O dzieleniu się wiedzą

Należę do osób, które od zawsze dzielą się tym, co posiadają. Także wiedzą. Moja strona jest dostępna za darmo. Elektroniczny magazyn Medium także zawsze był bezpłatny, a pisaliśmy w nim na wiele ciekawych tematów. Swoim klientom chętnie rozdaję gratisy w postaci książek i płyt z wykładami. Osoby korzystające z moich konsultacji dostają w cenie wykładu rozmaite materiały. Piszę o tym, by pokazać, że mam pełne prawo wypowiadać się na temat dzielenia się wiedzą. Uważam, że jestem bardziej Dawcą niż Biorcą i ciągle uczę się podciągnąć tę nierównowagę w stronę przyjmowania.

Nie tak dawno pewna osoba przywłaszczyła sobie przekaz innej osoby. Nie książkę. Nie artykuł. Nie obraz. Nic, co można zastrzec prawami autorskimi, lecz bardzo osobisty i głęboki przekaz, którego nie można opatentować. Coś, co można nazwać Pieśnią Duszy. Nie jest to moja sprawa i nie moja lekcja. Pominęłabym milczeniem – niech każdy sobie sam uzdrawia swoje wzorce. Ale osoba ta, aby usprawiedliwić tę kradzież, opublikowała pozornie bardzo ładny tekst o udostępnianiu wiedzy ezoterycznej. Pozornie. Wypowiedź ta wprowadza czytających w błąd, a stado bezmyślnych owiec podążyło z radosnym tupotem za tym tekstem. I zrobiło mi się bardzo smutno, że tak łatwo ludźmi manipulować. Chociaż Ziemia podnosi energię, to ludzie nadal nie umieją odczuwać energii na poziomie serca. A może po prostu im się nie chce.

Rzecz nie w dzieleniu się wiedzą w ogóle. W dobie internetu ten problem nie istnieje. Wystarczy chcieć i mieć jakąkolwiek przeglądarkę. I nie żyjemy w czasach faraonów. Dzisiaj nikt nikogo na zaćmienie słońca nie nabierze. Wiedza jest ogólnie dostępna. Za darmo. Mamy szkoły i setki kursów, także on-line. Kto chce, ten nie ruszając się z wygodnego fotela może nauczyć się wszystkiego.

Tekst tej osoby przekonuje, że wiedza mistyczna powinna być dostępna dla wszystkich, bo wszyscy są gotowi. Przecież poczują. Przecież mają świadomość. Przecież jeśli coś zobaczą, to znaczy że ich wibracje są odpowiednie. A to niestety tak nie działa. Piszę ten artykuł, aby zwrócić uwagę na rzecz niezmiernej wagi. Dzielenie się wiedzą ezoteryczną jest czymś zupełnie innym, niż nauka matematyki czy biologii. Czy ktoś jeszcze pamięta znaczenie słowa „ezoteryka”? Pochodzi od greckiego słowa „esotericos” – wewnętrzny i oznacza wiedzę hermetyczną. Powtórzę raz jeszcze dużymi literami: HERMETYCZNĄ. Zamkniętą jak Puszka Pandory dla bezpieczeństwa, a nie po to, by manipulować kimś.

Poznawanie niektórych elementów wiedzy hermetycznej, jest jak umiejętność korzystania z ognia. Jeśli ktoś pozna ogień, to pierwsze co zrobi, włoży weń palec. Podobnie z mistyczną wiedzą. Można nie tylko się poparzyć. W ciągu trzydziestu lat pracy z ezoteryką widziałam ludzi, którzy po samodzielnych zaawansowanych medytacjach trafili do zamkniętego zakładu psychiatrycznego. Mój dobry znajomy, który zdecydował, że nie chce nauczycieli i samodzielnie będzie się rozwijał – rzucił się z wieżowca. Wspaniały, roześmiany człowiek, w ciągu kilku miesięcy samodzielnych medytacji w miejscach mocy, zamienił się w opętaną istotę, która nie pozwoliła sobie pomóc. Nie miałam wtedy dzisiejszej wiedzy. Nie miałam też na niego wpływu. Ale zapamiętałam tę lekcję.

Dotykanie płaszczyzn z innych wymiarów jest niebezpieczne, uwierzcie.  Dlatego od lat uczą tej wiedzy osoby odpowiednio przygotowane. I bez nauczyciela nie warto ryzykować wchodzenia w niektóre obszary. Dlatego kiedy ktoś nawołuje do dzielenia się mistyczną wiedzą i próbuje powiedzieć, że wyłącznie dla władzy trzymamy pewne metody i praktyki duchowe dla siebie, to nie wie zupełnie o czym mówi. Jak długo ludzkość istnieje – zawsze byli duchowi nauczyciele. Wśród Druidów, wśród Kahunów, wśród buddystów – wszędzie, w każdym zakątku świata. I zawsze trzymano w ukryciu pewną mistyczną wiedzę, bo gdyby ją oddano nieprzygotowanym do tego ludziom, spłonęliby. To mądrość i miłość powoduje, że matka nie daje dwulatkowi do rąk zapalonej świecy.

Nawet wiedza psychologiczna może zadać mnóstwo bólu. Ucząc grafologii czy metod NAO kładę bardzo duży nacisk na etykę pracy. A jednak trafił mi się raz student, który zdobyte na zajęciach informacje wykorzystywał, aby manipulować kobietą. Ponieważ nie chciała z nim być, zastraszał ją opowiadając niestworzone historie rzekomo wyczytane w jej charakterze pisma. Doprowadził ją do rozpaczy. To potwierdza, że wiedza w niewłaściwych rękach może być niebezpieczna. Jak zatem można twierdzić, że miłość każe się wszystkim dzielić? Chlebem – tak. Tabliczką mnożenia – tak. Ale nie wiedzą psychologiczną czy ezoteryczną!

W krytykowanym tekście autorka wspomina o paleniu na stosach – podobno za to, że czarownice były buntowniczkami, które chciały, by wiedza mistyczna dostępna była dla każdego. A przecież jest wręcz przeciwnie! Wiedzące palono za to, że posiadając wiedzę hermetyczną, nie chciały jej powszechnie udostępniać. Szkoliły następczynie, ale nie pospólstwo. Wiedziały to, czego inni im zazdrościli. Palono je głównie przez zawiść i strach. Czyli dokładnie z tego powodu, z którego ta osoba napisała ów tekst. Nie mam wątpliwości, że kieruje nią zawiść… I dziwi mnie, że nikt nie dostrzega niespójności w jej słowach i argumentach wywleczonych z sufitu.

Wiem i rozumiem, że wśród tych, co mianują siebie nauczycielami duchowym jest wielu oszołomów, naciągaczy i oszustów. Jest tak w każdym zawodzie. Właśnie dlatego warto rozwijać moc serca, aby umieć odróżnić ziarno od plew. I powiem to, co zawsze powtarzam – jeśli ja mogę zobaczyć w „śliczniutkim” tekście błoto, to każdy może. Można zadać pytanie kwantowe. Można powierzyć się Wyższej energii i poprosić o przekaz. Jeśli spojrzycie z poziomu Pola Serca – to zobaczycie tylko prawdę.

Wiem, że będę nudna, ale znając analizę wypowiedzi z łatwością umiem rozszyfrować taki manipulacyjny tekst i rozpoznać, co leży u podstaw takiej zawiści. Jak zwykle niskie poczucie wartości. Tylko człowiek zakompleksiony nie uznaje autorytetów. Każdy psycholog to Wam potwierdzi, że prawdziwa dojrzałość pojawia się wtedy, kiedy doceniamy mających więcej jakiejś wiedzy. Każdy z nas jest w czymś dobry. Bycie autorytetem w jakiejś dziedzinie nie oznacza zadzierania nosa i byciem guru wszechświata. Oznacza tylko gotowość, by kogoś swojego fachu nauczyć.

Ktoś, kto nie umie z pokorą poprosić o wiedzę, ale mówi: „oddaj te nauki, należą mi się, bo wszystko jest wspólne”, ma samoocenę na poziomie podłogi. Chce pozować na mesjasza, który zjadł wszystkie rozumy i dorabia do tego filozofię, za którą idą tłumy. Bo któż nie przyklaśnie, kiedy mu się powie: „Zasługujemy, jesteśmy mądrzy i gotowi, oni nas okłamują i traktują jak kogoś gorszego od siebie”?

A kto pamięta legendę O Ewie i jabłku z Drzewa Dobra i Zła? Takie legendy powstały właśnie po to, by pokazywać ponadczasowe, uniwersalne informacje. Metafora jest tu oczywista – Ewa to zakompleksiona babka, która daje się skusić wężowi, bo… nikt nie będzie jej mówił, że czegoś jej nie wolno. Nikt nie będzie jej odbierał mistycznej wiedzy, skoro ona wie lepiej niż Bóg, że jest gotowa. Jaki jest efekt? Raj zamienia się w padół łez.

I ta opowieść uczy, aby zaufać tym, którzy chcą nas uczyć i prowadzić. Powierzać siebie, a nie buntować się na oślep. Najpierw wzrastać, a wiedza przyjdzie sama. Nie wyrywajmy przed czasem czegoś, do czego gotowi nie jesteśmy. Role też są tu jednoznaczne. Komu wolicie zaufać: Bogu (Najwyższemu Źródłu, Aniołowi Stróżowi, Archaniołom…) czy wężowi? Autorka krytykowanego tekstu jest jak wąż, który namawia do buntu i reklamuje ów bunt, jako wyrwanie się z jarzma tych, którzy wiedzą więcej. Jeśli nałożyć ten tekst na legendę o raju, to wszystkie klocki wskakują na swoje miejsce.

Przeraża mnie, jak bardzo niska samoocena sprowadza ludzi z właściwej ścieżki. Wystarczy, że diabeł szepnie do ucha: „on ci nie chce dać tej wiedzy, bo myśli, że jest kimś lepszym, wywyższa się. Nie pozwól, pokaż mu, że jesteś mądrzejszy!” – i stado lemingów szturmuje. Na próżno im tłumaczyć, że to dla ich bezpieczeństwa… Trochę mnie przeraża stan ludzkiej inteligencji, która całkowicie znika, kiedy w grę wchodzą kompleksy. Dlatego nauczyciele duchowi mówią, by zapomnieć o ego. Kiedy rozpatrujemy zjawisko z poziomu serca jesteśmy wolni od zawiści i z podziwem patrzymy na różnych nauczycieli. Ja tak mam Kochani Moi – z szacunkiem i wdzięcznością uczę się od innych i wcale nie czuję się od nich gorsza. Dlatego zawiść jest mi całkiem obca.

Człowiek chciwy i leniwy, który sam niczego nie osiągnął, krzyczy jeszcze: „wszystko jest wspólne! Oddajcie nam swoje księgi i sekrety! Oddajcie nam owoce swoich medytacji i ćwiczeń. Wszyscy jesteśmy Jednością, więc Wasze odkrycia są naszymi i jestem gotowa”. Paradoksem jest tutaj fakt, że to wszystko rzeczywiście jest wspólne. Tak, wspólne. Jeśli ja wymedytuję coś ważnego, to nawet jeśli będę milczeć, moje doświadczenie przejdzie Polem Serca do wszystkich ludzi. Kto będzie naprawdę gotowy energetycznie, odbierze moje odkrycie, jak telegram. Wszechświat jest idealnie skonstruowany – to gotowość jest bramą do mistycznej wiedzy. Osoba, która na siłę domaga się dzielenia ezoteryką, wyważa naturalne bramy i bez wewnętrznej gotowości wyciąga chciwe dłonie po coś, do czego nie dorosła. To obróci się przeciwko niej, bo zasad wszechświata łamać nie należy. Nie podążajcie za takimi ludźmi – taka moja rada. Ale jak zawsze – nikogo nie przekonuję – możecie robić wszystko, cokolwiek chcecie.

W tekście, który uznałam za niewłaściwy i niebezpieczny, znalazły się jeszcze odwołania do Atlantydy, z którą mam głęboki kontakt od lat. Jest wśród nas wiele dusz z tego mistycznego kontynentu. I nie mam wątpliwości, że ci z Was, którzy odnaleźli więź ze swoim starożytnym rodowodem, zgodzą się ze mną. Otóż zupełnie odwrotnie niż w krytykowanym przeze mnie tekście – na Atlantydzie eksperymentowano z dostępnością wiedzy. W każdym domu był kryształ, coś na kształt dzisiejszego komputera z dostępem do sieci. Nie wchodząc w szczegóły, bo to byłaby długa historia, powiem tylko, że upadek Atlantydy nastąpił w wyniku niewłaściwego wykorzystania zaawansowanej wiedzy przez istoty zupełnie do tego nie przygotowane.

Dlatego zawsze będę przed tym przestrzegać i odcinać się od ludzi, którzy próbują zniweczyć wysiłki wielu pięknych energii i zniszczyć Ziemię, zawłaszczając sobie to, do czego nie dorośli i ciągnąc za sobą stado naiwnych owiec. Mogę milczeć, ponieważ ta sprawa mnie nie dotyka. Jest poza mną. Ale czasem milczenie, kiedy ktoś propaguje zło jest współuczestniczeniem w zbrodni. A wątki rozwoju duchowego są mi szczególnie bliskie, ponieważ od lat usuwam ludziom zawadzające kamienie z drogi wewnętrznego wzrastania. Ten tekst, o którym tu opowiadam tak krytycznie, jest kamieniem, o który potknęło się już ponad sto osób. Tyle istnień ludzkich bezmyślnie zgodziło się z jego treścią. Smutne.

Bogusława M. Andrzejewska

Reklamy

Przebudzenie 9

Duchowość jest obecnie dość modna. To oznacza niestety, że oprócz ludzi, którzy podążają prawdziwą ścieżką serca, spotkamy mnóstwo nadmuchanych joginów. Nadmuchanych czyli sztucznych. Spotkać ich można wszędzie  na każdym kursie i w każdej szkole ezoterycznej. Bywają także na praktykach medytacyjnych, ponieważ muszą uzbierać odpowiedni komplet dyplomów do powieszenia na ścianie. Sama wydaję dyplomy, nie mam więc nic przeciwko certyfikatom, natomiast nie jestem zwolenniczką rzekomej ścieżki duchowej. Z łatwością też odróżniam prawdziwą Duchowość od „duchowości”. Czuję to bardzo wyraźnie i bez cienia wątpliwości.

Może to odróznić każdy. Nie potrzeba do tego specjalnych zdolności. Wystarczy odrobina logiki i uważne przyjrzenie się drugiej osobie. W zasadzie nie chodzi mi tutaj o jakiekolwiek osoby, bo ktoś kto udaje i siedzi po uszy w „duchowości” zamiast w Duchowości, szkodzi przede wszystkim sobie. Bardziej chodzi mi o zjawisko, bo takie zachowanie wystawia też świadectwo ścieżce rozwoju. Oszołom biegający z wahadełkiem i liczący głośno, że ma parę milionów visów zniechęca ludzi do pracy nad sobą. „Nie chcę być takim czubem”  mówią do mnie znajomi.  „Ta cała duchowość to cyrk na kółkach”. I trudno im zaprzeczyć. Dlatego dzisiaj proste wskazówki, jak odróżnić ziarno od plew.

Nadałam tym dwóm ścieżkom cechy ludzkie, opisałam jak adeptów. Ale podkreślę bardzo wyraźnie, że w istocie nie opisuję żadnego człowieka. Opisuję tu dwa rodzaje rozwoju. To pewne stereotypy. Myślę też, że to zróżnicowanie bierze się przede wszystkim z lektur oraz z towarzystwa, jakie sobie wybieramy. Jeśli zatem spotkamy ludzi, którzy tak właśnie postępują, to już wiemy, co dadzą nam ich nauczyciele i książki, które czytają. To troszkę tak działa. Aczkolwiek nie w stu procentach, bo wielu uczniów odchodzi od swoich nauczycieli bardzo daleko.

Charakterystyczne cechy adepta nadmuchanej, czyli sztucznej „duchowości”.

  1. Skupia się na teorii. Biega na kursy, zbiera dyplomy, zawiesza nimi ścianę i popisuje się przed innymi. Nie urzeczywistnia niczego. Medytuje na pokaz. Mebluje gabinet na pokaz. Wypisuje piękne zdania, które nijak się mają do jego prawdziwych poglądów.
  2. Bardzo zadziera nosa i przy każdej okazji próbuje przekonać innych, że jest najbardziej rozwinięty w całej Polsce albo i na świecie. Biega z wahadełkiem i OCENIA nim ludzi. Sam ma  rzekomo miliony visów. Jest archaniołem wcielonym. Jest Mesjaszem i Zbawicielem.
  3. W relacjach z innymi bywa nieprzyjemny. Nie urzeczywistnia szacunku dla istot czujących, częściej poniża i obgaduje niż docenia. Nie chce pomóc chorej osobie, aby nie zaniżyć sobie energii. W ogóle nie lubi się zadawać z chorymi i biednymi, bo to niskie energie. W życiu rozpycha się łokciami.
  4. Krytykuje, narzeka, straszy, jęczy. Mówi o marności świata i ciemnocie „ziemniaków”, którzy nie chcą się rozwijać. Gardzi ludźmi, którzy mają inne poglądy. Uwielbia teorie spiskowe i z radością dzieli się takimi treściami. Najbardziej cieszy go opluwanie uznanych autorytetów duchowych, takich jak Dalaj Lama czy Eckhart Tolle.
  5. Jeśli pracuje z innymi, podkreśla wagę bólu, grzechu i cierpienia, ściągając tym energię. Podkreśla, że droga duchowa jest bardzo trudna i tylko dla wybranych. Straszy, że trzeba się spocić, zanim się cokolwiek osiągnie.
  6. Manipuluje emocjonalnie pacjentem (klientem), aby ten czuł się przy nim jak proch marny. Zazdrośnie strzeże swojej pozycji guru, ogrzewając się w pochwałach uczniów i klientów.
  7. Wystarczy spojrzeć na jego twarz lub zdjęcie i widać od razu szarą, mętną osobowość, która może wydawać się nieco odpychająca, kiedy przed spojrzeniem wejdziemy w Pole Serca. W zasadzie średnio wrażliwa osoba nie chce więcej mieć z kimś takim kontaktu.

– Wśród pseudoduchowych adeptów może być też osoba, która otwarcie krytykuje duchowość i uważa, że to ucieczka od problemów w iluzje. Uważa, że tylko cierpienie jest drogą, a duchowe ścieżki ze szczególnym naciskiem na miłość bezwarunkową i pozytywne myślenie to bzdury. Najczęściej to fan spiskowych teorii.

Charakterystyczne cechy osoby praktykującej Duchowość.

  1. Kończy szkolenia, aby w praktyce wykorzystać wiedzę – do zabiegów reiki, do sesji metodami kwantowymi, do analiz numerologicznych… itp. Pomaga innym, z całych sił stara się zmieniać świat na lepszy, zaczynając od siebie. Dyplomy służą mu do uwiarygodnienia kwalifikacji.
  2. Jest skromny. Więcej czasu poświęca na pracę z ludźmi niż na reklamę. Cały czas się uczy i rozwija, bo wie, że rozwój trwa do oświecenia i ani minuty krócej. Nie sprawdza wahadłem swojego poziomu, bo stan swojej energetyki rozpoznaje w sposób naturalny dany każdemu. I wie, że ile by nie było, trzeba dbać o swój poziom i nadal go podnosić.
  3. Kocha wszystkich miłością bezwarunkową i dostrzega w każdym człowieku Światło. Nie ocenia. Nie potępia. Pokazuje, co i jak można uzdrowić. Idzie tam, gdzie najwięcej biedy i cierpienia, aby dzielić się wiedzą, mocą i energią. Wie, że nikt i nic nie jest w stanie zubożyć go energetycznieim więcej da, tym więcej napłynie.
  4. Myśli pozytywnie i cieszy się życiem. Potrafi zachwycić się śpiewem ptaków lub tęczą w kałuży. Dostrzega wszędzie dobro i harmonię, więc nie uznaje spiskowych teorii. O każdym powie coś dobrego. Bez gniewu wytłumaczy człowieka, który zrobił coś niewłaściwego. Z zachwytem rozpoznaje Istoty o wysokich energiach.
  5. Pracując z innymi, prowadzi ich ścieżką sercapozytywną, pełną dobra, wybaczenia, radości i nadziei. POCIESZY każdego i każdemu podniesie samoocenę, chwaląc i motywując do pracy nad sobą. Zapewnia, że do rozwoju wystarczy kochać, a to potrafi każdy z nas.
  6. Widzi w każdym Dobro i przypomina„każdy z nas już jest oświecony, za chwilę, to zobaczysz.” Cieszy się sukcesami swoich uczniów, jest z nich dumny, pozwala im przerastać siebie i poleca ich klientom.
  7. Świeci. Lśni. Promieniuje. Ludzie lgną do niego i jego energii, ponieważ przy nim lepiej się czują.

– Bywają też osoby, które nie utożsamiają się z duchowością, ale nieświadomie podążają jej najpiękniejszą ścieżką. Są dobre, kochające, życzliwe, serdeczne i roześmiane. Myślą pozytywnie i wypełniają świat radością. Są cudownym Światłem, które wznosi wibracje świata.

Myślę, że to takie najważniejsze elementy, dzięki którym można zobaczyć, czym różni się rozwój od udawania. Na pewno jednak nie wyczerpałam wszystkich opcji. To dość trudne wejść na chwilę w buty takiego nadmuchanego jogina i zobaczyć jego priorytety. Rzadko widuję takich ludzi, nie przyciągam ich już od dawna, tylko słyszę od innych osób o wydarzeniach i zachowaniach, których doświadczyli.

Natomiast tak naprawdę nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, co tam ktoś sobie robi, co wiesza na ścianach i w co wierzy. Napisałam to wszystko po to, aby po raz kolejny przekazać, że duchowa ścieżka jest cudowna, prawdziwa i skutecznie uzdrawia, jeśli jest oparta na miłości. Nie potrzebujemy żadnych wydumanych książek i teorii do rozwoju, bo każdy z nas jest już oświecony. Tu i teraz. Wystarczy to w sobie zapalić jak lampę. Nie potrzebujemy wahadełek, dyplomów, skomplikowanych hipotez, bo to wszystko tylko utrudnia dostrzeżenie w sobie Światła.

Nie potrzebujemy nic, tylko samych siebie. Budda osiągnął oświecenie medytując pod drzewem dopiero wówczas, kiedy zrezygnował ze wszystkich religijnych nurtów, które wcześniej  wiele lat testował. Nie miał nic poza własnym umysłem. Dlatego prosty pasterz kóz z łatwością osiąga tęczowe ciało, bo ma tylko kochające serce i praktykuje dobroć. Kiedy zaczynamy kombinować i czytać kontrowersyjne książki, zaczynamy też teoretyzować i ściągamy sobie w dół energię. A  jak już pisałam  każdy ma w sobie doskonały kompas i każdy sam umie rozpoznać, co nas naprawdę wznosi. Korzystajmy z tego, korzystajmy z własnych mocy. Nie rezygnujmy z intuicji, bo ona potrafi od ręki wykluczyć wszystkie ślepe uliczki.

Bogusława M. Andrzejewska

Przebudzenie 8

Praktyka czyni mistrza i dotyczy to wszystkich obszarów naszego życia, nie tylko tych zawodowych i materialnych. Duchowy wzrost wymaga także praktykowania i to bardzo systematycznego. Oznacza to między innymi, że ktoś, kto nie praktykuje duchowości, nie rozwinie się dzięki szkoleniom czy czytaniom setek książek. Człowiek, który posiądzie tony ezoterycznej wiedzy, ale nie przekłada jej na praktykę, jest w punkcie wyjścia przez cały czas.

Bo duchowość nie może być mylona z ezoteryką. Znajomość run czy astrologii nie rozwija nas duchowo ani o centymetr. W pewien sposób ludzie łączą podręczniki ezo z rozwojem wewnętrznym, chociaż nie ma to sensu. Jest iluzją, która próbuje nam wmówić, że duchowości można się nauczyć z książek. Nie można. Jednak przyznaję, że na szkoleniach tego typu można złapać tyle energii duchowej, że rozwijamy się, chociaż nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Bo jest coś, co nas wznosi bez żadnego naszego udziału  prawdziwie duchowy nauczyciel. To ten dar i przywilej. Kiedy spotykamy rozwiniętą duchowo osobę  a najczęściej trafiamy na takie osoby na szkoleniach i konsultacjach  to nasza energia duchowa rośnie. Oczywiście warto pamiętać, że takiego człowieka możemy spotkać na towarzyskiej herbatce, w pracy i w każdym dowolnym miejscu. To ktoś przy kim „wystarczy być”. Nic nie musimy robić, tylko nastawić się na przyjmowanie. I wzrastamy.

Możemy to mądrze wykorzystać i iść za impulsem sięgając do odpowiednich praktyk. Jedną z takich praktyk skutecznie wspierających duchowy wzrost jest Reiki. To energia, która dosłownie „popycha” nas w rozwoju. Przy odrobinie szczęścia możemy też trafić na mistrza, który pracuje nad sobą i jest tak mocny energetycznie, że podnosi nas za sobą. A potem wystarczy systematycznie przekazywać energię sobie lub innym, a będziemy inspirowani do rozwoju. Nie każdy słucha tej inspiracji, ponieważ nie każdy jest świadomy mocy, jaką daje Reiki. Ludziom wydaje się najczęściej, że Reiki jest metodą uzdrawiania ciała, a to tylko pozytywny efekt uboczny metody, której esencją jest sublimowanie naszej energii. Jeśli jednak nie ma wiedzy i zgody  nie ma sublimacji.

Dla mnie najsilniejszym bodźcem rozwoju była inicjacja mistrzowska. Odkąd zostałam nauczycielem Reiki, kilkanaście razy dziennie zadawałam sobie pytanie: co zrobiłby w tej sytuacji mistrz duchowy? Bo takim się czułam i bardzo dobrze to wpływało na rozwijanie mojej pokory, wdzięczności i dobroci. Chciałam za wszelką cenę być godna tego tytułu. I chociaż mistrzów na świecie są miliony, a większość to zwykli, słabi ludzie, to dla mnie było to coś wielkiego. Poczułam się namaszczona na spadkobierczynię Istot Oświeconych i Duchowych Przewodników. Wzięłam się za siebie i mocno weszłam w duchowe jakości.

Podstawową praktyką rozwijającą duchowość jest medytacja. Taka, w której wchodzimy w przestrzeń poza myślami. Podobnie działa prawidłowo rozumiane Pole Serca, co oznacza, że metody kwantowe też nas mogą wznosić. Niesamowicie efektywne są praktyki buddyjskie  to wiem z własnego doświadczenia, ale wiem też, ze nie są one dostępne dla każdego. Myślę jednak, że są też inne ścieżki duchowych ćwiczeń. Jest wiele praktyk, które rozwijają nas duchowo w piękny i skuteczny sposób.

Jednak najważniejsze są zupełnie inne działania. Po pierwsze dobroć. Dobroć, serdeczne słowa i bezinteresowna życzliwość podnoszą naszą duchową energię. Podobnie działa odczuwanie miłości bezwarunkowej i wdzięczności. Bardzo łatwo się tego nauczyć. Nawyk kochania i wyrażania wdzięczności można w sobie rozwinąć w ciągu 28 dni. Jak każdy inny nawyk zresztą. Na zajęciach prosperity uczę też specjalnych ćwiczeń, które pomagają nam rozwijać w sobie i wzmacniać piękne jakości serca: radość, harmonię, pokój i miłość.

Zatem podstawowa duchowa praktyka to działania pełne kochania, wdzięczności, dobroci i radości. To utrzymywanie wysokiej energii i bycie w przepływie. To także pozytywne myśli, pogodny nastrój i dobry humor, ponieważ takie nastawienie trzyma nam wysoko energię, podczas gdy narzekanie, smucenie się i zamartwianie  obniża. I tu też mamy odpowiedź, dlaczego dla duchowego rozwoju ważne są pozytywne myśli. Ludzie, którzy krytykują te nauki, nie maja po prostu odpowiedniej wiedzy. Wydaje im się, że rozwój duchowy wiedzie przez cierpienie, stękanie i męki. Stereotyp: coś cennego musi być opłacone bólem i wysiłkiem. To tak nie działa. Doga do duchowości jest drogą przez radość i miłość.

Praktyka rozwoju duchowego to zastępowanie każdej negatywnej emocji wybaczeniem, miłością i akceptacją, poprzez natychmiastowe podniesienie wibracji i reagowanie z poziomu duchowego. Oto przebudzenie i droga, ta najważniejsza i najskuteczniejsza. Dodam, że emocje są naturalne i mamy prawo je odczuwać. Natomiast jest wiele sposobów pracy z nimi  piszę o tym w innych artykułach. Najprostsza ścieżka duchowa polega na rozpuszczaniu w Światło wszystkiego, co nam nie służy i zastąpienie tego bezwarunkową miłością, która uzdrawia wszystko.

Bogusława M. Andrzejewska

Przebudzenie 6

Często spotykam się z twierdzeniem, że przebudzenie to samotność i na drodze rozwoju osobistego trzeba rozstać się z partnerem, partnerką i samotnie zmierzać do celu. Biorąc pod uwagę moje doświadczenia i obserwacje z całą pewnością nie jest to żaden warunek. Znam wiele oświeconych istot żyjących w pełnych miłości związkach. A moim prywatnym zdaniem  to właśnie umiejętność tworzenia dobrego, udanego związku jest dowodem na prawdziwe przebudzenie. Bliskość i miłość przejawiane wobec najpotężniejszego szlifierza naszego diamentu jest największą wygraną w pracy nad sobą. Posunę się jeszcze dalej  dla mnie tylko człowiek, który umie dbać o własny związek i kochać prawdziwie wiele lat, jest tym, który naprawdę pokonał własne demony.

Proszę jednak potraktować to elastycznie. Nie wszystkie związki ratujemy i trwamy w nich. Niektóre uczą nas asertywności, samostanowienia, podnoszenia poczucia wartości i po spełnieniu swojej roli rozpadają się. Nic zatem na siłę. Jednak spotykam też często takie relacje, gdzie dwie dusze umówiły się na wspólne wrastanie poprzez trudną naukę. Jeśli odrobią wszystkie lekcje, stanowią piękny przykład „starego, dobrego małżeństwa”, w którym ludzie są ze sobą, bo chcą, a nie dlatego, że muszą. Nic ich nie trzyma, dzieci dorosły, są niezależni finansowo i są razem szczęśliwi. Oto dla mnie Mount Everest rozwoju, bo tu najczęściej się poddajemy i odchodzimy, szukać rozwiązania swoich lekcji z kimś innym.

A lekcje idą za nami i z tym kimś innym dotykamy tego samego, tylko w innej scenerii, więc czasem nawet nie widzimy, że kręcimy się w kółko jak pies za własnym ogonem. W związku intymnym najmocniej przerabiamy swoje wzorce. Jeśli nie widzimy konieczności nauki miłości bezwarunkowej do siebie i innych, to właśnie partner osobisty będzie nas bezlitośnie szkolił, nie przebierając w środkach. I ta nauka boli, bo w bliskiej relacji otwieramy swoje serca, zrzucamy gardy i cios trafia w najbardziej wrażliwe miejsce.

Na ścieżce rozwoju, kiedy w człowieku wzrasta siła i zrozumienie swojej mocy, ludzie odchodzą od trudnych partnerów. Potem, cierpiąc w samotności, ogłaszają dokoła wydumane prawdy, że samotność jest ceną jaką trzeba zapłacić za wzrastanie duchowe. To nieprawda, chyba że ktoś jest mnichem albo mniszką i składa na ołtarzu ślubowanie celibatu. Z całym szacunkiem dla wszystkich mądrych mnichów  nikt, kto nie trenował na poligonie związku małżeńskiego (intymnego) nie ma wiedzy o życiu i rozwoju. Nikt. To poligon o najwyższym stopniu trudności. I żadna szkoła jogi, oddechu czy medytacji nie da nam nawet procenta tego, co daje nam życie w stadle.

Czasem bycie samemu jest nam potrzebne, by zrozumieć siebie, by odnaleźć swoje prawdziwe wzorce i potrzeby i przejrzeć się we własnych oczach. I my  żyjący w małżeństwach  także czasem bierzemy taki urlop od relacji, aby pobyć w ciszy ze sobą. Ale to nie może trwać wieczność, bo tutaj, w ziemskich realiach pracujemy w materii i pracujemy w związkach. Dusza, która zeszła na Ziemię, świadomie wybrała takie warunki i tego potrzebuje do pełni rozwoju. I dodam, że nie każdy musi mieć męża czy żonę, to nie kwestia obrączki. Można być samym, ale nie samotnym i można praktycznie uczyć się kochania z kimś, kto z nami nie mieszka na co dzień.

Bogusława M. Andrzejewska

Liczby Karmiczne

Wśród liczb są liczby szczególne, nazywane karmicznymi, symbolizujące nasze zaległe sprawy, coś, co w tym wcieleniu musimy przepracować. Są to tez nasze poprawki z poprzedniego życia, coś, czego  nie dokończyliśmy, co nam się nie udało… Obecność ich w portrecie numerologicznym pokazuje takie właśnie zaległości do przerobienia. 

Należy unikać tych liczb, jeśli wybieramy dla siebie ważne daty. numery telefonów komórkowych lub rejestracyjnych. Także nazwa firmy zawierająca liczbę karmiczną wymusi „odpracowanie”, niekoniecznie przyjemne dla nas. Najczęściej firmy takie bankrutują, borykają się z problemami prawnymi lub powodują kłopoty w życiu osobistym, np. rozpad związku. Oczywiście nadanie dziecku imienia zawierającego taki „prezent” rzutuje niewesoło na całe jego późniejsze życie…

Karmę trzeba przepracować, bez wątpienia. Niemniej lepiej to robić w sposób świadomy i w takiej dziedzinie, w której jesteśmy w stanie sobie poradzić (polecam rozdział Prosperita). Inaczej wskutek problemów spadających na nas bez ograniczeń, zamiast odpracować, gromadzimy kolejne długi karmiczne i kółko zaczyna się zamykać…

Zatem unikajmy liczb karmicznych tam, gdzie możemy o tym decydować. Karma nie odpracowana i tak nas dogoni, a przecież w międzyczasie możemy zgromadzić wystarczająco dużo dobrej zasługi, by wyjść z tego starcia zwycięsko…

 

13 / 4

Wysiłek i praca. 

Osoba posiadająca ją w portrecie, w poprzednim wcieleniu żyła na koszt innych. Zaniedbywała obowiązki, zrzucała je na drugiego człowieka, bawiła się, podczas gdy inni ciężko pracowali.

W tym życiu będzie borykać się z kłopotami związanymi z tą sferą (szczegóły zależą od portretu numerologicznego):

  • trudne, biedne dzieciństwo
  • brak pracy i pieniędzy
  • straty materialne
  • konieczność ciężkiej pracy do późnej starości

Sposób przepracowania:

Należy podejmować bez wahania ciężką nawet pracę, uczyć się cierpliwości, solidności, odpowiedzialności. Pracować bez względu na rezultaty i próbować znaleźć radość w tym, co się robi. Nie oczekiwać pochwał, lecz mieć satysfakcję z własnej solidności.

14 / 5

Wolność i zainteresowanie sferą nadzmysłową. 

Osoba posiadająca ją w portrecie, w poprzednim wcieleniu nadużywała wolności, sprawiając cierpienie innym. Nadużywała także innych przyjemności – narkotyków, alkoholu, seksu. Niekoniecznie uczciwie. Kierowała się wyłącznie zmysłową stroną życia, zaniedbując rozwój wewnętrzny.

W tym życiu będzie borykać się z kłopotami związanymi z tą sferą (szczegóły zależą od portretu numerologicznego):

  • nieszczęśliwa miłość
  • trudności w rozwijaniu talentów
  • bolesne straty materialne i uczuciowe
  • ciężkie doświadczenia związane z „tamtym wymiarem” (np. śmierć bliskiej osoby)

Sposób przepracowania:

Skupić się na rozwoju wewnętrznym, zainteresować duchowa strona życia. Zajmować się tym, co nas buduje. Sublimować emocje. Spróbować zapanować nad zmysłową stroną życia i nie nadużywać „przyjemności”.

16 / 7

Miłość i odpowiedzialność.

Osoba posiadająca tą liczbę w portrecie, w poprzednim wcieleniu zlekceważyła czyjeś uczucie. Być może opuściła rodzinę i dzieci. Skrzywdziła kogoś, niewykluczone, że więcej niż jedną osobę.

W tym życiu będzie borykać się z kłopotami związanymi z tą sferą (szczegóły zależą od portretu numerologicznego):

  • nieudane, nieszczęśliwe związki
  • izolacja i samotność
  • fałszywi przyjaciele, niekorzystne przyjaźnie

Sposób przepracowania:

Powinien uczyć się dokonywać mądrych wyborów. Ponad własne zachcianki i przyjemności przedkładać dobro innych, bliskich osób. Nie oczekiwać wzajemności, lecz dawać z siebie jak najwięcej. Koniecznie pracować nad odpowiedzialnością wobec innych.

19 / 1

Władza i zarządzanie innymi.

Osoba posiadająca tą liczbę w portrecie, w poprzednim wcieleniu nadużywała władzy, tyranizując ludzi. Wykorzystywała i krzywdziła bezlitośnie, nie zważając na krzywdę drugiego człowieka. Cechowało ją zarozumialstwo.

W tym życiu będzie borykać się z kłopotami związanymi z tą sferą (szczegóły zależą od portretu numerologicznego):

  • zależność od innych
  • brak akceptacji, wyśmiewanie i poniżanie przez innych
  • bycie lekceważonym i pomijanym

Sposób przepracowania:

Zauważyć drugiego człowieka i jego potrzeby. Otoczyć go ciepłem, wsparciem i miłością. Pracować, bez względu na brak akceptacji i dawać z siebie jak najwięcej dla świata. Jeśli na stanowisku – mądrze i z miłością zarządzać innymi, okazując im tolerancję i zrozumienie.

26 / 8

Władza, ekspansja, energia, relacje międzyludzkie.

Osoba posiadająca tą liczbę w portrecie, w poprzednim wcieleniu nie dokończyła pewnych karmicznych działań. W tym powinna osiągnąć mistrzostwo. Problemy mogą pojawiać się we wszystkich dziedzinach życia, zarówno w postaci chorób, jak i kłopotów uczuciowych lub strat materialnych. Wszystko cokolwiek się wydarza jest narzędziem niezbędnym do rozwoju i … osiągnięcia mistrzostwa. Osoby z tą liczbą często żyją w dostatku i są bardzo nieszczęśliwe z innych powodów.

Sposób przepracowania:

Panować nad sobą i swoimi emocjami. Kierować się sercem i wewnętrzną mądrością. Rozwijać w sobie tą mądrość, rozwijać się duchowo, szukać właściwych nauczycieli i dążyć do Światła!

Bogusława M. Andrzejewska

Liczby Doskonałe

Liczby Mistrzowskie reprezentują osoby, które stoją na wyższym szczeblu ewolucji karmicznej, obdarzone są wewnętrznym światłem i wyższą świadomością. Prawdopodobnie posiadają wiedzę zdobytą w starożytnych szkołach ezoterycznych. Ze względu na bogactwo doświadczeń ziemskich i karmicznych często są nazywane „starymi duszami”. Zazwyczaj rozumieją i wiedzą, że prawdziwym celem w życiu ludzkim jest rozwijanie swojego wnętrza i bezinteresownie niesienie pomocy drugiemu człowiekowi. Mają dar przewodzenia innym na płaszczyźnie duchowej i często posiadają naturalną charyzmę. Potrafią idealnie zestroić się z harmonią wszechświata i jak najlepsze odbiorniki przekazywać kosmiczną mądrość każdemu, kto zechce ich słuchać.

Człowiek sam decyduje – świadomie lub nie – czy chce funkcjonować w wibracji zwykłej czy mistrzowskiej. Życie w wibracji zwykłej jest proste i nieskomplikowane. Natomiast życie w wibracji mistrzowskiej jest trudnym wyzwaniem stawiającym przed człowiekiem wymóg „bycia doskonałym”, „bycia mistrzem” pod względem duchowym i moralnym. Taka osoba powinna mieć świadomość, że prowadzi innych przede wszystkim swoim przykładem. Ponosi tez większą odpowiedzialność karmiczną jako naturalny nauczyciel innych. Z jednej strony osiąga sukces i pełnię człowieczeństwa, z drugiej – toczy ciągle walkę z samą sobą, bywa samotna i niezrozumiana przez otoczenie, zazwyczaj przychodzi z silnymi karmicznymi długami, aby je odpracować i udoskonalić siebie.

Zrealizowana pozytywnie Liczba Mistrzowska daje wiele radości satysfakcji, przynosi sławę i uznanie oraz dostęp do wiedzy tajemnej. Bez wątpienia pozwala poczuć się spełnionym i szczęśliwym na wielu płaszczyznach, ponieważ pozostaje pod nieustanną opieka sił wyższych jako swoisty misjonarz tu na ziemi – misjonarz, który uczy i prowadzi innych do Światła.

  

Liczba 11

  • intuicja, jasnowidzenie, wizjonerstwo, mediumiczność, umiejętność przekazu wiedzy z Najwyższego Źródła
  • charyzma, talenty przywódcze, wódz, przewodnik, nauczyciel, wychowawca, mistrz duchowy
  • artyzm, indywidualność, piękno wewnętrzne, prekursor przecierający szlaki dla nowej wiedzy, natchnienie, inspiracja
  • zdolności dywinacyjne – astrolog, numerolog, tarocista, zdolności parapsychiczne, znajomość wiedzy tajemnej
  • odwaga, duża energia, oryginalność, mądrość, dążenie do duchowej doskonałości, skromność, idealizm, służba innym

LEKCJA DLA LICZBY 11: dzielenie się wiedzą z innymi

NEGATYWY LICZBY 11:

despotyzm, manipulacja innymi, zarozumialstwo, próżność

depresje, lęki, nerwowość

zależność, podporządkowanie, bierność

brak realizmu, utopia

  

Liczba 22

  • mistrzostwo w materii, umiejętność łączenia materii z duchem, bogactwo materialne
  • pomysłowość, umiejętność rozwiązywania spraw nierozwiązywalnych, praktycyzm, realizm, wiedza
  • geniusz twórczy, doświadczenie, talent, myślenie perspektywiczne, intuicja, władza, sława, sukces, prestiż
  • ogromny potencjał energii, siła i moc, witalność, pokonywanie wszelkich przeszkód
  • wielkoduszność, altruizm, działanie dla innych, dostojeństwo, duchowość, charyzma, talenty przywódcze

LEKCJA DLA LICZBY 22: praca dla ludzkości

NEGATYWY LICZBY 22:

podłość, nikczemność, okrucieństwo

depresja, lęk przed życiem, destrukcja, szaleństwo

dominacja, manipulacja, nadmierna ambicja

materializm, chciwość

 

Liczba 33 wibruje bardzo podobnie jak 11, ma  w sobie jednak więcej kosmicznej miłości i ciepła. Jest jak mesjasz, który przychodzi by innych obdarzać najpiękniejszymi uczuciami. Nie liczą się dla niej sprawy prywatne. Negatywnie wibrująca jest znerwicowanym dziwakiem, nawiedzonym „odlotowcem” i może mieć sporo problemów na każdej płaszczyźnie, a szczególnie we wszystkich sprawach związanych z pieniędzmi.

 

Liczba 44 jest podobna w negatywach i pozytywach do 22, jednak posiada większą moc i władzę. Nosi w sobie zawartość i moc liczby 8 zatem jest doskonałym szefem, mądrym i uduchowionym, który potrafi wspaniale zarządzać materią, a jednocześnie wspierać i prowadzić każdego człowieka do rozwoju jak duchowy nauczyciel. Negatywna wibracja może dać materialistę bezlitośnie wykorzystującego słabości innych.

Bogusława M. Andrzejewska

Rodziny Kamieni

Wszystkie kamienie mają swoje rodziny. Widać to wyraźnie w przedstawionym wcześniej podziale. Ale oprócz tego kilka klejnotów ma własne rodzaje, które mogą wprowadzać nieco zamieszania, jeśli o nich nie wiemy… Można się mocno pogubić w tych wszystkich odmianach. Dla ułatwienia przedstawiam kilka takich rodzin najbardziej znanych i podaję nazwy oprócz polskich także angielskie, o ile brzmią inaczej.

KWARC Górski

Górski – Clear

Lemuriański – Lemurian Seeds | odmiana w charakterystyczny sposób prążkowana

Girasol | kwarc z dodatkiem opalu, bardziej mleczny, matowy

Rutylowy | z wrostkami z rutylu

Turmalinowy | z wrostkami czarnego turmalinu

Mleczny

Angel Aura | z dodatkiem tytanu, który nadaje mu tęczowy kolor

Aqua Aura | z dodatkiem złota, które nadaje mu kolor niebieski

Fantomowy | z drugim kryształkiem w środku

Elestial | podwójny

KWARCE kolorowe

Cytrynowy

Różowy

Dymny – Smoke (Morion, odmiana czarna)

Ametyst

Niebieski

Mandarynkowy – Tangerine

Wiśniowy – Cherry

Awenturynowy (Awenturyn)

KWARCOWE KOCIE OKO (Krokidolit)

Kocie oko |szarozielone

Tygrysie Oko – Tiger Eye |żołte, złocistożółte, bązowe lśniące pasma

Sokole Oko – Blue Tiger Eye |szaroniebieskie, niebieskie lśniące pasma

Bawole Oko – Red Tiger Eye |czerwonobrązowe lśniące pasma

Pietersyt| zabarwiony nierównomiernie niebiesko – brązowo – szary, matowy

AGATY

Mszysty

Muszlowy – Turitella

Wężowy – Snake

Dendrytowy

Ognisty – Fire

Błękitny – Blue Lace

Botswana

Śliwkowy – Plum

Moss

Laguna

Crazy Lace

Holly Blue

Karneol… i wiele innych

JASPISY

Czerwony

Żółty

Heliotrop (Krwawnik)

Dalmatyńczyk

Zebra

Leopardzi

Breksytowy

Oceaniczny

Obrazowy

Kambaba

Mokait

Picasso

Imperial

PLAGIOKLAZY

Albit

Oligoklaz – Sunstone (Kamień Słoneczny)

Andezyn

Labradoryt

Bytownit

Anortyt

MIEDZIOWE

Malachit

Dioptaz

Azuryt

Chalkopiryt

Turkus

Chryzokola

ZOISYTY

Tanzanit

Thulit

SPODUMENY

Kunzyt

Hiddenit

ANDRADYTY

Melanit

Demantoid

Ciekawostką jest też taka para:

Lapis Lazuli (Lazuryt)

Sodalit

W gruncie rzeczy Lazuryt jest Sodalitem, tylko nieco jaśniejszym, bardziej niebieskim i posiadającym charakterystyczne wrostki błyszczącego jak złoto pirytu. Aby odróżnić Lazuryt od Sodalitu wystarczy sprawdzić, czy ma migoczące iskierki tegoż pirytu. W Sodalicie ich nie znajdziemy.

Na rynku te dwa kamienie bardzo się różnią ceną, a przecież nie powinny, skoro są niemal tą samą skałą. W kamieniach ozdobnych ceny kształtują jednak walory dekoracyjne, piękno, połysk, czasem nawet iryzacja. Obserwuję spore różnice pomiędzy ceną Sokolego Oka i Tygrysiego Oka. To pierwsze jest sporo droższe, a przecież większa ilość niebieskiego koloru to tylko inna proporcja kwarcu i krokidolitu. Najwyższe ceny osiągają mieszanki tych dwóch kamieni. Trzeba jednak przyznać, że taki miks złocistej i niebieskiej barwy jest wyjątkowo piękny.

 

W niektórych rodzinach minerały różnią się głównie kolorami i – podobnie jak w przypadku niektórych kwarców – można by je podzielić właśnie na niebieskie, czerwone, zielone czy żółte osobniki. Taką mamy sytuację w przypadku spineli, których rodzina składa się ze spineli czerwonych, niebieskich, purpurowych, żółtych i zielonych, a nawet brązowych i czarnych. Po prostu ten kamień występuje w różnych kolorach i zawsze nazywa się spinelem. Do rodzin wielokolorowych zaliczają się też między innymi fluoryty, turmaliny, topazy, cyrkony.

Czasem jednak nadaje się minerałom odrębną nazwę i niewiele osób wie, że grossular i pirop to granaty, tyle że o różnych barwach. A rubin i szafir to rodzina korundów, z których pierwszy ma barwę najczęściej czerwoną, a drugi najczęściej niebieską. Poza tym jednak mogą mieć także zupełnie inne kolory, bo szafir może być też różowy.

Warto dodać też, że ciągle odkrywa się nowe minerały lub nadaje nowe nazwy znanym kamieniom, które mają jakieś odmienne wzory czy zabarwienie. Charakterystycznym przykładem może być modny obecnie Pietersyt, który geologicznie jest kwarcem z tej samej rodziny, co Tygrysie i Sokole Oko. Nie posiada jednak tego kociego połysku, jest raczej matowy, a barwne smugi układają się w nim chaotycznie, a nie pasmowo. Trudno znaleźć o nim informacje, ponieważ został odkryty dopiero w 1962 roku (przez człowieka o nazwisku Pieters – stąd nazwa).

W podręcznikach sprzed dwudziestu czy trzydziestu lat nie znajdziemy w ogóle niektórych nazw, właśnie dlatego, że wymyślono je całkiem niedawno. Moje stare książki podają też nazwę „Labrador” zamiast Labradoryt, co kojarzy mi się bardziej z rasą psa niż z kamieniem. Mam jednak nadzieję, że mój pomysł z uporządkowaniem minerałów w rodzinach oraz ich podziały nieco pomogą ogarnąć bogactwo pięknego świata kryształów.

Bogusława M. Andrzejewska