Dobrodziejstwa medytacji

Dobrodziejstwa systematycznej medytacji trudno przecenić. Wszyscy wiemy, że jest to ścieżka do spokoju i duchowych odkryć. Ludzie, którzy medytują, poznają moc swojego umysłu i wykraczają poza schematy, nierzadko wytyczając dla siebie pozazmysłowe szlaki. Ich wewnętrzne doświadczenia zapełniają czasem piękne ksiązki o rozwoju i pracy nad sobą. W jakiś sposób widzimy, że takie osoby lśnią tym wyjątkowym blaskiem, który rodzi się z wewnętrznego pokoju.

Medytacja w pewien sposób odmładza nas, ponieważ jest tym dla umysłu, czym ćwiczenia fizyczne dla ciała – treningiem. Kto medytuje, jest sprawny umysłowo do późnego wieku. A co ciekawe medytowanie działa także u dzieci z ADHD, czyli może okazać się świetnym sposobem na poprawę koncentracji w każdym wieku. Pomaga podejmować świadome decyzje. Dyscyplinuje umysł i sprawia, że stajemy się bardziej uważni. Przestajemy działać na autopilocie.

Badania naukowe dowodzą, że w wyniku systematycznej medytacji zwiększa się ilość szarych komórek w mózgu. Efekty zaobserwowano juz po 8 tygodniach. Ponadto badacze stwierdzili, że zwiększa się także ilość połączeń neuronowych. To być może wyjaśnia, dlaczego medytacja gwarantuje nam sprawny intelekt do późnych lat i generalnie jest metodą pomagającą utrzymać zdrowie umysłowe.

Moim zdaniem najcenniejszym efektem regularnej medytacji jest zmniejszenie stresu. Sama doświadczyłam już wiele lat temu, że wystarczą mi dwa tygodnie medytacji, aby negatywne emocje całkiem się wyciszyły. Nabieram dystansu do świata i nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Potwierdzają to także naukowe badania – medytacja uczy spokoju, obniża ciśnienie, zmniejsza ryzyko zawału, a ponadto zmniejsza uczucie bólu.

Jeśli spojrzymy przez pryzmat psychosomatyki, to zobaczymy rzecz oczywistą: dystans do świata i zmniejszenie negatywnych emocji jest najlepszym sposobem uzdrawiania. Przyjmując, że każde schorzenie bierze się z trudnych emocji, medytacja nie tylko zapobiega powstawaniu chorób, ale ma też szansę stać się jednym z wielu sposobów na zdrowienie. Na chwilę obecną medycyna nie odnotowała jeszcze wyleczenia ciała i jego organów z pomocą samej medytacji, ale tu i tam pojawiają się informacje o pojedynczych przypadkach, kiedy to właśnie medytacja okazała się punktem zwrotnym w powrocie do zdrowia.

Na poziomie psychologicznym juz doceniamy ten mechanizm. Zaobserwowano i uznano leczącą moc medytacji w przypadku stresu pourazowego i napięcia przedmiesiączkowego. Zauważono, że pomaga ona w stanach lękowych, oczyszczając z obaw i zwiększając spokój. Co za tym idzie – poprzez zmniejszanie napięcia lękowego medytacja zapobiega depresji. Każdy szpital kliniczny w USA prowadzi obecnie sesje mindfullness (trening uważności), ponieważ traktuje się tę metodę, jako formę leczniczą. Eksperymentalnie dowiedziono też pozytywnego wpływu medytacji na geny.

Jednym z ważnych dla nas czynników jest fakt, że medytacja poprawia nastrój. Nie tylko wycisza i wyłącza negatywne emocje, ale też podnosi poziom energii. Pozytywne nastawienie do świata to cześć prosperującej świadomości. To wspaniały stan, nie do przecenienia. Zwróćmy uwagę, że kiedy nasze myśli są piękne i dobre, to tworzą dla nas doskonałe zdrowie i przyjemną rzeczywistość, obfitująca w pomyślne wydarzenia. Jeśli zatem medytacja jest narzędziem, które wyrabia w nas nawyk właściwego myślenia, jest także sposobem na szczęśliwe życie.

 Bogusława M. Andrzejewska

Reklamy

Święta przestrzeń

Kiedyś, dawno temu oglądałam rysunkowy żart, na którym ktoś umieścił mnóstwo gadżetów do medytacji. Była tam mata, były kryształy, była świeca i sprzęt z muzyką. Leżało poskładane specjalne ubranie i stały posążki z bóstwami. Obok w specjalnie zaprojektowanej fontannie w stylu zen chlupotała woda. Nie było tam tylko medytującego człowieka. Długo kontemplowałam ten rysunek, by zrozumieć, gdzie zaczyna się przerost formy nad treścią. Dzisiaj mogę Wam powiedzieć: w umyśle.

Dopóki czegokolwiek potrzebujemy do medytacji, wszystko jest zbędne, a nasza medytacja nie jest prawdziwa. Jeśli nie umiemy medytować bez swojej ulubionej muzyki albo bez maty, albo bez kamieni czy świecy, to warto jeszcze raz podejść do nauki medytacji i poszukać takiej opcji, która napełni nas światłem bez żadnych dodatków z zewnątrz. Medytacja jest procesem w nas. W środku. Nie potrzebuje niczego z zewnątrz.

W pewien sposób nie potrzebujemy nawet ciszy. Prawdziwie medytujący umysł umie wyłączyć się ze wszystkiego, co go otacza. Nawet na środku chodnika ruchliwej ulicy w centrum miasta. Ale to nie oznacza, że tam mamy medytować. To byłoby specyficzne wyzwanie. Możemy wybrać sobie taki czas i takie miejsce, gdzie jest w miarę spokojnie, pamiętając, że nawet na łonie przyrody życie buzuje w całej okazałości. Biegają mrówki, skaczą wiewiórki, a ptaki strącają na nasze głowy kawałki listków i kory. Nie ma idealnej ciszy nigdzie. Chyba tylko floating zapewnia nam całkowite odcięcie od otaczającego świata. Sensem medytacji jest odnalezienie tej ciszy w sobie, bez wielkiej pomocy z zewnątrz. Ale malutka pomoc jest wskazana. Taka, jak np. zamknięty pokój i wyłączona komórka. Może jeszcze trochę relaksacyjnej muzyki, która zagłuszy gwar dochodzący z ulicy?

Tworzenie świętej przestrzeni nie jest budowaniem uwarunkowania, warto o tym pamiętać. Święta przestrzeń ma na celu oczyścić i podnieść nam energię. Bez wątpienia jest to ułatwienie, szczególnie dla tych, którzy medytują od niedawna. Dzięki zbudowaniu świętej przestrzeni szybciej podnosimy wibracje, łatwiej wyciszamy umysł i lepiej się czujemy. Moja święta przestrzeń jest miejscem, w którym przebywam przez cały czas, kiedy jestem w domu. Co jest o tyle ważne, że ja też w domu pracuję, a moja praca jest mocno oparta na wysokich wibracjach.

Dla niektórych nieodzownym elementem medytacyjnego pokoju jest ołtarzyk. A nawet ołtarz. Widziałam u kogoś takie właśnie dzieło sztuki zajmujące całą ścianę. Jeśli człowiek tak czuje, to tak wybiera. Jakkolwiek nazwie swoje święte gadżety, są one akumulatorami energii jego modlitw. Są czymś, co kocha i na co chce stale patrzeć. Bo zwróćmy proszę uwagę na jedną istotną rzecz: otaczamy się tym, co nam bliskie, a to co nam najbliższe i najważniejsze układamy na ołtarzu. Zawsze tak było. Od wieków, niezależnie od kultury i religii. Robimy to podświadomie.

I co ciekawe – każdy wyobraża sobie teraz posągi bóstw i magiczne kryształy, tymczasem bywa, że na ołtarzu w domu stoi… telewizor. Nazywa się to regałem lub szafką, ale umiejscowienie, rytuały, szacunek, częstotliwość zakochanego spojrzenia nie pozostawia wątpliwości – to ołtarz. Zatem wszyscy mamy w domu ołtarze i stawiamy na nich to, co dla nas istotne. Nie ma rzeczy lepszych i gorszych. To, czym jeden gardzi, dla drugiego może być sacrum. To my sami suwerennie wybieramy sobie nasze świętości.

Jednak święta przestrzeń, o której tu opowiadam, to nie sam ołtarz, lecz pomieszczenie lub jakiś jego wydzielony kawałek, w którym szczególnie dbamy o podniesienie energii. Ołtarz nie jest wcale konieczny, wystarczy półeczka, kącik, kawałek biurka. Bardzo często są to miejsca, w których trzymamy swoje cenne książki o duchowości lub karty anielskie. A warto pamiętać, że takie Karty Aniołów same w sobie mają piękną energię, którą przecież zabarwiają wnętrze. Znam też kilka świetnych tytułów, które niosą dobrą energię. Zatem na te elementy warto zwrócić uwagę.

Zaczynamy od aranżacji, w której wykorzystujemy wysokowibracyjne przedmioty. Jest ich tak dużo, że trudno wszystkie tutaj wyliczyć. Z całą pewnością będą to kryształy i kamienie szlachetne, odpowiednio oczyszczone i dobrane. Następnie figurki Aniołów lub bóstw czy manifestacji, które są nam bliskie. U jednej osoby to może być Mahakala, u innej Tańczący Sziwa, a jeszcze u innej Jednorożec lub Smok. Wbrew temu, co mogą sądzić osoby postronne, to nie oznacza, że modlimy się do figurek. Ich obecność po prostu podnosi energię. Uważam też, że wnosi określoną jakość do pomieszczenia. Sugeruję, by osoba, która nie wie, kim jest np. Strażnik Dharmy, nie stawiała jego figury tylko dlatego, że wygląda modnie i oryginalnie. Warto być spójnym energetycznie i trzymać się swojej linii duchowej także w wystroju wnętrza.

Ciekawym elementem są wzory świętej geometrii. Są niezwykle mocne i dostępne w tysiącach rozmaitych form – od obrazów, przez biżuterię, do świeczników i podstawek pod kadzidła. Tutaj też warto wybierać to, co jest spójne z naszą duchową linią. Mówimy tu trochę o czymś takim jak Feng Shui – aranżacja przestrzeni działa na podświadomość. O ile kwiat lotosu czy symbol OM wydają się być uniwersalne, o tyle wadżra czy oryginalny zapis jakiejś buddyjskiej mantry już niekoniecznie. Mogą w podświadomości budzić lęk czy niepewność. W świętej przestrzeni powinno znaleźć się tylko to, co jest bliskie sercu i daje poczucie bezpieczeństwa czy boskiej lub kosmicznej opieki. Bo taki jest sens tego miejsca.

Warto zwrócić uwagę na obrazy energetyczne. Jest ich obecnie mnóstwo, ponieważ ludzie otwierają się na swoje wewnętrzne piękno i zaczynają bez obaw wyrażać siebie twórczo. Istnieje mnóstwo pięknych malowanych Aniołów, mandal i bajecznie kolorowych abstrakcji. Pisałam już o tym, że nie każdy obraz, który autor nazywa energetycznym, jest takim w istocie. Ale to nam ma się podobać. Jeśli zachwyca albo wycisza, jeśli dodaje energii i oczy lecą ku niemu z radością – to dobry obraz. Nic więcej nie trzeba. Taki obraz fantastycznie rozświetli przestrzeń.

Ciekawą opcją mogą być zapachy, jeśli korzystamy z tej przestrzeni sami. Jeśli natomiast urządzamy ją na spotkanie w grupie, na jakieś medytacyjne zajęcia, należy uważać. Bardzo lubię kadzidła, ale w istocie rzadko korzystam. Wiedząc, że inne osoby mogą ich nie tolerować, przestawiłam się na aromaterapię i olejki. Tutaj niestety też spotkałam się z negatywną reakcją osób, które były u mnie gośćmi. Stosuję zatem olejki tylko sama dla siebie. Częściej korzystam natomiast ze świec zapachowych i świeżych kwiatów. Ich delikatny aromat nikogo nie drażni.

Kolejny ważny element to oczyszczanie. Można okadzić białą szałwią lub czymś innym, co nam odpowiada. Można przejść się po pokoju grając na misie tybetańskiej. Można zrobić Reiki w intencji oczyszczenia. Można wypełnić pomieszczenie Fioletowym Płomieniem. Metod jest sporo. Na koniec dobrze jest zapalić świecę, ponieważ ogień wchłania i spala emocje, a przynosi radość. Dlatego też na wszystkich ołtarzach znajdują się rozmaite świeczniki. To taki najbardziej konieczny element wyposażenia świętej przestrzeni. Często mówię, że nic tak naprawdę nie trzeba – żadnych kryształów, muzyki, posążków. Ale trzeba zapalić bodaj zwykłą świeczkę na zwykłym talerzyku. W czasie medytacji, modlitwy, czy praktyki duchowej ogień powinien się palić.

Wyjątkiem jest oczywiście natura. Kiedy siedzimy pod drzewem czy na łące, nie potrzebujemy żadnego ognia. Natura jest czysta i potężna w swej istocie. Na bieżąco oczyszcza wszystko, co tylko się pojawia w naszych emocjach, w naszej aurze. To najlepsze miejsce, jakie można sobie wymarzyć na medytację. Myślę, że każdy doskonale wie to, co teraz chcę tutaj napisać – natura to najświętsza przestrzeń sama w sobie. Niczego nie potrzebuje, poza naszą miłością, dbałością i szacunkiem.

Kiedy jednak wykonujemy praktyki pod dachem, we własnym domu, gabinecie, salce do ćwiczeń, warto po oczyszczeniu napełnić to miejsce dobrą energią. Do tego można wykorzystać te same metody, które działają oczyszczająco: gra na misie, modlitwa, Reiki. Można poustawiać misy z kryształami w różnych miejscach pokoju i uruchomić deszcz energii. Pamiętajmy jednak, że przestrzeń zostanie i tak napełniona energią naszych praktyk i medytacji, jeśli po prostu będziemy je często robić. To działa najsilniej. Czy możecie sobie wyobrazić, że po pięciu dniach codziennego wykonywania zabiegu Reiki w szpitalnej sali wypełniłam tę salę energia jak akumulator? Pomimo że zabieg robiłam tylko przez godzinę dziennie, a szpital ma fatalną energetykę – ta jedna sala świeciła jak sanktuarium, a ludzie w niej leżący wracali do zdrowia szybciej, niż spodziewali się lekarze.

Moc jest w nas. Święta przestrzeń to celebracja naszych duchowych wartości i otaczanie się pięknem. To ukojenie dla naszych oczu i wzmocnienie dla serca. To energetyczne doładowanie, która ułatwia wyciszenie rozszczebiotanego umysłu. To przyciąganie dobrych energii i dostrajanie podświadomości do tego, co dla nas szczególnie ważne. W świętej przestrzeni Anioły otaczają nas skrzydłami, zanim je zawołamy, a pozytywne wibracje układają się miękko na naszym sercu.

 Bogusława M. Andrzejewska

Cisza

Spróbujmy odnaleźć w sobie ciszę. Taką piękną, jasną, wolną od jakiejkolwiek oceny. Wolną od dualizmu. Ciszę, której nie przerywa narzekanie, zamartwianie się i lęki. Której nie rozprasza też egzaltowane planowanie przyjemności chociaż to nic złego. Ale na tę chwilę pozostańmy w ciszy, która pozwoli odnaleźć największe skarby wewnętrznego świata. Cisza otwiera drzwi do naszego serca i pomaga zobaczyć Kim Jesteśmy w Istocie.

A co znajdziemy za tymi drzwiami? Piękną, boską istotę, która lśni prawdziwym blaskiem i wie, że jest doskonała na ten moment. Każdy z nas jest we właściwym miejscu i czasie, każdy zatem jest piękny i dobry. Każdy z nas jest niewinny, jak w chwili swoich narodzin. Każdy z nas jest wspaniały i błyszczy wewnętrznym Światłem swojej prawdziwej natury.

Kiedy wracamy do codzienności, zapominamy o swojej boskiej doskonałości. Bo wszystkimi zmysłami postrzegamy swoją ludzką ułomność, wady i emocjonalne reakcje, których wcale nie chcielibyśmy doświadczać. Jednak one są i w naszym ludzkim wglądzie są o całe niebo oddalone od ideału, jaki stworzyliśmy zgodnie ze swoimi wyobrażeniami. No właśnie tu drzemie istota natury. To tylko nasza wizja tego, jacy powinniśmy być. I dla każdego ta wizja jest inna. Ktoś kładzie nacisk na artystyczne zdolności, ktoś inny na pracowitość, ktoś jeszcze inny na zaradność i asertywność. A być może dla kogoś istotna jest ładna buzia i zgrabna sylwetka. Taka, jak na okładce kobiecego tygodnika.

Dla duszy nie ma znaczenia ani wygląd, ani zdolności, ani pracowitość. W istocie tu i teraz jesteśmy „idealni” tacy, jacy jesteśmy. Warto przynajmniej raz dziennie to sobie uświadomić. Jest to ogromnie ważne dla naszego rozwoju, szczęścia i doświadczania. Dopóki bowiem podchodzimy do rozmaitych życiowych sytuacji z poziomu kogoś niedoskonałego, wadliwego, odnosimy często porażki, dotykamy rozczarowania i smutku, wpadamy w poczucie beznadziejności. Wszechświat jest lustrem i odzwierciedla to, co mu przynosimy.

W artykułach o podnoszeniu poczucia własnej wartości, a także w książce Samoakceptacja podkreślam wagę naszych myśli o nas samych. Podaję wypróbowane metody poprawiania tego najważniejszego ze wszystkich wzorców. Dzisiaj chcę pokazać jeszcze jedną ścieżkę do zmiany myślenia o sobie. Ścieżkę duchową, opartą na medytacji, wyciszeniu i połączeniu ze Wszystkim Co Jest. Zwróćcie proszę uwagę, że w duchowych praktykach zawsze jesteście częścią Boskości. Doskonałą. Wspaniałą. We właściwym miejscu i czasie. W najlepszym dla siebie punkcie wewnętrznego wzrastania. Pełną harmonii z wszechświatem.

Odwołanie się do subtelnych doświadczeń z medytacyjnych peregrynacji pozwala poczuć swoją prawdziwą naturę i spojrzeć na siebie oczami Najwyższego Źródła. Na początku to może być szokujące i niewiarygodne. Po pewnym czasie jednak przynosi miłość do siebie i zrozumienie swojego miejsca we wszechświecie. Przynosi też uwolnienie od ciągłego napięcia. Bo kiedy staramy się za wszelką cenę dogonić swój wymarzony ideał, to spinamy się i blokujemy, przewracamy i podnosimy potłuczeni i biegniemy dalej w opętańczym wyścigu.

Niczego nie musimy gonić. Nic nie musimy wypełniać. Niczego nie musimy osiągać. Jesteśmy doskonali tu i teraz. Jedyne co mamy robić, to kochać i jeszcze raz kochać. I z radością doświadczać. Czasem pokonywać życiowe wyzwania, które wybrała nam dusza. Czasem śmiać się beztrosko. Często tworzyć i szukać tego, co przynosi nam autentyczne spełnienie. Być sobą w harmonii ze Wszystkim Co Jest i cieszyć się każdą chwilą istnienia. Jak najczęściej zanurzać się w ciszę, by dotykać swojego Prawdziwego Ja i uświadamiać sobie swoją doskonałość.

Mamy marzenia. Warto je realizować. Mamy dążenia, które wyrastają z potrzeby serca. To też piękna motywacja do tego, by biec przed siebie i działać, robić wspaniałe rzeczy, uczyć się i rozwijać, stawać się coraz lepszym. Ale z radością. I koniecznie ze świadomością, że jesteśmy doskonali i jako doskonałe istoty dążymy do szczęścia w określony i wymyślony przez siebie sposób. Nigdy jednak po to, by coś komuś udowodnić nigdy! Nic nie musimy udowadniać. Jesteśmy już u celu. Mamy wszystko, co potrzebujemy, a cokolwiek robimy, to wyłącznie dla większej radości, nauki i rozwoju.

Jest rzeczą oczywistą to, że posiadamy pewne cechy, które ludzkość nazywa wadami. Na przykład możemy być leniwi i odkładać na później obowiązki, aby bawić się beztrosko. Możemy być nerwowi i złościć się o każde głupstwo. Możemy być podejrzliwi i oskarżać ludzi o coś, czego nie zrobili, aby później ze wstydem odwracać twarz. Możemy tak bardzo kochać ładne przedmioty, ubrania i ciekawe wycieczki, że stajemy się chciwi, widząc w pieniądzach klucz do tego, co lubimy. I wiele więcej. Czy wobec tego możemy mówić o sobie, że jesteśmy doskonali?

Zdecydowanie tak. Nasza prawdziwa natura jest doskonała, a do niej odwołujemy się w ciszy. Zauważmy, że nasza prawdziwa natura nie jest leniwa ani nerwowa, nikogo nie oskarża ani nie bywa chciwa. Jest Światłem i Miłością. To, co nazywamy wadami jest poukładane w nakładce nazywanej przez niektórych „ego”. Mamy moc i możliwości, aby przetransformować naszą nakładkę. Jest plastyczna, pozwala na wprowadzanie zmian, które nazywamy uzdrowieniem.

Zwróćmy jednak uwagę na jedną istotną rzecz, by zmieniać tylko to, co rzeczywiście nam nie służy. Jesteśmy zaprogramowani różnymi powszechnymi przekonaniami, które narzucają nam nieprawdziwe treści. Na przykład nie lubimy pracy fizycznej: sprzątania, grabienia liści, dźwigania. Ludzie mogą nam powtarzać: „jesteś leniwy, bo pracowity to taki, co lubi się zmęczyć”. To bzdura. To mit, ukuty przez ludzi, dla których ważne było, by inni podejmowali niechciany wysiłek. Prawdziwa obiektywna pracowitość dotyczy jedynie podejmowania działań. Ktoś, kto nie lubi kopać ogródka, może uwielbiać malować i w ciągu dnia tworzy trzy piękne obrazy. Czy jest leniwy? Ktoś, kto nie lubi gotować, może fantastycznie prowadzić szkolenia, dając z siebie wszystko w profesjonalnym wykładzie. Czy jest leniwy? Zanim zaczniemy „uzdrawiać w sobie lenistwo”, odpowiedzmy sobie uczciwie, czy rzeczywiście taką cechę posiadamy.

O wiele bardziej oczywiste są takie jakości, które utrudniają nam życie. Osoba nerwowa może być po prostu kłótliwa, bo nie umiejąc zarządzać swoimi emocjami chlapie językiem i niechcący obraża ludzi. A potem jej przykro. I myśli sobie: „zły ze mnie człowiek, pyskaty, ranię innych, chociaż wcale tego nie chcę”. Jednak to nie jest tak. Taka osoba nie jest wcale zła, ułomna czy wadliwa. Jest doskonała, tylko pewne cechy jej nakładki utrudniają jej relacje. Jeśli zechce, może to zmienić dla siebie, aby było jej łatwiej żyć, aby jej relacje nabrały radości. Może nauczyć się zarządzać emocjami, wyciszać i bardziej liczyć z uczuciami innych osób. Stanie się po prostu inna. Czy lepsza? Cały czas była dobra, tylko zasłaniały to jej nerwowe zachowania. Tak po prostu warto spojrzeć na siebie od tej strony. I zmieniać to, co się nam w sobie nie podoba. Po to przecież się rozwijamy, po to uzdrawiamy, aby było nam lepiej żyć tu na tej planecie, w tych warunkach, wśród innych podobnych nam ludzi.

Najtrudniej odnieść pojęcie doskonałości ludzkiej istoty do osób, które nas krzywdzą w oczywisty sposób. Oto Jaś uderzył w gniewie Małgosię. Staniemy murem przy Małgosi, mówiąc, że Jaś jest zły?  A jeśli dowiemy się, że dusza Małgosi ma umowę z duszą Jasia, że będzie ją uczył asertywności i kochania samej siebie tak długo, aż się nauczy? Taki argument wyjaśnia najwięcej. Kiedy mamy świadomość tego typu kontraktów, przestajemy oceniać ludzi.

Z jednaj strony Kochani Moi, chciałabym bardzo, aby nigdy, nigdy żaden Jaś nie uderzył żadnej Małgosi bo to dla mnie już taki punkt krytyczny. Na poziomie ludzkim nie toleruję damskich bokserów. Natomiast z poziomu wiedzy, którą posiadam, takie zjawisko to sygnał dla Małgosi, aby zrobiła wszystko co może i nigdy więcej nie pozwoliła, by ktokolwiek ją uderzył. I tylko ona sama to może zrobić, podnosząc poczucie własnej wartości, rozwijając miłość i szacunek dla samej siebie. Bo nawet jeśli zasłonię ją własną piersią 10 razy, to za jedenastym Małgosia uderzy się o drzwi albo nastąpi na grabie i poczuje ból, który ma ją obudzić.

Małgosia jest doskonała, ale w to nie wierzy. Jej dusza pragnie, aby była też szczęśliwa i aby nie czuła się zła, grzeszna, godna cierpienia. Bijący ją Jaś to wskaźnik takich przekonań. Niczemu one nie służą, Jaś je pokazuje boleśnie, by nią potrząsnąć. Jeśli obronię Małgosię przed Jasiem, z drugiej strony podejdzie Adaś i zastąpi Jasia. A jeśli zasłonię ją i przed Adasiem, to jak napisałam ta kobieta stanie na grabie. Dusza jest cierpliwa i konsekwentna. Kiedy ktoś nie chce rozumieć i uczyć się z książek lub od mądrych nauczycieli, uczy się przez trudne doświadczenie. Wszystko po to, aby wreszcie się obudził i zapytał: „dlaczego tak? i co mogę z tym zrobić?”

I jeszcze o Jasiu. Wyrasta w bólu, bo jego dusza wzięła na siebie trudny kontrakt uczenia się kochania siebie, poprzez cierpienie. Nie udaje mu się, nie rozumie lekcji. Jako dorosła osoba przerzuca swój ból na innych i podświadomie mści się za swój trudny los. Bywa ciężkim nauczycielem dla tych, którzy z nim podpisali swoje kontrakty. Uczy ich kochania siebie, którego sam sobie nie dał. Jednak jako istota doskonała czuje cierpienie każdej duszy, jaką w swoim życiu uderzył. Przychodzą do niego wszystkie te ciosy w koszmarnych snach. Zagłusza to alkoholem, ale kiedy trzeźwieje, ból wraca. Czasem udaje mu się spotkać na swojej drodze mądrego człowieka, który swoimi słowami trafia do serca i uwalnia z Jasiowej nakładki całe niezamierzone okrucieństwo. Doskonałość Jasia odnajduje swoje miejsce w każdym pełnym życzliwości geście, którym próbuje wynagrodzić to, co robił wcześniej. Ekspiacja jest dla niego, dla jego nakładki, czasem jako spłata karmicznych kontraktów. Sam w sobie jest doskonały i bez niej.

Trudny to temat, wiem. Przyjmijcie tyle, na ile jesteście gotowi. Polecam jako uzupełnienie ciekawe lektury o kontraktach dusz, czy choćby znaną dobrze wszystkim pierwszą część „Rozmów z Bogiem” Neala Donalda Walscha. Nie ma złych ludzi. Każdy z nas jest w swojej istocie niewinny. Każdy z nas jest prawdziwym Światłem. Odnajdziecie to w swojej ciszy.

Bogusława M. Andrzejewska

 

Przebudzenie 11

Nauczyciel jogi czy medytacji pracuje i zarabia tak samo jak piekarz czy szewc. Różnica polega na tym, że piekarzom i szewcom ludzie płacą bez oporów, a duchowy nauczyciel wydaje się utkany z mgły  nie musi wiec jeść ani opłacać rachunków. Tymczasem ciągle jeszcze niewielu wśród nas odżywia się Światłem. A w polskim klimacie mieszkać pod chmurką raczej byłoby trudno. Dlatego Nauczyciel Duchowy pobiera opłaty za szkolenia, analizy, konsultacje. I nie należy go za to potępiać, oczekując, że skoro Duchowy, to da nam wszystko za darmo.

Uczestniczyłam w wielu szkoleniach buddyjskich urzeczywistnionych nauczycieli. Za każdym razem wnosiłam opłaty za miejsce, za jedzenie, ale i dla nauczyciela, który też jadł i korzystał z linii lotniczych, aby do nas dotrzeć. Przy inicjowaniu w nowe praktyki tradycją jest dawanie nauczycielowi prezentów. Jasna sprawa, że niezamożne osoby zrywały garść malin i wręczały bukiet kwiatów. Ale większość z nas ofiarowywała to, co uważała za wartościowe, ponieważ to, co dostawaliśmy też było wartościowe. Ja najczęściej dawałam kamienie  kryształowe piramidki, duże ametysty o dwóch wierzchołkach, pięknie rzeźbione bursztyny. Jednak inni często dawali po prostu pieniądze.

Ustalenie ceny jest komfortowe dla każdego. Zamawiający usługę nie musi się martwić o to, ile powinien dać i czy nie dał za mało. Jest też pomocne w ustaleniu gotowości energetycznej, tworząc naturalny próg. A wreszcie pomaga też podjąć decyzję. Bo nawet jeśli coś wydaje nam się za drogie, to jest to informacja nie tylko o świadomości ubóstwa, nad którą warto popracować, ale także o tym, że to akurat nie jest dla nas najlepsze na ten moment.

Odłączanie pieniędzy od duchowego rozwoju i twierdzenie, jakoby duchowość nie miała nic wspólnego z finansami jest ignorancją. Zeszliśmy na fizyczną planetę właśnie po to, aby nauczyć się rozumieć materie i tą materią władać. Prawdziwy Duchowy Nauczyciel traktuje pieniądze w sposób równie naturalny jak jabłko, krzesło, chmury na niebie czy obraz wiszący na ścianie. Korzystanie z pieniędzy jest dla niego równie normalne i oczywiste jak oddychanie. Czyli  podkreślę na wszelki wypadek  nie skupia się zanadto na zarabianiu i pieniądze nie są dla niego celem życia. Podobnie jak krzesło czy chmury nie znaczą dla nas więcej niż znaczą. Ale traktuje je z szacunkiem i miłością, podobnie jak traktujemy jabłka, drzewa czy słońce na niebie. Największym błędem rzekomego przebudzenia jest traktowanie pieniędzy jako czegoś gorszego… A nie istnieją energie gorsze czy niegodne.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że każdy  dokładnie każdy z nas  ma dostęp do obfitości i bogactwa. Ono nie jest czymś na zewnątrz, co trzeba sobie wydrapać albo o co trzeba walczyć. Bogactwo jest naszą prawdziwą naturą. Tak samo jak zdrowie. Oznacza to, że mając w sobie harmonię i będąc połączonym z Najwyższym Źródłem mamy dostęp do tego, czego pragniemy. Duchowy Nauczyciel wie o tym, że dostęp do pieniędzy nie różni się niczym od dostępu do powietrza, którym chcemy oddychać. Jeśli się dusimy, to należy to uzdrowić w sobie i poprzez miłość bezwarunkową odbudować harmonię, która pozwoli zaczerpnąć głęboki oddech. Dlatego Mistrz Duchowy oczekuje zapłaty za swoją pracę wiedząc, że obfitość finansowa nie jest niczym trudnym czy niedostępnym dla człowieka.

Dotyczy to również naszego materialnego ciała, które mamy nauczyć się uzdrawiać z pomocą duchowych umiejętności. Po to zeszliśmy na Ziemię, by rozwijać Moc uzdrawiania miłością bezwarunkową. Mamy w sobie wszystko, by nigdy nie chorować, ale i cały zestaw niezbędny do naprawiania ciała. Paradoksalne jest przy tym to, że ludzie tak młodo umierają na różne schorzenia. To pokazuje, jak bardzo zaniedbaliśmy rozwój i to właśnie najpilniejszy temat do prawdziwego wzrastania. Na już. Nie siedzenie w kwiecie lotosu, nie teorie spiskowe, nie kombinowanie, jakie są rodzaje dusz (egregorów, monad…), tylko uzdrawianie tu i teraz  w tych okolicznościach, które zostały nam dane przez duszę.

Zeszliśmy na Ziemię, by w warunkach skrajnego survivalu rozwijać moce, które pielęgnują boskość w nas. By nie zapominać Kim W Istocie Jesteśmy i że możemy wszystko, czego pragniemy. Że naszą prawdziwą naturą jest siła stwórcza. Celem życia jest  powrót do naturalnej wrodzonej, boskiej Doskonałości, w której możemy wszystko z pomocą świetlistej mocy bezwarunkowej miłości. I przeraża mnie, kiedy ludzie uciekają od tego, szukając winnych swoich problemów na zewnątrz.

Gdybym chciała posłużyć się metaforą survivalu, to naszym zadaniem jest zachować w tej trudnej podróży klasę, uczciwość i człowieczeństwo, by nie zjadać siebie nawzajem, tylko podawać sobie ręce na najtrudniejszych odcinkach. Mamy też być świadomi, że spokojnie poradzimy sobie z każdą przeszkodą, bo posiadamy w sobie wystarczająco dużo wiedzy i zdolności, by dotrzeć do celu zwycięsko. Stare dusze są po to, by użyczać opracowanych wcześniej map. Młode po to, by z szacunkiem z tych map korzystać, bez pyskowania w stylu: „ja wiem lepiej”. I największym wrogiem przebudzenia są pseudoezoterycy, którzy podważają wszystkie mapy i pomstują na to, że ktoś wymyślił błoto i każda stroma ścieżka to dla nich spisek obcych, którzy chcą nas zjeść. A mapy starych dusz to dla nich kłamstwo wiodące w przepaść…

To, co zaprawdę warto i co gorąco polecam, to nauczyć się rozpoznawać mądre, stare dusze, które chętnie użyczają swoich map. Czasem trzeba im za to zapłacić, a czasem wystarczy rozmowa, innym razem można przeczytać za darmo artykuł lub mądrą książkę. Lecz  jak pisałam w innym miejscu  lektury są dobre i niedobre. Są takie, które wiodą na manowce, a poznamy je po tym, że pozbawiają nas radości i nadziei. Ale są i takie, przy czytaniu których rosną nam skrzydła i odkrywamy naszą boską Moc. Jeśli książka powoduje wzrost energii i wiary w siebie, to jest właściwym przewodnikiem w rozwoju. Proste, prawda?

Bogusława M. Andrzejewska

Przebudzenie 7

Jednym z ciekawszych aspektów przebudzenia jest umiejętność wyciszenia umysłu. Mówią o tym wszyscy duchowi nauczyciele. Właśnie po to stosujemy w pracy nad sobą medytacje i mantry. Oczywiście medytacje mają też inne dobroczynne działania, więc ze wszech miar warto się ich nauczyć, ale to wyciszenie umysłu zaczyna wysuwać się na plan pierwszy, kiedy mówimy o przebudzeniu.

Nasz umysł bez przerwy „gada”. Proszę się nie obrażać o to  dotyczy to wszystkich. Ludzie, którzy nie ćwiczą umysłu, noszą w sobie wielkiego gadułę, który cierpi na słowotok. Gaduła opowiada bez przerwy różne rzeczy, zadaje pytania, zamartwia się, przypomina rozmaite stare  i nowe historie i zajmuje nas tym gadaniem bez przerwy. Nawet pod prysznicem i w toalecie. Milknie dopiero wtedy, kiedy zasypiamy. Przywykliśmy do tego i na co dzień korzystamy z tych wszystkich informacji, którymi gaduła nas zalewa.

Tymczasem pod spodem, pod rozgadanym umysłem jest cudowna uzdrawiająca cisza. A pod tą ciszą znajdziemy Wszystko Co Jest. Jesteśmy jednością z całym wszechświatem. To połączenie nie może być niezauważone  to byłoby co najmniej dziwne. To jak mieć rękę i nie czuć własnych palców. A jednak… najczęściej nie czujemy nikogo i niczego poza nami samymi, ponieważ to odczucie zagłusza świadomy umysł. Jego gadanie chroni nas i izoluje od Wszystkiego Co Jest. Ma to sens, dopóki nie jesteśmy przebudzeni.

Praktykowanie medytacji pozwala wyciszyć gadający wiecznie umysł. Kiedy wreszcie zamilknie, usłyszymy głos Boga, dotkniemy wieczności i uzyskamy wgląd w esencję wszechświata. Poczujemy swoją boskość, rozpoznamy własną istotę i zrozumiemy, Czym W Istocie Jesteśmy. Wszystkie odpowiedzi znajdują się po drugiej stronie ciszy. Nie ma zatem przebudzenia bez ciszy, ponieważ dopiero ona odsłania to wszystko, czego tak uporczywie poszukujemy w książkach i na kursach.

Jedną z przykładowych ścieżek, która stosunkowo szybko prowadzi do oświecenia, są buddyjskie praktyki. One właśnie pozwalają wyciszyć umysł i sięgnąć do takiej energetyki, która prowadzi nas do tego, co jest poza ciszą. Buddyjscy nauczyciele perfekcyjnie dopracowali techniki, układające naszą energię duchową w najbardziej optymalny sposób. Zapewne nie jest to jedyna taka dobra ścieżka, jest ich więcej. Każdy powinien wybrać sobie to, co dla niego najlepsze, ponieważ jesteśmy różni i nie będzie nas wszystkich satysfakcjonować czy rozwijać to samo. Jednak piszę o tym, bo to właśnie praktyka duchowa przynosi efekty, a nie dyskusje czy książki.

Oczywiście książki bezsprzecznie warto czytać  szczególnie gorąco polecam Eckharta Tolle, który pięknie mówi o sensie ciszy i tym wszystkim, co kryje się za nią. Warto też uczestniczyć w rozwojowych warsztatach czy dyskusjach, dzięki którym wymieniamy się doświadczeniami. Tu szczególnie polecam takiego sympatycznego pana, który nazywa się Mooji. Rzecz jednak w tym, że książki i kursy czy rozmowy karmią świadomy umysł. Tego wiecznego gadułę, który dostaje kolejną pożywkę do trajkotania, rozkminiania i wątpliwości. Dopiero praktykowanie ciszy pozwala dotknąć i urzeczywistnić to, czego tak pragniemy.

Dla tych, którzy są na ścieżce do przebudzenia, kwestia ciszy może być też sprawdzianem tego, na ile opanowali swój umysł, poprzez zweryfikowanie, czy umieją pozostać bodaj przez kilka minut nie myśląc o niczym. To prosty test. Zwróćmy też uwagę, że umysł dysponuje boskimi mocami. Praktykowanie ciszy i umiejętność wyłączenia „gaduły” na zawołanie, to odblokowanie dostępu do ogromnych możliwości. Dlatego właśnie osoby przebudzone często umieją zrobić coś, co wymyka się logice, jak chodzenie po wodzie.

Bogusława M. Andrzejewska

Duchowość

Prosperita od samego początku do samego końca jest wiedzą duchową, opartą na naukach duchowych nauczycieli. Próbuję ją dostosować do potrzeb każdego człowieka, włączając psychologię oraz to wszystko, co zdążyła uzasadnić nauka. Rozumiem bowiem, że nie każdemu odpowiadają mistyczne historie i nie każdy wierzy w Anioły. A jednak każdy ma prawo korzystać z tej doskonałej wiedzy, która w istocie tłumaczy sens i cel naszego życia, upraszczając jego najtrudniejsze ścieżki. Niedawno oddzieliłam najbardziej duchowe elementy Prosperity i umieściłam je na osobnej stronie. Wszystko po to, by także te osoby, które pojmują świat nieco bardziej materialnie, znalazły tutaj dla siebie wsparcie i nie wystraszyły się nadmiaru anielskich skrzydeł…

Nie zmienia to faktu, że najłatwiej pracować z Prosperitą wtedy, kiedy wierzymy w Boga, bo jak inaczej wytłumaczyć pewne panujące we Wszechświecie zasady, które – wiem to z praktyki – po prostu działają. Niektórzy nauczyciele uważają, że owa wiara jest jednym z najważniejszych filarów Prosperity, obok wiary w moc umysłu i świadomość, że wszystko, czego potrzebujemy do szczęścia, mamy w sobie. Jeden z pierwszych nauczycieli Prawa Przyciągania, Joseph Murphy w swoich książkach wyraźnie odwołuje się do Boga i jego wszechogarniającej miłości, która daje nam moc czynienia dobra dla siebie i innych. Podobne wzmianki o sile Najwyższego Źródła znajdziemy także w innych opracowaniach na ten temat. Nie do końca można nauczyć się bycia szczęśliwym bez duchowej ścieżki.

Trzeba jednak pamiętać, że duchowość nie ma nic wspólnego z religią i jakimkolwiek kościołem. Nie jest też siedzeniem w kwiecie lotosu, chociaż nie mam nic przeciwko jakiejkolwiek pozycji siedzenia. Duchowość jest w nas, zabarwiając nasze istnienie w charakterystyczny sposób, poprzez rozumienie następujących po sobie wydarzeń. Poprzez znajomość praw rządzących Wszechświatem. Poprzez mądrość serca nade wszystko. Duchowość to sposób na życie. To bycie w wierze i w przepływie energii wypływającej z Najwyższego Źródła. I najbardziej charakterystyczną cechą duchowości jest bezwarunkowa miłość do wszystkich czujących istot.

Nie walczę z niczym, a więc nie próbuję też potępiać żadnej religii. Dostrzegam harmonię w przejawianiu się takiej czy innej wiary. Moim zdaniem wiele spośród religii pomaga ludziom poczuć duchowość i odkryć, że na świecie nie ma „przypadków”, a materia nie jest tylko litą materią. Jednak obserwuję też ogromne nadużycia, wynikające ze sposobności korzystania z silnych energii w ramach wyznań. To zwykle człowiek błądzi, kiedy dla zysku lub własnej chwały manipuluje innymi. Ludzie biegną do świątyni po pomoc, po otuchę, a czasem nawet tylko po to, by zaczerpnąć tej cudownej energii, która zbliża do Najwyższego Źródła. Spontanicznie otwierają wówczas serca, a kiedy to zrobią, sprytny manipulator robi z nimi, co chce… Od wielu lat nie spotkałam osoby „duchownej”, która byłaby duchowym nauczycielem. Nauczanie o Bogu nie czyni z człowieka duchowego nauczyciela, podobnie, jak trzymanie w ręku piłki do siatkówki nie uczyni ze mnie siatkarki. Jak napisałam wyżej – duchowość pojawia się dopiero wraz z miłością bezwarunkową, która wyklucza nadużycia i manipulacje, a takiej miłości w kościołach nie znajduję.

Rzecz jasna zjawisko to pojawia się także w innych miejscach. Odkąd ezoteryka stała się modna, w każdym mieście pełno gabinetów, w których królują obwieszeni dziwnymi gadżetami uzdrowiciele, numerolodzy, szamani i jasnowidze. Niektórzy robią dokładnie to samo, co kapłani w świątyniach – manipulują dla zysku. Manipulację obserwowałam też na szkoleniu duchowym. To jednak zawsze człowiek dokonuje wyboru, co zrobi z takim darem, jakim jest duchowa wiedza. Albo energia. Jak z nożem – można nim ukroić kromkę pachnącego chleba i nakarmić głodnych, a można przebić komuś serce lub mocno okaleczyć.

Czy zatem duchowość jest niebezpieczna? Absolutnie nie. Prawdziwie duchowe doświadczenia są dla nas zupełnie naturalne i odnajdujemy je spontanicznie, kiedy słuchamy swojego serca. Paradoksem jest to, że nikt inteligentny nie powinien dać się zwieść manipulantom i dziwne się wydaje, że zbierają oni tak wielkie żniwo. Myślę, że potrzeba duchowości (jakiejkolwiek, nawet fałszywej) jest tak przemożna, że ludzi zaślepia.  Nie jest trudno rozpoznać manipulację, ale do tego trzeba słuchać swojego wewnętrznego głosu. A tego nikt nas nie uczy. Podstawą wiary w siebie jest wysokie poczucie własnej wartości, które pozwala nam zaufać samemu sobie i uwierzyć, że każdy z nas jest cząstką boskości. Trzeba uwierzyć, że ten wewnętrzny głos, który wyraźnie pokazuje, co jest dobre dla nas, a co niekoniecznie – ma rację. Aby sobie zaufać, musimy wiedzieć, że tam na poziomie serca każdy z nas jest idealnie doskonały. Pomaga w tym oprócz samoakceptacji – także rozwijanie intuicji.

Każdy z nas jest Boskim Dzieckiem, któremu w sposób naturalny przysługuje boskie dziedzictwo, czyli wszystko, czego pragnie.  Każdy z nas nosi w sobie kroplę boskości – nazywaną czasem Wyższym Ja – dzięki czemu zawsze jesteśmy w delikatny sposób połączeni z Najwyższym Źródłem i możemy prosić o prowadzenie. To jest jedyna rzecz, która nam się należy i którą zawsze otrzymujemy bez żadnych dyskusji – duchowe przewodnictwo. Pieniądze możemy dostać lub nie, partnera możemy dostać lub nie, zdrowie możemy dostać lub nie – zależnie od programu duszy. A duchowa ścieżka jest nam obiecana jako pewnik, kiedy decydujemy się wcielić tutaj na Ziemi. Każdy kto poprosi o prowadzenie, każdy kto się powierzy Najwyższemu Źródłu, poprzez swoje Wyższe Ja, omija wszelkie pułapki na duchowej ścieżce. Pomaga w tym też powierzenie się takiej energii, jak energia Reiki, która wypływa z Najwyższego Źródła i która prowadzi nas zawsze w najlepsza dla nas stronę. Trzeba tylko poprosić – bo na tej planecie nadrzędnym prawem jest Prawo Wolnej Woli. Ani Bóg, Ani Anioły, ani Reiki nie chronią nas i nie prowadzą, jeśli o to nie poprosimy. Jeśli nie wydamy takiej dyspozycji.

Powierzenie się nie oznacza omijania życiowych lekcji, o nie! Doświadczamy, sprawdzamy, decydujemy i cierpimy. Padamy na nos i podnosimy się. Niezależnie od prowadzenia, bo każdy musi przerobić swój program duszy. Jednak to powierzenie się gwarantuje nam jedno: jesteśmy chronieni przed manipulantami duchowymi i ścieżkami ciemnej strony mocy, które często są nazywane „duchowymi”. I podobnie jak religie czy wyznania, zamiast szerzyć miłość, prowadzą do wojen i wyzysku. Tam gdzie nie ma miłości tylko potępienie, tam nie ma duchowości i z całą pewnością nie ma ścieżki do Najwyższego Źródła. Wśród duchowych nauczycieli jest wielu pracowników ciemnej strony mocy. Tak po prostu, bo tu najłatwiej zdobywać dusze – to oczywiste. Wielu spośród nas rozpoznaje ich bez problemu, bo czujemy na poziomie serca, że to nie jest energia Światła. Omijamy ich i idziemy dalej, szukając tego, co dla nas dobre. Kiedy jesteśmy prowadzeni, ufamy temu, co czujemy, dostajemy wskazówki, a nawet przeszkody, kiedy chcemy skręcić nie tam, gdzie trzeba.

Modlitwa lub medytacja jest skutecznym narzędziem wewnętrznego rozwoju. Warto o tym pamiętać i sięgać po nie, by szukać odpowiedzi na ważne życiowe pytania. Możemy czerpać z różnych kultur, ponieważ Najwyższe Źródło nie jest przypisane do żadnego narodu i żadnej części planety. W gruncie rzeczy Stwórca stworzył cały Wszechświat, a różne istoty z rożnych wymiarów mogą  Go sobie różnie nazywać i tworzyć własne rytuały modlitewne. Wszystkie sposoby oparte na miłości bezwarunkowej będą właściwe.

Szczególnie polecam dwie metody duchowe, które pomagają nam w pracy nad własnym rozwojem i w budowaniu swojego szczęścia takim, jakim go chcemy widzieć. W tym również w kwestii finansowego dobrobytu. Pierwsza to praca z Aniołami i Archaniołami – poprzez modlitwę, medytację, wizualizację i karty Aniołów. Druga to Reiki – cudowna energia uzdrawiająca na wszystkich poziomach. To dwie piękne ścieżki, które nigdy mnie nie zawiodły i które prowadzą oraz chronią przed niewłaściwymi wyborami. Wbrew pozorom obie metody są niesłychanie proste. W przypadku Reiki potrzebne jest dostrojenie i podstawowa wiedza, a potem wystarczy słuchać intuicji i systematycznie wchodzić w przepływ. W przypadku Aniołów – wystarczy otwarte serce i modlitwa. Jak zawsze, najskuteczniejsza jest ta spontaniczna, płynąca z głębi duszy.

Na koniec mam jedno spostrzeżenie. Wśród wielu portali, które mówią o Prawie Przyciągania, niewiele opiera się na duchowej wiedzy. Warto zwrócić na to uwagę, bo tam, gdzie mowa jest tylko materialna, tam prawdopodobnie zbudowano „fałszywkę”. Ludzkość jest coraz mądrzejsza, coraz bardziej inteligentna i posiada coraz więcej wiedzy. Nikogo już nie skusi Diabeł Rokita machający widłami. Ciemna strona mocy wchodzi więc w duchowe tematy i w szatach duchowych nauczycieli sprzedaje tombak jako złoto. Tam gdzie nie ma duchowości, tam gdzie nie ma miłości, a jest tylko teoria i sposoby szybkiego zarabiania pieniędzy, tam nie znajdziemy dla siebie Światła.

Nie odkrywam tu Ameryki. Każdy z nas wie, że tym, co dla nas najważniejsze jest miłość. Chcemy też być kochani, szczęśliwi, zdrowi i żyć w dostatku. Pieniądze są ważną energią, pomagają nam w zapewnieniu sobie komfortu i wiedzy. Są niezbędne do zaspokojenia różnych potrzeb. Ale nie są i nie mogą być celem samym w sobie. W poszukiwaniu swojej unikalnej drogi do szczęścia uczymy się kochania samych siebie, realizowania celu życia, samospełnienia, mądrych i dobrych relacji z innymi, satysfakcji z działania, wdzięczności, zdrowia i wielu innych jakości. Jeśli dla kogoś pieniądze są receptą na wszystko, to już zabrnął w ślepą uliczkę. A warto dodać, że nawet prawdziwe szczęście – choć jak najbardziej pożądane – nie jest wcale celem naszej duszy. Jest nim coś więcej, co odnajdziemy tylko na duchowej ścieżce.

Bogusława M. Andrzejewska

Synchronizacja

Synchronizacja kwantowa to metoda opracowana przez dr Franka Kinslowa w 2007 roku, a więc całkiem niedawno. Łączy ona naukę o fizyce kwantowej z wiedzą medytacyjną filozofii Wschodu. Popularny Dwupunkt powstał na bazie połączenia odkryć dr Kinslowa oraz dr Bartletta i zatacza coraz szersze kręgi popularności na całym świecie. Nie ukrywam, że bardzo podobają mi się książki dr Kinslowa, ponieważ zawierają dużo mądrych przemyśleń, dotyczących różnych aspektów naszego życia. Zdecydowanie ten autor ma prosperującą świadomość i choćby tylko dlatego, czyta się go z ogromną przyjemnością.

Kiedy usłyszałam o SK po raz pierwszy, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to nie jest dla mnie nic nowego. To tylko nadanie formy informacjom, które nauczyciele duchowi powtarzają od lat. Odkąd poznałam prace Deepaka Chopry, poznałam też pojęcie „luki między myślami” – tego miejsca, w które zanurzamy się podczas każdej prawidłowo przeprowadzanej medytacji. Na długo przedtem, zanim dr Kinslow stworzył SK, medytowałam w ten sposób. Może właśnie dlatego z taką swobodą zajmuję się prosperitą i pozytywnym myśleniem, bo spontanicznie doświadczam od lat tego, co nazywa się w tej metodzie „Eufouczuciem”? Zazwyczaj mówiłam, że jestem po prostu szczęśliwa… Ale nie przeszkadza mi inna nazwa. Oby jak najwięcej ludzi na całym świecie cieszyło się doświadczaniem tego stanu – jakkolwiek go nazwiemy.

Często powtarzam, że szczęście mamy w sobie. Jest absolutnie niezależne od czynników zewnętrznych. To jakość, po którą można sięgnąć świadomie, wyciągając rękę. Można też skorzystać z pomocy medytacji albo zabiegu Reiki. Za każdym razem wchodzimy w pole czystej świadomości, poza myśli lub też w tzw. „lukę między myślami”. Wiąże się to z podniesieniem energii, a na planie codzienności – z poprawą nastroju i odczuwaniem: błogości, spokoju, zadowolenia, radości, przyjemności. Euforycznego uczucia – jak nazywa je dr Kinslow.

Deepak Chopra w swoich pięknych książkach obiecywał, że utrzymanie określonej wizji – marzenia przez 60 sekund w stanie takiego dotykania wyższej świadomości gwarantuje spełnienie. Moim zdaniem cudowne wyniki Dwupunktu i SK to nic innego, jak osiągnięcie tegoż właśnie efektu, choć technicznie nieco się to wszystko różni. W czasie Dwupunktu lub SK w zasadzie niewiele skupiamy się na intencji… A w każdym razie nie wizualizujemy jej. Pamiętam, jak 15 lat temu systematycznie wprowadzałam w „lukę miedzy myślami” listę swoich pragnień. Niezwykle ciekawe i skuteczne ćwiczenie znalezione w książce Deepaka Chopry… Większość z tych życzeń już się spełniła.

Synchronizacja Kwantowa jako metoda, to zestaw uporządkowanych ćwiczeń, które pomagają odnaleźć w sobie te wszystkie piękne uczucia, a przede wszystkim – co warto podkreślić – uczą nas połączenia z czystą świadomością. Pozwala ona „medytować bez medytacji” najbardziej zabieganemu człowiekowi Zachodu. Wydobywa z nas moce, które dostępne były dotąd tylko zaawansowanym joginom. Dopiero zaczynamy uczyć się praktycznego wykorzystywania fizyki kwantowej, ale niebawem osiągniemy w tym biegłość, ponieważ ludzkość rozwija się bardzo szybko, zasilana mnogością spływającej na Ziemię energii.

To otwiera przed nami wiele możliwości – to jasne. Możemy uzdrawiać nasze ciała i emocje. Możemy poprawiać jakość swojego życia materialnego. Możemy naprawiać związki i cieszyć się dobrymi relacjami z tymi, na których nam zależy. SK może być wykorzystywana we wszystkich obszarach życia. Przynosi efekty – podobnie jak inne zbliżone metody oparte na fizyce kwantowej: uzdrawianie rekonektywne, Dwupunkt, Quantum Energy Transformation itp.

Ponieważ cały czas opowiadam tutaj, że SK to nic nowego, a jedynie ubranie w nazwę odkrycia oczywistych duchowych zasad, to jeszcze jedno skojarzenie. Każdy, kto czytał „Niebiańską Przepowiednię” J. Redfielda pamięta na pewno, jaka magia sprawiała, że bohaterowie stawali się niewidzialni, a skręcona noga wracała do zdrowia. Magiczną moc wyzwalał w tej powieści… zachwyt otaczającą przyrodą. Potężne, pozytywne uczucie, bazujące na czystej świadomości. Bardzo przypomina mi to Eufouczucie.

Przyznaję, że cieszy mnie ogromnie, kiedy wokół mnie jak grzybki po deszczu powstają takie piękne metody, oparte na duchowej wiedzy. Jeszcze nie tak dawno zastanawiałam się, jak przekonać znajomych, by czytali książki Deepaka Chopry, wchodzili w „lukę miedzy myślami”, medytowali i tworzyli nowy szczęśliwy świat. Dzisiaj to dzieje się samo z siebie, bo takie techniki jak SK stają się po prostu popularne. Dzięki ciekawie napisanym książkom są powszechnie dostępne.

SK bazuje na wiedzy o fizyce kwantowej, co automatycznie sprawia, że metoda będzie bardzo modna. To dobrze. Myślę, że nadeszła nowa, wspaniała era zaawansowanego rozwoju i odkrywania Prawdy. Szeroko pojętej duchowej Prawdy. Jej skrawkiem jest odkrycie, że wszystkie moce mamy w sobie, że nasz umysł umożliwia nam sięgnięcie po realizację każdego marzenia. Mamy moc uzdrawiania własnego ciała i zmieniania rzeczywistości zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Co zrobimy z takim skarbem? Czy będziemy pomnażać w nieskończoność pieniądze, aby zaimponować sąsiadom? Czy nowa „Atlantyda” znowu runie przez chciwych i zakompleksionych materialistów? Czy też dostrzeżemy ogromną szansę wewnętrznego rozwoju poprzez odnalezienie drogi do Najwyższego Źródła? Dla mnie SK podobnie jak Dwupunkt jest przede wszystkim sposobem na odnowienie zgubionego przed tysiącami lat połączenia z Boskością. Dlatego popieram, polecam i zachęcam.

Bogusława M. Andrzejewska

Zapisz