Astro Art

Szukałam tej metody od lat, odkąd nauczyłam się harmonizować karty numerologiczne. Metoda korekty portretu funkcjonuje jak walizka z narzędziami do przepracowania życiowych lekcji i pomaga lżej przebrnąć przez wszystkie losowe zakręty.  Zachwycona skutecznością zmian numerologicznych próbowałam znaleźć coś, co w ten sam sposób będzie można odnieść do astrologii. Bo dlaczego horoskop ma być tylko bezradną analizą, która wskazuje wybrane trudne doświadczenia, nie dając człowiekowi nic oprócz informacji? W czym jest lepsza numerologia? Dlaczego wystarczy kilka nowych imion i zaczynamy czuć się lżej, radośniej? Dlaczego po harmonizacji znika uporczywy pech, odnajdujemy nagle dobrą pracę i miłość? Tu i tu mamy do czynienia z wibracjami, które w odpowiedni sposób wpływają na naszą podświadomość. Zatem wiedziałam, że istnieje taka właśnie metoda, która oswoi planetarne działanie.

Od wielu lat rozmyślałam o tym, jak sensownie zamienić horoskop na barwny obraz. Jednak nie chodziło mi o rozpisanie mapy nieba  robią to rozmaite programy astrologiczne. Większość z nich ma wbudowaną opcję kolorową, a wydruk kosmogramu wygląda w kolorach po prostu bajecznie. Szukałam przełożenia, które uzdrowi to, co dla nas jest największym wyzwaniem. Czegoś, co zniweluje wpływy Plutona czy Saturna, pomagając nieinwazyjnie przepracować lekcję, jakie ze sobą niosą „złoczynne” planety.

Odkąd maluję obrazy, doświadczam nieustannie cudu artystycznego uzdrawiania. Moją apteczką stało się pudło z farbami. Moją terapią  malowanie. Magia sztuki wypełniła mnie na wszystkich poziomach, pozwalając dotknąć niewysłowionej ciszy we wnętrzu serca. Tam odnalazłam metodę Astro Art, która harmonizuje horoskop astrologiczny w takim stopniu, aby łatwiej nam było uwolnić wszystkie szkodliwe wzorce.

Każdy obraz namalowany z ciszy uzdrawia. Piszę o tym w wielu miejscach na tej stronie. Malowanie uruchamia podświadomość. Obraz  bardziej niż jakiekolwiek słowa czy afirmacje  dociera do naszego wnętrza i kształtuje je, pomagając odnaleźć pierwotny idealny wzorzec. W podobny sposób działa przecież Mapa Marzeń. Każdy, kto kiedykolwiek wypróbował tę metodę wie doskonale, jak skuteczne jest stworzenie obrazkowego przewodnika dla naszej podświadomości. Prowadzona taką mapą podąża ona w wybranym przez nas kierunku.

Dzieje się tak, ponieważ zostaliśmy zaprojektowani idealnie. Mamy w sobie moc korygowania wszystkiego, co zostało uszkodzone w jakikolwiek sposób. Wystarczy zaobserwować, co dzieje się w przypadku skaleczenia. Krew krzepnie, rana się zasklepia, zabliźnia i w krótkim czasie skóra i naskórek zostają odbudowane. Jeśli uszkodzenie jest niewielkie, to po rozcięciu zazwyczaj nie ma nawet śladu. Cząsteczki naszego DNA niosą w sobie zapis, jak mają odbudować uszkodzone tkanki.

Jeśli ktoś słusznie zauważy, że malowanie obrazu nie jest zapisem tak doskonałym jak kody DNA, to spieszę przypomnieć, że terapeutyczne działanie ma wyłącznie malowanie „z ciszy”, czyli połączone z Najwyższym Źródłem tworzenie w Polu Serca. Tutaj można znaleźć analogię do metod kwantowych, których nikt już nie podważa. Jeśli uzdrawia nas połączenie dwóch punktów, to tym bardziej twórcze działanie może nas poprowadzić do odnalezienia właściwego wzorca. Kluczowe jest tutaj przejście na wyższy poziom świadomości i oddanie prowadzenia energii. To nie my malujemy. Podobnie jak w metodach kwantowych nie uzdrawia człowiek, który złączył dwa punkty. Uzdrawia Pole.

Jest wiele metod terapeutycznych, których zadaniem jest w gruncie rzeczy wejście w Pole i z tamtego poziomu uporządkowanie tego, co wypadło z harmonii. Z całą pewnością bazują na tym metody kwantowe. Ale i Ustawienia Hellingerowskie odtwarzają układy naszych relacji z ludźmi i ze światem, a następnie uzdrawiają poprzez poukładanie ich w Polu. Kto raz bodaj doświadczył, ten wie, jaką Moc niesie w sobie owo magiczne Pole, w którym znajdziemy prawdziwie boskie możliwości. Naszym zadaniem jest jedynie odnaleźć spójne połączenie i oddać prowadzenie Najwyższemu Źródłu. Ustawienia, Astro Art, Dwupunkt  to tylko sztuka połączenia z Polem, w którym wszystko wraca do harmonii. Jest to też jak wejście do ogromnego skarbca, z którego możemy czerpać bez ograniczeń. Jak zanurzenie się w oceanie wszechogarniającej miłości. I tu pojawia się przestrzeń dla terapeuty.

Zadaniem terapeuty jest właściwa interpretacja tego, co niesie ponadczasową wiedzę i mądrość. To nie jest to samo, co zobaczenie ładnego obrazka pod powiekami i chęć namalowania sobie kwiatka czy piórka. To oddanie prowadzenia energii Pola. Łagodne i mądre wycofanie się z wymyślania kształtów. To wymaga odpowiedniego przygotowania, praktyki, ale i czegoś więcej  wrażliwości na subtelne energie. Po to są odpowiednie kursy, inicjacje i ćwiczenia, które pozwalają na pełną akceptację tego, co przychodzi oraz na uchwycenie Światła, by rozproszyć mrok.

Niedawno przeczytałam fragment duchowego przekazu na temat Języka Światła, który w gruncie rzeczy jest dostępny dla każdego z nas, jeśli nauczymy się łączyć z naszym Wyższym Ja. Manifestuje się on najczęściej poprzez sztukę, pracę z Reiki i działania w Polu Serca. Język Światła jest międzywymiarowym językiem zrozumiałym dla każdego na poziomie duszy. Dopasowuje się on automatycznie do wibracji każdego człowieka, inicjując, aktywując i porządkując nas na poziomach energetycznych. Dociera on przede wszystkim do naszego ciała świetlistego, ponieważ jego częstotliwość tam jest najbardziej potrzebna.

Uświadomiłam sobie, że kolory to światło. W tym momencie domknęły się we mnie wszystkie informacje i ostatecznie poczułam całą sobą, jak i dlaczego działa Astro Art. Ta metoda łączy w sobie moc interpretacji Języka Światła i przenosi go bezpośrednio w naszą podświadomość, oczyszczając nas z tego, co nam nie służy. Na zakończenie dodam, że posługiwanie się Językiem Światła jest możliwe wyłącznie z poziomu serca. Nie każdy obraz nazywany intuicyjnym czy energetycznym jest taki w istocie, bo „czytania z Pola” trzeba się z pokorą i szacunkiem nauczyć. Połączenie sztuki ze znajomością astrologii zawęża krąg osób, które mogłyby malować obrazy o negatywnej zawartości i próbować je sprzedawać jako uzdrawiające. Astro Art jest unikalną sztuką, której nie można podrobić.

Bogusława M. Andrzejewska

Reklamy

Energetyka obrazów

Nie tak dawno ktoś na facebooku oburzał się i próbował  nie przebierając w ordynarnych słowach  przekonać publiczność, że żadne obrazy i rzeczy nie działają, że tylko my sami możemy dla siebie coś zrobić. Do tego wylał wiadro pomyj na wygórowane ceny i zarabianie na naiwnych. Jak zwykle pod takim postem podpisało się kilkoro bezmyślnych „kiwaczków”, którzy potakiwali prawdopodobnie zmotywowani tymi samymi kompleksami i odnaleźli w tej wypowiedzi sens dla siebie. Obiektywnie rzecz biorąc wypowiedź merytorycznie była nieprawdą. I chociaż wyraźnie tutaj powtórzę, że każdy ma prawo do własnych poglądów,  to ja mam też ogromną potrzebę wypowiedzenia się na ten temat i wyprostowania pewnych błędnych założeń.

Odkąd na Ziemi pojawił się człowiek, istnieją akumulatory energii. Takim akumulatorem może być zwykły kamień znaleziony na polu. Jeśli go naładujemy odpowiednio, w innej sytuacji odda nam zgromadzoną energię. Świetnie w tej roli sprawdzają się minerały i kryształy, które ładnie gromadzą energię i dodatkowo wzmacniają ją swoimi osobistymi jakościami. Idąc dalej tym tropem, dochodzimy do kształtów, które nas szczególnie intrygują. A dalej do rozmaitych talizmanów i amuletów, które przecież działają. Miliony ludzkich istnień na przestrzeni wieków nie może się mylić…

Akumulatorami energii mogą być gadżety Feng Shui, które rozmieszczamy w pokoju. Ładujemy je głównie wiarą w ich działanie i to przynosi efekty, ponieważ energia płynie za myślą. To ważne. Ale działa też symbol. Jeśli moja podświadomość mocno łączy „złotą rybkę” ze szczęściem i powodzeniem, to ilekroć mój wzrok padnie na akwarium, w którym ona sobie pływa, tyle razy uruchamiam neuronową ścieżkę wiodąca do bogactwa. Podobnie rzecz ma się z kokosem, żabą trzymającą pieniążek czy bryłką złota albo wachlarzem banknotów. Jeśli przez setki lat ludzie patrząc na krzyż, widzą w nim cierpienie, to choćbyśmy go wyłożyli diamentami, zawsze będzie symbolem bólu. Jeśli natomiast róg obfitości budzi w nas myśl o bogactwie, to znaczy, że uruchamia dokładnie taką energię.

W ten sam sposób budujemy Mapę Marzeń wyklejając ją tym, co budzi w nas odpowiednie skojarzenia. Jeśli ktoś twierdzi, że energetyczne obrazy nie działają, to nie powinien stosować także tej popularnej techniki. A tutaj znowu znajdziemy wiele potwierdzeń od osób, które systematycznie robią sobie Mapę Marzeń. Działanie na podświadomość z pomocą różnych metod nazywamy uzdrawianiem albo przekodowaniem. Zajmuję się tym od wielu lat. Jest to fakt. Jestem też specjalistką od symboliki, pracuję z nią niemal 20 lat i jeśli ktoś chciałby zaprzeczyć działaniu symboli, to w oczywisty sposób chcę zaprotestować.

Podobną funkcję spełniają obrazy nazywane energetycznymi. Są akumulatorami energii, jeśli ktoś  tak jak ja to robię  pracuje z energią w trakcie malowania, wkładając do obrazu np. mantry lub Reiki. Moim zdaniem obraz powinien też wywoływać pozytywne skojarzenia, dlatego często maluję symbole. Znane i przyjazne. Jestem pewna, że u wszystkich działają malowane Anioły, Smoki, kwiaty, gwiazdy, ptaki, pejzaże i inne wzory. Jeśli obraz przedstawia coś, co odwołuje się do symboliki i jest to połączone z odpowiednim kolorem, jego działanie jest bezsprzeczne. Barwy także działają i także uruchamiają podświadomość, dlatego trzeba wiedzieć nie tylko co namalować, ale jakim kolorem. Większość uzdolnionych malarzy, którzy pracują z energią, intuicyjnie dobiera paletę i robi to doskonale. A jeśli ktoś nie wierzy, jak może działać obraz, niech postudiuje przez pół godziny jakąkolwiek pracę Beksińskiego. To mocne doświadczenie, wyłącznie dla silnych osób.

Nie ulega kwestii, że obraz uzdrawiający czy energetyczny wspiera nasze działania, a nie załatwia ich za nas. Warto też na to zwrócić uwagę. Podobnie jak w przypadku Feng Shui, nasza energia będzie zawsze silniejsza niż energia otoczenia, obrazów czy gadżetów. Ale wtedy, kiedy nam energia spada, to właśnie te wszystkie zewnętrzne rzeczy nas wspierają, oddając skumulowaną energię. Znam setki pięknych historii o tym, jak ochronnie działają pierścionki po babci czy właśnie obrazy namalowane przez kogoś pozytywnego. Jednak od lat obserwuję też, że określone symbole oddziałują na podświadomość, a ta z kolei uruchamia cały proces, którego pragniemy. Mam na to sporo dowodów z własnego życia, dlatego tak chętnie otaczam się obrazami tego, czego pragnę.

A czy słyszeliście o negatywnych przedmiotach? O klątwach miejsca? Obrazu? Mebla? Naszyjnika? To także udowadnia, że przedmioty są akumulatorami energii. Gromadzą tę energię niezależnie od jakości, nie wybierają. To my możemy wybierać, kierując się tym, co czujemy  jeśli umiemy odróżnić pozytywną energię od negatywnej. Jeśli nie umiemy, wybierajmy pozytywne osoby, do których mamy zaufanie  z ich rąk przyjdą wyłącznie dobre rzeczy. Szczególnie jeśli jest to osoba, która celowo robi ochronną biżuterię czy tworzy energetyczne obrazy. Najczęściej wie, jak to zrobić, tym bardziej, że energia płynie za myślą, wystarczą więc często pozytywne życzenia dla przyszłego właściciela, modlitwa lub odrobina Reiki. A przy obrazach czy biżuterii warto też wybierać pozytywne symbole i kolory.

Nie w każdym dziele jest ta piękna moc, o której mówi twórca. Widzę w sieci wiele bohomazów, które dla mnie są puste, a autorzy nazywają je „energetycznymi”, ponieważ dali mu własną energię, kiedy go malowali. Wcale zatem nie kłamią, chociaż to inna energia niż ta, której poszukujemy. Nie przeszkadza mi to. Bo „pusty” obraz może być ładny i pięknie dekorować ścianę. Jeśli się podoba, to budzi dobre emocje, taka jest więc jego wartość  jak każdej ładnej rzeczy. Przecież kupujemy ładne buty, torebki, narzuty i koce, chociaż nie są one energetyczne. Warto więc kupić obraz czy bransoletkę albo medalion, jeśli nam się podoba, niech cieszy oczy. A jeśli nam się nie podoba  to nie kupujemy. I tyle. Nikt nas nie zmusza. To my decydujemy.

Na koniec chcę pokazać jeszcze jeden ważny wzorzec, któremu warto się przyjrzeć. Jeśli ktoś widzi wygórowaną cenę jakiegoś prostego obrazka, mandali czy medalionu, a sam nie zarabia tyle, ile by chciał, to czuje gniew. Oznacza to tylko nieprzerobione wzorce finansowe. Każdy rzemieślnik i każdy artysta ma prawo wyceniać swoje prace tak, jak chce. Czy nie widzimy w sklepach butów i torebek po 2000 zł? Czy budzą nasz gniew? Nie, po prostu kupujemy podobne rzeczy w rozsądnej kwocie. Wygórowana cena nie jest naciąganiem. Jest testerem naszego poziomu finansowego. Na taki widok możemy wzruszyć ramionami i poszukać czegoś tańszego albo właśnie ustanowić sobie taki cel: uzbieram na te buty (obraz, wisior, bransoletkę), bo to akurat chcę mieć.

Przyznaję, że ja sama mając w ręce przykładowe 2000 zł, nie chciałabym wydać ich na torebkę, skoro taka za 150 zł jest równie ładna i spełnia swoją rolę. Taki mój rozsądek… Ale i otwartość na wiele innych rzeczy, bo w tej kwocie zmieściłabym kilkanaście książek, pięknych kamieni i mojej ulubionej biżuterii. I jest to rzecz indywidualna, bo dla odmiany w dobrze zaopatrzonej księgarni zostawiłabym 2000 bez wahania. Jestem też pewna, że kupiłabym za 2000 zł wielką ametystową geodę, a jeśli bym trafiła na cudny okaz, to może i nawet za 4000. Na torebkę …jednak nie. Torebki mnie nie kręcą. Co oznacza, że kogoś jednak kręcić mogą i nic w tym złego.

Konkludując  nie słuchajcie ludzi, którzy nazywają energetyczne rękodzieła naciąganiem. Nie u wszystkich działa wyrachowany marketing. Raczej popatrzcie na to, co takie osoby mają do zaoferowania. Ostatnio usłyszałam o pani jasnowidz, która wzięła za usługę 2000 zł i podobno nie było żadnych efektów. Oszustka czy nie? Jak to zweryfikować, jeśli ktoś nie ma odpowiedniego wglądu? Natomiast w przypadku obrazu czy bransoletki zawsze mamy w ręce przedmiot, za który zdecydowaliśmy się zapłacić. Działa czy nie  ważne, by się podobał. Wówczas będzie nam przynosił radość. A stąd już naprawdę bliska droga do szczęścia.

Bogusława M. Andrzejewska

Magia malowania

Kiedy zaczynałam naukę psychografologii (analizy pisma), jak każdy inny człowiek miałam problemy z odczytaniem tych rękopisów, które nazywano nieczytelnymi. Po latach analiz i obejrzeniu tysięcy próbek odręcznych notatek, nabrałam wprawy i dzisiaj odczytam każde pismo. Czytam nawet do góry nogami. To genialna zdolność ludzkiego umysłu, który może nauczyć się wszystkiego. Nawet pozornie najtrudniejszych procesów.

Podobne doświadczenia odkrywam w malowaniu. Od lat interpretuję obrazy, korzystając z symboliki NAO. Ale odkąd zaczęłam sama malować, mój odbiór prac malarskich jeszcze bardziej się pogłębił. Zaczynam widzieć jeszcze więcej ciekawych rzeczy. Odbieram informacje, które wychodzą daleko poza to, co ładne czy nieładne. Zresztą nadal uważam, że nie ma brzydkich obrazów. Ładne jest to, co się nam akurat w danym momencie podoba i każde dzieło znajdzie swojego amatora. Myślę, że w sztuce każda ocena jest czysto subiektywna. Jednak pewien podział, który niczego nie ocenia, chcę przedstawić.

W moim odczuciu obrazy dzielą się na trzy rodzaje. Pierwszy to takie prace, które w oczywisty sposób coś przedstawiają: pejzaż, portret, zwierzątko, kwiaty… Te genialne dzieła wypełniają od lat muzea i galerie. Z zachwytem podziwiam od zawsze ogromny talent twórców. Można wymieniać tutaj setki uznanych nazwisk. Ponieważ techniki są różne, to jedne dzieła podobają nam się bardziej, inne mniej  co niczego nie zmienia. Picasso czy Dali, Rubens czy da Vinci albo van Gogh to po prostu doskonali artyści.

W tej grupie znajduje się także mnóstwo współczesnych malarzy. Mam wśród znajomych na FB kilkanaście osób, które potrafią z pomocą pędzla lub kredek wyczarować prawdziwe cuda. Widziałam pejzaże malarki, które wyglądały jak pięknie nasycone barwami zdjęcia. Jestem zdumiona ogromem talentu i wypełniona podziwem dla ludzi, którzy potrafią tak malować. Jest to efekt wielu lat pracy i ćwiczeń ze szkicownikiem w ręce. To artyzm, który nie podlega dyskusji.

Na modnej fali Vedic Art powstał drugi rodzaj malowania. To kolorowa abstrakcja, takie ciapanie farbkami, które sprawia radość i tworzy coś ładnego, co cieszy oko, kiedy powiesimy nasze dzieło na ścianie. Efekty bywają śliczne, przyznaję. Aczkolwiek, jak pisałam wcześniej, to wszystko rzecz gustu. Metoda Vedic uruchamia twórczą odwagę i dzięki temu ludzie odnajdują radość. Jest to także uznana powszechnie metoda malowania w oparciu o konkretne zasady. Przyznaję się, że w pojedynczych przypadkach sama zalecam klientom malowanie jako rodzaj terapii. Jest to zatem dość pozytywne zjawisko.

Metoda Vedic sprawiła, że każdy chwyta za pędzel, nawet jak nie umie malować, bo to przecież nie ma znaczenia. I tu pojawia się taki podrodzaj  malowanie bez zasad Vedic, bez szkolenia, bez niczego. Ktoś ciapie sobie kolorami i już. Chciałoby się tu sparafrazować Jerzego Stuhra i zaśpiewać: „Malować każdy może, jeden lepiej, drugi trochę gorzej…” Wszystko ok, to takie samo twórcze zajęcie, jak każde inne i wcale nie potrzeba dyplomu, aby sobie namalować obrazek. A nawet taki obrazek dać komuś w prezencie. Też tak zaczynałam.

I trzeci rodzaj to malowanie Światłem, które mamy w sercu. Różni się ono tym, że obrazy nie zawsze są ładne… W zamian niosą w sobie moc uzdrawiania życia. Łączą się z innymi wymiarami w nas i rozświetlają zastygły mrok. Malowanie z ciszy – bo tak to sobie na własny użytek nazywam  przenosi sztukę na zupełnie inny poziom. Rzadko nadaje się do galerii czy na ścianę, ale kontakt z takim obrazem jest jak rozmowa z Najwyższym Źródłem. Często mam wrażenie, że dotykając wzrokiem takiej pracy, wychodzę poza czas i przestrzeń. To dla mnie prawdziwa magia.

Odkąd nauczyłam się malowania doświadczam tej magii w niesamowity sposób, który powoduje, że otwieram ze zdziwienia buzię. Nie miałam wcześniej pojęcia, że tyle można zrobić z pomocą farb i podobrazia. To nie ma nic wspólnego z klasycznym malowaniem i niech miejsca w galeriach zajmują artyści po szkołach plastycznych. To właściwe. Malowanie oczyszczające nie zawsze nadaje się na wystawę. Aczkolwiek niektóre moje obrazy powstałe w procesie Pure Art ogromnie mi się podobają. Są dla mnie śliczne. Jednak ich walorem jest oczywiście działanie terapeutyczne.

Malowanie z ciszy nie jest dla wybranych, może to robić każdy, jeśli wie, jak połączyć się z Mistrzem w sobie. Automatycznie daje ono magiczny efekt i sztuka płynie wielowymiarowo. Doświadczyłam tego wiele razy. Jednak chcę bardzo wyraźnie napisać, że nie każdy obraz nazywany energetycznym, intuicyjnym czy uzdrawiającym jest taki w istocie. Cóż… od wielu lat czuję energię. Taki mój dar. I mam mieszane uczucia, kiedy ktoś tak opisuje swoje obrazki, które w rzeczywistości nie niosą dobrej energii. Pół biedy, jeśli to prostu są puste. Gorzej, jeśli niosą w sobie paskudny ładunek.

Zjawisko stare jak świat. Jeśli gdzieś pojawia się coś dobrego i pięknego, natychmiast pojawia się podróbka. I wbrew pozorom nie zawsze dla pieniędzy. Czasem tylko po to, by dodać sobie splendoru. Jak zwykle wystarczy w kontakcie z obrazem wejść w pole serca i zapytać, czy jest on dobry dla nas. Nasz wewnętrzny przewodnik nigdy się nie myli i odróżnia złoto od tombaku. A co ważne, czasem mocny energetycznie, czysty obraz też może nie być odpowiedni na dany moment. Pytając w polu serca unikniemy i takiej dysharmonii. Warto się tego nauczyć.

Bogusława M. Andrzejewska

Energia obrazów

Nie tak dawno ktoś na facebooku oburzał się i próbował  nie przebierając w ordynarnych słowach przekonać publiczność, że żadne obrazy i rzeczy nie działają, że tylko my sami możemy dla siebie coś zrobić. Do tego wylał wiadro pomyj na wygórowane ceny i zarabianie na naiwnych. Jak zwykle pod takim postem podpisało się kilkoro bezmyślnych „kiwaczków”, którzy potakiwali prawdopodobnie zmotywowani tymi samymi kompleksami i odnaleźli w tej wypowiedzi sens dla siebie. Obiektywnie rzecz biorąc wypowiedź merytorycznie była nieprawdą. I chociaż wyraźnie tutaj powtórzę, że każdy ma prawo do własnych poglądów,  to ja mam też ogromną potrzebę wypowiedzenia się na ten temat i wyprostowania pewnych błędnych założeń.

Odkąd na Ziemi pojawił się człowiek, istnieją akumulatory energii. Takim akumulatorem może być zwykły kamień znaleziony na polu. Jeśli go naładujemy odpowiednio, w innej sytuacji odda nam zgromadzoną energię. Świetnie w tej roli sprawdzają się minerały i kryształy, które ładnie gromadzą energię i dodatkowo wzmacniają ją swoimi osobistymi jakościami. Idąc dalej tym tropem, dochodzimy do kształtów, które nas szczególnie intrygują. A dalej do rozmaitych talizmanów i amuletów, które przecież działają. Miliony ludzkich istnień na przestrzeni wieków nie może się mylić…

Akumulatorami energii mogą być gadżety Feng Shui, które rozmieszczamy w pokoju. Ładujemy je głównie wiarą w ich działanie i to przynosi efekty, ponieważ energia płynie za myślą. To ważne. Ale działa też symbol. Jeśli moja podświadomość mocno łączy „złotą rybkę” ze szczęściem i powodzeniem, to ilekroć mój wzrok padnie na akwarium, w którym ona sobie pływa, tyle razy uruchamiam neuronową ścieżkę wiodąca do bogactwa. Podobnie rzecz ma się z kokosem, żabą trzymającą pieniążek czy bryłką złota albo wachlarzem banknotów. Jeśli przez setki lat ludzie patrząc na krzyż, widzą w nim cierpienie, to choćbyśmy go wyłożyli diamentami, zawsze będzie symbolem bólu. Jeśli natomiast róg obfitości budzi w nas myśl o bogactwie, to znaczy, że uruchamia dokładnie taką energię.

W ten sam sposób budujemy Mapę Marzeń wyklejając ją tym, co budzi w nas odpowiednie skojarzenia. Jeśli ktoś twierdzi, że energetyczne obrazy nie działają, to nie powinien stosować także tej popularnej techniki. A tutaj znowu znajdziemy wiele potwierdzeń od osób, które systematycznie robią sobie Mapę Marzeń. Działanie na podświadomość z pomocą różnych metod nazywamy uzdrawianiem albo przekodowaniem. Zajmuję się tym od wielu lat. Jest to fakt. Jestem też specjalistką od symboliki, pracuję z nią od ponad 20 lat i jeśli ktoś chciałby zaprzeczyć działaniu symboli, to w oczywisty sposób chcę zaprotestować.

Podobną funkcję spełniają obrazy nazywane energetycznymi. Są akumulatorami energii, jeśli ktoś  tak jak ja to robię  pracuje z energią w trakcie malowania, wkładając do obrazu np. mantry lub Reiki. Moim zdaniem obraz powinien też wywoływać pozytywne skojarzenia, dlatego sama chętniej maluję symbole, a nie abstrakcyjne kształty. Jestem pewna, że u wszystkich działają malowane Anioły, Smoki, kwiaty, gwiazdy, ptaki, pejzaże i inne wzory. Jeśli obraz przedstawia coś, co odwołuje się do symboliki i jest to połączone z odpowiednim kolorem, jego działanie jest bezsprzeczne. Barwy także działają i także uruchamiają podświadomość, dlatego trzeba wiedzieć nie tyko co namalować, ale jakim kolorem. Większość uzdolnionych malarzy, którzy pracują z energią, intuicyjnie dobiera paletę i robi to doskonale. A jeśli ktoś nie wierzy, jak może działać obraz, niech postudiuje przez pół godziny jakąkolwiek pracę Beksińskiego. To mocne doświadczenie, wyłącznie dla silnych osób.

Ogromnie intrygującą sztuką jest Pure Art, której niedawno się nauczyłam. Integralną częścią metody jest malowanie tego, co przynosi energia. Doświadczam cudu za każdym razem, kiedy wykonuję taki proces. I za każdym razem zdumiewa mnie to, co się pojawia. Jeśli mogę czegoś naprawdę dotknąć, to jak mam w to nie wierzyć i nie reagować na pokrzykiwania ludzi, którzy piszą: „nie wierzcie oszustom, niczego nie zrobią, żadne obrazy nie działają”? Przypomina mi się wówczas sytuacja z pewnym przemiłym panem, który będąc u mnie, powiedział, że nie wierzy w Anioły. Stojący nad nim jego Anioł Stróż westchnął głęboko, po czym pomaszerował za nim do łazienki. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu…

Nie ulega kwestii, że obraz uzdrawiający czy energetyczny wspiera nasze działania, a nie załatwia ich za nas. Warto też na to zwrócić uwagę. Podobnie jak w przypadku Feng Shui, nasza energia będzie zawsze silniejsza niż energia otoczenia, obrazów czy gadżetów. Ale wtedy, kiedy nam energia spada, to właśnie te wszystkie zewnętrzne rzeczy nas wspierają, oddając skumulowaną energię. Znam setki pięknych historii o tym, jak ochronnie działają pierścionki po babci czy właśnie obrazy namalowane przez kogoś pozytywnego. Jednak od lat obserwuję też, że określone symbole oddziałują na podświadomość, a ta z kolei uruchamia cały proces, którego pragniemy. Mam na to sporo dowodów z własnego życia, dlatego tak chętnie otaczam się obrazami tego, czego pragnę.

A czy słyszeliście o negatywnych przedmiotach? O klątwach miejsca? Obrazu? Mebla? Naszyjnika? To także udowadnia, że przedmioty są akumulatorami energii. Gromadzą tę energię niezależnie od jakości, nie wybierają. To my możemy wybierać, kierując się tym, co czujemy  jeśli umiemy odróżnić pozytywną energię od negatywnej. Jeśli nie umiemy, wybierajmy pozytywne osoby, do których mamy zaufanie  z ich rak przyjdą wyłącznie dobre rzeczy. Szczególnie jeśli jest to osoba, która celowo robi ochronną biżuterię czy tworzy energetyczne obrazy. Najczęściej wie, jak to zrobić, tym bardziej, że energia płynie za myślą, wystarczą więc często pozytywne życzenia dla przyszłego właściciela, modlitwa lub odrobina Reiki. A przy obrazach czy biżuterii warto też wybierać pozytywne symbole i kolory.

Nie w każdym dziele jest ta piękna moc, o której mówi twórca. Widzę w sieci wiele bohomazów, które dla mnie są puste, a autorzy nazywają je „energetycznymi”, ponieważ dali mu własną energię, kiedy go malowali. Wcale zatem nie kłamią, chociaż to inna energia niż ta, której poszukujemy. Nie przeszkadza mi to. Bo „pusty” obraz może być ładny i pięknie dekorować ścianę. Jeśli się podoba, to budzi dobre emocje, taka jest więc jego wartość  jak każdej ładnej rzeczy. Przecież kupujemy ładne buty, torebki, narzuty i koce, chociaż nie są one energetyczne. Warto więc kupić obraz czy bransoletkę albo medalion, jeśli nam się podoba, niech cieszy oczy. A jeśli nam się nie podoba  to nie kupujemy. I tyle. Nikt nas nie zmusza. To my decydujemy.

Na koniec chcę pokazać jeszcze jeden ważny wzorzec, któremu warto się przyjrzeć. Jeśli ktoś widzi wygórowaną cenę jakiegoś prostego obrazka, mandali czy medalionu, a sam nie zarabia tyle, ile by chciał, to czuje gniew. Oznacza on tylko nieprzerobione wzorce finansowe. Każdy rzemieślnik i każdy artysta ma prawo wyceniać swoje prace tak, jak chce. Czy nie widzimy w sklepach butów i torebek po 2000 zł? Czy budzą nasz gniew? Nie, po prostu kupujemy podobne rzeczy w rozsądnej kwocie. Wygórowana cena nie jest naciąganiem. Jest testerem naszego poziomu finansowego. Na taki widok możemy wzruszyć ramionami i poszukać czegoś tańszego albo właśnie ustanowić sobie taki cel: uzbieram na te buty (obraz, wisior, bransoletkę), bo to akurat chcę mieć. Przyznaję, że ja sama mając w ręce przykładowe 2000 zł, nie chciałabym wydać ich na torebkę, skoro taka za 150 zł jest równie ładna i spełnia swoją rolę. Taki mój rozsadek… Ale i otwartość na wiele innych rzeczy, bo w tej kwocie zmieściłabym kilkanaście książek, pięknych kamieni i mojej ulubionej biżuterii. I jest to rzecz indywidualna, bo dla odmiany w dobrze zaopatrzonej księgarni zostawiłabym 2000 bez wahania. Na torebkę …jednak nie. Torebki mnie nie kręcą. Co oznacza, że kogoś jednak kręcić mogą i nic w tym złego.

Konkludując  nie słuchajcie ludzi, którzy nazywają energetyczne rękodzieła naciąganiem. Nie u wszystkich działa wyrachowany marketing. Raczej popatrzcie na to, co takie osoby mają do zaoferowania. Ostatnio usłyszałam o pani jasnowidz, która wzięła za usługę 2000 zł i podobno nie było żadnych efektów. Oszustka czy nie? Jak to zweryfikować, jeśli ktoś nie ma odpowiedniego wglądu? Natomiast w przypadku obrazu czy bransoletki zawsze mamy w ręce przedmiot, za który zdecydowaliśmy się zapłacić. Działa czy nie  ważne, by się podobał. Wówczas będzie nam przynosił radość. A stąd już naprawdę bliska droga do szczęścia.

Bogusława M. Andrzejewska