Magia malowania

Kiedy zaczynałam naukę psychografologii (analizy pisma), jak każdy inny człowiek miałam problemy z odczytaniem tych rękopisów, które nazywano nieczytelnymi. Po latach analiz i obejrzeniu tysięcy próbek odręcznych notatek, nabrałam wprawy i dzisiaj odczytam każde pismo. Czytam nawet do góry nogami. To genialna zdolność ludzkiego umysłu, który może nauczyć się wszystkiego. Nawet pozornie najtrudniejszych procesów.

Podobne doświadczenia odkrywam w malowaniu. Od lat interpretuję obrazy, korzystając z symboliki NAO. Ale odkąd zaczęłam sama malować, mój odbiór prac malarskich jeszcze bardziej się pogłębił. Zaczynam widzieć jeszcze więcej ciekawych rzeczy. Odbieram informacje, które wychodzą daleko poza to, co ładne czy nieładne. Zresztą nadal uważam, że nie ma brzydkich obrazów. Ładne jest to, co się nam akurat w danym momencie podoba i każde dzieło znajdzie swojego amatora. Myślę, że w sztuce każda ocena jest czysto subiektywna. Jednak pewien podział, który niczego nie ocenia, chcę przedstawić.

W moim odczuciu obrazy dzielą się na trzy rodzaje. Pierwszy to takie prace, które w oczywisty sposób coś przedstawiają: pejzaż, portret, zwierzątko, kwiaty… Te genialne dzieła wypełniają od lat muzea i galerie. Z zachwytem podziwiam od zawsze ogromny talent twórców. Można wymieniać tutaj setki uznanych nazwisk. Ponieważ techniki są różne, to jedne dzieła podobają nam się bardziej, inne mniej  co niczego nie zmienia. Picasso czy Dali, Rubens czy da Vinci albo van Gogh to po prostu doskonali artyści.

W tej grupie znajduje się także mnóstwo współczesnych malarzy. Mam wśród znajomych na FB kilkanaście osób, które potrafią z pomocą pędzla lub kredek wyczarować prawdziwe cuda. Widziałam pejzaże malarki, które wyglądały jak pięknie nasycone barwami zdjęcia. Jestem zdumiona ogromem talentu i wypełniona podziwem dla ludzi, którzy potrafią tak malować. Jest to efekt wielu lat pracy i ćwiczeń ze szkicownikiem w ręce. To artyzm, który nie podlega dyskusji.

Na modnej fali Vedic Art powstał drugi rodzaj malowania. To kolorowa abstrakcja, takie ciapanie farbkami, które sprawia radość i tworzy coś ładnego, co cieszy oko, kiedy powiesimy nasze dzieło na ścianie. Efekty bywają śliczne, przyznaję. Aczkolwiek, jak pisałam wcześniej, to wszystko rzecz gustu. Metoda Vedic uruchamia twórczą odwagę i dzięki temu ludzie odnajdują radość. Jest to także uznana powszechnie metoda malowania w oparciu o konkretne zasady. Przyznaję się, że w pojedynczych przypadkach sama zalecam klientom malowanie jako rodzaj terapii. Jest to zatem dość pozytywne zjawisko.

Metoda Vedic sprawiła, że każdy chwyta za pędzel, nawet jak nie umie malować, bo to przecież nie ma znaczenia. I tu pojawia się taki podrodzaj  malowanie bez zasad Vedic, bez szkolenia, bez niczego. Ktoś ciapie sobie kolorami i już. Chciałoby się tu sparafrazować Jerzego Stuhra i zaśpiewać: „Malować każdy może, jeden lepiej, drugi trochę gorzej…” Wszystko ok, to takie samo twórcze zajęcie, jak każde inne i wcale nie potrzeba dyplomu, aby sobie namalować obrazek. A nawet taki obrazek dać komuś w prezencie. Też tak zaczynałam.

I trzeci rodzaj to malowanie Światłem, które mamy w sercu. Różni się ono tym, że obrazy nie zawsze są ładne… W zamian niosą w sobie moc uzdrawiania życia. Łączą się z innymi wymiarami w nas i rozświetlają zastygły mrok. Malowanie z ciszy – bo tak to sobie na własny użytek nazywam  przenosi sztukę na zupełnie inny poziom. Rzadko nadaje się do galerii czy na ścianę, ale kontakt z takim obrazem jest jak rozmowa z Najwyższym Źródłem. Często mam wrażenie, że dotykając wzrokiem takiej pracy, wychodzę poza czas i przestrzeń. To dla mnie prawdziwa magia.

Odkąd nauczyłam się malowania doświadczam tej magii w niesamowity sposób, który powoduje, że otwieram ze zdziwienia buzię. Nie miałam wcześniej pojęcia, że tyle można zrobić z pomocą farb i podobrazia. To nie ma nic wspólnego z klasycznym malowaniem i niech miejsca w galeriach zajmują artyści po szkołach plastycznych. To właściwe. Malowanie oczyszczające nie zawsze nadaje się na wystawę. Aczkolwiek niektóre moje obrazy powstałe w procesie Pure Art ogromnie mi się podobają. Są dla mnie śliczne. Jednak ich walorem jest oczywiście działanie terapeutyczne.

Malowanie z ciszy nie jest dla wybranych, może to robić każdy, jeśli wie, jak połączyć się z Mistrzem w sobie. Automatycznie daje ono magiczny efekt i sztuka płynie wielowymiarowo. Doświadczyłam tego wiele razy. Jednak chcę bardzo wyraźnie napisać, że nie każdy obraz nazywany energetycznym, intuicyjnym czy uzdrawiającym jest taki w istocie. Cóż… od wielu lat czuję energię. Taki mój dar. I mam mieszane uczucia, kiedy ktoś tak opisuje swoje obrazki, które w rzeczywistości nie niosą dobrej energii. Pół biedy, jeśli to prostu są puste. Gorzej, jeśli niosą w sobie paskudny ładunek.

Zjawisko stare jak świat. Jeśli gdzieś pojawia się coś dobrego i pięknego, natychmiast pojawia się podróbka. I wbrew pozorom nie zawsze dla pieniędzy. Czasem tylko po to, by dodać sobie splendoru. Jak zwykle wystarczy w kontakcie z obrazem wejść w pole serca i zapytać, czy jest on dobry dla nas. Nasz wewnętrzny przewodnik nigdy się nie myli i odróżnia złoto od tombaku. A co ważne, czasem mocny energetycznie, czysty obraz też może nie być odpowiedni na dany moment. Pytając w polu serca unikniemy i takiej dysharmonii. Warto się tego nauczyć.

Bogusława M. Andrzejewska

Reklamy

Healing Art

Malowanie uzdrawia, nie mam co do tego wątpliwości. Nie wiedziałam o tym, nie spodziewałam się tego, kiedy po wielu latach wzięłam do ręki pędzel. A to takie oczywiste! W międzyczasie rozwinął się mój wgląd i odczuwanie energii, mogłam więc poczuć obrazy i to, co w nich jest. W oczywisty sposób każdy trochę to wie  jedne obrazy nas przyciągają, inne odrzucają. To nie tylko kwestia „podobania się”, to także energetyka. A kiedy ktoś sam coś namaluje, narysuje, wyrzeźbi, uplecie  to wie doskonale, ile myśli włożył w swoje dzieło, a ile przy tym energii weszło z jego dłoni. To jakby nie podlega dyskusji. Dlatego obrazy, rzeźby i biżuteria niosą w sobie energię, jak akumulatory. A skoro niosą, to przecież można tam zamiast klątwy włożyć błogosławieństwo. Jasne jak słońce! Na tym może częściowo polegać uzdrawiająca siła malowanych obrazów. Nawiasem mówiąc arteterapia jest znana i stosowana od lat.

Kiedy nauczyłam się malować z ciszy, zrozumiałam jakie cuda dzieją się, kiedy połączymy się z naszym wewnętrznym Mistrzem. Malując, doświadczyłam tego także na sobie, ponieważ świadomie zaczęłam uzdrawiać swoje różne sprawy poprzez malowanie. Kiedy pozwalamy się prowadzić w Polu Serca, to nagle otwiera się przestrzeń, w której wszystko wraca do harmonii. Malując, uwalniałam siebie od różnych lęków, natłoku trudnych myśli, od skomplikowanych problemów. I zaskoczona byłam tym, jak pięknie nasza podświadomość przenosi na siebie to, co rozgrywa się na płótnie.

Jednak od razu powiem, że w takim procesie istotne jest właśnie owo malowanie z ciszy. Nie spełni tej roli planowane stworzenie obrazka z ptaszkiem, kwiatkiem czy pejzażem. Rzecz jest w połączeniu ze swoją podświadomością i nadświadomością, a to może odbyć się jedynie w medytacji. Podświadomość wyrzuca na obraz wszystkie swoje strachy i wątpliwości, a połączenie z Wyższym Ja  uzdrawia je. Nadświadomość przytula wystraszone lub zbuntowane wewnętrzne dziecko i wnosi Światło tam, gdzie zgasły wszystkie gwiazdy. Ostateczny obraz jest jak Mapa Marzeń  pokazuje drogę do spełnienia, a robi to językiem zrozumiałym dla podświadomości, poprzez kolory i kształty, których my z poziomu świadomości możemy nie rozumieć i nie doceniać.

***

Metoda Astro Art działa w połączeniu z polem energetycznym klienta poprzez jego osobisty horoskop. Od wielu lat robię analizy numerologiczne i astrologiczne. Fenomen połączenia z polem klienta w tym procesie jest mi znany od bardzo dawna. Na tym bazuje przecież harmonizacja numerologicznej karty, która jest wyraźnie odczuwalna przez klienta, chociaż on nie ma pojęcia, że właśnie w tym momencie ją robię. Szukając podobnego uzdrowienia na bazie horoskopu, sięgnęłam do mocy „malowania z ciszy” i połączyłam ją z astrologiczną symboliką.

Działanie wygląda podobnie jak w przypadku karty numerologicznej. Harmonizuję i porządkuję symboliczny obraz nieba, przekazując podświadomości mapę uzdrowienia wszystkich trudnych aspektów. Rozświetlam wszystkie nie rozumiane miejsca i prowadzę do prostego przepracowania lekcji. Nie załatwiam za nikogo jego domowego zadania, po które dusza zeszła na Ziemię. Ale daję skuteczne narzędzie, dzięki któremu jest lżej, radośniej, łatwiej. Życie przecież nie musi być wcale cierpieniem i ciągłym zmaganiem się z trudnościami. Życie ma być twórcze i powinniśmy mieć czas, aby dawać z siebie światu, co w nas najpiękniejsze.

Czasem horoskop pokazuje trudne tematy, wymagające od nas wielu skomplikowanych zabiegów, aby dotrzeć do sedna określonej lekcji. Zmagamy się z takim wyzwaniem, by wreszcie paść, jak ptak z podciętym skrzydłem i nie mamy już ochoty, by cokolwiek więcej z siebie dawać. Bywa też tak, że życie nas przerasta i pozbawia radości. A przecież nie o to chodzi w naszym byciu tu na Ziemi. Sens takiego procesu pozwala żyć twórczo i wykorzystać zyskany czas na robienie rzeczy ważnych i pięknych.

Bogusława M. Andrzejewska

Więcej o Astro Art tutaj.

Przykładowe obrazy można znaleźć tutaj.

Wszystko

Mamy w sobie wszystko – każdą umiejętność czy zdolność i ogromny potencjał. Jesteśmy przeogromnym bogactwem rozmaitych opcji do wykorzystania. W tym także każdy z nas posiada moc kreowania własnego życia. I ta wiedza jest czymś, co każdy powinien sobie uświadomić.  To wyposażenie niezbędne do podnoszenia poczucia własnej wartości i rozwijania miłości do samego siebie.

Człowiek czuje się niedoskonały, ponieważ stale porównuje się z innymi i widzi obok ludzi, którzy pięknie malują, tańczą, jeżdżą na łyżwach czy znają świetnie wyższą matematykę. Wydaje mu się, że jest gorszy, że na fascynującym bankiecie życia przeznaczono mu tylko sprzątanie. Nie ujmując nic sprzątaniu (to też trzeba umieć), każdy z nas może być artystą w mniejszym lub większym stopniu. Kiedyś pomagałam znajomemu przygotować prace zaliczeniowe z plastyki. Namalowałam za niego ludzkie twarze i dłonie, wzorując się na obrazach Leonarda da Vinci. Namalowałam mu też konia w biegu z rozwianą grzywą, a mój obraz wzbudził powszechny zachwyt. Nie było to szczególnym wyzwaniem, myślę że do zrobienia dla każdego. To oznacza, że gdybym przez wiele godzin w tygodniu malowała i rysowała, to osiągnęłabym w tym biegłość, jak każdy malarz. Nie maluję pięknie tylko dlatego, że nie ćwiczę tej sztuki.

Podobnie rzecz ma się z zadaniami matematycznymi, gotowaniem, rzeźbieniem, pisaniem powieści, szyciem i wszystkim innym. To praktyka czyni mistrza. Jeśli się czegoś uczymy i teorię wzbogacamy solidnym działaniem, to osiągamy w tym wysoki poziom. Rzecz jasna nie można robić wszystkiego, bo taka nauka wymaga czasu i zaangażowania. Jesteśmy zatem zmuszeni, by z przebogatej oferty różnych działań wybrać coś dla siebie, coś szczególnego. Ma to też głęboki sens, bo przecież nie możemy być wszyscy malarzami albo lekarzami. Różnorodność jest konieczna. Zatem szukamy kilku rzeczy, które są nam szczególnie bliskie, które nam się podobają i na tym skupiamy swoją uwagę. Ale to nie oznacza, że dobry inżynier nie mógłby być też dobrym pisarzem, gdyby miał czas, by tę zdolność rozwijać. Znamy zresztą takie osoby, które mają więcej niż jedną pasję i sprawdzają się w kilku dziedzinach.

Jako wszechstronny zodiakalny Bliźniak przekonałam się, że mogę wszystko, jeśli tylko poświęcę temu odpowiednio dużo czasu. Jestem nie tylko psychologiem, astrologiem i numerologiem, ale sprawnie posługuję się też psychografologią i metodami NAO. Zajmuję się angelologią, Reiki i innymi ezoterycznymi tematami. Prowadzę szkolenia, piszę książki i artykuły, układam wiersze, robię grafiki, sama tworzę swoją stronę www, fotografuję, a ostatnio także maluję obrazy, które się podobają. Na tym nie kończą się moje zdolności, ponieważ mam wiele jeszcze innych dobrze opanowanych umiejętności. Jest wiele takich osób jak ja.

Jesteśmy zdolni, wszyscy bez wyjątku. Różnica polega na tym, że jedni wierzą w siebie i uczą się tak długo, aż się nauczą zadowalająco rysować (malować, pisać, komponować muzykę, projektować, szyć…), a inni zakładają, że nie dadzą rady i nawet nie próbują. Być może jedni mają lepszy słuch, a inni bardziej zwinne palce – jesteśmy przecież różni. Ale to i tak nie zmienia faktu, że każdy, każdy bez wyjątku, może być mistrzem w kilku dziedzinach. Jeśli zupełnie nie wychodzi nam śpiewanie, to możemy pisać wspaniałe humoreski albo malować genialne obrazy. I nawet jeśli osiągniemy w czymś ten mistrzowski poziom, warto szukać dalej i rozwijać kolejne talenty. Mamy ich wiele.

Nie dostrzegamy tego, ponieważ inwestujemy w siebie najmniej czasu i energii. Nie szukamy swoich możliwości, o ile życie nas do tego nie zmusi. Idziemy przez codzienność utartym szlakiem. Jeśli już mamy dobry zawód, to zamykamy się na tej jednej zdolności. Jeśli to ceniona społecznie profesja, która przynosi nam uznanie, to nie odczuwamy potrzeby szukania czegokolwiek. Jesteśmy najczęściej spełnieni. Jeśli jednak giniemy w tłumie podobnych do nas ludzi, a praca zaczyna nas wypalać, wówczas warto zapytać siebie: czego jeszcze chciałabym się nauczyć? Bo nasza samorealizacja może być ukryta w nowej pasji, do której jeszcze w swoich poszukiwaniach nie dotarliśmy.

Bywa też i tak, że wydaje nam się, że skoro półmetek już za nami i dzieci odchowane, to jedyne, czego warto się uczyć, to dzierganie na drutach czapeczek dla wnuków. Tymczasem warto pamiętać, że jesteśmy tu na Ziemi dla siebie i własnego spełnienia. I chociaż miłość do wnuków daje nam dużo radości, to jeszcze więcej satysfakcji da pierwszy własnoręcznie namalowany obraz albo wreszcie wydany na papierze autorski tomik wierszy. Nie ma limitu czasowego. Uniwersytety trzeciego wieku pokazują, że chociaż zdolności przyswajania wiedzy się zmieniają z wiekiem, to otwartość na uczenie się już nie. Dopóki żyjemy, interesujemy się światem i tym wszystkim, co może okazać się fascynujące. Ludzie, którzy także na starość czytają książki, rozwiązują krzyżówki, prowadzą z innymi dyskusje i uczą się nowych rzeczy, zachowują sprawny umysł. Udowodniono, że mózg wymaga gimnastyki. Jeśli odpuszczamy i ograniczamy się do liczenia wydzierganych na drutach oczek, to nagle zaczynamy zapominać, trudniej kojarzymy fakty, a umysł zaczyna się coraz częściej wyłączać. Ale nie o tym…

Chcę przede wszystkim zwrócić uwagę na wszechstronność naszych umysłów i ogrom możliwości. Jeśli coś nam się podoba, próbujmy. Próbujmy tak długo, aż będziemy w tym dobrzy. Jestem świadoma, że pośród nas pojawiają się wyjątkowe talenty, np. genialni kompozytorzy czy malarze czy tancerze.  Nie każdemu możemy dorównać, ale nie o porównywania i dorównywanie w tym chodzi, ale o osiąganie swojego własnego maksimum. Nie jestem Leonardo da Vinci, ale kiedy namalowałam swój pierwszy obraz, byłam taka dumna i szczęśliwa, że aż taki dobry mi wyszedł. A kiedy z kolei patrzę na prace Van Gogha… no cóż… dorównałabym mu bez trudu, gdyby to miało jakikolwiek sens, a nie na tym sztuka polega. Jednak sens ma to, że samo malowanie sprawia mi mnóstwo radości, a po namalowaniu kilku kolejnych twarzy zaczynam malować je coraz lepiej. I już niedługo namaluję naprawdę dobry portret, wiem i widzę to w kolejnych pracach. Fascynuje mnie niezmiernie cudowna zdolność ludzkiego umysłu do nauki. Wiem, że można nauczyć się wszystkiego, chociaż mistrzostwo osiągniemy tylko w tym, co pokochamy i co jest tą prawdziwą częścią nas. To jakby oczywiste.

Wszystko mamy w sobie. Nie tylko zdolności artystyczne, którym poświęciłam tu tyle uwagi, ale też inne umiejętności. Na przykład ktoś, kto się spóźnia ma w sobie zdolność bycia punktualnym. Naprawdę ma. Oczywiście wymaga to – jak każdy inny talent – trochę wysiłku, aby rozwinąć tę jakość, ale jest to realna możliwość i znam osoby, które tego dokonały. Podobnie – każdy leniwy człowiek ma zdolność bycia pracowitym, a każdy nieśmiały nosi w sobie dar towarzyskości. Można wymieniać bez końca. Każda potrzebna jakość jest w nas jako potencjał. Jak malowanie, którego można się nauczyć albo jak jazda na rowerze czy łyżwach. Wystarczy chcieć i włożyć trochę wysiłku w nauczenie się tego, czego potrzebujemy, nie zrażając się początkowym niepowodzeniem.

Nie opisuję tu sposobów nauki, bo za każdym razem wymaga to czegoś innego. Sztuka grafiki czy rysunku wymaga cierpliwości i wielu, wielu godzin żmudnego szkicowania i trenowania ręki. Do tego trzeba koniecznie dołożyć wiarę w siebie i głębokie przekonanie, że każdy może się tego nauczyć. Gotowanie czy pieczenie ciast jest o wiele łatwiejsze – wystarczą dobrze opracowane przepisy i dobry humor. Z kolei nauka punktualności czy łatwej komunikacji może wymagać przekodowania wewnętrznych negatywnych wzorców. Zawsze na pewno pomoże wysoka samoocena.

Jednym ze sposobów podnoszenia poczucia wartości jest wypisywanie swoich pozytywnych cech. Przy tym ćwiczeniu szczególnie warto pamiętać o posiadaniu w sobie każdej zdolności. Jeśli uważamy, że jesteśmy umiarkowanie pracowici i średnio inteligentni, to możemy się zawahać przed wypisaniem tych jakości. Świadomość, że potencjalnie je posiadamy, może przechylić szalę w dobrą stronę. A warto pamiętać, że myśl kreuje rzeczywistość, więc wzmacniamy to, w co wierzymy. Dosłownie oznacza to właśnie, że zasilamy swoją myślą i wiarą uznanie potencjału. W tym przykładzie pracowitości czy inteligencji. Im częściej myślę, że jestem inteligentna, tym bardziej staję się właśnie taka. Brzmi jak żart? Ale to tak właśnie działa.

Wszystko mamy w sobie. Cały potencjał kosmosu, ponieważ to nasze myśli stwarzają wszechświaty. Nawet jeśli wylądujemy na wyspie bezludnej w jednej koszuli, możemy przetrwać i uratować życie. Możemy nauczyć się łowienia ryb, hodowania roślin, budowania szałasu – chociaż nigdy wcześniej tego nie robiliśmy. Ale możemy też mocą umysłu przyciągnąć statek czy samolot, który nas z tej wsypy uratuje. Całe nasze życie jest wielokrotnością takich wysp, na których czujemy się osamotnieni i bezsilni. Właśnie dlatego warto zapamiętać, że w istocie ta bezradność jest tylko złudzeniem. Mamy w sobie moc i ogromne możliwości. Możemy w każdym momencie odwrócić niekorzystną sytuację o 180 stopni i od podstaw zbudować nowe szczęśliwe istnienie. Nie potrzebujemy niczego z zewnątrz. Wszyscy terapeuci i doradcy mają nam tylko przypomnieć, że w sobie mamy dar kształtowania rzeczywistości, a wszystkie techniki uzdrawiania służą uruchamianiu naszej własnej wewnętrznej siły.

Bogusława M. Andrzejewska

Healing Art

Malowanie energetyczne nie jest dzisiaj niczym nowym ani niezwykłym. Większość osób, które stosują metodę Vedic Art uważa, że ich obrazy mają w sobie silną energię, ponieważ malują je świadomie. A energia podąża za myślą. Internet jest pełen malowanych aniołów, mandali, portretów aury i obrazów duszy tworzonych na zamówienie lub bez niego. Pomiędzy nami płynie kolorowa rzeka twórczości, która nie tylko ozdabia ściany, ale też działa na naszą energetykę, wspierając nas w rozwoju.

Nieoczekiwanie dla samej siebie włączyłam się w ten nurt, pozwalając się prowadzić Najwyższemu Źródłu. Nie planowałam tego, chociaż wiedziałam, że w tym właśnie okresie zmieni się moja ścieżka zawodowa i pojawi się coś nowego. Mówiły o tym moje wizje, sny i Karty Aniołów. Dlatego wprowadzam tutaj nową metodę pracy z Prosperitą  obrazy uzdrawiające energetycznie.

Nie maluję po to, by wyrażać swoje emocje. A przecież wiadomo powszechnie, że robią to artyści również ci znakomici i bardzo utalentowani. Ich obrazy mówią do nas uczuciami zamkniętymi w kolorze i kształcie. Podziwiając je, czujemy wyraźnie ból, żal czy cierpienie autora. To naturalne i potwierdza jedynie, że sztuka jest nośnikiem naszych emocji. Dzięki temu możemy tak mocno i głęboko odbierać dzieła artystów, kiedy wchodzimy z nimi w kontakt. Dotyczy to zarówno malarstwa czy literatury, jak muzyki albo poezji i każdej innej formy artystycznej. 

Kocham swoją twórczość, jest największą radością mojego życia. Uwielbiam pisać, tworzyć grafiki, a teraz także malować obrazy na płótnie. Jednak nie maluję ani nie piszę ze złości czy rozpaczy, by uwolnić trudne emocje. Mam inne sprawdzone sposoby na pracę ze sobą w skomplikowanych momentach, których nie szczędzi nam życie. Kiedy moja energia jest nisko, nie piszę, nie tworzę. Zajmuję się pracą nad sobą i zwykłymi obowiązkami. Jeśli trzeba, korzystam z pomocy moich znajomych terapeutów, bo jak każdy doświadczam rozmaitych trosk. Nie wylewam ich jednak na innych, lecz uzdrawiam siebie, korzystając z dostępnej wiedzy i metod.

Natomiast maluję i piszę zawsze z miłością wtedy, kiedy moja energia jest wysoko, ponieważ wiem, że wchodząc w tworzenie jakiejkolwiek sztuki nasycam ją tym, co jest we mnie. Każdy obraz i każdy tekst niesie w sobie cząstkę mnie, a ja chcę dzielić się tylko Światłem. Przykładem jest moja strona, która powstaje z wielką uwagą, a każdy tekst niesie w sobie ładunek tego, co mam najpiękniejszego, bo celem tej strony jest podnosić energię. Wiem, że to działa.

Podobnie jest z obrazami, które maluję. Wkładam do nich miłość, Światło, dobro, Moc, siłę i uzdrawiającą energię. Czasem zapraszam Anioły do środka obrazu. Czasem malując, śpiewam mantry. Czasem czaruję sobie tylko znanymi sposobami. Bo celem, dla którego powstaje obraz jest uzdrawianie, rozświetlanie i wprowadzanie harmonii. Tylko po to one powstają, by pomagać, harmonizować i wprowadzać Światło tam, gdzie panuje mrok.

Od wielu lat pracuję z symboliką i potrafię zinterpretować każdy wzór i każdy obraz namalowany przez kogoś. Robię to często na zajęciach z NAO. Dlatego też bardzo świadomie dobieram kolory i kształty. Każdy z nich ma znaczenie.  Dla osób zajmujących się profesjonalną sztuką, moje malowanie może wydać się nieco kiczowate, głównie ze względu na silne kontrasty. Jednak w tego typu malarstwie są one niezbędne, aby podświadomość bez wątpliwości ogniskowała uwagę na głównym symbolu. Wówczas taki symbol będzie silnie oddziaływał.

Bardzo lubię abstrakcje i oczywiście podobają mi się tego typu prace moich koleżanek. Widzę w nich pewnie więcej niż przeciętny człowiek, ponieważ od wielu lat postrzegam świat na poziomie wielowymiarowym. Jednak malując wybieram konkretne wzory i kształty, chociaż na pewno abstrakcja byłaby dla mnie o wiele łatwiejsza. Moja praca ma jednak działać mocno na podświadomość i zmieniać niekorzystne wewnętrzne matryce, właśnie dlatego szukam określonych symboli. W gruncie rzeczy one same do mnie przychodzą. Czuję się prowadzona przez energię i bardzo mi się to podoba. Poddaję się temu z zaufaniem.

Moje obrazy nie są tworzone tak, jak dzieła profesjonalnych malarzy, którzy wrzucają na płótno to, co w danej chwili czują, nie oceniając, czy jest to pozytywne czy nie  bo na tym przecież polega sztuka. Maluję inaczej  świadomie w harmonii i wysokiej energii, by uzdrawiać. Oczywiście kieruję się intuicją i maluję to, co do mnie przychodzi, ale dbam też o swój poziom dostrojenia energetycznego. Bo finalnie mój obraz ma harmonizować i podnosić energię. Już wiem, że tak się dzieje, ponieważ niektóre obrazy poszły do ludzi, zmieniając ich życie na lepsze.

Ten prosty Róg Obfitości sprawił, że jego właściciel dostał nową pracę. Na początek zarobi w tej pracy o 1000 zł miesięcznie więcej niż zarabia obecnie, potem ta kwota wzrośnie. Nowa oferta pojawiła się w dwa tygodnie od chwili otrzymania obrazu. Taka to magia…

Taką różę namalowałam dla samotnej kobiety. Na drugi dzień rozdzwoniły się telefony od znajomych panów zainteresowanych spotkaniem z nią. „Cuda się dzieją”  powiedziała ta kobieta…

Chciałabym też przedstawić dwa przykłady, jak można na obrazie zobaczyć symboliczne blokady, z których często nie zdajemy sobie sprawy. Przykład pierwszy pokazuje uzdrawianie finansowe. Obraz po lewej stronie przyszedł do mnie intuicyjnie, jako naturalny stan osoby, która zapragnęła finansowego „wodospadu obfitości”. Zwróćcie proszę uwagę, jak rząd kamieni odgradza człowieka od przepływu pieniędzy, rzucając mu symboliczne „dwa grosze” z całego nurtu złota…

   

Obraz po prawej stronie jest poprawką  uzdrowieniem, podczas którego otwieramy przepływ bogactwa bez ograniczeń.

Drugi przykład dotyczy samotnej i niespełnionej w miłości osoby. Po lewej stronie kwiat mający symbolizować miłość i pozytywne relacje (kolory czakry serca) objawił się na szarym tle symbolizującym ukrywanie prawdziwych uczuć, iluzję i smutek.  

  

Obraz po prawej stronie jest poprawką  uzdrowieniem (częściowym dopiero), wnosząc harmonię (zieleń), wsparcie i towarzystwo innych osób. Jest tam tez widoczne rozświetlenie, czyli odkrycie swoich prawdziwych potrzeb i pragnień. Ponadto doszedł element radości i wyjścia z poczucia winy. W moim odczuciu osoba ta potrzebuje jeszcze trochę czasu do pracy nad sobą, aby następnie wejść w kolejny etap i stworzyć kolorową wizję szczęśliwego związku.

Jeśli któryś obraz Wam się spodoba i poczujecie, że może rozjaśnić Wasze życie, zapraszam do zakupu. Można również zamówić u mnie obraz specjalnie dla siebie.

Więcej obrazów – tutaj

Bogusława M. Andrzejewska

Pure Art

To autorska metoda Kasi Hojan, która obecnie mieszka i pracuje w Anglii. Kasia nauczyła mnie bardzo ciekawej magii uzdrawiania, poprzez oczyszczanie  tego, co nie jest korzystne i nie rezonuje z nami. Z oczywistych powodów nie mogę opisać szczegółowo na czym polega ta metoda, mogę tylko zasygnalizować, jak działa i w czym pomaga.

Bazową częścią metody jest oczyszczanie energetyczne. Wykorzystujemy tutaj pracę z wglądem, a ja ponadto spontanicznie uruchamiam elementy Reiki, która pomaga mi odkryć te strefy w aurze, wymagające oczyszczenia. Czasem dodatkowo korzystam z kamieni szlachetnych (kryształów) i mocy dźwięku.

Z czego oczyszczamy? Ze wszystkiego, co nam nie służy  ze zbieranych na bieżąco negatywnych emocji i bezwartościowych przekonań oraz lęków. Czasem ze starych energii, które tkwią w nas od wielu lat. Często pokazują się wzorce przyniesione z poprzednich wcieleń. Jeśli pojawią się jakieś negatywne energie, oczywiście także je usuwamy.

Drugim elementem procesu jest malowanie. Maluję palcami, którymi oczyszczałam, kiedy są jeszcze pełne uzdrawiającej energii. Robię to intuicyjnie, zaraz po wykonaniu zabiegu oczyszczania. Maluję to, co zobaczę wewnętrznym okiem. Zazwyczaj przychodzą do mnie obrazy blokad i przeszkód, które trzeba energetycznie przetransformować. Malowanie jest kontynuacją zabiegu oczyszczania.

Jaki ma efekt w praktyce taki zabieg? Nie ma tu ograniczeń  uzdrowienie może pojawić się w każdym obszarze naszego życia. Oczyszczanie uzdrawia emocje, związki, trudne relacje, finanse, kwestie zawodowe. Często usuwa blokady i lęki. Jeśli coś od dłuższego czasu sprawia nam trudność, a nie działają proste sposoby i terapie, wówczas możemy szukać przyczyny właśnie w blokadach energetycznych. Ta metoda oczyszcza nas na poziomach subtelnych.

Czy to działa? Działa! Doświadczyłam sama, doświadczyły też moje córki oraz wiele innych osób, które korzystały z takiej formy uzdrawiania u mnie i u Kasi. Jak zwykle nie jest to panaceum na wszystko ani czarodziejska różdżka, która zwalania nas z pracy nad sobą. Podobnie, jak w innych metodach, najlepsze i najtrwalsze efekty pojawiają się u ludzi, którzy rozumieją proces zmiany na lepsze i aktywnie w nim uczestniczą. Jednak każdy doświadcza dobrodziejstwa uwolnienia od ciężkich energii oraz idącej za tym dużej ulgi i poprawy samopoczucia.

Ponieważ sporo osób, które spróbowały działania metody, chce się tego nauczyć, informuję, że metody może nauczyć wyłącznie autorka  Katarzyna Hojan. Podaję link do jej fanpejdża, za pośrednictwem którego można się z nią skontaktować. Z serca polecam Kasię.

https://www.facebook.com/hoyan.purityofenergyandart