Myślenie

W Prospericie kluczowe jest właściwe myślenie. Wiedząc o tym, że nasze myśli tworzą naszą rzeczywistość, wkładamy sporo wysiłku w to, aby kontrolować te wszystkie pojawiające się skojarzenia, obrazy i przede wszystkim niewłaściwe poglądy. Bo to one w istocie tworzą to wszystko, co nas spotyka. Powtarzałam i powtórzę ponownie, że nie mają wielkiego znaczenia przelotne myśli, które chyłkiem przymykają przez nasz umysł. Siłą, która materializuje nasze życiowe doświadczenia są przekonania. Czyli to, w co wierzymy. Co uznajemy za prawdę, za fakt.

Jeśli ktoś miał przykre doświadczenie z psem, który go ugryzł lub z wodą, bo w dzieciństwie się topił, może bać się tej wody lub psów. Nosi w sobie przeświadczenie, że dla niego woda (albo pies) to coś przykrego i niebezpiecznego. Im mocniej zasili to emocjami, tym szybciej przyciągnie kolejne doświadczenie, które to potwierdzi. Tak zadziała wzorzec. Człowiek taki trafi na psa, który go zaatakuje lub wchodząc do jeziora poślizgnie się i choćby toń sięgała mu do kolan, przewróci się i napije wody. Oto lustro naszych myśli, które niezawodnie przyciąga do nas to, w co wierzymy.

Przypomnę w tym miejscu, że dobre myśli też się sprawdzają. Nie musimy się straszyć negatywnymi rzeczami. Możemy się cudownie bawić wymyślając, co pięknego może nas spotkać. O ileż to przyjemniejsze, o ileż ciekawsze! Warto spróbować dla własnej frajdy. Ale można też potraktować to poważnie i wprowadzić do swojego harmonogramu systematyczną wizualizację. Można każdego dnia marzyc i wyobrażać sobie to, czego pragniemy. Jeśli zasilimy to wiarą i emocjami, być może nasze wyobrażenie stanie się rzeczywistością. Tak właśnie spełniają się marzenia – kiedy zamieniają się w pogląd, że z cała pewnością są tuż przed nami w zasięgu reki i za chwile się spełnią. Od razu widać, jak niewiele osób wierzy w wygraną w Lotto. Każdy chce wygrać, ale mało kto wierzy, że to możliwe w jego indywidualnym przypadku…

Stale spotykam się z narzekaniem na różne drobiazgi. Czasem zastanawiam się nawet, dlaczego ludzie dopatrują się tragedii tam, gdzie jej wcale nie ma. Odpowiedzią jest właśnie niewłaściwy sposób myślenia. Ktoś narzeka na hałas, bo pies ujada. Ktoś zrzędzi, bo jakiś produkt podrożał. Ktoś się zamartwia, bo musi iść do urzędu załatwić jakąś sprawę… W istocie pies nie jest problemem, to wyszukiwanie sobie powodu do złości, bo kiedy zajmiemy się swoimi sprawami, nie zwracamy uwagi na psa. Jeśli jednak ktoś jest rozdrażniony, chory czy niewyspany, to wszystko go wkurza, także szczekanie psa.

Rzeczy drożeją stale, w większości wypadków można na to nie zwracać uwagi, bo w gruncie rzeczy nie odczuwamy tego aż tak bardzo. Wydamy miesięcznie kilka złotych więcej i cóż z tego? Jeśli nie będziemy na tym się skupiać, nawet tego nie odczujemy, po co więc się zamartwiać? Nie warto też argumentować mądrością typu “ziarnko do ziarnka”, bo to absolutnie nie prosperujące powiedzonko. To typowe hasło świadomości ubóstwa, która ściboli przy każdej okazji, przesiąknięta do szpiku lękiem, że jej zabraknie… Nie tędy droga. Jeśli nawet cena czegoś ważnego dla nas poszła w górę, trzeba się skupiać na zwiększeniu dochodów, bo celem świadomości prosperującej jest szczęście i życie w dostatku wszystkiego, czego pragniemy. Świadomość bogactwa ma to, czego potrzebuje i nie obchodzi ją skąd ani za ile.

Zamartwianie się z góry koniecznością załatwienia trudnych spraw jest także niewłaściwe. Warto się dobrze przygotować, ale nie warto się martwić. Właściwe myślenie zakłada, że wierzymy w pomyślne rozstrzygnięcie problemu. Jeśli wiara stanie się poglądem, wówczas staje się też naszą rzeczywistością. To prawo tak pewne i niezmienne jak grawitacja. Jeśli mamy przed sobą wyzwanie, to najlepsze co możemy zrobić, to uwierzyć, że nam się uda i stworzyć w sobie przekonanie, że tak właśnie będzie.  Pozytywna energia wysłana w przyszłość utoruje nam drogę i urzeczywistni pozytywny finał sprawy.

Najprościej rzecz ujmując: sztuka życia polega na umiejętności nie przejmowania się drobiazgami i nie zamartwianiu sprawami poważnymi. To jest zależne tylko od nas. W istocie nie cierpimy tak bardzo z powodu sytuacji, ile z powodu naszych myśli na temat tego, co się zdarza. Często jesteśmy zupełnie nieświadomi, co naprawdę jest trudne. Bywa, że dopiero mocny kontrapunkt pozwala dostrzec, jakimi jesteśmy szczęściarzami. W tym miejscu można sobie przypomnieć słynny dowcip z kozą, którą narzekający na ciasnotę człowiek wziął do mieszkania na cały tydzień. Po usunięciu zwierzaka docenił radośnie, jak wiele ma przestrzeni do życia. Jeśli zatem czujemy się niezadowoleni, warto zadać sobie pytanie, czego nie zauważmy? I czy rzeczywiście jest nam źle, czy to tylko nasze roszczeniowe myśli, pozbawione oparcia w prawdziwej wiedzy? Może warto wtedy poszukać “kozy” i zobaczyć, jak wiele dobra nas spotyka każdego dnia.

Jeśli ktoś przeżył rozstanie, to ból emocjonalny z tej przyczyny wydaje się od razu obowiązkowy. A to nie jest prawda. Rozpacz wywołują w nas myśli typu: „co ja teraz zrobię sama? Jak sobie poradzę? Kto mnie rano przytuli? Jak to będzie nie mieć z kim iść na kolację? Itp.”. A przecież na kolację można iść z dobrą przyjaciółką. Można znaleźć dobrą pracę i zabezpieczyć siebie finansowo. Można cieszyć się spokojnym wieczorem i faktem, że ma się telewizor tylko dla siebie. W gruncie rzeczy nowa sytuacja stwarza nam setki ciekawych możliwości i wcale nie jest zła, tylko my ją postrzegamy w przekrzywionym lustrze dramatu. Cierpimy, bo nakręcamy się pełnymi bólu i lęku myślami.

Ciekawostką jest, że po upływie pewnego czasu od rozwodu większość pań ocenia swój nowy stan bardzo dobrze. Doceniają ciszę, porządek w domu, fakt, że nie musza gotować obiadu i prać skarpet. Mają czas na swoje zainteresowania i przyjemności. Chcę tu zwrócić uwagę, że sytuacja się nie zmieniła, tylko zmieniło się myślenie o niej. Co oznacza, że wydarzenie nigdy nie jest ani dobre ani złe – tylko nasze myśli wartościują, oceniają i nakładają na życie określone zabarwienie. W ślad za tym płyną emocje, czasem bardzo bolesne. Wniosek jest oczywisty – cierpimy w wyniku wartościujących myśli, co oznacza, że umiejętność kontrolowania myśli może nam zapewnić spokój i pozytywne nastawienie.

Wbrew pozorom nie jest to wcale takie trudne. Myślimy nawykowo. Pies ujada, zakłócając nam ciszę – w głowie pojawiają się standardowe zdania: “ależ hałas! Czy on tak musi?! Co za koszmar! Gdzie właściciel? Co za ludzie! W jakiej ja okropnej okolicy mieszkam!…” A można włożyć do uszu stopery i dalej czytać książkę. “Pies polega na tym, że szczeka” – powiedział kiedyś jeden z moich kolegów. No i już. Niech sobie szczeka. Wystarczy poszukać nowych myśli i świadomie je ukształtować, zamiast myśleć nawykowo.

Podczas ostatniego wyjazdu na urlop trafili mi się hałaśliwi sąsiedzi. Dla niektórych weekend jest po to, by słuchać muzyki i tańczyć, trudno zatem młodym, roześmianym ludziom zabraniać zabawy. Bawili się więc całą noc do rana… i dalej. Ja wolę ciszę i śpiew ptaków, szczególnie rano. No cóż, nie mogłam tego śpiewu posłuchać przy śniadaniu, zagłuszyło je disco polo. Przez sekundę pozwoliłam sobie na rozdrażnienie. Tylko przez sekundę. Potem pozbierałam swoje świadome myśli – młodzi ludzie są sympatyczni, niech się bawią, ptaki są wszędzie. Poszłam na spacer do lasu – miałam ciszę, ptaki i spokój. Po co denerwować się czymś, na co nie mamy wpływu?

Wyświechtane powiedzonko “nie przejmuj się” jest genialnym drogowskazem do pozytywnego myślenia. Nie oznacza wcale nieodpowiedzialności. Właściwe rozumiane uczy nas dystansu do różnych trudnych spraw. Dzięki temu sprawy te okazują się całkiem nieskomplikowane i rozwiązanie pojawia się samo z siebie. Odpowiedzialnością wcale nie jest zamartwianie się czymś. Tak akurat moim zdaniem przejawia się marudność, pesymizm i czarnowidztwo. Jeśli jest kłopot i trzeba coś z nim zrobić – to się robi, a nie martwi. Jeśli nic zrobić z tym nie można, to po co tracić energię na smutki? Smutki nie tylko obniżają nastrój, ale też osłabiają nasza wewnętrzną moc, niszczą zdrowie i przyciągają kolejne problemy. Zatem odpowiedzialność to właściwe i pozytywne reagowanie na sytuację, która takiej reakcji wymaga.

Są rzeczy błahe i rzeczy ważne. Podobnie z poglądami i wzorcami. Jeśli ktoś nie lubi pomidorów, może ich sobie nie jeść, a jego życie w najmniejszym stopniu na tym nie ucierpi. Jeśli jednak boimy się psów, to przeżywać będziemy często dyskomfort, bo tych zwierząt jest wszędzie mnóstwo. Podobnie jak pająków, pszczół czy innych robaczków. To kwestia priorytetów, co nam w życiu przeszkadza bardziej, a co mniej. Na niektóre negatywne poglądy można machnąć ręką. Inne warto uzdrawiać, aby życie nie stało się męką. Warto pamiętać, że jeśli często spotykamy się z czymś, co nas drażni i denerwuje, to takie przykre emocje przenoszą się potem na inne sprawy i relacje. Rozprzestrzeniają się jak wirus i choć zaczynamy od jednego lęku, możemy skończyć na ogólnej niechęci do świata i ludzi. Dlatego lepiej wychwycić niekorzystne wzorce i je przekodować. Można włożyć nieco wysiłku w wyleczenie się z fobii przed psem, wodą czy urzędnikami i w akceptację rzeczywistości. Efektem będzie radosne i szczęśliwe życie.

Bogusława M. Andrzejewska

Pracowitość

Odkąd opublikowano SEKRET Rhondy Byrne, w Internecie jak grzyby po deszczu mnożą się nowe blogi świeżo upieczonych doradców sukcesu. Za nauczanie prosperity biorą się osoby, które nie mają żadnego doświadczenia w tej materii. Niemniej – moim zdaniem – lepiej niezbyt dobrze uczyć pozytywnego myślenia, niż myśleć negatywnie. Zatem wspieram wszystkie takie strony całym sercem, a tutaj pragnę tylko skorygować kilka błędów najczęściej powtarzanych przez domorosłych „nauczycieli sukcesu”.

Prosperita pozornie jest bardzo prosta. Bo cóż może być trudnego w pozytywnym myśleniu? Niby nic, jednak czasem potykamy się o drobiazgi, które uniemożliwiają nam swobodne działanie. W praktyce trafiają do mnie po podpowiedź bardzo inteligentni klienci, znający na pamięć prace Briana Tracy, Joe Vitale, Anthony Robbinsa. Wspólnie szukamy skrzętnie schowanej blokady, która uniemożliwia szczęśliwe prosperowanie.

Najpopularniejsza gafa to proponowanie ludziom pracy z kreowaniem „obfitości”. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że obfitość w naszej kulturze często – choć oczywiście nie zawsze – kojarzy się z obfitymi kształtami. Wśród moich klientów zdarzyło się kilka razy, że afirmowanie obfitości spowodowało znaczne przytycie, natomiast nie wpłynęło w najmniejszym stopniu na zawartość portfela. Warto zatem poszukać bezpieczniejszego słowa. Mamy do wyboru: bogactwo, dobrobyt, dobrostan, zamożność, majątek, świetne finanse, wysokie zarobki, duże pieniądze itp. W pracy z klientem szukamy zazwyczaj indywidualnego symbolu, który będzie odpowiednio programował konkretną podświadomość.

Na niektórych blogach, ukierunkowanych na naukę osiągania sukcesu, pojawiają się coraz to bardziej wymyślne techniki przyciągania pieniędzy. Niektóre z nich namawiają do ciężkiej pracy, rezygnacji z normalnego życia na rzecz systematycznego wysiłku i zdobywania majątku za wszelką cenę. Świeżo upieczeni nauczyciele sukcesu rzucają nam dumne wyzwania, pytając: ile czasu dzisiaj przepracowałeś? Czy pracujesz wydajnie 12 godzin, czy też wolisz oglądać telewizję?

Nie ma nic złego w byciu pracowitym, o ile zachowujemy równowagę pomiędzy pracą a odpoczynkiem. Złoty środek jest w prospericie bardzo pożądanym warunkiem działania. Brak równowagi grozi nam pracoholizmem, ucieczką od rzeczywistości, a w efekcie smutkiem czy nawet depresją. Prowadziłam szkolenia na temat wypalenia zawodowego i pragnę zwrócić uwagę na fakt, że jednym z istotnych elementów naszego zdrowia psychicznego jest racjonalny odpoczynek. Zbyt dużo pracy bywa w sposób oczywisty bardziej szkodliwe dla człowieka niż nadmiar leniuchowania. Pamiętajmy też, że osoba leniwa, którą trudno nam zmotywować do działania, ma zawsze jeden pozytywny punkt w swoim życiu: spędza to życie spokojnie i przyjemnie. Być może marnuje szanse, być może omijają ją spektakularne sukcesy i samospełnienie, ale jej życie jest o wiele przyjemniejsze niż życie pracoholika, który jest zbyt zmęczony pracą, by pozwolić sobie na zwykłą radość istnienia.

Doradca sukcesu, który próbuje nas zmotywować do szalonej pracy, odmawiając nam prozaicznej przyjemności – jaką mogą być dla kogoś np. seriale – ma problem sam ze sobą. Pobieżna analiza takiego wpisu czy wypowiedzi sugeruje… materializm i nie uzdrowiony lęk przed biedą oraz ciągle aktywny wzorzec: „trzeba się natyrać, aby do czegoś w życiu dojść”. Nie interesuje nas doradca, tylko kody, jakich próbuje on nauczyć swoich klientów. Prosperita to przede wszystkim sztuka bycia szczęśliwym. Szczęście Moi Kochani nie polega na tyraniu za wszelką cenę. Szczęście to uczucie, które pojawia się w czasie cudownego spaceru między zielonymi drzewami. To wspaniała kolacja we dwoje i doświadczanie romantycznych uczuć. To magiczna wycieczka do egzotycznego kraju i odpoczynek pod palmami. To usadowienie się w wygodnym fotelu z ciekawą książką lub być może właśnie wieczór spędzony na oglądaniu ulubionego serialu. To także spełnienie poprzez realizowanie swoich pasji. Szczęście możemy osiągnąć na wiele sposobów, rzadko kiedy jednak poprzez ciężką pracę.

Potrzebujemy pieniędzy, oczywiście. Nie zapominajmy tylko, że nie są one celem same w sobie. Mają nam umożliwić spacer, wycieczkę, romantyczną kolację, oglądanie serialu czy cokolwiek innego, co sobie wybierzemy. Są sposobem na realizację marzeń. Tych zawodowych też: pomagają nam ukończyć odpowiednie kursy, zainwestować w firmę, nabyć narzędzia do pracy. Ale mają nam też umożliwić czerpanie radości z życia, poprzez cieszenie się naturalnymi rozrywkami. Mamy różne upodobania. Jeden z nas zainwestuje w sprzęt wspinaczkowy i będzie doładowywał swój psychiczny akumulator w skałkach. Ktoś inny wyda na piękne ubranie i wybierze się na spotkanie z przyjaciółmi do klubu. A jeszcze ktoś inny kupi sobie nowy telewizor i będzie cieszył się oglądaniem filmów. Ważne, aby towarzyszyła tym zajęciom radość i odprężenie. Cóż nam przyjdzie z pełnego konta, jeśli nie umiemy cieszyć się życiem lub nie mamy na to czasu, bo po 12 godzin dziennie „tyramy” na owe pieniądze? Czy skóra warta wyprawki?

Oto często spotykane negatywne wzorce, które niestety emanują z portali „pseudodoradców”, a które z całą pewnością wymagają uzdrowienia:

Aby zarobić, trzeba się  ciężko napracować.

Bez pracy nie ma kołaczy.

Tylko pracowici są bogaci, bo ciężką pracą zasłużyli na majątek.

Proponuję zamienić je na jedno proste przekonanie: ZARABIAM PIENIĄDZE ŁATWO, LEKKO I RADOŚNIE, ROBIĄC TO, CO KOCHAM.

Przyznam się Wam szczerze, że dbam o swój komfort i swoje szczęście. Staram się robić rzeczy przyjemne częściej niż te wszystkie konieczne obowiązki. Jeśli zrobię coś, co muszę, zaraz potem robię coś dla siebie, aby wynagrodzić sobie wysiłek. Żyję tutaj na Ziemi dla miłości i radości, a nie po to, by ciężko pracować. Brzmi jak credo lenia? Tak, wiele razy powtarzałam sobie, że jestem leniwa, ale za to szczęśliwa. Do czasu, kiedy moja przyjaciółka z oburzeniem wyprowadziła mnie z błędu: „zwariowałaś?! W` życiu nie spotkałam bardziej pracowitej osoby. Czy ty nie widzisz, ile ważnych rzeczy robisz każdego dnia?” – powiedziała i zaczęła mi przypominać, ile godzin spędzam, przygotowując artykuły do magazynów, horoskopy, analizy, nowe teksty na swoją stronę WWW. Nie ma dnia, abym nie poświęciła wielu godzin na to, co naprawdę kocham – na pisanie, astrologię, numerologię. Czasami pracuję do 3 w nocy… W rzeczy samej jest to dla mnie ogromna przyjemność, ale dla osób postronnych, to rzeczywiście może być wielki wysiłek. I tylko ktoś z zewnątrz nazwie to pracą, a mnie pracowitą mróweczką. Ja po prostu cudownie spędzam czas.

Pamiętajmy zatem, że określenie „ciężka praca” wymaga indywidualnego zdefiniowania. Jestem delikatną osobą i nie lubię wysiłku fizycznego, podczas kiedy przy komputerze mogę siedzieć wiele godzin, pisząc czy robiąc coś w programach graficznych. Mój mąż – dokładnie odwrotnie – kocha to, co męczy jego ciało. Jest szczęśliwy wtedy, kiedy cały dzień może pracować fizycznie na linach lub kosić trawę. Często powtarza: „jak cudownie bolą mnie wszystkie mięśnie”. Dawniej wybałuszałam oczy ze zdziwienia, słysząc ten oczywisty absurd! Dzisiaj rozumiem, że dla mojego męża „ciężka praca” to konieczność napisania czegoś na komputerze, a grabienie trawnika i malowanie ścian jest odprężającą przyjemnością. Dlatego właśnie, kiedy robimy to, co kochamy, co sprawia nam przyjemność, możemy robić to wiele godzin, bez poczucia zmęczenia, przymusu czy niezadowolenia. To właśnie jest nasz sposób na życie i na pracę życia. Innymi słowy: sztuka polega na tym, aby zarabiać pieniądze na tym, co naprawdę kochamy.

Zatem mądry nauczyciel prosperity zada nam pytanie: „co zrobiłeś dzisiaj dla siebie? Ile czasu przeznaczyłeś na coś, co kochasz robić? Czy pilnowałeś dzisiaj radosnych pozytywnych myśli?”. Od tego bowiem zaczynamy każdą pracę nad sobą – od podniesienia samooceny, od miłości dla siebie. Dobry nauczyciel nie będzie też rozliczał nikogo z tego, co kto robi ze swoim wolnym czasem i nie pozwoli sobie na manipulację wobec klienta sugestią w rodzaju: „tak, jesteś biedny, bo jesteś leniem i wolisz oglądać seriale, zamiast pracować od świtu do nocy”. Poczucie zmieszania, zakłopotania czy wręcz poczucie winy nie jest dobrą startową pozycją do kreowania czegokolwiek. Zawsze w takiej chwili zadajmy sobie pytanie: czy to, co proponuje ten nauczyciel jest zgodne z tym, co mówi miłość? Czy przyniesie nam coś pozytywnego, pomocnego w rozwoju, czy rezonuje z naszym najwyższym dobrem?

Wszechświat jest pełen harmonii, dlatego jestem spokojna o to, że każdy trafi do takiego nauczyciela, który najwięcej go nauczy i wyląduje na takim portalu czy blogu, do którego dorósł wewnętrznie. Każdy trafia na taki blog i wiedzę, na jakie w swoim przekonaniu zasługuje. Każdy z nas jest na właściwym poziomie i w najbardziej odpowiednim punkcie swojego życia. A każda decyzja, jaką podejmiemy, jest najlepsza na dany moment.

 Bogusława M. Andrzejewska

Mądrość

Cały Wszechświat jest oparty na pewnych zasadach. Zasady są bezlitosne i dla wszystkich jednakowe. Przykładowo: zasada grawitacji będzie działać niezależnie od tego, czy jesteś człowiekiem dobrym czy podłym. Działa też bez względu na to, czy będziesz się modlić i wierzyć w szczęście czy nie. Każdy spadnie z urwiska, kiedy spacerując jego brzegiem, źle postawi nogę. Siła przyciągania rzuci go na ziemię.

Tak też działa Prawo Przyciągania i wiele innych, również tych, o których się głośno nie mówi. One są po to, aby Wszechświat był dokładnie taki jaki jest – pełen harmonii. Możesz zatem być szlachetnym człowiekiem, ratować innym życie i codziennie się modlić – jeśli nie stosujesz Prawa Przyciągania – czyli nie myślisz z radością i miłością o pieniądzach, to możesz mieć problemy z zarabianiem. Możesz się modlić głęboko i wołać do nieba, że pracujesz ciężko i uczciwie, a to i tak nie przyniesie efektów. Ponieważ każda Twoja modlitwa, kiedy zrzędzisz i narzekasz, kiedy myślisz negatywnie, kiedy masz kompleksy, kiedy w głębi duszy myślisz, że nie zasługujesz – jest jak próba złamania zasady rządzącej Wszechświatem.

Dostrzegam w tym jeden wyjątek, kiedy zasady mogą zostać “złamane”. To Prawo Łaski i Anioły. Pojawiają się wtedy, kiedy strażnicy zasad zmiatają kolejne niespełnione marzenia i przywracają nieco porządku, dając kolejne szanse ludzkim istotom. Wracając do pierwszego przykładu – idziesz brzegiem urwiska i stawiasz źle stopę, więc lecisz w dół. Ale oto Anioł zaczepia Twoje ubranie o krzak lub drzewo i nie spadasz. Wdrapujesz się na górę i masz kolejną szansę, choć potłuczony i podrapany. Musisz tylko pamiętać o regułach gry, bo inaczej znowu polecisz w dół.

Mądrość pojmuję tu jako znajomość zasad i stosowanie ich w życiu. Przykładowa zasada grawitacji utrudnia nam wspinaczkę po skałach, ale ułatwia wiele innych rzeczy. Prawo Przyciągania daje nam nie tylko obiekty naszych lęków, ale przynosi w darze także samochód, pieniądze, wycieczkę marzeń – dokładnie to, co wizualizujemy i o czym najczęściej myślimy. Mądrość to wykorzystywanie wiedzy o zasadach. Nie można chodzić brzegiem urwiska – trzeba wiedzieć, że istnieje zasada grawitacji i takie działanie grozi upadkiem w przepaść. Można też chodzić, ale ostrożnie i z zabezpieczeniem. Nie polecam przetrwania życia w wygodnym fotelu, bo nie o to chodzi. Jednak, kiedy wybieramy się nad urwisko, możemy się zabezpieczyć liną chociażby. Mądrość nie polega na tkwieniu w strefie komfortu, lecz na rozsądnym zdobywaniu szczytów.

Mądrości uczymy się całe życie. Wynika z naszych doświadczeń i doświadczeń innych. Jeśli ktoś raz spadnie, wiemy, że tamto miejsce jest niebezpieczne. Stawiamy ogrodzenia i tabliczki. Jeśli podejmujemy próbę przekroczenia pewnej granicy, liczymy się z ryzykiem. A starzy ludzie przekazują nam ogromną wiedzę, opartą na ich doświadczeniu i doświadczeniu pokoleń. Warto czasem ich posłuchać. Trochę mądrości wyczytamy, trochę usłyszymy od starszych osób, trochę sami musimy nabyć przez doświadczenie. Ale obok miłości jesteśmy tu na Ziemi dla MĄDROŚCI właśnie.

Uwielbiam alpinistów, z jednym z nich jestem szczęśliwie zamężna. Szczyty zdobywają pomyślnie Ci, którzy dobrze znają i stosują zasady. To mądrość – obok wytrwałości i siły – wynosi ich na górę. A niektórych niestety zmiata brak rozsądku. To nie tylko technika, nie tylko trening, nie tylko świadomość swoich możliwości, ale i wiedza, kiedy należy odpuścić, bo idzie burza na przykład. Czasem potrzeba sukcesu jest silniejsza od mądrości. A my wiemy, że za tym kryje się czasem brak poczucia wartości. Mądry alpinista zdobywa szczyt, ale wie, kiedy się poddać, aby za rok znowu spróbować. Nie czuje się “przegranym”, zna swoją wartość. Ustępuje przed burzą, bo wie, że ona jest silniejsza. Tak zrobił Krzysztof Wielicki przy próbie zdobycia K-2 – dzięki temu wszyscy przeżyli. Nie ulega wątpliwości, że alpinizm wymaga wielkiej mądrości. Wtedy staje się sukcesem, a nie upadkiem.

A mówimy tu też o życiu i urwisko to tylko przykład. A w życiu? Ludzie potrafią pożyczać pieniądze osobom, których nie znają. Niektórzy wysyłają duże kwoty osobom nie widzianym nigdy na oczy i poznanym przez internet. Potrafią otwierać drzwi komuś, kto „zbiera parę groszy”. Chodzą z portfelem w plecaku zarzuconym na plecy albo próbują pogłaskać obcego psa… Kobiety świadomie zachodzą w ciążę z żonatym mężczyzną, wierząc, że na wieść o dziecku zostawi swoją rodzinę. Inne wiążą się z pijakiem, licząc na to, że nagle w związku małżeńskim wytrzeźwieje na zawsze…  Można długo wymieniać zachowania pozbawione mądrości. Z całą pewnością nie ma w nich harmonii. Charakteryzują się one tym, że przynoszą nam straty materialne i emocjonalne cierpienie. Dlatego warto zacząć od rozwijania w sobie mądrości.

Bogusława M. Andrzejewska