Moralność

Prywatnie bardzo nie lubię tego słowa. Kojarzy mi się wyłącznie z jednym – z panią Dulską. Jest definicją jakichś norm, które ludzie sobie ustalili w oparciu o to, co się ogólnie ma prawo podobać lub nie. Norm, które są bardzo płynne i zależne od prywatnych animozji tego, który się wypowiada na temat owej moralności. Moim zdaniem pojęcie to wymyślono właśnie po to, by stworzyć bliżej nie określoną płynnej długości smycz na każdego człowieka.

Jeśli nawiążemy do mody, to w zależności od aktualnie panujących trendów, niemoralnym może być długość spódnicy sięgająca ponad kolano albo i taka, która odsłania zaledwie kostki nóg. Bardzo to niespójne i cieszyć się należy, że dzisiaj moda daje nam dużo swobody, inaczej co druga z nas kobiet byłaby uznana za niemoralną.

Jeśli nawiążemy do filozofii religijnej, to niemoralnym może być każdy, kto nie chce się modlić, czy chodzić do jakiejś świątyni, czy tez działa niezgodnie z przykazaniami wiary panującej w danym środowisku. I chociaż każdy inteligentnie myślący człowiek doskonale rozumie znaczenie tego słowa, to daje ono ogromne pole do nadużycia.

Jaskrawym i jednocześnie absolutnie jednoznacznym przykładem niemoralności może być zjawisko prostytucji, które we wszystkich kręgach kulturowych jest odbierane tak samo. A przecież to zawód moim zdaniem potrzebny, skoro istnieje od tysięcy lat. Być może nie podoba mi się ten zawód, być może nigdy nie umiałabym w nim pracować, ale wcale nie chcę go oceniać. Właśnie dlatego, że nieśmiertelnie odnajduje swoje miejsce obok wszystkich innych szanowanych profesji. Zatem jest wart tyle samo. Problem jedynie w naszej potrzebie oceniania: to jest właściwe, a to jest nie.

Dlaczego w ogóle rozkminiam tak drażliwy temat? Bo uważam, że jest ogromną pułapką na drodze prawdziwego rozwoju. Jest parawanem, za którym ukrywa się hipokryzja, udająca duchowość, a uderzająca w to, co ludzkie. Zapominamy, że prawdziwa duchowość to miłość bezwarunkowa do Wszystkiego Co Jest. To akceptacja i zrozumienie. To wspieranie i wnoszenie Światła wszędzie tam, gdzie rządzi ciemność. Moralność jest nieprzejednana i nie dopuszcza jasności. Chroni mrok, stając na drodze miłości i mówiąc: odejdź, to należy potępić. A ja potępiać nie chcę i nie umiem.   

Kilkanaście lat temu pełniłam w sądzie rolę ławnika. Do dzisiaj pamiętam pewną sprawę rozwodową, dotyczącą kobiety, która zostawiła rocznego synka i uciekła z domu nic nikomu nie mówiąc. Rodzina zawiadomiła policję. Z rozpaczy, ponieważ wszyscy byli przekonani, że została porwana lub zabita. Tymczasem owa kobieta uciekła, by pracować w agencji towarzyskiej. Dobrowolnie. Jedna z jej koleżanek zeznała, że ta kobieta to lubi, a macierzyństwo ją po prostu męczyło. Długo byłam w szoku po tej sprawie, ale nie zdobyłam się na potępienie. Ludzkie emocje są bardzo trudne do oceny. Każdy ma prawo wybierać życiową drogę po swojemu, ponieważ zawsze ponosi konsekwencje swoich czynów. Wszystko do nas wraca. A niektórzy muszą uczyć się, doświadczając. Inaczej nie umieją.

Ludzie robią różne dziwne rzeczy. Zdradzają. Kłamią. Oszukują. Kradną. Obnażają się w miejscach publicznych… To lekcje dla nich i dla nas. Moja niechęć do moralności nie oznacza, że mamy to wszystko łykać jak żabę. Mamy swoje zasady społeczne, których staramy się przestrzegać. Mamy tez swoje restrykcje. Jeśli jednak chcemy coś zmienić na lepsze, to nie osiągniemy tego potępieniem, do którego zachęca moralność. Moralność to wielki, złośliwy język, który podstępnie wyprasza Dobro, by w jego miejsce cieszyć się wymierzaniem kary. Wyobraźcie tu sobie inkwizytora, który z uśmiechem przygląda się, jak kogoś żywcem palą na stosie, cieszy się zapachem palonej skóry i mówi z uśmiechem: to dla twojego dobra dziecko drogie. Oto moralność.

W jej miejsce wybieram Dobro, mądrość i bezwarunkową Miłość, które zaczynają od próby zrozumienia, dlaczego człowiek robi to, co robi. Możemy próbować tłumaczyć i zachęcać do zmiany drogi. Możemy uczyć i wychowywać. Możemy pokazywać własnym przykładem. A kto jest upoważniony, może też wyciągać konsekwencje. Nie powinniśmy jednak nikogo potępiać. Myślę, że cytat: „kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem” – będzie tutaj idealnym uzasadnieniem. Każda dusza tu na Ziemi przerabia swoje lekcje najlepiej jak potrafi. Nie powinniśmy nikogo oceniać.  I znowu cytat: „nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni”.

Prawdziwa duchowość rozumie obydwa cytaty. Zajmuje się własnym rozwojem, a nie krytykowaniem innych. Błędy innych są ku naszej przestrodze. Ludzie potykają się dla nas i dla nas padają na nos. Właśnie po to, byśmy wiedzieli, czego robić nie warto, co tworzy negatywną energię lub zadaje komuś ból. To wielkie szczęście móc patrzeć z boku i nie być winowajcą. Doceńmy to. Za każdym razem, kiedy ktoś koło mnie pada na twarz, składam dłonie i mówię: dziękuję, że mi pokazałeś, jak wygląda zło i głupota, zanim sama w to wdepnęłam. Czasem odsuwam się od ludzi, którzy niewłaściwie postępują, ale zapamiętuję ich lekcje. Zapamiętuję z wdzięcznością. Bo każda podłość jest też dla mnie, abym nigdy nawet nie pomyślała o czymś takim. Patrząc z boku mam przecież o wiele lepszą perspektywę.

Moralność to dla mnie złośliwa strzyga, która obgaduje innych, aby odwrócić uwagę od własnych błędów. Być może pokazuje palcem na kogoś, kto akurat się w życiu potknął i postępuje niewłaściwie. Najczęściej jednak jej prawdziwą motywacją jej zazdrość, zawiść, rozgoryczenie i chęć odwetu na kimś, kto ma lub może coś, czego ona nie ma lub nie może zrobić. Tak to działa. Widać to jak na dłoni i nie trzeba do tych wniosków być psychologiem. Dla mnie moralność jest gorsza od tego, kto właśnie upadł twarzą w błoto. Upadek jest ludzki, nie omija nikogo z nas. Moralność jest tylko radością z cudzego nieszczęścia. A raczej z tego, że może z pogardą wyciągnąć pruderyjny palec i dźgnąć nim w czyimś kierunku.

Bogusława M. Andrzejewska

Reklamy

Cielesność

Tym razem o seksie, ale nie psychologicznie w kategoriach terapii związków, lecz z poziomu duchowego nauczyciela i może nieco socjologicznie. My ciągle nie umiemy o tym mówić, ciągle się wstydzimy. Zaskakuje mnie, że nawet niektórzy duchowi nauczyciele zakładają jakieś dziwne maski i gorączkowo zmieniają temat. Najczęściej spotykam się z postawą: „wszystko jest cacy, niech sobie ten seks będzie, oczywiście, że jest OK, byle bym nie musiała o nim słyszeć ani go widzieć i żeby nikt mi nic nie pokazywał i do mnie nie mówił o tym”. W istocie nie jest to kwestia numer jeden i mamy wiele ciekawszych zajęć, ale jeśli już wypływa na wierzch na mocnej energetycznej fali, warto się nad nim z uwagą pochylić.

Temat ten domaga się uzdrowienia właśnie teraz u schyłku 2017 roku. Widać to, ponieważ jest nagłaśniany w mediach. Nagle cały świat zaczyna się tym interesować, ale inaczej niż w czasie seksualnej rewolucji w latach 50-tych. Trochę wygląda to tak, jakby chciano na powrót ustawić wąsko granice przesunięte szeroko w połowie ubiegłego wieku. Co chwilę słyszmy o molestowaniu przez znane osoby i jakimś zachowaniu seksualnym, którego akceptować nie chcemy. Zaczynamy zastanawiać się, co naprawdę wolno, a czego nie… Do tego powszechna akcja „metoo” i wszędzie wokół nas mniejsze i większe wydarzenia.

Żeby jednak była jasność, nie chcę wypowiadać się na temat gwałtów, przemocy, molestowania nieletnich czy rozmaitych dewiacji. To nie podlega dyskusji. Chcę tu napisać kilka słów o naturalnym seksie pomiędzy dorosłymi ludźmi, ponieważ uważam, że to całkiem zdrowe i naturalne zjawisko także dostaje po głowie. Trochę przypomina mi to wylewanie dziecka razem z kąpielą. Niektórzy ludzie wchodzą w dziwny proces bronienia się przed zagrożeniem poprzez całkowitą eliminację tematu. To tak, jakby przestać używać noży czy ognia, aby się nie skaleczyć i nie poparzyć. I to na co chcę zwrócić uwagę, to docenienie ważności dobra seksu w naszym życiu. Piszę o tym także tutaj i tutaj.

Jest dla mnie oczywiste, że mamy różne libido, a więc i zainteresowanie seksem może być odmienne. Rozumiem osoby, które mają już wnuki i zajęły się jakąś życiową pasją, dającą im o wiele więcej radości niż intymne pożycie. To zresztą nie zależy wcale od wieku, ale od indywidualnych preferencji. Nie każdy z nas musi stawiać przyjemność cielesną na pierwszym czy drugim miejscu. Wszystko jest w porządku, dopóki traktujemy seksualność normalnie i pozwalamy, by była ważna dla innych. Natomiast widzę wyraźnie, że sporo osób jest nadal osadzonych w patriarchalnym średniowieczu, w którym samo słowo „seks” budzi dreszcz obrzydzenia. W XXI wieku jest to dla mnie przejawem sporego zacofania.

Dlaczego? Zamknij oczy i wyobraź sobie, że stoisz nago na trawie, blisko rzeki lub jeziora, skąpana/skąpany w ciepłych promieniach słońca. Poczuj pod nogami miękkość ziemi i łagodność trawy. Poczuj na skórze dotyk słońca i powiew lekkiego wiatru. Poczuj, że jesteś. Kim jesteś? Częścią natury. Jesteś jednością z wiatrem, ciepłem słońca, wilgocią wody i ziemią pod stopami. Twoja seksualność jest częścią natury. Tak samo jak głód, pragnienie i wszystkie twoje zmysły.

Pogląd, że seks jest zły czy brudny ciągnie się za nami jak echo od czasów, kiedy przywódcy religijni próbowali narzucać nam wstrzemięźliwość cielesną. Co robili sami pod płaszczykiem rzekomego celibatu, mówić tutaj nie będę. Istotne jest to, że zbliżenie fizyczne nie jest niczym paskudnym, a wręcz przeciwnie: jest przede wszystkim uhonorowaniem miłości, między dwojgiem ludzi. Także w wolnych związkach jest przypieczętowaniem bliskości. Istnieją duchowe szkoły tantry, w której energia seksualna jest kierowana tak, by prowadziła do oświecenia. Jest to piękna i dobra energia. Dlatego też nawet jeśli ktoś sam ma inne priorytety i nie interesuje się cielesnością, powinien pozwolić  innym ludziom na to, by cieszyli się seksem, rozumiejąc, że to jest coś pięknego. A nie obrzydliwego.

A takie informacje do mnie docierają. O dorosłych kobietach, matkach, może babciach, które ze średniowieczną pruderią, mówią „a fe!”. Nasuwa się od razu i bez najmniejszej złośliwości myśl, że być może mają za sobą trudne doświadczenia albo wypełnia je gorycz niespełnienia. A może nieuświadomiona zazdrość, że im nie było dane? Że mąż nigdy nie umiał sprawić, by wiły się z rozkoszy, po której kobieta cały dzień uśmiecha się z rozmarzeniem sama do siebie? Tylko osoba traumatyczna i zakompleksiona może z obrzydzeniem mówić o tym, że ktoś za ścianą uprawiał seks – przecież to zwyczajna rzecz, robią to niemal wszyscy. I nie ma w uprawianiu seksu braku szacunku dla nikogo. Co ma seks wspólnego z szacunkiem?! Może w nim być miłość, tęsknota za bliskością lub zwyczajne fizyczne pożądanie. Może być też zdradą, ale to nadal nie ma nic wspólnego z szacunkiem do kogoś, kto przypadkiem takie odgłosy usłyszał, bo najpewniej winowajcy pojęcia nie mieli, że ktoś ich słyszy.

Można też wcale o tym nie mówić i udawać, że niczego się nie słyszało, by nie budzić skrępowania u innych. Ja tak właśnie robię. Pisałam już o tym – kiedy jeździłam na szkolenia, jako drugi wykładowca towarzyszył mi bardzo jurny kolega. Na każdym wyjeździe zapraszał kogoś do swojego łóżka, a w hotelu dzieliły nas cienkie ściany. Nauczyłam się wozić ze sobą stopery do uszu. Nigdy nie komentowałam jego przygód ani nie zwracałam mu uwagi. Był dorosły. Seks uprawiał z dorosłymi i nie słyszałam nigdy z jego pokoju krzyków wzywania na pomoc. Nie ukrywam, że czasem uśmiechałam się pod nosem, bo ludzie obok po prostu dobrze się bawili.

Człowiek pozytywnie myślący nie potępia nikogo za uprawianie seksu. Szczególnie jeśli sam jest w tej materii spełniony, a ja po szkoleniach wracałam do męża, który do dzisiaj jest dla mnie wspaniałym kochankiem. Kiedy mój kolega rytmicznie tłukł swoim łóżkiem o ścianę mojego pokoju, nie czułam ani złości, ani zazdrości, ani pogardy. Seks to seks i tyle. Wkładałam do uszu stopery, aby nie uczestniczyć w pornograficznej audycji i szłam spać. Myślę, że tak właśnie wygląda zarówno tolerancja, jak i prawdziwa akceptacja zjawiska seksualności.

Powtórzę raz jeszcze, że mówię tu o zgodnym współżyciu między dwiema dorosłymi osobami, a nie o gwałtach czy dewiacjach. Zdaję sobie też sprawę, że w tym obszarze, jak w każdym innym, dochodzi do rozmaitych nadużyć. Jednym z nich może być oczywiściezdrada małżeńska, ale takie zjawisko nie umniejsza wartości seksu samego w sobie. Pokazuje jedynie, że w relacjach mierzymy się z różnymi doświadczeniami.

Ciekawą rzeczą w tym temacie jest fala „metoo”, która przetoczyła się przez portale społecznościowe. Z założenia miała pokazać, że są ludzie, którzy przekraczają granice nietykalności seksualnej. Jasne, tylko ta granica nagle zaczęła się przesuwać. Czymś zupełnie innym jest dla mnie gwałt, a czymś innym to, że ktoś za mną na ulicy zagwiżdże. I chociaż bycie obiektem do gwizdania czy wołania „te lala!” niczym przyjemnym nie jest, to nie jest też zbrodnią. Ja po prostu nie zwracam na to uwagi i nie zasilam tego zjawiska niepotrzebnym robieniem dramatu z drobiazgów.

Nie utożsamiam się z tym ruchem, nie czuję go i nie popieram. Głównie dlatego, że swoją myślą tworzę swoją rzeczywistość. W moim świecie mężczyźni szanują kobiety i nie naruszają ich granic. W to wierzę i tego właśnie doświadczam. Myślę ponadto, że akcentowanie negatywnych doświadczeń może powodować ponowne przyciąganie takiego zdarzenia. Wielu duchowych nauczycieli pisze o tym w swoich publikacjach. Warto nie tylko zamieszczać wyszukane cytaty, ale także stosować w praktyce to, co się w mądrej książce wyczytało. Ruch „metoo” jest podświadomym wołaniem: „jestem ofiarą, chodź zboczeńcu i mnie puknij. Bo to mój ważny wzorzec, z którym nie chcę się rozstać.” Przepraszam za dosadność, ale to takie oczywiste, że muszę aż tupnąć nogą! Bo ile razy można tłumaczyć, na czym polega Prawo Przyciągania? Zawsze się znajdzie jakaś ofiara, która chce za wszelką cenę skupić na sobie uwagę i litość, bo się tym karmi. A inni idą za nią jak owce…

W tym klimacie pojawił się w sieci materiał młodej, ładnej kobiety, zawierający zdjęcia wszystkich obleśnych typków, którzy ją zaczepiali na ulicy. Żadna z nas tego sobie nie życzy, ale nie pomogą nam zdjęcia, jeśli nie stworzymy w sobie odpowiedniej energetyki. Jeśli mamy wysokie poczucie wartości i prawdziwy szacunek do siebie, to tacy ludzie nas po prostu nie zauważają. Wiem, sprawdziłam. Dzisiaj już jestem starszą panią, ale był czas, że za mną też leciały gwizdy i pokrzykiwania. Aby zmienił się otaczający nas świat, zmieniamy siebie i swoje wzorce.

Na koniec sparafrazowana przypowieść. Do mędrca buddyjskiego, który siedział w sali razem ze swoimi uczniami, wtargnął nieoczekiwanie jakiś człowiek i zaczął głośno proponować mu seks. Pogwizdywał, wysuwał język i wykonywał palcami jednoznaczne gesty. Rzucał w stronę mędrca obleśne propozycje, nazywał go tak, jak nazywają się intymne części ciała i nachalnie domagał się zbliżenia. Mędrzec spokojnie milczał. Kiedy znudzony prowokator machnął ręka i opuścił pomieszczenie, uczniowie jeden przez drugiego pytali nauczyciela:

– Mistrzu, dlaczego na to pozwoliłeś? Dlaczego go nie ukarałeś i nie przepędziłeś? Dlaczego go nie przekląłeś, tylko pozwoliłeś mu robić takie rzeczy?

– Jeśli ktoś przychodzi z prezentem, a ty go nie przyjmujesz, to do kogo należy prezent? – zapytał nauczyciel.

– Do darczyńcy – odpowiedzieli uczniowie.

– To samo dotyczy obelg, obrzydliwości i obleśnych propozycji – odpowiedział Mistrz. – Jeśli ich nie przyjąłem, są własnością tego, który z nimi przyszedł. Niech je sobie trzyma.

Nic nie może nas obrazić, jeśli nie dajemy na to przyzwolenia. Osoba, która rozwija się duchowo, wychodzi poza urażone ego i umie dostrzec w zaczepiającym ułomnego człowieka, który w niewybredny sposób wyraża swoje potrzeby. Jest jednak świadoma, że wszyscy jesteśmy jednym – zaczepiany i zaczepiający, molestowany i molestujący. Za każdym razem dotykamy lekcji wybranej dla nas przez duszę.

W ten oto sposób można spojrzeć na temat seksualnych zaczepek z poziomu duchowego. Jednak powtórzę, że jeśli nam się to przydarza, warto jak najszybciej podnieść poczucie wartości i mocno osadzić w sobie szacunek do siebie. To najbardziej skuteczna metoda, aby nie doświadczać więcej takiego zjawiska.

Bogusława M. Andrzejewska

Żywioły

Z żywiołami pracuje się zawsze od najcięższego do najlżejszego, czyli w kolejności: Ziemia – Woda – Ogień – Powietrze. Przez pierwsze trzy miesiące należy pracować ze wszystkimi naraz. Tylko Ziemia jest żywiołem, z którym można pracować niezależnie od innych przez cały czas. Po nabraniu wprawy i zrównoważeniu żywiołów w sobie można wybrać tylko te, których brakuje.

Harmonię Żywiołów w sobie można sprawdzić zadając kolejne pytania na dowolny temat, różnicując je pod względem działania elementu. Ziemia odpowiada za systematyczność i konkret, za materię i rzeczowość. Woda za uczucia i emocje. Ogień za energię, dynamizm i radość. Powietrze natomiast jest związane z twórczością i intelektem. Pytając np. o pracę sformułujemy pytania tak:

  1. ZIEMIA – Czy pracuję systematycznie?
  2. WODA – Czy lubię swoją pracę?
  3. OGIEŃ – Czy pracuję z radością i entuzjazmem?
  4. POWIETRZE – Czy jestem w pracy kreatywny i pomysłowy?

Oddechy żywiołów wykonuje się: profilaktycznie – raz dziennie (5 oddechów na żywioł), leczniczo – 2 razy dziennie. Przed wykonaniem oddechów należy otworzyć okno, pomodlić się, poprosić żywioły o pomoc. Po zakończeniu wszystkich oddechów – modlitwa i chwila medytacji, aby wszystkie żywioły działały na nas harmonizująco i uzdrawiająco.

Ziemia  obdarza stabilnością, siłą, spokojem, poczuciem godności. Ziemia to podstawa, konkret, struktura. Wyważa, planuje, liczy, porządkuje. Brak Ziemi grozi podejmowaniem pochopnych decyzji, nieumiejętnością gospodarowania dobrami materialnymi, biedą, strachem, samotnością. Z kolei nadmiar tego żywiołu może zaowocować fanatyzmem, ograniczeniem, nadmiernym konserwatyzmem.

Najprostszym kontaktem z Ziemią jest uprawianie ogródka czy działki. Bezpośredni dotyk gleby, wyrywanie chwastów, wsadzanie nasion, wyrównywanie grządki jest piękną medytacją. Wystarczy, że robisz to z myślą o Ziemi, że praca ta sprawia ci przyjemność. Kiedy ujmiesz w dłonie garść wilgotnego gruntu, poczujesz jego miękkość i ciepło, nawiązujesz najbliższy kontakt z Ziemią. Wtedy właśnie, jeśli chcesz, możesz zwrócić się do niej z pozdrowieniem lub prośbą.

Zakopywanie w Ziemi ze względu na jej wielką oczyszczającą i ochronną moc broni nas też przed innymi magicznymi działaniami. Niektórzy uważają, że karty Tarota mają niezwykły wpływ na swojego posiadacza. Z tego powodu zaleca się przechowywanie ich ułożonych w odpowiedniej kolejności, gdyż pomieszane wnoszą bałagan do życia i samopoczucia właściciela. Ponadto nie wolno Tarota tak po prostu wyrzucić, jeśli nie chcemy go mieć ani używać. Można go ofiarować komuś, kto ucieszy się z takiego prezentu lub, jeśli chcemy się go pozbyć, możemy go właśnie głęboko w Ziemi zakopać. Wówczas traci on swój wpływ na nasze życie.

Przepiękną medytacją jest spacer po lesie lub łące zwłaszcza wtedy, kiedy jest ciepło i można bez szkody dla zdrowia wędrować boso po trawie lub piasku. Każdy krok niech będzie radością, niech będzie miłością i pokojem. Niech będzie uważnym zetknięciem stopy z podłożem.

Inną formą pobudzania w sobie żywiołu Ziemi jest systematyczność. Wstawanie i jadanie posiłków codziennie o tej samej porze, medytacja prowadzona każdego dnia o tej samej godzinie sprawiają, że nabierasz konkretu. Zaczynasz innymi oczami patrzeć na te same sprawy i twoje podejście staje się bardziej rzeczowe. Nabierasz także ochoty do praktycznego działania, aby zobaczyć materializację swoich planów i pomysłów.

Kamienie szlachetne reprezentują żywioł Ziemi, chociaż dzięki swojej rozmaitości mogą obdarzać nas przeróżnymi mocami zupełnie nie związanymi z jej charakterem. Jest wiele książek na temat uzdrawiających i wspierających człowieka możliwości kamieni. Wiadomo, że ich oddziaływanie, choć subtelne, jest jednak zdecydowanie skuteczne.

ODDECH ZIEMI

WDECH I WYDECH PRZEZ NOS.

NA WDECHU – Fala złocistobrązowej energii płynie z ziemi przez stopy i dłonie, następnie przez kręgosłup do czubka głowy.

NA WYDECHU – fala energii zabiera nasz zużyty magnetyzm, który wraca do ziemi i użyźnia ją.

Wykonać 5 takich oddechów.

Ø      Przywraca utracone poczucie godności

Ø      Daje stabilność, realizm, konkret, dyscyplinę

Ø      Pomaga uporządkować wewnętrzny bałagan

Ø      Pomaga załatwić trudne sprawy urzędowe

Ø      Uzdrawia układ kostny

 

Woda wyraża głębokie uczucia, intuicję, harmonię, czułość i opiekuńczość. Uczy poddania się i zaakceptowania zmian. Kiedy jej brakuje człowiek nie umie odprężyć się i zrelaksować, nie umie okazywać i przeżywać głębokich uczuć. Jest jak pustynia, oparty wyłącznie na reakcjach na zewnętrzne doznania. Staje się obojętny i chłodny. Nadmiar Wody to przede wszystkim bierność i lenistwo, ale także nadwrażliwość i przesada emocjonalna.

Każde zetknięcie z Wodą może być magiczne, wszystko zależy od naszego podejścia. Nawet zmywanie naczyń może być medytacją, co potwierdzi każdy mnich buddyjski. Jednak o wiele ciekawszą i pełniejsza formą kontaktu z Wodą jest kąpiel w morzu, jeziorze, rzece czy nawet w wannie.

Szczególną moc oczyszczającą posiada wodospad, który tysiącami kropel energetyzuje nasze ciało. Jest to także jeden z najpiękniejszych symboli Feng Shui, zapewniający powodzenie w wielu dziedzinach życia. Każdy, kto choć raz widział rozpościerające się nad wodospadem tęcze, kto choć raz usłyszał łoskot spadającej na kamienie wody wie, że zjawisko to tworzy najbardziej magiczne miejsca na ziemi.

Równie silnie działa morze, które swoją głębią, siłą i bezkresem przypomina nasze uczucia. Wewnątrz naszej podświadomości, jak w morzu, tkwią emocje, niektóre równie zdradliwe jak wodorosty i podwodne rafy, inne radosne jak kolorowe ukwiały i zatopione skarby. To w morskiej toni powstaje cud: w środku muszelki w bólu rodzi się prześliczna perła.  Podobnie jak z cierpienia rodzą się szlachetne uczucia, znamionujące dojrzałość człowieka.

W warunkach domowych doskonałą praktyką może być zwykły prysznic. Systematyczne polewanie karku zimną wodą pomaga pozbyć się lęków, obaw, nieśmiałości. Myjąc się pod prysznicem można wykonać doskonałe oczyszczenie. Wystarczy uruchomić wizualizację i wyobrażać sobie negatywne emocje w postaci koloru, obojętnie: czarnego, brązowego czy czerwonego, który silnym strumieniem zostaje wypłukany z naszego ciała i barwiąc wodę u naszych stóp spływa do kratki ściekowej.

O dobroczynnym i odprężającym wpływie kąpieli nie muszę nikogo przekonywać. Można dosypać do wanny trochę ziół lub płatków kwiatów i słuchając relaksującej muzyki odczuwać uzdrawiające działanie Wody na nasze ciało i psychikę.

Kamienie szlachetne zanurzone na kilka godzin w studni nabierają szczególnej mocy. Pomagają zrozumieć własne uczucia, wejrzeć w głąb podświadomości i — jak twierdzą niektórzy — poznać ukryte prawdy o innych. Przeważnie jednak Woda służy do oczyszczania kamieni używanych wcześniej do uzdrawiania lub magicznych rytuałów. Najlepiej skutkuje zanurzenie ich w słonej wodzie morskiej lub położenie pod wodospadem. W tym ostatnim przypadku kamienie oprócz oczyszczenia zostają naładowane potężną energią.

ODDECH  WODY

WDECH PRZEZ NOS, WYDECH PRZEZ USTA

Wyobrażanie sobie, że jest się wodą, falą, rzeką – falować lekko całym ciałem. 

Wykonać 5 takich oddechów.

Ø      Wycisza, relaksuje, usuwa napięcia

Ø      Chłodzi w upały

Ø      Likwiduje agresję u innych (wykonać w pomieszczeniu, gdzie ktoś krzyczy)

Ø      Uzdrawia płyny ustrojowe, daje ciału elastyczność

 

Ogień inspiruje do działania, obdarza energią optymizmem, odwagą i wiarą we własne możliwości. Ogień to ekspresja i radość. Jego brak wypełnia smutkiem, zniechęceniem i stagnacją. Należy jednak pamiętać, że nadmiar może być niszczący jak pożar. Przynosi agresję, despotyzm i folgowanie żądzom.

Warto pamiętać, że do żywiołu Ognia należy także blask słonecznych promieni i najprostszą medytacją jest stanie lub leżenie w słonecznym świetle ze świadomym pobieraniem ożywczej solarnej energii.

Aby nawiązać kontakt z Ogniem wystarczy zapalić drwa w kominku lub rozpalić na łące ognisko. Wszyscy wiemy jak doskonały nastrój towarzyszy pieczeniu kiełbasek i ziemniaków, śpiewaniu z gitarą, wpatrywaniu się w płomienie i tryskające w niebo iskry. Niektórzy ludzie nie wyobrażają sobie wycieczki bez rozpalenia ogniska.

Podobnym mistrzem nastroju jest świeca. Zapalamy ją do romantycznej kolacji we dwoje, a także wtedy, kiedy otacza nas duża grupa przyjaciół. Zapalenie świecy podczas wykonywania zabiegu bioenergetycznego lub stawiania kart jest nieodzowne, gdyż ogień oczyszcza atmosferę nie tylko z dymu, ale także z innych rzeczy, których na szczęście przeważnie nie widzimy. Świeca jest obecna przy medytacji, przy trudnych dyskusjach, przy modlitwie w kościele. Stoi niemal na każdym ołtarzu, niezależnie od rodzaju wyznania.

Warto wspomnieć o rytuałach palenia Agnihotry, które przywędrowały do nas ze wschodu. Palenie świętego ognia związane jest ze śpiewaniem mantr, wrzucaniem do płomieni ziaren ryżu symbolizującego życzenia i ogólnie podniosłym nastrojem. Agnihotra ma działanie uzdrawiające dla miejsca, w którym ją się zapala. Warto przeprowadzić taki rytuał, jeśli wprowadzamy się do nowego lokalu lub nowego domu. Pomocna bywa także wtedy, gdy w jakimś miejscu dręczą nas złe sny i niezbyt dobrze się czujemy. Ogień oczyści i wypełni dobrą energią pomieszczenie, z którym mieliśmy kłopot.

Ogień kojarzy nam się z ciepłem domowego ogniska i pamiętajmy, że w dawnych czasach był najistotniejszą i najświętszą rzeczą w każdym gospodarstwie. Dobra gospodyni umiała zabezpieczyć go na noc przed całkowitym wygaśnięciem, aby rano jedynie rozdmuchać żar bez rozpalania w piecu od nowa. W czasach, kiedy nie znano zapałek wydaje się to zupełnie naturalne, ale tak naprawdę sens tych starań opierał się na głębokiej wierze w ochronną moc Ognia. W wielu kulturach świeżo poślubieni małżonkowie wnosili do swojego gniazda przede wszystkim Ogień, który miał być symbolem założenia nowej rodziny i roztoczenia nad nią ochrony.

Kamienie szlachetne przeciągnięte przez płomień świecy zostają pozbawione negatywnych energii, natomiast jeśli po oczyszczeniu położymy je na cały dzień na słońcu, naładują się jego pozytywną mocą. Pozostawione na noc w świetle księżyca w pełni nabiorą jego srebrzystej energii.

ODDECH OGNIA

WDECH PRZEZ USTA, WYDECH PRZEZ NOS

NA WDECHU – wciągać powietrze do splotu słonecznego i mentalnie rozpalić tak ogień, który spala żądze i ciężkie emocje

NA WYDECHU – spalone emocje zamieniają się w świetlistą energię, która unosi się w górę i wychodzi na zewnątrz przez aurę.

Wykonać 5 takich oddechów.

Ø      Ogrzewa, jeśli marznie się na ulicy (wystarczy zrobić kilka oddechów)

Ø      Dodaje mocy i siły

Ø      Inspiruje do pracy i działania

Ø      Uzdrawia przemianę materii

Ø      Reguluje ciepłotę ciała

Powietrze wzmaga zdolność koncentracji i umiejętność abstrakcyjnego myślenia. Obdarza niezależnością, poczuciem wolności i łatwością nawiązywania kontaktów. Z Powietrza biorą się genialne wizje i pomysły niekonwencjonalnych rozwiązań. To także tworzenie w myśli obrazów, zarówno dotyczących wspomnień, jak i wybiegających w przyszłość. Brak tego żywiołu powoduje bezradność, poczucie osamotnienia i niemożność znalezienia w swoim życiu celu. Natomiast nadmiar grozi nieodpowiedzialnością, łamaniem obietnic i bujaniem w obłokach.

Każda praca na wolnym powietrzu zwłaszcza wtedy, kiedy wieje wiatr, może być medytacją. Może nią być obserwacja lecących ptaków lub zmieniającego się na niebie kalejdoskopu chmur.

Praktyką związaną z tym żywiołem są wszelkiego rodzaju wizualizacje. Większość metod psychotronicznych bazuje na wyobrażaniu sobie upragnionej sytuacji lub zjawiska. w celu przyciągnięcia tego, o czym marzymy. Na tym opiera się kontrola umysłu według Jose Silvy, który proponuje wejście w tak zwany stan alfa, oznaczający spowolnienie funkcji mózgu do poziomu przypominającego chwilę przed zaśnięciem, a następnie poprzez tworzenie odpowiednich obrazów kodowanie podświadomości. Oczywiście jest to niesłychanie uproszczony opis, który nie oddaje w pełni bogactwa metody, pozwalającej uzdrawiać ciało, poprawiać pamięć, wyniki w nauce i pracy umysłowej, przewidywać przyszłość, a także diagnozować na odległość.

Nieco podobnie działa praktyka psychotroniczna Evelyn Monahan, cudownie uzdrowionej z epilepsji i ślepoty Amerykanki, która uratowała sobie życie dzięki wytrwałej wizualizacji swojego uzdrowionego i wspaniale funkcjonującego ciała. Wyobrażenia łączyła z wypowiadaniem odpowiednich słów mocy, opisujących pożądany stan. Słowa, zaklęcia, afirmacje to domena Powietrza. Aby w pełni korzystać z mocy Powietrza, spróbuj myśleć i mówić wyłącznie pozytywnie, kreuj swoją wymarzoną rzeczywistość.

Doskonałym kontaktem z żywiołem Powietrza jest latanie na lotni lub skakanie ze spadochronem. Podobno wrażenia są niepowtarzalne, a dotyk i głos Powietrza w czasie skoku zapadają na samo dno ludzkiej duszy.

Dym z kadzidła, podobnie jak dym ze spalanych w tyglu ziół, ma działanie oczyszczające. Już dawno temu znachorki okadzały pomieszczenia, w których leżał chory, aby zlikwidować negatywne energie. Możemy stosować tą metodę i dzisiaj, paląc odpowiednie zioła i wypełniając dymem mieszkanie. Jednak dużo łatwiejsze jest zapalenie kadzidełka i przejście się z nim po domu. Można przy tym wypowiadać odpowiednie słowa na temat oczyszczania pomieszczeń z negatywnych energii, a co najmniej należy intensywnie myśleć o celu całego rytuału, aby rzeczywiście miał on sens.

Myśl jest energią o dużej mocy twórczej, zatem cokolwiek robisz, poświęć temu uwagę swojego umysłu. Przejście się z kadzidełkiem po mieszkaniu i uważna, pełna wiary i przekonania myśl o tym, że w ten sposób oczyszczasz swoje mieszkanie ze wszystkich negatywnych energii, jest faktycznie oczyszczeniem. Co prawda czasami trzeba ten zabieg kilkakrotnie powtórzyć, aby osiągnąć pełny skutek, ale tak czy owak, jeśli wierzysz w to, co robisz i czynisz to z uwagą, to twoja myśl nadaje temu mocy.

W dymie z kadzidełka można oczyszczać kamienie szlachetne, zwłaszcza takie, których nie wolno zanurzać w wodzie, jak na przykład malachit. Można okadzać także inne przedmioty, które naszym zdaniem wymagają takiego zabiegu. Jest to metoda łatwa i zupełnie nieszkodliwa, ponieważ nie grozi oparzeniem, jak w przypadku ognia.

ODDECH POWIETRZA

WDECH I WYDECH PRZEZ USTA

Oddychać na poziomie serca, koncentrując się na wolności, swobodzie, wietrze, kolorze błękitnym. Poruszać się lekko, jak gałęzie na wietrze.

Wykonać 5 takich oddechów.

Ø      Uwalnia od przywiązania (pomaga pogodzić się ze stratą, zgubieniem czegoś)

Ø      Pomaga przeżyć rozstanie, rozwód

Ø      Pomaga się rozluźnić, „odpuścić” sobie

Ø      Pobudza kreatywność i natchnienie

Bogusława M. Andrzejewska

Aura Soma

Jakiś czas temu odkryłam niezwykłą metodę holistycznego uzdrawiania. Nazywa się Aura-Soma i jest techniką naprawdę na miarę naszych czasów! Od pierwszej chwili zafascynowała mnie ogromnie i dostrzegłam w niej cudowne remedium na problemy dzisiejszych zabieganych czasów. 

Chciałabym tu napisać, że jej działanie jest subtelne, jak kolory i zapachy, którymi rezonuje… ale to działanie jest zaskakująco silne, a efekty niemal natychmiastowe. W bajecznie kolorowych buteleczkach zamknięta jest prawdziwa magia, która uruchamia w nas niesamowite rzeczy!

Jest to unikalna metoda łącząca w sobie uzdrawianie energią szlachetnych kamieni i minerałów, energią roślin, wibracją barw, liczb, aromatów oraz kabalistyczną inwokacją. Wiemy, ze nasze fizyczne dolegliwości są przejawem energetycznej nierównowagi, a ich prawdziwa przyczyna są negatywne wzorce schowane w podświadomości, traumatyczne przeżycia i kompleksy. (patrz:uzdrawianie) Choroba jest przejawem zaburzeń wewnątrz naszej psychiki i w naszej psychice, w naszych nieuporządkowanych emocjonalnych problemach należy szukać powodów fizycznego niedomagania. Ogromną zaletą metody Aura-Soma jest praca z subtelnymi płaszczyznami człowieka, z mentalnym, duchowym i emocjonalnym poziomem, co jest nie tylko skuteczne, ale przede wszystkim przynosi trwałe efekty. Usuwając odpowiedzialny za schorzenie wzorzec, uniemożliwia nawrót dolegliwości.

Metoda ta jest nazywana terapią duszy. Oznacza to, że harmonizuje wszystkie płaszczyzny naszego istnienia i pomaga nawiązać kontakt a naszą wewnętrzna mądrością. Preparaty Aura-Soma równoważą naszą energię i inspirują do duchowych poszukiwań. Zmuszają niejako do pracy nad sobą, ponieważ uruchamiają potrzebę poznania swoich słabych i mocnych stron oraz zrozumienia celu i sensu własnego rozwoju. Ich działanie można nieco porównać do zasad aromaterapii, w której oddychanie wonnymi olejkami powoduje zrównoważenie wibracji naszych ciał subtelnych i tym samym wywołuje pożądany efekt. Wielokrotnie likwidowałam nadchodzący ból gardła doenergetyzowaniem 5 czakry, poprzez dotknięcie rejonu czakry kroplą odpowiedniego olejku. Esencje Aura-Soma sa nieporównanie doskonalsze, ponieważ oprócz wibracji roślin oddziałują na nas wibracjami barw, minerałów, liczb… Dzięki temu sięgają głębiej, do subtelniejszych poziomów. A to też sprawia, że efekty są nieporównanie silniejsze.

Pamiętajmy, ze proces uzdrawiania ciała jest w gruncie rzeczy lekcją duszy. Każda choroba pojawia się w ciele nie tylko jako efekt naszych emocjonalnych zaniedbań, ale także jako impuls do zadania sobie pytania: co mam w sobie naprawić? Jakie cechy mam w sobie rozwinąć? Warto wspomnieć, ze Aura-Soma to również terapia psychologiczna, którą z powodzeniem mogą stosować osoby fizycznie zdrowe, ale borykające się z emocjonalnymi i życiowymi kłopotami, np. z samotnością, nieudanymi związkami, żalem do rodziców lub dzieci, lękami, depresją, nieśmiałością… itp.

W dzisiejszych magicznych czasach, które zachęcają nas do sublimowania energii, Aura Soma spełnia jeszcze jedno ważne zadanie. Podnosi nasze wibracje, pomaga odszukać własną ścieżkę duchowego rozwoju. Myślę, że nieprzypadkowo właśnie w tym magicznym czasie ta metoda pojawiła się na Ziemi. To kolejny sposób, który ma za zadanie pomóc nam w Ascendencji. Niektóre preparaty ukierunkowane są na wsparcie w duchowych poszukiwaniach. Dzięki ich zastosowaniu otwieramy Trzecie Oko, zaczynamy dostrzegać niewidzialne, przyciągamy do swojego życia Anioły i pozwalamy sie prowadzić zaawansowanym Energiom.

Mówi się, że Aura-Soma ukierunkowuje człowieka na miłość. A przecież miłość sama w sobie jest uzdrowieniem. Człowiek, który kocha, przestaje walczyć o wszystko, przestaje się bać, przestaje się błąkać jak we mgle. Bierze odpowiedzialność za swoje życie, wiedząc, ze sam kreuje każdą swoją chwilę i jednocześnie stara się z radością tworzyć pogodną i pomyślną przyszłość.

Vicky Wall - Founder of Aura-Soma

Metoda Aura-Soma powstała w 1984 r. jako efekt wizji medytacyjnej angielskiej farmaceutki, kosmetyczki i specjalistki od ziół – Vicky Wall. Vicky już jako mała dziewczynka widziała aurę. Posiadała też wiedzę na temat Kabały, znała działanie aromatów. Wiele lat pracowała z energią kolorów. Wydała książkę pt. „Cud uzdrawiania kolorami”. Od jej odejścia w 1991 roku produkcję preparatów Aura Soma nadzoruje i prowadzi Mike Both, wieloletni współpracownik Vicky. W 1997 roku powstała Międzynarodowa Akademia, ktora zajmuje sie badaniem i promowaniem metody, a miedzy innymi także kształceniem konsultantów i nauczycieli. (Aura Soma Art and Science International Academy of Colour Technology).

Bogusława M. Andrzejewska

Aromaterapia

Terapia zapachami znana jest od wielu lat, ponieważ od zarania dziejów ludzie korzystali z dobrodziejstwa świata roślin. Obserwowali, jak pod wpływem działania soku, liści czy owoców goją się rany, znikają bóle i inne dolegliwości. Przyglądali się tez zwierzętom, które instynktownie wybierały właściwe dla siebie uzdrawiające roślinki. Oprócz rozwoju ziołolecznictwa przez wieki ludzkość korzystała z dobroczynnego oddziaływania pachnącego dymu i olejków aromatycznych, które były wysoko cenione w kulturach antycznych Dalekiego i Środkowego Wschodu (Egipt, Indie, Chiny). Świadczą o tym liczne zapiski zawierające receptury środków leczniczych i odmładzających zawierających olejki eteryczne. Egipcjanie codziennie namaszczali nimi całe ciało, używali wonnych ziół i olejków do balsamowania zwłok, dowodząc swojej wiedzy o ich antyseptycznych własnościach. Dowody na to spotykamy do dzisiaj: po odsłonięciu w 1922 roku grobowca Tutanchamona zapach olejków był jeszcze wyczuwalny. Z kolei Królowa Kleopatra miała podobno wszystkie ubrania, pomieszczenia, a nawet żagle swoich statków, nasączone olejkami jaśminowym i różanym. Z Egiptu olejki eteryczne dotarły do Grecji i Rzymu a w końcu do Europy. Wracający z wypraw krzyżowych rycerze, przywozili do domu między innymi wschodnie pachnidła oraz metody ich stosowania. Zatem już w XII wieku w Europie pojawiły się pierwsze formy aromaterapii.

Terminu AROMATERAPIA po raz pierwszy użył francuski chemik i aptekarz Rene Gattefosse w roku 1928. Jak zwykle pomógł przypadek: w czasie pracy w laboratorium Gattefosse oparzył sobie boleśnie rękę i odruchowo zanurzył ją w pierwszym stojącym obok pojemniku, gdzie – jak się później okazało – znajdował się czysty olejek lawendowy. Ponieważ ręka  zagoiła się nadspodziewanie szybko i nie pozostały na niej żadne blizny, Gattefosse odkrył na nowo znane od dawna właściwości lecznicze naturalnych preparatów roślinnych. Od tamtej pory zaczęto prowadzić badania nad taka właśnie formą terapii i wprowadzać ją jako niezależną metodę naturalnego uzdrawiania.

Olejki eteryczne pozyskuje się z drzew, krzewów i kwiatów z różnych stron świata, toteż każdy z olejków ma unikalny skład chemiczny. W ciągu ostatnich 40 lat prowadzenia badań naukowych i klinicznych zebrano rośliny ze wszystkich kontynentów, nadając im formę, która jest zarówno osiągnięciem naukowym, jak i sztuką.

Aromaterapia polega na stosowaniu tych olejków w różny sposób w celu przyniesienia ulgi w chorobie, poprawienia samopoczucia, przyspieszenia gojenia. Warto tez podkreślić ogromne znaczenie aromaterapii w kosmetyce, gdyż niektóre z olejków znakomicie sprawdzają się jako kosmetyki pielęgnujące skórę i włosy, zapobiegające cellulitowi, likwidujące żylaki i przebarwienia, opóźniające procesy starzenia. W metodach terapeutycznych najczęściej spotykamy kominki zapachowe, masaże z dodatkiem kilku kropli aromatu oraz inhalacje, ale profesjonalna aromaterapia proponuje również napary, toniki, maści, kompresy, okłady i kąpiele z dodatkiem olejków.

Olejki eteryczne odznaczają się właściwościami holistycznymi, czyli oddziałują jednocześnie na wszystkie ciała człowieka. Zarówno na ciało fizyczne, jak i na struktury subtelne: emocjonalne, mentalne i duchowe. Leczniczy aromat wnika poprzez receptory węchowe lub przez skórę do krwi i z krwią wędruje do chorego miejsca, niosąc ulgę i pomoc. Najszybciej ich działanie jest widoczne przy likwidacji objawów problemów psychicznych: stresu, zmęczenia, zdenerwowania, napięcia, bezsenności. Na uwagę zasługują tutaj przede wszystkim:  olejek różany (rosa centifolia), geraniowy (pelargonium graveolens), sandałowy (santalum album) oraz jaśminowy (jasminum officinale) – ten ostatni w cudowny sposób podnoszący nastrój.

Olejki eteryczne są tez niezwykle skuteczne przy uzdrawianiu zewnętrznych schorzeń: oparzeń, ran, skaleczeń, opuchlizn. Oprócz wspomnianego olejku lawendowego (lavandula augustifolia) bardzo dobre efekty w leczeniu skóry daje olejek drzewa herbacianego (melaleuca alternifolia) i są to jedyne dwa olejki, które można stosować bez rozcieńczenia bezpośrednio na skórę. Pozostałe specyfiki należy używać wyłącznie pod kontrolą przeszkolonego specjalisty, gdyż – jak każdy lek – niewłaściwie użyte mogą nam po prostu zaszkodzić. Przestrzegam szczególnie przed olejkami: bazyliowym, cynamonowym (zawarty w nim safrol silnie podrażnia skórę!), eukaliptusowym (już 3 krople na wannę wody powodują bolesne pieczenie!), paczulowym, rozmarynowym, szałwiowym (nie wolno stosować z lekarstwami zawierającymi żelazo ani z alkoholem!, zawiera trujący thujon), tymiankowym. Działanie tych olejków jest bardzo silne i łatwo można je przedawkować. Jednocześnie używane pod kierunkiem specjalisty są niesłychanie skuteczne i pomocne w leczeniu wielu schorzeń. Olejek cynamonowy (cinnamomum zeylanicum) chociaż tak niebezpieczny do użytku zewnętrznego, w kominku doskonale dezynfekuje powietrze, napełniając je przyjemnym zapachem i jednocześnie regulując pracę serca. Podobnie eukaliptusowy (eucalyptus globulus) stosowany w postaci paru kropel do kominka działa antyseptycznie, likwidując znajdujące się w powietrzu bakterie i wirusy oraz wzmacnia pracę serca, podnosi ciśnienie, ożywia, likwiduje migrenę. Jest niezastąpiony w okresach gryp i przeziębień, obniżając gorączkę i przyspieszając okres powrotu do zdrowia.

Aby przybliżyć możliwości terapeutyczne olejków eterycznych poniżej przedstawiam listę najpopularniejszych schorzeń i pomocne olejki. Nazwy podkreślone linią wyróżniają te o najsilniejszym działaniu leczniczym.

BEZSENNOŚĆ

bazylia, lawenda, jałowiec, majeranek, melisa, neroli, petitgrain, pomarańcza, rumianek, sandałszałwia muszkatołowa, tymianek, ylang

BÓLE GŁOWY

cajeput, drzewo różane, eukaliptus, goździk, jaśmin, lawenda, lemongrass, mięta, róża, rozmaryn, rumianek, sosna, ylang

* masaż czoła, skroni, karku: 3 krople olejku z drzewa różanego + 2 krople olejku lawendowego na łyżkę oleju nośnikowego (może być olej jadalny)

BÓLE GARDŁA

eukaliptus, drzewo, herbaciane, sandał

BÓLE UCHA, ZĘBÓW…

cajeputgoździk, jałowiec, melisa, niaouli, rozmaryn, rumianek, sandał, szałwia muszkatołowa

* bóle zębów – 2 krople OLEJKU GOŹDZIKOWEGO na wacik i przykładać bezpośrednio do bolącego zęba

CHANDRA, APATIA

cytrynaeukaliptusjaśmin, rozmaryn, szałwia muszkatołowa, ylang

CIŚNIENIE KRWI

          za wysokie: cytryna, drzewo różane, jałowiec, lawenda, majeranek, neroli,  pomarańcza, szałwia muszkatołowa, ylang

          za niskie: geranium, eukaliptus, kamfora, tymianek, rozmaryn

CHOROBA LOKOMOCYJNA, NUDNOŚCI

bazylia, imbir, lawenda, melisa, mięta

DEPRESJA, SMUTNY NASTRÓJ

bergamotka, drzewo różane, geraniumjaśminlawenda, lemongrass, melisa, mirt, neroli, paczula, petitgrain, pomarańcza, różasandał, szałwia muszkatołowa, tymianek, ylang

KAC

cytryna, goździk, jałowiec, pomarańcza, róża, rozmaryn, sandał

* kominek –  olejek cytrynowy 3 krople, olejek rozmarynowy 1 kropla, olejek sandałowy 1 kropla

KASZEL, OSKRZELA

anyżcedr, cyprys, drzewo różaneeukaliptus, geranium, jałowiec, koper, lemongrass, mięta, mirt, niaouli, pomarańcza, rozmaryn, sosna, świerk, szałwia muszkatołowa, tymianek

* kąpiel lub masaż na 1 łyżkę oleju:  olejek sosnowy 3 krople, olejek tymiankowy 2 krople

KATAR, PRZEZIĘBIENIE

bazylia, cajeput, cynamon, cytronella, cytryna, eukaliptus, lemongras, majeranek, sandał, sosna, szałwia muszkatołowa, świerk, rozmaryn, rumianek, tymianek

* kominek: 5 kropli olejek eukaliptusowy, 3 krople olejek miętowy, 2 krople olejek tymiankowy

* masaż pobudzający system odpornościowy przy jesiennych przeziębieniach i grypie: 7 kropli olejek drzewa herbacianego + 7 kropli olejku lawendowego + 7 kropli olejku bargamotkowego + 4 krople olejku drzewa sandałowego na 50 ml oleju roślinnego

KONCENTRACJA – POPRAWA PRZY ZMĘCZENIU UMYSŁU

bazylia, bergamotka, cedr, cyprys, cytronella, cytryna, cząber, estragon, goździk, kolendra, koper, lemongrass, mięta, niaouli, petitgrain, rozmaryn

KOSZMARY SENNE

anyż! (wywołuje piękne sny), lawenda, neroli, melisa, sandał, rumianek

KRWAWIENIA (tamowanie krwi)

cynamoncytryna, geranium, lawenda

* kompres na krwawienie z nosa: 1 kropla olejku lawendowego lub cytrynowego na szklankę wody

LĘKI

anyż, drzewo różane, geranium, mirt, neroli, paczuli, petitgrain, sandał, szałwia muszkatołowa, róża, rumianek, tymianek

MEDYTACJA – OCZYSZCZENIE AURY

mirt, sandał, szałwia muszkatołowa, ylang

MIĘŚNIE – NADWYRĘŻENIE

bazylia, cytryna, jałowiec, lawendamajeranek, mięta, pomarańcza, rozmaryn, rumianek, sandał

NAPIĘCIE NERWOWE, STRES, SZOK

bazylia, cajeput, cedr, cytryna, drzewo różane, geranium, jałowiec, jaśmin, kamfora, kolendra, lawendamelisamirtneroli, petitgrain, pomarańczaróżasandał, szałwia muszkatołowa, tymianek, ylang

* kominek: po 5 kropli olejku lawendowego, melisowego, drzewa różanego

* masaż odprężający: na 100 ml oleju 40 kropli olejku lawendowego


NAPIĘCIE PRZEDMIESIĄCZKOWE

cyprys, geranium, jałowiec, lawenda, melisa, sandał, szałwia muszkatołowa, róża, rumianek

NIEWYSPANIE, ZMĘCZENIE

bazylia, cytryna, jałowiec, lawenda, pomarańcza, rozmaryn

* kominek: olejek cytrynowy 2 krople, olejek rozmarynowy 2 krople, olejek jałowcowy 1 kropla

OBRZĘKI, OPUCHLIZNA

geraniumjałowiec, kolendra, mięta, rozmaryn

OCZY

goździk, neroli, rozmaryn, róża, rumianek

* kompres na zmęczone oczy: 1 kropla olejku neroli na 1 litr zimnej wody, wymieszać, zamoczyć waciki i przykładać do oczu.

ODMROŻENIA

geranium, jałowiec, lawenda, rozmaryn

ODPARZENIA

bergamotka, drzewo herbacianelawenda, rumianek

OPARZENIA

drzewo herbacianegeraniumlawenda, neroli (słoneczne), niaouli, róża

* poparzenia: olejek lawendowy 8 kropli + olejek geraniowy 2 krople na łyzke oliwki i smarować

OPRYSZCZKA

cytryna, drzewo herbaciane, eukaliptus, geranium, lawenda, paczula

* 1 kr drzewa herbacianego na wacik i przykładać punktowo na miejsce na wargach, nie oblizywać!

POCENIE SIĘ NADMIERNE

bergamotka, cedr, cyprys, cytryna, lawenda, paczula

POCZUCIE WINY

cedr, róża

PRZEMARZNIĘCIE

cynamon, imbir, mandarynka, rozmaryn

REUMATYZM

cynamon, goździk, jałowiec, lawenda, rozmaryn

ROZPACZ, ŻAL ŻAŁOBA

bergamotka, cyprys, jaśmin, koper, lawenda, majeranek, mirt, neroli, pomarańcza, róża

SERCE – wzmocnienie, regulacja pracy, poprawa rytmu

anyż, cynamon, cytryna, estragon, eukaliptus, kamfora, lawendamelisa, neroli, pomarańcza, rozmarynróża, ylang

SKURCZE

jałowiec, rumianek, rozmaryn

STŁUCZENIA, SINIAKI

lawenda, rozmaryn

UKĄSZENIA OWADÓW

cajeput, cynamon, cytryna, cząber, drzewo herbacianelawenda, melisa, mięta, szałwia, tymianek

Jak widać zastosowanie olejków jest bardzo szerokie, a ja i tak podałam tutaj jedynie pewien wybór, nie wspominając o olejkach pomocnych przy leczeniu żołądka, nerek, płuc i innych narządów wewnętrznych. Przy wyborze kierowałam się bowiem możliwością zastosowania olejków w kominkach w celu przyniesienia ulgi w najpopularniejszych dolegliwościach fizycznych i psychicznych. Przypominam jednak o konieczności konsultacji ze specjalistą przed użyciem jakiegokolwiek preparatu, ponieważ olejki te naprawdę działają i należy się upewnić, że pomagamy sobie, a nie szkodzimy. Ponadto niektóre z olejków nie mogą być używane przez kobiety w ciąży, a jest takich aromatów spora ilość, zatem panie spodziewające się potomstwa nie powinny samodzielnie dobierać sobie zapachów. I chociaż gorąco namawiam do korzystania z dobrodziejstw aromaterapii, której wspaniałe działanie sprawdziłam na sobie i swoich bliskich, to jednocześnie nakłaniam do rozsądku niezbędnego wszędzie, a szczególnie tam, gdzie rzecz idzie o nasze zdrowie.

Początkującym proponuję kominek z zapachem olejku różanego, jaśminowego i geraniowego, który napełni pomieszczenie cudownym aromatem i jednocześnie poprawi nasz nastrój. Do użytku zewnętrznego polecam olejek lawendowy, łagodny, bezpieczny i skuteczny w gojeniu przeróżnych ran.

Zwracam również uwagę na pojawiające się coraz powszechniej kosmetyki z serii „Aromaterapia” – żele pod prysznic, kremy, maseczki. Są bez wątpienia całkowicie bezpieczne w stosowaniu, gdyż zostały wszechstronnie sprawdzone przed wdrożeniem ich do produkcji. Niemniej najzdrowsze i najskuteczniejsze są te preparaty, które sami przygotujemy bez chemicznych półproduktów, czyli: wybrany olejek eteryczny plus woda lub olej do masażu. Jako olej nośnikowy do masażu polecam przede wszystkim olej z pestek winogron, olej z pestek moreli lub brzoskwini czy olej ze słodkich migdałów. Życzę wszystkim cudownej podróży przez świat magicznych uzdrawiających zapachów.

Bogusława M. Andrzejewska

Felinoterapia

Jedną z najmilszych i najciekawszych form terapii jest terapia … kotem. Można by powiedzieć z polska: „kototerapia”. Po koniach i psach, które mają zbawienny wpływ na chore dzieci, przyszła kolej na koty. Przeciętnemu obywatelowi wierzyć się nie chce, że te dumne i aroganckie zwierzęta mogą wcielić się w terapeutów. Zazwyczaj nie dają się wyszkolić ani tresować, a ich wyuczone umiejętności ograniczają się do korzystania z kuwety, co zresztą wynika z ich naturalnej czystości. A jednak…

Odkąd wyprowadziłam się od rodziców, zawsze mam w domu jakiegoś kota lub kotkę. Zazwyczaj jest to porzucona przez kogoś znajda, jakiś dachowiec przyniesiony do domu przez męża lub któreś z dzieci. Przez wiele lat zdążyłam poznać te magiczne zwierzęta, ale też nauczyłam się doceniać ich kojący wpływ. Koty wyciszają, uspokajają, działają lepiej niż najlepsze środki psychotropowe. Koty rozbawiają, rozśmieszają swoimi „hopsankami” i nie pozwalają nam martwić się lub tkwić w smutnych rozważaniach. Koty wreszcie swoim mruczeniem harmonizują nas wewnętrznie. Kot jest zatem najskuteczniejszym środkiem antydepresyjnym, który polecam wszystkim potrzebującym dobrego lekarstwa.

Namacalnie doświadczyła takiej terapii moja znajoma, która mieszkając samotnie, znalazła się któregoś dnia w stanie głębokiej depresji. Trwało to do chwili, kiedy przybłąkał się do niej mały bezdomny kociak. Odtąd jej życie nabrało sensu: codziennie ktoś budził ją miauknięciem i lizaniem po ręce. Po powrocie do domu na progu spotykała uradowaną jej wejściem istotkę, która miłośnie ocierała się o jej nogi. Kiedy siedziała smutna, kociak zaczynał toczyć w jej kierunku piłeczkę, wykonując przy tym szereg zabawnych podskoków lub wpadając w poślizg na wypolerowanej podłodze. Moja znajoma zaczęła się śmiać po raz pierwszy od wielu pozbawionych radości dni… Dzisiaj jest zdrowa, a jej terapeutka dostojnie i z wyższością spogląda na nas z kanapy, ruszając leniwie końcem ogonka.

Z ogromnym rozrzewnieniem wspominam historię, kiedy moja córka została na kilka dni sama w domu. W tym czasie przeżyła jakieś przykre doświadczenie, z powodu którego zwinęła się w kłębek na łóżku i straszliwie płakała. Nasz kot przyszedł oczywiście do niej, po czym próbował ułożyć się jej na głowie. O tyle zaskakujące, że nie zwykł kłaść się nigdy w tym miejscu. Córka domyśliła się, że kot w ten sposób próbuje dotrzeć do miejsca, w którym skupia się negatywna energia – w tym przypadku emocje rozpaczy i żalu. Niemniej usiłowania kota rozbawiły ją i uspokoiły. Poczuła też, że tak naprawdę wcale nie jest sama, że ma obok siebie czułego i wrażliwego terapeutę.

Mój ulubiony rudy kot (widoczny na zdjęciu poniżej) z niezwykłym wyczuciem układał się na nas szczególnie wtedy, kiedy coś nam dolegało. Oczywiście zawsze wybierał tę część naszego ciała, która bolała. Nie wiem, skąd to wiedział, ale zawsze trafiał w dziesiątkę. Kiedy poleżał dłuższą chwilę, poddając nas uzdrawiającej wibracji mruczeniem, choroby znikały…

Jest to zjawisko charakterystyczne dla wielu kotów. Układają się zazwyczaj tam, gdzie znajduje się chory, bolący narząd. Znam historię kotka, który uparcie układał się na zaatakowanym przez nowotwór miejscu w ciele swojej pani. Po paru zaledwie tygodniach nowotwór zniknął. Czy to była zasługa wyłącznie kota – nie wiem… Nie wykluczam jednak takiej możliwości.

Chociaż dumne i niezależne koty rzadko kojarzą się z uzdrawiającą mocą, mają jej w sobie mnóstwo. Mają też w sobie niezwykły barometr, dzięki któremu wyczuwają jaka część naszego ciała najbardziej domaga się pomocy i zwiększonej dawki energii. Koty działają podobnie jak paprotki: lokują się w tym miejscu, gdzie energia jest zaburzona, zabrudzona, uszkodzona i ściągają na siebie tę zabrudzoną energię. Dobrze jest, jeśli kot może wychodzić na zewnątrz i spacerować po trawie. Wówczas w swoisty sposób „uziemia” się, czyli odprowadza nagromadzoną złą energię do ziemi. Koty, które nie wychodzą z domu są narażone na chorobę, ponieważ mogą mieć problem z oddaniem takiej negatywnej energii. Pamiętajmy o tym i wypuszczajmy – wyprowadzajmy nasze koty na zewnątrz, szczególnie wtedy, kiedy widzimy, że lubią się na nas układać.

Oczywiście są i sprytne leniwe koty, które nigdy nie wejdą nam na kolana ani nie przytulą się do nas. Nie zamierzają ściągać z nas szkodliwej energii i w ten sposób chronią również siebie. Taki kot może spokojnie spać całymi dniami na kanapie, ponieważ uziemianie nie jest mu potrzebne.

Koty sprawdzają się również w resocjalizacji. Zauważono bowiem, że wpływają pozytywnie na osoby odbywające karę pozbawienia wolności. Konieczność karmienia kota, głaskanie go, opieka, przytulanie się do kota powoduje, że człowiek odnajduje w sobie mnóstwo pozytywnych emocji. Proces resocjalizacji przy pomocy kota przynosi oczekiwane rezultaty, których w innym przypadku – jak wiemy – nie notuje się zbyt często… Zaskakujące, ale potwierdzone doświadczalnie.

Zdjęcie użytkownika Bogusława M. Andrzejewska.

Większość z nas mieszka pod jednym dachem z jakimś zwierzątkiem. Hodujemy pieski, kotki, żółwiki, chomiki, papużki. Czasem trafiają do nas przypadkiem, czasem starannie je wybieramy. Za każdym jednak razem pojawia się w naszym domu swoisty terapeuta. Jego skuteczność zależy zarówno od naszych potrzeb, jak i umiejętności otwarcia się na ich działanie. Jedni z nas z rozkoszą wtulają się w nocy w kocie futerko swojego ulubieńca, wierząc szczerze, że zabezpiecza nas przed reumatyzmem. Inni cierpliwie i konsekwentnie zabraniają swojemu zwierzaczkowi wchodzić do łóżka i biegając po domu, odkurzają każdy kłaczek sierści.

Zwierzęta pojawiły się obok nas nieprzypadkowo. Udomowiliśmy psy i koty, potem także inne stworzonka, ponieważ ich obecność okazała się potrzebna. Myślę jednak, że ani zjadanie dokuczliwych gryzoni przez kota, ani pomoc w polowaniu i ostrzeganie szczekaniem przez psa nie były głównym powodem tej niezwykłej przyjaźni. Człowiek bardzo szybko docenił fakt, że kiedy zwierzę jest obok niego, to czuje się lepiej, radośniej, przyjemniej. Zwierzęta koją, wyciszają, rozbawiają, poprawiają nastrój.

Coraz częściej słyszymy lub czytamy o skuteczności terapii prowadzonych z pomocą zwierząt. Od egzotycznych delfinariów, poprzez hippoterapię, a na dogoterapii kończąc. Terapeuci i hodowcy odkrywają niezwykłe możliwości naszych czworonożnych przyjaciół. Zaskakuje skuteczność kojącego dotyku miękkiego kociego futerka lub samej obecności zwierzęcia. Co ciekawe: zwierzęta chętnie uczą się współpracy z człowiekiem i stają się cierpliwymi terapeutami, szczególnie dla dzieci. Niezmiennie wzruszają mnie sytuacje, w których zaciśnięte w skurczu palce chorych maluszków rozluźniają się i otwierają pod czułym dotykiem psiego języka…

Od pewnego czasu zachęcona przez znajomą zaangażowałam się w pomoc koniom i wspieram te organizacje, które ratują konie przed śmiercią w rzeźni i pozwalają im dożyć spokojnej starości w pięknym miejscu. Nie wyobrażam sobie, że można zjeść konia, psa czy kota… Przyznaję, jadłam mięso przez wiele lat, bo tak zostałam wychowana, aczkolwiek na pewno nie jadałam nigdy koni… Udomowione zwierzęta są towarzyszem i przyjacielem człowieka. Wspierają go swoja pracą lub tylko obecnością. Nie zjada się przyjaciół.

Wegetarianie często wskazują, że krowa i świnia czują to samo, co koń czy pies, dlatego także zasługują na życie. Zgadzam się z tym i popieram niejedzenie mięsa. Ponieważ jednak sama zrezygnowałam z mięsnych potraw zaledwie kilka lat temu, rozumiem ludzi, którzy nadal jedzą zwierzęta. Wiem, że na tę chwilę nie umieją inaczej. W przeciwieństwie do większości wegetarian nikogo nie potępiam. Pozwalam ludziom dokonywać własnych wyborów. Wiem też, że wraz ze wzrostem świadomości mięso po prostu przestaje nam smakować. Nie będę tu uprawiać żadnej propagandy ani nikogo do niczego namawiać. Zachęcam jedynie do tego, aby czasem zajrzeć głęboko w oczy zwierzętom i dostrzec w nich to samo Światło, które wszystko ożywia.

Chcę się też pochwalić swoją podopieczną, piękną Taruną. Być może zainspiruję kogoś do wirtualnej adopcji. Każde uratowane życie wzbogaca nasze jestestwo i pokazuje to Kim W Istocie Jesteśmy.

Ile stron nie napisalibyśmy o kotach, koniach czy psach, jedno jest bez wątpienia najważniejsze: kochamy nasze zwierzaki. Malujemy je, robimy im zdjęcia, opowiadamy godzinami o ich zabawach, tulimy je do siebie. Kiedy odchodzą do nieba, cierpimy głęboko. Zatem najważniejszą rzeczą jak zawsze okazuje się miłość. Najczęściej bezinteresowna. To właśnie miłość nas uzdrawia, przepływając przez nasze serce, ciało i duszę, rozświetlając nas od środka i oczyszczając z każdego bólu i każdej negatywnej emocji. Kiedy czworonożna istotka pojawia się w naszym życiu, pojawia się w nim także kochanie – najpiękniejsza, najsilniejsza, najbardziej uzdrawiająca energia wszechświata. Bez wątpienia zwierzęta po to są na świecie, aby uczyć nas bezwarunkowej miłości.

Bogusława M. Andrzejewska

Mapa Marzeń

Mapa marzeń ma różne nazwy. Została prawdopodobnie wymyślona przez astrologa Buzza Meyersa jako Mapa Skarbów i wykonywana jest zazwyczaj techniką kolażu (z franc. collage), polegającą na wyklejaniu obrazu kolorowymi wycinkami z gazet. Jest to skuteczne narzędzie oddziaływania na podświadomość poprzez tworzenie obrazów tego, czego pragniemy. Ma przedstawiać nasze plany i marzenia, które oglądane codziennie w formie graficznej działają jak afirmacja i przyciągają realizację tego, co chcielibyśmy w życiu posiadać lub osiągnąć. Stanowi przy tym świetną zabawę, co gwarantuje, ze podświadomość szybko się otworzy na przekazywane jej symbole.

 Wersja PIERWSZA.

Mapę marzeń buduję na planie siatki Feng Shui. Przygotowuję karton w kształcie kwadratu i dzielę go na 9 pól. Kwadrat jest idealnym kształtem i zapewnia równy podział energii na wszystkie obszary naszego życia. Widziałam gdzieś w internecie wzór mapy marzeń budowanej na bazie rombu. Moim zdaniem jest to absolutnie niedopuszczalne! Romb – jako przewrócony kwadrat – przedstawia rozbity dom, rozpad związku lub kłopoty rodzinne i dom postawiony na głowie. Jeśli chcemy wykorzystać symbolikę do pracy z podświadomością, warto przyswoić sobie znaczenie symboli zanim zaczniemy ich na oślep używać. Brak odpowiedniej wiedzy może przynieść nam więcej szkody niż pożytku.

 

Wersja DRUGA

Wersję tę wymyśliłam sama, nie wiem więc czy zadziała tak samo, jak opcja klasyczna. Niemniej wychodzę z założenia, że energia podąża za myślą, powinno więc być dobrze. Zainspirowała mnie moja ukochana astrologia i ćwiczenia, które razem z przyjaciółką robimy na zajęciach z Mapami Emocji. Podłożem do wykonania techniki byłaby astrologiczna mandala. Wycinamy z kartonu koło i dzielimy na 12 równych części zgodnie z astrologicznymi sektorami nazywanymi domami. Uproszczone znaczenie domów, które możemy wykorzystać w tworzeniu Mapy Marzeń jest następujące:

I dom – ja (podobnie jak CENTRUM w wersji Feng Shui)

II dom – bogactwo

III dom – nauka

IV dom – rodzice, dom, tradycja

V dom  – dzieci, twórczość

VI dom – zdrowie

VII dom – związki

VIII dom  – seks, władza

IX dom – podróże, studia

X dom – kariera zawodowa

XI dom – przyjaciele, marzenia

XII dom – rozwój duchowy

Wersja TRZECIA

To także opcja wymyślona przeze mnie, a więc nie znajdziecie jej zapewne w innych opisach sporządzania Mapy Marzeń. Robię ją w formie książeczki – skryptu, który po zakończeniu binduję. Na każdej stronie umieszczam zdjęcia i afirmacje na dany temat. Nie żałuję miejsca, aby każda ważna kwestia miała całą stronę. Osobna kartka na finanse, osobna na miłość, osobna na rodzinę. Niektóre strony przeznaczam na pojedyncze, wybrane marzenia. Np. gdybym chciała kupić nowe mieszkanie, to robię osobną stronę na ten temat z wypisanymi charakterystycznymi cechami owego mieszkania. Chociaż można taki obrazek wkleić także w dział finansów czy rodziny, to dodatkowa kartka daje więcej energii – to jasne.

W przeciwieństwie do wyklejanych kolaży mogą się tam znaleźć całe zdania, opisy, inwokacje. To zapewne ma znaczenie, szczególnie dla lewopółkulowców, których podświadomość lepiej reaguje na tekst pisany niż obrazki. Minusem natomiast jest to, że wersja książeczki nie pozwala ogarnąć jednym rzutem oka całej mapy. Trzeba usiąść i ją przeglądać. Każdego dnia, co najmniej przez miesiąc lub dwa. Codzienne przeglądanie jest na pewno silniejsze w działaniu niż zerkanie na kolaż. Ale jeśli zapominamy i nie przeglądamy, wówczas nasza książeczka nie działa…

Forma plastyczna  jest dowolna. Można malować, rysować, wyklejać papierem kolorowym lub muszelkami, a nawet kamieniami półszlachetnymi. Uważam, że można wykonać Mapę Marzeń w programie graficznym komputerowo, a następnie wydrukować. Każdy może wybrać sobie taką technikę, która jest mu najbliższa i najłatwiejsza. Liczy się skupienie, wiara w działanie metody oraz włożona energia – czas i wysiłek. Na pewno ważne też, aby się przy tym dobrze bawić, ponieważ lekkość i radość przyciągają spełnienie naszych planów. Podświadomość jest jak małe dziecko i o wiele lepiej daje się zakodować, kiedy wybieramy metodę będącą dobrą zabawą.

Najczęściej stosuję swoją ulubioną technikę kolażu, którą od lat wykonuję różne ilustracje i karty. Wybieram z kolorowych czasopism najpiękniejsze zdjęcia, które kojarzą mi się z miłością, szczęściem, zabawą, podróżami, bogactwem. Wyklejam mapę tworząc wizje i obrazy, zgodnie z odpowiednimi polami. Czasem bawię się komputerową grafiką i sama tworzę wymarzone obrazy, a następnie drukuję i wyklejam. Tak też można. W tym roku jednak… własnoręcznie ją namalowałam. Od niedawna maluję farbami akrylowymi, więc naturalnym było, że zapragnęłam taką właśnie techniką zrobić swoja najnowszą mapę.

Dobieram symbole, które najlepiej do mnie przemawiają i które najbardziej mi się podobają. To ważne – podobnie jak przy pracy z afirmacją: kiedy tworzymy swoją Mapę Marzeń, wybierajmy te zdjęcia czy rysunki, które działają na nas pozytywnie, wywołują na twarzy uśmiech, powodują, że zaczynamy marzyć i planować (np. wakacyjny wyjazd). To nie dzieło sztuki, nie musimy wstawiać kontrastów, wprowadzać cienia. Mapa Marzeń może i powinna być przesłodzona i rozświetlona.

Obrazy maja się podobać przede wszystkim jej Twórcy, a nie komuś innemu, ponieważ tworzymy plan własnego życia. Komuś mogą się podobać palmy i ciepłe morza, a my wolimy niedostępne górskie szczyty i najlepiej odpoczywamy uprawiając zimowe sporty. Wklejamy wówczas obrazy gór w zimie i narciarza, a nie widoczki rodem z Polinezji.

Zwracajmy uwagę na szczegóły symboliki. Jeśli w obszarze związków chcemy wkleić zdjęcie przytulonej pary, zwróćmy uwagę na to, czy oboje na tym zdjęciu patrzą na siebie, czy się uśmiechają do siebie. Czasem ludzie pozornie się obejmują, ale ich oczy czy wyraz twarzy pokazują, że są sobie całkiem obcy i myślą o… kimś lub o czymś… zupełnie innym. Widziałam zdjęcia przytulonej do mężczyzny kobiety, która miała, bardzo smutne oczy. Całe zdjęcie emanowało rozpaczą zamiast miłości. Unikajmy takich zdjęć. Unikajmy też ostrych kształtów, rombów, zębów, haków i wszelkiego rodzaju broni, ponieważ to kreuje napięcia i kłótnie. Wszystkie zdjęcia i wszystkie formy powinny emanować dobrą energią, czyli mieć pozytywną wymowę.

 

Co można namalować lub wklejać w poszczególne pola, wypisuję poniżej. Oczywiście to tylko przykłady, możliwości jest dużo więcej.

Bogactwo – pieniądze, banknoty, biżuteria, samochód, dom, nowy komputer, komórka, inne przedmioty, które chcemy kupić, złota rybka

Sława – górskie szczyty, strzeliste wieże (np. Wieża Eiffla w Paryżu), trofea, nagrody, puchary, dyplomy, dzieła sztuki, elementy sakralne – figurka Buddy, obrazek świętego.

Związki – zdjęcia zakochanych par, dwa serduszka, dwa delfiny, dwa gołębie, dwa łabędzie, kwiaty (najlepiej róże lub peonie), obrączki, kamienie szlachetne

Dzieci – zdjęcia dzieci koniecznie uśmiechniętych, najlepiej razem z rodzicami, zdjęcia przedstawiające rozrywkę i zabawę oraz twórczość, przedmioty reprezentujące nasze hobby

Przyjaciele – zdjęcia konkretnych przyjaznych nam osób, Anioły, zwierzęta domowe, egzotyczne widoki miejsc, które chcemy odwiedzić, mapy, globusy.

Droga – droga: jasna, prosta, wyraźna, równa, wygodna; woda, fontanna, kwiaty, klucz, statek, dyplomy, puchary

Rozwój – książki, komputer, dyplomy, podobizny nauczycieli duchowych (np. Dalaj Lama), symbole wiedzy duchowej (kwiat lotosu, kundalini), zdjęcia gór, lis lub sowa – symbol mądrości.

Rodzice – zdjęcia rodziców, kominek z płonącym ogniem, choinka, drzewo, kolumny, kwiat, obraz, zdjęcie wody, herb rodowy.

Centrum – swoje zdjęcie z najlepszych czasów, zdjęcie modelki (aktorki), do której chcemy być podobni, wszystko, co kojarzy nam się ze zdrowiem, witalnością.

  

Mapę marzeń można wykonać w dowolnym momencie, kiedy czujemy, że mamy na to ochotę. Aby wzmocnić jej działanie, można wykorzystać pewne szczególne dni, np. początek roku kalendarzowego, początek roku astrologicznego (przesilenie wiosenne) lub swoje urodziny. Ja zazwyczaj wybieram początek roku numerologicznego, ponieważ jestem wyjątkowo uwrażliwiona na numerologiczne wibracje – przypada on na ostatni nów września.

I tutaj ważna uwaga: ludzie myślą na ogół, ze pełnia księżyca najsilniej obdarza nas mocą. Otóż mistrzowie duchowi twierdzą, że nów jest równie silny. Co ważniejsze: to nówwspiera wszelkie formy wzrostu, korzystnie wpływa na inicjowanie nowych projektów. A zatem wzmacnia przedsięwzięcia gospodarcze, związki, twórcze pomysły. Jest więc odpowiednim okresem dla życzeń, które rozpoczynają nowe sytuacje w naszym życiu.

Proponuję wykonanie Mapy w czasie nowiu księżyca w Baranie, ponieważ Baran zaczyna nowy rok astrologiczny. Byłby to pierwszy nów księżyca po wiosennej równonocy (w roku 2018 nów ten przypada 16 kwietnia o godz. 02:58). Dla tych którzy z jakiegoś powodu nie zdążą w tym terminie proponuję inne nowie księżyca, a ich terminy znajdziecie tutaj. Dla celów finansowych nów w Byku będzie z pewnością korzystny. Dla nauki lub podróży – nów w Bliźniętach, dla związków – nów w Wadze. 

Mapę należy wykonać w przeciągu 48 godzin od momentu wejścia księżyca w nów. Jest to ważne, aby nie malować (wyklejać) jej w nieskończoność. Powinno to być energiczne twórcze działanie, które uruchamia magię podświadomości. Ja zazwyczaj wykonuję ja szybko i za jednym podejściem – taka zabawa trwa około 2-3 godzin. Rozciąganie w czasie, przerywanie pracy na kilka dni, odkładanie na później nie przynosi spodziewanych efektów. Mapa Marzeń działa jak zaklęcie lub rytuał, a przecież nikt nie rzuca zaklęć na raty…

Bogusława M. Andrzejewska