Kryształowa wyrocznia

Bardzo ciekawa wydała mi się kryształowa wróżba, w którą chyba przyjemnie się bawić. Działa w pewien sposób podobnie do wszelkiego rodzaju kart, które podpowiadają nam, co robić i jak. Z tą różnicą, że zamiast kart losujemy kamienie. Do tego celu warto użyć nieprzezroczystego woreczka i otoczaków podobnej wielkości. Nie ma znaczenia, ile mamy tych kamieni. Im więcej uda nam się zgromadzić, tym ciekawsza wróżba, bo więcej możliwości. Ale ostatecznie wcale nie trzeba mieć wszystkich i pewnie wówczas trzeba by było mieć wielki worek, a nie mały woreczek… Tymczasem stosuję woreczek do kart – sprawdza się znakomicie.

Biorąc pod uwagę mocną energię, kamieni wróżba taka ma duże szanse się spełnić. Niewykluczone, że w sytuacji, kiedy nawiązujemy z kamieniami silną więź, one też same nam podpowiadają, co jest dla nas najlepsze. Jak zwykle wyłamując się ze stereotypów, interpretuję znaczenie kamieni po swojemu. Zgodnie z ich działaniem, z ich barwą, z promieniem, jakim pulsują. Ale dla ułatwienia podaję listę popularnych znaczeń wylosowanego kamienia.

AGAT BOTSWANA – Odpowiedź jest blisko, nie szukaj daleko.

AGAT DENDRYTOWY – Poszukaj wsparcia. Po dokładną odpowiedź wróć do duchowych korzeni.

AGAT MSZYSTY – Pomyślność. Przybywa tego, czego pragniesz najbardziej.

AGAT MUSZLOWY – Doceniaj przodków i to skąd przychodzisz.

AMAZONIT – Masz mocną pozycję, by walczyć z niesprawiedliwością.

AMETRYN – Możesz wygrać w uczciwy sposób.

AMETYST – Nie musisz się nagradzać, by poczuć się dobrze.

ANGEL AURA – Nie trać wiary w spełnienie marzeń.

ANGELIT – Mów to, co czujesz, nie raniąc nikogo.

APATYT – Nastąpi okres powolnej poprawy.

AQUA AURA – Mów szczerze o watpliwościach.

AWENTURYN – Gromadzisz bogactwo dzięki mądrości.

BAWOLE OKO – Jesteś doceniany, dopóki asertywnie dbasz o siebie

BURSZTYN – Niespodziewane zauroczenie, ale nie warto dla niego porzucać prawdziwej miłości

CELESTYT – Ciesz się chwila obecną, dostrzegając, że niepotrzebnie się o nią martwiłeś wcześniej. Nie martw się zatem o przyszłość.

CHALCEDON KORONKOWY – Wyrażaj szczerze uczucia, prosto z serca, a odpowiedź będzie pozytywna.

CHRYZOPRAZ – Nowe szanse, nowe okazje do osiągnięcia sukcesu.

CYTRYN – Otwarcie wyrażaj swoje pomysły

CZAROIT – Wiadomość od starego przyjaciela.

DUMORTIERYT – Lepiej powiedzieć prawdę, niż pozwolić, by niesprawiedliwość przeszła nie zatrzymana.

FLUORYT – Nie daj się oszukać udawanej trosce.

GIRASOL – Nie śpiesz się, daj sobie czas.

GRANAT – Sprawdź, kto pozbawia cię energii.

HELIOTROP – Bądź cierpliwy i wytrwały, nie ustępuj.

HEMATYT – Nie poddawaj się naciskom kogoś, kto chce byś zmienił zdanie.

HOWLIT NIEBIESKI – Nie czuj się pomijany i lekceważony. Sytuacja przyniesie korzyści.

JASPIS CZERWONY – Bądź asertywny.

KARNEOL – Nowe szanse w związku.

KWARC DYMNY – Widać światło w tunelu, kończą się zmartwienia

KWARC GÓRSKI – Nowe początki i świeża energia do działania

KWARC RÓŻOWY – Wybaczam sobie. Nie pozwalam się obwiniać.

LABRADORYT – Niespodziewane szczęście

LARIMAR – Przed tobą spokojny, dobry czas.

MALACHIT – Pozwól odejść przeszłości. Idź za swoim pragnieniem.

MERLINIT – Cuda się zdarzają nieoczekiwanie, niebawem zdarzy się cud.

MOKAIT – Przed tobą czas przygód i wyzwań.

NEFRYT – Pogódź się z kimś.

OBSYDIAN – Nagle odkryjesz prawdę o innej osobie.

ONYKS – Szczęście i powodzenie są tuż za rogiem.

PREHNIT – Pozwól odejść przeszłości, która cię blokuje.

RODOCHROZYT – Zaufaj starym przyjaźniom i dobrze znanym osobom; miłość jest w pobliżu

RODONIT – Zajrzyj w swoje najgłębsze emocje i poczuj, czego pragniesz lub z kim chcesz być.

SELENIT – Szansa na pogodzenie się i wybaczenie

SODALIT – Dobieraj starannie słowa.

SUNSTONE – Ciesz się chwila obecną, chwytaj dzień.

SZATUKIT – Nagły intuicyjny wgląd przyniesie rozwiązanie tam, gdzie zawiodła logika.

TANZANIT – Zaufaj swojej intuicji.

TURKUS – Bądź szczery, wyjaśnij nieporozumienia.

TYGRYSIE OKO – Szczęście przy współpracy; nie poddawaj się przy pierwszym niepowdzeniu.

UNAKIT – Nie cofaj się pomimo niepewności.

Reklamy

Dobrodziejstwa medytacji

Dobrodziejstwa systematycznej medytacji trudno przecenić. Wszyscy wiemy, że jest to ścieżka do spokoju i duchowych odkryć. Ludzie, którzy medytują, poznają moc swojego umysłu i wykraczają poza schematy, nierzadko wytyczając dla siebie pozazmysłowe szlaki. Ich wewnętrzne doświadczenia zapełniają czasem piękne ksiązki o rozwoju i pracy nad sobą. W jakiś sposób widzimy, że takie osoby lśnią tym wyjątkowym blaskiem, który rodzi się z wewnętrznego pokoju.

Medytacja w pewien sposób odmładza nas, ponieważ jest tym dla umysłu, czym ćwiczenia fizyczne dla ciała – treningiem. Kto medytuje, jest sprawny umysłowo do późnego wieku. A co ciekawe medytowanie działa także u dzieci z ADHD, czyli może okazać się świetnym sposobem na poprawę koncentracji w każdym wieku. Pomaga podejmować świadome decyzje. Dyscyplinuje umysł i sprawia, że stajemy się bardziej uważni. Przestajemy działać na autopilocie.

Badania naukowe dowodzą, że w wyniku systematycznej medytacji zwiększa się ilość szarych komórek w mózgu. Efekty zaobserwowano juz po 8 tygodniach. Ponadto badacze stwierdzili, że zwiększa się także ilość połączeń neuronowych. To być może wyjaśnia, dlaczego medytacja gwarantuje nam sprawny intelekt do późnych lat i generalnie jest metodą pomagającą utrzymać zdrowie umysłowe.

Moim zdaniem najcenniejszym efektem regularnej medytacji jest zmniejszenie stresu. Sama doświadczyłam już wiele lat temu, że wystarczą mi dwa tygodnie medytacji, aby negatywne emocje całkiem się wyciszyły. Nabieram dystansu do świata i nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Potwierdzają to także naukowe badania – medytacja uczy spokoju, obniża ciśnienie, zmniejsza ryzyko zawału, a ponadto zmniejsza uczucie bólu.

Jeśli spojrzymy przez pryzmat psychosomatyki, to zobaczymy rzecz oczywistą: dystans do świata i zmniejszenie negatywnych emocji jest najlepszym sposobem uzdrawiania. Przyjmując, że każde schorzenie bierze się z trudnych emocji, medytacja nie tylko zapobiega powstawaniu chorób, ale ma też szansę stać się jednym z wielu sposobów na zdrowienie. Na chwilę obecną medycyna nie odnotowała jeszcze wyleczenia ciała i jego organów z pomocą samej medytacji, ale tu i tam pojawiają się informacje o pojedynczych przypadkach, kiedy to właśnie medytacja okazała się punktem zwrotnym w powrocie do zdrowia.

Na poziomie psychologicznym juz doceniamy ten mechanizm. Zaobserwowano i uznano leczącą moc medytacji w przypadku stresu pourazowego i napięcia przedmiesiączkowego. Zauważono, że pomaga ona w stanach lękowych, oczyszczając z obaw i zwiększając spokój. Co za tym idzie – poprzez zmniejszanie napięcia lękowego medytacja zapobiega depresji. Każdy szpital kliniczny w USA prowadzi obecnie sesje mindfullness (trening uważności), ponieważ traktuje się tę metodę, jako formę leczniczą. Eksperymentalnie dowiedziono też pozytywnego wpływu medytacji na geny.

Jednym z ważnych dla nas czynników jest fakt, że medytacja poprawia nastrój. Nie tylko wycisza i wyłącza negatywne emocje, ale też podnosi poziom energii. Pozytywne nastawienie do świata to cześć prosperującej świadomości. To wspaniały stan, nie do przecenienia. Zwróćmy uwagę, że kiedy nasze myśli są piękne i dobre, to tworzą dla nas doskonałe zdrowie i przyjemną rzeczywistość, obfitująca w pomyślne wydarzenia. Jeśli zatem medytacja jest narzędziem, które wyrabia w nas nawyk właściwego myślenia, jest także sposobem na szczęśliwe życie.

 Bogusława M. Andrzejewska

Święta przestrzeń

Kiedyś, dawno temu oglądałam rysunkowy żart, na którym ktoś umieścił mnóstwo gadżetów do medytacji. Była tam mata, były kryształy, była świeca i sprzęt z muzyką. Leżało poskładane specjalne ubranie i stały posążki z bóstwami. Obok w specjalnie zaprojektowanej fontannie w stylu zen chlupotała woda. Nie było tam tylko medytującego człowieka. Długo kontemplowałam ten rysunek, by zrozumieć, gdzie zaczyna się przerost formy nad treścią. Dzisiaj mogę Wam powiedzieć: w umyśle.

Dopóki czegokolwiek potrzebujemy do medytacji, wszystko jest zbędne, a nasza medytacja nie jest prawdziwa. Jeśli nie umiemy medytować bez swojej ulubionej muzyki albo bez maty, albo bez kamieni czy świecy, to warto jeszcze raz podejść do nauki medytacji i poszukać takiej opcji, która napełni nas światłem bez żadnych dodatków z zewnątrz. Medytacja jest procesem w nas. W środku. Nie potrzebuje niczego z zewnątrz.

W pewien sposób nie potrzebujemy nawet ciszy. Prawdziwie medytujący umysł umie wyłączyć się ze wszystkiego, co go otacza. Nawet na środku chodnika ruchliwej ulicy w centrum miasta. Ale to nie oznacza, że tam mamy medytować. To byłoby specyficzne wyzwanie. Możemy wybrać sobie taki czas i takie miejsce, gdzie jest w miarę spokojnie, pamiętając, że nawet na łonie przyrody życie buzuje w całej okazałości. Biegają mrówki, skaczą wiewiórki, a ptaki strącają na nasze głowy kawałki listków i kory. Nie ma idealnej ciszy nigdzie. Chyba tylko floating zapewnia nam całkowite odcięcie od otaczającego świata. Sensem medytacji jest odnalezienie tej ciszy w sobie, bez wielkiej pomocy z zewnątrz. Ale malutka pomoc jest wskazana. Taka, jak np. zamknięty pokój i wyłączona komórka. Może jeszcze trochę relaksacyjnej muzyki, która zagłuszy gwar dochodzący z ulicy?

Tworzenie świętej przestrzeni nie jest budowaniem uwarunkowania, warto o tym pamiętać. Święta przestrzeń ma na celu oczyścić i podnieść nam energię. Bez wątpienia jest to ułatwienie, szczególnie dla tych, którzy medytują od niedawna. Dzięki zbudowaniu świętej przestrzeni szybciej podnosimy wibracje, łatwiej wyciszamy umysł i lepiej się czujemy. Moja święta przestrzeń jest miejscem, w którym przebywam przez cały czas, kiedy jestem w domu. Co jest o tyle ważne, że ja też w domu pracuję, a moja praca jest mocno oparta na wysokich wibracjach.

Dla niektórych nieodzownym elementem medytacyjnego pokoju jest ołtarzyk. A nawet ołtarz. Widziałam u kogoś takie właśnie dzieło sztuki zajmujące całą ścianę. Jeśli człowiek tak czuje, to tak wybiera. Jakkolwiek nazwie swoje święte gadżety, są one akumulatorami energii jego modlitw. Są czymś, co kocha i na co chce stale patrzeć. Bo zwróćmy proszę uwagę na jedną istotną rzecz: otaczamy się tym, co nam bliskie, a to co nam najbliższe i najważniejsze układamy na ołtarzu. Zawsze tak było. Od wieków, niezależnie od kultury i religii. Robimy to podświadomie.

I co ciekawe – każdy wyobraża sobie teraz posągi bóstw i magiczne kryształy, tymczasem bywa, że na ołtarzu w domu stoi… telewizor. Nazywa się to regałem lub szafką, ale umiejscowienie, rytuały, szacunek, częstotliwość zakochanego spojrzenia nie pozostawia wątpliwości – to ołtarz. Zatem wszyscy mamy w domu ołtarze i stawiamy na nich to, co dla nas istotne. Nie ma rzeczy lepszych i gorszych. To, czym jeden gardzi, dla drugiego może być sacrum. To my sami suwerennie wybieramy sobie nasze świętości.

Jednak święta przestrzeń, o której tu opowiadam, to nie sam ołtarz, lecz pomieszczenie lub jakiś jego wydzielony kawałek, w którym szczególnie dbamy o podniesienie energii. Ołtarz nie jest wcale konieczny, wystarczy półeczka, kącik, kawałek biurka. Bardzo często są to miejsca, w których trzymamy swoje cenne książki o duchowości lub karty anielskie. A warto pamiętać, że takie Karty Aniołów same w sobie mają piękną energię, którą przecież zabarwiają wnętrze. Znam też kilka świetnych tytułów, które niosą dobrą energię. Zatem na te elementy warto zwrócić uwagę.

Zaczynamy od aranżacji, w której wykorzystujemy wysokowibracyjne przedmioty. Jest ich tak dużo, że trudno wszystkie tutaj wyliczyć. Z całą pewnością będą to kryształy i kamienie szlachetne, odpowiednio oczyszczone i dobrane. Następnie figurki Aniołów lub bóstw czy manifestacji, które są nam bliskie. U jednej osoby to może być Mahakala, u innej Tańczący Sziwa, a jeszcze u innej Jednorożec lub Smok. Wbrew temu, co mogą sądzić osoby postronne, to nie oznacza, że modlimy się do figurek. Ich obecność po prostu podnosi energię. Uważam też, że wnosi określoną jakość do pomieszczenia. Sugeruję, by osoba, która nie wie, kim jest np. Strażnik Dharmy, nie stawiała jego figury tylko dlatego, że wygląda modnie i oryginalnie. Warto być spójnym energetycznie i trzymać się swojej linii duchowej także w wystroju wnętrza.

Ciekawym elementem są wzory świętej geometrii. Są niezwykle mocne i dostępne w tysiącach rozmaitych form – od obrazów, przez biżuterię, do świeczników i podstawek pod kadzidła. Tutaj też warto wybierać to, co jest spójne z naszą duchową linią. Mówimy tu trochę o czymś takim jak Feng Shui – aranżacja przestrzeni działa na podświadomość. O ile kwiat lotosu czy symbol OM wydają się być uniwersalne, o tyle wadżra czy oryginalny zapis jakiejś buddyjskiej mantry już niekoniecznie. Mogą w podświadomości budzić lęk czy niepewność. W świętej przestrzeni powinno znaleźć się tylko to, co jest bliskie sercu i daje poczucie bezpieczeństwa czy boskiej lub kosmicznej opieki. Bo taki jest sens tego miejsca.

Warto zwrócić uwagę na obrazy energetyczne. Jest ich obecnie mnóstwo, ponieważ ludzie otwierają się na swoje wewnętrzne piękno i zaczynają bez obaw wyrażać siebie twórczo. Istnieje mnóstwo pięknych malowanych Aniołów, mandal i bajecznie kolorowych abstrakcji. Pisałam już o tym, że nie każdy obraz, który autor nazywa energetycznym, jest takim w istocie. Ale to nam ma się podobać. Jeśli zachwyca albo wycisza, jeśli dodaje energii i oczy lecą ku niemu z radością – to dobry obraz. Nic więcej nie trzeba. Taki obraz fantastycznie rozświetli przestrzeń.

Ciekawą opcją mogą być zapachy, jeśli korzystamy z tej przestrzeni sami. Jeśli natomiast urządzamy ją na spotkanie w grupie, na jakieś medytacyjne zajęcia, należy uważać. Bardzo lubię kadzidła, ale w istocie rzadko korzystam. Wiedząc, że inne osoby mogą ich nie tolerować, przestawiłam się na aromaterapię i olejki. Tutaj niestety też spotkałam się z negatywną reakcją osób, które były u mnie gośćmi. Stosuję zatem olejki tylko sama dla siebie. Częściej korzystam natomiast ze świec zapachowych i świeżych kwiatów. Ich delikatny aromat nikogo nie drażni.

Kolejny ważny element to oczyszczanie. Można okadzić białą szałwią lub czymś innym, co nam odpowiada. Można przejść się po pokoju grając na misie tybetańskiej. Można zrobić Reiki w intencji oczyszczenia. Można wypełnić pomieszczenie Fioletowym Płomieniem. Metod jest sporo. Na koniec dobrze jest zapalić świecę, ponieważ ogień wchłania i spala emocje, a przynosi radość. Dlatego też na wszystkich ołtarzach znajdują się rozmaite świeczniki. To taki najbardziej konieczny element wyposażenia świętej przestrzeni. Często mówię, że nic tak naprawdę nie trzeba – żadnych kryształów, muzyki, posążków. Ale trzeba zapalić bodaj zwykłą świeczkę na zwykłym talerzyku. W czasie medytacji, modlitwy, czy praktyki duchowej ogień powinien się palić.

Wyjątkiem jest oczywiście natura. Kiedy siedzimy pod drzewem czy na łące, nie potrzebujemy żadnego ognia. Natura jest czysta i potężna w swej istocie. Na bieżąco oczyszcza wszystko, co tylko się pojawia w naszych emocjach, w naszej aurze. To najlepsze miejsce, jakie można sobie wymarzyć na medytację. Myślę, że każdy doskonale wie to, co teraz chcę tutaj napisać – natura to najświętsza przestrzeń sama w sobie. Niczego nie potrzebuje, poza naszą miłością, dbałością i szacunkiem.

Kiedy jednak wykonujemy praktyki pod dachem, we własnym domu, gabinecie, salce do ćwiczeń, warto po oczyszczeniu napełnić to miejsce dobrą energią. Do tego można wykorzystać te same metody, które działają oczyszczająco: gra na misie, modlitwa, Reiki. Można poustawiać misy z kryształami w różnych miejscach pokoju i uruchomić deszcz energii. Pamiętajmy jednak, że przestrzeń zostanie i tak napełniona energią naszych praktyk i medytacji, jeśli po prostu będziemy je często robić. To działa najsilniej. Czy możecie sobie wyobrazić, że po pięciu dniach codziennego wykonywania zabiegu Reiki w szpitalnej sali wypełniłam tę salę energia jak akumulator? Pomimo że zabieg robiłam tylko przez godzinę dziennie, a szpital ma fatalną energetykę – ta jedna sala świeciła jak sanktuarium, a ludzie w niej leżący wracali do zdrowia szybciej, niż spodziewali się lekarze.

Moc jest w nas. Święta przestrzeń to celebracja naszych duchowych wartości i otaczanie się pięknem. To ukojenie dla naszych oczu i wzmocnienie dla serca. To energetyczne doładowanie, która ułatwia wyciszenie rozszczebiotanego umysłu. To przyciąganie dobrych energii i dostrajanie podświadomości do tego, co dla nas szczególnie ważne. W świętej przestrzeni Anioły otaczają nas skrzydłami, zanim je zawołamy, a pozytywne wibracje układają się miękko na naszym sercu.

 Bogusława M. Andrzejewska

Cisza

Spróbujmy odnaleźć w sobie ciszę. Taką piękną, jasną, wolną od jakiejkolwiek oceny. Wolną od dualizmu. Ciszę, której nie przerywa narzekanie, zamartwianie się i lęki. Której nie rozprasza też egzaltowane planowanie przyjemności chociaż to nic złego. Ale na tę chwilę pozostańmy w ciszy, która pozwoli odnaleźć największe skarby wewnętrznego świata. Cisza otwiera drzwi do naszego serca i pomaga zobaczyć Kim Jesteśmy w Istocie.

A co znajdziemy za tymi drzwiami? Piękną, boską istotę, która lśni prawdziwym blaskiem i wie, że jest doskonała na ten moment. Każdy z nas jest we właściwym miejscu i czasie, każdy zatem jest piękny i dobry. Każdy z nas jest niewinny, jak w chwili swoich narodzin. Każdy z nas jest wspaniały i błyszczy wewnętrznym Światłem swojej prawdziwej natury.

Kiedy wracamy do codzienności, zapominamy o swojej boskiej doskonałości. Bo wszystkimi zmysłami postrzegamy swoją ludzką ułomność, wady i emocjonalne reakcje, których wcale nie chcielibyśmy doświadczać. Jednak one są i w naszym ludzkim wglądzie są o całe niebo oddalone od ideału, jaki stworzyliśmy zgodnie ze swoimi wyobrażeniami. No właśnie tu drzemie istota natury. To tylko nasza wizja tego, jacy powinniśmy być. I dla każdego ta wizja jest inna. Ktoś kładzie nacisk na artystyczne zdolności, ktoś inny na pracowitość, ktoś jeszcze inny na zaradność i asertywność. A być może dla kogoś istotna jest ładna buzia i zgrabna sylwetka. Taka, jak na okładce kobiecego tygodnika.

Dla duszy nie ma znaczenia ani wygląd, ani zdolności, ani pracowitość. W istocie tu i teraz jesteśmy „idealni” tacy, jacy jesteśmy. Warto przynajmniej raz dziennie to sobie uświadomić. Jest to ogromnie ważne dla naszego rozwoju, szczęścia i doświadczania. Dopóki bowiem podchodzimy do rozmaitych życiowych sytuacji z poziomu kogoś niedoskonałego, wadliwego, odnosimy często porażki, dotykamy rozczarowania i smutku, wpadamy w poczucie beznadziejności. Wszechświat jest lustrem i odzwierciedla to, co mu przynosimy.

W artykułach o podnoszeniu poczucia własnej wartości, a także w książce Samoakceptacja podkreślam wagę naszych myśli o nas samych. Podaję wypróbowane metody poprawiania tego najważniejszego ze wszystkich wzorców. Dzisiaj chcę pokazać jeszcze jedną ścieżkę do zmiany myślenia o sobie. Ścieżkę duchową, opartą na medytacji, wyciszeniu i połączeniu ze Wszystkim Co Jest. Zwróćcie proszę uwagę, że w duchowych praktykach zawsze jesteście częścią Boskości. Doskonałą. Wspaniałą. We właściwym miejscu i czasie. W najlepszym dla siebie punkcie wewnętrznego wzrastania. Pełną harmonii z wszechświatem.

Odwołanie się do subtelnych doświadczeń z medytacyjnych peregrynacji pozwala poczuć swoją prawdziwą naturę i spojrzeć na siebie oczami Najwyższego Źródła. Na początku to może być szokujące i niewiarygodne. Po pewnym czasie jednak przynosi miłość do siebie i zrozumienie swojego miejsca we wszechświecie. Przynosi też uwolnienie od ciągłego napięcia. Bo kiedy staramy się za wszelką cenę dogonić swój wymarzony ideał, to spinamy się i blokujemy, przewracamy i podnosimy potłuczeni i biegniemy dalej w opętańczym wyścigu.

Niczego nie musimy gonić. Nic nie musimy wypełniać. Niczego nie musimy osiągać. Jesteśmy doskonali tu i teraz. Jedyne co mamy robić, to kochać i jeszcze raz kochać. I z radością doświadczać. Czasem pokonywać życiowe wyzwania, które wybrała nam dusza. Czasem śmiać się beztrosko. Często tworzyć i szukać tego, co przynosi nam autentyczne spełnienie. Być sobą w harmonii ze Wszystkim Co Jest i cieszyć się każdą chwilą istnienia. Jak najczęściej zanurzać się w ciszę, by dotykać swojego Prawdziwego Ja i uświadamiać sobie swoją doskonałość.

Mamy marzenia. Warto je realizować. Mamy dążenia, które wyrastają z potrzeby serca. To też piękna motywacja do tego, by biec przed siebie i działać, robić wspaniałe rzeczy, uczyć się i rozwijać, stawać się coraz lepszym. Ale z radością. I koniecznie ze świadomością, że jesteśmy doskonali i jako doskonałe istoty dążymy do szczęścia w określony i wymyślony przez siebie sposób. Nigdy jednak po to, by coś komuś udowodnić nigdy! Nic nie musimy udowadniać. Jesteśmy już u celu. Mamy wszystko, co potrzebujemy, a cokolwiek robimy, to wyłącznie dla większej radości, nauki i rozwoju.

Jest rzeczą oczywistą to, że posiadamy pewne cechy, które ludzkość nazywa wadami. Na przykład możemy być leniwi i odkładać na później obowiązki, aby bawić się beztrosko. Możemy być nerwowi i złościć się o każde głupstwo. Możemy być podejrzliwi i oskarżać ludzi o coś, czego nie zrobili, aby później ze wstydem odwracać twarz. Możemy tak bardzo kochać ładne przedmioty, ubrania i ciekawe wycieczki, że stajemy się chciwi, widząc w pieniądzach klucz do tego, co lubimy. I wiele więcej. Czy wobec tego możemy mówić o sobie, że jesteśmy doskonali?

Zdecydowanie tak. Nasza prawdziwa natura jest doskonała, a do niej odwołujemy się w ciszy. Zauważmy, że nasza prawdziwa natura nie jest leniwa ani nerwowa, nikogo nie oskarża ani nie bywa chciwa. Jest Światłem i Miłością. To, co nazywamy wadami jest poukładane w nakładce nazywanej przez niektórych „ego”. Mamy moc i możliwości, aby przetransformować naszą nakładkę. Jest plastyczna, pozwala na wprowadzanie zmian, które nazywamy uzdrowieniem.

Zwróćmy jednak uwagę na jedną istotną rzecz, by zmieniać tylko to, co rzeczywiście nam nie służy. Jesteśmy zaprogramowani różnymi powszechnymi przekonaniami, które narzucają nam nieprawdziwe treści. Na przykład nie lubimy pracy fizycznej: sprzątania, grabienia liści, dźwigania. Ludzie mogą nam powtarzać: „jesteś leniwy, bo pracowity to taki, co lubi się zmęczyć”. To bzdura. To mit, ukuty przez ludzi, dla których ważne było, by inni podejmowali niechciany wysiłek. Prawdziwa obiektywna pracowitość dotyczy jedynie podejmowania działań. Ktoś, kto nie lubi kopać ogródka, może uwielbiać malować i w ciągu dnia tworzy trzy piękne obrazy. Czy jest leniwy? Ktoś, kto nie lubi gotować, może fantastycznie prowadzić szkolenia, dając z siebie wszystko w profesjonalnym wykładzie. Czy jest leniwy? Zanim zaczniemy „uzdrawiać w sobie lenistwo”, odpowiedzmy sobie uczciwie, czy rzeczywiście taką cechę posiadamy.

O wiele bardziej oczywiste są takie jakości, które utrudniają nam życie. Osoba nerwowa może być po prostu kłótliwa, bo nie umiejąc zarządzać swoimi emocjami chlapie językiem i niechcący obraża ludzi. A potem jej przykro. I myśli sobie: „zły ze mnie człowiek, pyskaty, ranię innych, chociaż wcale tego nie chcę”. Jednak to nie jest tak. Taka osoba nie jest wcale zła, ułomna czy wadliwa. Jest doskonała, tylko pewne cechy jej nakładki utrudniają jej relacje. Jeśli zechce, może to zmienić dla siebie, aby było jej łatwiej żyć, aby jej relacje nabrały radości. Może nauczyć się zarządzać emocjami, wyciszać i bardziej liczyć z uczuciami innych osób. Stanie się po prostu inna. Czy lepsza? Cały czas była dobra, tylko zasłaniały to jej nerwowe zachowania. Tak po prostu warto spojrzeć na siebie od tej strony. I zmieniać to, co się nam w sobie nie podoba. Po to przecież się rozwijamy, po to uzdrawiamy, aby było nam lepiej żyć tu na tej planecie, w tych warunkach, wśród innych podobnych nam ludzi.

Najtrudniej odnieść pojęcie doskonałości ludzkiej istoty do osób, które nas krzywdzą w oczywisty sposób. Oto Jaś uderzył w gniewie Małgosię. Staniemy murem przy Małgosi, mówiąc, że Jaś jest zły?  A jeśli dowiemy się, że dusza Małgosi ma umowę z duszą Jasia, że będzie ją uczył asertywności i kochania samej siebie tak długo, aż się nauczy? Taki argument wyjaśnia najwięcej. Kiedy mamy świadomość tego typu kontraktów, przestajemy oceniać ludzi.

Z jednaj strony Kochani Moi, chciałabym bardzo, aby nigdy, nigdy żaden Jaś nie uderzył żadnej Małgosi bo to dla mnie już taki punkt krytyczny. Na poziomie ludzkim nie toleruję damskich bokserów. Natomiast z poziomu wiedzy, którą posiadam, takie zjawisko to sygnał dla Małgosi, aby zrobiła wszystko co może i nigdy więcej nie pozwoliła, by ktokolwiek ją uderzył. I tylko ona sama to może zrobić, podnosząc poczucie własnej wartości, rozwijając miłość i szacunek dla samej siebie. Bo nawet jeśli zasłonię ją własną piersią 10 razy, to za jedenastym Małgosia uderzy się o drzwi albo nastąpi na grabie i poczuje ból, który ma ją obudzić.

Małgosia jest doskonała, ale w to nie wierzy. Jej dusza pragnie, aby była też szczęśliwa i aby nie czuła się zła, grzeszna, godna cierpienia. Bijący ją Jaś to wskaźnik takich przekonań. Niczemu one nie służą, Jaś je pokazuje boleśnie, by nią potrząsnąć. Jeśli obronię Małgosię przed Jasiem, z drugiej strony podejdzie Adaś i zastąpi Jasia. A jeśli zasłonię ją i przed Adasiem, to jak napisałam ta kobieta stanie na grabie. Dusza jest cierpliwa i konsekwentna. Kiedy ktoś nie chce rozumieć i uczyć się z książek lub od mądrych nauczycieli, uczy się przez trudne doświadczenie. Wszystko po to, aby wreszcie się obudził i zapytał: „dlaczego tak? i co mogę z tym zrobić?”

I jeszcze o Jasiu. Wyrasta w bólu, bo jego dusza wzięła na siebie trudny kontrakt uczenia się kochania siebie, poprzez cierpienie. Nie udaje mu się, nie rozumie lekcji. Jako dorosła osoba przerzuca swój ból na innych i podświadomie mści się za swój trudny los. Bywa ciężkim nauczycielem dla tych, którzy z nim podpisali swoje kontrakty. Uczy ich kochania siebie, którego sam sobie nie dał. Jednak jako istota doskonała czuje cierpienie każdej duszy, jaką w swoim życiu uderzył. Przychodzą do niego wszystkie te ciosy w koszmarnych snach. Zagłusza to alkoholem, ale kiedy trzeźwieje, ból wraca. Czasem udaje mu się spotkać na swojej drodze mądrego człowieka, który swoimi słowami trafia do serca i uwalnia z Jasiowej nakładki całe niezamierzone okrucieństwo. Doskonałość Jasia odnajduje swoje miejsce w każdym pełnym życzliwości geście, którym próbuje wynagrodzić to, co robił wcześniej. Ekspiacja jest dla niego, dla jego nakładki, czasem jako spłata karmicznych kontraktów. Sam w sobie jest doskonały i bez niej.

Trudny to temat, wiem. Przyjmijcie tyle, na ile jesteście gotowi. Polecam jako uzupełnienie ciekawe lektury o kontraktach dusz, czy choćby znaną dobrze wszystkim pierwszą część „Rozmów z Bogiem” Neala Donalda Walscha. Nie ma złych ludzi. Każdy z nas jest w swojej istocie niewinny. Każdy z nas jest prawdziwym Światłem. Odnajdziecie to w swojej ciszy.

Bogusława M. Andrzejewska

 

Przesłania o Aniołach

Z KRONIK AKASZY

„Anioły są przy Tobie każdego dnia. To Twoi Potężni Sprzymierzeńcy. Nie myśl, że są gdzieś daleko, bo każdego dnia oblewają Cię swoim Światłem i chronią.  Każdy człowiek widzi tylko kawałek rzeczywistości. Anioły mają szerszy wgląd i wyłapują ciemne iskry z czasoprzestrzeni, zanim zdążą się one zamanifestować w materialnym świecie. Anioły są jak tarcze, stąd spójna jest nazwa Anioł Stróż. Ludzie bardziej wrażliwi widzą, jak rozpostarte skrzydła chronią ich przed tym, co na ten moment nie jest korzystne.

Anioły są Światłem samym w sobie. Nikomu nie służą, poza Najwyższym Źródłem. Spełniają swoją rolę zgodnie z planem stworzenia. Ich rolą jest pielęgnować i chronić życie na Ziemi tak, jak Ogrodnik chroni drzewa z miłością i troskliwością. Bezwarunkowo. Ogrodnik troszczy się o drzewo bez względu na to, czy ma kolce albo trujący sok. Daje dobro i opiekę, nie oczekując niczego w zamian. Drzewo ma tylko rosnąć i być zdrowe. To jest ważne. Człowiek ma wzrastać wewnętrznie. Anioły jak najlepsi Ogrodnicy niosą opiekę, by człowiek miał wszystko, czego potrzebuje dla duchowego rozwoju. Czasem tworzy się głębsza więź, kiedy człowiek szczególnie ukocha Anioły.[…]

Metod duchowego rozwoju jest dużo. Anioły i Anielska pomoc jest pracą ze Światłem. To wysokie wibracje. Z poziomu człowieka to poziomy tak wysokie, jak Kroniki Akaszy. Ale całkiem inne.”

(spisała Bo Andrzejewska luty 2019)

„Anioły były, są i będą. Istnieją w oceanie nieskończoności dla tych, którzy chcą otworzyć się na Ich Światło. Na Ziemi nie ma żadnego przymusu. Jest prawo samostanowienia. To człowiek wybiera, czy chce wierzyć Aniołom i schronić się w Ich Świetle, czy nie. To człowiek suwerennie decyduje, czy chce rozwijać się duchowo przy pomocy Aniołów, czy wybiera inne metody. Nic nie jest konieczne. Zawsze jest wybór.

W gruncie rzeczy nie ma znaczenia ludzka wiara, ponieważ Anioły nie są i nigdy nie były żadnymi myślokształtami. One istnieją niezależnie od stwórczej mocy myśli człowieka. Ci, którzy nie wierzą w Anioły na Ziemi, po powrocie do Wielkiej Jedności, śmiać się będą ze swojej ziemskiej przygody.

Równowaga to zasada Ziemi. Im bardziej rośnie w siłę Światło, tym bardziej wzmacnia się przeciwwaga ta druga strona, dzięki której człowiek może określać siebie i to Kim Jest W Istocie. Anioły stoją na straży tej równowagi. Nie pozwalają, by ciemność przekroczyła krytyczne granice.

Rola Aniołów jest jednoznaczna. Niosą Światło do ludzkich serc. Wiara w Anioły i otwarcie na ich uzdrawiające działanie daje dużą moc sprawczą. Im bardziej wysublimowana energia człowieka, tym łatwiej mu zobaczyć i poczuć Anioły obok siebie. Im większa otwartość na Światło, tym bardziej oczywiste są doświadczenia ze Światła. „

(spisała Bo Andrzejewska marzec 2019)

„Anioł Stróż, najważniejszy z Aniołów i zepchnięty na najdalszy plan… Anioł Stróż stoi przy każdym człowieku, chroni go i wspiera. Jest najważniejszy, ponieważ jest wibracyjnie dostrojony do  do myśli człowieka. Rozumie je. Słyszy ludzkie modlitwy. To Anioł Stróż może przenosić je dalej do innych wymiarów. Towarzyszy człowiekowi przez całe życie do chwili śmierci.

Jest Jeden. Opowieści o wielu Aniołach Stróżach biorą się stąd, że ktoś widzi wiele energii. Są ludzie, którzy odbierają obecność energetyczną Mistrzów i Opiekunów. Anioł Stróż chroni. Odbija pasma ciemnej energii. Dba o równowagę i o to, aby każdy człowiek realizował plan duszy. Jeśli w planie duszy jest cierpienie, to ono następuje. Jednak świadome zwracanie się do Anioła Stróża przynosi ulgę i ukojenie.

Jedną z piękniejszych ról Anioła Stróża jest podnoszenie energii. Anioł Stróż to właśnie robi podnosi energię, aby człowieka przenieść w wyższe wibracje.”

(spisała Bo Andrzejewska marzec 2019)

Życie z Aniołami

Anioły są mi bliskie odkąd sięgam pamięcią. Czuję Ich obecność, czasem Je widzę, więc tak jak umiem, staram się przybliżyć anielską misję niesienia Światła wszystkim, którzy są na to gotowi. Nie każdy wierzy w Anioły. Dla niektórych to kwestia tak samo irracjonalna, jak istnienie krasnoludków, jednorożców lub UFO. Już wiele lat temu niektórzy moi znajomi śmiali się i nazywali ten temat bajką. Nic to dziwnego czy złego. Tak już jest, że każdy dociera do Światła w swoim tempie i własną drogą. Pomagam swoją pracą tym, którzy wierzą, którzy już to Światło odkryli, nikogo nie przekonując do swojego postrzegania świata.

Był taki moment, kiedy zafascynowana logiką i spójnością Prawa Przyciągania chciałam odłączyć anielski temat od Prosperity i wrzucić go na osobną stronę, taką bardziej duchową, magiczną. Właśnie dla tych, którzy wierzą, a których jak myślałam jest garstka. Wówczas okazało się, że większość ludzi zainteresowanych prosperitą i astrologią dociera do mnie, kiedy wpisuje w wyszukiwarkę słowo „Anioły”. Ktoś powie: pozycjonowanie. Ale ja też wiem, że to Anioły prowadzą do mnie ludzi, którzy są gotowi na określone wibracje. Założyłam zatem anielsko-ezoteryczną stronę o Ascendencji i z braku czasu zostawiłam z kilkoma ledwie artykułami.

Cały czas medytuję i pracuję z Aniołami dla siebie. Ale niespecjalnie mam ochotę dzielić się taką duchową wiedzą, bo do niej trzeba dorosnąć, a ja nie mam ochoty weryfikować niczyjej gotowości. Nie słuchałam Ich też, kiedy 13 lat temu namawiały mnie do napisania książki. Książek o Aniołach jest pełno, po co pisać kolejną? Od pewnego czasu Anioły coraz głośniej i mocniej domagają się ode mnie uwagi, odsuwając mnie nieco od samej prosperity i popychając znowu bardziej w duchowe klimaty. Stawiałam opór do czasu, kiedy po prostu oberwałam za to po głowie.

Nie tak dawno bliska memu sercu osoba skrytykowała mnie publicznie za szkolenie o Aniołach, zarzucając nauczanie bzdur i manipulacji. Nie było mnie przy tym. Nie mogłam się bronić. Nie mogłam też przy tych wszystkich osobach zaprzeczyć, że Anioły nie są wcale złe… Trudne doświadczenie. I blizna na sercu, która nieprędko się zagoi, bo oczernił mnie ktoś, komu całkowicie ufałam… Szukając swojego wzorca, którym przyciągnęłam tę przykrość, odrzucałam po kolei samoakceptację, tolerancję, naiwność, karmiczne matryce rodowe… Kiedy zdecydowałam zapytać w Kronikach Akaszy, usłyszałam zaskakującą odpowiedź: „to Anioły pragnęły zwrócić Twoją uwagę na siebie”. Osoba, która czytała dla mnie Kroniki, wspomniała też o potrzebie wejścia w bardziej zaawansowane postrzeganie anielskiej energii.

Wkrótce potem, kiedy tylko oficjalnie przyznałam się do tego, że widzę Anioły, jak na zamówienie zaczęły pojawiać się cuda wokół mnie. Pisały do mnie różne moje znajome i uczennice opowiadając mi o niesamowitych wydarzeniach, które były odpowiedzią na ich pracę z Aniołami. Nieoczekiwanie zostałam dołączona do anielskiej grupy na FB i poproszona o pomoc w jej prowadzeniu. Potem do kolejnej. Czułam, że dostaję potwierdzenie, że właśnie o to chodziło, bym dała swoją uwagę Aniołom. Gdyby nie atak na mnie, nie zrobiłabym tego, ponieważ zaangażowałam się w coś zupełnie innego. Wracam zatem do pracy z Aniołami, zaskoczona obrotem spraw.

Czym jest praca z Aniołami? Często jestem o to pytana. Otóż jest to metoda uzdrawiania naszego życia. Podobnie jak Ustawienia Systemowe, Reiki, Dwupunkt, Pure Art, sesja terapeutyczna to sposób na uzyskanie wiedzy o tym, co i jak należy w sobie uzdrowić oraz konkretne ćwiczenia, która równoważą naszą energię, przywracając pełną harmonię. Kiedy w naszej rzeczywistości pojawi się jakiś problem, to można właśnie zrobić na ten problem Reiki albo Dwupunkt. Można poddać się zabiegowi Theta Healing lub „ustawić” sprawę wg metody B. Hellingera. Można iść pogadać do psychologa lub właśnie popracować z Aniołami, wykonując określone medytacje i wizualizacje, ale i rozkładając karty, by zrozumieć istotę zagadnienia. Każdy z nas jest inny, dlatego każdy wybiera sobie inną formę terapii, ale warto też wiedzieć, że można je ze sobą łączyć. Ja łączę szczególnie Reiki i pracę z Aniołami.

Praca z Aniołami nie uwalnia nas od pracy nad sobą. Padają i takie pytania, czy Anioły wszystko za nas załatwią? Nie. Nie załatwią. Nie ma takiej metody na świecie, która pozwoliłaby nam leżeć na tapczaniku do góry brzuszkiem, a nasz rozwój odbywałby się sam. Jednak praca z Aniołami ma tę przewagę, że dając nam określone informacje i uzdrowienie, sukcesywnie i skutecznie podnosi nam energię, a nie każda technika tak działa. Jest to więc ogromne przyspieszenie. W szerokim wachlarzu anielskich ćwiczeń i sposobów znajduje się sporo takich, które działają poszerzając naszą świadomość i rozwijając pole energetyczne. Jeśli komuś zależy na duchowym rozwoju, powinien zainteresować się tym tematem. Uważam zresztą, że trudno rozwijać się duchowo i podnosić wibracje bez pomocy Aniołów.

Praca z Aniołami jest całkowicie bezpieczna. To czyste Światło, którego zadaniem jest pielęgnować życie na Ziemi. Światło wieczne i niewyczerpane. Ktoś bezmyślnie rzucił kiedyś stwierdzenie, że Anioły za swoją pomoc zażądają zapłaty. A czymże mielibyśmy im płacić? Materią? Nie korzystają z niej. Energią? Nie potrzebują jej, mają miliardy razy więcej energii niż wszyscy ludzie na Ziemi. Modlitwami? Nie karmią się nimi. Generalnie modlitwy błagalne (wznoszone z poziomu cierpienia i braku) są dla Aniołów bardzo ciężkie do odebrania i odczytania. Radzą sobie z tym, ale jest to dla nich trudne ze względu na różnicę między ich wysokimi wibracjami, a niską energią takiej modlitwy.

W moim odczuciu jedyne, czego pragną Anioły, to nasz rozwój duchowy, nasz wzrost i ukochanie Światła. Tak. Anioły prowadzą nas do Światła i na tym im rzeczywiście zależy. To ich misja pomaganie nam we wzrastaniu wewnętrznym. Ale udowodniono setki razy, że wspierają też ludzi pogrążonych w całkowitych ciemnościach, jeśli oni tylko o tę pomoc poproszą. W Kronikach Akaszy jest jednoznaczna informacja, że Anioły służą Bogu i tylko Bogu. Są Jego Światłem i Jego Kochającym ramieniem. Dla każdego, kto wierzy w Najwyższe Źródło są Anioły Jego częścią. Jeśli ktoś nie wierzy w Boga, to nie ma potrzeby rozmawiać z nim o Aniołach.

Skąd zatem wrogość wobec Aniołów? Skąd tyle brzydkich słów pod adresem Światła? Odpowiedź jest oczywista… Natomiast w Kronikach Akaszy pojawiła się też ważna informacja o tym, że energia na Ziemi zawsze dąży do równowagi. Oznacza to, że jeśli przybywa Światła, musi ono zostać zrównoważone ciemnością. Ponieważ rozwijamy się i wzrastamy duchowo, podnoszą się wibracje całej ludzkości. Razem z nimi wzrasta też siła po drugiej stronie. Anioły pilnują zachowania równowagi stawiając granice ciemności.

Anioły są wieczne. Istnieją poza czasem i przestrzenią, by chronić Ziemię. Te Świetliste Istoty chronią też inne planety i inne wymiary w wielu wszechświatach. Mają sporo rozmaitych funkcji, które są być może trudne do zrozumienia dla nas, istot zamkniętych w materialnym ciele i ograniczonych czasem. Chwilami trudno jest nam pojąć, jak jeden Archanioł może być w wielu miejscach jednocześnie i pomagać setkom osób w tym samym momencie. A cóż wiemy o stwarzaniu nowych wszechświatów?

Od czasu kiedy wstawiłam tu pierwsze informacje o Aniołach, minęło kilkanaście lat. Dzisiaj postrzegam je inaczej niż kiedyś, wychodząc daleko poza śliczne kobiece postacie z pierzastymi skrzydłami i podziały na dni roku czy miesiąca. Dzisiaj Anioły to dla mnie świetliste, wysokowibracyjne pasma przenikające inny wymiar. Wymiar, który czasem przecina się z naszym, pozwalając bardziej wrażliwym osobom nawiązać z nimi kontakt. Są Pięknem i Dobrem. Są Bezwarunkową Miłością.

Bogusława M. Andrzejewska