Miłość do siebie

Prawdziwie wysokie poczucie wartości to bezwarunkowe kochanie samego siebie. Bez oczekiwań. Bez osądzania. Bez krytyki. Bez wahania. Na wszystkich płaszczyznach. Nie ma w tym miejscu znaczenia w czym jesteśmy dobrzy, a co nam w życiu nie wychodzi. Podstawą będzie akceptacja siebie takiego, jakim się jest – z całym dobrodziejstwem inwentarza. Trzeba sobie uświadomić, że zasługujemy na miłość i jesteśmy pełnowartościowi tacy, jacy jesteśmy. Nie trzeba być ideałem, utalentowanym artystą czy zasłużonym profesorem, aby być godnym kochania.

Często ludzie uważają, że są beznadziejni, ponieważ nie są znani, nie maja naukowego tytułu, nie zbawili świata, nie wynaleźli szczepionki… Jakże ogromnie się mylą… Jesteśmy tu na Ziemi dla rozwoju duchowego, poznawania i doświadczania. Można osiągnąć szczyty, pasąc kozy – jak wskazuje tradycja tybetańska, jedna z najciekawszych ścieżek wiodących do oświecenia. Ważne, aby być świadomym prawdziwego sensu życia.

Jeśli stawiamy sobie niebotycznie wysokie poprzeczki, wówczas nigdy nie będziemy szczęśliwi. Każde warunkowanie jest ograniczeniem. Tymczasem w istocie niczego nie potrzebujemy posiadać ani zdobywać. To my sami ustalamy swoje priorytety. Wszystko zabarwiamy swoimi myślami, które mogą nam służyć lub nie. Jesteśmy sobą i to wystarczy, aby być doskonałym. Trzeba to sobie uświadomić i uwolnić się od zewnętrznych wzorców, które mówią, co powinniśmy w tym zakresie.

Słyszałam kiedyś piękną metaforę. Wyobraźmy sobie, że mamy w ogrodzie jabłoń, która co roku daje nam smaczne jabłuszka. Niestety połowa owoców spada zanim dojrzeje i są one niesmaczne. Połowa. Czy zdecydujemy się ściąć drzewo, które daje nam także pyszne i zdrowe owoce? Zapewne nie. Nikt nie będzie pozbywał się pięknego drzewa, które rodzi dobre jabłka. Raczej przyjmiemy spokojnie, że część spada wcześniej i nadaje się tylko do wyrzucenia. Jednak z radością będziemy chrupać te jabłuszka, które dojrzały i nabrały smaku.

Każdy z nas jest taką jabłonią. Nikt nie odnosi samych sukcesów. Nikt nie jest zawsze opanowany i uśmiechnięty. Nikt nie jest najmądrzejszy. Jesteśmy jak drzewo, które daje owoce o różnych smakach: pyszne, dojrzałe, ale i kwaśne lub cierpkie, a czasem po prostu średnie i takie sobie. Podstawą wysokiej samooceny jest umiejętność zaakceptowania tego faktu i przyjęcie, że nasze słabości i wady są normą. Nie czynią z nas ludzi złych i niegodnych. Mamy do nich prawo. Aby podnieść poczucie wartości musimy dostrzec i docenić nasze dobre strony. Są w każdym z nas.

Trzeba umieć docenić siebie – tak zwyczajnie – za bycie kobietą (mężczyzną) czy po prostu za to… że się jest. Wystarczy być – jest moim zdaniem kluczowe dla zrozumienia, że wartość posiada każda osoba, niezależnie od tego, co potrafi, co robi czy co posiada. Zasługujemy na miłość tylko dlatego, że istniejemy.  A nie dlatego, że jesteśmy sławni albo bogaci, albo zdobyliśmy rekord świata w jakiejś dyscyplinie. To ważne, by wiedzieć, że nie trzeba być kimś wielkim, aby być wartościowym. Wystarczy być!

To nie oznacza wcale, że nie doceniamy różnych sukcesów. Esencja znaczenia leży w definicji tego, czym dla człowieka jest sukces. Wyobraźmy sobie piekarza, który kocha swoja pracę i z radością wypieka różne pyszne rzeczy. Klienci go cenią, dobrze zarabia dzięki temu i ma też w życiu osobistym wszystko, aby być spełnionym. Jest zatem szczęśliwy, chociaż nie ustalił nowego rekordu, nie pokazują go w telewizji i nie posiada żadnych dyplomów czy naukowych tytułów. Warto kochać siebie na tyle mocno, by zawsze zadawać sobie pytanie: “czy to mnie uszczęśliwi”, a nie: “ile zarobię”, “czy będę sławna?” lub nie daj Bóg! – “czy inni będą mi zazdrościć?”. Ambicja jest cudowną rzeczą, ale powinna wyrastać z miłości do siebie.

Człowiek, który kocha siebie, nie porównuje się z innymi. Wie, że jest unikalny. Jedyny w swoim rodzaju. Dostrzega w tej wyjątkowości piękno, bez względu na osądy innych. Otula siebie troską, która nie pozwala słuchać złośliwej krytyki innych. Nie ma ideałów – to już wiemy. A to, co w nas najpiękniejsze, zazwyczaj wcale nie jest wyznacznikiem doskonałości, lecz bardziej ludzką – tak po prostu najbardziej człowieczą – cechą. 

Bogusława M. Andrzejewska

Zapraszam do zakupu e-booka na temat podnoszenia poczucia własnej wartości.

Więcej informacji o książce tutaj.

Zapisz

Iluzje

Samooszukiwanie bywa naszym największym wrogiem. Warto o tym opowiedzieć szczególnie teraz, kiedy dookoła mnoży się krytyka pozytywnego myślenia. Wielu niedoświadczonych nauczycieli próbuje nas przekonać, że pozytywne myślenie to pułapka udawania, w którą wpadamy, zaprzeczając istnieniu różnych życiowych trudności.  Otóż pozytywne myślenie jest w istocie korzystne i prowadzi nas do szczęścia, ponieważ nie jest zaprzeczaniem, a jedynie zdrowszą optyką. Człowiek pozytywny nie lekceważy problemów, lecz traktuje je jako przygody i sprawdzian swoich umiejętności. Nie załamuje się, lecz z pogodą i spokojem pokonuje życiowe zakręty.

Samooszukiwanie natomiast pojawia się wtedy, kiedy działamy wbrew harmonii własnego serca i podążamy cudzą drogą. Bywa tak wtedy, kiedy nie realizujemy swojej ścieżki, lecz kopiujemy wzorce innych ludzi. Najczęściej spotykanym przykładem tego procesu jest tworzenie pozorów na portalach internetowych, aby zaimponować znajomym. Wybieramy sobie określony i niestety błędny wzorzec – np. taki, który zakłada, że “aby być szczęśliwym, trzeba być bardzo bogatym albo zajmować stanowisko w korporacji”. Często takie wzorce zostają nam wgrane w dzieciństwie, jednak częściej zapożyczamy je z mediów. Przyjmujemy to przekonanie za pewnik i za wszelką cenę staramy się je zrealizować. Czasem nam się oczywiście udaje. Zamieszczamy wówczas na FB nasze roześmiane zdjęcia na tle nowego samochodu lub jachtu i budujemy fasady pozornego spełnienia.

Nie byłoby w tym nic niewłaściwego, gdyby nie równoczesne wpieranie samemu sobie, że skoro posiadamy pieniądze, to realizujemy się w życiu i jesteśmy szczęśliwi. W pewien sposób wierzymy we wzorzec, który jest tylko mitem. Bardzo powszechnym i przez to wiarygodnym, ale z gruntu fałszywym. Niewiele osób na świecie ma program duszy oparty wyłącznie na zdobywaniu majątku. Zazwyczaj nasza dusza domaga się czegoś innego: może malowania obrazów albo komponowania muzyki, hodowania kwiatów, górskich wędrówek, pomagania innym, zabawy z dziećmi… Kiedy tego nie realizujemy, zaczynamy odczuwać emocjonalne cierpienie. To ogromne zaburzenie harmonii i zatracenie równowagi pomiędzy tym kim się staliśmy, a tym, czego naprawdę pragniemy. Nasza dusza łka, nasze serce domaga się odnalezienia swojej unikalnej pasji i wejścia na właściwą drogę.

Ale jak mamy zrezygnować z dobrze płatnej pracy i zacząć na przykład hodować rośliny, mieszkając gdzieś na zabitej deskami głuszy? Co powiedzą znajomi? Jak będą wyglądać nasze zdjęcia na portalu społecznościowym? Ludzie nas przecież wyśmieją! Rezygnujemy z samych siebie dla cudzych wzorców, nie zdając sobie sprawy z tego, jak wysoką cenę przyjdzie nam za to zapłacić.

Czasem samooszukiwanie jest jeszcze bardziej oczywiste. Mamy problemy, czujemy się samotni, cierpimy z powodu rozstania albo brakuje nam pieniędzy, a pomimo tego szczerzymy zęby na foteczkach, aby nikt się nie domyślił, co przeżywamy. Nocami szlochamy w poduszkę, a w dzień wypisujemy na facebooku afirmacje o tym, jakie życie jest cudowne, a ludzie wspaniali. Nie chcemy skorzystać z pomocy psychologa, bo to wstyd. Nie rozmawiamy z przyjaciółmi o kłopotach, żeby nie narobić sobie obciachu. Nikomu nie przyznajemy się do trudnej sytuacji, abyśmy mogli spokojnie tworzyć iluzje własnego szczęścia.

Czym innym jest dostrzeganie dobrych stron w każdej sytuacji, optymizm i spokojne rozwiązywanie trudnych spraw, a czym innym zamiatanie problemów pod dywan, by tworzyć fałszywe obrazy rzeczywistości. To pierwsze daje siłę. To drugie zabiera nam energię i nie pozwala na prawdziwe uzdrowienie. Kiedy pojawiają się trudne sprawy, powinniśmy je rozwiązywać, pamiętając o tym, że każde wyzwanie jest dla nas także i lekcją i lustrem. Warto zatem przeanalizować dane i spróbować naprawić wewnętrzne matryce, zmieniając niektóre przekonania. Jeśli udajemy, że wszystko gra, nie dajemy sobie szansy na rzetelne przyjrzenie się problemom.

Zaprzeczanie i udawanie, że wszystko jest w porządku szkodzi nam nie tylko tym, że kłopoty narastają.  Zazwyczaj tłumimy emocje, uciekając w pracę lub alkohol. Jednak trudno siebie samego oszukiwać na dłuższą metę. Po pewnym czasie reaguje ciało. Pojawia się poczucie winy, a w ślad za nim bóle głowy, lęki i depresje, a potem także inne choroby. Niestety nie można być szczęśliwym, okłamując siebie i podążając cudzymi ścieżkami. To prędzej czy później zaprowadzi nas w ślepą uliczkę. Jedynym lekarstwem jest odnalezienie samego siebie i działanie w zgodzie z własnym sercem. Warto zatem zadać sobie pytanie: co mnie uszczęśliwia? Po co tu jestem? Co jest dla mnie najważniejsze? Każdy z nas ma unikalne talenty i przyszedł na Ziemię, aby robić coś wspaniałego, co sprawi, że będzie naprawdę spełniony.

Bogusława M. Andrzejewska

Harmonia Serca

Dawno temu zauważyłam, że wszystko opiera się na wewnętrznej równowadze. To takie oczywiste, że prawie nikt tego nie dostrzega. Żyjemy w świecie masek, ułudy, gry i uważamy to za normę. Zwróćcie proszę uwagę, kto zarabia najwięcej pieniędzy i cieszy się największą popularnością? Aktorzy. A zaraz potem – sportowcy. Czyli ludzie, którzy grają. Wśród VIP-ów znajdzie się też miejsce dla biznesmanów i szefów wielkich korporacji, ale i oni są stale graczami, każdy z nich to potwierdzi. A przykład płynie z góry. Przeciętny człowiek, który nie umie sam określić swojego szczęścia, zapożycza definicję z mediów i myśli: będę zadowolony, kiedy będę sławny i bogaty. A to nie jest prawda – przynajmniej nie dla wszystkich. I niestety rozpoczyna się gra… Zakładamy cudze maski i udajemy, że jest dla nas dobre to, co wybrali inni.

Od dawna wiadomo, że pieniądze nie dają szczęścia, a jedynie umożliwiają nam życie w komforcie. Komfort jest ważny, ale nie warunkuje satysfakcji i spełnienia. Zaskakujące jest to, że tak wiele osób ciągle się na to nabiera i rozpoczyna na oślep pogoń za pieniędzmi. Bogactwo daje nam pewne możliwości, to prawda, ale to tylko możliwości. Są one do zdobycia także w inny sposób. Znam wiele zadowolonych i szczęśliwych ludzi, którzy żyją skromnie. Wiem też, że mnóstwo bogatych ludzi cierpi, zabijając wewnętrzny ból alkoholem, zakupami, rozczarowującymi romansami i skandalami towarzyskimi. Pieniądze są częścią tego świata, nie są ani dobre ani złe, a w najmniejszym stopniu nie mają wpływu na nasze poczucie spełnienia. Gdzie zatem jest schowane szczęście?

Szczęśliwość uwarunkowana jest pozostawaniem w harmonii ze sobą samym. To zgodność z rytmem duszy i jedność z pieśnią serca. To temat tylko pozornie drugoplanowy i nie mający większego wpływu na osiąganie sukcesu czy miłość albo przyjaźń. W istocie bywa kluczowy dla wielu osób. Kiedy działamy w zgodzie ze sobą, wszystko zaczyna nam sprzyjać, ponieważ każdą komórką swojego ciała wspieramy i potwierdzamy to, co robimy. Energia płynie wówczas z ogromną siłą, tworząc to, czego pragniemy. Nasze myśli i działania są spójne, pełne mocy, więc w sposób oczywisty przyciągają sukces. Jednak rzadko kiedy działamy w takiej harmonii, ponieważ nawykowo podążamy cudzymi ścieżkami.

Dwadzieścia pięć lat temu miałam sąsiadkę, która biegnąc do centrum miasta w swoich sprawach, niemal codziennie pukała do mnie i próbowała narzucić swój styl życia. „Czemu siedzicie w domu, zamiast iść na koncert? Tak fajnie grają, chodźcie.” – namawiała. „Czemu nie pojedziecie nad wodę, taka ładna pogoda, a wy ciągle w domu z nosem w książce, jedźcie z nami.” – zapraszała. Była tak sugestywna i tak pełna pogardy dla mojego domatorstwa, że kilka razy dałam się namówić i przekonałam męża, abyśmy zmienili swoje przyzwyczajenia i robili to samo, co Jola. Nawet przez moment uwierzyłam, że źle postępuję, odnajdując przyjemność we wspólnym z mężem oglądaniu filmów, czytaniu książek, leżeniu w ogrodzie na trawie. Efekt był żałosny. Spędzaliśmy wolny czas tak, jak Jola, wracaliśmy znudzeni bezsensownym trajkotaniem i zmęczeni realizowaniem cudzych pomysłów. Nie dawały nam one zadowolenia, lecz poczucie zmarnowanego czasu. Olśniło mnie dopiero wtedy, kiedy podczas wizyty u Joli zorientowałam się, że jedyną książką, jaką posiada jest książka kucharska. „Nie lubię czytać, nudzi mnie to” – przyznała się od razu. Wtedy zrozumiałam, że jestem inna i mam prawo mieć inne sposoby na spędzanie wolnego czasu. Od tamtej pory nigdy więcej nie słuchałam porad na temat tego, co powinnam robić i co jest dobre dla mnie. Słuchałam siebie i tylko z mężem uzgadniałam, gdzie i kiedy pojedziemy odpocząć. Jesteśmy oboje domatorami, dobraliśmy się w korcu maku, a każde z nas ma swoje zainteresowania i w niczym sobie nie przeszkadzamy. Wakacje spędzamy wśród ludzi, których lubimy i w taki sposób, który nam obojgu odpowiada. Od lat. Nie reagujemy na przytyki typu: “Wy ciągle jeździcie w to samo miejsce, nie nudzi was to? Jedźcie gdzie indziej”. Jola to jeden z najważniejszych nauczycieli w moim życiu. Nauczyła mnie ufać sobie i słuchać siebie.

Ludzie stale próbują mi dawać dobre rady. „Zetnij włosy” – mówią – „będzie Ci ładnie w krótkich.” Może będzie, ale lubię długie włosy, więc nie słucham. Mówiono mi też, co powinnam studiować, gdzie pracować, dokąd jechać na wycieczkę i z kim się rozwieść, a z kim pobrać. Nie słuchałam tych życzliwych rad i dobrze na tym wyszłam. Dzisiaj mogę powiedzieć zupełnie spokojnie, że jestem szczęśliwa i robię to, co kocham. Szukałam dość długo swojego sposobu na życie, ponieważ początkowo nie umiałam słuchać samej siebie. Myślę, że wszyscy ci, którzy tracą czas, realizując cudze ścieżki, też tego nie umieją. Nie ufamy sobie, nie słyszymy głosu swojej intuicji, a nade wszystko nie akceptujemy samych siebie. Wysokie poczucie własnej wartości to początek wszystkiego. Jeśli umiemy szanować i doceniać siebie, to stajemy się dla siebie autorytetem, którego warto posłuchać. Jeśli nie wierzymy sobie, to rozglądamy się dookoła i pytamy innych o drogę. To prowadzi nas w ślepą uliczkę.

Działanie w harmonii serca jest ogromnie ważne. Już dawno zauważyłam, że Wszechświat słucha moich prawdziwych myśli, a nie sprzyja mi, kiedy powielam cudze pomysły, z którymi wcale się nie utożsamiam. Kiedy próbowałam robić coś, czego „nie czułam”, nic mi nie wychodziło. Innym ludziom czasem wychodzi, bo są wytrwali, pracowici i zdeterminowani. Potrafią latami chodzić do pracy, której nie znoszą, tylko dlatego, że wydaje im się, że muszą i nie da się inaczej. Wewnętrzna presja daje im siłę. Ale pamiętajmy, że presja to nie to samo co pasja. Przymus potrafi nas zmobilizować, ale nigdy nie da nam radości i szczęścia. To się wyklucza. Pasja to prawdziwa bezwarunkowa miłość, która daje spełnienie. Każdy z nas powinien coś takiego mieć i podążać za swoim wewnętrznym głosem.

Bogusława M. Andrzejewska