtedy, kiedy to tylko nauka nie oceniania innych i radzenia sobie z trudnymi emocjami.

Potem możemy przejść do drugiego poziomu – uzdrowienia tego, co najbardziej boli w nas samych. Jeśli musimy mierzyć się z bezsilnością, to bez wątpienia doświadczamy bardzo silnego poczucia krzywdy. Oto firma, której poświęciliśmy tyle własnej energii, zmienia politykę na niekorzystna i niszczącą nas. Oto kraj, który kochaliśmy całym sercem, robi w tył zwrot w rozwoju i niszczy wszystko, co zostało wypracowane dla dobra obywateli. Nie sposób zmienić poglądów i nazwać czarne białym. Można jednak zadbać o siebie i swoje wewnętrzne wzorce. Głównie po to, aby nie cierpieć. Ale także po to, by stwarzać dobrą rzeczywistość.

Zgodnie z Prawem Przyciągania, jeśli ktoś tkwi w poczuciu krzywdy, to tworzy określoną matrycę, która będzie przyciągać wydarzenia zgodne z przekonaniem. Im więcej w nas złości, tym więcej wydarzeń, które tę złość będą wzmacniać i zasilać. Choćby dlatego warto przestać zajmować się trudną sprawą i skupić na czymś przyjemnym – by tworzyć miłe wzorce. To my tworzymy swoją rzeczywistość swoimi myślami i emocjami, niech zatem będą dobre.

Ale przede wszystkim trzeba pokochać z całej mocy samego siebie. Poczucie krzywdy to rana w sercu. Trzeba otoczyć całego siebie bezwarunkową miłością i uleczyć tę ranę najpiękniejszymi uczuciami. Ogarniamy tym światłem swoją istotę w całości i na wszystkich poziomach. Wytrwale i zdecydowanie budujemy przekonanie, że jesteśmy kochani i chronieni, a wszechświat dba o nas. To stworzy poczucie bezpieczeństwa i pomoże nabrać dystansu, a także odciąć się od przekonania, że ktoś czy coś nas rani. Pamiętajmy, że nikt nie może nas skrzywdzić, jeśli my nie damy na to przyzwolenia. Usuńmy zatem to poczucie krzywdy ze wszystkich tkanek i wszystkich obszarów naszego istnienia.

Można dosłownie zrobić odpowiednie wizualizacje i medytacje. Podaję sprawdzone ćwiczenia w książce o samoakceptacji. Można też po prostu zadbać o siebie i porozmawiać z samym sobą, zmieniając: „za co mnie to spotyka” na: „wszystko to dzieje się dla mojego dobra”. Zrozumienie jest zawsze pierwszym krokiem do uzdrowienia. Kiedy poczujemy się kochani i bezpieczni, negatywne emocje odejdą, a w ich miejsce pojawi się spokój.

Potem pozostanie już tylko ostatni poziom – kreowanie swojego życia zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Jak pisałam wcześniej, tkwienie w żalu, złości czy poczuciu krzywdy utrudnia i uprzykrza życie. Dlatego trzeba świadomie wybierać dobre myśli i skupiać się na tym, czego chcemy, a nie na tym, co nas martwi. Jeśli w pracy czy w kraju zmieniło się na gorsze, myślmy intensywnie o tym, jak byłoby najlepiej. Wyobrażajmy sobie to. Twórzmy piękne obrazy wymarzonej rzeczywistości. Każdy obraz zasilajmy bezwarunkową miłością, ponieważ to ona ma największą moc kreacji. Moim zdaniem samo kochanie już sprawia, że czujemy się dobrze, bez względu na otaczającą nas rzeczywistość. A to poczucie zasila tworzenie naszej upragnionej sytuacji.

Zgodnie z Prawem Przyciągania nasze realia są budowane przez nasze nasycone uczuciami myśli, więc nawet w tej samej pracy i w tym samym kraju nie będziemy doświadczać negatywnych efektów zmian. A może się też zdarzyć, że pojawi się okazja do innej pracy lub wyjazdu w inne piękne miejsce. Tak czy owak – będziemy szczęśliwi.

Bogusława M. Andrzejewska

Zapisz