Programowanie

Kiedy kryształ wydostaje się z Ziemi na powierzchnię, jest to świadomym procesem, ponieważ jest to Istota sama w sobie. Każdy kryształ ma inny stan wibracji, ale wszystkie mają zdolność utrzymywania, przechowywania, gromadzenia i przekazywania wiedzy na bardzo wysokim poziomie. W stanie “uśpionym” natura kwarcu ma działać jako historyk lub strażnik historii planety. To właśnie sprawia, że dotykanie kryształu jest tak niesamowitym doświadczeniem. Czujemy przecież, że łączymy się z kimś, kto istniał od czasu powstawania Ziemi.

Są dwa rodzaje minerałów, które lubimy i zbieramy. Pierwsze to kryształy, które utworzyły przejrzyste formy, a większość z nich ma zaawansowaną zdolność dostrojenia się do wielu oświeconych częstotliwości i istnieje jednocześnie w wyższych wymiarach. Przykładem może być kwarc górski, ametyst, kwarc cytrynowy i różowy, morion i wiele innych.

Drugie są formacjami, które zostały nasycone naturalnymi minerałami Ziemi, aby utworzyć kamienie, takie jak Agat, Hematyt, Jaspis czy Lapis Lazuli. Mają one bardzo specyficzne cechy, które pozwalają im dostroić się do mądrości Ziemi. Te kamienie nie nadają się do zapisywania i przechowywania informacji tak, jak przejrzyste kryształy, ponieważ są one już w pełni nasycone wiedzą.

Przed programowaniem kwarc powinien być oczyszczony. A potem warto utrzymywać swój kryształ w Fioletowym Płomieniu, aby pozostał w wysokich wibracjach. Najprostszym i najskuteczniejszym sposobem upewnienia się, że kryształ zachowuje wysokie wibracje jest programowanie go tak, by przyjmował energie tylko od 5D i powyżej. Od tego momentu kryształ zezwala wyłącznie na wpływ wysokich częstotliwości i przechowywanie danych w takich wibracjach.

Oto prosty sposób, jak zapisać w krysztale to, czego potrzebujemy.

1. Bierzemy kawałek czystego kwarcu i prosimy Ducha Kryształu, by zatrzymał informacje, które chcemy mu przedstawić.

2. Wypowiadamy na głos swój program, trzymając kwarc w prawej dłoni. Jednocześnie utrzymujemy w umyśle klarowny obraz tego, co programujemy.

3. Po zakończeniu prosimy Ducha Kryształu, aby zachował informacje w idealnym formacie wysokiej częstotliwości do stałego użytku.

4. Błogosławimy kwarc i dziękujemy.

To wszystko. Następnego ranka, kiedy chcemy odświeżyć swój program, prosimy Ducha Kryształu o aktywację. Można go przeprogramować w dowolnym momencie. Taki kwarc ma możliwość nagrywania nieskończonej liczby programów, wystarczy upewnić się, że każdy z nich został zapisany oddzielnie.

Co i po co programować? Przede wszystkim możemy w ten sposób tworzyć pole ochronne. Możemy użyć swojego kryształu, aby bardzo łatwo ustawić obwód energii o wysokiej częstotliwości w domu lub w pracy. Można przywołać energię taką, jak ochronny Złoty Promień Chrystusa i poprosić swój kryształ o rozszerzenie tej energii do średnicy całego miejsca, które chcemy nią otulić. To może być cały dom, cały duży budynek  to nie ma znaczenia. Programujemy tak, jak to opisałam. Zamykamy oczy i czujemy, jak energia rozszerza się w naszym umyśle. Pozostanie tam tak długo, jak zdecydujemy.

Można też zapisywać w krysztale piękne medytacje. Nie wszyscy mamy czas na codzienne wykonywanie ulubionych praktyk. Można całą treść słowo w słowo odczytać do swojego kryształu, a on to zapisze. Następnego dnia poprosimy kryształ, by ponownie zbudował energię medytacji wokół nas i zrobi to natychmiast. Oczywiście nie odtworzy słów, jak płyta CD, ale wytworzy tę samą energię, którą wykreowała medytacja. A przecież po to medytujemy, by podnieść swoją częstotliwość.

Zamiast programować kryształ, możemy również nastawić się na odbiór tego, co ma nam do powiedzenia. Wówczas bierzemy oczyszczony kryształ w lewą rękę i prosimy, aby nam opowiedział swoją historię. Nastawiamy się na odbiór z Kryształowego Pola i najwygodniej zrobić to oczywiście w medytacji. Ale niekoniecznie. Ja często noszę na szyi swoje ulubione kamienie i trzymam je lewą dłonią, podczas kiedy prawą coś tam robię, np. klikam na komputerze. Pomimo, że umysł mam pozornie zajęty, informacje przychodzą i pojawiają się pod powiekami wtedy, kiedy kończę pracę. Opowieść może przyjść w formie snów, wizji, obrazów, słów, zjawisk… W ten sposób przyszły do mnieKryształowe Komnaty.

Nie każdy z nas otrzymuje informacje w ten sam sposób i wiele osób intuicyjnie kontaktuje się z kryształami. Oznacza to, że zamiast słyszeć oczywiste słowa czy widzieć konkretne obrazy, działają instynktownie spójnie z energią, która jest w synchronii z wszechświatem. Taki kryształ staje się częścią ich świadomych wzorców myślowych w rozmaitych sytuacjach. Bardzo to ciekawy proces, ale też cudownie naturalny.

Na koniec chcę jeszcze powiedzieć, że korzystam z mocy kryształów w czasie malowania energetycznych obrazów. Podczas tworzenia nucę mantry lub słucham muzyki o wysokiej częstotliwości. Ale wspieram ten proces także wiedzą z Kryształowego Pola. Np. malując obraz, który ma przyciągnąć miłość (czy też bardziej  otworzyć człowieka na miłość) trzymam w lewej ręce różowy kwarc. Wiem, że on przesyła mi odpowiednie symbole, które pomagają nasycić obrazy energią.

Bogusława M. Andrzejewska

Advertisements

Kryształowe Siatki

Jedną z najciekawszych metod pracy z minerałami są kryształowe siatki. Inaczej nazywane są Kryształowymi Kręgami Mocy i porównywane do Stonehenge w wersji mini, którą możemy ustawić na półce w naszym mieszkaniu. Mocno rozpowszechnione na wschodzie i zachodzie świata, co wyraźnie widać w internecie – u nas jakby ledwo znane. Spotkałam je już wcześniej, ale obecnie zaintrygowała mnie duża ilość angielskojęzycznych poradników na ten temat. Poza tym widuję w sklepach internetowych całe zestawy do przygotowania siatek: wybrane kamienie, wydrukowany wzór do układania lub wypalona deseczka oraz instrukcja.

Podłożem takiej siatki są wzory oparte na Świętej Geometrii. Najczęściej wykorzystuje się Kwiat Życia i Sześcian Metatrona, ale widziałam używane do tego celu także: kabalistyczne drzewo życia, pentagram, znak nieskończoności, triskelion, spiralę Fibonaciego oraz mandalę Sri Yantra. Święta Geometria jest metafizyczną nauką, wzmocnioną wiarą, że geometryczne wzory, które występują w przyrodzie i kosmosie, są niczym boski odcisk palca. Działając jak ramy stworzenia, wzmacniają manifestację w naszej rzeczywistości. Różne geometryczne kształty i symbole mają swoje specjalne zastosowania i mogą przyciągać oraz wspierać różne rodzaje energii.

Wzór taki jest drukowany na papierze albo wypalany na deseczce z odpowiednio dobranego drzewa. Można również dostać specjalne obrusy i plastikowe koła z kolorowym nadrukiem wzoru. Każdy może wybrać sobie to, co mu najbardziej odpowiada. Ja zaczęłam skromnie od grubego papieru, który  całkiem dobrze mi służył. Myślę jednak, że energia kształtu zadziała niezależnie od podłoża, chociaż na pewno płótno czy drewno mają lepsze wibracje niż folia.

Celem takiej siatki jest wzmocnienie energetyczne, kluczowa jest zatem intencja. Taką siatkę można zrobić w celu ochronnym, aby zabezpieczyć mieszkanie czy samego siebie. Można też ułożyć ją w określonym temacie. Np. na przyciągnięcie pieniędzy albo sukcesu, na zdrowie, na miłość, na wsparcie rozwoju i prowadzenie duchową ścieżką. Zatem zanim zaczniemy robić takie siatki, zastanówmy się, czy są nam potrzebne i jaki jest ich cel. Dodam tutaj jeszcze, że nasza pozytywna intencja ma swoją prawdziwą potęgę. Kamienne kręgi mocy działają bardzo silnie, ale to my sami mamy w sobie najwięcej energetycznej siły. To nasze myśli stwarzają światy. Taka siatka jest tylko dopalaczem energetycznym tego, co kreujemy.

Kamienie dobieramy zależnie od intencji i zazwyczaj używa się co najmniej dwóch-trzech rodzajów kryształów. Powinny się wzajemnie wspierać. Jeśli np. układamy krąg mocy na dobrobyt, możemy użyć kamieni przyciągających bogactwo, ale także minerałów sukcesu, kreatywności, pracowitości. To jest multiplikacja ich siły, ponieważ cała grupa kryształów pomnaża swoją moc. Krystaliczna struktura użytych kamieni zostaje w tym procesie zaprogramowana i wzmacnia intencję tak, jak stale powtarzane afirmacje.

Staramy się przygotować odpowiednią ilość kryształów. Tutaj kłania się numerologia. Ogólnie tylko podpowiem, że miłości i rodzinie służy liczba trzy, a finansom i pracy liczba cztery. Podróżom i zmianom sprzyja piątka, a rozwojowi duchowemu i nauce siódemka. Nie wszyscy wykorzystują wiedzę numerologiczną, czasem taki krąg mocy jest układany intuicyjnie, ale jest to dodatkowy magiczny element, który wzmacnia cały proces.

Moc takiej siatki bazuje zatem na kilku elementach i działa – warto wspomnieć – cały czas, czyli dwadzieścia cztery godziny na dobę, wysyłając naszą intencję do wszechświata. Źródłem działania takiej siatki jest:

  1. Moc świętej geometrii i kształtu
  2. Działanie poszczególnych kamieni
  3. Zwielokrotnienie działania kamieni poprzez ich ilość
  4. Wzmocnienie innymi kryształami
  5. Działanie wibracji liczbowej (numerologia)
  6. Prawo Przyciągania (intencja)

Powyżej zdjęcie siatki ułożonej w intencji finansowej. W centrum znajduje się “portfel” z tygrysiego oka. Cztery (materia i pieniądze w numerologii) inne kawałki tego minerału otaczają centrum, razem z kwarcem cytrynowym (osiem kawałków – w numerologii także finanse i materia), który również wspiera bogactwo. Kryształ górski pełni tutaj rolę wzmacniacza, zasilającego główne kamienie intencyjne.

Proces przygotowania takiej siatki składa się z kilku prostych etapów, które mogą być też doskonałą inspiracją dla podświadomości. Zanim przystąpimy do rytuału warto wcześniej przygotować sobie podłoże i odpowiednie kamienie oraz dopilnować wysokiego poziomu energii u siebie. Można np. przed ułożeniem siatki zrobić sobie krótką medytacje czy praktykę. Podobnie jak w przypadku afirmacji czy wizualizacji najlepsze efekty osiągniemy działając z wysokiego poziomu energii.

  1. Ustalamy intencję i układamy ją (lub piszemy) jako pozytywny program tego, czego pragniemy.
  2. Zapraszamy do współpracy i pomocy przyjazne energie–Duchy Żywiołów, Anioły, Mistrzów…
  3. W wybranym miejscu kładziemy podłoże siatki: specjalny obrus, deseczkę lub kartkę z wydrukowanym wzorem.
  4. Układamy centralny kamień, który reprezentuje intencję. Powinien być większy, najlepiej jeśli jest to obelisk lub piramidka albo serce–jeśli pracujemy w intencji miłości.
  5. Dookoła zgodnie z intuicją rozkładamy wybrane kamienie, dopasowane kolorem i mocą do tematyki siatki. (Działanie kamieni podajętutaj).
  6. Aktywujemy siatkę wykorzystując do tego np. kryształową różdżkę. Można też aktywować cały układ wypowiadając głośno ułożoną wcześniej intencję.

Kryształowe Kręgi Mocy są potężnymi narzędziami, które pomagają przekształcić energię sytuacji, aby pojawiła się oczekiwana przez nas zmiana. Są bardzo skuteczne zdaniem tych, którzy je układają. Jest to też zrozumiałe, biorąc pod uwagę siłę wibracji, które zostają połączone w procesie układania. Myślę, że można je porównać do metod kwantowych, z których tak często korzystamy z zadowalającymi efektami.

Bogusława M. Andrzejewska

 

Oczyszczanie

Ostatnio krąży przekonanie, że kryształów nie trzeba oczyszczać, ponieważ są częścią całej krystalicznej sieci Ziemi i jako istoty połączone ze wszystkim nie muszą być oczyszczane. Są przecież częścią natury, a ta jest absolutnie harmonijna. Hmmm… Brzmi logicznie, prawda? Pamiętajmy tylko o tym, że specyfiką kryształu jest zapis. Wystarczy pomyśleć z czego wykonane są czipy komputerowe lub płyty CD. To wszystko krzem, który jest głównym składnikiem kwarcu. Kawałek kryształu górskiego czy różowego, czy dymnego posiada tę samą zdolność, co płyta DVD… Chociaż technicznie wygląda to oczywiście inaczej. Możemy ten dar wykorzystać, aby zaprogramować swój kwarc.

Dodam jeszcze, że człowiek też rodzi się jako czysta istota i jest częścią natury. Jednak kształtują go doświadczenia i energie, z którymi ma do czynienia. Jeśli ktoś przeżyje coś traumatycznego, to pamięć takiego wydarzenia idzie z nim przez całe życie. Nie znika. A przecież gdyby wszystko przez nas przepływało, to najdalej tydzień po skomplikowanym doświadczeniu nikt już by nie pamiętał, że to właśnie przeżył. Tymczasem latami całymi dźwigamy tę pamięć i dopiero konkretna terapia nas oczyszcza z takiego zapisu. Też jesteśmy kryształami.

Moja wieloletnia praktyka pokazuje, że kamienie wchłaniają różne energie z otoczenia. Czasem dostanę przepiękny kryształ i kiedy z zachwytem tulę go w dłoniach, wypełniając miłością, jego energia zaczyna mnie lekko kłuć i szczypać. Dopiero po oczyszczeniu – np. metodą Reiki – kłucie znika, a energia kamienia staje się miękka i czysta. Można to też zobaczyć tak samo, jak w ludzkiej aurze. Nasza aura z założenia jest świetlista i tęczowa, a przecież trudne emocje “brudzą ją” w specyficzny sposób. I to widać. A też spokojnie można to oczyścić, jeśli wiemy jak.

Kamienie można oczyszczać na wiele sposobów. Powszechnie znane jest umieszczanie ich w soli lub zanurzanie w wodzie z solą. Sama sól himalajska lub morska z pewnością nie zaszkodzi, ponieważ sól to też kryształy, jednak nie polecam wkładania naszych klejnotów do słonej wody. Słona woda generalnie nie służy kamieniom i zostawia na nich nieładny osad. Ponadto sama woda może rozpuścić niektóre pierwiastki zawarte w minerałach. Nie służy np. drobinkom żelaza, powodując rdzewienie. Z doświadczenia wiemy, że niektóre nasze skarby wymoczone w wodzie zmieniają swój kolor, stają się matowe. A niektórych kamieni (np. selenitu) w ogóle nie powinniśmy moczyć. Z kolei kwarc górski, ametyst czy bursztyn mają się w wodzie świetnie. Ponieważ jednak nikt nie jest w stanie zapamiętać, którym kamieniom woda dobrze służy, a którym nie –proponuję przyzwyczaić się do zupełnie innych nieszkodliwych metod. Tym bardziej, że ciągle są odkrywane nowe minerały o skomplikowanym składzie i w starych podręcznikach sprzed lat nie znajdziemy o nich informacji.

Najczęściej oczyszczam kamienie z pomocą Reiki. Na poziomie drugiego stopnia jest to nieskomplikowane i skuteczne. Intencja też jest prosta i jednoznaczna – prosimy o oczyszczenie ze wszystkich negatywnych energii. W ten sam sposób można oczyszczać kryształy przywołując energię z Najwyższego Źródła, Fioletowy Płomień lub Energię Mahatma. Sądzę, że są jeszcze inne możliwości – te które tu podałam są mi najbliższe. Z tymi energiami pracuję. Ale widziałam układanie kryształów w piramidach z miedzi, oczyszczanie z pomocą dymu z kadzidła oraz wykorzystanie do tego celu dźwięku, czyli gry na misie tybetańskiej. To też robię – gram moim kryształom, ponieważ moc mis zdążyłam poznać i bardzo doceniam.

Podczas oczyszczania bierzemy kamień w prawą rękę i wizualizujemy Światło, które je wypełnia i oczyszcza. To sprawia, że pole energetyczne kryształu przesuwa się i reaguje na wyższe wibracje. Dostraja się do nich i chłonie. Proces ten nie wymaga zatem żadnej skomplikowanej wiedzy czy szkolenia. Pamiętajmy tylko, że energia płynie za myślą, warto więc w tym czasie pilnować myśli, skupiając je na Świetle i oczyszczaniu. Odradzam też wszelkie wahania, niedowierzanie, czy to zadziała… Na takie myśli jest czas przed działaniem, jeśli chcemy sobie powątpić. Kiedy bierzemy kryształ do ręki, nawiązujemy z nim relację. On łączy się z nami i słucha naszych myśli. Niech będą dobre i pełne miłości.

Kryształy kochają naturę i pięknie odnawiają swoją energię z żywiołami. Można wystawić je na świeże powietrze, szczególnie wtedy, kiedy wieje wiatr. Jednak koniecznie pod niewielkim zadaszeniem, aby nie zmoczył ich przypadkowy deszcz, tym bardziej, że deszczówka nie jest dzisiaj tak czysta jak w średniowieczu – niesie w sobie rozmaite chemikalia, które unoszą się nad miastami, tworząc jądra kondensacji. Kiedyś układałam swoje klejnoty na słońcu oraz w nocy wystawiałam na światło księżyca –zwłaszcza w czasie pełni. Jednak wiem, że nie wszystkim kamieniom to służy. Kilka moich kryształków wyblakło od słonecznych promieni. Zatem tej przyjemności też im oszczędzam.

Osoby, posiadające dom z ogródkiem, mogą przygotować sobie takie miejsce, w którym ich klejnoty będą czerpały energię z natury. Można układać je też na ziemi w doniczkach lub w ogóle wokół roślin. Można je nawet płytko zakopać. Minerały wszelkiego rodzaju bardzo to lubią – są przecież częścią tego żywiołu. Intuicja podpowie nam, co jeszcze można zrobić, aby wzmacniać ich piękną energię.

Bogusława M. Andrzejewska

Kryształowy Portal

Minerały i kryształy towarzyszą mi od dobrych trzydziestu lat. Zbierałam je, robiłam z ich pomocą zabiegi uzdrawiające, oczyszczałam je i ładowałam. Dostawały ode mnie znaki Reiki, mantry, dobre słowa i mnóstwo energii. Jak większość sympatyków kamieni, ustawiałam je obok siebie, nosiłam w torebce lub w kieszeni, godzinami trzymałam w dłoniach – i poznawałam. Na tej stronie także umieściłam wątek o tym, na co pomagają, jak działają i co można uzyskać z ich pomocą w zakresie zdrowia i samopoczucia. Moje przepiękne kolekcje dwukrotnie rozeszły się po świecie, powędrowały do rąk moich nauczycieli, przyjaciół i innych bliskich mi osób. Teraz odbudowuję swoje zbiory po raz trzeci, ale zupełnie inaczej niż kiedyś…

Kolejna przygoda zaczęła się od biżuterii. Wymyśliłam sobie, że zamiast kamieni na ozdobnym talerzyku lub na półce, wolę mieć kryształy blisko siebie. Na łańcuszku na szyi albo w pierścionku na ręce. Chciałam poczuć je w swojej aurze. Nie jestem pewna, który cudowny kamień otworzył najmocniej moje serce na zupełnie inne postrzeganie. Myślę, że mógł to być  larimar albo labradoryt – to moi najbardziej magiczni przyjaciele, którzy najczęściej mi towarzyszą. Obydwa te kamienie noszę w naszyjniku na wysokości serca. Czuję ich ciepłe wibracje. I to dzięki nim zaczęłam rozumieć ich najgłębszą magię. Zaczęłam spontanicznie dotykać innych wymiarów.

Pisałam już kiedyś o tym, że z energią kamieni możemy cudownie się połączyć poprzez samo zdjęcie. Oznacza to, że wcale nie musimy posiadać w domu wszystkich minerałów. Można znaleźć w sieci odpowiednie obrazy czy fotografie i pobyć trochę w ich energii. Często tak robię – przeglądam zdjęcia kryształów i wchodząc spontanicznie w uczucie zachwytu, łączę się z nimi. Od wielu tygodni jestem w takim magicznym kontakcie z kamieniami, a poprzez nie – z innymi płaszczyznami istnienia.

Świat się zmienia energetycznie. My także wzrastając otwieramy się na nowe postrzeganie. Dzisiaj kryształy są dla mnie czymś zupełnie innym, niż kilkanaście lat temu. Są portalami do innych wymiarów. Któregoś dnia po sesji medytacji z kamieniami przyszły do mnie obrazy i uczucia. Przyszły do mnie też miejsca – kryształowe komnaty. W dobie coraz bardziej popularnej fizyki kwantowej to nic nadzwyczajnego. To tylko kolejne odkrycie. Być może każdy powinien sam tego doświadczyć, wówczas taka magia będzie dla niego czymś naturalnym. Jednak z radością chcę podzielić się tym doświadczeniem, bo wiem, że nie jestem w tym sama. Z całą pewnością inni miłośnicy kamieni też to odkryli.

Kilka miesięcy temu zaczęłam malować obrazy. Różne. Większość z nich przychodziła do mnie sama. Tak powstał portret smoczycy, która uprzejmie zażyczyła sobie własnej podobizny. Tak też powstał Kosmiczny kryształ – obraz kwarcu na tle naszej galaktyki. Ktoś mnie zapytał: ale czemu ten kryształ jest w kosmosie? Nie znałam wtedy odpowiedzi. Wiedziałam tylko, że tak ma to wyglądać, bo obraz przyszedł do mnie –dokładnie taki. Dzisiaj wiem już, że to symbol tego, czym są kryształy: drzwiami do innych wymiarów…

Oczywiście kamienie możemy nosić w ręce jak talizmany. Przecież łącząc się z nimi dotykiem, wymieniamy się energią. Możemy je też układać na ciele i robić z nimi Reiki, to też wspaniałe doświadczenie. Możemy nosić je w pierścionkach, kolczykach i naszyjnikach. Są piękne – niech zachwycają, bo w ten sposób otwieramy się na ich moc. Zawsze otwieramy się na to, czemu w emocjach dajemy uwagę. A więc nie bez powodu w koronach władców, w ich berłach i naszyjnikach pojawiały się kamienie mocy. I nie bez powodu podziwiamy urok klejnotów w biżuterii.

Ale to już także czas wielki na to, aby dostrzec, czym są naprawdę. One czekają cierpliwie na nasze przebudzenie. Ich potężna moc jest w moim odczuciu spuścizną Lemurii. Wszystkie lub prawie wszystkie skały na naszej planecie postrzegam jako wykreowane przez Lemurian. Ja zresztą tych Lemurian widzę, więc nie jest to dla mnie hipoteza, tylko kolejny kawałek układanki, który wreszcie wskoczył na swoje miejsce. Cudownie barwne, migoczące minerały i kryształy są lemuryjskimi kluczami do innych światów. Żeby skorzystać z ich magii, wystarczy uświadomić sobie, że ich największa moc nie wynika wcale z ich rynkowej wartości czy zachwycających kolorów. Wystarczy zrozumieć, czym są naprawdę. To pozwoli wziąć w dłoń dowolny kamień, połączyć się z jego energią i zamykając oczy wejść w utworzony portal.

Bogusława M. Andrzejewska

 

Energia obrazów

Nie tak dawno ktoś na facebooku oburzał się i próbował  nie przebierając w ordynarnych słowach przekonać publiczność, że żadne obrazy i rzeczy nie działają, że tylko my sami możemy dla siebie coś zrobić. Do tego wylał wiadro pomyj na wygórowane ceny i zarabianie na naiwnych. Jak zwykle pod takim postem podpisało się kilkoro bezmyślnych “kiwaczków”, którzy potakiwali prawdopodobnie zmotywowani tymi samymi kompleksami i odnaleźli w tej wypowiedzi sens dla siebie. Obiektywnie rzecz biorąc wypowiedź merytorycznie była nieprawdą. I chociaż wyraźnie tutaj powtórzę, że każdy ma prawo do własnych poglądów,  to ja mam też ogromną potrzebę wypowiedzenia się na ten temat i wyprostowania pewnych błędnych założeń.

Odkąd na Ziemi pojawił się człowiek, istnieją akumulatory energii. Takim akumulatorem może być zwykły kamień znaleziony na polu. Jeśli go naładujemy odpowiednio, w innej sytuacji odda nam zgromadzoną energię. Świetnie w tej roli sprawdzają się minerały i kryształy, które ładnie gromadzą energię i dodatkowo wzmacniają ją swoimi osobistymi jakościami. Idąc dalej tym tropem, dochodzimy do kształtów, które nas szczególnie intrygują. A dalej do rozmaitych talizmanów i amuletów, które przecież działają. Miliony ludzkich istnień na przestrzeni wieków nie może się mylić…

Akumulatorami energii mogą być gadżety Feng Shui, które rozmieszczamy w pokoju. Ładujemy je głównie wiarą w ich działanie i to przynosi efekty, ponieważ energia płynie za myślą. To ważne. Ale działa też symbol. Jeśli moja podświadomość mocno łączy “złotą rybkę” ze szczęściem i powodzeniem, to ilekroć mój wzrok padnie na akwarium, w którym ona sobie pływa, tyle razy uruchamiam neuronową ścieżkę wiodąca do bogactwa. Podobnie rzecz ma się z kokosem, żabą trzymającą pieniążek czy bryłką złota albo wachlarzem banknotów. Jeśli przez setki lat ludzie patrząc na krzyż, widzą w nim cierpienie, to choćbyśmy go wyłożyli diamentami, zawsze będzie symbolem bólu. Jeśli natomiast róg obfitości budzi w nas myśl o bogactwie, to znaczy, że uruchamia dokładnie taką energię.

W ten sam sposób budujemy Mapę Marzeń wyklejając ją tym, co budzi w nas odpowiednie skojarzenia. Jeśli ktoś twierdzi, że energetyczne obrazy nie działają, to nie powinien stosować także tej popularnej techniki. A tutaj znowu znajdziemy wiele potwierdzeń od osób, które systematycznie robią sobie Mapę Marzeń. Działanie na podświadomość z pomocą różnych metod nazywamy uzdrawianiem albo przekodowaniem. Zajmuję się tym od wielu lat. Jest to fakt. Jestem też specjalistką od symboliki, pracuję z nią od ponad 20 lat i jeśli ktoś chciałby zaprzeczyć działaniu symboli, to w oczywisty sposób chcę zaprotestować.

Podobną funkcję spełniają obrazy nazywane energetycznymi. Są akumulatorami energii, jeśli ktoś  tak jak ja to robię  pracuje z energią w trakcie malowania, wkładając do obrazu np. mantry lub Reiki. Moim zdaniem obraz powinien też wywoływać pozytywne skojarzenia, dlatego sama chętniej maluję symbole, a nie abstrakcyjne kształty. Jestem pewna, że u wszystkich działają malowane Anioły, Smoki, kwiaty, gwiazdy, ptaki, pejzaże i inne wzory. Jeśli obraz przedstawia coś, co odwołuje się do symboliki i jest to połączone z odpowiednim kolorem, jego działanie jest bezsprzeczne. Barwy także działają i także uruchamiają podświadomość, dlatego trzeba wiedzieć nie tyko co namalować, ale jakim kolorem. Większość uzdolnionych malarzy, którzy pracują z energią, intuicyjnie dobiera paletę i robi to doskonale. A jeśli ktoś nie wierzy, jak może działać obraz, niech postudiuje przez pół godziny jakąkolwiek pracę Beksińskiego. To mocne doświadczenie, wyłącznie dla silnych osób.

Ogromnie intrygującą sztuką jest Pure Art, której niedawno się nauczyłam. Integralną częścią metody jest malowanie tego, co przynosi energia. Doświadczam cudu za każdym razem, kiedy wykonuję taki proces. I za każdym razem zdumiewa mnie to, co się pojawia. Jeśli mogę czegoś naprawdę dotknąć, to jak mam w to nie wierzyć i nie reagować na pokrzykiwania ludzi, którzy piszą: “nie wierzcie oszustom, niczego nie zrobią, żadne obrazy nie działają”? Przypomina mi się wówczas sytuacja z pewnym przemiłym panem, który będąc u mnie, powiedział, że nie wierzy w Anioły. Stojący nad nim jego Anioł Stróż westchnął głęboko, po czym pomaszerował za nim do łazienki. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu…

Nie ulega kwestii, że obraz uzdrawiający czy energetyczny wspiera nasze działania, a nie załatwia ich za nas. Warto też na to zwrócić uwagę. Podobnie jak w przypadku Feng Shui, nasza energia będzie zawsze silniejsza niż energia otoczenia, obrazów czy gadżetów. Ale wtedy, kiedy nam energia spada, to właśnie te wszystkie zewnętrzne rzeczy nas wspierają, oddając skumulowaną energię. Znam setki pięknych historii o tym, jak ochronnie działają pierścionki po babci czy właśnie obrazy namalowane przez kogoś pozytywnego. Jednak od lat obserwuję też, że określone symbole oddziałują na podświadomość, a ta z kolei uruchamia cały proces, którego pragniemy. Mam na to sporo dowodów z własnego życia, dlatego tak chętnie otaczam się obrazami tego, czego pragnę.

A czy słyszeliście o negatywnych przedmiotach? O klątwach miejsca? Obrazu? Mebla? Naszyjnika? To także udowadnia, że przedmioty są akumulatorami energii. Gromadzą tę energię niezależnie od jakości, nie wybierają. To my możemy wybierać, kierując się tym, co czujemy  jeśli umiemy odróżnić pozytywną energię od negatywnej. Jeśli nie umiemy, wybierajmy pozytywne osoby, do których mamy zaufanie  z ich rak przyjdą wyłącznie dobre rzeczy. Szczególnie jeśli jest to osoba, która celowo robi ochronną biżuterię czy tworzy energetyczne obrazy. Najczęściej wie, jak to zrobić, tym bardziej, że energia płynie za myślą, wystarczą więc często pozytywne życzenia dla przyszłego właściciela, modlitwa lub odrobina Reiki. A przy obrazach czy biżuterii warto też wybierać pozytywne symbole i kolory.

Nie w każdym dziele jest ta piękna moc, o której mówi twórca. Widzę w sieci wiele bohomazów, które dla mnie są puste, a autorzy nazywają je “energetycznymi”, ponieważ dali mu własną energię, kiedy go malowali. Wcale zatem nie kłamią, chociaż to inna energia niż ta, której poszukujemy. Nie przeszkadza mi to. Bo “pusty” obraz może być ładny i pięknie dekorować ścianę. Jeśli się podoba, to budzi dobre emocje, taka jest więc jego wartość  jak każdej ładnej rzeczy. Przecież kupujemy ładne buty, torebki, narzuty i koce, chociaż nie są one energetyczne. Warto więc kupić obraz czy bransoletkę albo medalion, jeśli nam się podoba, niech cieszy oczy. A jeśli nam się nie podoba  to nie kupujemy. I tyle. Nikt nas nie zmusza. To my decydujemy.

Na koniec chcę pokazać jeszcze jeden ważny wzorzec, któremu warto się przyjrzeć. Jeśli ktoś widzi wygórowaną cenę jakiegoś prostego obrazka, mandali czy medalionu, a sam nie zarabia tyle, ile by chciał, to czuje gniew. Oznacza on tylko nieprzerobione wzorce finansowe. Każdy rzemieślnik i każdy artysta ma prawo wyceniać swoje prace tak, jak chce. Czy nie widzimy w sklepach butów i torebek po 2000 zł? Czy budzą nasz gniew? Nie, po prostu kupujemy podobne rzeczy w rozsądnej kwocie. Wygórowana cena nie jest naciąganiem. Jest testerem naszego poziomu finansowego. Na taki widok możemy wzruszyć ramionami i poszukać czegoś tańszego albo właśnie ustanowić sobie taki cel: uzbieram na te buty (obraz, wisior, bransoletkę), bo to akurat chcę mieć. Przyznaję, że ja sama mając w ręce przykładowe 2000 zł, nie chciałabym wydać ich na torebkę, skoro taka za 150 zł jest równie ładna i spełnia swoją rolę. Taki mój rozsadek… Ale i otwartość na wiele innych rzeczy, bo w tej kwocie zmieściłabym kilkanaście książek, pięknych kamieni i mojej ulubionej biżuterii. I jest to rzecz indywidualna, bo dla odmiany w dobrze zaopatrzonej księgarni zostawiłabym 2000 bez wahania. Na torebkę …jednak nie. Torebki mnie nie kręcą. Co oznacza, że kogoś jednak kręcić mogą i nic w tym złego.

Konkludując  nie słuchajcie ludzi, którzy nazywają energetyczne rękodzieła naciąganiem. Nie u wszystkich działa wyrachowany marketing. Raczej popatrzcie na to, co takie osoby mają do zaoferowania. Ostatnio usłyszałam o pani jasnowidz, która wzięła za usługę 2000 zł i podobno nie było żadnych efektów. Oszustka czy nie? Jak to zweryfikować, jeśli ktoś nie ma odpowiedniego wglądu? Natomiast w przypadku obrazu czy bransoletki zawsze mamy w ręce przedmiot, za który zdecydowaliśmy się zapłacić. Działa czy nie  ważne, by się podobał. Wówczas będzie nam przynosił radość. A stąd już naprawdę bliska droga do szczęścia.

Bogusława M. Andrzejewska

Cielesność

Tym razem o seksie, ale nie psychologicznie w kategoriach terapii związków, lecz z poziomu duchowego nauczyciela i może nieco socjologicznie. My ciągle nie umiemy o tym mówić, ciągle się wstydzimy. Zaskakuje mnie, że nawet niektórzy duchowi nauczyciele zakładają jakieś dziwne maski i gorączkowo zmieniają temat. Najczęściej spotykam się z postawą: “wszystko jest cacy, niech sobie ten seks będzie, oczywiście, że jest OK, byle bym nie musiała o nim słyszeć ani go widzieć i żeby nikt mi nic nie pokazywał i do mnie nie mówił o tym”. W istocie nie jest to kwestia numer jeden i mamy wiele ciekawszych zajęć, ale jeśli już wypływa na wierzch na mocnej energetycznej fali, warto się nad nim z uwagą pochylić.

Temat ten domaga się uzdrowienia właśnie teraz u schyłku 2017 roku. Widać to, ponieważ jest nagłaśniany w mediach. Nagle cały świat zaczyna się tym interesować, ale inaczej niż w czasie seksualnej rewolucji w latach 50-tych. Trochę wygląda to tak, jakby chciano na powrót ustawić wąsko granice przesunięte szeroko w połowie ubiegłego wieku. Co chwilę słyszmy o molestowaniu przez znane osoby i jakimś zachowaniu seksualnym, którego akceptować nie chcemy. Zaczynamy zastanawiać się, co naprawdę wolno, a czego nie… Do tego powszechna akcja “metoo” i wszędzie wokół nas mniejsze i większe wydarzenia.

Żeby jednak była jasność, nie chcę wypowiadać się na temat gwałtów, przemocy, molestowania nieletnich czy rozmaitych dewiacji. To nie podlega dyskusji. Chcę tu napisać kilka słów o naturalnym seksie pomiędzy dorosłymi ludźmi, ponieważ uważam, że to całkiem zdrowe i naturalne zjawisko także dostaje po głowie. Trochę przypomina mi to wylewanie dziecka razem z kąpielą. Niektórzy ludzie wchodzą w dziwny proces bronienia się przed zagrożeniem poprzez całkowitą eliminację tematu. To tak, jakby przestać używać noży czy ognia, aby się nie skaleczyć i nie poparzyć. I to na co chcę zwrócić uwagę, to docenienie ważności dobra seksu w naszym życiu. Piszę o tym także tutaj i tutaj.

Jest dla mnie oczywiste, że mamy różne libido, a więc i zainteresowanie seksem może być odmienne. Rozumiem osoby, które mają już wnuki i zajęły się jakąś życiową pasją, dającą im o wiele więcej radości niż intymne pożycie. To zresztą nie zależy wcale od wieku, ale od indywidualnych preferencji. Nie każdy z nas musi stawiać przyjemność cielesną na pierwszym czy drugim miejscu. Wszystko jest w porządku, dopóki traktujemy seksualność normalnie i pozwalamy, by była ważna dla innych. Natomiast widzę wyraźnie, że sporo osób jest nadal osadzonych w patriarchalnym średniowieczu, w którym samo słowo „seks” budzi dreszcz obrzydzenia. W XXI wieku jest to dla mnie przejawem sporego zacofania.

Dlaczego? Zamknij oczy i wyobraź sobie, że stoisz nago na trawie, blisko rzeki lub jeziora, skąpana/skąpany w ciepłych promieniach słońca. Poczuj pod nogami miękkość ziemi i łagodność trawy. Poczuj na skórze dotyk słońca i powiew lekkiego wiatru. Poczuj, że jesteś. Kim jesteś? Częścią natury. Jesteś jednością z wiatrem, ciepłem słońca, wilgocią wody i ziemią pod stopami. Twoja seksualność jest częścią natury. Tak samo jak głód, pragnienie i wszystkie twoje zmysły.

Pogląd, że seks jest zły czy brudny ciągnie się za nami jak echo od czasów, kiedy przywódcy religijni próbowali narzucać nam wstrzemięźliwość cielesną. Co robili sami pod płaszczykiem rzekomego celibatu, mówić tutaj nie będę. Istotne jest to, że zbliżenie fizyczne nie jest niczym paskudnym, a wręcz przeciwnie: jest przede wszystkim uhonorowaniem miłości, między dwojgiem ludzi. Także w wolnych związkach jest przypieczętowaniem bliskości. Istnieją duchowe szkoły tantry, w której energia seksualna jest kierowana tak, by prowadziła do oświecenia. Jest to piękna i dobra energia. Dlatego też nawet jeśli ktoś sam ma inne priorytety i nie interesuje się cielesnością, powinien pozwolić  innym ludziom na to, by cieszyli się seksem, rozumiejąc, że to jest coś pięknego. A nie obrzydliwego.

A takie informacje do mnie docierają. O dorosłych kobietach, matkach, może babciach, które ze średniowieczną pruderią, mówią „a fe!”. Nasuwa się od razu i bez najmniejszej złośliwości myśl, że być może mają za sobą trudne doświadczenia albo wypełnia je gorycz niespełnienia. A może nieuświadomiona zazdrość, że im nie było dane? Że mąż nigdy nie umiał sprawić, by wiły się z rozkoszy, po której kobieta cały dzień uśmiecha się z rozmarzeniem sama do siebie? Tylko osoba traumatyczna i zakompleksiona może z obrzydzeniem mówić o tym, że ktoś za ścianą uprawiał seks – przecież to zwyczajna rzecz, robią to niemal wszyscy. I nie ma w uprawianiu seksu braku szacunku dla nikogo. Co ma seks wspólnego z szacunkiem?! Może w nim być miłość, tęsknota za bliskością lub zwyczajne fizyczne pożądanie. Może być też zdradą, ale to nadal nie ma nic wspólnego z szacunkiem do kogoś, kto przypadkiem takie odgłosy usłyszał, bo najpewniej winowajcy pojęcia nie mieli, że ktoś ich słyszy.

Można też wcale o tym nie mówić i udawać, że niczego się nie słyszało, by nie budzić skrępowania u innych. Ja tak właśnie robię. Pisałam już o tym – kiedy jeździłam na szkolenia, jako drugi wykładowca towarzyszył mi bardzo jurny kolega. Na każdym wyjeździe zapraszał kogoś do swojego łóżka, a w hotelu dzieliły nas cienkie ściany. Nauczyłam się wozić ze sobą stopery do uszu. Nigdy nie komentowałam jego przygód ani nie zwracałam mu uwagi. Był dorosły. Seks uprawiał z dorosłymi i nie słyszałam nigdy z jego pokoju krzyków wzywania na pomoc. Nie ukrywam, że czasem uśmiechałam się pod nosem, bo ludzie obok po prostu dobrze się bawili.

Człowiek pozytywnie myślący nie potępia nikogo za uprawianie seksu. Szczególnie jeśli sam jest w tej materii spełniony, a ja po szkoleniach wracałam do męża, który do dzisiaj jest dla mnie wspaniałym kochankiem. Kiedy mój kolega rytmicznie tłukł swoim łóżkiem o ścianę mojego pokoju, nie czułam ani złości, ani zazdrości, ani pogardy. Seks to seks i tyle. Wkładałam do uszu stopery, aby nie uczestniczyć w pornograficznej audycji i szłam spać. Myślę, że tak właśnie wygląda zarówno tolerancja, jak i prawdziwa akceptacja zjawiska seksualności.

Powtórzę raz jeszcze, że mówię tu o zgodnym współżyciu między dwiema dorosłymi osobami, a nie o gwałtach czy dewiacjach. Zdaję sobie też sprawę, że w tym obszarze, jak w każdym innym, dochodzi do rozmaitych nadużyć. Jednym z nich może być oczywiściezdrada małżeńska, ale takie zjawisko nie umniejsza wartości seksu samego w sobie. Pokazuje jedynie, że w relacjach mierzymy się z różnymi doświadczeniami.

Ciekawą rzeczą w tym temacie jest fala „metoo”, która przetoczyła się przez portale społecznościowe. Z założenia miała pokazać, że są ludzie, którzy przekraczają granice nietykalności seksualnej. Jasne, tylko ta granica nagle zaczęła się przesuwać. Czymś zupełnie innym jest dla mnie gwałt, a czymś innym to, że ktoś za mną na ulicy zagwiżdże. I chociaż bycie obiektem do gwizdania czy wołania „te lala!” niczym przyjemnym nie jest, to nie jest też zbrodnią. Ja po prostu nie zwracam na to uwagi i nie zasilam tego zjawiska niepotrzebnym robieniem dramatu z drobiazgów.

Nie utożsamiam się z tym ruchem, nie czuję go i nie popieram. Głównie dlatego, że swoją myślą tworzę swoją rzeczywistość. W moim świecie mężczyźni szanują kobiety i nie naruszają ich granic. W to wierzę i tego właśnie doświadczam. Myślę ponadto, że akcentowanie negatywnych doświadczeń może powodować ponowne przyciąganie takiego zdarzenia. Wielu duchowych nauczycieli pisze o tym w swoich publikacjach. Warto nie tylko zamieszczać wyszukane cytaty, ale także stosować w praktyce to, co się w mądrej książce wyczytało. Ruch „metoo” jest podświadomym wołaniem: „jestem ofiarą, chodź zboczeńcu i mnie puknij. Bo to mój ważny wzorzec, z którym nie chcę się rozstać.” Przepraszam za dosadność, ale to takie oczywiste, że muszę aż tupnąć nogą! Bo ile razy można tłumaczyć, na czym polega Prawo Przyciągania? Zawsze się znajdzie jakaś ofiara, która chce za wszelką cenę skupić na sobie uwagę i litość, bo się tym karmi. A inni idą za nią jak owce…

W tym klimacie pojawił się w sieci materiał młodej, ładnej kobiety, zawierający zdjęcia wszystkich obleśnych typków, którzy ją zaczepiali na ulicy. Żadna z nas tego sobie nie życzy, ale nie pomogą nam zdjęcia, jeśli nie stworzymy w sobie odpowiedniej energetyki. Jeśli mamy wysokie poczucie wartości i prawdziwy szacunek do siebie, to tacy ludzie nas po prostu nie zauważają. Wiem, sprawdziłam. Dzisiaj już jestem starszą panią, ale był czas, że za mną też leciały gwizdy i pokrzykiwania. Aby zmienił się otaczający nas świat, zmieniamy siebie i swoje wzorce.

Na koniec sparafrazowana przypowieść. Do mędrca buddyjskiego, który siedział w sali razem ze swoimi uczniami, wtargnął nieoczekiwanie jakiś człowiek i zaczął głośno proponować mu seks. Pogwizdywał, wysuwał język i wykonywał palcami jednoznaczne gesty. Rzucał w stronę mędrca obleśne propozycje, nazywał go tak, jak nazywają się intymne części ciała i nachalnie domagał się zbliżenia. Mędrzec spokojnie milczał. Kiedy znudzony prowokator machnął ręka i opuścił pomieszczenie, uczniowie jeden przez drugiego pytali nauczyciela:

– Mistrzu, dlaczego na to pozwoliłeś? Dlaczego go nie ukarałeś i nie przepędziłeś? Dlaczego go nie przekląłeś, tylko pozwoliłeś mu robić takie rzeczy?

– Jeśli ktoś przychodzi z prezentem, a ty go nie przyjmujesz, to do kogo należy prezent? – zapytał nauczyciel.

– Do darczyńcy – odpowiedzieli uczniowie.

– To samo dotyczy obelg, obrzydliwości i obleśnych propozycji – odpowiedział Mistrz. – Jeśli ich nie przyjąłem, są własnością tego, który z nimi przyszedł. Niech je sobie trzyma.

Nic nie może nas obrazić, jeśli nie dajemy na to przyzwolenia. Osoba, która rozwija się duchowo, wychodzi poza urażone ego i umie dostrzec w zaczepiającym ułomnego człowieka, który w niewybredny sposób wyraża swoje potrzeby. Jest jednak świadoma, że wszyscy jesteśmy jednym – zaczepiany i zaczepiający, molestowany i molestujący. Za każdym razem dotykamy lekcji wybranej dla nas przez duszę.

W ten oto sposób można spojrzeć na temat seksualnych zaczepek z poziomu duchowego. Jednak powtórzę, że jeśli nam się to przydarza, warto jak najszybciej podnieść poczucie wartości i mocno osadzić w sobie szacunek do siebie. To najbardziej skuteczna metoda, aby nie doświadczać więcej takiego zjawiska.

Bogusława M. Andrzejewska

Dekodowanie i Kodowanie

Najpierw oczyszczamy stare, niekorzystne wzorce, a potem na ich miejsce wprowadzamy nowe. Metoda ta służy nam we wszystkich obszarach, które chcemy uzdrowić. Myślę, że może być potrzebna każdemu, kto chce być szczęśliwy i świadomie kreować swoje życie. Oczywiście podobnie działających technik jest więcej  najpopularniejszą z nich jest chyba praca z afirmacjami. Zbliżone efekty przyniesie też polecana przeze mnie stale metoda Evelyn Monahan.

Oczywiście na tym nie koniec wyliczania. Jest jeszcze Dwupunkt lub Kwantowa Synchronizacja, Metoda Silvy czy Modlitwa Huny, a wreszcie żmudne i pracochłonne EFT. Kodowanie ma nad nimi wszystkimi ogromną przewagę – jest szybkie. Zajmuje około 3-5 minut. Jest proste. Nie wymaga uczestnictwa w drogim szkoleniu. Jest zatem doskonałe dla wszystkich, którym brakuje czasu lub po prostu nie mają cierpliwości na długotrwałe testowanie.

Tu dygresja  ciekawa skądinąd metoda EFT rzadko zdaje egzamin właśnie dlatego, że jest żmudna, wymaga cierpliwości. I rzecz nie w tym, że brakuje nam czasu na pracę nad własnym rozwojem. Oczywiście na to chwila zawsze się znajdzie. Natomiast życie jest zbyt pasjonujące, by przeleciało nam między palcami na opukiwaniu siebie. Człowiek w swej istocie jest twórczy, chce kreować coraz to nowe rzeczy, dlatego też poszukuje sposobów, które nie zabiorą mu pół dnia. To nie lenistwo, lecz potrzeba działania na wielu płaszczyznach. Każdy z nas jest tu na Ziemi w ważnym celu i ma coś do zrobienia, dlatego nie można całymi dniami opukiwać swoich emocji. Znudzona podświadomość przestanie w końcu reagować.

I w tym miejscu kodowanie jest absolutnym hitem! Zawsze jest czas by przekodować swój niewygodny wzorzec i nie musimy się obawiać, że podświadomość się znudzi czy zniecierpliwi. Podświadomość jest trudnym partnerem do pracy  wymaga metod ciekawych i szybkich, jak każde małe dziecko, które szybko się rozprasza. Zatem tak gorąco jak odradzam EFT, tak mocno polecam kodowanie.

Autorką tej metody jest znakomita nauczycielka Psychologii Sukcesu Sandra Anne Taylor. Szczegóły techniki opisała w książce “Kwantowy Kod Uzdrawiania”. Dzielę się tą metodą, opierając się na własnym pozytywnym doświadczeniu. Opisuję poniżej, jak na sobie wykonuję to proste ćwiczenie. Zainteresowanych zachęcam oczywiście do poszerzenia wiedzy odpowiednią lekturą.

Dekodowanie

  1. Siadam i odprężam się głębokim, powolnym oddechem.
  2. Zamykam oczy i przyjmuję pozycję “dekodowania” dwoma palcami każdej dłoni dotykam czoła w pobliżu czakry “Trzeciego Oka”.

  1. Wzrok pod zamkniętymi powiekami kieruję do góry, jakbym chciała spojrzeć na czoło i szóstą czakrę.
  2. Wypowiadam oświadczenia dekodowania najpierw dłuższe.

Np. Dekoduję schemat braku czasu na radość i cieszenie się życiem.

Np. Dekoduję lęk przed załatwieniem sprawy w urzędzie.

Np. Dekoduję zniecierpliwienie sytuacją i ludźmi.

Potem krótsze.

Np. Dekoduję brak czasu. Dekoduję brak radości.

Np. Dekoduję lęk.

Np. Dekoduję zniecierpliwienie.

  1. Z wydechem wypowiadam mocne, końcowe oświadczenie: UWALNIAM TO WSZYSTKO.
  2. Wyobrażam sobie, jak negatywne wzorce w postaci szarego dymu uwalniają się z lewej strony mojej głowy.
  3. Głęboki oddech kończy tę część, opuszczam dłonie i otwieram oczy.

Po chwili przerwy koniecznie należy zakodować właściwy wzorzec.

Kodowanie

  1. Odprężam się głębokim, powolnym oddechem.
  2. Zamykam oczy i przyjmuję pozycję “kodowania” dwoma palcami PRAWEJ dłoni dotykam czoła w miejscu czakry “Trzeciego Oka”.

  1. Wzrok pod zamkniętymi powiekami kieruję do góry, jakbym chciała spojrzeć na czoło i szóstą czakrę.
  2. Uśmiecham się do siebie i swoich myśli. Wypowiadam oświadczenia kodowania najpierw dłuższe.

Np. Koduję radość i umiejętność cieszenie się życiem. Koduję posiadanie czasu na to wszystko, co kocham.

Np. Koduję spokojne i odważne załatwianie wszystkich spraw. Koduję poczucie bezpieczeństwa.

Np. Koduję akceptację sytuacji i ludzi. Koduję miłość i serdeczność do świata i ludzi.

Potem krótsze.

Np. Koduję radość. Koduję czas dla siebie.

Np. Koduję odwagę. Koduję spokój.

Np. Koduję akceptację. Koduję miłość.

Na koniec powtarzam same pozytywne słowa:

Np. Radość. Dobry czas.

Np. Odwaga. Bezpieczeństwo. Spokój.

Np. Akceptacja. Miłość. Życzliwość.

  1. Zatwierdzam to wszystko pozytywną afirmacją: NOWE, POZYTYWNE ŚCIEŻKI NEURONOWE LŚNIĄ W MOIM UMYŚLE albo MOJA PODŚWIADOMOŚĆ TERAZ TWORZY MOJE SZCZĘŚCIE.
  2. Kończę głębokim, powolnym oddechem, opuszczam dłonie i otwieram oczy.

To naprawdę cały proces. Zajmuje 3-4 minuty. Genialne, jak dla mnie.

Długość trwania ćwiczenia jest zależna od ilości wypowiadanych oświadczeń, ponieważ kodując mówimy kilka zdań. Warto je sobie przygotować wcześniej. Można je napisać na kartce przed wykonaniem kodowania. Co prawda w trakcie nie otwieramy oczu i nie czytamy, ale zapisanie pomaga zapamiętać to, co najważniejsze. Jeśli na przykład dekodujemy zniecierpliwienie ludźmi czy sytuacją, możemy w jednym ćwiczeniu zakodować sobie różne wersje podejścia do tematu:

– Koduję bezwarunkową miłość do każdej czującej istoty.

– Koduję akceptację ludzi i ich zachowań.

– Koduję spokój i życzliwe podejście do innych osób.

– Koduję miłość do siebie i innych.

– Koduję komfort w kontaktach z innymi.

– Koduję wspierające mnie słowa i działania innych osób.      …itp.

Możliwości jak zawsze jest sporo. Osoby, które pracowały bądź pracują z afirmacjami, z przyjemnością wykorzystają kolejny sposób na tworzenie korzystnych określeń dla siebie. Oświadczenia kodowania bardzo przypominają afirmacje  są wyłącznie pozytywne, nie zawierają negatywnych pojęć ani też słówka “nie” czy “chcę”. Jest to więc nowa przestrzeń do pozytywnej zabawy.

Bogusława M. Andrzejewska