Malowanie z ciszy

Malowanie z ciszy narodziło się po kursie He Art, kiedy zrozumiałam, że nie trzeba za wszelką cenę wydobywać z płótna znanych kształtów. Można zamknąć oczy i pozwolić się prowadzić Mistrzowi, który jest w nas. Być może na obrazie nie zakwitnie widoczna dla wszystkich róża ani nie zaśpiewa ptak, a drzewa nie rozłożą swoich gałęzi naśladując fotografię. Być może to, co namaluję wcale nie będzie oczywiste. Ale z całą pewnością popłynie z falą Białego Światła. Barwne kształty ułożą się poetycko w metafory zapomnianych doświadczeń i pozwolą uzdrowić wszystko to, co zgubiło swoja harmonię.

Malowanie z ciszy jest opowiadaniem historii Językiem Światła. Podobnie jak pisanie z głębi serca. Każdy z nas jest w centrum swej istoty świetlistą wibracją i każdy z nas – jeśli zechce – może sięgnąć do swojej boskiej natury. Sztuka jest uzdrawiającą medytacją. Pozwala wypełnić Światłem wszystkie smutne i ciemne miejsca, aby doświadczyły bezwarunkowej miłości. Malowanie jest rozszerzeniem pola serca i wejściem w przestrzeń piękna. Malując z ciszy dotykamy naszej duszy i łączymy się ze Wszystkim, Co Jest. Tylko od nas zależy, jak daleko odważymy się pójść, kiedy kolory przerzucą most nad codziennością.

Bogusława M. Andrzejewska

Obrazy z poniższej galerii można kupić lub zamówić podobny w podobnej kolorystycznej tonacji.

Cena większego (50x40cm) wynosi 300 zł. Cena mniejszego (30×40 cm) to 200 zł.

#01 Akryl na płótnie, 50x40cm

 

#02 Akryl na płótnie, 50x40cm

 

  

 

 #03 Akryl na płótnie, 50x40cm

 

#04 Akryl na płótnie, 50x40cm

 

 #05 Akryl na płótnie, 30x40cm

 #06 Akryl na płótnie, 30x40cm

 #07 Akryl na płótnie, 30x40cm

(niedostępny)

 #08 Akryl na płótnie, 50x40cm

(niedostępny)

 #09 Akryl na płótnie, 50x40cm

(niedostępny)

 #10 Akryl na płótnie, 50x40cm

 #11 Akryl na płótnie, 50x40cm

(niedostępny)

 #12 Akryl na płótnie, 50x40cm

 #13 Akryl na płótnie, 30x40cm

 #14 Akryl na płótnie, 50x40cm

(niedostępny)

 #15 Akryl na płótnie, 30x40cm

(niedostępny)

 #16 Akryl na płótnie, 30x40cm

 #17 Akryl na płótnie, 30x40cm

 

Reklamy

Obrazy Symboliczne

Malowanie energetyczne nie jest dzisiaj niczym nowym ani niezwykłym. Większość osób, które stosują metodę Vedic Art uważa, że ich obrazy mają w sobie silną energię, ponieważ malują je świadomie. A energia podąża za myślą. Internet jest pełen malowanych aniołów, mandali, portretów aury i obrazów duszy tworzonych na zamówienie lub bez niego. Pomiędzy nami płynie kolorowa rzeka twórczości, która nie tylko ozdabia ściany, ale też działa na naszą energetykę, wspierając nas w rozwoju.

Nieoczekiwanie dla samej siebie włączyłam się w ten nurt, pozwalając się prowadzić Najwyższemu Źródłu. Nie planowałam tego, chociaż wiedziałam, że w tym właśnie okresie zmieni się moja ścieżka zawodowa i pojawi się coś nowego. Mówiły o tym moje wizje, sny i Karty Aniołów. Dlatego wprowadzam tutaj nową metodę pracy z Prosperitą  obrazy uzdrawiające energetycznie.

Nie maluję ich po to, by wyrażać swoje emocje. A przecież wiadomo powszechnie, że robią to artyści  również ci znakomici i bardzo utalentowani. Ich obrazy mówią do nas uczuciami zamkniętymi w kolorze i kształcie. Podziwiając je, czujemy wyraźnie ból, żal czy cierpienie autora. To naturalne i potwierdza jedynie, że sztuka jest nośnikiem naszych emocji. Dzięki temu możemy tak mocno i głęboko odbierać dzieła artystów, kiedy wchodzimy z nimi w kontakt. Dotyczy to zarówno malarstwa czy literatury, jak muzyki albo poezji i każdej innej formy artystycznej. 

Kocham swoją twórczość, jest największą radością mojego życia. Uwielbiam pisać, tworzyć grafiki, a teraz także malować obrazy na płótnie. Maluję i piszę zawsze z miłością wtedy, kiedy moja energia jest wysoko, ponieważ wiem, że wchodząc w tworzenie jakiejkolwiek sztuki nasycam ją tym, co jest we mnie. Każdy obraz i każdy tekst niesie w sobie cząstkę mnie, a ja chcę dzielić się tylko Światłem. Przykładem jest moja strona, która powstaje z wielką uwagą, a każdy tekst niesie w sobie ładunek tego, co mam najpiękniejszego, bo celem tej strony jest podnosić energię. Wiem, że to działa.

Podobnie jest z obrazami, które maluję. Wkładam do nich miłość, Światło, dobro, Moc, siłę i uzdrawiającą energię. Czasem zapraszam Anioły do środka obrazu. Czasem malując, śpiewam mantry. Czasem czaruję sobie tylko znanymi sposobami. Bo celem, dla którego powstaje obraz jest uzdrawianie, rozświetlanie i wprowadzanie harmonii. Tylko po to one powstają, by pomagać, harmonizować i wprowadzać Światło tam, gdzie panuje mrok.

Od wielu lat pracuję z symboliką i potrafię zinterpretować każdy wzór i każdy obraz namalowany przez kogoś. Robię to często na zajęciach z NAO. Dlatego też bardzo świadomie dobieram kolory i kształty, kiedy maluję obrazy symboliczne. Każdy z nich ma znaczenie.  Dla osób zajmujących się profesjonalną sztuką, moje malowanie może wydać się nieco kiczowate, głównie ze względu na silne kontrasty. Jednak w tego typu malarstwie są one niezbędne, aby podświadomość bez wątpliwości ogniskowała uwagę na głównym symbolu. Wówczas taki symbol będzie silnie oddziaływał. Malując wybieram konkretne wzory i kształty. W gruncie rzeczy one same do mnie przychodzą. Czuję się prowadzona przez energię i bardzo mi się to podoba. Poddaję się temu z zaufaniem.

Maluję świadomie w harmonii i wysokiej energii, by uzdrawiać. Oczywiście kieruję się intuicją i maluję to, co do mnie przychodzi, ale dbam też o swój poziom dostrojenia energetycznego. Bo finalnie mój obraz ma harmonizować i podnosić energię. Już wiem, że tak się dzieje, ponieważ niektóre obrazy poszły do ludzi, zmieniając ich życie na lepsze.

Ten prosty Róg Obfitości sprawił, że jego właściciel dostał nową pracę. Na początek zarobi w tej pracy o 1000 zł miesięcznie więcej niż zarabia obecnie, potem ta kwota wzrośnie. Nowa oferta pojawiła się w dwa tygodnie od chwili otrzymania obrazu. Taka to magia…

Taką różę namalowałam dla samotnej kobiety. Na drugi dzień rozdzwoniły się telefony od znajomych panów zainteresowanych spotkaniem z nią. „Cuda się dzieją”  powiedziała ta kobieta…

Chciałabym też przedstawić dwa przykłady, jak można na obrazie zobaczyć symboliczne blokady, z których często nie zdajemy sobie sprawy. Przykład pierwszy pokazuje uzdrawianie finansowe. Obraz po lewej stronie (pierwszy) przyszedł do mnie intuicyjnie, jako naturalny stan osoby, która zapragnęła finansowego „wodospadu obfitości”. Zwróćcie proszę uwagę, jak rząd kamieni odgradza człowieka od przepływu pieniędzy, rzucając mu symboliczne „dwa grosze” z całego nurtu złota…

        

Obraz po prawej stronie (drugi) jest poprawką  uzdrowieniem, podczas którego otwieramy przepływ bogactwa bez ograniczeń.

Drugi przykład dotyczy samotnej i niespełnionej w miłości osoby. Po lewej stronie (pierwszy obraz) kwiat mający symbolizować miłość i pozytywne relacje (kolory czakry serca) objawił się na szarym tle symbolizującym ukrywanie prawdziwych uczuć, iluzję i smutek.  

          

Obraz po prawej stronie (drugi) jest poprawką  uzdrowieniem (częściowym dopiero), wnosząc harmonię (zieleń), wsparcie i towarzystwo innych osób. Jest tam tez widoczne rozświetlenie, czyli odkrycie swoich prawdziwych potrzeb i pragnień. Ponadto doszedł element radości i wyjścia z poczucia winy. W moim odczuciu osoba ta potrzebuje jeszcze trochę czasu do pracy nad sobą, aby następnie wejść w kolejny etap i stworzyć kolorową wizję szczęśliwego związku.

Po skończeniu kursu Pure Art oraz He Art zaczęłam malować obrazy silnie uzdrawiające. Obrazy, które powstają w specjalny sposób, dzięki starannie opracowanej metodzie. Nazywam je malowaniem z ciszy, ponieważ ich charakterystyczną cechą jest fakt, że nie są kreowane świadomie. Nie przedstawiają niczego konkretnego ani żadnych symboli, ale można w nich odnaleźć całą historię napisaną przez życie. A ich działanie jest mocno wyczuwalne. To najsilniejsze energetycznie obrazy, z jakimi miałam do czynienia. Polecam z serca. O metodzie można przeczytać między innymi tutaj.

Jeśli któryś obraz Wam się spodoba i poczujecie, że może rozjaśnić Wasze życie, zapraszam do zakupu. Można również zamówić u mnie obraz specjalnie dla siebie. Wiem, że moje prace działają cuda. Nie są dziełami sztuki, ale nie są też drogie, a ich największym walorem jest piękna, uzdrawiająca energia.

Malowane z ciszy – galeria

Symboliczne – galeria

Bogusława M. Andrzejewska

Energetyka obrazów

Nie tak dawno ktoś na facebooku oburzał się i próbował  nie przebierając w ordynarnych słowach  przekonać publiczność, że żadne obrazy i rzeczy nie działają, że tylko my sami możemy dla siebie coś zrobić. Do tego wylał wiadro pomyj na wygórowane ceny i zarabianie na naiwnych. Jak zwykle pod takim postem podpisało się kilkoro bezmyślnych „kiwaczków”, którzy potakiwali prawdopodobnie zmotywowani tymi samymi kompleksami i odnaleźli w tej wypowiedzi sens dla siebie. Obiektywnie rzecz biorąc wypowiedź merytorycznie była nieprawdą. I chociaż wyraźnie tutaj powtórzę, że każdy ma prawo do własnych poglądów,  to ja mam też ogromną potrzebę wypowiedzenia się na ten temat i wyprostowania pewnych błędnych założeń.

Odkąd na Ziemi pojawił się człowiek, istnieją akumulatory energii. Takim akumulatorem może być zwykły kamień znaleziony na polu. Jeśli go naładujemy odpowiednio, w innej sytuacji odda nam zgromadzoną energię. Świetnie w tej roli sprawdzają się minerały i kryształy, które ładnie gromadzą energię i dodatkowo wzmacniają ją swoimi osobistymi jakościami. Idąc dalej tym tropem, dochodzimy do kształtów, które nas szczególnie intrygują. A dalej do rozmaitych talizmanów i amuletów, które przecież działają. Miliony ludzkich istnień na przestrzeni wieków nie może się mylić…

Akumulatorami energii mogą być gadżety Feng Shui, które rozmieszczamy w pokoju. Ładujemy je głównie wiarą w ich działanie i to przynosi efekty, ponieważ energia płynie za myślą. To ważne. Ale działa też symbol. Jeśli moja podświadomość mocno łączy „złotą rybkę” ze szczęściem i powodzeniem, to ilekroć mój wzrok padnie na akwarium, w którym ona sobie pływa, tyle razy uruchamiam neuronową ścieżkę wiodąca do bogactwa. Podobnie rzecz ma się z kokosem, żabą trzymającą pieniążek czy bryłką złota albo wachlarzem banknotów. Jeśli przez setki lat ludzie patrząc na krzyż, widzą w nim cierpienie, to choćbyśmy go wyłożyli diamentami, zawsze będzie symbolem bólu. Jeśli natomiast róg obfitości budzi w nas myśl o bogactwie, to znaczy, że uruchamia dokładnie taką energię.

W ten sam sposób budujemy Mapę Marzeń wyklejając ją tym, co budzi w nas odpowiednie skojarzenia. Jeśli ktoś twierdzi, że energetyczne obrazy nie działają, to nie powinien stosować także tej popularnej techniki. A tutaj znowu znajdziemy wiele potwierdzeń od osób, które systematycznie robią sobie Mapę Marzeń. Działanie na podświadomość z pomocą różnych metod nazywamy uzdrawianiem albo przekodowaniem. Zajmuję się tym od wielu lat. Jest to fakt. Jestem też specjalistką od symboliki, pracuję z nią niemal 20 lat i jeśli ktoś chciałby zaprzeczyć działaniu symboli, to w oczywisty sposób chcę zaprotestować.

Podobną funkcję spełniają obrazy nazywane energetycznymi. Są akumulatorami energii, jeśli ktoś  tak jak ja to robię  pracuje z energią w trakcie malowania, wkładając do obrazu np. mantry lub Reiki. Moim zdaniem obraz powinien też wywoływać pozytywne skojarzenia, dlatego często maluję symbole. Znane i przyjazne. Jestem pewna, że u wszystkich działają malowane Anioły, Smoki, kwiaty, gwiazdy, ptaki, pejzaże i inne wzory. Jeśli obraz przedstawia coś, co odwołuje się do symboliki i jest to połączone z odpowiednim kolorem, jego działanie jest bezsprzeczne. Barwy także działają i także uruchamiają podświadomość, dlatego trzeba wiedzieć nie tylko co namalować, ale jakim kolorem. Większość uzdolnionych malarzy, którzy pracują z energią, intuicyjnie dobiera paletę i robi to doskonale. A jeśli ktoś nie wierzy, jak może działać obraz, niech postudiuje przez pół godziny jakąkolwiek pracę Beksińskiego. To mocne doświadczenie, wyłącznie dla silnych osób.

Ogromnie intrygującą sztuką jest Pure Art, której niedawno się nauczyłam. Integralną częścią metody jest malowanie tego, co przynosi energia. Doświadczam cudu za każdym razem, kiedy wykonuję taki proces. I za każdym razem zdumiewa mnie to, co się pojawia. Jeśli mogę czegoś naprawdę dotknąć, to jak mam w to nie wierzyć i nie reagować na pokrzykiwania ludzi, którzy piszą: „nie wierzcie oszustom, niczego nie zrobią, żadne obrazy nie działają”? Przypomina mi się wówczas sytuacja z pewnym przemiłym panem, który będąc u mnie, powiedział, że nie wierzy w Anioły. Stojący nad nim jego Anioł Stróż westchnął głęboko, po czym pomaszerował za nim do łazienki. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu…

Nie ulega kwestii, że obraz uzdrawiający czy energetyczny wspiera nasze działania, a nie załatwia ich za nas. Warto też na to zwrócić uwagę. Podobnie jak w przypadku Feng Shui, nasza energia będzie zawsze silniejsza niż energia otoczenia, obrazów czy gadżetów. Ale wtedy, kiedy nam energia spada, to właśnie te wszystkie zewnętrzne rzeczy nas wspierają, oddając skumulowaną energię. Znam setki pięknych historii o tym, jak ochronnie działają pierścionki po babci czy właśnie obrazy namalowane przez kogoś pozytywnego. Jednak od lat obserwuję też, że określone symbole oddziałują na podświadomość, a ta z kolei uruchamia cały proces, którego pragniemy. Mam na to sporo dowodów z własnego życia, dlatego tak chętnie otaczam się obrazami tego, czego pragnę.

A czy słyszeliście o negatywnych przedmiotach? O klątwach miejsca? Obrazu? Mebla? Naszyjnika? To także udowadnia, że przedmioty są akumulatorami energii. Gromadzą tę energię niezależnie od jakości, nie wybierają. To my możemy wybierać, kierując się tym, co czujemy  jeśli umiemy odróżnić pozytywną energię od negatywnej. Jeśli nie umiemy, wybierajmy pozytywne osoby, do których mamy zaufanie  z ich rąk przyjdą wyłącznie dobre rzeczy. Szczególnie jeśli jest to osoba, która celowo robi ochronną biżuterię czy tworzy energetyczne obrazy. Najczęściej wie, jak to zrobić, tym bardziej, że energia płynie za myślą, wystarczą więc często pozytywne życzenia dla przyszłego właściciela, modlitwa lub odrobina Reiki. A przy obrazach czy biżuterii warto też wybierać pozytywne symbole i kolory.

Nie w każdym dziele jest ta piękna moc, o której mówi twórca. Widzę w sieci wiele bohomazów, które dla mnie są puste, a autorzy nazywają je „energetycznymi”, ponieważ dali mu własną energię, kiedy go malowali. Wcale zatem nie kłamią, chociaż to inna energia niż ta, której poszukujemy. Nie przeszkadza mi to. Bo „pusty” obraz może być ładny i pięknie dekorować ścianę. Jeśli się podoba, to budzi dobre emocje, taka jest więc jego wartość  jak każdej ładnej rzeczy. Przecież kupujemy ładne buty, torebki, narzuty i koce, chociaż nie są one energetyczne. Warto więc kupić obraz czy bransoletkę albo medalion, jeśli nam się podoba, niech cieszy oczy. A jeśli nam się nie podoba  to nie kupujemy. I tyle. Nikt nas nie zmusza. To my decydujemy.

Na koniec chcę pokazać jeszcze jeden ważny wzorzec, któremu warto się przyjrzeć. Jeśli ktoś widzi wygórowaną cenę jakiegoś prostego obrazka, mandali czy medalionu, a sam nie zarabia tyle, ile by chciał, to czuje gniew. Oznacza to tylko nieprzerobione wzorce finansowe. Każdy rzemieślnik i każdy artysta ma prawo wyceniać swoje prace tak, jak chce. Czy nie widzimy w sklepach butów i torebek po 2000 zł? Czy budzą nasz gniew? Nie, po prostu kupujemy podobne rzeczy w rozsądnej kwocie. Wygórowana cena nie jest naciąganiem. Jest testerem naszego poziomu finansowego. Na taki widok możemy wzruszyć ramionami i poszukać czegoś tańszego albo właśnie ustanowić sobie taki cel: uzbieram na te buty (obraz, wisior, bransoletkę), bo to akurat chcę mieć.

Przyznaję, że ja sama mając w ręce przykładowe 2000 zł, nie chciałabym wydać ich na torebkę, skoro taka za 150 zł jest równie ładna i spełnia swoją rolę. Taki mój rozsądek… Ale i otwartość na wiele innych rzeczy, bo w tej kwocie zmieściłabym kilkanaście książek, pięknych kamieni i mojej ulubionej biżuterii. I jest to rzecz indywidualna, bo dla odmiany w dobrze zaopatrzonej księgarni zostawiłabym 2000 bez wahania. Jestem też pewna, że kupiłabym za 2000 zł wielką ametystową geodę, a jeśli bym trafiła na cudny okaz, to może i nawet za 4000. Na torebkę …jednak nie. Torebki mnie nie kręcą. Co oznacza, że kogoś jednak kręcić mogą i nic w tym złego.

Konkludując  nie słuchajcie ludzi, którzy nazywają energetyczne rękodzieła naciąganiem. Nie u wszystkich działa wyrachowany marketing. Raczej popatrzcie na to, co takie osoby mają do zaoferowania. Ostatnio usłyszałam o pani jasnowidz, która wzięła za usługę 2000 zł i podobno nie było żadnych efektów. Oszustka czy nie? Jak to zweryfikować, jeśli ktoś nie ma odpowiedniego wglądu? Natomiast w przypadku obrazu czy bransoletki zawsze mamy w ręce przedmiot, za który zdecydowaliśmy się zapłacić. Działa czy nie  ważne, by się podobał. Wówczas będzie nam przynosił radość. A stąd już naprawdę bliska droga do szczęścia.

Bogusława M. Andrzejewska

Wzorce

O wzorcach w kontekście rozwoju osobistego mówimy stale i piszę o tym niemal w każdym artykule, tu więc tylko pewne podsumowanie. To niezbyt dobrane słowo oznacza taką wewnętrzną matrycę, która zakorzeniona w podświadomości przyciąga do nas określone wydarzenia. Jeśli ten wzorzec brzmi np. „jestem niemądra”, to życie przynosi doświadczenia, które to potwierdzają. Wzorzec jest jak kapelusz założony na głowę, kiedy przeglądamy się w lustrze, a owym lustrem jest życie. To mogą być ludzie, którzy tak do mnie powiedzą. Nawet bardziej dosadnie, np. :”jesteś głupia, jesteś idiotką”, a mnie to zaboli, bo to osoby dla mnie ważne. Ta emocja, ten ból jest wskazówką, że wzorzec jest dla mnie aktywny. Jeśli ktoś mnie wyzwie, a po mnie to spłynie, jak po gęsi, to oznacza, że takiego akurat wzorca nie posiadam. Kluczowe zatem są emocje. Po to właśnie przychodzą.

Wzorce można nazywać także kodem lub przekonaniem czy poglądem, ponieważ rzecz jasna nie są zwykłą przelotną myślą, lecz właśnie czymś, w co wierzymy. Słowo „przekonanie” wydaje mi się najbardziej trafione. Z tym wszakże zastrzeżeniem, że przekonania kojarzą nam się z czymś ułożonym logicznie w świadomości, a wzorce często są głęboko schowane w warstwach podświadomych i nie mamy do nich dostępu na poziomie umysłu. Wzorce to także rozmaite nawyki, które weszły na stałe do naszego funkcjonowania. Dlatego tymczasem nazywajmy to zjawisko nadal wzorcem.

Wzorce najczęściej powstają bez udziału naszej świadomości w różnych powtarzających się sytuacjach, ponieważ nasz umysł uczy się przez ponawianie zdarzeń i czynności. Jeśli jako małe dziecko za każdy razem po rozbiciu kolanka dostajemy czekoladkę na pociechę, to wytwarza się wzorzec: „ból jest nagradzany”. Podaję go w dużym uproszczeniu, ale łatwo się domyślić, że taki wzorzec prowokuje świadomość do przyciągania bólu (pechowych wydarzeń), aby dostać nagrodę.

Innym przykładem może być czuła obecność mamy w czasie chorowania. Mamy, która na co dzień jest bardzo zapracowana i nie ma dla nas czasu. Podświadomość może wywoływać choroby, aby doświadczyć troski, miłości i czułej obecności. Prawdę mówiąc bardzo często w procesie uzdrawiania odnajdujemy u człowieka opór przed zdrowiem. Taki opór nie bywa logiczny i taka osoba powtarza głośno, że ma już dość chorowania, chce stanąć na nogi. Tymczasem wewnątrz, w podświadomości tkwi taki właśnie kod: „choruj, będą cię przytulać i okazywać ci miłość”. Taki wzorzec mógł powstać w dzieciństwie, ale wzorce tworzymy na bieżąco na każdym etapie życia. Starsza samotna osoba może w ten sam sposób przyciągać uwagę swoich dorosłych dzieci, które na co dzień nie mają dla niej czasu.

Wzorce można umownie podzielić na podstawowe i wtórne. U takiej starszej osoby wzorcem wtórnym może być poczucie zmęczenia i potrzeba odpoczynku albo gniew na kogoś z rodziny. Uzdrowiciel oczyści ten wzorzec i oczekujemy, że chory poczuje się lepiej. Tymczasem okazuje się, że nie ma efektu lub poprawa samopoczucia pojawia się tylko na chwilę. Aktywny jest bowiem wzorzec podstawowy, schowany głęboko i niewidoczny – przekonanie, że jeśli chorujemy, to dzieci okazują nam miłość. Potrzeba miłości jest tu silniejsza niż uzdrowienie gniewu albo zmęczenia.

Innym przykładem może być praca z odkrytym wzorcem dotyczącym pieniędzy. Może być tak, że zauważamy lęk przez biedą i zaczynamy aktywnie uzdrawiać ten wzorzec, zastępując go poczuciem obfitości. Pomimo tego jednak sytuacja finansowa wcale się nie poprawia albo (co jest dość częstym zjawiskiem) poprawia się na krótki czas, a potem wracamy do punktu wyjścia. Okazuje się, że ten wzorzec jest wtórny, a pod spodem jest silniejsza blokada – wzorzec pierwotny. Wzorcem pierwotnym może być np. niskie poczucie wartości i przekonanie, że nie zasługujemy na żadne luksusy.

Bardzo wyraźnie widać to w przypadku odchudzania, kiedy wzorcem wtórnym staje się poczucie winy, że przejadamy się słodyczami. Nawiasem mówiąc nie rozumiem zupełnie, jak można mieć sobie za złe, że lubi się słodycze? A gdzie jest napisane, że trzeba odżywiać się tylko zieleniną? Przecież kakaowiec, z którego robi się czekoladki to też roślinka. Jednak poważnie rzecz biorąc mnóstwo ludzi obciąża się wyrzutami, że nie je tak, jak zalecają dietetycy. Po zastosowaniu diety na jakiś czas waga spada. Potem jednak pojawia się powrót do stan wyjściowego – tzw. „efekt jo-jo”. Jest to standard, ponieważ do głosu dochodzi wzorzec pierwotny, czyli ten, który spowodował przytycie. Najczęściej jest to lęk – lęk przed ośmieszeniem, lęk przed odrzuceniem, lęk przed popełnieniem błędu, lęk przed brakiem… Warstwa tłuszczu to obrazowo mówiąc wały obronne, którymi chronimy się przed światem. Warto wziąć to pod uwagę, zanim zaczniemy katować się dietami lub wydawać ogromne sumy na preparaty odchudzające.

Jak zatem zmieniać te wzorce, które nam nie służą? Metod jest mnóstwo. Najstarsze i najbardziej znane są afirmacje. Szybkie i łatwe jestdekodowanie. Nowe i bardzo skuteczne jest Pure Art – zachwyca mnie efektywność tej metody. A po drodze setki innych sposobów, bo każda nowopowstała metoda rozwoju musi zawierać w sobie taki myk, który pozwoli zmienić niekorzystny wzorzec. Wszystko się na nim przecież opiera. Nie ruszymy do przodu bez ogarnięcia pracy z matrycą. Dopiero uwolnienie (skasowanie, zdekodowanie, wypchnięcie, pozbycie się) negatywnego wzorca otwiera nam drzwi do zmiany na lepsze.

Dla porządku dodam, że nazwa „negatywny” jest dość umowna. Jak wszystko w dualnym świecie. Bardziej odpowiednie jest powiedzenie: „wzorzec, który obecnie mi nie służy”. Bo niektóre z tych nie odpowiadających nam teraz wzorców kiedyś były potrzebne i dobre. Każdy kod powstaje z jakiegoś powodu i czemuś służy. Wiedzą o tym doskonale osoby DDA, które do perfekcji opanowały dyplomację, uniki i odwracanie uwagi. Potrzebowały tego do przeżycia. Na tamtą chwilę wykształcone nawyki ratowały bardzo wiele. Być może dzisiaj zaczynają przeszkadzać w obrębie relacji, ale nie warto myśleć o tych kodach ze złością. Sugerowałabym wdzięczność i szacunek dla siebie samej, że umieliśmy funkcjonować w takim survivalu, jaki był naszym udziałem. Wszystko ma swój sens.

Wzorce wbrew pozorom bywają także przydatne. Takim wzorcem jest nawyk porannej gimnastyki czy biegania, po którym dobrze się czujemy. Muzyka, która automatycznie powoduje radość, ładne afirmacje, nawyk codziennego dziękowania za dobro, które nas spotyka, roześmiana zabawa z kotem, która podnosi nastrój, śmiech o poranku – jest tysiące wspaniałych rzeczy, które stają się pozytywnymi wzorcami. Nasz umysł uczy się powtarzając i warto jak najczęściej wymyślać i powtarzać dobre rzeczy. W ten sposób tworzymy nawyki, które nam potem doskonale służą. Na przykład można codziennie po umyciu zębów przez pięć minut mówić do swojego odbicia w lustrze piękne słowa o sobie i nadchodzącym dniu. Po dwóch lub trzech tygodniach to stanie się wzorcem układającym nam pozytywnie dzień i pilnującym naszego poczucia wartości.

To nie mój wymysł ani pobożne życzenie. Na tej samej zasadzie działają pytania kwantowe, czyli otwarte pytania do wszechświata, które układają naszą energetykę w pozytywny sposób. Jeśli powtarzamy je codziennie stają się wzorcem. Jak wszystko inne. Bo już tacy jesteśmy, że szybko się uczymy. Doskonałym przykładem może być choćby prowadzenie samochodu. Nikt nie urodził się z tą umiejętnością i pierwsze próby zmiany biegów powodują zgrzytanie zębami. A z czasem jedziemy drogą słuchając radia, rozmawiając i nasza ręka automatycznie wrzuca biegi, a stopy spontanicznie przechodzą z gazu na sprzęgło. Taka to cudowna zdolność naszego mózgu

Świadomość, że wzorce możemy sami tworzyć bardzo się przydaje w życiu. Przetestowałam to w moim jakże zatłoczonym stale sklepie. Zdarzyło się „przypadkiem”, że kiedy stałam w baaardzo długiej kolejce do kasy, otworzono nową i po dwóch minutach wyszłam ze sklepu z zakupami. Mam szczęście” – powiedziałam do siebie kilka razy – „Jak tylko stanę w kolejce, otwierają nową kasę”. Zbudowałam z tego przekonanie, bo nowe programy umiem wpisywać w swój wewnętrzny komputer z łatwością. Od tamtej pory stale to powtarzam i moja podświadomość sprawia, że ilekroć utknę w dłuuugiej kolejce, otwierają obok mnie nową kasę. Moc umysłu? Nie, zwykłe zasady wszechświata i rozumienie, czym jest wzorzec i jak go stworzyć.

Bogusława M. Andrzejewska

W głębi

Każdy z nas nosi w sobie nieuświadomionego sabotażystę, który na poczekaniu produkuje rozmaite blokady. Trudny temat. Nieuchwytny. Szczególnie wtedy, kiedy uczymy się psychologii albo czytamy książki o rozwoju i usilnie pracujemy nad sobą, aby uzdrowić wszystkie niekorzystne wzorce. Zauważamy go przypadkiem, kiedy sprawdzone metody zawodzą i przestajemy rozumieć, dlaczego nic nie działa, chociaż autorzy poczytnych poradników obiecywali złote góry.

Mamy co najmniej dwa głosy w sobie. Jeden to nasze świadome myśli, a drugi to myśli ukryte w głębi. I wcale nie mówię o wewnętrznym krytyku. Mówię o wewnętrznych mocno zakorzenionych przekonaniach, które umieją schować się tak sprytnie, że po prostu zapominamy o ich istnieniu. Kiedy je odkryjemy, możemy je przekodować, zmienić, uzdrowić, ale wbrew pozorom nie zawsze chcemy. Przekonania, o których tu mówię są integralną częścią tego, kim jesteśmy. Nie chcemy rezygnować z czegoś, co stanowi o nas samych i naszej dla siebie wartości.

Pięknym przykładem może być zwykła życzliwość. Kiedy człowiek ma dobre serce i został wychowany w domu, w którym serdeczność była normą, wówczas wspieranie innych staje się jego drugą naturą. Osoba, która bezinteresownie pochyla się nad cierpieniem innych, rzadko kiedy umie być spontanicznie asertywna. A ta asertywność jest przecież czasem niezbędna. I taki człowiek może na siłę przyswoić sobie pewne nauki, może rozumieć i chcieć chronić siebie, ale w kluczowym momencie ścierają się dwie energie: ta ze świadomego umysłu i ta z głębi duszy.

Z mojej obserwacji wynika, że częściej wygrywa ta druga. Czasem wydaje nam się, że nawet nie ma to wielkiego znaczenia, ponieważ zapominamy, że wszystko jest jednym, a wszechświat przejawia się w każdym człowieku i w każdej sytuacji. Oto na przykład machniemy ręką na to, że coś nam przeszło koło nosa, że ktoś nam nie zapłacił za usługę. To „tylko” niewielka kwota. A przecież w ten sposób pokazujemy wszechświatowi, że nie musi być adekwatny i obdarzać nas dobrymi rzeczami. Kiedy przychodzi moment, że czegoś zapragniemy: miłości, zdrowia, dziecka, dobrej pracy, wyciągamy ręce i dziwimy się niepomiernie, że nic nie dostajemy. Przecież jesteśmy tacy dobrzy, nigdy niczego nie chcieliśmy, więc teraz nam się należy, a tu… pustka. Tymczasem nauczyliśmy wszechświat machania ręką. Machnął za nas  a co tam jakaś miłość, dziecko, zdrowie. Przecież nic nie potrzebujemy.

Paradoksem jest tu fakt, że gdyby cofnąć czas, postąpilibyśmy tak samo. Nie chcemy być chciwi. Nie chcemy być małostkowi. Nie chcemy być nieżyczliwi. My ludzie starannie posegregowaliśmy i ponazywaliśmy wszystkie zachowania. To jest dobre, a to paskudne. Nie chcemy być po tej drugiej stronie. I chociaż podręczniki rozwoju uczą nas pracy nad sobą, to w głębi duszy kryje się taki głos, który zawsze z pokorą pochyli głowę i powie: trzeba być dobrym, choćby i swoim kosztem.

Dobroć jest niekwestionowana, ale czasem tylko nadrabiamy miną nazywając tak własną naiwność. Bywa, że nikomu nie pomogliśmy, a jedynie daliśmy się wykorzystać, bo złote serca zwykle myślą, że inni są tak samo uczciwi jak my. A wszechświat cierpliwie próbuje nas nauczyć kochania samych siebie, stawiając nam na drodze oszustów, złodziei i kłamców. Naszym zadaniem jest odnaleźć dobroć dla samych siebie i stworzyć taką energetyczną przestrzeń, w której żadne oszustwo nie znajdzie miejsca. Zawsze powinniśmy zaczynać od obdarowania siebie, a dopiero później dzielimy się z innymi zbudowanym w sercu bogactwem.

Granice są cienkie i nieuchwytne. Sama wielokrotnie doświadczyłam poczucia słuszności, kiedy zrobiłam coś z dobrego serca, a doznałam niemiłej odpłaty. Mówiłam sobie, że działałam w zgodzie z tym, co czułam, że to właściwe, a podłe zachowania takiej osoby są jej problemem. Jednak to nieprawda. To moja lekcja, to mój drogowskaz, który prowadził mnie do pokochania siebie tak, by nikt nigdy mnie nie skrzywdził i nie wykorzystał. Tymczasem moje reakcje nie płynęły z głębi duszy, lecz słuchały tego ukrytego głosu, który dobrotliwym tonem mówił: „bądź życzliwa, pomóż”. Nabrałam się na to, bo chciałam być pozytywnym człowiekiem i takie działanie było spójne ze mną, z tym, Kim Jestem. I chociaż nie musimy żałować uczynionego dobra, to warto nauczyć się słuchać swojego serca i dawać dobro we właściwy sposób i we właściwym czasie.

Inny przykład to setki i tysiące zasad. To trzeba, a tamto wypada. I niezależnie od całej psychologicznej wiedzy zawsze wracamy w stare koleiny. Oto przeczytaliśmy, że umarłemu ani kwiaty ani kadzidła nie są potrzebne. Wierzymy szczerze, że ważniejsza jest świeca zapalona z miłością. Ale ciągniemy z tłumem na Wszystkich Świętych, żeby położyć wieniec na płycie. Dla obcych ludzi, bo tak wypada. I nie ma to wielkiego znaczenia oczywiście, poza stratą czasu. I dysharmonią, którą tworzymy w sobie, kiedy postępujemy sprzecznie z tym, co czujemy. A dysharmonia ta przekłada się na inne obszary naszego życia, tworząc niekorzystne wzorce.

Jeszcze inny przykład  matczyna miłość. Niekoniecznie ta zaborcza, która jest widoczna przez wszystkich dookoła. Taka zwykła, która tęskni, kiedy dziecko dorasta i wylatuje z gniazda. Ileż to razy zatrzymujemy to dorosłe dziecko u siebie, ileż razy ściągamy do siebie bez potrzeby. Bo przecież kochamy i głos z głębi powtarza: „kochaj, kochanie jest właściwe, chcesz tylko jego dobra”. I choćby sto podręczników uczyło nas dawania dziecku wolności i tak większość z nas podąży za macierzyńskim instynktem, zapominając o jakimkolwiek obiektywizmie. To przecież normalne  słyszymy z głębi.

Ten drugi głos nie jest głosem duszy. Czasem tak nam się wydaje i powtarzamy: „tak czuję, robię to, co czuję”. Ale jest to tylko mocno wpisany wzorzec, który czasem niestety wymaga uzdrowienia. Problemem bywa fakt, że jest niejednoznaczny. Gdyby ów głos powiedział: „kopnij go w kostkę”, nie mielibyśmy wątpliwości. Nasz wewnętrzny kompas wyłapuje niewłaściwe pomysły, a jeśli go nie posłuchamy, obdarzy nas wyrzutami sumienia. W tym względzie wszyscy doskonale wiemy, co należy. Czasem tylko coś innego bardziej się opłaca i dokonujemy decyzji niezgodnej z tym, w co naprawdę wierzymy.

Jak zatem odróżnić głos duszy od fałszywego wzorca, który pozorną dobrocią i mądrością wiedzie nas na manowce? Najprościej wejść w Pole Serca. Dzisiaj potrafi to chyba każdy. W Polu Serca, w wysokiej energii, kiedy jesteśmy połączeni ze wszystkim co jest, odnajdujemy prawdziwą klarowność. Podobnie działa wejście w przepływ Reiki. Pomaga poczuć, co jest prawdziwe. Nasz wewnętrzny kompas staje się maksymalnie czytelny i pokazuje nam najlepszą dla nas drogę.

Bogusława M. Andrzejewska

Magia malowania

Kiedy zaczynałam naukę psychografologii (analizy pisma), jak każdy inny człowiek miałam problemy z odczytaniem tych rękopisów, które nazywano nieczytelnymi. Po latach analiz i obejrzeniu tysięcy próbek odręcznych notatek, nabrałam wprawy i dzisiaj odczytam każde pismo. Czytam nawet do góry nogami. To genialna zdolność ludzkiego umysłu, który może nauczyć się wszystkiego. Nawet pozornie najtrudniejszych procesów.

Podobne doświadczenia odkrywam w malowaniu. Od lat interpretuję obrazy, korzystając z symboliki NAO. Ale odkąd zaczęłam sama malować, mój odbiór prac malarskich jeszcze bardziej się pogłębił. Zaczynam widzieć jeszcze więcej ciekawych rzeczy. Odbieram informacje, które wychodzą daleko poza to, co ładne czy nieładne. Zresztą nadal uważam, że nie ma brzydkich obrazów. Ładne jest to, co się nam akurat w danym momencie podoba i każde dzieło znajdzie swojego amatora. Myślę, że w sztuce każda ocena jest czysto subiektywna. Jednak pewien podział, który niczego nie ocenia, chcę przedstawić.

W moim odczuciu obrazy dzielą się na trzy rodzaje. Pierwszy to takie prace, które w oczywisty sposób coś przedstawiają: pejzaż, portret, zwierzątko, kwiaty… Te genialne dzieła wypełniają od lat muzea i galerie. Z zachwytem podziwiam od zawsze ogromny talent twórców. Można wymieniać tutaj setki uznanych nazwisk. Ponieważ techniki są różne, to jedne dzieła podobają nam się bardziej, inne mniej  co niczego nie zmienia. Picasso czy Dali, Rubens czy da Vinci albo van Gogh to po prostu doskonali artyści.

W tej grupie znajduje się także mnóstwo współczesnych malarzy. Mam wśród znajomych na FB kilkanaście osób, które potrafią z pomocą pędzla lub kredek wyczarować prawdziwe cuda. Widziałam pejzaże malarki, które wyglądały jak pięknie nasycone barwami zdjęcia. Jestem zdumiona ogromem talentu i wypełniona podziwem dla ludzi, którzy potrafią tak malować. Jest to efekt wielu lat pracy i ćwiczeń ze szkicownikiem w ręce. To artyzm, który nie podlega dyskusji.

Na modnej fali Vedic Art powstał drugi rodzaj malowania. To kolorowa abstrakcja, takie ciapanie farbkami, które sprawia radość i tworzy coś ładnego, co cieszy oko, kiedy powiesimy nasze dzieło na ścianie. Efekty bywają śliczne, przyznaję. Aczkolwiek, jak pisałam wcześniej, to wszystko rzecz gustu. Metoda Vedic uruchamia twórczą odwagę i dzięki temu ludzie odnajdują radość. Jest to także uznana powszechnie metoda malowania w oparciu o konkretne zasady. Przyznaję się, że w pojedynczych przypadkach sama zalecam klientom malowanie jako rodzaj terapii. Jest to zatem dość pozytywne zjawisko.

Metoda Vedic sprawiła, że każdy chwyta za pędzel, nawet jak nie umie malować, bo to przecież nie ma znaczenia. I tu pojawia się taki podrodzaj  malowanie bez zasad Vedic, bez szkolenia, bez niczego. Ktoś ciapie sobie kolorami i już. Chciałoby się tu sparafrazować Jerzego Stuhra i zaśpiewać: „Malować każdy może, jeden lepiej, drugi trochę gorzej…” Wszystko ok, to takie samo twórcze zajęcie, jak każde inne i wcale nie potrzeba dyplomu, aby sobie namalować obrazek. A nawet taki obrazek dać komuś w prezencie. Też tak zaczynałam.

I trzeci rodzaj to malowanie Światłem, które mamy w sercu. Różni się ono tym, że obrazy nie zawsze są ładne… W zamian niosą w sobie moc uzdrawiania życia. Łączą się z innymi wymiarami w nas i rozświetlają zastygły mrok. Malowanie z ciszy – bo tak to sobie na własny użytek nazywam  przenosi sztukę na zupełnie inny poziom. Rzadko nadaje się do galerii czy na ścianę, ale kontakt z takim obrazem jest jak rozmowa z Najwyższym Źródłem. Często mam wrażenie, że dotykając wzrokiem takiej pracy, wychodzę poza czas i przestrzeń. To dla mnie prawdziwa magia.

Odkąd nauczyłam się Pure Art doświadczam tej magii w niesamowity sposób, który powoduje, że otwieram ze zdziwienia buzię. Nie miałam wcześniej pojęcia, że tyle można zrobić z pomocą farb i podobrazia. To nie ma nic wspólnego z klasycznym malowaniem i niech miejsca w galeriach zajmują artyści po szkołach plastycznych. To właściwe. Malowanie oczyszczające nie zawsze nadaje się na wystawę. Aczkolwiek niektóre moje obrazy powstałe w procesie Pure Art ogromnie mi się podobają. Są dla mnie śliczne. Jednak ich walorem jest oczywiście działanie terapeutyczne.

Malowanie z ciszy nie jest dla wybranych, może to robić każdy, jeśli wie, jak połączyć się z Mistrzem w sobie. Automatycznie daje ono magiczny efekt i sztuka płynie wielowymiarowo. Doświadczyłam tego wiele razy. Jednak chcę bardzo wyraźnie napisać, że nie każdy obraz nazywany energetycznym, intuicyjnym czy uzdrawiającym jest taki w istocie. Cóż… od wielu lat czuję energię. Taki mój dar. I mam mieszane uczucia, kiedy ktoś tak opisuje swoje obrazki, które w rzeczywistości nie niosą dobrej energii. Pół biedy, jeśli to prostu są puste. Gorzej, jeśli niosą w sobie paskudny ładunek.

Zjawisko stare jak świat. Jeśli gdzieś pojawia się coś dobrego i pięknego, natychmiast pojawia się podróbka. I wbrew pozorom nie zawsze dla pieniędzy. Czasem tylko po to, by dodać sobie splendoru. Jak zwykle wystarczy w kontakcie z obrazem wejść w pole serca i zapytać, czy jest on dobry dla nas. Nasz wewnętrzny przewodnik nigdy się nie myli i odróżnia złoto od tombaku. A co ważne, czasem mocny energetycznie, czysty obraz też może nie być odpowiedni na dany moment. Pytając w polu serca unikniemy i takiej dysharmonii. Warto się tego nauczyć.

Bogusława M. Andrzejewska