Wymiana energetyczna

Kwestia zapłaty za REIKI jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów…  Najczęściej konflikty pojawiają się w momencie określania ceny. Jaką kwotę należy zapłacić za udział w seminarium? Czy dobrą ceną jest 200 zł za pierwszy stopień? Czy lepiej cierpliwie zbierać pieniądze i zapłacić 800 zł? Najistotniejsze są tutaj trzy aspekty i spróbuję je w miarę jasno przedstawić.

  1. Za każdy zabieg i seminarium należy zapłacić! Jest to rzecz oczywista! Albowiem jeśli spróbujesz wziąć coś za darmo, twoja podświadomość znajdzie łatwo pretekst do odrzucenia energii. Szczególnie  wtedy, kiedy jest to coś ważnego, co ma zmienić twoje wnętrze, a następnie całe twoje życie, musisz starannie spełnić wszystkie warunki przyjęcia nowego daru, aby podświadomość również go przyjęła. Stąd tak ważna przy REIKI zasada wymiany energetycznej! Ważna nie dla przekazującego, ale dla otrzymującego REIKI. 

Jeśli zrobisz zabieg za darmo, ty nic nie stracisz, bo darowany komuś czas i uwaga wrócą do ciebie w takiej formie, w jakiej będzie to dla ciebie korzystne. Natomiast przyjmujący może odrzucić energię, bo poczuje, że nie zasłużył na nią… Jeśli zapłaci, otworzy się na nią, jak na coś co mu się należy, bo została… “kupiona”. Pomyśl przez chwilę czy szanujesz to, co dostajesz za darmo? Czy nie są dla ciebie najcenniejsze te rzeczy, za które musiałeś zapłacić? Które kosztowały sporo, okupione wyrzeczeniem, wysiłkiem, odmawianiem sobie czegoś innego? Podobnie rzecz ma się z seminarium REIKI: jeśli spróbujesz wślizgnąć się na nie bez zapłaty, to nawet jeśli przyjmiesz inicjację… jakoś dziwnie energia nie będzie chciała płynąc z twoich rąk… Podświadomość nie lubi silnych zmian, a REIKI zmienia twoje życie o 180 stopni. Warto zatem przekonać podświadomość, że to jest dobre, wartościowe i niezwykle cenne dla ciebie.

Moja wiedza pochodzi nie tylko z kursów prosperity. Doświadczyłam tego wielokrotnie. Ponieważ robię innym zmiany numerologiczne, przekonałam się, że działają tylko wtedy, kiedy poddawana zmianie osoba zapłaci za moją pracę. Wykonałam sporo zmian… za darmo. Nie chciałam brać zapłaty od moich przyjaciół, którzy znajdowali się w nieciekawej sytuacji finansowej. Mówiłam sobie, że przecież to przyjacielska przysługa i cieszyłam się, że mogę im bezinteresownie pomóc. A potem przykro mi było, że w ich życiu nic się nie zmieniało. Wiedziałam, że to nie jest normalne, bo sama doświadczyłam na sobie takiej zmiany, dzięki której stałam się zupełnie nowym człowiekiem: odważnym, dynamicznym, przedsiębiorczym, optymistycznie nastawionym do życia. Patrzyłam też na obcych mi ludzi, którzy zamawiali u mnie zmiany, wpłacali pieniądze na konto i niemal parę dni później pisali pełne wdzięczności listy, opisując nowe światełko, które pojawiło się w ich życiu. 

Uczę także grafologii i był czas, kiedy zapraszałam moich przyjaciół za darmo na swoje kursy. Żaden z nich dzisiaj nie stosuje grafologii, nie umie korzystać ze zdobytej wiedzy. Coś co lekko przyszło, nie zasługuje na uwagę, na szacunek… W przeciwieństwie do moich “gości”, pozostali uczestnicy z mniejszym lub większym talentem posługują się znajomością analizy charakteru pisma. Takie przykłady mogłabym mnożyć.

Te wszystkie przemyślenia kieruję także do świeżo upieczonych mistrzów REIKI, którzy inicjują na lewo i prawo bez pobierania za to wynagrodzenia. Dla nich nic to złego, ale tak naprawdę odrobinę trwonią energię, bo niewielki pożytek z takich inicjacji. Tak broni się podświadomość przyjmującego. Jeśli płacisz za szkolenie, inicjację, zmianę numerologiczną, horoskop – otwierasz się na przyjęcie nowych energii. Jeśli próbujesz uszczknąć coś za darmo, twoje wnętrze powie: to nie twoje, to ci się nie należy. Warto o tym pamiętać, bo zazwyczaj lubimy dawać za darmo. Czujemy się wtedy tacy wspaniali, tacy dobrzy, tacy szlachetni, a nasze ego aż puchnie z radości. Lepiej ujarzmiać swoje “ja”, przyjmując należną zapłatę za profesjonalnie wykonaną usługę. Przyjęcie przez mistrza zapłaty za seminarium REIKI otwiera ucznia na zmiany w życiu, na nowe spojrzenie na świat, na pełne korzystanie z dobrodziejstwa REIKI.

Przy okazji pamiętajmy o tym, że jesteśmy tylko nauczycielami. Czy nauczyciel aerobiku, jazdy samochodem, kroju i szycia wykonuje szkolenia za darmo? Normalnie pobiera opłatę i nie ma aspiracji do tego, aby charytatywnie wykonywać swoją pracę. A przecież nauczyciel Reiki niemal niczym się nie różni. Też tylko uczy, czym jest ta energia i pokazuje jak profesjonalnie wykonać zabieg Reiki.

  1. I teraz najważniejsza kwestia: ile? Trudno określić jedną kwotę dla całej Polski i dla wszystkich mistrzów. Na pewno mogą te ceny być zróżnicowane i w niczym to nie przeszkadza. Każdy nauczyciel jest inny i inaczej przekazuje wiedzę. Natomiast zasada wyceny powinna być jedna: REIKI powinno być dostępne dla każdego człowieka! Kierować zatem się należy sytuacją ekonomiczną danego kraju czy nawet regionu. 

Są w Polsce różni mistrzowie i różne stosują cenniki. Nie byłoby w tym nic złego, wszak mamy prawo dowolnie wyceniać swoje usługi, niemniej nie wolno rozgłaszać, że tylko ci, którzy stosują najwyższe stawki są jedynymi prawdziwymi mistrzami. Komercja, która nieuchronnie pojawia się przy organizowaniu spotkań REIKI, narzuca niektórym biznesowe podejście do tematu i w takiej sytuacji mogę tylko radzić: nie ufajcie mistrzom, dla których zasobność waszego portfela stanowi wskaźnik gotowości do przyjęcia REIKI.

Największym błędem niektórych nauczycieli, którego nie waham się tutaj wytknąć, jest stosowanie w Polsce cen wziętych z USA. Za pierwszy stopień żąda się 150 $, za drugi 500 $. W USA to sensowne kwoty, jeśli jednak je przełożyć na złotówki i nasze zarobki, zdają się być całkiem absurdalne. Proponowałabym dostosowanie cen do średniej krajowej, znalezienie jakiejś opcji zbliżonej do procentowego wyliczenia optymalnej stawki. Bezmyślne wprowadzanie horrendalnie wysokich cenników sprowadza REIKI do tego, że staje się ona rarytasem jedynie dla bogaczy, a przecież chyba nie o to chodzi! Największą paranoją jest ustalenie ceny trzeciego stopnia na 10 000 $. Nie pomyliłam się, dokładnie taka kwota widnieje w cenniku. Jest to zatem założenie, że aby stać się mistrzem Reiki należy być przede wszystkim bardzo bogatym człowiekiem. Paradoksalnie, najczęściej to osoby zupełnie niezamożne reprezentują najwyższy poziom duchowy, emanując dobrocią i skromnością. A to właśnie wysoki poziom duchowy jest najbardziej pożądany przy takiej pracy.

Pieniądze są energią i jako takie nie są ani dobre ani złe. Niemniej kwoty można dopasować w taki sposób, aby były adekwatne do przedmiotu transakcji. Dla mnie znakomitym ułatwieniem jest praca w Polskim Stowarzyszeniu Grafologów, gdzie od lat szkolimy instruktorów. Cena za taki kurs wynosi – nie jest to tajemnica – 3000 zł. Wystarczająco dużo, aby chętna osoba przemyślała starannie decyzję i równie starannie się przygotowała, bo jest to jednak spory wysiłek ekonomiczny. Jednocześnie mamy świadomość, że kwota ta zwraca się już po paru szkoleniach. Dlaczego zatem czasami zakłada się bezpodstawnie, że uzbieranie 10 000 $ spowoduje wzrost duchowy kandydata? Wydaje mi się, że uskładanie takiej kwoty tworzy w podświadomości człowieka przekonanie, że trzeba ją jak najszybciej odzyskać i wtedy nie przebierając w środkach będzie “odbębniał” szkolenia. Ale być może się mylę. Generalnie nauczyciel jest taki, jaki jest i na pewno nie zależy to od tego, ile posiada na koncie. Znam mądrych i wartościowych nauczycieli, którzy za swoje mistrzostwo zapłacili 1500 zł i takich, którzy nadal nie rozumieją, czym jest duchowość, chociaż wydali na nie 10 000 $… 

Dobry nauczyciel Reiki jest przede wszystkim nauczycielem duchowym! Jak najbardziej przyjmie wynagrodzenie za swoją pracę, ale też zrobi wszystko, aby uczynić REIKI dostępną powszechnie i każdemu, kto jej potrzebuje i pragnie. Wielokrotnie powtarzam na szkoleniach z prosperity, że problemy finansowe wskazują tematy do przepracowania: nasze lęki, kompleksy, brak poczucia własnej wartości. Niemniej nie oznacza to, że nie jesteśmy gotowi do pracy z najpiękniejszą energią świata. Uzależnianie otrzymania REIKI od zasobności portfela jest tym samym, czym zabranianie najbiedniejszym kontaktowania się z Bogiem. Przypomina mi to nieco średniowieczne kupowanie odpustów. A wydawałoby się, że już to przerobiliśmy… 

Przez długi czas uczyłam się w takiej linii, w której wprowadzono zdecydowanie wygórowane ceny. Absolutnie nie harmonizuje to z tym, w co wierzę i co czuję. Nie byłam w stanie tego zaakceptować i podanie dziwnie wysokiej kwoty uczniowi chyba nie przeszłoby mi przez gardło. Wszystkie proponowane tłumaczenia były tak naciągane, że aż śmieszne. Z jednej strony nie wolno nam stawiać tak wysokiej poprzeczki w odniesieniu do dostrojenia do energii, która powinna służyć każdemu. Z drugiej jednak, dawanie dostrojenia za darmo obraca się przeciwko nam. Niestety zdarzyło mi się zainicjować osobę, za którą zapłacił ktoś inny. Przyniosła sobie potem wiele wstydu, odwracając się od tego, czego ją próbowałam nauczyć. Gotowość delikwenta wyraża się przede wszystkim w szczerej chęci, ponadto w bezpiecznym dotarciu na umówione zajęcia, ale i w tym, że bez wahania zapłaci jakąś kwotę za nasz czas i naszą pracę. To otwiera jego podświadomość na energię i wiedzę.

  1. Jak zatem rozwiązać sytuację, skoro należy bezwzględnie zapłacić za zabieg lub inicjację Reiki, a jednocześnie należy pozostawić dostęp do tej energii dla każdego, który poczuje w sercu, że jest gotowy? Tutaj jest miejsce dla tego, co nazywamy wymianą energetyczną. Chociaż pieniądze są najwygodniejszą formą takiej wymiany, to jest jeszcze wiele innych możliwości. Każdy z nas posiada coś, co może ofiarować, czym może się podzielić. Najczęściej są to jakieś umiejętności. Zatem wcale nie musimy brać gotówki – choć rzecz jasna jest to najprostsze – możemy przyjąć jakikolwiek inny dar. Możemy zrobić zabieg, a ktoś w zamian za to zrobi nam horoskop albo masaż. Możemy udzielić inicjacji w zamian za konkretną usługę: szkolenie z czegoś, przetłumaczenie tekstu na obcy język, zrobienie zmiany numerologicznej, posprzątanie i umycie okien, skopanie ogródka. Jesteś przecież w stanie wycenić usługę, którą ktoś chce ci ofiarować w zamian za REIKI i przyjąć to, co jest ci w danym momencie potrzebne. 

Pozwalam się otwierać na energię nawet moim najbliższym i przyjmuję od nich coś w zamian. Nawet moja mama “płaciła” mi za zabieg tabliczką mojej ulubionej czekolady (2,50 zł), a mój brat, któremu robiłam zabiegi niemal codziennie, dawał mi za każdym razem zielone jabłuszko (1.00 zł). Dla mnie jest jasne, że ich podświadomość nie bazuje na kwotach, które umieściłam w nawiasach, ale na tym, że zawsze kiedy umawiali się ze mną na zabieg, szli do sklepu i z myślą o mnie kupowali mi coś szczególnie pysznego. Ta troska, ta myśl, która im towarzyszyła, staje się energią, otwierającą podświadomość na przyjęcie REIKI. A jednocześnie pamiętam o tym, że w rodzinie stale przepływa energia w obie strony i stale sobie pomagamy, zatem nie są potrzebne żadne stawki. Wystarczy gest. 

Jeśli to zrozumiesz, nie będziesz miał problemu z wyceną swojej usługi i będziesz wiedział, jak pomóc komuś, kto ma pusty portfel, nie dając mu jednocześnie jałmużny. Dotyczy to przecież tak naprawdę nie tylko REIKI, ale wszystkich dziedzin życia, w których możemy drugiemu człowiekowi pomóc, dając i pozwalając mu się “zrewanżować” czymś wartościowym dla niego. To sposób na otwieranie drugiego człowieka. Osoba, która umie przyjmować zapłatę staje się często lekarzem duszy. Zazwyczaj łatwiej jest dawać niż brać, a tylko branie z wdzięcznością jest prawdziwym dawaniem… Jest to umiejętność prosperującej świadomości.

Bogusława M. Andrzejewska

Zapisz

Advertisements

Pieniądze

To temat z którym najczęściej spotykam się na konsultacjach. Wiele osób pyta mnie o to, jak powiększyć swoje zasoby. Odpowiedź jest dość prosta, choć wiem, że niełatwa w realizacji: wystarczy rozwijać świadomość prosperującą, a pieniądze zaczną do nas przypływać. W pewien sposób przychodzą one razem ze zmianą myślenia na pozytywne. Można powiedzieć, że, aby być bogatym, trzeba realizować wszystkie punkty prosperity, o których piszę na tej stronie. Dla ułatwienia – najważniejszych warunków skrót w punktach. Będzie troszkę powtórzeniem tego, o czym piszę w innym miejscu, ale to nie szkodzi. Powtarzanie utrwala wiedzę. 

  1. Aby przyciągnąć do siebie pieniądze, Warto intensywnie myśleć o nich z miłością. Można wręcz wyobrażać sobie z miłością sytuacje, w których dostajemy pliki banknotów lub duże przelewy.
  2. Swoją pracę wykonujmy z miłością, z radością z prawdziwą pasją. Taka energia przyciąga do nas nowych klientów. Wczoraj dzwonił do mnie przyjaciel. Rozwija dynamicznie swoją świetnie prosperująca firmę, należy do osób bardzo zamożnych. Powiedział mi wyraźnie: „Mam wszystko, nie potrzebuję więcej pieniędzy, robię to, bo to uwielbiam, sprawia mi to ogromną radość”. Jakiś czas temu inny mój przyjaciel, który również nie narzeka na braki finansowe powiedział podobnie: „pracuję tak intensywnie, bo uwielbiam, to co robię, chcę na tym spędzać jak najwięcej czasu”. Myślę, że jest to bardzo ważna podpowiedź, jak zarabiać dużo pieniędzy.
  3. Zgodnie z Prawem Przyciągania, skupiajmy się z dobrymi emocjami na pieniądzach i rzeczach, które chcemy otrzymać, a nie na brakach. To najczęściej popełniany błąd – myślimy o potrzebach i dziurach, które trzeba załatać. Często myśli te zasila energia lęku, co to będzie, jeśli nie zdobędziemy pieniędzy i nie zapłacimy na czas. Pojawiają się wówczas emocje, które obniżają energię przyciągania. 
  4. Kochajmy siebie i powtarzajmy sobie, że zasługujemy na pieniądze, że jesteśmy wspaniałymi osobami, które mają prawo godnie zarabiać i żyć w dobrobycie. Wysoka samoocena jest jednym z najważniejszych warunków, które trzeba spełnić, aby nie tylko posiadać pieniądze, ale także być szczęśliwą osobą.

Temat kochania siebie i poczucia zasługiwania na wszystko, co najlepsze, bywa kluczowy. Jeśli komuś trudno nauczyć się samoakceptacji, polecam książkę elektroniczną, która zawiera mnóstwo skutecznych ćwiczeń.

 

  1. Postarajmy się wyłapać swoje negatywne wzorce i niewłaściwe myśli o pieniądzach i bogactwie oraz bogatych ludziach. Przekodujmy je na pozytywne. Uzdrawiajmy wszystko, co wymaga uzdrowienia. Do tego zapewne przyda się doświadczony doradca, konsultacja lub szkolenie. Ale można też – czytając tę stronę – odkryć samemu, co wymaga poprawki.
  2. Podnośmy sobie energię, czytając pozytywne książki i artykuły. Zaglądajmy na strony, które niosą dobre energie i ładujmy się pięknem i dobrem. Spotykajmy się z dobrymi i mądrymi ludźmi, którzy mają prosperującą świadomość i cieszą się każdą chwilą życia. To nas buduje i wzmacnia w nas takie energie, które sprzyjają przyciąganiu bogactwa.
  3. Wykonujmy ćwiczenia magnetyczne lub oddychajmy żywiołem Ziemi i Wody – to powoduje, że stajemy się bardziej magnetyczni dla pieniędzy i one do nas trafiają od razu, choćby w niewielkiej ilości. Ćwiczeń tych uczę na zajęciach z Prosperity, udostępniam także na jednej z płyt.
  4. Proponuję także słuchanie płyty z wykładem z Prosperity. Moi znajomi i klienci potwierdzają, że odkąd słuchają na okrągło mojego wykładu, ich zasoby finansowe znacznie się zwiększyły. Jest to związane z kodowaniem w podświadomości określonych treści i przekonań. Słuchanie płyty pomaga zmienić kluczowe programy myślowe na właściwe i stworzyć świadomość prosperującą.

 

 

Płyta kosztuje tylko 35 zł, a zawiera niemal wszystkie treści i ćwiczenia, które inni doradcy sprzedają w cenie od kilkuset do 1500 złotych, nazywając je „specjalnymi programami” odblokowania bogactwa lub realizacji marzeń. Myślę, że autorzy tych programów sprzedają głównie nazwę i pomagają wyłącznie sobie.

 

Niedawno nagrałam drugą płytę z rozszerzeniem wiedzy o prospericie – dla wszystkich, którzy od dłuższego czasu pracują z pozytywnym myśleniem i prawem przyciągania oraz dobrze opanowali podstawy prosperity. Płyta ta zawiera między innymi unikalne ćwiczenie, które zawsze przyciąga do nas pieniądze. Niekoniecznie od razu miliony, ale różne mniejsze i większe kwoty. Stosowałam je z powodzeniem wtedy, kiedy nic innego nie chciało działać.

Ja sama przeszłam przez okres wielkich braków finansowych, dlatego rozumiem, że ludzie, którym naprawdę brakuje na podstawowe potrzeby, nie mogą inwestować bardzo dużych kwot w jakieś szkolenia. Mają zazwyczaj pilniejsze wydatki. Dlatego proponuję niedrogie płyty, a przede wszystkim – dzielę się tą fantastyczną wiedzą o prospericie również tu na tej stronie – za darmo. Proszę czytać, chłonąć i zmieniać swoje życie na lepsze – to działa. Nawet samo czytanie. Nie dalej jak dwa dni temu dostałam przepiękny list od osoby, która “przypadkiem” trafiła na moją stronę i zaczęła stosować się do zawartych tu sugestii. Napisała do mnie, aby powiedzieć mi, że w ciągu zaledwie paru tygodni jej życie zmieniło się na lepsze i spełniły się jej marzenia. Nie kosztowało ją to nic – czytała tylko moje teksty i zaczęła stosować zasady Prosperity. Takich listów dostaję bardzo dużo, średnio raz w tygodniu, więc powtórzę – to działa! Czytanie jest także formą kodowania wartościowych treści. Mądrość rozwijana przez nabywanie odpowiedniej wiedzy, zmienia nasze przekonania.  W ślad za zmianą przekonań, jak lustro odpowiada Wszechświat, dając nam to, czego pragniemy. Dlatego piszę i udostępniam tu jak najwięcej dobrej energii. To mój wkład w rozwój świadomości.

***

Żyjemy w bardzo dziwnym świecie – zwracają mi na to uwagę moi znajomi. Robi się programy z rozwijania bogactwa dla ludzi bogatych, zamiast dla tych, którzy tego potrzebują – o tym mówią ceny takich kursów. Duchowości uczy się, postępując całkowicie nie duchowo. Słyszałam, że wyrzucono kogoś z cyklicznego szkolenia internetowego (o duchowej treści) za niewielkie opóźnienie wpłaty. Może zatem warto zacząć słuchać własnego serca i nie rzucać się na oślep na kursy i “cudowne programy” w ślad za sprawną reklamą? Od lat uczę nieinwazyjnej analizy osobowości, psychologii zarządzania i w tym także, jak bronić się przed sztuczkami i próbami manipulacji. Im więcej rekomendacji „rzekomych klientów”, zachwalania i wyskakujących wszędzie okienek z napisem: „kup to” – tym mniej duchowości, tym mniej dobroci, tym mniej człowieczeństwa, a więcej pazerności. To strony instruktażowe dla tych, którzy chcą nową erę budować, siedząc na worku z pieniędzmi.

Pamiętajmy, że w prawdziwej Złotej Erze pieniądze nie istniały. Ludzie wymieniali się wartościami. Według mojej wiedzy nowa duchowa era powstanie w oparciu o miłość bezwarunkową. Jeśli chcemy w tym uczestniczyć, spróbujmy wypracować sobie mądre podejście do pieniędzy. Mądre i dobre. Pełne miłości. Mamy prawo żyć w dobrobycie i cieszyć się pięknem, bogactwem, a nawet luksusem. Mamy prawo być szczęśliwi. Jednak nie za wszelką cenę i to nie pieniądze mają być naszym priorytetem. Szukajmy miłości, szczęścia, radości, komfortu, a nie sposobów na gromadzenie liczb na koncie.

Ktoś kiedyś powiedział, że gdy Ziemia przejdzie w następny wymiar, z peronu Miłości odjedzie pociąg, zabierając tych, którzy zdali egzamin. Ascendencji dostąpią tylko ci, którzy naprawdę są duchowymi istotami, a nie ci, którzy tak chcą siebie nazywać. Nie jest wcale duchowy – wyścig szczurów, rywalizacja i wystawianie horrendalnych cen za „duchowe” usługi. Trzeba umieć znaleźć złoty środek – żyć w dobrobycie, zdrowiu, dostatku i dzielić się ze słabszymi, którym nie udało się jeszcze zgromadzić ani wiedzy, ani dóbr materialnych.

Pieniądz jest bardzo silną energią, która odsłania prawdziwą twarz człowieka. Wykorzystajmy tę jego moc choćby do tego, by rozpoznać kto jest pazernym chytrusem, a kto prawdziwym duchowym nauczycielem. Może warto kierować się sercem lub chociaż intuicją i zacząć szukać dobroci i dobrej energii, która emanuje ze stron i wpisów osób naprawdę wartościowych i serdecznych – takie też istnieją i z serca sprolongują wpłatę, a nawet podarują coś, jeśli trzeba. Znam takich nauczycieli. To cudowne osoby, od których warto się uczyć. Nie zapominajmy, że na tym właśnie polega bycie dobrym i duchowym człowiekiem, a nie na zagarnianiu pod siebie jak najwięcej.

Z horrendalnie drogich szkoleń duchowych jedynie się śmieję, bo zbyt wysoka cena pozbawia kurs duchowości – to tak działa niestety. Energia powinna pozostać w równowadze. Jeśli pojawia się nadużycie, energia duchowa natychmiast spada… Nie popieram natomiast działania tych ludzi, którzy uczą zarabiania i prosperowania wyłącznie najbogatszych, windując niebotycznie ceny. Jedyne czego nauczą, to jak nieuczciwie drenować innym kieszeń, bo sami tak robią. Tak działa Prawo Przyciągania, czy nam się to podoba czy nie. Po owocach poznajemy jakość nauczyciela. Każdy daje siebie takiego, jakim jest. Od sknery nie nauczymy się hojności, a od egoisty miłości.

Bogusława M. Andrzejewska

Dawanie i branie

Jola pracuje w dobrze prosperującej firmie informatycznej i ma bardzo ładna pensję. Odwiedzając swoją babunię, stara się kupić jej dobre owoce i coś słodkiego. Kiedy się żegnają, babcia niezmiennie wciska Joli do ręki wymięte 20 zł. Dla staruszki to dużo, bo ma malutką rentę, z której nie zdołałaby się utrzymać, gdyby nie pomoc dzieci. Jednak Jola z radością przyjmuje pieniądze i całuje babunię w pomarszczone policzki. Bo Jola zna zasady energetyczne, które rządza Wszechświatem. Wie, że przyjmując z wdzięcznością tę niewielką dla niej kwotę, obdarowuje babcię wszelkim potrzebnym starowince dobrem.

Jeśli kiedykolwiek obdarowałeś drugiego człowieka czymś cennym czy bardzo mu potrzebnym, to przypomnij sobie tą chwilę i pomyśl, jak przyjemnie wtedy się czułeś. Ta radość i satysfakcja z wykonania dobrego uczynku jest wzmocniona napływającą dobrą energią, która podnosi ci nastrój. Ten proces zachodzi zawsze, ilekroć obdarowana osoba przyjmuje z wdzięcznością to, co jej ofiarowujesz. Biorca uruchamia tzw. „przepływ energii”, co powoduje, ze dawca w momencie dawania sam zostaje obdarowany.

Dlatego nie powinniśmy odmawiać, kiedy ktoś chce nam coś sprezentować: upominek, pieniądze, dobre słowo, pomoc czy pochwałę. Wyjąwszy łapówki, każdy dar jest okazja uruchomienia „przepływu” i obdarowania tego, który jest dla nas w tym momencie hojny. Pisząc te słowa wiem, jakie to trudne, bo każdy lubi dawać, a przyjmować niewielu potrafi. Ilekroć ktoś proponuje nam pomoc, natychmiast ze skrępowaniem odmawiamy, choć czasem ciężko jest nam się zmagać z trudnym zadaniem. Jednak nie chcemy przyjąć wsparcia. Dlaczego? Najczęściej z dwóch powodów – z lęku przed koniecznością odwdzięczenia się lub z przykrego poczucia, że zabierzemy komuś jego czas lub pieniądze, zubożmy go. W chwili, kiedy uświadomisz sobie, ze ilekroć z radością przyjmujesz pomoc, pieniądze czy prezent obdarowujesz swojego dobroczyńcę, wszystkie wątpliwości znikają, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Bo biorąc – dajesz, nie musisz zatem zastanawiać się nad formami odwdzięczania się, ani tym bardziej nad tym, co traci. Bo nie traci, lecz zyskuje.

Kwestia uruchamiania przepływu nie dotyczy wyłącznie dobrego samopoczucia. To tylko wewnętrzny objaw uruchomienia pewnego procesu. Dawca włączony w przepływ zostanie tez obdarowany przez los innymi wymiernymi korzyściami. Każdy z nas słyszał często powtarzane przez nauczycieli stwierdzenia, ze ofiarowane dobro wraca do nas zwielokrotnione. Zatem babcia Joli dostanie prezent od Wszechświata za każde 20 zł, które z życzliwością serca daje swojej wnuczce. To mogą być przedmioty lub serdeczna pomoc sąsiadki, a nawet wyjątkowo dobry lekarz, który pojawi się w najwłaściwszym momencie. Jola wie o tym, dlatego bez wahania przyjmuje od swojej babci pieniądze, a babuni oczy śmieją się z radości, że mogła obdarować swoja ukochana wnusię.

Z dawaniem problemu nie mamy, lubimy być mili i dobrzy. To podnosi nasze poczucie wartości. Jakże czujemy się wspaniali wrzucając grosik żebrakowi do kapelusza! Na myśl nawet nam nie przyjdzie, że w ten sposób zasilamy w tym człowieku poczucie nędzy i beznadziejności. Mądrzy ludzie powtarzają, że należy dawać wędkę, a nie rybę, ponieważ każdy najbiedniejszy nawet człowiek ma coś, co może zaoferować w zamian za pieniądze. Dawanie jałmużny może być odzieraniem człowieka z godności i potwierdzeniem, ze do niczego się nie nadaje. Poza tym uczy niewłaściwego podejścia do pieniędzy i zarabiania oraz patologicznych zachowań.

Jeśli chcesz pomoc, zrób to mądrze. Wybierz odpowiednią fundację czy organizację, w której możesz obejrzeć rachunki i przekonać się na co są przekazywane twoje pieniądze. Jest takich miejsc dużo. Uważam, ze „wrzucanie do kapelusza” to wielka wygoda. Nie musimy się martwic ani interesować nikim i niczym. Wrzucamy grosik i z zadowoleniem myślimy, jacy jesteśmy wspaniali, a nasze ego aż puchnie z dumy. Bez wysiłku. Bez straty czasu. Pomagamy! Jesteśmy dobrzy!

Historia Wiesi to relacja z mądrego pomagania. Nie daje jałmużny, ale czasem pyta żebraka, czy jest głodny i proponuje, ze kupi mu coś do jedzenia. Czasem słyszy stek przekleństw, a czasem łzawe podziękowania. W tym drugim przypadku konsekwentnie idzie do sklepu i obdarowuje bezdomnego jakimś pożywieniem.

Otwarta na potrzeby drugiego człowieka zauważyła, że jej sąsiadka samotnie wychowująca troje dzieci jest bez pracy. Zapukała do niej któregoś dnia i zaniosła trochę jedzenia. Barbara ucieszyła się, ze ktoś ma takie dobre serce, zaprosiła Wiesię do środka i przez resztę dnia wypłakiwała się na swoje problemy. Potok słów trudno było przerwać, a każda propozycja konkretnego działania czy szukania pracy kwitowana była znanym dobrze: „tak, ale przecież…”  Wiesia na odchodnym zaprosiła całą rodzinę na obiad następnego dnia. Nie chciała dawać pieniędzy, ale smutno jej było, kiedy patrzyła na wychudzone maluchy. Cieszyła się natomiast widząc, jak pochłaniają ze smakiem zupę i kotleciki. Kolejnego dnia znowu jakoś tak przypadkiem spotkała całą rodzinę na klatce schodowej i znowu zaprosiła na wspólny posiłek. Trzeciego dnia Barbara stała z dziećmi pod drzwiami Wiesi, kiedy ta wróciła z pracy. Trzeba było wykazać się spora asertywnością, by uprzejmie wytłumaczyć, że Wiesia nie bierze rodziny Barbary na utrzymanie, a jedynie chciała ją nieco wesprzeć. To przykład, który potwierdza, że „dawanie ryby zamiast wędki” może obrócić się przeciwko nam.

Na koniec optymistyczna historia, która jednak ma na celu ostatecznie zniechęcić cię do wrzucania pieniędzy do kapelusza. Otóż pewien pan, nazwijmy go Waldek, siadywał w pewnym dużym mieście na kocyku przy ruchliwym deptaku. Było to w czasach, kiedy żebractwo nie było zbyt popularne. W promieniu kilometrów nie było nikogo więcej, kto stawiałby przed sobą kartonik. Pana Waldka natura obdarzyła fizycznym zniekształceniem, które eksponował w ciepłe dni lata, budząc współczucie przechodniów. Jednak ich serce zdobywały przede wszystkim trzy wdzięczne małe kundelki, które spały wtulone w żebraka. Pan Waldek był cichy i grzeczny, za każde 10 groszy dziękował skinieniem głowy. Wrósł w krajobraz miasta tak bardzo, ze nietaktem wręcz było przejść obok niego obojętnie. Ludzie sięgali do portmonetek i dzielili się z nim ostatnimi pieniędzmi. Nikt – lub prawie nikt – nie wiedział, ze po spędzonym na żebraniu dniu pan Waldek szedł ze swoimi pieskami na odległy schowany w cieniu kamienic parking i wsiadał do wypasionego mercedesa. Jechał do swojego pięknego domu, otoczonego drzewami, usytuowanego w jednej z najdroższych dzielnic miasta. Podobne wille kupił swoim trzem synom. Wszystko z żebraczego dochodu.

Dzisiaj taka historia nie miałaby miejsca, bo konkurencja „w zawodzie” jest zbyt duża. Ludzie są tez coraz bardziej zniechęceni natarczywością żebraków i coraz częściej zamykają swoje portfele. Z pewnego punktu widzenia to dobrze, ponieważ jałmużna wbrew przekonaniom nie jest rzeczą dobrą. Nie rzucajmy groszy do kapelusza. Pomagajmy mądrze i świadomie.

Bogusława M. Andrzejewska

Kwantowa Prosperita

Od lat ludzie szukają metody, która w czarodziejski sposób zmieni ich finansową niedolę w bogactwo. Jest to temat tak powszechny, że wyprzedza go jedynie nieśmiertelne pytanie: „kiedy znajdę swoją drugą połówkę?”. Te dwa problemy wydają się dominować, szczególnie w naszym kraju. A ostatnio dużo się mówi o finansowym kryzysie, który dotyka całą Europę, a więc temat pieniędzy stale wraca do nas w takiej czy innej postaci.

Nie ukrywam – dla dobra moich klientów – chciałabym mieć w zanadrzu taką czarodziejską różdżkę, która jednym machnięciem uruchamia przypływ gotówki. Niestety, jest wiele różdżek, ale żadna nie działa w ten sposób. Mamy Reiki, EFT, Hunę, Synchronizację kwantową, modlitwy, wizualizacje, afirmacje… i wiele innych metod. Żadna jednak nie działa bezpośrednio na materii, ponieważ materia jest zależna od naszych myśli. Nie stworzymy niczego samymi rękami ani drewnianą różdżką, jeśli wcześniej nie nadamy temu kształtu naszymi myślami, wizjami i przekonaniami.

Fizyka kwantowa obiecuje nam sukces – także ten materialny. Opierając się na Prawie Przyciągania, zachęca do pozytywnego myślenia, tworzenia dobrych poglądów i kreowania swojego życia przez dopasowanie wibracji w najwłaściwszy sposób. W synchronizacji kwantowej zwracamy uwagę przede wszystkim na emocje, co ostatecznie potwierdza, że zasobność naszego portfela jest zależna od naszego postrzegania świata. Cokolwiek zrobimy, jakkolwiek ciężko będziemy pracować, pieniądze pojawią się dopiero wtedy, kiedy stworzymy ich pozytywny obraz i dostroimy się wibracyjnie do energii bogactwa. A to niełatwe…

Emocje niezwykle często blokują przypływ gotówki. Ta najsilniejsza to lęk, wynikający z braku. Jeśli nie mamy pieniędzy na opłaty, a zbliża się termin płatności, strach chwyta nas za gardło i paraliżuje wszelką energię. Jeśli do tego dopuścimy, to jesteśmy w pewien sposób „ugotowani”. To tak, jakbyśmy czekając na dostawę, zamknęli wszystkie drogi dojazdowe. Dostawa utknie daleko od nas, poczeka chwilę i odjedzie, a my zostaniemy z niczym. Lęk to nasz największy wróg i do tego niestety dość silny. Kiedy boimy się, że nam zabraknie, to materializujemy taką sytuację. Murowany sposób na wykreowanie czegoś, to banie się, że to się stanie.

Ale jak się nie bać braków, kiedy widmo windykacji czy komornika potrafi przyprawić nie tylko o ból głowy, ale wręcz gwarantuje permanentny stres i nieprzespane noce. Kto doświadczył, ten wie, jakie to cierpienie, dlatego ludzie tak rozpaczliwie pragną pieniędzy. Tymczasem nadmierna potrzeba blokuje przypływ. Jak mawiają mądrzy nauczyciele: aby przyciągnąć pieniądze należy ich pragnąć, ale nie potrzebować. Dlatego właśnie bogaci ludzie przyciągają więcej bogactwa, a biednemu wiatr w oczy… Żadne tu podobieństwa. To tak działa, że zamożna osoba chce czegoś, ale potrafi wrzucić na luz, myśląc: „fajnie byłoby, ale jak pieniądze teraz się nie zjawią, to nic wielkiego się nie stanie, poczekam”. Biedak, któremu grozi eksmisja czy wyłączenie prądu nie machnie ręką. On obgryza w nerwach paznokcie i mówi: „nie wyobrażam sobie, co będzie, jak nie dostanę kasy, chyba umrę!”

W takiej sytuacji punktem wyjścia do działania jest pozbycie się lęku i wprowadzenie w siebie na wszystkich poziomach spokojnej akceptacji oraz wiary w to, że wszystko będzie dobrze. Synchronizacja kwantowa spełnia tutaj świetnie swoją rolę, podobnie jak metoda Reiki na poziomie drugiego stopnia. Niektórym pomaga też EFT. Natomiast odradzam pracę z afirmacją czy wizualizacją, ponieważ te metody wymagają pozytywnego nastawienia i wysokiego poziomu energii, aby przyniosły efekty. Afirmowanie w sytuacji, kiedy jesteśmy skuleni z lęku, nie zadziała. Chociaż nie zaszkodzi powtarzanie sobie jak mantry: jestem silniejsza niż wszystko, co mnie spotyka; mam siłę, aby to rozwiązać. Pomoże to przekodować nieco nasze myśli na poziomie umysłowym i stworzy dobre podstawy do bardziej radykalnej metody. A kiedy podniesiemy już energię i uwolnimy się od lęku, wówczas możemy zastosować wiele różnych skutecznych metod do przyciągania pieniędzy.

Bogusława M. Andrzejewska

Zapisz

Dobrobyt

Aby skutecznie przyciągać bogactwo do swojego życia, należy skupiać się wyłącznie na jasnej stronie życia. To czasem może wydawać się trudne, bo jesteśmy pełni nawyków, związanych z narzekaniem i tworzeniem z siebie ofiary. Dzieje sie to niepostrzeżenie. Nikt świadomie nie chciałby mówić smutnych rzeczy wtedy, kiedy pracuje z prosperitą. Staramy się i to jest oczywiście dobre, to pierwszy krok do sukcesu. Jednak warto też kontrolować swoje wypowiedzi i swoje myśli oraz unikać rozpamiętywania problemów. Nawet tych, które nas spotkały dawno temu. Roztrząsanie i opowiadanie wszystkim dookoła o swoich brakach, niczemu nie służy.

Możemy wpaść w pułapkę analizowania powodów swoich nieszczęść. Pozornie wydaje się to słuszne, ponieważ pracując z prosperitą wiemy, że każde negatywne wydarzenie zostało przez nas wykreowane. Szukamy zatem tego niewłaściwego wzorca, aby go zmienić na pozytywny. Proces ten nie może jednak zbyt długo trwać, ponieważ analiza tego typu nie jest niczym innym, jak kreowaniem kolejnego problemu. Zasilamy to na czym się skupiamy. Jeśli ktoś przez pół dnia prowadzi myślowe rozważania o różnych aspektach doświadczonego nieszczęścia, to nic dobrego z tego nie wyniknie. Więcej piszę o tym w rozdziale o skuteczności.

Pamiętajmy, że pragnienie dobrobytu jest na wskroś duchowe. Jest harmonijnie dostrojone do obfitości Wszechświata. Nie hołdujmy przekonaniu, że Bóg nie chce nas bogatych i dobry człowiek powinien być biedny, bo w ten sposób zawsze przyciągać będziemy braki. Bóg sam z siebie jest Nieskończonym Źródłem Bogactwa. Bycie w harmonii z Bogiem oznacza bycie nieskończenie bogatym. Jasna rzecz, że Bóg jest także Źródłem miłości, radości, piękna… nie tylko finansowego dostatku. Jednak nie ograniczajmy Boga i tym samym siebie wyłącznie do tych jakości, które uznajemy za “właściwe” albo “przyzwoite”. To nasze ego stawia blokady. Bóg jest Wszystkim Co Jest. Uzdrawiajmy swoje ograniczające przekonania i zmieniajmy myślenie na takie, które kreuje nasz dobrobyt.

Jestem częścią Najwyższego Źródła.

Jestem Boskością.

Jestem warta wszystkiego, co najlepsze

i zasługuję na wszystko,

co z boskiej natury wpływa w moje życie.

Bogactwo, którego pragnę już nadchodzi,

a ja ze swej strony zrobię wszystko,

co w mojej mocy,

by uniknąć zablokowania i oporu

w stosunku do tego, pochodzącego z boskiej mocy przypływu

Czasem przeszkodą bywa trudne doświadczenie. Jeśli komuś całe życie nic nie wychodziło, to w głębi duszy nie wierzy, że to może się zmienić. Bywa, że przykleja sobie etykietkę “pechowca”. Tymczasem “pech” nie jest niczym innym, jak zapętleniem w negatywizmie. Jeśli coś złego się wydarzy i zrobi na nas duże emocjonalne wrażenie, to zasilając swoje myśli strachem, przyciągamy kolejne. Rozpamiętujemy kolejne… i tym kreujemy następne. Jest to odruch naturalny – w wyniku przykrości, załamujemy się, energia spada i zaczynamy myśleć negatywnie. Stąd biorą się przysłowia o tym, że “nieszczęścia” chodzą stadami.

Co zatem robić? Przeżywać życie tak, by spełniać swoje boskie prawo do bogactwa. Cieszyć się każdą chwilą i tworzyć wyłącznie pozytywne myśli. Warto rozbudzić w sobie przekonanie mniej więcej takie:

Moją intencją jest myśleć w sposób, który harmonizuje z bogactwem we wszystkich obszarach życia. Pozbywam się wszystkich myśli, które kierują moją uwagę i tym samym moc przyciągania na to, czego mi zabrakło.

Postarajmy się zaufać sobie i wierzyć, że potrafimy. Nie zadawajmy pytań: “ale jak ja mam to zrobić?”. Wszyscy pochodzimy z tego samego boskiego źródła obfitości, zatem każdy z nas potrafi ją przywołać. Wystarczy uruchomić swoją wewnętrzną Moc. Czasami pozorna nieumiejętność jest dla nas wygodnym usprawiedliwieniem. Porównujemy sie z ludźmi sukcesu i wmawiamy sobie, że nie umiemy śpiewać, grać w piłkę ani nie znamy sie na informatyce, a więc nie możemy być tak bogaci jak Madonna, Dawid Beckham czy Bill Gates. To wymówki. Zapewniam, że gdyby wymienione tu osoby też tak myślały, nigdy nie stałyby się bogate. Każdy z nas ma w sobie wielki talent, z którym przyszedł na Ziemię. Kiedy go odkryje i uruchomi, może osiągnąć sukces i zmienić swoje życie na lepsze. A klucz do zmian leży w naszych myślach. Wszystko mamy w sobie.

Wystarczy stworzyć obraz tego, czego pragniemy, a następnie obraz tego, jak przyciągamy to do siebie i jak już to posiadamy. Można działać tak, jakbyśmy byli częścią tego, czego pragniemy.

Zauważmy, że zasługujemy na wszystko, co najlepsze. Powtarzam to wielokrotnie i tym razem również powtórzę: aby przyciągnąć do siebie dobrobyt, musimy wysłać do Wszechświata informację, że jesteśmy wspaniali i godni tego, czego pragniemy. Zanim zaczniemy kreować swoje bogactwo, najpierw popracujmy z samooceną. Wysokie poczucie własnej wartości jest absolutnym warunkiem powodzenia.

Na koniec trzeba sobie uświadomić, że zasoby bogactw na Ziemi są nieograniczone. Nie możemy myśleć kategoriami, że ktoś musi być biedny, żeby ktoś inny miał albo żeby dla wszystkich starczyło. Zawsze wystarczy. Źródło bogactwa jest jak ocean – możemy czerpać wiadrami cały tydzień, a nie wyczerpiemy oceanu. Woda krąży w przyrodzie. Płynie pod ziemią, paruje, a potem sie skrapla, zamarza na biegunie. Jednak zawsze jej jest pod dostatkiem. Fakt braku wody w niektórych rejonach świata wynika tylko z braku harmonii i świadomości. Gdybyśmy – jako mieszkańcy Ziemi żyli w równowadze i bezwarunkowej miłości, nie byłoby na świecie ani głodu, ani pragnienia. Z całą pewnością jest na świecie wystarczająco dużo jedzenia i wody dla wszystkich istot żyjących, tylko nie nauczyliśmy się jeszcze bezwarunkowej miłości na tyle, by wszyscy równo dzielili się ze wszystkimi.

Jednak bądźmy świadomi, że to my sami kreujemy swoją rzeczywistość. Możemy w dowolnym momencie sięgnąć do oceanu bogactwa i zaczerpnąć dokładnie tyle, ile potrzebujemy. Z całą pewnością wystarczy nie tylko dla nas, ale również dla innych. Nie ograniczajmy się, możemy brać tyle, ile potrzebujemy. Aby zobaczyć bezmiar dostatku, stańmy kiedyś na brzegu oceanu i wyobraźmy sobie, że chcemy z niego nabrać wody, by nią napoić siebie i swoją rodzinę. Kreując swój świat, nie możemy myśleć, że dla innych zabraknie. Jeśli nie będziemy brać tylko po to, by potem wyrzucać do śmietnika, jeśli czerpiemy tyle, ile potrzebujemy, to wystarczy dla każdego. Aczkolwiek w tym temacie ukryte są dwa inne – umiejętność dzielenia się z innymi i branie zgodnie z autentyczną potrzebą, a nie po to, aby imponować innym ludziom zdobytymi nadwyżkami. Poczucie wartości budujemy w oparciu o bezwarunkową miłość do samego siebie, a nie o stan posiadanego bogactwa. A czegokolwiek pragniemy, niech służy to naszemu dobru i dobru wszystkich istot żyjących.

Bogusława M. Andrzejewska