Przebudzenie 8

Praktyka czyni mistrza i dotyczy to wszystkich obszarów naszego życia, nie tylko tych zawodowych i materialnych. Duchowy wzrost wymaga także praktykowania i to bardzo systematycznego. Oznacza to między innymi, że ktoś, kto nie praktykuje duchowości, nie rozwinie się dzięki szkoleniom czy czytaniom setek książek. Człowiek, który posiądzie tony ezoterycznej wiedzy, ale nie przekłada jej na praktykę, jest w punkcie wyjścia przez cały czas.

Bo duchowość nie może być mylona z ezoteryką. Znajomość run czy astrologii nie rozwija nas duchowo ani o centymetr. W pewien sposób ludzie łączą podręczniki ezo z rozwojem wewnętrznym, chociaż nie ma to sensu. Jest iluzją, która próbuje nam wmówić, że duchowości można się nauczyć z książek. Nie można. Jednak przyznaję, że na szkoleniach tego typu można złapać tyle energii duchowej, że rozwijamy się, chociaż nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Bo jest coś, co nas wznosi bez żadnego naszego udziału  prawdziwie duchowy nauczyciel. To ten dar i przywilej. Kiedy spotykamy rozwiniętą duchowo osobę  a najczęściej trafiamy na takie osoby na szkoleniach i konsultacjach  to nasza energia duchowa rośnie. Oczywiście warto pamiętać, że takiego człowieka możemy spotkać na towarzyskiej herbatce, w pracy i w każdym dowolnym miejscu. To ktoś przy kim “wystarczy być”. Nic nie musimy robić, tylko nastawić się na przyjmowanie. I wzrastamy.

Możemy to mądrze wykorzystać i iść za impulsem sięgając do odpowiednich praktyk. Jedną z takich praktyk skutecznie wspierających duchowy wzrost jest Reiki. To energia, która dosłownie “popycha” nas w rozwoju. Przy odrobinie szczęścia możemy też trafić na mistrza, który pracuje nad sobą i jest tak mocny energetycznie, że podnosi nas za sobą. A potem wystarczy systematycznie przekazywać energię sobie lub innym, a będziemy inspirowani do rozwoju. Nie każdy słucha tej inspiracji, ponieważ nie każdy jest świadomy mocy, jaką daje Reiki. Ludziom wydaje się najczęściej, że Reiki jest metodą uzdrawiania ciała, a to tylko pozytywny efekt uboczny metody, której esencją jest sublimowanie naszej energii. Jeśli jednak nie ma wiedzy i zgody  nie ma sublimacji.

Dla mnie najsilniejszym bodźcem rozwoju była inicjacja mistrzowska. Odkąd zostałam nauczycielem Reiki, kilkanaście razy dziennie zadawałam sobie pytanie: co zrobiłby w tej sytuacji mistrz duchowy? Bo takim się czułam i bardzo dobrze to wpływało na rozwijanie mojej pokory, wdzięczności i dobroci. Chciałam za wszelką cenę być godna tego tytułu. I chociaż mistrzów na świecie są miliony, a większość to zwykli, słabi ludzie, to dla mnie było to coś wielkiego. Poczułam się namaszczona na spadkobierczynię Istot Oświeconych i Duchowych Przewodników. Wzięłam się za siebie i mocno weszłam w duchowe jakości.

Podstawową praktyką rozwijającą duchowość jest medytacja. Taka, w której wchodzimy w przestrzeń poza myślami. Podobnie działa prawidłowo rozumiane Pole Serca, co oznacza, że metody kwantowe też nas mogą wznosić. Niesamowicie efektywne są praktyki buddyjskie  to wiem z własnego doświadczenia, ale wiem też, ze nie są one dostępne dla każdego. Myślę jednak, że są też inne ścieżki duchowych ćwiczeń. Jest wiele praktyk, które rozwijają nas duchowo w piękny i skuteczny sposób.

Jednak najważniejsze są zupełnie inne działania. Po pierwsze dobroć. Dobroć, serdeczne słowa i bezinteresowna życzliwość podnoszą naszą duchową energię. Podobnie działa odczuwanie miłości bezwarunkowej i wdzięczności. Bardzo łatwo się tego nauczyć. Nawyk kochania i wyrażania wdzięczności można w sobie rozwinąć w ciągu 28 dni. Jak każdy inny nawyk zresztą. Na zajęciach prosperity uczę też specjalnych ćwiczeń, które pomagają nam rozwijać w sobie i wzmacniać piękne jakości serca: radość, harmonię, pokój i miłość.

Zatem podstawowa duchowa praktyka to działania pełne kochania, wdzięczności, dobroci i radości. To utrzymywanie wysokiej energii i bycie w przepływie. To także pozytywne myśli, pogodny nastrój i dobry humor, ponieważ takie nastawienie trzyma nam wysoko energię, podczas gdy narzekanie, smucenie się i zamartwianie  obniża. I tu też mamy odpowiedź, dlaczego dla duchowego rozwoju ważne są pozytywne myśli. Ludzie, którzy krytykują te nauki, nie maja po prostu odpowiedniej wiedzy. Wydaje im się, że rozwój duchowy wiedzie przez cierpienie, stękanie i męki. Stereotyp: coś cennego musi być opłacone bólem i wysiłkiem. To tak nie działa. Doga do duchowości jest drogą przez radość i miłość.

Praktyka rozwoju duchowego to zastępowanie każdej negatywnej emocji wybaczeniem, miłością i akceptacją, poprzez natychmiastowe podniesienie wibracji i reagowanie z poziomu duchowego. Oto przebudzenie i droga, ta najważniejsza i najskuteczniejsza. Dodam, że emocje są naturalne i mamy prawo je odczuwać. Natomiast jest wiele sposobów pracy z nimi  piszę o tym w innych artykułach. Najprostsza ścieżka duchowa polega na rozpuszczaniu w Światło wszystkiego, co nam nie służy i zastąpienie tego bezwarunkową miłością, która uzdrawia wszystko.

Bogusława M. Andrzejewska

Advertisements

Przebudzenie 7

Jednym z ciekawszych aspektów przebudzenia jest umiejętność wyciszenia umysłu. Mówią o tym wszyscy duchowi nauczyciele. Właśnie po to stosujemy w pracy nad sobą medytacje i mantry. Oczywiście medytacje mają też inne dobroczynne działania, więc ze wszech miar warto się ich nauczyć, ale to wyciszenie umysłu zaczyna wysuwać się na plan pierwszy, kiedy mówimy o przebudzeniu.

Nasz umysł bez przerwy “gada”. Proszę się nie obrażać o to  dotyczy to wszystkich. Ludzie, którzy nie ćwiczą umysłu, noszą w sobie wielkiego gadułę, który cierpi na słowotok. Gaduła opowiada bez przerwy różne rzeczy, zadaje pytania, zamartwia się, przypomina rozmaite stare  i nowe historie i zajmuje nas tym gadaniem bez przerwy. Nawet pod prysznicem i w toalecie. Milknie dopiero wtedy, kiedy zasypiamy. Przywykliśmy do tego i na co dzień korzystamy z tych wszystkich informacji, którymi gaduła nas zalewa.

Tymczasem pod spodem, pod rozgadanym umysłem jest cudowna uzdrawiająca cisza. A pod tą ciszą znajdziemy Wszystko Co Jest. Jesteśmy jednością z całym wszechświatem. To połączenie nie może być niezauważone  to byłoby co najmniej dziwne. To jak mieć rękę i nie czuć własnych palców. A jednak… najczęściej nie czujemy nikogo i niczego poza nami samymi, ponieważ to odczucie zagłusza świadomy umysł. Jego gadanie chroni nas i izoluje od Wszystkiego Co Jest. Ma to sens, dopóki nie jesteśmy przebudzeni.

Praktykowanie medytacji pozwala wyciszyć gadający wiecznie umysł. Kiedy wreszcie zamilknie, usłyszymy głos Boga, dotkniemy wieczności i uzyskamy wgląd w esencję wszechświata. Poczujemy swoją boskość, rozpoznamy własną istotę i zrozumiemy, Czym W Istocie Jesteśmy. Wszystkie odpowiedzi znajdują się po drugiej stronie ciszy. Nie ma zatem przebudzenia bez ciszy, ponieważ dopiero ona odsłania to wszystko, czego tak uporczywie poszukujemy w książkach i na kursach.

Jedną z przykładowych ścieżek, która stosunkowo szybko prowadzi do oświecenia, są buddyjskie praktyki. One właśnie pozwalają wyciszyć umysł i sięgnąć do takiej energetyki, która prowadzi nas do tego, co jest poza ciszą. Buddyjscy nauczyciele perfekcyjnie dopracowali techniki, układające naszą energię duchową w najbardziej optymalny sposób. Zapewne nie jest to jedyna taka dobra ścieżka, jest ich więcej. Każdy powinien wybrać sobie to, co dla niego najlepsze, ponieważ jesteśmy różni i nie będzie nas wszystkich satysfakcjonować czy rozwijać to samo. Jednak piszę o tym, bo to właśnie praktyka duchowa przynosi efekty, a nie dyskusje czy książki.

Oczywiście książki bezsprzecznie warto czytać  szczególnie gorąco polecam Eckharta Tolle, który pięknie mówi o sensie ciszy i tym wszystkim, co kryje się za nią. Warto też uczestniczyć w rozwojowych warsztatach czy dyskusjach, dzięki którym wymieniamy się doświadczeniami. Tu szczególnie polecam takiego sympatycznego pana, który nazywa się Mooji. Rzecz jednak w tym, że książki i kursy czy rozmowy karmią świadomy umysł. Tego wiecznego gadułę, który dostaje kolejną pożywkę do trajkotania, rozkminiania i wątpliwości. Dopiero praktykowanie ciszy pozwala dotknąć i urzeczywistnić to, czego tak pragniemy.

Dla tych, którzy są na ścieżce do przebudzenia, kwestia ciszy może być też sprawdzianem tego, na ile opanowali swój umysł, poprzez zweryfikowanie, czy umieją pozostać bodaj przez kilka minut nie myśląc o niczym. To prosty test. Zwróćmy też uwagę, że umysł dysponuje boskimi mocami. Praktykowanie ciszy i umiejętność wyłączenia “gaduły” na zawołanie, to odblokowanie dostępu do ogromnych możliwości. Dlatego właśnie osoby przebudzone często umieją zrobić coś, co wymyka się logice, jak chodzenie po wodzie.

Bogusława M. Andrzejewska

Przebudzenie 6

Często spotykam się z twierdzeniem, że przebudzenie to samotność i na drodze rozwoju osobistego trzeba rozstać się z partnerem, partnerką i samotnie zmierzać do celu. Biorąc pod uwagę moje doświadczenia i obserwacje z całą pewnością nie jest to żaden warunek. Znam wiele oświeconych istot żyjących w pełnych miłości związkach. A moim prywatnym zdaniem  to właśnie umiejętność tworzenia dobrego, udanego związku jest dowodem na prawdziwe przebudzenie. Bliskość i miłość przejawiane wobec najpotężniejszego szlifierza naszego diamentu jest największą wygraną w pracy nad sobą. Posunę się jeszcze dalej  dla mnie tylko człowiek, który umie dbać o własny związek i kochać prawdziwie wiele lat, jest tym, który naprawdę pokonał własne demony.

Proszę jednak potraktować to elastycznie. Nie wszystkie związki ratujemy i trwamy w nich. Niektóre uczą nas asertywności, samostanowienia, podnoszenia poczucia wartości i po spełnieniu swojej roli rozpadają się. Nic zatem na siłę. Jednak spotykam też często takie relacje, gdzie dwie dusze umówiły się na wspólne wrastanie poprzez trudną naukę. Jeśli odrobią wszystkie lekcje, stanowią piękny przykład “starego, dobrego małżeństwa”, w którym ludzie są ze sobą, bo chcą, a nie dlatego, że muszą. Nic ich nie trzyma, dzieci dorosły, są niezależni finansowo i są razem szczęśliwi. Oto dla mnie Mount Everest rozwoju, bo tu najczęściej się poddajemy i odchodzimy, szukać rozwiązania swoich lekcji z kimś innym.

A lekcje idą za nami i z tym kimś innym dotykamy tego samego, tylko w innej scenerii, więc czasem nawet nie widzimy, że kręcimy się w kółko jak pies za własnym ogonem. W związku intymnym najmocniej przerabiamy swoje wzorce. Jeśli nie widzimy konieczności nauki miłości bezwarunkowej do siebie i innych, to właśnie partner osobisty będzie nas bezlitośnie szkolił, nie przebierając w środkach. I ta nauka boli, bo w bliskiej relacji otwieramy swoje serca, zrzucamy gardy i cios trafia w najbardziej wrażliwe miejsce.

Na ścieżce rozwoju, kiedy w człowieku wzrasta siła i zrozumienie swojej mocy, ludzie odchodzą od trudnych partnerów. Potem, cierpiąc w samotności, ogłaszają dokoła wydumane prawdy, że samotność jest ceną jaką trzeba zapłacić za wzrastanie duchowe. To nieprawda, chyba że ktoś jest mnichem albo mniszką i składa na ołtarzu ślubowanie celibatu. Z całym szacunkiem dla wszystkich mądrych mnichów  nikt, kto nie trenował na poligonie związku małżeńskiego (intymnego) nie ma wiedzy o życiu i rozwoju. Nikt. To poligon o najwyższym stopniu trudności. I żadna szkoła jogi, oddechu czy medytacji nie da nam nawet procenta tego, co daje nam życie w stadle.

Czasem bycie samemu jest nam potrzebne, by zrozumieć siebie, by odnaleźć swoje prawdziwe wzorce i potrzeby i przejrzeć się we własnych oczach. I my  żyjący w małżeństwach  także czasem bierzemy taki urlop od relacji, aby pobyć w ciszy ze sobą. Ale to nie może trwać wieczność, bo tutaj, w ziemskich realiach pracujemy w materii i pracujemy w związkach. Dusza, która zeszła na Ziemię, świadomie wybrała takie warunki i tego potrzebuje do pełni rozwoju. I dodam, że nie każdy musi mieć męża czy żonę, to nie kwestia obrączki. Można być samym, ale nie samotnym i można praktycznie uczyć się kochania z kimś, kto z nami nie mieszka na co dzień.

Bogusława M. Andrzejewska

Przebudzenie 5

Internet jest pełen doradców i specjalistów od rozwoju, którzy próbują innych uczyć duchowości. Niektórzy być może wiedzą, o czym piszą. Niektórzy nie. Nawet sama definicja przebudzenia jest trudna, bo czy to już oświecenie, czy tylko pierwsza przymiarka? Logicznie rzecz biorąc przebudzenie to otwarcie oczu i uświadomienie sobie, że rzeczywistość, którą wciąż czujemy pod powiekami, była tylko snem. A zatem w duchowym rozwoju to uświadomienie sobie, że wszystko jest iluzją, a prawdziwe Ja jest boskie i nieśmiertelne. Prawdziwe przebudzenie to wyjście poza dualizm i spokojna obserwacja tego, co nas otacza.

Jeśli za punkt wyjścia przyjąć teorię, to mamy wokół siebie setki przebudzonych. Ludzie czytają, uczęszczają na kursy, medytują i rozumieją jaki jest sens naszego istnienia. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę praktykę, to trudno znaleźć istotę, która tę jakość urzeczywistniła. Nie jest problemem wyrobić sobie nawyk pozytywnego myślenia, wybaczyć ludziom i zacząć akceptować skomplikowane wydarzenia jako konieczne nam do rozwoju lekcje. Nie jest też problemem wyciszyć umysł i zacząć doświadczać odmiennych stanów świadomości. Trudność pojawia się wtedy, kiedy trzeba uwolnić wszystkie emocje i z prawdziwym spokojem przyjmować ludzkie zachowania pełne złości i zazdrości. Rzecz nie polega przecież na tłumieniu tych emocji, lecz mówiąc dość obrazowo  na dostrzeganiu w drugim człowieku boskiej istoty. I na prawdziwym odczuwaniu, że wszystko jest w harmonii. Bo oczywiście można udawać, ale czy zawsze czujemy, że tak jest?

Czytałam niedawno artykuł pewnej pani, która próbowała opisać, jak zachowuje się przebudzony człowiek. Pięknie pokazała pozytywne myślenie, wybaczanie, wewnętrzny spokój i akceptację takich zjawisk jak np. śmierć. Podkreśliła jednak też, że przebudzona osoba nie je mięsa, nie ogląda telewizji, nie przejmuje się politykami. I tu już zobaczyłam, jak opisuje samą siebie, nie rozumiejąc zupełnie o co chodzi. Szczególnie kiedy zaprzeczyła temu, co napisała wcześniej, podkreślając nie tolerowanie kłamstwa. Zonk! Jak można ignorować zachowania polityków i oburzać się na kłamstwo  jedno drugi wyklucza.

Przebudzenie jest przede wszystkim akceptacją tego, co jest i dostrzeganiem świata jako niedualnego. Dla przebudzonej istoty nie istnieje pojęcie kłamstwa ani prawdy  wszystko jest tym samym. Jest zjawiskiem poza oceną. Nie ma znaczenia jedzenie lub niejedzenie mięsa, czy oglądanie telewizji. To opis wymyślony z poziomu osoby nie przebudzonej  tak ona sobie wyobraża ten stan. Chciałaby go wstawić w swojego ramki wyrastające mocno z ego i niemal biblijnych zasad, które dzielą życie na zło i dobro.

No właśnie. Ludzie próbują nazywać coś, czego nie czują i o czym nie mają pojęcia. Osoba przebudzona to dla nich ładna, wyciszona laleczka, która nie okazuje emocji i ze szklanym uśmiechem łyka jak żabę wszystko, co się wydarza. A potem dokładają do tego opisu moralne zasady rodem z biblii: nie kłamie, nie kopie, nie kradnie. A to tak nie działa. Przebudzenie pozwala nam uzyskać wgląd i działać zgodnie z tym wglądem. Jak pisałam wcześniej spędziłam trochę czasu przy osobie oświeconej. Rozpoznawał nasze myśli, porozumiewał się telepatycznie, czarował, ale potrafił też rzucić w drugiego człowieka kamyczkiem, aby go przywołać do rzeczywistości i krzyczeć na kogoś, jeśli taka była potrzeba. Wiem też, że okazywał rozmaite emocje, jadł chyba też czasem mięso i oglądał telewizję. Nie zatem od diety zależy oświecenie i nie od zaniechania oglądania telewizji.

Przebudzenie to miłość bezwarunkowa do wszystkich czujących istot. To bycie boską istotą i zarazem jednością ze Wszystkim Co Jest. To poczucie, że jesteśmy jednym z każdym mordercą, kłamcą, złodziejem i z każdym uzdrowicielem, zbawcą, bohaterem. To patrzenie z zachwytem na wszystko i wielka cisza, która kołysze nas w środku, zamieniając się w błogość z każdym głębszym oddechem. To pulsujące poczucie rozkoszy, które nas łączy z falowaniem wszechświata i którego wręcz nie umiem opisać. Jedno jest pewne: przebudzenie to stan poza oceną. Z poziomu przebudzenia nic nie jest złe ani dobre. Jeśli ktoś Wam powie, że człowiek przebudzony wybiera tylko grzeczne i przyzwoite zachowania  nie wierzcie. Kiedy się przebudzicie, nic nie będzie grzeczne ani niegrzeczne. Wszystko będzie tym samym przejawianiem miłości na różne sposoby.

Bogusława M. Andrzejewska

Przebudzenie 4

Nie odkryję Ameryki mówiąc, że sens pozytywnego myślenia podważają wyłącznie osoby, które nie umieją się tą metoda posługiwać i zdążyły doświadczyć rozczarowania. Kluczem jest tutaj właściwe podejście i konsekwentna praca z miłością. Nie ma innej drogi. Im bardziej się odsuwamy, im mocniej zaprzeczamy, tym bardziej życie będzie nas doświadczać tym samym. Tak działa dusza. Powtarza i powtarza lekcje, aż do zrozumienia. Nie ma przed tym ucieczki. Ktoś, kto trochę poczytał, powinien o tym wiedzieć i nie miotać się na oślep. To nie ma sensu. A już głupotą jest racjonalizacja własnego lęku przed miłością i dorabianie do tego jakiejś hipotezy o tym, że pozytywne myślenie służy ogłupianiu ludzi, aby ich zniewolić czy wyzyskiwać.

Nie chcę tu dyskutować o światowej polityce ekonomicznej i oczywistej chciwości niektórych grup społecznych, czy o wycinaniu lasów albo koncernach farmaceutycznych. Koń jaki jest – każdy widzi. Chcę natomiast wyraźnie podkreślić, że właściwa praca z miłością bezwarunkową, podnoszeniem samooceny i pozytywnym myśleniem wyciąga nas spod władzy jakiegokolwiek systemu. Wysoka energia chroni człowieka. Jeśli tworzę w sobie przestrzeń miłości i akceptacji, to nikt i nic mnie nie zaatakuje, nie oszuka i nie wyzyska. Tak działają zasady wszechświata, czy chcemy w nie wierzyć, czy też nie. Dostaliśmy wszystko, czego potrzebujemy do szczęścia. Mamy w sobie moc stwarzania światów  cokolwiek zbudujemy w sobie, realizuje się na zewnątrz w otaczającej nas materii. Jeśli nie podoba nam się to, co widzimy wokół, stwarzajmy w sobie to, czego pragniemy.

Rozwijamy się duchowo między innymi po to, aby zmienić oblicze tej Ziemi. Nie stworzymy na naszej planecie pokoju, jeśli będziemy wredni, zgorzkniali i złośliwi. Pokój można zbudować jedynie tworząc taki właśnie pokój wewnątrz siebie. A to wymaga pozytywnego myślenia, miłości i akceptacji. Jeśli nauczymy się budować w sobie raj, to wszechświat jak lustro odzwierciedli naszą wizję i znajdziemy się w utopii. A że ciągle trudno tego doświadczyć, to właśnie dlatego, że mnóstwo ludzi zamiast cierpliwie i konsekwentnie pracować z pozytywnym myśleniem, kochaniem siebie i z twórczą wizualizacją, woli wymyślać teorie spiskowe. Byle nic nie robić. Tak przecież najłatwiej  krytykować wszystko i powtarzać: nic nie ma sensu, to i tak nic nie da. Znamy to i takie osoby? Znamy wszyscy…

Dobro całego świata potrzebuje też, by osoba, która zajmuje się własnym rozwojem i rzekomo pracuje nad sobą, przyznała to, co oczywiste. I znowu posłużę się przykładem. Krytykowanie miłości bezwarunkowej i sprzeciwianie się pozytywnemu myśleniu, jest jak uparte powtarzanie, że dwa razy dwa równa się pięć… tylko dlatego, że ktoś kogo nie lubimy obwieścił, że dwa razy dwa równa się cztery. Ludzkie kompleksy i negatywne emocje są tak potężną siłą, że nawet inteligentne osoby powtarzają bzdury, byle tylko nie przyznać racji komuś, kto im podpadł. Albo czemuś, co ich zraniło. Przyznanie się do błędu albo przyznanie racji komuś nie lubianemu wymaga bardzo wysokiej inteligencji i bardzo wysokiego poziomu rozwoju wewnętrznego. Koło się zamyka.

I w ten sposób Stwórcy oraz Mistrzowie Energii grają w szachy i plotkują zamiast tworzyć nowe światy. A kiedy pojawia się młody, pełen entuzjazmu adept i woła: “co robicie? Twórzcie pokój, zdrowie i radość, budujmy razem nową, pełną miłości erę!“, rzucają do niego drwiąco: “jesteś idiotą z głową napchaną frazesami, system zmanipulował cię, żebyś mu służył. Nie przeszkadzaj nam, my jesteśmy ci mądrzy, którzy zjedli wszystkie rozumy i wiemy, że nic światu nie pomoże, to wszystko matrix, z którego nigdy się nie obudzimy…” Tak przecież najłatwiej.

Bogusława M. Andrzejewska

Przebudzenie 3

Ludzie, którzy odcinają się od miłości, są puści w środku i nieszczęśliwi. Potrzebują pomocy w pracy nad sobą i z pewnością nie ma w tym żadnej ich winy. Czasem życie tak właśnie nas doświadcza, że zamiast stać się miłością, bywamy lękiem. To wszystko można uzdrowić i myślę, że wiele osób doświadczyło tego pozytywnego zwrotu w swoim życiu. Ja mogę tylko po raz kolejny potwierdzić  to miłość jest drogą. Jakkolwiek patetycznie to nie zabrzmi  nie ma sposobu poza kochaniem. To prawda. Im dłużej pracuję z miłością bezwarunkową, tym więcej odnajduję na to potwierdzeń.

Czasem moją uwagę przyciągają osoby, które rzekomo zajmują się przebudzeniem i duchowością, a pomimo tego także odcinają się od miłości. Oczywiście, takie osoby też mogą mieć za sobą trudne doświadczenia, w wyniku których pozamykały serca. Jednak twierdzenie, że interesują się rozwojem duchowym jest w tym przypadku absurdem. To jakby powiedzieć: kocham deszcz, ale nie cierpię, kiedy pada. To szukanie pieczonego lodu… Albo ślepa uliczka. Nic nam oczywiście do tego, kto w co wierzy i co robi. Problem rodzi się wtedy, kiedy taki człowiek zaczyna uczyć lub pouczać innych, bo jest dajmy na to nauczycielem, doradcą, coachem lub po prostu autorem, który publikuje swoje mądrości. Jeśli mamy takie wyzwanie, by korzystać z nauk tej osoby, trzeba być bardzo ostrożnym, by nie przyswoić jego goryczy i nie wdrukować sobie jego negatywnych wzorców. Dlatego to takie ważne, kto jest naszym nauczycielem.

Są też osoby, które głośno wyśmiewają wszystkich zajmujących się pozytywnym myśleniem. Dorabiają do tego jakąś chorą filozofię, że ludzie szczęśliwi i pozytywni są otumanionymi owcami, które służą jakiejś organizacji. To znowu odpycha ludzi od dobrej energii, szczególnie tych, którzy nie mają w sobie dość siły, by zignorować takie ataki. Nie piszę tu o nikim konkretnym  pokazuję raczej zjawisko, aby je zrozumieć i umieć się temu przeciwstawić. Bez względu na ogrom stosowanej demagogii nie wierzmy w absurdalne argumenty o rzekomym służeniu jakiemuś systemowi, lecz słuchajmy własnego serca. Nie robimy tego na co dzień, bo od ręki kupujemy takie teksty i takich ludzi, poprzez ich agresywną energię. Namawiam zatem, by się zatrzymać, zamknąć oczy i zapytać samego siebie: czy taka teoria mi służy? Czy przyniesie mi dobro? Jeśli ktoś pracuje z metodami kwantowymi może po prostu zadać otwarte pytanie do pola. Nie musicie mi wierzyć, ale pytajcie samych siebie  nie łykajcie wszystkiego, co brzmi oryginalnie.

Wiele lat temu i mnie skrytykowano, kiedy na pewnym ezoterycznym forum w jakimś kontekście napisałam, że w rozwoju duchowym kluczowa jest miłość. Wściekły admin krzyczał i wyzywał mnie od różowych landrynek, jakby mu ktoś szpilkę wsadził tam, gdzie plecy się kończą. Czy nie przypomina to diabła skropionego święconą wodą? Czemu aż tak go zabolało słowo miłość? Jeśli miał inne zdanie, mógł po prostu zignorować mój post, który nikogo nie obrażał. Tak postępują dorośli normalni ludzie  ignorują. Ta przesadzona reakcja pokazała tylko, jak trudna jest dla niego energia miłości i jak bardzo potrzebował terapii w tym temacie. Emocje są przecież drogowskazem.

Myślę też – patrząc na to zjawisko od strony psychologicznej – że czasem u jego podłoża leży zwykła ludzka zazdrość i rozczarowanie. A pod nią trudne doświadczenia typu: “nie byłam kochana, nie umiem kochać, więc miłość jest bzdurą i mam na to dowód w postaci swojego życia“. Rozumiem też, że takie osoby bardzo kłuje w oczy fakt, że ktoś inny tryska szczęściem i co chwilę krzyczy radośnie: “ach, ja kocham, kocham i jestem taka wniebowzięta”. Trudno na to patrzeć, kiedy samemu się cierpi, to jasne. To jednak nie zmienia faktu, że oponenci miłości pracują – często nieświadomie – dla ciemnej strony mocy, bo utrącają swoimi atakami właściwą duchową ścieżkę. Może warto uzdrowić siebie z lęku, z bezmiłości i nauczyć się kochać, zamiast wyśmiewać innych za kochanie? To nie takie trudne, jak się wydaje. Zachęcam wszystkich zgorzkniałych – warto zmienić swoje podejście i doświadczyć prawdziwego szczęścia. Pozytywne myślenie to nie żadne otumanianie czy zakłamywanie samego siebie, to konsekwentna i ciężka praca, która przynosi dobre efekty.

Widzę bardzo wyraźnie, że osoby, które odcinają się od miłości i pozytywnego myślenia są nie tylko nieszczęśliwe, smutne i rozgoryczone. Są też bardzo złośliwe. To tylko potwierdza, że w ich życiu jest pustka, którą próbują rozpaczliwie zapełnić wymyśloną filozofią lub spiskową teorią. No cóż… nie mamy wpływu na innych ludzi, każdy ma prawo do własnych poglądów, a nawet do bycia nieszczęśliwym, jeśli tak sobie życzy. Ale zawsze mamy wpływ na siebie i na to, co sami kreujemy. Warto się na chwile zatrzymać i zastanowić, aby wybrać dobrze.

Bogusława M. Andrzejewska

Przebudzenie 2

Wiele osób intuicyjnie podąża za Światłem, którego jest częścią. Jak krople zmierzamy do wielkiego oceanu, z którego wyłoniło się Wszystko Co Jest. Intuicyjnie też jesteśmy dobrzy, życzliwi, serdeczni i pełni miłości. Okazujemy ludziom sympatię prostym gestem i czasem, jak filip z konopi wyskakuje pseudorozwojowiec i wytyka nas palcem: “ha, wklejasz na fejsie serduszka, bo tylko na to cię stać! Udajesz! Masz maskę, a pod nią jesteś przegranym idiotą, bo mądrzy ludzie nie wierzą w miłość. Prawdziwe przebudzenie nie wkleja serduszek, tylko cierpi i przerabia swoje wady!”. Oto najnowsza pułapka zastawiona przez ciemność. Czy po takim tekście ktoś ma jeszcze odwagę wkleić na FB komuś serduszko? Albo napisać coś miłego? Albo powiedzieć, że kocha? Albo ujawnić jakiekolwiek dobre uczucie? Lepiej przecież zamknąć serce i przestać odczuwać, by nie zostać wyśmianym, wykpionym i poniżonym. W ten sposób cień zamyka ludziom serca i odwraca ich od miłości.

Tak przegrywamy swój rozwój, a ciemność zaciera kosmate łapki, bo oto kolejna osoba schodzi z właściwej ścieżki. Wstyd jest, Kochani Moi, największym psychicznym bólem. Kto doznał  ten wie. Naprawdę można ze świecą szukać ludzi, którzy potrafią zmierzyć się ze swoim wstydem i pomimo jawnej krytyki, robić nadal to, co robią. To jedna z najtrudniejszych lekcji rozwoju. Mi się udało, ponieważ od dawna pracuję z poczuciem własnej wartości, z asertywnością i mam gdzieś (przepraszam wszystkich za te słowa) to, co o mnie mówią inni. Niech mówią. To ich problem, nie mój. Jestem świadoma tego, czego uczę i zdumiona, że nawet można myśleć inaczej. Przecież rozdaję wodę na brzegu rzeki, jak można nie widzieć rzeki? Dlatego cudza ignorancja nie może sprowadzić mnie z właściwej ścieżki.

Oczywiście fejsbukowe serduszka to tylko metafora, ale przyjmijmy na chwilę, że dosłownie o tym właśnie mówimy. Jak myślicie, po co ludzie wklejają serduszka, pieski, kotki i inne słodkie pierdułki? Czy nie po to, żeby sobie i innym w prosty sposób podnieść energię? Czy nie po to, żeby komuś okazać sympatię? Żeby kogoś wirtualnie chociaż przytulić? Zatem co w tym złego? Być może nie jest to najnowszy lek na ciężka chorobę ani setki tysięcy dolarów dla głodujących, ale w naszym istnieniu liczy się każdy drobny gest. Z tych gestów składa się świat. Tymi gestami podnosimy naszą duszę i dusze innych ludzi.

I przyznam się tutaj wszystkim moim Czytelnikom, że kiedy spadnie mi energia, kiedy robi mi się smutno, to wchodzę na Fb i przeglądam wpisy tych wszystkich osób, które wklejają Anioły, pozytywne afirmacje, serca, Jednorożce i tęcze. Robię to świadomie, bo wiem, co podnosi energię. Każdemu z nas. Bywa, że zatrzymuję się przy pełnym Światła zdjęciu i chłonę z Najwyższego Źródła tak długo, aż poczuję swoje skrzydła u ramion. I z ogromną wdzięcznością dziękuję wszechświatowi za każdą osobę, która niezależnie od własnego nastroju i trudnych czasem doświadczeń, wkleja to, co nam wszystkim pomaga. Błogosławię takie osoby z głębi serca, bo  świadomie lub nie  każdym serduszkiem, kotkiem i kwiatuszkiem podnoszą wibracje Ziemi.

Po raz kolejny powtórzę, że wiedza ezoteryczna nie świadczy o poziomie duchowym i nie podnosi naszej energii tak mocno, jak proste, drobne gesty pełne życzliwości. Ludzie intuicyjnie to robią i tego oczekują od innych. Mądrzy i dobrzy ludzie. Kiedyś to był uśmiech i proste “dzień dobry, jak zdrowie?” rzucane zza płotu. Dzisiaj tę role pełnią właśnie serduszka na internetowych portalach. Za jakiś czas pojawi się być może jeszcze inna forma międzyludzkich kontaktów. Tak czy owak bezinteresowna życzliwość będzie zawsze wyznacznikiem naszego duchowego poziomu, ponieważ to właśnie ona tworzy kręgi wysokiej energii. Kto widzi lub czuje  ten wie.

Jak w zamieszczonym niżej cytacie  jeśli wklejone przez Ciebie serduszko, hasełko bądź ciepłe słowa wywołają uśmiech na czyjejś twarzy, to zrobiłeś więcej dobrego dla świata, niż pani “pseudorozwojówka”, która wkleja fragmenty kontrowersyjnych poradników, wyśmiewa pozytywne myślenie i z pogardą krytykuje fakt wklejania serduszek. Nie mam co do tego wątpliwości. I nie ma we mnie wystarczająco dużo pokory, aby wdawać się na ten temat w jakąkolwiek dyskusję. Natomiast pochylam się z wdzięcznością przed taką osobą, ponieważ jej ignorancja jest dla mnie inspiracją. A jej zachowanie pokazuje, że świat w tym zakresie ciągle wymaga uzdrowienia. Nie czas spocząć na laurach. A już tak myślałam…

Chcę też bardzo wyraźnie powiedzieć, że kierowanie się życzliwością i pozytywnym nastawieniem dotyczy każdego człowieka tu na Ziemi, bo chociaż wszechświatów jest wiele, to na naszej planecie liczy się przede wszystkim Dobro i Miłość. Warto o tym pamiętać i nie dać się zbić z tropu zgorzkniałym ludziom, którzy głośno obwieszczają, że interesują się przebudzeniem, ale zupełnie nie rozumieją zasad duchowego rozwoju. Nie ufajcie nikomu, kto gardzi miłością w jakiejkolwiek postaci.

Bogusława M. Andrzejewska