O Wybieraniu

Przekaz od Mistrzów i Nauczycieli z Kronik Akaszy dla Czytelników tej strony

Często powtarzamy w swoich przekazach, że najważniejsze jest serce i najważniejsze jest odczuwanie sercem. Dokonywanie wyborów jest jednym z najważniejszych elementów rozwoju tutaj na Ziemi. Jest to świat wielowymiarowy, bardzo mocno zabarwiony dualizmem. Pojawiają się na nim różne odcienie Światła: jaśniejsze, ciemniejsze, kolorowe, różnobarwne. Rolą człowieka jest dokonywanie suwerennego wyboru.

Każdy oczywiście może korzystać z różnych podpowiedzi. Można zaglądać w Kroniki, można się modlić, można medytować. Można rozwijać jasnowidzenie, otwierać Trzecie oko i wykonywać tysiące ćwiczeń, dzięki którym człowiek może pojmować, odbierać więcej.  Natomiast to zawsze człowiek decyduje komu uwierzy, za czym pójdzie. To człowiek ma dokonać wyboru.

Rozwój duchowy nie polega na przekonywaniu kogokolwiek do czegokolwiek. Rozwój duchowy nie może polegać na prowadzeniu za rękę i nakłanianiu do czegoś. Każdy duchowy nauczyciel siedzi w swoim domu i pozwala, by uczniowie do niego przychodzili. Także ci nauczyciele, którzy wędrują po świecie, siadają pod drzewem i pozwalają, by uczniowie gromadzili się wokół nich. Nikt nie chodzi od drzwi do drzwi, nie puka i nie mówi: „słuchaj właśnie mnie, ponieważ to ja mam rację”.

Dlatego też pojawiają się w Waszej rzeczywistości teksty, materiały, przekazy sprzeczne z tym, co jest prawdą pochodzącą ze Światła. Są one po to, abyście mogli dokonywać wyboru. Są one przeciwwagą. Jeśli człowiek nie ma wyboru, wówczas się nie rozwija. Gdyby Was wszystkich posadzić w świątyni przed posągiem Buddy i zamknąć drzwi, wszyscy modlilibyście się do tego właśnie posągu. Dlatego też są różne świątynie, są różne religie, są różni nauczyciele duchowi, są rożne ścieżki. Po to byście mogli wybierać, byście mogli ufać. Po to, byście mogli kładąc rękę na sercu odkrywać, co jest Waszą Prawdą, ponieważ to Wasze życie i Wasz rozwój i tylko Wasz wybór się tutaj liczy. Tylko Wasz wybór jest dla Was istotny. Żadne argumenty, żadne przekonywanie nie ma racji bytu w tym wszystkim, co jest duchowością.

Kroniki są otwarte dla wszystkich, którzy chcą słuchać. Światło z Kronik płynie do wszystkich serc, które chcą je przyjąć. Nikogo nigdy nie będziemy zmuszać ani przekonywać do tego, że tylko my jesteśmy jedynym prawdziwym Światłem z Najwyższego Źródła.

(spisała Bo Andrzejewska – kwiecień 2019)

Reklamy

O Świetle

Przekaz od Mistrzów i Nauczycieli z Kronik Akaszy dla Czytelników tej strony

Ludzie tęsknią za Światłem i potrzebują go, szczególnie wtedy, kiedy nie potrafią wydobyć go z głębi swojego serca. Bo w sercu każdego jest Boskie Światło, które wcale nie jest głęboko schowane. Jest! I czeka na odkrycie i wypromieniowanie. Istoty ludzkie, które doświadczają przebudzenia, odkrywają swoją prawdziwą naturę Światła. Sięgają do głębi siebie i odkrywając wewnętrzną moc, promieniują na zewnątrz, by uzdrawiać innych i prowadzić najlepszą drogą.

Wszyscy inni szukają na zewnątrz tego, co mają w sobie. Jest wiele sposobów, by odkryć swoją moc i wiele metod uzdrawiania. Korzystanie z Kronik Akaszy jest rozświetleniem całej ludzkiej Istoty, ponieważ po wejściu w Kroniki poszerza się pole ludzkiej świadomości i podnosi wibracja. W tym procesie zawarta jest sposobność odblokowania i usunięcia starych kodów i traum, także tych niesionych z poprzednich wcieleń. Otwarcie Kronik Akaszy to skok kwantowy w rozwoju człowieka i wielki prezent dla Ziemi, która wzmacnia swoje Światło wraz ze wzrostem Świetlnej Mocy Człowieka.

To co człowiek może otrzymać w Kronikach to uleczenie ran duszy. To także podpowiedź dotycząca jego unikalnej drogi. Teraz jest czas, kiedy wśród wielu technik szukacie dla siebie tej najwłaściwszej. Przyglądacie się nauczycielom, metodom i zadajecie sobie setki pytań: czy to jest dla mnie dobre? Na takie pytanie zawsze dostaniecie odpowiedź, ponieważ to, co dotyczy duchowego wzrastania jest dla Was i dla nas szczególnie istotne. Każdy człowiek ma niezbywalne prawo do rozwoju i do pomocy, prowadzenia go drogą duchową. Takie pytania nie pozostaną bez odpowiedzi.

(spisała Bo Andrzejewska – kwiecień 2019)

O Prospericie

Przekaz od Mistrzów i Nauczycieli z Kronik Akaszy dla Czytelników tej strony

Wasze myśli tworzą Waszą rzeczywistość. Prawo Przyciągania jest znane od dawna i wielu spośród Was stosuje je z dobrym efektem. To, o czym chcemy byście pamiętali, to sposób w jaki wypowiadacie  Wasze afirmacje i sposób w jaki opisujecie Wasze marzenia.

Kluczem do spełnienia jest Wasze serce. To ono jest centrum Waszego świata. Serce zakotwicza w sobie moc realizacji. Zarówno jeśli chodzi o uzdrowienie ciała, jak i o relacje miłosne lub przyjacielskie, jak i wtedy, kiedy pragniecie wykreować dobrą pracę lub finansowe bogactwo. Od serca płynie energia stwarzania. To serce jest portalem, który uruchamia w Was boską moc, dzięki której możecie czynić cuda na Ziemi.

Większość nauczycieli uczy Was poprzez umysł, mówiąc: „twórz myśl”. Myśl jest ważna, ponieważ pokazuje drogę. Jest określeniem celu. Myśl nazywa pragnienie, dlatego powinna nazywać to czego chcecie, a nie brak, który chcecie zapełnić. Natomiast serce daje moc realizacji. Podstawowym elementem stwarzania jest uświadomienie sobie swojej mocy i możliwości. To wysoka samoocena przygotowuje podłoże do zasługiwania, czyli otwarcia się na to, czego pragniecie. Kochanie siebie jest uruchomieniem mocy serca, która prowadzi Was do celu.

Serce jest magicznym kluczem. Jego rytm pokazuje rodzaj ścieżki. Jeśli jest harmonijny, wypełnia Was Boskimi możliwościami. Jeśli wypada z harmonii, prowadzi w zupełnie inne doświadczenia. Nie ma złych doświadczeń. Wszystko jest potrzebne dla wzrastania duszy, ale pewnych sytuacji nie chcecie, a innych pożądacie. Aby doświadczać jak najwięcej rzeczy i zdarzeń pożądanych i miłych dla was, wyrównujcie rytm serca. Kładźcie dłoń na sercu i zadawajcie kolejno pytania:

– Co jest dobre dla mnie?

– Czy to przyniesie mi uczucia, jakich oczekuję?

Serce działa poprzez uczucia. Wzbudzanie w sobie miłości podnosi moc sprawczą kreacji. Najpierw niech to będzie miłość do siebie. Ona poprowadzi i oświetli drogę do wybranego celu.

(spisała Bo Andrzejewska – kwiecień 2019)

Kroniki AKASZY

Przesłanie od Mistrzów i Nauczycieli z Kronik Akaszy

„Każdy może do nas przyjść. Każdy może prosić o ochronę i wskazówki dla siebie. Jesteśmy tu i czekamy, dobierając dla każdego najlepsze słowa miłości i wsparcia. Przynosimy to, co bliskie Światłu. Przynosimy naukę bezwarunkowej miłości. Pokazujemy, jak żyć w radości, jak układać codzienność w najpiękniejsze wzory. Jesteśmy Tarczą i Światłem. Wnosimy Jasność w mrok. Pomagamy rozumieć i akceptować. Pomagamy wzrastać z mądrością, pokorą, ale i z zachwytem dla ludzkiego losu. Uczymy dostrzegać Dobro i doceniać Piękno. Pomagamy być Sobą dla siebie i innych. Pomagamy kochać bardziej.

Kroniki nie są tylko archiwum wiedzy o minionych wcieleniach. To przede wszystkim wsparcie pełne miłości. To prowadzenie krętymi drogami życia. To uzdrowienie i łaska. To uwolnienie od karmy i od poczucia zwątpienia. To głęboki kontakt z Boskością, która jest w każdym człowieku”.

(spisała Bo Andrzejewska – marzec 2019)

Pierwszy raz o Kronikach Akaszy usłyszałam w kontekście Biblioteki Liści Palmowych i była to dla mnie fascynująca tajemnica, dotycząca minionych wcieleń i prekognicji. Potem zagłębiłam się w lekturę książek Rudolfa Steinera i stamtąd czerpałam wiedzę o tym, czym są Kroniki. Potem był Edgar Cayce. Wreszcie pracując z Aniołami, nawiązałam kontakt z Archaniołem Metatronem, który według wielu przekazów jest Kronikarzem, spisującym nasze ludzkie doświadczenia. Mam zaszczyt nosić Płaszcz Archanioła Metatrona, współpracując z nim przy wnoszeniu na Ziemię Światła Wiedzy. Zapewne dlatego Kroniki od zawsze były mi bardzo bliskie.

Akasza to pojęcie z sanskrytu, oznacza eter, czyli przestrzeń życiową, która wszystko wypełnia i jest wszędzie. Ale Kroniki Akaszy to coś więcej – to zapis Wszystkiego Co Jest, Co Było i Co Będzie. Ponieważ czas jest nieliniowy, wszystko dzieje się w Tu i Teraz. W Kronikach spisane są wszystkie wydarzenia, myśli, uczucia, intencje. Każdy człowiek ma tam swój rekord wypełniony danymi. I teoretycznie każdy z nas ma dostęp do swoich zapisów z dowolnego miejsca na Ziemi. Każdy może czytać to, co dotyczy jego samego. Bo przecież sam to zapisał. To jak stawianie śladów w miękkiej Ziemi. Nikt nie może nam zabronić wrócić tą samą drogą i oglądać pozostawionych odcisków stóp.

Pojęcie Kronik Akaszy jest znane od tysiącleci. Kojarzone z potężnym archiwum i przedstawiane symbolicznie jako wielka biblioteka, jest też według legend dostępne tylko wybrańcom. Na przykład joginom, którzy pół życia praktykują, by na ten dostęp zasłużyć. Jest tu jednak pewna nieścisłość. Według mojej wiedzy nikt, żadna żyjąca ludzka istota nie ma dostępu do całej wiedzy zgromadzonej w Akaszy. Żaden mózg i żadna aura zresztą nie umiałaby tego udźwignąć. Jednak od dawna niektórzy ludzie umieją dotrzeć do Bramy Akaszy, by stojąc w niej poprosić Mistrzów (Opiekunów, Strażników) o ważną dla nich odpowiedź. Czytanie z Kronik Akaszy jest umiejętnością słuchania tego, co Mistrzowie mają do przekazania. To ważne – nikt na świecie nie wchodzi w Kroniki Akaszy i nie szuka sobie w nich dowolnie, by zaspokoić ciekawość.

Praca z Kronikami to umiejętność odbierania tego, co mówią Istoty ze Światła, kiedy uchylają rąbka wiedzy. Nazywa się Ich często Strażnikami, właśnie dlatego, że w pewien sposób zarządzają zapisaną w Akaszy wiedzą i nie zawsze pozwalają na dostęp. Zdaniem niektórych duchowych nauczycieli nie można otwierać Kronik, kiedy jesteśmy pod wpływem alkoholu. Nie wiem, nie próbowałam i nie zamierzam próbować. Ta informacja pokazuje jednak, że jest jakaś energia (siła, istota), która decyduje o dostępie nawet wtedy, kiedy chcemy badać tylko to, co dotyczy naszej ścieżki.

Ponieważ wibracja ludzkości wzrasta, dostęp staje się coraz bardziej powszechny. Ale jak ze wszystkim innym – jednym to przychodzi łatwo, drugim niekoniecznie. I podobnie jak z pieczeniem ciasta: może to zrobić każdy. Jednak w efekcie jeden upiecze pyszność, drugi zwykły placek, a trzeciemu wyjdzie zakalec. Kwestia nie w dostępie do mąki, tylko w indywidualnych predyspozycjach. I tu pojawia się przestrzeń dla Konsultanta czyli takiej osoby, która robi odczyty dla innych. Jeśli ktoś sam nie umie odczytać swoich rekordów, może o to poprosić. W taki sam sposób jak prosimy mechanika samochodowego, by naprawił nam auto, bo sami tego nie umiemy. Choć nikt nam nie broni naprawiać samodzielnie samochodu.

Odczyt z Kronik Akaszy – także ten zrobiony dla nas przez inną osobę – jest pięknym uzdrawiającym procesem. To nie tylko fascynujące informacje, to nie tylko odkrywanie zakrytego, ale też uzdrowienie. Z otwartych Kronik płynie piękne, czyste Światło, ponieważ Kroniki są w swej istocie wymiarem wypełnionym Najwyższą Energią i Bezwarunkową Miłością. Kiedy uchylamy drzwi, ta piękna Moc spływa na nas i wypełnia na wszystkich poziomach. Mistrzowie, do których zwracamy się z takim zaufaniem, to Istoty Światła, które nigdy nie były ludźmi i wolne są od ludzkich emocji i potrzeby oceniania nas w jakikolwiek sposób. To Czyste Światło i Czysta Miłość. Oprócz Nich możemy w Kronikach spotkać Nauczycieli, którzy byli niegdyś w ludzkiej formie, Istoty z innych czasoprzestrzeni, Archanioły lub Anioły i Dewy. Wszystko zależy od pytań i tematu, który poruszamy.

Wiedza otrzymana od Mistrzów i Nauczycieli jest zawsze najważniejsza na dany moment. Prowadzi nas do tego, co dla nas najlepsze. Mistrzowie to Istoty, które towarzyszą nam od chwili przyjścia na świat. Są w naszych myślach i w powietrzu, którym oddychamy. Są Światłem, które wszystko wypełnia, jak siła życiowa. Jednak ich poziom wibracyjny jest bardzo wysoki. Kroniki Akaszy bywają porównywane z Siódmym Poziomem w Theta Healing oraz z „Niebem”, w którym przebywają Anioły. To różne rzeczywistości, różne wymiary, ale z perspektywy człowieka są tak samo boskie, tak samo świetliste.

Wejście do Kronik przerosło moje oczekiwania. To nie tylko biblioteka ogromnej wiedzy od początku istnienia. To przede wszystkim przepiękny, pełny miłości wymiar który niesie w sobie wsparcie, dobroć i uzdrowienie. Każdy kontakt z moimi Mistrzami to potężna dawka świetlistej energii, która pomaga w codziennym życiu i we wszystkich trudnych sprawach. Początkowo nie chciałam wchodzić w Kroniki, kiedy miałam jakiś problem i energia troszkę mi spadała, ale w Kronikach usłyszałam, aby właśnie wtedy przychodzić po pomoc. To bardzo ważna informacja. Chociaż z naszej perspektywy Kroniki są sanktuarium, do którego nie chcemy wnosić błota i brudu, to są także miejscem łaski i uzdrowienia. Właśnie tam warto udać się po pomoc, kiedy jest ciężko, kiedy leją się łzy, kiedy doświadczamy niesprawiedliwości, kiedy cierpimy. I podobnie jak w przypadku Reiki czy pracy z Aniołami, możemy korzystać z tej metody także w trudnych emocjach, nie czekając, aż inne techniki podniosą nam energię.

W Kronikach zapisane jest to, co było i to, co będzie. Słyszałam ten zwrot od lat i przyznaję, że jako młoda osoba byłam zafascynowana taką możliwością. Wiedzieć! Wiedzieć, co się wydarzy! A dzisiaj przyznaję: zupełnie nie ciekawi mnie przyszłość, ale przede wszystkim to, co mogę zrobić w tej chwili, by uzdrowić siebie, swoje życie, swoją linię rodową. Ciekawi mnie moja życiowa misja i to, po co tutaj na Ziemi jestem? Jak mogę najlepiej robić to, co robię? Dlaczego tak kocham Kryształy, Anioły? Zmienił się mój ogląd świata i wierzę, że dotarłam do Kronik Akaszy w najlepszym dla siebie momencie.

Ale inne osoby mogą mieć zupełnie inne pytania, dotyczące życiowych spraw: miłości, związku, dzieci, pieniędzy. Można je zadawać i prosić o podpowiedź w kwestii uwolnienia od życiowych kłopotów. Na wszystkie można znaleźć odpowiedź – z jednym wszakże zastrzeżeniem: Kroniki nie podejmują za nas decyzji i nie odpowiadają „tak” lub „nie”. Nie są Wróżką. Zatem odpowiedzi mogą być całkiem inne od tych, których ktoś oczekuje. Jednak zawsze są pełne ciepła i miłości. To, co najpiękniejsze w Kronikach to pełna akceptacja i brak oceniania. Z czymkolwiek przychodzimy, nie usłyszymy osądu czy krytyki. Poczujemy miłość i troskę. Usłyszymy, jak na nowo odnaleźć w sobie Światło.

Odkąd wchodzę w Kroniki Akaszy i słucham swoich Mistrzów i Nauczycieli, jestem pełna Światła. Wypełnia każdą moją komórkę i rozjaśnia moją codzienność. Czuję się szczęśliwa i prowadzona najlepszymi dla mnie ścieżkami. Wiem i czuję, że każdy kontakt z tą piękną energią niesie uzdrowienie. Jestem ogromnie wdzięczna za to mądre i pełne troski przewodnictwo i za to, że mogę każdego dnia w dowolnym momencie bez wysiłku dotknąć Boskości.

 Bogusława M. Andrzejewska

O Wybaczaniu

Temat ciągle jest ważny, ponieważ ludzkość nadal jeszcze uczy się wybaczania. Większość ludzi – nawet ci, którzy pracują nad własnym duchowym rozwojem, którzy uczą się i czytają wartościowe książki – ciągle pojmuje wybaczanie jako proces odpuszczenia na poziomie myśli i też na poziomie serca. Tymczasem prawdziwe wybaczanie jest zrozumieniem, że nie ma niczego do wybaczania.

Prawdziwe wybaczenie to uświadomienie sobie jedności wszystkich ludzi na świecie, Jedności Wszystkiego, Co Jest. Kiedy dzieją się skomplikowane doświadczenia, kiedy odczuwacie trudne emocje: ból, żal i pretensje, wówczas odłączacie się od Jedności, wchodzicie w dualną iluzję, która powoduje, że tracicie z oczu Miłość, Dobro, Światło, a przede wszystkim Jedność, którą wszyscy jesteście.

Prawdziwe wybaczenie to proces powrotu do Jedności, to proces, w którym głęboko na poziomie serca, a nie tylko na poziomie umysłu, odczuwacie, a nie tylko rozumiecie, że nie ma nic do wybaczania i odpuszczania. Prawdziwe wybaczenie to proces, w którym wychodzicie poza umysł i logiczne rozważania, czy można wybaczyć, dlaczego można wybaczyć, dlaczego chcecie wybaczyć lub co powodowało, że ten człowiek tak postąpił… Prawdziwe wybaczenie to proces odbywający się w energetycznej głębi serca. To otwarcie pewnych drzwi wewnątrz czakry serca, która w istocie jest portalem do duchowości. Każdy żal, każda pretensja blokuje czakrę serca, zamyka ją, a tym samym uniemożliwia ludziom rozwój.

Człowiek, który chce rozwijać się duchowo, musi przejść przez bramę serca. Przechodząc z niższych czakr dociera do serca i dopiero przejście przez serce pozwala wejść w świat duchowy. Kiedy serce jest zamknięte, człowiek pozornie może wspinać się po wyższych czakrach, jednak w istocie pozostaje cały czas w tym samym wymiarze. Nie przechodzi w wymiar ducha. Dopiero otwarte serce, otwarte dzięki prawdziwemu wybaczeniu pozwala na przejście w wyższy wymiar i pozwala  na prawdziwe duchowe wzrastanie. Otwarty portal serca wymaga bezwarunkowej miłości. Jest zbudowany na bezwarunkowej miłości do Wszystkiego, Co Jest. Jeśli macie do kogoś pretensje, zastanawiacie się nad wybaczeniem, rozważacie taką ewentualność, wówczas nie jesteście w stanie miłości bezwarunkowej. Jesteście w takiej energetyce, która nie pozwala Wam na przejście wyżej. Dlatego właśnie wybaczenie jest takie ważne dla każdego, ko chce się rozwijać.

Ale także dla tych ludzi, którzy żyją z dnia na dzień, wybaczenie jest uwolnieniem na poziomie serca. Wybaczenie jest procesem, który pozwala zachować zdrowie. To jakby całkiem odrębny temat, jednak większość ciężkich nieuleczalnych chorób, które manifestują się w ludzkim ciele bierze się właśnie z braku wybaczenia, bierze się z zamkniętego serca.

Wszyscy wiecie, że miłość bezwarunkowa uzdrawia Wasze komórki i Wasze ciało. Ale czasem zapominacie o tym, że brak miłości bezwarunkowej nie pozwala Wam normalnie funkcjonować. Miłość to nie tylko uzdrowienie, to także naturalny warunek harmonijnego przepływu energii. Właśnie dlatego brak wybaczenia, który jest przeciwieństwem miłości, żal, pretensje – tworzą blokady dla energii. Te blokady są tak silne, że komórki nie dostają Światła, którego potrzebują do zdrowego funkcjonowania. Brak tego Światła powoduje ciężkie choroby. Dlatego wybaczenie jest potrzebne każdemu. W takiej formie, jaka jest w danej chwili dla tej osoby dostępna.

(spisała Bo Andrzejewska – kwiecień 2019)

Wiara w siebie

Wiosna to tradycyjnie czas porządków i otwierania się na nowe, piękne chwile. Takie, które będą pełne słońca i zapachu kwiatów. Dla mnie w tym roku to moment refleksji nad relacjami. Spływają teraz silne fale energii i uwalniają mnóstwo trudnych emocji. Ludzie świadomi wiedzą, że to, co czują ma źródło w starym głęboko schowanym w podświadomości wzorcu. Można go uwolnić miłością do siebie, ponieważ jest ona najsilniejszym uzdrowicielem. Czasem myślę, że jest też wszystkim, czego nasza dusza chce się nauczyć w swojej ziemskiej wędrówce, bo kiedy naprawdę pokochamy siebie, znikają wszystkie problemy.

Jestem Światłem, które uzdrawia mrok i niesie Miłość. Słyszę to każdego dnia… Od innych ludzi i od Moich Duchowych Mistrzów. Jestem im wdzięczna za to, że pomagają mi odnaleźć mój wewnętrzny blask. Jestem zwykle pełna pokory i wątpliwości. Kiedy ktoś podważa moje naturalne dobro, zadaję sobie pytanie: gdzie  popełniam błąd? Potrafię tygodniami wątpić w siebie, bo nauczono mnie, że dobro drugiego człowieka jest zawsze na pierwszym miejscu. Tym razem szukając odpowiedzi trafiłam do Świetlistych Istot, które pokazały mi, że to właśnie test wiary w siebie. Że moje decyzje były właściwe i etyczne, a ktoś inny dokonał wyboru właściwego dla swojego etapu rozwoju. Zgodnego z lekcją jego duszy. A moją lekcją jest wiara w siebie.

Wszyscy mamy takie lekcje, dlatego zdecydowałam się o tym napisać. Lekcje, które polegają na tym, że podążając za wewnętrznym głosem wchodzimy w spór z drugim człowiekiem. Rzecz nie w kłótni, bo czasem taki spór odbywa się w milczeniu, zaraz po tym, kiedy ustalimy, że mamy odmienne zdanie. Dając prawo wyboru drugiej osobie można żyć w zgodzie i iść odmiennymi drogami. Jednak rzadko kiedy mamy przywilej, by spotkać osobę tak mądrą i dojrzałą duchowo, by to się udało. Prędzej czy później dochodzą do nas informacje, że jesteśmy złymi ludźmi, bo… mamy inne zdanie.  A to zawsze budzi poczucie winy. Każdy spór je budzi. Bo wrażliwy człowiek wie, że nic nie wie. Dopuszcza, że może się mylić.

Uwolnieniem jest uświadomienie sobie, że nie ma złych decyzji. Każda jest właściwa na dany moment i odpowiednia do naszego poziomu, czy też miejsca na drodze rozwoju. Jeśli dwie osoby mają odmienne zdanie, to oznacza tylko, że nie są w harmonii do siebie. Natomiast każdy jest w harmonii z pieśnią swojej duszy. Konflikt bywa wyzwoleniem starych wzorców, jeśli wywołuje w nas emocje. Warto zadać sobie pytanie: co mnie w tej osobie drażni? Odpowiedź będzie drogowskazem, co można uzdrowić w sobie. Jeśli chcemy tę lekcję wykorzystać dla swojego wzrostu, to wspaniała do tego okazja.

Warto pamiętać, że każdy z nas jest Światłem. Każdy bez wyjątku. Jeśli  kochamy siebie i celebrujemy swoje Piękno, akceptujemy cały świat taki, jakim jest I nie oceniamy innych ludzi. Dostrzegamy jasność w każdym. Świat jest dobry i ludzie też niosą w swoim sercu Dobro. Czasem tylko nie umieją go wydobyć na zewnątrz. Kiedy brakuje im miłości do siebie, krzywdzą i poniżają, by siebie dowartościować. Kochając siebie, skupiając się na swoim Świetle, spontanicznie widzimy je w innych. Tak działa przeniesienie i jest to zupełnie niezależne od nas. Dlatego jedyne, co mamy robić, to mieć w sercu miłość dla samego siebie.

Możemy też dostrzegać nieetyczne działania – to oczywiste. One są i jeszcze długo będą się pojawiać, ponieważ ludzie ciągle szukają pieczonego lodu – jak mawiała jedna moja znajoma. Czyli biegną za błyskotkami bez wartości, by u schyłku życia ocknąć się z pustymi rękami. Przyczyną jest najczęściej lęk i brak miłości do siebie. Ludzie, którzy tworzą konflikty, by wyrwać więcej pieniędzy, boją się bezwartościowości, która dla nich wyraża się manifestacją dobrobytu. Mogą też zwyczajnie bać się biedy, której kiedyś doświadczyli. To czego potrzebują – to uwierzyć, że są dobrzy sami z siebie, a nie dlatego, że mają wypchany portfel.

Ludzie, którzy kłócą się z nami, bo nam czegoś zazdroszczą – powodzenia, popularności, pieniędzy, udanego związku – wyrastają z poczucia braku i przemożnego lęku, że dla nich zabraknie. To najczęściej świadomość ubóstwa, która boi się odrzucenia wyrażanego staniem w naszym cieniu. Nie widzi swojego Światła. Nie widzi swojego piękna i doskonałości. Sięga po nasze, by oświetlić swój lęk cudzym blaskiem. Takim ludziom często się wydaje, że kiedy nas strącą ze sceny, to automatycznie sami tam wylądują. W praktyce nigdy tak się nie dzieje, ponieważ do szczęścia prowadzi wyłącznie kochanie siebie, a nie zazdrość.

Ludzie, którzy kłócą się z nami, bo ośmieliliśmy się zwrócić im na coś grzecznie uwagę, to osoby o niskim poczuciu wartości, które nie są gotowe na to, by wzrastać. Konstruktywna krytyka jest dla nich jak bicz, który grozi odrzuceniem. Boją się bycia ośmieszonymi, niekochanymi, niepotrzebnymi, gorszymi. Boją się, bo nie mają pojęcia, że to iluzja. Każdy człowiek jest doskonały taki, jaki jest. Nikt nie musi wiedzieć wszystkiego ani działać w zgodzie z jakimiś odgórnymi zasadami. Mamy prawo sprawdzać, testować, próbować i uczyć się. Mamy też prawo się mylić.

Wszyscy popełniamy błędy. Nie ma ideałów. Ideał to tylko ramka, którą ktoś wymyślił, żeby oceniać innych. W gruncie rzeczy nawet idealne postacie z książek o herosach mają wady, ponieważ to, czym jedna osoba się zachwyca, dla drugiej może być niemiłe. Nawet mistrzowie duchowi mają swoich zwolenników i przeciwników, a ewidentny stan oświecenia nie załatwia sprawy. Bycie człowiekiem, to bycie wielobarwną postacią, która manifestuje siebie twórczo i pozwala sobie popełniać błędy.

Warto pamiętać, że każdy kto mówi o nas złe słowa, kto nas rani, krzywdzi lub osądza, robi to, ponieważ na tę chwilę inaczej nie potrafi. Działa poprzez pryzmat swojego bólu czy trudnych doświadczeń, których nie umiał uzdrowić. To człowiek, który nie umie kochać siebie, ponieważ miłość do siebie wyklucza krzywdzenie drugiej osoby. Człowiek o niskim poczuciu wartości widzi w innych to wszystko, czego nie chce zobaczyć w sobie. Przerzuca na innych to, na czym ogniskuje swoją uwagę. To, co w sobie najmocniej zasilamy, to widzimy w drugiej osobie.

Dlatego ludzie, którzy kochają siebie sprawiają wrażenie naiwnych. Uśmiechają się do wszystkich, wszystkich wspierają, polecają, każdemu pomagają. Zdroworozsądkowi patrzą na nich z politowaniem i pytają: „dlaczego ją polecasz? To zarozumiała, zła osoba jest!” A kochający siebie mówi: „ależ nie, jest piękna i dobra”, bo patrzy na kogoś przez pryzmat swojego świetlistego serca. Czas to weryfikuje. Wilk w owczej skórze prędzej czy później pokaże zęby. Nigdy natomiast nie zacznie jeść trawy. Jest wilkiem. Doświadczałam tego wielokrotnie, zachwycając się ludźmi, którzy potem obnażali nieetyczne zachowania wobec innych.

Nie przeszkadza mi moja „naiwność”. Lubię widzieć w ludziach Dobro. Lubię zachwycać się Światłem w sobie i w innych. Lubię wierzyć, że dobra jest więcej niż zła. I chociaż na pewno nie lubię się rozczarowywać, to wiem, że i tego można uniknąć, jeśli nie będę niczego oczekiwać. Jak pisałam wcześniej: każdy ma swoją drogę i swój punkt w czasoprzestrzeni. Każdy jest na właściwej dla siebie drodze. Każdy czegoś uczy. Także mnie. Uczy wierzyć sobie i w siebie. Uczy mnie coraz bardziej kochać siebie i swoje wybory. Uczy mnie ufać, że jestem Światłem nawet wtedy, kiedy ktoś widzi we mnie swoje własne demony.

Ma prawo. To jego demony. Może je w swoich oczach przenosić na wszystkich, na których zechce. Naszym prawem jest świecić nadal swoim Światłem. Jeśli ktoś ma oczy w mroku i widzi w nas rogi, to nie umniejsza w nas Dobra. Nie stajemy się automatycznie złymi ludźmi tylko dlatego, że ktoś nas osądza. Żyjemy tutaj dla siebie, a nie dla oceny drugiej – często nieobiektywnej – osoby, zaplątanej w swoje nieprzerobione wzorce. Naszym zadaniem jest być sobą najlepiej jak potrafimy i cudze pomówienia są tylko pułapką, w które wpada brak miłości do siebie. Kiedy nie kochamy siebie wystarczająco mocno, wątpimy w siebie i zastanawiamy się skąd u nas rogi? Nie ma żadnych rogów. W nikim. To iluzja, to nauka kochania siebie i bycia poza oceną drugiego człowieka.

Jest w tym jeszcze jedna ważna lekcja. Człowiek, który w naszych oczach postępuje nieetycznie, uczy nie oczekiwania idealnych zachowań. Pokazuje nam też lekcję akceptacji dla wielowątkowości wszechświata. Uczy tolerancji i wybaczania, jeśli obraca się przeciwko nam. A właściwie uczy, że niczego nigdy nie musimy wybaczać, bo wszystko jest dokładnie takie, jakie być powinno. Żeby to zobaczyć, trzeba najpierw dostrzec Światło w swoim własnym sercu. Dopiero wtedy poprzez pryzmat prawdziwego kochania siebie, możemy w pełni zaakceptować cokolwiek się pojawi. Możemy zauważyć harmonię wszechświata.

Bogusława M. Andrzejewska

Empatia

O empatii mówi się najczęściej w kontekście wrażliwości. Czasem wydaje nam się, że odczuwamy więcej i rozumiemy lepiej drugiego człowieka. Bywa, że współodczuwamy tak głęboko, jakbyśmy stopili się z jego duszą. Emocje innych często nam się udzielają. A kiedy zaczynamy pracować z energią, wszystko staje się jeszcze bardziej klarowne. Bywa i tak, że odbieramy przeżycia i odczucia drugiej osoby, jakby były nasze i zadajemy sobie pytanie: dlaczego czuję to i tamto, przecież nic się nie wydarzyło? Granica wrażliwości jest zawsze bardzo indywidualna.

Chciałabym jednak spojrzeć na temat z innej strony. Poprzez pryzmat dobroci. To moje skojarzenie, ponieważ dla mnie bycie osobą empatyczną oznacza bycie dobrym człowiekiem. Nie przewrażliwioną neurotyczką, ale kimś, kto z troską pochyla się nad drugim człowiekiem. To działanie płynące z serca. Bez przesadnego brania na siebie cudzych problemów, jednak zauważanie z otwartością tego, co może odczuwać inny. Słowo „może” jest tutaj kluczowe. Osoba empatyczna najzwyczajniej w świecie liczy się z bliźnim obok siebie.

Słyszałam niedawno taką historię, w której jedna dziewczyna obgadała inną i naplotkowała brzydkich rzeczy, które w istocie nie miały miejsca. To pomówienie sprawiło, że wspólni znajomi zaczęli krzywo patrzeć na tę obgadaną. Kiedy po jakimś czasie pojawił się mądry mediator i zapytał plotkarę: „czemu to zrobiłaś? Przecież to ją zraniło? Czemu ją skrzywdziłaś?”, plotkara ze zdziwieniem odpowiedziała: „Ale ja nie wiedziałam, że ona będzie cierpieć. Ja nie chciałam, żeby jej było przykro, chciałam tylko, żeby mnie bardziej lubili”. Ludzie zapominają o tym, że drugi człowiek ma uczucia. Nie jest wirtualną postacią z komputerowej gry, której można odciąć wesoło głowę i skoczyć na kolejny level. Ludzie czują i cierpią. Empatia to świadomość życia i świadomość, że ktoś inny czuje tak jak my.

W dzisiejszym świecie taka oczywista jakość jest niestety czymś, czego trzeba uczyć się od nowa. Obserwuję z zaskoczeniem wzrost egoizmu i bezmyślnego krzywdzenia innych dla własnych korzyści. Niejednokrotnie pod płaszczykiem zakłamanych i przekręconych psychologicznych prawd. Kiedy byłam małą dziewczynką, uczono mnie, by dzielić się z drugą osobą, pomagać jej, wspierać. Powtarzano mi wiele razy, aby nikt przez mnie nie płakał. To dla mnie takie oczywiste, że ilekroć coś planuję, wymyślam coś nowego, chcę wykonać jakiś ruch, najpierw pytam: „czy nikogo tym nie zranię?”. Dlatego też nie uznaję rywalizacji ani wyścigu szczurów. Z nikim nie chcę się mierzyć, dostrzegając oczywisty fakt – dla każdego jest miejsce na świecie. Miejsce i wszystko, czego ktoś potrzebuje. Nikomu nie musimy nic wydzierać. Nikogo nie musimy utrącać, by nam było lepiej. Zawsze znajdzie się dobra droga, która przyniesie nam szczęście, bez ścielących się pod naszymi nogami trupów.

Empatia to dostrzeganie człowieczeństwa w innych. To świadomość, że koleżanka, sąsiadka, przyjaciel czy szef to czująca istota. Boi się i kocha, cierpi i zachwyca, martwi i cieszy… Pod tym względem wszyscy jesteśmy tacy sami, nawet jeśli jedni są bardziej wylewni, a inni ukrywają wszystko pod pokerową twarzą. Brak empatii to dla mnie poniżanie i obrażanie innych, bo tak nam pasuje. Bo chcemy coś komuś udowodnić. Bo chcemy, by nas zauważono i zachwycono się nami. Bo mamy władzę i możemy pokazać komuś, że jest wobec nas nikim. Przez wiele lat pracy z klientem nie znalazłam nigdy wystarczającego powodu, by kogoś celowo zranić. Nieświadomie zdarzy się to każdemu, mnie także, choć bardzo się staram, by nikt nie czuł się przy mnie źle. Na to jednak nie mamy wpływu i wtedy mówimy o lekcjach karmicznych. Krzywdzenie celowe w imię jakiejś swojej racji jest brakiem empatii.

W rozwijaniu życzliwości ogromnie ważne jest wysokie poczucie wartości. Im bardziej kochamy siebie, tym więcej dobra dajemy innym, ale też więcej przyciągamy od innych ludzi. Z prostego powodu: kochając mocno siebie, przenosimy to na innych i myślimy o nich w wysokich wibracjach. Patrzenie na drugiego człowieka oczami miłości pozwala mu obudzić w sobie najlepsze uczucia. Dlatego prawdziwa empatia to przede wszystkim docenianie drugiej osoby i świadomość Jedności ze Wszystkim Co Jest.

Każdy człowiek jest w swej istocie dobry. Aby zamanifestował dobro przed nami, musimy wierzyć, że to Światło w nim jest. Jeśli z góry zakładamy, że jakaś osoba jest nam wroga, tworzymy przestrzeń do niesympatycznej relacji. Kreujemy każdą myślą i każdym gestem. To w co głęboko wierzymy, to tworzymy w swojej rzeczywistości. Uważam, że ludzie są wielowątkowi. Każda istota ludzka jest jak wielkie menu: co wybiorę, to się pojawi na stole mojego życia. Jeśli oceniam krytycznie choćby tylko w myślach, wywołuję tym negatywne działania. Jeśli przyjmuję bezwarunkowo uśmiechając się sercem do drugiej osoby, prowokuję do dobra i do miłości.

W niektórych kulturach ludzie witają się słowami: „pozdrawiam Boga w Tobie”. Jest to jedna z najpiękniejszych metod otwierania się na Boskość, a tym samym na to wszystko, co w drugim człowieku najlepsze. Każdy z nas nosi w sobie Światło. Możemy je dostrzegać i wzmacniać, a możemy też skupiać się na mroku. Świadome myśli są ważnym narzędziem, które w całości zależy od nas, ponieważ tym, co odciąga nas od dobra są oczywiście egotyczne emocje. Jeśli ktoś czuje zazdrość, to zamiast Boskości, wywleka demona. A potem przed nim już tylko kłótnie i eskalujące coraz bardziej emocje. Dopóki nie przestanie wzmacniać demona zazdrości i nie uświadomi sobie, że oto przed nim stoi Boskość. Dopóki nie poczuje i nie powie: pozdrawiam Boga w Tobie.

Ktoś może powiedzieć w tym miejscu, że niektórzy ludzie są tak źli i tak podle postępują, że nie sposób myśleć o nich inaczej. Nie wchodząc w polemikę, bo każdy przypadek jest niepowtarzalny, powiem tylko, że zło rodzi się z bólu. Początkiem zawsze jest sytuacja, w której ktoś zostaje odepchnięty, odrzucony i dostaje informację: nie ma w tobie nic dobrego. Często taki wzorzec jest wielokrotnie powtarzany. Potem człowiek tylko realizuje ten program. Dopóki nie zobaczy w sobie Światła, dopóki my nie zobaczymy w nim Światła – nic się nie zmieni, zło będzie nakręcało kolejne zło.

Pewna pani udzieliła kiedyś wsparcia bezdomnemu. Nakarmiła go i przygarnęła, aby mógł się przespać w cieple. W zamian on ją okradł i uciekł. Gdzie popełniła błąd? Nie dostrzegła w człowieku Boskości, dostrzegła umęczonego, brudnego włóczęgę i opierając się o energię litości zapragnęła zrobić dobry uczynek. Moi duchowi nauczyciele zawsze powtarzali, że litość nie jest dobra. W litości zawiera się nuta pogardy i obrzydzenia. Litość to poczucie winy, że nam jest lepiej. Taka energia nie przynosi dobra. Po prostu nie może. Czym innym jest płynące z serca współczucie, kiedy czujemy się Jednością z inną osobą. Kiedy czujemy na wszystkich poziomach, że jesteśmy tym samym, co żebrak, a różnice są czysto zewnętrzne: jesteśmy umyci i najedzeni, mamy coś w portfelu, a on nie. Tworzymy więc nieco równowagi życzliwym gestem.

Dodam też, że nie jest to wykład o pomaganiu. Wbrew pozorom skuteczna i trwała pomoc wymaga też wiedzy psychologicznej. Człowiek, który od wielu lat żyje w nędzy. ma zupełnie inną mentalność i oczekiwania, niż przeciętna pracująca zwyczajnie osoba. Aby osiągnąć pozytywny efekt, należy zmienić sposób myślenia takiego człowieka i pokazać mu, że zasługuje na wszystko, co dobre oraz, że może sam to przyciągnąć uczciwą pracą, staraniem, szacunkiem do siebie i innych. Tego też uczą duchowi nauczyciele, podkreślając wagę wymiany energetycznej. Kiedy rozdajemy jałmużnę, uczymy stania z wyciągniętą ręką. Ale dziś nie o tym…

Naszą rzeczywistość tworzy rozumienie prawdziwej wewnętrznej istoty. Rozumienie tego, co jest esencją człowieka. Ubranie, wychowanie, wygląd, zasobność to tylko zewnętrzne nakładki. Nie umniejszam ich znaczenia. Lubię być dobrze ubrana. Lubię mieć pieniądze na swoje zainteresowania. Świadomość duchowa nie polega na ascezie, lecz na równowadze. Mogę być czysta, zadbana, bogata i nie zatracić swojej prawdziwej istoty. Mogę dostrzegać Boskość w każdym napotkanym człowieku, chociaż różnię się od niego tym, co jest w nas na zewnątrz.

Bogusława M. Andrzejewska