Krasków

Moje pierwsze spotkanie z magią niezwykłego kryształu było nieoczekiwaną przygodą. Razem z przyjaciółkami przemierzałyśmy okolice Sobótki, niepewnie przymierzając się do wycieczki na Ślężę. Po drodze postanowiłyśmy zahaczyć o Krasków i zwiedzieć kopalnię kwarcu. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym miejscu, ale uwielbiam wszelkiego rodzaju minerały. Świadoma, że rejon dolnośląski obfituje w prawdziwe cuda, ochoczo ruszyłam z towarzyszącymi mi dziewczynami w drogę.

Na miejscu zaskoczyło nas mnóstwo różowych i złocistych świateł migoczących w powietrzu. Głowy na chwilę ścisnęła nam silna energia, zawibrowała przenikliwym dźwiękiem, a kiedy się oswoiłyśmy, zamieniła w lekkie, ciepłe drżenie, przenikające ciało.  Właściciel niezwykłego miejsca,  przemiły pan Ryszard, zaproponował nam, że oprowadzi nas po okolicy i opowie historię kopalni. Ucieszone wspięłyśmy się na niewielkie wzniesienie. To, co zobaczyłyśmy, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. W promieniach jesiennego słońca, zalśniła przed nami magiczna góra, porośnięta mieszanym lasem. Wszędzie dookoła nas, na ziemi błyszczały w słońcu kryształowe okruchy. Tęczowe lśnienie przenikało cała okolicę.

Ruszyliśmy na spacer wokół wielkiego kwarcu, z każdym krokiem stawiając stopy na klejnotach, których nie sposób było ominąć. Na szczycie niewielkiej góry, wśród silnej energii, tuliłyśmy się do sosen, podziwiając różowe światła, spowijające drzewa. Początkowo robiłam zdjęcia, ale mój aparat bardzo szybko odmówił posłuszeństwa. Nie przywykł do takich energetycznych warunków. Mogłam za to cały sercem chłonąć otaczające mnie piękno.

Wokół wzgórza płynęła rzeka, tocząc swoje ciemne wody wśród jesiennych bezlistnych drzew. Kiedy zeszłyśmy na dół, mogłam doświadczyć przez chwilę cudu – zobaczyłam tę samą rzekę, obmywającą ukwieconą łąkę, zalaną promieniami słońca, a zielone gałęzie drzew myły w niej swoje liście. Ktoś jechał na rowerze, ktoś się śmiał w upalnym letnim krajobrazie… Obraz po chwili zniknął, a rzeka ponownie niosła na ciemnych falach odbicie nagich konarów.

U stóp wielkiego kwarcu mogłyśmy na chwilkę zanurzyć się w medytacyjnej ciszy, siadając na jednym z ustawionych w kręgu pieńków. Magia dotykała nas z każdej strony. Unosiły się nad nami różne subtelne istoty, a ściana kryształowej góry jawiła się wielotonowym przejściem do innych wymiarów. Energia przeniosła mnie najpierw do Luksoru, a potem w inne miejsca, których nigdy wcześniej nie widziałam. Nie musiałam nawet zamykać oczu, ponieważ najwięcej obrazów pojawiało się przede mną na nierównych zarysach skały…

Od pana Ryszarda wiemy, że każdy, kto odwiedza to niezwykłe miejsce, ma swoje własne niepowtarzalne doświadczenia. Jedni spotykają tam elementale lub Anioły. Inni doładowują swoje witalne baterie, czerpiąc z kryształu energię. Jeszcze inni odkrywają w nim niezwykle silne kobiece jakości, które są podobno właśnie w tym miejscu najpotężniejsze na świecie. Kwarc z Kraskowa zasłynął, jako największy na Ziemi zbiornik żeńskiej energii. Moje osobiste odczucia w pełni to potwierdzają. Niemniej zachęcam każdego, aby sam przyjechał w to niezwykle miejsce i dotknął magii niebywale wielkiego kryształu. Uważam, że każdy z nas może doświadczyć właśnie tego, czego najbardziej w tym momencie potrzebuje.

Spod kwarcowej bryły wypływają źródła wody, niosące w sobie kryształowe drobinki. Wodę życia można degustować u pana Ryszarda, korzystając z pięknej wielokątnej studzienki, pieczołowicie zaprojektowanej z myślą o odpowiednim ezoterycznym kształcie. Woda smakuje wspaniale, nawet w chłodne dni. Czy piliście kiedyś światło? Moje wrażenia były właśnie takie, jakbym z każdym łykiem wypełniała się iskrzącymi drobinkami, które rozświetlały mnie od środka przez wiele dni, żyły we mnie i śpiewały swoja własną witalną pieśń. Bardzo kobiecą pieśń…

Z tego magicznego miejsca rozciąga się widok na odległą o 10 kilometrów Ślężę, tajemniczą górę, na którą wędrują rzesze pielgrzymów poszukujących miejsc mocy. Co ciekawe, w Kraskowie energia jest dużo wyraźniej odczuwalna i zdecydowanie silniejsza. Jednak ludzie nawykowo kierują się w stronę słynnego wierzchołka, nie zdając sobie sprawy z tego, że w pobliżu znajduje się prawdziwy energetyczny skarb.

Kiedy wspólnie zastanawialiśmy się nad tym fenomenem, zauważyliśmy, że do Kraskowa trafiają tylko ludzie, którzy rzeczywiście pięknie czują energię. To przede wszystkim osoby, które szanują naturę i umieją korzystać z jej siły, nie niszcząc jej darów. Odkryliśmy też, że piękny kryształ z Kraskowa w magiczny sposób broni się przed najazdem turystów i ciekawskich osób, które mogłyby zniszczyć okalającą go przyrodę. Jest to miejsce, które zaprasza wyłącznie ludzi gotowych na kontakt z silną energią i świadome doświadczanie niezwykłości.

Cechą charakterystyczną tego rejonu jest duża ilość bardzo silnych duchów natury, które w sprzyjających okolicznościach pozwalają się zobaczyć nawet gołym okiem. W moim odczuciu to strażnicy lasu i samego kryształu. Przyjaźni lub neutralni wobec osób  dobrych zamiarach. Jak wiemy duchy natury potrafią być bardzo dokuczliwe i uparte wówczas, kiedy czują zagrożenie. Miejsce to jest zatem mocno chronione.

Po latach wróciliśmy tam ponownie, aby zobaczyć, jak zmienił się „nasz Krasków” I najważniejszą różnicą jest to, że nie ma już kopalni. Jest za to Kryształowe Centrum Uzdrawiania. To piękna odmiana, która pokazuje, że ludzie odnajdują drogę do magicznego kryształu, a jego siła dociera do naszych umysłów, pozwalając nam  czerpać z jego ciekawej mocy. Kryształ ma wiele intrygujących cech, które najlepiej rozpoznać samemu. Przebywanie w jego pobliżu owocuje interesującymi doświadczeniami, z których na szczególną uwagę zasługuje możliwość odczuwania lub nawet zobaczenia połączenia z innymi wymiarami.

Zainteresowanym osobistym doświadczeniem magii u stóp niezwykłego kwarcu, polecam stronę internetową: http://www.cristallica.pl/   Można tam znaleźć kontakt do właściciela kopalni i umówić się na zwiedzanie.

Bogusława M. Andrzejewska

Advertisements

Rodziny Kamieni

Wszystkie kamienie mają swoje rodziny. Widać to wyraźnie w przedstawionym wcześniej podziale. Ale oprócz tego kilka klejnotów ma własne rodzaje, które mogą wprowadzać nieco zamieszania, jeśli o nich nie wiemy… Można się mocno pogubić w tych wszystkich odmianach. Dla ułatwienia przedstawiam kilka takich rodzin najbardziej znanych i podaję nazwy oprócz polskich także angielskie, o ile brzmią inaczej.

KWARC Górski

Górski – Clear

Lemuriański – Lemurian Seeds | odmiana w charakterystyczny sposób prążkowana

Girasol | kwarc z dodatkiem opalu, bardziej mleczny, matowy

Rutylowy | z wrostkami z rutylu

Turmalinowy | z wrostkami czarnego turmalinu

Mleczny

Angel Aura | z dodatkiem tytanu, który nadaje mu tęczowy kolor

Aqua Aura | z dodatkiem złota, które nadaje mu kolor niebieski

Fantomowy | z drugim kryształkiem w środku

Elestial | podwójny

KWARCE kolorowe

Cytrynowy

Różowy

Dymny – Smoke (Morion, odmiana czarna)

Ametyst

Niebieski

Mandarynkowy – Tangerine

Wiśniowy – Cherry

Awenturynowy (Awenturyn)

KWARCOWE KOCIE OKO (Krokidolit)

Kocie oko |szarozielone

Tygrysie Oko – Tiger Eye |żołte, złocistożółte, bązowe lśniące pasma

Sokole Oko – Blue Tiger Eye |szaroniebieskie, niebieskie lśniące pasma

Bawole Oko – Red Tiger Eye |czerwonobrązowe lśniące pasma

Pietersyt| zabarwiony nierównomiernie niebiesko – brązowo – szary, matowy

AGATY

Mszysty

Muszlowy – Turitella

Wężowy – Snake

Dendrytowy

Ognisty – Fire

Błękitny – Blue Lace

Botswana

Śliwkowy – Plum

Moss

Laguna

Crazy Lace

Holly Blue

Karneol… i wiele innych

JASPISY

Czerwony

Żółty

Heliotrop (Krwawnik)

Dalmatyńczyk

Zebra

Leopardzi

Breksytowy

Oceaniczny

Obrazowy

Kambaba

Mokait

Picasso

Imperial

PLAGIOKLAZY

Albit

Oligoklaz – Sunstone (Kamień Słoneczny)

Andezyn

Labradoryt

Bytownit

Anortyt

MIEDZIOWE

Malachit

Dioptaz

Azuryt

Chalkopiryt

Turkus

Chryzokola

ZOISYTY

Tanzanit

Thulit

SPODUMENY

Kunzyt

Hiddenit

ANDRADYTY

Melanit

Demantoid

Ciekawostką jest też taka para:

Lapis Lazuli (Lazuryt)

Sodalit

W gruncie rzeczy Lazuryt jest Sodalitem, tylko nieco jaśniejszym, bardziej niebieskim i posiadającym charakterystyczne wrostki błyszczącego jak złoto pirytu. Aby odróżnić Lazuryt od Sodalitu wystarczy sprawdzić, czy ma migoczące iskierki tegoż pirytu. W Sodalicie ich nie znajdziemy.

Na rynku te dwa kamienie bardzo się różnią ceną, a przecież nie powinny, skoro są niemal tą samą skałą. W kamieniach ozdobnych ceny kształtują jednak walory dekoracyjne, piękno, połysk, czasem nawet iryzacja. Obserwuję spore różnice pomiędzy ceną Sokolego Oka i Tygrysiego Oka. To pierwsze jest sporo droższe, a przecież większa ilość niebieskiego koloru to tylko inna proporcja kwarcu i krokidolitu. Najwyższe ceny osiągają mieszanki tych dwóch kamieni. Trzeba jednak przyznać, że taki miks złocistej i niebieskiej barwy jest wyjątkowo piękny.

 

W niektórych rodzinach minerały różnią się głównie kolorami i – podobnie jak w przypadku niektórych kwarców – można by je podzielić właśnie na niebieskie, czerwone, zielone czy żółte osobniki. Taką mamy sytuację w przypadku spineli, których rodzina składa się ze spineli czerwonych, niebieskich, purpurowych, żółtych i zielonych, a nawet brązowych i czarnych. Po prostu ten kamień występuje w różnych kolorach i zawsze nazywa się spinelem. Do rodzin wielokolorowych zaliczają się też między innymi fluoryty, turmaliny, topazy, cyrkony.

Czasem jednak nadaje się minerałom odrębną nazwę i niewiele osób wie, że grossular i pirop to granaty, tyle że o różnych barwach. A rubin i szafir to rodzina korundów, z których pierwszy ma barwę najczęściej czerwoną, a drugi najczęściej niebieską. Poza tym jednak mogą mieć także zupełnie inne kolory, bo szafir może być też różowy.

Warto dodać też, że ciągle odkrywa się nowe minerały lub nadaje nowe nazwy znanym kamieniom, które mają jakieś odmienne wzory czy zabarwienie. Charakterystycznym przykładem może być modny obecnie Pietersyt, który geologicznie jest kwarcem z tej samej rodziny, co Tygrysie i Sokole Oko. Nie posiada jednak tego kociego połysku, jest raczej matowy, a barwne smugi układają się w nim chaotycznie, a nie pasmowo. Trudno znaleźć o nim informacje, ponieważ został odkryty dopiero w 1962 roku (przez człowieka o nazwisku Pieters – stąd nazwa).

W podręcznikach sprzed dwudziestu czy trzydziestu lat nie znajdziemy w ogóle niektórych nazw, właśnie dlatego, że wymyślono je całkiem niedawno. Moje stare książki podają też nazwę “Labrador” zamiast Labradoryt, co kojarzy mi się bardziej z rasą psa niż z kamieniem. Mam jednak nadzieję, że mój pomysł z uporządkowaniem minerałów w rodzinach oraz ich podziały nieco pomogą ogarnąć bogactwo pięknego świata kryształów.

Bogusława M. Andrzejewska

Wszystko

Mamy w sobie wszystko – każdą umiejętność czy zdolność i ogromny potencjał. Jesteśmy przeogromnym bogactwem rozmaitych opcji do wykorzystania. W tym także każdy z nas posiada moc kreowania własnego życia. I ta wiedza jest czymś, co każdy powinien sobie uświadomić.  To wyposażenie niezbędne do podnoszenia poczucia własnej wartości i rozwijania miłości do samego siebie.

Człowiek czuje się niedoskonały, ponieważ stale porównuje się z innymi i widzi obok ludzi, którzy pięknie malują, tańczą, jeżdżą na łyżwach czy znają świetnie wyższą matematykę. Wydaje mu się, że jest gorszy, że na fascynującym bankiecie życia przeznaczono mu tylko sprzątanie. Nie ujmując nic sprzątaniu (to też trzeba umieć), każdy z nas może być artystą w mniejszym lub większym stopniu. Kiedyś pomagałam znajomemu przygotować prace zaliczeniowe z plastyki. Namalowałam za niego ludzkie twarze i dłonie, wzorując się na obrazach Leonarda da Vinci. Namalowałam mu też konia w biegu z rozwianą grzywą, a mój obraz wzbudził powszechny zachwyt. Nie było to szczególnym wyzwaniem, myślę że do zrobienia dla każdego. To oznacza, że gdybym przez wiele godzin w tygodniu malowała i rysowała, to osiągnęłabym w tym biegłość, jak każdy malarz. Nie maluję pięknie tylko dlatego, że nie ćwiczę tej sztuki.

Podobnie rzecz ma się z zadaniami matematycznymi, gotowaniem, rzeźbieniem, pisaniem powieści, szyciem i wszystkim innym. To praktyka czyni mistrza. Jeśli się czegoś uczymy i teorię wzbogacamy solidnym działaniem, to osiągamy w tym wysoki poziom. Rzecz jasna nie można robić wszystkiego, bo taka nauka wymaga czasu i zaangażowania. Jesteśmy zatem zmuszeni, by z przebogatej oferty różnych działań wybrać coś dla siebie, coś szczególnego. Ma to też głęboki sens, bo przecież nie możemy być wszyscy malarzami albo lekarzami. Różnorodność jest konieczna. Zatem szukamy kilku rzeczy, które są nam szczególnie bliskie, które nam się podobają i na tym skupiamy swoją uwagę. Ale to nie oznacza, że dobry inżynier nie mógłby być też dobrym pisarzem, gdyby miał czas, by tę zdolność rozwijać. Znamy zresztą takie osoby, które mają więcej niż jedną pasję i sprawdzają się w kilku dziedzinach.

Jako wszechstronny zodiakalny Bliźniak przekonałam się, że mogę wszystko, jeśli tylko poświęcę temu odpowiednio dużo czasu. Jestem nie tylko psychologiem, astrologiem i numerologiem, ale sprawnie posługuję się też psychografologią i metodami NAO. Zajmuję się angelologią, Reiki i innymi ezoterycznymi tematami. Prowadzę szkolenia, piszę książki i artykuły, układam wiersze, robię grafiki, sama tworzę swoją stronę www, fotografuję, a ostatnio także maluję obrazy, które się podobają. Na tym nie kończą się moje zdolności, ponieważ mam wiele jeszcze innych dobrze opanowanych umiejętności. Jest wiele takich osób jak ja.

Jesteśmy zdolni, wszyscy bez wyjątku. Różnica polega na tym, że jedni wierzą w siebie i uczą się tak długo, aż się nauczą zadowalająco rysować (malować, pisać, komponować muzykę, projektować, szyć…), a inni zakładają, że nie dadzą rady i nawet nie próbują. Być może jedni mają lepszy słuch, a inni bardziej zwinne palce – jesteśmy przecież różni. Ale to i tak nie zmienia faktu, że każdy, każdy bez wyjątku, może być mistrzem w kilku dziedzinach. Jeśli zupełnie nie wychodzi nam śpiewanie, to możemy pisać wspaniałe humoreski albo malować genialne obrazy. I nawet jeśli osiągniemy w czymś ten mistrzowski poziom, warto szukać dalej i rozwijać kolejne talenty. Mamy ich wiele.

Nie dostrzegamy tego, ponieważ inwestujemy w siebie najmniej czasu i energii. Nie szukamy swoich możliwości, o ile życie nas do tego nie zmusi. Idziemy przez codzienność utartym szlakiem. Jeśli już mamy dobry zawód, to zamykamy się na tej jednej zdolności. Jeśli to ceniona społecznie profesja, która przynosi nam uznanie, to nie odczuwamy potrzeby szukania czegokolwiek. Jesteśmy najczęściej spełnieni. Jeśli jednak giniemy w tłumie podobnych do nas ludzi, a praca zaczyna nas wypalać, wówczas warto zapytać siebie: czego jeszcze chciałabym się nauczyć? Bo nasza samorealizacja może być ukryta w nowej pasji, do której jeszcze w swoich poszukiwaniach nie dotarliśmy.

Bywa też i tak, że wydaje nam się, że skoro półmetek już za nami i dzieci odchowane, to jedyne, czego warto się uczyć, to dzierganie na drutach czapeczek dla wnuków. Tymczasem warto pamiętać, że jesteśmy tu na Ziemi dla siebie i własnego spełnienia. I chociaż miłość do wnuków daje nam dużo radości, to jeszcze więcej satysfakcji da pierwszy własnoręcznie namalowany obraz albo wreszcie wydany na papierze autorski tomik wierszy. Nie ma limitu czasowego. Uniwersytety trzeciego wieku pokazują, że chociaż zdolności przyswajania wiedzy się zmieniają z wiekiem, to otwartość na uczenie się już nie. Dopóki żyjemy, interesujemy się światem i tym wszystkim, co może okazać się fascynujące. Ludzie, którzy także na starość czytają książki, rozwiązują krzyżówki, prowadzą z innymi dyskusje i uczą się nowych rzeczy, zachowują sprawny umysł. Udowodniono, że mózg wymaga gimnastyki. Jeśli odpuszczamy i ograniczamy się do liczenia wydzierganych na drutach oczek, to nagle zaczynamy zapominać, trudniej kojarzymy fakty, a umysł zaczyna się coraz częściej wyłączać. Ale nie o tym…

Chcę przede wszystkim zwrócić uwagę na wszechstronność naszych umysłów i ogrom możliwości. Jeśli coś nam się podoba, próbujmy. Próbujmy tak długo, aż będziemy w tym dobrzy. Jestem świadoma, że pośród nas pojawiają się wyjątkowe talenty, np. genialni kompozytorzy czy malarze czy tancerze.  Nie każdemu możemy dorównać, ale nie o porównywania i dorównywanie w tym chodzi, ale o osiąganie swojego własnego maksimum. Nie jestem Leonardo da Vinci, ale kiedy namalowałam swój pierwszy obraz, byłam taka dumna i szczęśliwa, że aż taki dobry mi wyszedł. A kiedy z kolei patrzę na prace Van Gogha… no cóż… dorównałabym mu bez trudu, gdyby to miało jakikolwiek sens, a nie na tym sztuka polega. Jednak sens ma to, że samo malowanie sprawia mi mnóstwo radości, a po namalowaniu kilku kolejnych twarzy zaczynam malować je coraz lepiej. I już niedługo namaluję naprawdę dobry portret, wiem i widzę to w kolejnych pracach. Fascynuje mnie niezmiernie cudowna zdolność ludzkiego umysłu do nauki. Wiem, że można nauczyć się wszystkiego, chociaż mistrzostwo osiągniemy tylko w tym, co pokochamy i co jest tą prawdziwą częścią nas. To jakby oczywiste.

Wszystko mamy w sobie. Nie tylko zdolności artystyczne, którym poświęciłam tu tyle uwagi, ale też inne umiejętności. Na przykład ktoś, kto się spóźnia ma w sobie zdolność bycia punktualnym. Naprawdę ma. Oczywiście wymaga to – jak każdy inny talent – trochę wysiłku, aby rozwinąć tę jakość, ale jest to realna możliwość i znam osoby, które tego dokonały. Podobnie – każdy leniwy człowiek ma zdolność bycia pracowitym, a każdy nieśmiały nosi w sobie dar towarzyskości. Można wymieniać bez końca. Każda potrzebna jakość jest w nas jako potencjał. Jak malowanie, którego można się nauczyć albo jak jazda na rowerze czy łyżwach. Wystarczy chcieć i włożyć trochę wysiłku w nauczenie się tego, czego potrzebujemy, nie zrażając się początkowym niepowodzeniem.

Nie opisuję tu sposobów nauki, bo za każdym razem wymaga to czegoś innego. Sztuka grafiki czy rysunku wymaga cierpliwości i wielu, wielu godzin żmudnego szkicowania i trenowania ręki. Do tego trzeba koniecznie dołożyć wiarę w siebie i głębokie przekonanie, że każdy może się tego nauczyć. Gotowanie czy pieczenie ciast jest o wiele łatwiejsze – wystarczą dobrze opracowane przepisy i dobry humor. Z kolei nauka punktualności czy łatwej komunikacji może wymagać przekodowania wewnętrznych negatywnych wzorców. Zawsze na pewno pomoże wysoka samoocena.

Jednym ze sposobów podnoszenia poczucia wartości jest wypisywanie swoich pozytywnych cech. Przy tym ćwiczeniu szczególnie warto pamiętać o posiadaniu w sobie każdej zdolności. Jeśli uważamy, że jesteśmy umiarkowanie pracowici i średnio inteligentni, to możemy się zawahać przed wypisaniem tych jakości. Świadomość, że potencjalnie je posiadamy, może przechylić szalę w dobrą stronę. A warto pamiętać, że myśl kreuje rzeczywistość, więc wzmacniamy to, w co wierzymy. Dosłownie oznacza to właśnie, że zasilamy swoją myślą i wiarą uznanie potencjału. W tym przykładzie pracowitości czy inteligencji. Im częściej myślę, że jestem inteligentna, tym bardziej staję się właśnie taka. Brzmi jak żart? Ale to tak właśnie działa.

Wszystko mamy w sobie. Cały potencjał kosmosu, ponieważ to nasze myśli stwarzają wszechświaty. Nawet jeśli wylądujemy na wyspie bezludnej w jednej koszuli, możemy przetrwać i uratować życie. Możemy nauczyć się łowienia ryb, hodowania roślin, budowania szałasu – chociaż nigdy wcześniej tego nie robiliśmy. Ale możemy też mocą umysłu przyciągnąć statek czy samolot, który nas z tej wsypy uratuje. Całe nasze życie jest wielokrotnością takich wysp, na których czujemy się osamotnieni i bezsilni. Właśnie dlatego warto zapamiętać, że w istocie ta bezradność jest tylko złudzeniem. Mamy w sobie moc i ogromne możliwości. Możemy w każdym momencie odwrócić niekorzystną sytuację o 180 stopni i od podstaw zbudować nowe szczęśliwe istnienie. Nie potrzebujemy niczego z zewnątrz. Wszyscy terapeuci i doradcy mają nam tylko przypomnieć, że w sobie mamy dar kształtowania rzeczywistości, a wszystkie techniki uzdrawiania służą uruchamianiu naszej własnej wewnętrznej siły.

Bogusława M. Andrzejewska

Programowanie

Kiedy kryształ wydostaje się z Ziemi na powierzchnię, jest to świadomym procesem, ponieważ jest to Istota sama w sobie. Każdy kryształ ma inny stan wibracji, ale wszystkie mają zdolność utrzymywania, przechowywania, gromadzenia i przekazywania wiedzy na bardzo wysokim poziomie. W stanie “uśpionym” natura kwarcu ma działać jako historyk lub strażnik historii planety. To właśnie sprawia, że dotykanie kryształu jest tak niesamowitym doświadczeniem. Czujemy przecież, że łączymy się z kimś, kto istniał od czasu powstawania Ziemi.

Są dwa rodzaje minerałów, które lubimy i zbieramy. Pierwsze to kryształy, które utworzyły przejrzyste formy, a większość z nich ma zaawansowaną zdolność dostrojenia się do wielu oświeconych częstotliwości i istnieje jednocześnie w wyższych wymiarach. Przykładem może być kwarc górski, ametyst, kwarc cytrynowy i różowy, morion i wiele innych.

Drugie są formacjami, które zostały nasycone naturalnymi minerałami Ziemi, aby utworzyć kamienie, takie jak Agat, Hematyt, Jaspis czy Lapis Lazuli. Mają one bardzo specyficzne cechy, które pozwalają im dostroić się do mądrości Ziemi. Te kamienie nie nadają się do zapisywania i przechowywania informacji tak, jak przejrzyste kryształy, ponieważ są one już w pełni nasycone wiedzą.

Przed programowaniem kwarc powinien być oczyszczony. A potem warto utrzymywać swój kryształ w Fioletowym Płomieniu, aby pozostał w wysokich wibracjach. Najprostszym i najskuteczniejszym sposobem upewnienia się, że kryształ zachowuje wysokie wibracje jest programowanie go tak, by przyjmował energie tylko od 5D i powyżej. Od tego momentu kryształ zezwala wyłącznie na wpływ wysokich częstotliwości i przechowywanie danych w takich wibracjach.

Oto prosty sposób, jak zapisać w krysztale to, czego potrzebujemy.

1. Bierzemy kawałek czystego kwarcu i prosimy Ducha Kryształu, by zatrzymał informacje, które chcemy mu przedstawić.

2. Wypowiadamy na głos swój program, trzymając kwarc w prawej dłoni. Jednocześnie utrzymujemy w umyśle klarowny obraz tego, co programujemy.

3. Po zakończeniu prosimy Ducha Kryształu, aby zachował informacje w idealnym formacie wysokiej częstotliwości do stałego użytku.

4. Błogosławimy kwarc i dziękujemy.

To wszystko. Następnego ranka, kiedy chcemy odświeżyć swój program, prosimy Ducha Kryształu o aktywację. Można go przeprogramować w dowolnym momencie. Taki kwarc ma możliwość nagrywania nieskończonej liczby programów, wystarczy upewnić się, że każdy z nich został zapisany oddzielnie.

Co i po co programować? Przede wszystkim możemy w ten sposób tworzyć pole ochronne. Możemy użyć swojego kryształu, aby bardzo łatwo ustawić obwód energii o wysokiej częstotliwości w domu lub w pracy. Można przywołać energię taką, jak ochronny Złoty Promień Chrystusa i poprosić swój kryształ o rozszerzenie tej energii do średnicy całego miejsca, które chcemy nią otulić. To może być cały dom, cały duży budynek  to nie ma znaczenia. Programujemy tak, jak to opisałam. Zamykamy oczy i czujemy, jak energia rozszerza się w naszym umyśle. Pozostanie tam tak długo, jak zdecydujemy.

Można też zapisywać w krysztale piękne medytacje. Nie wszyscy mamy czas na codzienne wykonywanie ulubionych praktyk. Można całą treść słowo w słowo odczytać do swojego kryształu, a on to zapisze. Następnego dnia poprosimy kryształ, by ponownie zbudował energię medytacji wokół nas i zrobi to natychmiast. Oczywiście nie odtworzy słów, jak płyta CD, ale wytworzy tę samą energię, którą wykreowała medytacja. A przecież po to medytujemy, by podnieść swoją częstotliwość.

Zamiast programować kryształ, możemy również nastawić się na odbiór tego, co ma nam do powiedzenia. Wówczas bierzemy oczyszczony kryształ w lewą rękę i prosimy, aby nam opowiedział swoją historię. Nastawiamy się na odbiór z Kryształowego Pola i najwygodniej zrobić to oczywiście w medytacji. Ale niekoniecznie. Ja często noszę na szyi swoje ulubione kamienie i trzymam je lewą dłonią, podczas kiedy prawą coś tam robię, np. klikam na komputerze. Pomimo, że umysł mam pozornie zajęty, informacje przychodzą i pojawiają się pod powiekami wtedy, kiedy kończę pracę. Opowieść może przyjść w formie snów, wizji, obrazów, słów, zjawisk… W ten sposób przyszły do mnieKryształowe Komnaty.

Nie każdy z nas otrzymuje informacje w ten sam sposób i wiele osób intuicyjnie kontaktuje się z kryształami. Oznacza to, że zamiast słyszeć oczywiste słowa czy widzieć konkretne obrazy, działają instynktownie spójnie z energią, która jest w synchronii z wszechświatem. Taki kryształ staje się częścią ich świadomych wzorców myślowych w rozmaitych sytuacjach. Bardzo to ciekawy proces, ale też cudownie naturalny.

Na koniec chcę jeszcze powiedzieć, że korzystam z mocy kryształów w czasie malowania energetycznych obrazów. Podczas tworzenia nucę mantry lub słucham muzyki o wysokiej częstotliwości. Ale wspieram ten proces także wiedzą z Kryształowego Pola. Np. malując obraz, który ma przyciągnąć miłość (czy też bardziej  otworzyć człowieka na miłość) trzymam w lewej ręce różowy kwarc. Wiem, że on przesyła mi odpowiednie symbole, które pomagają nasycić obrazy energią.

Bogusława M. Andrzejewska

Kryształowe Siatki

Jedną z najciekawszych metod pracy z minerałami są kryształowe siatki. Inaczej nazywane są Kryształowymi Kręgami Mocy i porównywane do Stonehenge w wersji mini, którą możemy ustawić na półce w naszym mieszkaniu. Mocno rozpowszechnione na wschodzie i zachodzie świata, co wyraźnie widać w internecie – u nas jakby ledwo znane. Spotkałam je już wcześniej, ale obecnie zaintrygowała mnie duża ilość angielskojęzycznych poradników na ten temat. Poza tym widuję w sklepach internetowych całe zestawy do przygotowania siatek: wybrane kamienie, wydrukowany wzór do układania lub wypalona deseczka oraz instrukcja.

Podłożem takiej siatki są wzory oparte na Świętej Geometrii. Najczęściej wykorzystuje się Kwiat Życia i Sześcian Metatrona, ale widziałam używane do tego celu także: kabalistyczne drzewo życia, pentagram, znak nieskończoności, triskelion, spiralę Fibonaciego oraz mandalę Sri Yantra. Święta Geometria jest metafizyczną nauką, wzmocnioną wiarą, że geometryczne wzory, które występują w przyrodzie i kosmosie, są niczym boski odcisk palca. Działając jak ramy stworzenia, wzmacniają manifestację w naszej rzeczywistości. Różne geometryczne kształty i symbole mają swoje specjalne zastosowania i mogą przyciągać oraz wspierać różne rodzaje energii.

Wzór taki jest drukowany na papierze albo wypalany na deseczce z odpowiednio dobranego drzewa. Można również dostać specjalne obrusy i plastikowe koła z kolorowym nadrukiem wzoru. Każdy może wybrać sobie to, co mu najbardziej odpowiada. Ja zaczęłam skromnie od grubego papieru, który  całkiem dobrze mi służył. Myślę jednak, że energia kształtu zadziała niezależnie od podłoża, chociaż na pewno płótno czy drewno mają lepsze wibracje niż folia.

Celem takiej siatki jest wzmocnienie energetyczne, kluczowa jest zatem intencja. Taką siatkę można zrobić w celu ochronnym, aby zabezpieczyć mieszkanie czy samego siebie. Można też ułożyć ją w określonym temacie. Np. na przyciągnięcie pieniędzy albo sukcesu, na zdrowie, na miłość, na wsparcie rozwoju i prowadzenie duchową ścieżką. Zatem zanim zaczniemy robić takie siatki, zastanówmy się, czy są nam potrzebne i jaki jest ich cel. Dodam tutaj jeszcze, że nasza pozytywna intencja ma swoją prawdziwą potęgę. Kamienne kręgi mocy działają bardzo silnie, ale to my sami mamy w sobie najwięcej energetycznej siły. To nasze myśli stwarzają światy. Taka siatka jest tylko dopalaczem energetycznym tego, co kreujemy.

Kamienie dobieramy zależnie od intencji i zazwyczaj używa się co najmniej dwóch-trzech rodzajów kryształów. Powinny się wzajemnie wspierać. Jeśli np. układamy krąg mocy na dobrobyt, możemy użyć kamieni przyciągających bogactwo, ale także minerałów sukcesu, kreatywności, pracowitości. To jest multiplikacja ich siły, ponieważ cała grupa kryształów pomnaża swoją moc. Krystaliczna struktura użytych kamieni zostaje w tym procesie zaprogramowana i wzmacnia intencję tak, jak stale powtarzane afirmacje.

Staramy się przygotować odpowiednią ilość kryształów. Tutaj kłania się numerologia. Ogólnie tylko podpowiem, że miłości i rodzinie służy liczba trzy, a finansom i pracy liczba cztery. Podróżom i zmianom sprzyja piątka, a rozwojowi duchowemu i nauce siódemka. Nie wszyscy wykorzystują wiedzę numerologiczną, czasem taki krąg mocy jest układany intuicyjnie, ale jest to dodatkowy magiczny element, który wzmacnia cały proces.

Moc takiej siatki bazuje zatem na kilku elementach i działa – warto wspomnieć – cały czas, czyli dwadzieścia cztery godziny na dobę, wysyłając naszą intencję do wszechświata. Źródłem działania takiej siatki jest:

  1. Moc świętej geometrii i kształtu
  2. Działanie poszczególnych kamieni
  3. Zwielokrotnienie działania kamieni poprzez ich ilość
  4. Wzmocnienie innymi kryształami
  5. Działanie wibracji liczbowej (numerologia)
  6. Prawo Przyciągania (intencja)

Powyżej zdjęcie siatki ułożonej w intencji finansowej. W centrum znajduje się “portfel” z tygrysiego oka. Cztery (materia i pieniądze w numerologii) inne kawałki tego minerału otaczają centrum, razem z kwarcem cytrynowym (osiem kawałków – w numerologii także finanse i materia), który również wspiera bogactwo. Kryształ górski pełni tutaj rolę wzmacniacza, zasilającego główne kamienie intencyjne.

Proces przygotowania takiej siatki składa się z kilku prostych etapów, które mogą być też doskonałą inspiracją dla podświadomości. Zanim przystąpimy do rytuału warto wcześniej przygotować sobie podłoże i odpowiednie kamienie oraz dopilnować wysokiego poziomu energii u siebie. Można np. przed ułożeniem siatki zrobić sobie krótką medytacje czy praktykę. Podobnie jak w przypadku afirmacji czy wizualizacji najlepsze efekty osiągniemy działając z wysokiego poziomu energii.

  1. Ustalamy intencję i układamy ją (lub piszemy) jako pozytywny program tego, czego pragniemy.
  2. Zapraszamy do współpracy i pomocy przyjazne energie–Duchy Żywiołów, Anioły, Mistrzów…
  3. W wybranym miejscu kładziemy podłoże siatki: specjalny obrus, deseczkę lub kartkę z wydrukowanym wzorem.
  4. Układamy centralny kamień, który reprezentuje intencję. Powinien być większy, najlepiej jeśli jest to obelisk lub piramidka albo serce–jeśli pracujemy w intencji miłości.
  5. Dookoła zgodnie z intuicją rozkładamy wybrane kamienie, dopasowane kolorem i mocą do tematyki siatki. (Działanie kamieni podajętutaj).
  6. Aktywujemy siatkę wykorzystując do tego np. kryształową różdżkę. Można też aktywować cały układ wypowiadając głośno ułożoną wcześniej intencję.

Kryształowe Kręgi Mocy są potężnymi narzędziami, które pomagają przekształcić energię sytuacji, aby pojawiła się oczekiwana przez nas zmiana. Są bardzo skuteczne zdaniem tych, którzy je układają. Jest to też zrozumiałe, biorąc pod uwagę siłę wibracji, które zostają połączone w procesie układania. Myślę, że można je porównać do metod kwantowych, z których tak często korzystamy z zadowalającymi efektami.

Bogusława M. Andrzejewska

 

Oczyszczanie

Ostatnio krąży przekonanie, że kryształów nie trzeba oczyszczać, ponieważ są częścią całej krystalicznej sieci Ziemi i jako istoty połączone ze wszystkim nie muszą być oczyszczane. Są przecież częścią natury, a ta jest absolutnie harmonijna. Hmmm… Brzmi logicznie, prawda? Pamiętajmy tylko o tym, że specyfiką kryształu jest zapis. Wystarczy pomyśleć z czego wykonane są czipy komputerowe lub płyty CD. To wszystko krzem, który jest głównym składnikiem kwarcu. Kawałek kryształu górskiego czy różowego, czy dymnego posiada tę samą zdolność, co płyta DVD… Chociaż technicznie wygląda to oczywiście inaczej. Możemy ten dar wykorzystać, aby zaprogramować swój kwarc.

Dodam jeszcze, że człowiek też rodzi się jako czysta istota i jest częścią natury. Jednak kształtują go doświadczenia i energie, z którymi ma do czynienia. Jeśli ktoś przeżyje coś traumatycznego, to pamięć takiego wydarzenia idzie z nim przez całe życie. Nie znika. A przecież gdyby wszystko przez nas przepływało, to najdalej tydzień po skomplikowanym doświadczeniu nikt już by nie pamiętał, że to właśnie przeżył. Tymczasem latami całymi dźwigamy tę pamięć i dopiero konkretna terapia nas oczyszcza z takiego zapisu. Też jesteśmy kryształami.

Moja wieloletnia praktyka pokazuje, że kamienie wchłaniają różne energie z otoczenia. Czasem dostanę przepiękny kryształ i kiedy z zachwytem tulę go w dłoniach, wypełniając miłością, jego energia zaczyna mnie lekko kłuć i szczypać. Dopiero po oczyszczeniu – np. metodą Reiki – kłucie znika, a energia kamienia staje się miękka i czysta. Można to też zobaczyć tak samo, jak w ludzkiej aurze. Nasza aura z założenia jest świetlista i tęczowa, a przecież trudne emocje “brudzą ją” w specyficzny sposób. I to widać. A też spokojnie można to oczyścić, jeśli wiemy jak.

Kamienie można oczyszczać na wiele sposobów. Powszechnie znane jest umieszczanie ich w soli lub zanurzanie w wodzie z solą. Sama sól himalajska lub morska z pewnością nie zaszkodzi, ponieważ sól to też kryształy, jednak nie polecam wkładania naszych klejnotów do słonej wody. Słona woda generalnie nie służy kamieniom i zostawia na nich nieładny osad. Ponadto sama woda może rozpuścić niektóre pierwiastki zawarte w minerałach. Nie służy np. drobinkom żelaza, powodując rdzewienie. Z doświadczenia wiemy, że niektóre nasze skarby wymoczone w wodzie zmieniają swój kolor, stają się matowe. A niektórych kamieni (np. selenitu) w ogóle nie powinniśmy moczyć. Z kolei kwarc górski, ametyst czy bursztyn mają się w wodzie świetnie. Ponieważ jednak nikt nie jest w stanie zapamiętać, którym kamieniom woda dobrze służy, a którym nie –proponuję przyzwyczaić się do zupełnie innych nieszkodliwych metod. Tym bardziej, że ciągle są odkrywane nowe minerały o skomplikowanym składzie i w starych podręcznikach sprzed lat nie znajdziemy o nich informacji.

Najczęściej oczyszczam kamienie z pomocą Reiki. Na poziomie drugiego stopnia jest to nieskomplikowane i skuteczne. Intencja też jest prosta i jednoznaczna – prosimy o oczyszczenie ze wszystkich negatywnych energii. W ten sam sposób można oczyszczać kryształy przywołując energię z Najwyższego Źródła, Fioletowy Płomień lub Energię Mahatma. Sądzę, że są jeszcze inne możliwości – te które tu podałam są mi najbliższe. Z tymi energiami pracuję. Ale widziałam układanie kryształów w piramidach z miedzi, oczyszczanie z pomocą dymu z kadzidła oraz wykorzystanie do tego celu dźwięku, czyli gry na misie tybetańskiej. To też robię – gram moim kryształom, ponieważ moc mis zdążyłam poznać i bardzo doceniam.

Podczas oczyszczania bierzemy kamień w prawą rękę i wizualizujemy Światło, które je wypełnia i oczyszcza. To sprawia, że pole energetyczne kryształu przesuwa się i reaguje na wyższe wibracje. Dostraja się do nich i chłonie. Proces ten nie wymaga zatem żadnej skomplikowanej wiedzy czy szkolenia. Pamiętajmy tylko, że energia płynie za myślą, warto więc w tym czasie pilnować myśli, skupiając je na Świetle i oczyszczaniu. Odradzam też wszelkie wahania, niedowierzanie, czy to zadziała… Na takie myśli jest czas przed działaniem, jeśli chcemy sobie powątpić. Kiedy bierzemy kryształ do ręki, nawiązujemy z nim relację. On łączy się z nami i słucha naszych myśli. Niech będą dobre i pełne miłości.

Kryształy kochają naturę i pięknie odnawiają swoją energię z żywiołami. Można wystawić je na świeże powietrze, szczególnie wtedy, kiedy wieje wiatr. Jednak koniecznie pod niewielkim zadaszeniem, aby nie zmoczył ich przypadkowy deszcz, tym bardziej, że deszczówka nie jest dzisiaj tak czysta jak w średniowieczu – niesie w sobie rozmaite chemikalia, które unoszą się nad miastami, tworząc jądra kondensacji. Kiedyś układałam swoje klejnoty na słońcu oraz w nocy wystawiałam na światło księżyca –zwłaszcza w czasie pełni. Jednak wiem, że nie wszystkim kamieniom to służy. Kilka moich kryształków wyblakło od słonecznych promieni. Zatem tej przyjemności też im oszczędzam.

Osoby, posiadające dom z ogródkiem, mogą przygotować sobie takie miejsce, w którym ich klejnoty będą czerpały energię z natury. Można układać je też na ziemi w doniczkach lub w ogóle wokół roślin. Można je nawet płytko zakopać. Minerały wszelkiego rodzaju bardzo to lubią – są przecież częścią tego żywiołu. Intuicja podpowie nam, co jeszcze można zrobić, aby wzmacniać ich piękną energię.

Bogusława M. Andrzejewska

Kryształowy Portal

Minerały i kryształy towarzyszą mi od dobrych trzydziestu lat. Zbierałam je, robiłam z ich pomocą zabiegi uzdrawiające, oczyszczałam je i ładowałam. Dostawały ode mnie znaki Reiki, mantry, dobre słowa i mnóstwo energii. Jak większość sympatyków kamieni, ustawiałam je obok siebie, nosiłam w torebce lub w kieszeni, godzinami trzymałam w dłoniach – i poznawałam. Na tej stronie także umieściłam wątek o tym, na co pomagają, jak działają i co można uzyskać z ich pomocą w zakresie zdrowia i samopoczucia. Moje przepiękne kolekcje dwukrotnie rozeszły się po świecie, powędrowały do rąk moich nauczycieli, przyjaciół i innych bliskich mi osób. Teraz odbudowuję swoje zbiory po raz trzeci, ale zupełnie inaczej niż kiedyś…

Kolejna przygoda zaczęła się od biżuterii. Wymyśliłam sobie, że zamiast kamieni na ozdobnym talerzyku lub na półce, wolę mieć kryształy blisko siebie. Na łańcuszku na szyi albo w pierścionku na ręce. Chciałam poczuć je w swojej aurze. Nie jestem pewna, który cudowny kamień otworzył najmocniej moje serce na zupełnie inne postrzeganie. Myślę, że mógł to być  larimar albo labradoryt – to moi najbardziej magiczni przyjaciele, którzy najczęściej mi towarzyszą. Obydwa te kamienie noszę w naszyjniku na wysokości serca. Czuję ich ciepłe wibracje. I to dzięki nim zaczęłam rozumieć ich najgłębszą magię. Zaczęłam spontanicznie dotykać innych wymiarów.

Pisałam już kiedyś o tym, że z energią kamieni możemy cudownie się połączyć poprzez samo zdjęcie. Oznacza to, że wcale nie musimy posiadać w domu wszystkich minerałów. Można znaleźć w sieci odpowiednie obrazy czy fotografie i pobyć trochę w ich energii. Często tak robię – przeglądam zdjęcia kryształów i wchodząc spontanicznie w uczucie zachwytu, łączę się z nimi. Od wielu tygodni jestem w takim magicznym kontakcie z kamieniami, a poprzez nie – z innymi płaszczyznami istnienia.

Świat się zmienia energetycznie. My także wzrastając otwieramy się na nowe postrzeganie. Dzisiaj kryształy są dla mnie czymś zupełnie innym, niż kilkanaście lat temu. Są portalami do innych wymiarów. Któregoś dnia po sesji medytacji z kamieniami przyszły do mnie obrazy i uczucia. Przyszły do mnie też miejsca – kryształowe komnaty. W dobie coraz bardziej popularnej fizyki kwantowej to nic nadzwyczajnego. To tylko kolejne odkrycie. Być może każdy powinien sam tego doświadczyć, wówczas taka magia będzie dla niego czymś naturalnym. Jednak z radością chcę podzielić się tym doświadczeniem, bo wiem, że nie jestem w tym sama. Z całą pewnością inni miłośnicy kamieni też to odkryli.

Kilka miesięcy temu zaczęłam malować obrazy. Różne. Większość z nich przychodziła do mnie sama. Tak powstał portret smoczycy, która uprzejmie zażyczyła sobie własnej podobizny. Tak też powstał Kosmiczny kryształ – obraz kwarcu na tle naszej galaktyki. Ktoś mnie zapytał: ale czemu ten kryształ jest w kosmosie? Nie znałam wtedy odpowiedzi. Wiedziałam tylko, że tak ma to wyglądać, bo obraz przyszedł do mnie –dokładnie taki. Dzisiaj wiem już, że to symbol tego, czym są kryształy: drzwiami do innych wymiarów…

Oczywiście kamienie możemy nosić w ręce jak talizmany. Przecież łącząc się z nimi dotykiem, wymieniamy się energią. Możemy je też układać na ciele i robić z nimi Reiki, to też wspaniałe doświadczenie. Możemy nosić je w pierścionkach, kolczykach i naszyjnikach. Są piękne – niech zachwycają, bo w ten sposób otwieramy się na ich moc. Zawsze otwieramy się na to, czemu w emocjach dajemy uwagę. A więc nie bez powodu w koronach władców, w ich berłach i naszyjnikach pojawiały się kamienie mocy. I nie bez powodu podziwiamy urok klejnotów w biżuterii.

Ale to już także czas wielki na to, aby dostrzec, czym są naprawdę. One czekają cierpliwie na nasze przebudzenie. Ich potężna moc jest w moim odczuciu spuścizną Lemurii. Wszystkie lub prawie wszystkie skały na naszej planecie postrzegam jako wykreowane przez Lemurian. Ja zresztą tych Lemurian widzę, więc nie jest to dla mnie hipoteza, tylko kolejny kawałek układanki, który wreszcie wskoczył na swoje miejsce. Cudownie barwne, migoczące minerały i kryształy są lemuryjskimi kluczami do innych światów. Żeby skorzystać z ich magii, wystarczy uświadomić sobie, że ich największa moc nie wynika wcale z ich rynkowej wartości czy zachwycających kolorów. Wystarczy zrozumieć, czym są naprawdę. To pozwoli wziąć w dłoń dowolny kamień, połączyć się z jego energią i zamykając oczy wejść w utworzony portal.

Bogusława M. Andrzejewska