Seksualność

Moim zdaniem, nie ma dobrego związku bez dobrego seksu, ponieważ to właśnie seks jest potężną siła, która łączy ludzi w pary. Nie myślę tu wyłącznie o oczywistej przyjemności, ale o budowaniu cudownej, intymnej więzi, jaka powstaje tylko wtedy, kiedy naprawdę kochamy. I chociaż nie zamierzam krytykować ludzi, którzy preferują jednorazowe przygody, uważam, że tylko w stałym związku możemy doświadczać wyjątkowej magii miłosnego zbliżenia. Dopiero wtedy, kiedy dobrze znamy swoje ciała i reakcje, możemy mówić o celebrowaniu najpiękniejszych uczuć. Bo tym właśnie jest seks – celebracją miłości.

Warto pamiętać, że seksualność, to nie tylko sam stosunek, ale wszystko, co z nim związane. To przede wszystkim czułość, pieszczoty, pocałunki i każdy inny wyraz miłości. Kiedy dwoje ludzi naprawdę się kocha, nie mają problemu z tworzeniem własnych miłosnych rytuałów, które bardzo zbliżają ich do siebie i czynią ich związek wyjątkowym. Te rytuały często staja się potem głównym filarem, na którym opiera się cała relacja. To mogą być czułe smsy, drobne gesty i pełne miłości słowa.

Seks nie jest oderwany od reszty życia. Jeśli para przez cały dzień okazuje sobie ciepło, szacunek i dba o bliskość, wówczas wieczorne zbliżenie jest tylko zwieńczeniem takiego dnia, a w pewnym sensie kontynuacją wszystkich pełnych miłości gestów i pieszczot. Jest czymś zupełnie naturalnym i oczekiwanym przez oboje. Ludzie potrzebują przytulania i dotyku. Związek jest tym najbardziej naturalnym miejscem, gdzie można siebie nawzajem obdarowywać pieszczotami i okazywać sobie miłość w najpiękniejszy i najbardziej wyszukany sposób. Im więcej uczucia i zaangażowania między dwojgiem ludzi, tym lepsze jest ich seksualne pożycie.

Nasze podejście do intymnego zbliżenia może być swoistym testerem związku. Jeśli pożądamy partnera, a jego widok budzi w nas ochotę na bliskość i radosną zabawę w łóżku, wówczas związek rokuje na przyszłość. Jeśli natomiast nie odczuwamy ochoty na zbliżenie, chociaż nie jesteśmy chorzy ani zmęczeni, wówczas związek staje na zakręcie. Każdy z nas czasem może nie mieć nastroju na seks, jeśli jednak taka niechęć staje się codziennością, warto uświadomić sobie, że nasza relacja wymaga szczególnej troski. Opór przed intymnym zbliżeniem z partnerem bywa objawem wielu różnych problemów emocjonalnych. Wskazuje poczucie odrzucenia i rozmaite pretensje, które warto uporządkować, wyjaśnić i uzdrowić.

Czasem kryzys pojawia się w wyniku długotrwałego stresu związanego na przykład z brakiem pracy, kłopotami zdrowotnymi czy finansowymi. Nie powinniśmy wtedy oddalać się od siebie, lecz dbać o bliskość także fizyczną, zastępując sam akt seksualny przytulaniem i pieszczotami. Niestety ludzie nie zdają sobie często sprawy z tego, jak ważny jest dotyk i czułość. Pieszczota buduje poczucie akceptacji, kochania, bycia potrzebnym. To nas uzdrawia i wzmacnia na poziomie emocjonalnym. Jeśli nie dbamy o tę sferę naszego życia, oddalamy się od siebie, a uczucia wygasają. Bywa, że zauważamy ten proces, kiedy jest już za późno na ratowanie małżeństwa.

Niesłychanie ważna jest komunikacja między partnerami. Trzeba nauczyć się otwartości i mówienia o tym, co nas boli, a co cieszy. Zmieniamy się. W długotrwałym związku zmianie ulegają potrzeby i upodobania w sferze intymnej. Trzeba być z tym tematem na bieżąco i informować o swoich oczekiwaniach. Warto także obserwować reakcje drugiej strony i umieć dopytać o to, co ważne dla niego lub dla niej. Jest to zresztą zasada aktualna na wszystkich etapach relacji. Aby czerpać radość i satysfakcję z seksu, musimy umieć rozmawiać z partnerem na tematy intymne. Nie można oczekiwać, że ktoś domyśli się sam z siebie, co nas najbardziej podnieca, a czego wcale nie chcemy doświadczać. Warto nauczyć się przekazywania informacji, proszenia, dziękowania i domagania się tego, czego można się domagać w erotycznym spotkaniu.

Spotykam się czasem u kobiet z postawą, w której dominuje niechęć nawet do rozmawiania o „tych” sprawach. Tymczasem warto pokonać wstyd, szczególnie wtedy, kiedy nasze życie intymne nie jest satysfakcjonujące i szukać pomocy u specjalisty. Dawno zostawiliśmy za sobą epokę wiktoriańską i traktowanie seksu, jako czegoś złego i grzesznego. Dzisiaj trzeba nauczyć się patrzeć na ten temat inaczej.

Niekorzystny dla związku mit to przekonanie niektórych kobiet, że mężczyźni myślą tylko o „jednym” i właściwie należy ich utemperować w ich oczekiwaniach, aby sporządnieli. W seksie nie ma niczego „nieporządnego”! A wręcz przeciwnie – dobry seks w pełnym miłości związku uzdrawia nas na wielu poziomach. W tym na poziomie psychologicznym pomaga poczuć się kochaną, docenianą i wartościową osobą. Kobiety, które nie lubią seksu, mają zazwyczaj problem ze sobą, ze swoimi emocjami i samooceną. Zmysłowość i czerpanie przyjemności z pieszczot wymaga pełnej akceptacji każdej cząstki swojego ciała.

Wymaga to też jeszcze jednego: umiejętności kochania. W tym także siebie. Jeśli kochamy siebie bezwarunkowo, umiemy otworzyć się na dar miłości w każdej postaci. Także tej seksualnej. Kochając, umiemy przyjmować pieszczoty całą sobą. To kwestia nastawienia. Od dawna wiadomo, że orgazm kobiety rodzi się w mózgu, a nie w ciele. Mówiąc najprościej: jeśli kobieta naprawdę chce – to przeżywa rozkosz. I rzecz jasna może się tego nauczyć, jeśli tylko całą sobą otworzy się na przyjemność, dając sobie do niej pełne prawo.

Bywa też, że takie kobiety mają za sobą głębokie traumy, wymagające zaawansowanej terapii. Warto poszukać dobrego specjalisty, aby moc czerpać z życia więcej radości. Przecież każda z nas w pełni na to zasługuje. Czasem jednak główną przyczyną jest odrzucanie samej siebie i swojej kobiecości, które wynika z purytańskiego wychowania i założenia, że seks ma służyć wyłącznie do prokreacji. Wiem, jak śmiesznie to brzmi w XXI wieku, ale niestety ciągle istnieją takie poglądy.

Intymne zbliżenie jest zawsze dla dwojga – nie tylko dla jednej strony. Oznacza to, że każdy w miłosnym akcie jest jednocześnie dawcą i biorcą. To bardzo ważna zasada równowagi. Nie można się poświęcać dla drugiej strony lub oddawać siebie w imię miłości, ponieważ w ten sposób podświadomie pozwalamy partnerowi zaciągnąć dług, którego być może nigdy nie będzie umiał spłacić. Kiedy poświęcenie przekracza pewną granicę, zamienia się w żal i gniew. Te toksyczne jakości niszczą związek, doprowadzając do sytuacji, w której nie chcemy nawet patrzeć na siebie.

Mężczyźni potrzebują od swoich partnerek zbliżenia, ponieważ daje im ono nie tylko przyjemność, ale też poczucie bycia kochanym i docenianym. Bliskość fizyczna jest przecież wyrazem akceptacji. Nie ma zatem większej głupoty niż karanie partnera przez odmawianie mu seksu. To obrzydliwa manipulacja, która zresztą obraca się przeciwko manipulantce, bo taki mężczyzna prędzej lub później zaczyna szukać bliskości i akceptacji u innej kobiety.

Aby spojrzeć na seksualność inaczej, można uświadomić sobie, że kluczowa jest tutaj bliskość, a nie fizyczne zaspokojenie, jak sądzą niektórzy. Miłość między dwojgiem ludzi sprawia, że pojawia się zupełnie inny aspekt intymnego zbliżenia. Pożądanie zostaje wzbogacone o czułość, ciepło, pragnienie obdarzenia ukochanej osoby największą rozkoszą. W szczególnie wysublimowanych przypadkach, akt seksualny staje się dla dwojga ludzi prawdziwym, pełnym uniesienia misterium.

Bogusława M. Andrzejewska

Advertisements

Udawanie rozkoszy

Zachowanie to bardzo dziwne i niekorzystne dla nikogo. Właściwie jest to rzecz tak oczywista, że trudno pojąć, dlaczego kobiety nadal to robią. A jednak robią. Współczesne badania dowodzą, że w sytuacji intymnej niektóre panie wolą udawać orgazm, niż być naprawdę sobą. Pozornie nie sprzyja to niczemu, a najmniej związkowi, dlaczego zatem takie sytuacje mają w ogóle miejsce?

Jedną z często spotykanych przyczyn jest prozaiczna potrzeba przyspieszenia całej akcji. Kobiety wiedzą, że ich partner reaguje silnym podnieceniem, kiedy one umiejętnie udają szczytowanie, więc tym sposobem chcą skłonić mężczyznę do jak najszybszego zakończenia całej zabawy. W tym miejscu warto zadać sobie pytanie: po co nam akt seksualny, jeśli czujemy się do niego zmuszane i zależy nam głównie na tym, by trwał jak najkrócej?

Jedną z podstawowych zasad szczęśliwego związku jest prawo do odmowy, jeśli nie mamy ochoty się kochać. Godzenie się na współżycie w chwili, kiedy zupełnie nam to nie odpowiada, jest nadużyciem wobec siebie. Jeśli podejmujemy taką decyzję „dla świętego spokoju”, to od razu trafiamy w ślepą uliczkę. Seks jest radosną zabawą we dwoje – jak mawiał nasz największy autorytet od spraw intymnych dr Michalina Wisłocka. Jeśli chcemy się poświęcić, zagryzając zęby i odliczając: „kiedyż on wreszcie skończy”, to krzywdzimy same siebie. Chciałoby się wręcz powiedzieć, że same dopuszczamy się gwałtu na sobie. Ale oszukujemy również partnera, któremu wraz ze zgodą na seks należy się nasze pogodne uczestnictwo w tym akcie, a nie jedynie niechętne: „bierz i spadaj”.

A przecież nie mamy obowiązku mieć zawsze ochoty. Ponadto odmowa seksu nie jest równoznaczna z odrzuceniem. Zbliżenie można zastąpić inną formą czułości i bliskości. Pospieszny niechętny akt, okraszony udawanymi oznakami przyjemności może na dłuższą metę okazać się najgorszym wyborem, a nawet zniszczyć związek.

Do udawania orgazmu dochodzi również wtedy, kiedy za wszelką cenę chcemy zadowolić partnera. Celują w tym kobiety, które mają problem ze swoją seksualnością. Zamiast cierpliwie uczyć swoje ciało odczuwania przyjemności, odkładają to na bok, jako rzecz mało ważną. Podświadomie odmawiają sobie prawa do rozkoszy i traktują siebie jako ofiarę składaną na ołtarzu miłości. Odgrywanie namiętnych przeżyć ma służyć dowartościowaniu mężczyzny, ponieważ to jego satysfakcja i poczucie bycia sprawnym kochankiem jest priorytetem. Taka partnerka zapomina całkiem o sobie i swoich potrzebach, starając się wyłącznie o jego dobro. Bywa, że myśli o sobie na zasadzie: „moja przyjemność wymaga od niego zbyt wiele czasu i wysiłku, to lepiej zajmiemy się tym  innym razem, niech tylko on ma teraz rozkosz”.

Takie oszustwo zazwyczaj obraca się przeciwko kobiecie, ponieważ jej partner uczy się egoizmu. Często nawet bez złej woli, a jedynie bazując na ślepym zaufaniu. Skoro on wierzy, że ona szczytuje, to uczy się takich właśnie określonych zachowań, aby ją zadowolić. I wcale nie wie, że jej nie sprawia przyjemności. Przecież włożyła wiele starań, by go w tym błędnym przekonaniu utrzymać. Niezwykle trudno będzie powiedzieć mu wreszcie prawdę i nakłonić do tego, aby zupełnie nowymi, cierpliwymi pieszczotami uczył swoją partnerkę rozkoszy. Czasem ujawnienie prawdy typu: „wszystkie moje orgazmy były udawane”, może być ciosem, który rozbije związek. Bo jak zaufać kobiecie, która w tak ważnej intymnej sferze okazała się okropną oszustką? Zapewne oszukuje też w innych obszarach życia.

Jest jeszcze jeden typ kobiet, które udają przyjemność. Taki z zaniżoną samooceną w sferze kobiecości. Najczęściej są to osoby, czujące się gorszymi i brzydszymi od innych, bądź takie, które rozpaczliwie rywalizują z innymi partnerkami swojego mężczyzny. Dobrym przykładem będzie tu kochanka żonatego pana, który nie tylko nie przejawia chęci odejścia od żony, ale wręcz wysyła sygnały, że chce zakończyć romans. Symulowanie rozkoszy jest w takiej sytuacji aktorskim popisem, mającym na celu zaimponowanie partnerowi i przekonanie go do siebie.

Z jednej strony – jak pisałam wyżej – kobieta taka wie, że jej (udawane) szczytowanie dowartościuje mężczyznę i sprawi, że poczuje się przy niej spełniony. W ten sposób zapunktuje u niego. Z drugiej strony – priorytetem jest tutaj zaspokojenie potrzeb własnego ego. Misternie dopracowana scena, pełna namiętnych jęków i wymyślnych pozycji ma za zadanie sprawić, by to właśnie ona poczuła się choć trochę wartościowa. Tą drogą chce bodaj przez chwilę dotknąć tego, co jest istotą kobiecości. Nietrudno się domyślić, że takie samooszukiwanie jest najgorszym wyborem. Po wszystkim można sobie powiedzieć: „jestem świetną aktorką”, ale nie można niestety poczuć się kobietą. Śmiem twierdzić, że po takim aktorskim popisie, kobieta może poczuć się jeszcze gorzej niż przed: „nie dość, że jestem oziębła, to jeszcze oszukuję”.

Dużym paradoksem w tej całej mistyfikacji jest fakt, że mężczyzna doskonale wie, kiedy się go oszukuje. Szczególnie ten troszkę doświadczony, który próbował już seksu z innymi kobietami i umie rozpoznać oznaki rozkoszy u swojej partnerki. Są one zresztą w każdym podręczniku na ten temat. Pewnych rzeczy niestety nie podrobimy, a same “jęki” niczego nie załatwią. Z tego punktu widzenia całe to udawanie wydaje się być całkiem anachroniczną głupotą.

Jedyną drogą jest akceptacja własnej seksualności, własnego ciała i cierpliwe szukanie swojej unikalnej drogi do rozkoszy. Warto poświęcić temu czas i uwagę. Moim zdaniem dobrze jest szukać tej drogi także wspólnie z partnerem. Tym bardziej, że dla kochającego mężczyzny każdy sukces w tej sferze będzie znaczył o niebo więcej, niż wszystkie udawane orgazmy razem wzięte. A nie zapominajmy, że seks to przede wszystkim bliskość i radość z wzajemnych pieszczot, a nie obowiązkowe zaliczenie orgazmu. Można czerpać szczęście z aktu, w którym nie dochodzi do szczytowania.

Podsumowując, pamiętajmy, że symulowanie rozkoszy niczemu nie służy. Odbieramy sobie w ten sposób prawo do czerpania przyjemności z seksualnego zbliżenia. Trudno będzie potem nakłonić partnera, by od nowa uczył się naszego ciała i szukał sposobów na obudzenie w nas prawdziwej namiętności. Ponadto oszukiwanie w sferze intymnej jest takim samym kłamstwem, jak to dotyczące pieniędzy, zdrowia, pracy czy dzieci. Nie ma tu naprawdę żadnego wytłumaczenia, bo jeśli kogoś kochamy, to go nie oszukujemy. Chociaż prawda jest taka, że ktoś, kto oszukuje w jednym temacie, zapewne będzie także kłamał w innym. A zatem osoba szczera i uczciwa nie udaje nawet w łóżku.

Bogusława M. Andrzejewska

Dojrzała erotyka

Nie zamierzam tu pisać o seksualnym życiu staruszków, chociaż uważam, że to równie ciekawe, jak każdy inny psychologiczny wątek. Chcę zwrócić uwagę na ogromne zalety dojrzałego seksu. Dojrzałego – z definicji: odpowiedzialnego, mądrego, dobrego, korzystnego. Nie ma żadnego znaczenia metryka. Dojrzały seks mogą uprawiać dwudziestokilkulatkowie. Znam również niestety panie po czterdziestce, które nadal udają orgazm, manipulują i daleko im do jakiejkolwiek dojrzałości.

Odpowiedzialność, to nie tylko zabezpieczenie przed niechciana ciążą. To akurat dzisiaj potrafi każda inteligentna osoba. Odpowiedzialność, to świadomość mocy miłości i wielkiej siły piękna, jakie pojawią się, jeśli zechcemy w seksualnym zbliżeniu dostrzec prawdziwe misterium. Można dzięki tej świadomości nie tylko doświadczać największej rozkoszy, nie tylko pielęgnować najwyższe uczucia, ale nawet drogą tantry zbliżać się do oświecenia.

Oczywiście można traktować zbliżenie wyłącznie jako rozrywkę. Nie ma w tym nic złego, jeśli obie strony tego właśnie pragną. Nie każdy żyje w stałym związku, nie każdy odnalazł swoją miłość – to nie może przekreślać naszego prawa do fizycznej bliskości. Formę możemy wybrać dowolną, nawet związki poliamoryczne, jeśli to nam odpowiada i nikogo w ten sposób nie krzywdzimy. Seks jest nam potrzebny dla zdrowia i nie mam wątpliwości, że lepiej go uprawiać niż żyć w celibacie. Ale to oczywiście moje zdanie. Każdy ma prawo do własnych wyborów i priorytetów. Nie oceniam ludzi, którzy wybrali wstrzemięźliwość. Tym bardziej, że przyczyny takiego wyboru bywają tak skomplikowane, że starczyłoby tematu na osobny artykuł.

Często mówi się o tym, że ludzie młodzi pospiesznie doświadczają zbliżeń, traktując je jako przygodę, poznawanie nowego lub uwolnienie napięcia. Z czasem zaczynamy doceniać seks, smakując go jak wyborną potrawę. Dostrzegamy różnorodność naszych doznań i rozmaitość bodźców. Zaczynamy się bardziej rozkoszować zarówno fizycznością, jak i połączeniem seksu z naszymi uczuciami. Bez wątpienia poszukiwania kobiet będą inne niż doświadczenia mężczyzn, wynika to z biologii. Jednak najważniejsze jest nasze nastawienie. A ono zmienia się z upływem czasu i doświadczeniem. Nie trzeba do tego starości. Wystarczy przejść ze stanu zakochania do stanu kochania. Według naukowców – w stałym związku trwa to od dwóch do czterech lat.

Jednym z rozpowszechnionych wśród kobiet mitów jest “czekanie na tego jedynego”. Bywa, że nigdy go nie spotykamy lub nie zauważamy tuż obok pięknych uczuć, ponieważ nie umiemy sprecyzować, czym charakteryzuje się “ten jedyny”. Czekając bez końca, aż sam jego widok rzuci nas na kolana, tracimy cenne chwile, zamiast cieszyć się bliskością.

Jednak w tym przekonaniu jest iskra prawdy: warto czekać na ciepłe uczucia. Nie musi to być miłość na cale życie. Czasem wystarczy duża dawka sympatii. Oto czego potrzebuje kobieta, aby odnaleźć w ramionach mężczyzny najwyższą rozkosz: poczucia bezpieczeństwa. To ważniejsze niż najbardziej wyrafinowane techniki. Dlatego tak ważna jest bliskość, kiedy decydujemy się na zbliżenie. Dojrzały seks na tym właśnie polega: nie musimy się kochać, ale jesteśmy sobie bliscy. Wówczas w trakcie miłosnego aktu okazujemy sobie nie tylko pożądanie, ale także szacunek i ciepło, które tworzą piękną atmosferę i dają tak potrzebne kobiecie poczucie bezpieczeństwa.

Jednak kiedy pojawi się miłość, wówczas wszystko nabiera jeszcze piękniejszej jakości. Na pewno zgodzi sie ze mną każda pani, która tego doświadcza: seks, będący zwieńczeniem prawdziwej miłości nie ma sobie równych. Kiedy kochamy, otwieramy się jak kwiat, a nasze wszystkie czakry biorą udział w zbliżeniu, przenosząc nas na wiele poziomów rozkoszy jednocześnie. Od strony energetycznej to właśnie wiele wyjaśnia. Kiedy uprawiamy przypadkowy seks, angażujemy w to tylko obszar należący do tej jednej czakry w dole brzucha. Orgazm obejmuje więc tylko fizyczną część naszego ciała. Kiedy jesteśmy przepełnieni miłością, uruchamia się czakra serca, często także inne centra energetyczne i to, co przeżywamy, obejmuje wiele płaszczyzn subtelnych.

Dojrzały seks zaspokaja głębsze potrzeby. Pozwala nam cieszyć się intymnością, przywiązaniem, ciepłem, bezpieczeństwem. W stałym związku ludzie znają doskonale mapy rozkoszy swoich ciał i dlatego potrafią oni sprawiać sobie przyjemność bez skrępowania. Stali partnerzy nie wstydzą się swojej nagości i wyglądu, a wiedza o czułych miejscach i oczekiwaniach pozwala im efektywnie dawać sobie rozkosz. Czasem wystarczy jeden gest i partner już wie, czego pragniemy. Nie musimy grać, nikogo nie musimy udawać, a zaufanie i poczucie bezpieczeństwa może przyczyniać się do jeszcze większej przyjemności. To także pozwala nam na odważne eksperymenty, jeśli tylko tego chcemy, bo w stałym związku mamy odwagę próbować rzeczy nowych wiedząc, że żaden wynik nie wpłynie na jakość naszej relacji. Wcale nie musi wiać nudą i przyzwyczajeniem. Można szukać ekscytacji na tysiąc sposobów.

Dojrzały związek to także odkrywanie erotyki poza samym współżyciem. To nagość, dotyk, pieszczota, przytulanie i cała masa ciepłych spojrzeń, gestów, magicznych słów, które wywołują drżenie serca. Można bawić się każdego dnia, budując napięcie w wyrafinowany sposób.

Dojrzałość polega również na tym, że kiedy odkrywamy, że coś nam nie odpowiada – zmieniamy to właśnie, a nie partnera. Kiedy relacja się psuje, naprawiamy w sobie krzywe wzorce, uzdrawiając w ten sposób cały związek. Mądry człowiek wie, że nowy partner/partnerka niczego nie zmieni, stworzy tylko iluzje, zaprawione mocno goryczą rozczarowania. Jeśli chcemy coś zmienić w swoim życiu – zmieniamy siebie. Dotyczy to także sfery intymnej i najbliższych relacji.

Bogusława M. Andrzejewska

Korzyści z seksu

Kiedy rozmawiamy o związkach osobistych, nie możemy pominąć ogromnie istotnego czynnika każdej intymnej relacji, jakim jest seks. Stanowi on bardzo ważny element każdej relacji miłosnej, niezależnie od tego, czy uważamy go za kluczowy element układu czy jedynie wzbogacenie lub uzupełnienie więzi. Nie wyobrażam sobie zresztą, aby taka relacja istniała bez fizycznego aspektu, ponieważ wówczas mówilibyśmy raczej o przyjaźni, a nie o miłości.

W naszej kulturze tematy dotyczące seksu ciągle są trudne do wyartykułowania, ponieważ ludzie traktują je bardzo wstydliwie. Czasem uważają, że „o tym” po prostu nie wypada mówić głośno. Nawet kiedy się na swój sposób męczą i nie umieją sami sobie poradzić z intymnymi problemami, wolą tkwić w tym stanie niż udać się do seksuologa. Obserwujemy też, że mnóstwo osób uważa seks za coś „brudnego i grzesznego”. To zaskakuje w XXI wieku, ale może być całkiem zrozumiałe, kiedy uświadomimy sobie, że podstawowe wzorce wynosimy z domu. A dom ten mógł być pruderyjny, religijny, osadzony mocno w wiktoriańskim podejściu do intymności. Wg raportu seksuologów w naszym kraju nadal istnieją kobiety, które uważają, że rolą żony jest cicho  leżeć i posłusznie znosić, kiedy małżonek robi „to”.

Na pewno to tylko ułamek społeczeństwa. Czasy się zmieniają, rewolucja seksualna zatoczyła krąg i równie często spotykamy nad wiek rozwinięte nastolatki, które na blogach opisują najbardziej wyrafinowane sztuczki ars amandi, jakich osobiście doświadczyły. Media nie wahają się proponować nam programów i artykułów, które traktują naszą seksualność otwarcie. Nie można nam zarzucić, jako społeczeństwu, że jesteśmy zacofani i nieuświadomieni. Jednak dostrzegam ogromne zróżnicowanie pomiędzy poziomem seksualnej inteligencji u różnych osób. Z jednej strony mamy do czynienia z osobami, które wstydzą się, że mają ciało i „używają” niektórych jego części do seksualnych celów, a z drugiej spotykamy ludzi wręcz uzależnionych od seksu, którzy nie wyobrażają sobie życia bez tej jakości. Tymczasem mówiąc najogólniej  – najbardziej optymalny jest złoty środek.

Małżeństwo to nie tylko sypianie ze sobą. Każdy związek osobisty jest wieloaspektowy i tworzy mnóstwo różnych więzi. Tutaj jednak chciałabym się skupić wyłącznie na tej jednej kwestii. Seks jest bowiem w naszych relacjach intymnych ogromnie ważny. Po pierwsze – na poziomie fizycznym zapewnia nam zdrowie. Napisano na ten temat tak wiele, że chyba każdy o tym wie. Przede wszystkim poprawia krążenie krwi, powodując, że tkanki stają się bardziej ukrwione. Pogłębia oddech, dotleniając płuca. Kiedy kochamy się intensywnie przez pół godziny lub więcej, spalamy kalorie i wzmacniamy mięsnie. Działa lepiej niż jogging.

W czasie stosunku wydziela się sporo hormonów, które działają niezwykle korzystnie. Jedne zapobiegają zawałom serca i wzmacniają kości, chroniąc przed osteoporozą. Inne regulują kobiecy okres i wzmacniają system immunologiczny. Jeszcze inne opóźniają starzenie, gwarantując gładką skórę, pozbawioną wyprysków. Wiadomo też, że seks odpręża i przynosi spokojny dobry sen.

Po drugie, patrząc od strony psychosomatycznej – udane pożycie intymne jest gwarantem prawidłowego funkcjonowania narządów płciowych i układu rozrodczego. Jest rzeczą naturalną, że podłożem chorób tych części ciała są nasze lęki i kompleksy związane z poczuciem własnej seksualności. Bardzo często za nowotwory narządów intymnych odpowiada poczucie odrzucenia przez partnera lub pretensje do niego. Ale nie miejmy złudzeń – nie chodzi tu o pretensje o to, że partner nie wynosi śmieci lub za mało zarabia, a właśnie o żale dotyczące braku adoracji z jego strony. Kobieta, która czuje się pożądana, która z radością odpręża się w ramionach ukochanego, nie zapada na choroby w tym obrębie ciała.

W czasie stosunku uwalniają się endorfiny, które pozwalają nam przeżyć przyjemność i poczuć się po prostu świetnie. Nie bez powodu powstało powiedzenie, że „kobieta, która jęczy w nocy, nie warczy w dzień”. Seks to nie tylko uwolnienie napięcia, to radość bycia razem, emocjonalna uczta, która ładuje nasze akumulatory i pozwala nam odkrywać najpiękniejsze strony życia. Im częściej pozwalamy sobie na takie pozytywne doładowanie, tym bardziej jesteśmy zadowoleni. Nie jest też niczym nowym stwierdzenie, że ludzie, którzy nie uprawiają, seksu bywają rozdrażnieni, niezadowoleni, a nawet zgorzkniali.

Endorfiny działają przeciwbólowo. Warto się kochać nawet wtedy, kiedy nas boli ząb, bo na te najbardziej intymne chwile ból osłabnie. Orgazm sprawi, że odetka się zatkany przez katar nos. Oczywiste korzyści można wymieniać bez końca. Zastanawiam się tylko, skąd wzięła się przysłowiowa wymówka: „nie dzisiaj, boli mnie głowa”. Przecież seks jest sto razy lepszy niż tabletka.

Udany miłosny akt jest też swoistą terapią związku. Nie mam tutaj na myśli tego specyficznego godzenia się w łóżku, które w istocie jest tylko formą uwolnienia napięcia powstałego w czasie kłótni. Jeśli stanie się zasadą, wówczas możemy trafić w ślepą uliczkę takiej formy rozładowania. To z pewnością związkowi nie służy. Ale służy nam każde współżycie z partnerem, a to znowu za sprawą endorfin. Po rozkoszy w ramionach partnera, kodujemy tę przyjemność w pamięci. Kiedy kilka godzin później pojawia się jakaś trudna sytuacja, podświadomość odtwarza ten pozytywny kod. Patrzymy na partnera i kojarzymy go z czymś dobrym, rozkosznym. To pomaga znaleźć kompromis, wybaczyć coś lub poszukać optymalnego rozwiązania. Pary, które często i namiętnie się kochają, kłócą się o wiele rzadziej niż te, które uprawiają seks wyłącznie od święta.

W intymnym zbliżeniu ogromną rolę odgrywa to, co nazywam wzajemną adoracją. Miłosny akt to nie tylko fizyczne ruchy czy pozycje, ale przede wszystkim przytulanie, pieszczoty i słowa. Te słowa, na które nie mamy czasu w naszym zabieganym życiu. Dobrą opcją gry wstępnej jest mówienie partnerowi/partnerce, jak bardzo go/jej pragniemy, jak zachwyca nas jego/jej ciało, skóra, zapach… To rewelacyjna i niesłychanie naturalna ścieżka do wzmocnienia rozkoszy i jednocześnie fantastyczna terapia, która podnosi samoocenę. Najbardziej zakompleksiona kobieta w ramionach mądrego, kochającego mężczyzny może wyrosnąć na cudownego łabędzia, który będzie miał wysokie poczucie wartości. Nic nas tak nie uzdrawia jak spojrzenie pełne pożądania i miłości. Jak celebrowanie każdej intymnej pieszczoty. Kiedy w tej cudownej chwili stajemy się najbardziej pysznym i wyrafinowanym owocem na uczcie naszego kochanka, już nic nigdy nas nie pokona i nie zmusi do spuszczenia głowy. Ten stan poczucia unikalności, doskonałości i bycia kimś najbardziej pożądanym daje nam siłę i moc na wiele dni, tygodni, miesięcy… Dlatego warto się kochać. Namiętnie, z pasją, z prawdziwą miłością i zatraceniem.

Bogusława M. Andrzejewska

Inteligencja seksualna

Ciągle jeszcze mamy problemy z otwartym mówieniem na temat seksu. Tymczasem jednym z istotnych czynników warunkujących wysoki poziom seksualnej inteligencji jest umiejętność nieskrępowanego rozmawiania o sprawach intymnych. I wcale nie chodzi nam o plotkowanie wśród koleżanek i opowiadanie wszystkim dookoła zdarzeń z naszej sypialni, co – nawiasem mówiąc – bardzo denerwuje naszego partnera. Nic w tym dziwnego. Mężczyzna często traktuje samego siebie zadaniowo w tej sferze i nie chce być omawiany i oceniany przez większą ilość osób. W otwartym mówieniu o seksie ważniejsze jest mądre komunikowanie partnerowi naszych potrzeb i oczekiwań.

Dotyczy to nie tylko świeżych związków, ale również – a nawet bardziej – tych z długotrwałym stażem. Kiedy ludzie współżyją ze sobą ponad 20 lat, zakładają, że wiedzą o ukochanym/ukochanej już wszystko. Wydaje im się, że najbardziej optymalne jest funkcjonowanie według utartych schematów. Tymczasem rutyna i powtarzalność to prosta droga do nudy i zniechęcenia. Dobry związek to taki, w którym pojawiają się zmiany i pewne niespodzianki. Jednak te niespodzianki nie powinny być szokiem dla drugiej strony, lecz radosną przygodą. Dlatego warto rozmawiać o tym, co lubimy, a czego chcielibyśmy ostrożnie spróbować. Pamiętajmy też, że z biegiem czasu zmieniamy się i my i nasza fizjologia. Niekoniecznie chcemy tego, co cieszyło nas zaraz po ślubie. Odkrywanie własnej seksualności jest procesem, który może bawić nas całe dojrzałe życie.

Ten proces jest kolejnym wyznacznikiem poziomu seksualnej inteligencji. Osoba z wysokim wskaźnikiem lubi własne ciało i z radością doświadcza zmysłowej przyjemności. Akceptuje też ciało partnera i z przyjemnością oddaje się intymnym doświadczeniom, szukając dla siebie i dla partnera tego, co obojgu sprawia najwięcej satysfakcji. Sprawdza nowe opcje, nie chowając się za pruderyjnymi uprzedzeniami. Ale szukanie nowości nie oznacza wbrew pozorom szukania innego partnera. Być może będzie to dla wielu osób zaskoczeniem, lecz poziom inteligencji seksualnej wyznacza monogamia, czyli umiejętność bycia w stałym, pełnym miłości związku.

Wierność to afrodyzjak. Bycie osobą ważną, kochaną i pożądaną dla wybranka/wybranki daje nam niesamowitą siłę i podnosi nam poczucie własnej wartości. Seks to nie czynność mechaniczna, lecz celebrowanie więzi i bliskości. W ramionach partnera cieszymy się emocjonalną bliskością i tym, że możemy wspólnie przeżywać miłość. Potrzeba seksualna często wiąże się z potrzebą bezpieczeństwa – szczególnie u kobiet, które odprężają się tylko wtedy, kiedy czują się swobodnie, a to zapewnia tylko znany dobrze partner, któremu ufają.

Wysoki poziom inteligencji seksualnej to stan w którym czerpiemy mnóstwo rozkoszy ze zbliżeń. Ten dar zostaje zbudowany nie tylko na technicznej wiedzy dotyczącej sztuczek seksualnych i naszych indywidualnych preferencji. To także efekt bliskości, doświadczanych uczuć, sympatii, więzi. Pełnię namiętnych przeżyć najmocniej zapewnia nam stały partner. Niestety nie odnajdziemy tego w przygodnym stosunku, który poza fizyczną przyjemnością nic nam nie ofiaruje. Warto pamiętać, że jesteśmy całością. Orgazmu powstałego na połączonej rozkoszy fizycznej, emocjonalnej, uczuciowej i duchowej nie powinniśmy nawet porównywać do czysto fizycznego rozładowania napięcia. Jest jak diament przy szkiełku.

A przecież są osoby, czerpiące wiele przyjemności ze zbliżenia, które wcale nie zostaje uwieńczone szczytowaniem. Źródłem satysfakcji są dla nich same pieszczoty, bliskość, przytulanie, radosne przekomarzanie, a wreszcie doświadczanie zachwytu w spojrzeniu partnera/partnerki. Jak pisałam wcześniej, poczucie bycia kochanym i pożądanym obiektem najcieplejszych uczuć, daje nam mnóstwo pozytywnego doładowania.

Wnioski seksuologów są dość jednoznaczne – im więcej partnerów, tym niższy poziom inteligencji seksualnej. To oczywiście tylko pewne przyporządkowania. Nie chcę nikogo namawiać do małżeństwa czy konkubinatu. Nie każdy jest gotowy, by zakładać rodzinę. Nie każdy tego chce i nawet nie każdy może. Mamy też w życiu inne priorytety niż szukanie wysokiego ilorazu inteligencji seksualnej. Raczej zachęcam, aby przyjrzeć się tematowi i spróbować tworzyć więzi trwające dłużej niż jedną noc.

Istnieje takie zjawisko, jak poliamoria, której sens polega na tworzeniu więzi z wieloma partnerami. Psychologowie podchodzą do tego dość sceptycznie, ponieważ na dłuższą metę taka forma relacji nie zdaje egzaminu. Jednak dopóki ludziom to odpowiada, dopóki odczuwają satysfakcję, nie powinniśmy tego w żaden sposób negować. Każdy ma prawo do układania swojego życia osobistego zgodnie z własnymi preferencjami. Ludzie, którzy tworzą poliamoryczne „rodziny” są w pełni świadomi zasad tego specyficznego układu i nie tylko się na to godzą, ale jest to ich suwerenny wybór.

Inteligencja seksualna to także umiejętność dawania sobie przestrzeni. Nie można się od siebie uzależniać i spędzać razem całego wolnego czasu. Dobry związek to taki, w którym każdy ma swoje zainteresowania, swoich znajomych i różne zajęcia. Nadmierne lgnięcie do siebie – przytłacza i zabija atrakcyjność. Kiedy nieprzerwanie trzymamy partnera za rękę, to pomimo całej ogromnej miłości poczuje przemożną potrzebę uwolnienia się i złapania świeżego powietrza.

Na koniec wracam do komunikacji. Mamy prawo czasem nie mieć ochoty i trzeba umieć to powiedzieć, nie raniąc ukochanej osoby. Nie odrzucamy przecież partnera, a jedynie szanujemy siebie i swoje prawo do odmowy. Zmuszanie się do seksu nie służy związkowi i zamiast produkowania endorfin utrwala negatywny wzorzec, który potem może rzutować na kolejne zbliżenia. Wysoka inteligencja seksualna pozwala na spokojne przyjęcie faktu, że właśnie dzisiaj partner nie chce się kochać. Możemy zastąpić stosunek inną formą bliskości.

Dobrą informacją jest to, że ten rodzaj inteligencji można rozwijać. Jeśli komuś podoba się taki styl miłości, może przy odrobinie starania poprawić jakość swojego życia erotycznego. Z całą pewnością przyniesie to korzyści nie tylko nam, ale też naszemu związkowi.

Bogusława M. Andrzejewska