Duchowość

Prosperita od samego początku do samego końca jest wiedzą duchową, opartą na naukach duchowych nauczycieli. Próbuję ją dostosować do potrzeb każdego człowieka, włączając psychologię oraz to wszystko, co zdążyła uzasadnić nauka. Rozumiem bowiem, że nie każdemu odpowiadają mistyczne historie i nie każdy wierzy w Anioły. A jednak każdy ma prawo korzystać z tej doskonałej wiedzy, która w istocie tłumaczy sens i cel naszego życia, upraszczając jego najtrudniejsze ścieżki. Niedawno oddzieliłam najbardziej duchowe elementy Prosperity i umieściłam je na osobnej stronie. Wszystko po to, by także te osoby, które pojmują świat nieco bardziej materialnie, znalazły tutaj dla siebie wsparcie i nie wystraszyły się nadmiaru anielskich skrzydeł…

Nie zmienia to faktu, że najłatwiej pracować z Prosperitą wtedy, kiedy wierzymy w Boga, bo jak inaczej wytłumaczyć pewne panujące we Wszechświecie zasady, które – wiem to z praktyki – po prostu działają. Niektórzy nauczyciele uważają, że owa wiara jest jednym z najważniejszych filarów Prosperity, obok wiary w moc umysłu i świadomość, że wszystko, czego potrzebujemy do szczęścia, mamy w sobie. Jeden z pierwszych nauczycieli Prawa Przyciągania, Joseph Murphy w swoich książkach wyraźnie odwołuje się do Boga i jego wszechogarniającej miłości, która daje nam moc czynienia dobra dla siebie i innych. Podobne wzmianki o sile Najwyższego Źródła znajdziemy także w innych opracowaniach na ten temat. Nie do końca można nauczyć się bycia szczęśliwym bez duchowej ścieżki.

Trzeba jednak pamiętać, że duchowość nie ma nic wspólnego z religią i jakimkolwiek kościołem. Nie jest też siedzeniem w kwiecie lotosu, chociaż nie mam nic przeciwko jakiejkolwiek pozycji siedzenia. Duchowość jest w nas, zabarwiając nasze istnienie w charakterystyczny sposób, poprzez rozumienie następujących po sobie wydarzeń. Poprzez znajomość praw rządzących Wszechświatem. Poprzez mądrość serca nade wszystko. Duchowość to sposób na życie. To bycie w wierze i w przepływie energii wypływającej z Najwyższego Źródła. I najbardziej charakterystyczną cechą duchowości jest bezwarunkowa miłość do wszystkich czujących istot.

Nie walczę z niczym, a więc nie próbuję też potępiać żadnej religii. Dostrzegam harmonię w przejawianiu się takiej czy innej wiary. Moim zdaniem wiele spośród religii pomaga ludziom poczuć duchowość i odkryć, że na świecie nie ma “przypadków”, a materia nie jest tylko litą materią. Jednak obserwuję też ogromne nadużycia, wynikające ze sposobności korzystania z silnych energii w ramach wyznań. To zwykle człowiek błądzi, kiedy dla zysku lub własnej chwały manipuluje innymi. Ludzie biegną do świątyni po pomoc, po otuchę, a czasem nawet tylko po to, by zaczerpnąć tej cudownej energii, która zbliża do Najwyższego Źródła. Spontanicznie otwierają wówczas serca, a kiedy to zrobią, sprytny manipulator robi z nimi, co chce… Od wielu lat nie spotkałam osoby “duchownej”, która byłaby duchowym nauczycielem. Nauczanie o Bogu nie czyni z człowieka duchowego nauczyciela, podobnie, jak trzymanie w ręku piłki do siatkówki nie uczyni ze mnie siatkarki. Jak napisałam wyżej – duchowość pojawia się dopiero wraz z miłością bezwarunkową, która wyklucza nadużycia i manipulacje, a takiej miłości w kościołach nie znajduję.

Rzecz jasna zjawisko to pojawia się także w innych miejscach. Odkąd ezoteryka stała się modna, w każdym mieście pełno gabinetów, w których królują obwieszeni dziwnymi gadżetami uzdrowiciele, numerolodzy, szamani i jasnowidze. Niektórzy robią dokładnie to samo, co kapłani w świątyniach – manipulują dla zysku. Manipulację obserwowałam też na szkoleniu duchowym. To jednak zawsze człowiek dokonuje wyboru, co zrobi z takim darem, jakim jest duchowa wiedza. Albo energia. Jak z nożem – można nim ukroić kromkę pachnącego chleba i nakarmić głodnych, a można przebić komuś serce lub mocno okaleczyć.

Czy zatem duchowość jest niebezpieczna? Absolutnie nie. Prawdziwie duchowe doświadczenia są dla nas zupełnie naturalne i odnajdujemy je spontanicznie, kiedy słuchamy swojego serca. Paradoksem jest to, że nikt inteligentny nie powinien dać się zwieść manipulantom i dziwne się wydaje, że zbierają oni tak wielkie żniwo. Myślę, że potrzeba duchowości (jakiejkolwiek, nawet fałszywej) jest tak przemożna, że ludzi zaślepia.  Nie jest trudno rozpoznać manipulację, ale do tego trzeba słuchać swojego wewnętrznego głosu. A tego nikt nas nie uczy. Podstawą wiary w siebie jest wysokie poczucie własnej wartości, które pozwala nam zaufać samemu sobie i uwierzyć, że każdy z nas jest cząstką boskości. Trzeba uwierzyć, że ten wewnętrzny głos, który wyraźnie pokazuje, co jest dobre dla nas, a co niekoniecznie – ma rację. Aby sobie zaufać, musimy wiedzieć, że tam na poziomie serca każdy z nas jest idealnie doskonały. Pomaga w tym oprócz samoakceptacji – także rozwijanie intuicji.

Każdy z nas jest Boskim Dzieckiem, któremu w sposób naturalny przysługuje boskie dziedzictwo, czyli wszystko, czego pragnie.  Każdy z nas nosi w sobie kroplę boskości – nazywaną czasem Wyższym Ja – dzięki czemu zawsze jesteśmy w delikatny sposób połączeni z Najwyższym Źródłem i możemy prosić o prowadzenie. To jest jedyna rzecz, która nam się należy i którą zawsze otrzymujemy bez żadnych dyskusji – duchowe przewodnictwo. Pieniądze możemy dostać lub nie, partnera możemy dostać lub nie, zdrowie możemy dostać lub nie – zależnie od programu duszy. A duchowa ścieżka jest nam obiecana jako pewnik, kiedy decydujemy się wcielić tutaj na Ziemi. Każdy kto poprosi o prowadzenie, każdy kto się powierzy Najwyższemu Źródłu, poprzez swoje Wyższe Ja, omija wszelkie pułapki na duchowej ścieżce. Pomaga w tym też powierzenie się takiej energii, jak energia Reiki, która wypływa z Najwyższego Źródła i która prowadzi nas zawsze w najlepsza dla nas stronę. Trzeba tylko poprosić – bo na tej planecie nadrzędnym prawem jest Prawo Wolnej Woli. Ani Bóg, Ani Anioły, ani Reiki nie chronią nas i nie prowadzą, jeśli o to nie poprosimy. Jeśli nie wydamy takiej dyspozycji.

Powierzenie się nie oznacza omijania życiowych lekcji, o nie! Doświadczamy, sprawdzamy, decydujemy i cierpimy. Padamy na nos i podnosimy się. Niezależnie od prowadzenia, bo każdy musi przerobić swój program duszy. Jednak to powierzenie się gwarantuje nam jedno: jesteśmy chronieni przed manipulantami duchowymi i ścieżkami ciemnej strony mocy, które często są nazywane “duchowymi”. I podobnie jak religie czy wyznania, zamiast szerzyć miłość, prowadzą do wojen i wyzysku. Tam gdzie nie ma miłości tylko potępienie, tam nie ma duchowości i z całą pewnością nie ma ścieżki do Najwyższego Źródła. Wśród duchowych nauczycieli jest wielu pracowników ciemnej strony mocy. Tak po prostu, bo tu najłatwiej zdobywać dusze – to oczywiste. Wielu spośród nas rozpoznaje ich bez problemu, bo czujemy na poziomie serca, że to nie jest energia Światła. Omijamy ich i idziemy dalej, szukając tego, co dla nas dobre. Kiedy jesteśmy prowadzeni, ufamy temu, co czujemy, dostajemy wskazówki, a nawet przeszkody, kiedy chcemy skręcić nie tam, gdzie trzeba.

Modlitwa lub medytacja jest skutecznym narzędziem wewnętrznego rozwoju. Warto o tym pamiętać i sięgać po nie, by szukać odpowiedzi na ważne życiowe pytania. Możemy czerpać z różnych kultur, ponieważ Najwyższe Źródło nie jest przypisane do żadnego narodu i żadnej części planety. W gruncie rzeczy Stwórca stworzył cały Wszechświat, a różne istoty z rożnych wymiarów mogą  Go sobie różnie nazywać i tworzyć własne rytuały modlitewne. Wszystkie sposoby oparte na miłości bezwarunkowej będą właściwe.

Szczególnie polecam dwie metody duchowe, które pomagają nam w pracy nad własnym rozwojem i w budowaniu swojego szczęścia takim, jakim go chcemy widzieć. W tym również w kwestii finansowego dobrobytu. Pierwsza to praca z Aniołami i Archaniołami – poprzez modlitwę, medytację, wizualizację i karty Aniołów. Druga to Reiki – cudowna energia uzdrawiająca na wszystkich poziomach. To dwie piękne ścieżki, które nigdy mnie nie zawiodły i które prowadzą oraz chronią przed niewłaściwymi wyborami. Wbrew pozorom obie metody są niesłychanie proste. W przypadku Reiki potrzebne jest dostrojenie i podstawowa wiedza, a potem wystarczy słuchać intuicji i systematycznie wchodzić w przepływ. W przypadku Aniołów – wystarczy otwarte serce i modlitwa. Jak zawsze, najskuteczniejsza jest ta spontaniczna, płynąca z głębi duszy.

Na koniec mam jedno spostrzeżenie. Wśród wielu portali, które mówią o Prawie Przyciągania, niewiele opiera się na duchowej wiedzy. Warto zwrócić na to uwagę, bo tam, gdzie mowa jest tylko materialna, tam prawdopodobnie zbudowano “fałszywkę”. Ludzkość jest coraz mądrzejsza, coraz bardziej inteligentna i posiada coraz więcej wiedzy. Nikogo już nie skusi Diabeł Rokita machający widłami. Ciemna strona mocy wchodzi więc w duchowe tematy i w szatach duchowych nauczycieli sprzedaje tombak jako złoto. Tam gdzie nie ma duchowości, tam gdzie nie ma miłości, a jest tylko teoria i sposoby szybkiego zarabiania pieniędzy, tam nie znajdziemy dla siebie Światła.

Nie odkrywam tu Ameryki. Każdy z nas wie, że tym, co dla nas najważniejsze jest miłość. Chcemy też być kochani, szczęśliwi, zdrowi i żyć w dostatku. Pieniądze są ważną energią, pomagają nam w zapewnieniu sobie komfortu i wiedzy. Są niezbędne do zaspokojenia różnych potrzeb. Ale nie są i nie mogą być celem samym w sobie. W poszukiwaniu swojej unikalnej drogi do szczęścia uczymy się kochania samych siebie, realizowania celu życia, samospełnienia, mądrych i dobrych relacji z innymi, satysfakcji z działania, wdzięczności, zdrowia i wielu innych jakości. Jeśli dla kogoś pieniądze są receptą na wszystko, to już zabrnął w ślepą uliczkę. A warto dodać, że nawet prawdziwe szczęście – choć jak najbardziej pożądane – nie jest wcale celem naszej duszy. Jest nim coś więcej, co odnajdziemy tylko na duchowej ścieżce.

Bogusława M. Andrzejewska

Synchronizacja

Synchronizacja kwantowa to metoda opracowana przez dr Franka Kinslowa w 2007 roku, a więc całkiem niedawno. Łączy ona naukę o fizyce kwantowej z wiedzą medytacyjną filozofii Wschodu. Popularny Dwupunkt powstał na bazie połączenia odkryć dr Kinslowa oraz dr Bartletta i zatacza coraz szersze kręgi popularności na całym świecie. Nie ukrywam, że bardzo podobają mi się książki dr Kinslowa, ponieważ zawierają dużo mądrych przemyśleń, dotyczących różnych aspektów naszego życia. Zdecydowanie ten autor ma prosperującą świadomość i choćby tylko dlatego, czyta się go z ogromną przyjemnością.

Kiedy usłyszałam o SK po raz pierwszy, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to nie jest dla mnie nic nowego. To tylko nadanie formy informacjom, które nauczyciele duchowi powtarzają od lat. Odkąd poznałam prace Deepaka Chopry, poznałam też pojęcie „luki między myślami” – tego miejsca, w które zanurzamy się podczas każdej prawidłowo przeprowadzanej medytacji. Na długo przedtem, zanim dr Kinslow stworzył SK, medytowałam w ten sposób. Może właśnie dlatego z taką swobodą zajmuję się prosperitą i pozytywnym myśleniem, bo spontanicznie doświadczam od lat tego, co nazywa się w tej metodzie „Eufouczuciem”? Zazwyczaj mówiłam, że jestem po prostu szczęśliwa… Ale nie przeszkadza mi inna nazwa. Oby jak najwięcej ludzi na całym świecie cieszyło się doświadczaniem tego stanu – jakkolwiek go nazwiemy.

Często powtarzam, że szczęście mamy w sobie. Jest absolutnie niezależne od czynników zewnętrznych. To jakość, po którą można sięgnąć świadomie, wyciągając rękę. Można też skorzystać z pomocy medytacji albo zabiegu Reiki. Za każdym razem wchodzimy w pole czystej świadomości, poza myśli lub też w tzw. „lukę między myślami”. Wiąże się to z podniesieniem energii, a na planie codzienności – z poprawą nastroju i odczuwaniem: błogości, spokoju, zadowolenia, radości, przyjemności. Euforycznego uczucia – jak nazywa je dr Kinslow.

Deepak Chopra w swoich pięknych książkach obiecywał, że utrzymanie określonej wizji – marzenia przez 60 sekund w stanie takiego dotykania wyższej świadomości gwarantuje spełnienie. Moim zdaniem cudowne wyniki Dwupunktu i SK to nic innego, jak osiągnięcie tegoż właśnie efektu, choć technicznie nieco się to wszystko różni. W czasie Dwupunktu lub SK w zasadzie niewiele skupiamy się na intencji… A w każdym razie nie wizualizujemy jej. Pamiętam, jak 15 lat temu systematycznie wprowadzałam w „lukę miedzy myślami” listę swoich pragnień. Niezwykle ciekawe i skuteczne ćwiczenie znalezione w książce Deepaka Chopry… Większość z tych życzeń już się spełniła.

Synchronizacja Kwantowa jako metoda, to zestaw uporządkowanych ćwiczeń, które pomagają odnaleźć w sobie te wszystkie piękne uczucia, a przede wszystkim – co warto podkreślić – uczą nas połączenia z czystą świadomością. Pozwala ona “medytować bez medytacji” najbardziej zabieganemu człowiekowi Zachodu. Wydobywa z nas moce, które dostępne były dotąd tylko zaawansowanym joginom. Dopiero zaczynamy uczyć się praktycznego wykorzystywania fizyki kwantowej, ale niebawem osiągniemy w tym biegłość, ponieważ ludzkość rozwija się bardzo szybko, zasilana mnogością spływającej na Ziemię energii.

To otwiera przed nami wiele możliwości – to jasne. Możemy uzdrawiać nasze ciała i emocje. Możemy poprawiać jakość swojego życia materialnego. Możemy naprawiać związki i cieszyć się dobrymi relacjami z tymi, na których nam zależy. SK może być wykorzystywana we wszystkich obszarach życia. Przynosi efekty – podobnie jak inne zbliżone metody oparte na fizyce kwantowej: uzdrawianie rekonektywne, Dwupunkt, Quantum Energy Transformation itp.

Ponieważ cały czas opowiadam tutaj, że SK to nic nowego, a jedynie ubranie w nazwę odkrycia oczywistych duchowych zasad, to jeszcze jedno skojarzenie. Każdy, kto czytał „Niebiańską Przepowiednię” J. Redfielda pamięta na pewno, jaka magia sprawiała, że bohaterowie stawali się niewidzialni, a skręcona noga wracała do zdrowia. Magiczną moc wyzwalał w tej powieści… zachwyt otaczającą przyrodą. Potężne, pozytywne uczucie, bazujące na czystej świadomości. Bardzo przypomina mi to Eufouczucie.

Przyznaję, że cieszy mnie ogromnie, kiedy wokół mnie jak grzybki po deszczu powstają takie piękne metody, oparte na duchowej wiedzy. Jeszcze nie tak dawno zastanawiałam się, jak przekonać znajomych, by czytali książki Deepaka Chopry, wchodzili w „lukę miedzy myślami”, medytowali i tworzyli nowy szczęśliwy świat. Dzisiaj to dzieje się samo z siebie, bo takie techniki jak SK stają się po prostu popularne. Dzięki ciekawie napisanym książkom są powszechnie dostępne.

SK bazuje na wiedzy o fizyce kwantowej, co automatycznie sprawia, że metoda będzie bardzo modna. To dobrze. Myślę, że nadeszła nowa, wspaniała era zaawansowanego rozwoju i odkrywania Prawdy. Szeroko pojętej duchowej Prawdy. Jej skrawkiem jest odkrycie, że wszystkie moce mamy w sobie, że nasz umysł umożliwia nam sięgnięcie po realizację każdego marzenia. Mamy moc uzdrawiania własnego ciała i zmieniania rzeczywistości zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Co zrobimy z takim skarbem? Czy będziemy pomnażać w nieskończoność pieniądze, aby zaimponować sąsiadom? Czy nowa „Atlantyda” znowu runie przez chciwych i zakompleksionych materialistów? Czy też dostrzeżemy ogromną szansę wewnętrznego rozwoju poprzez odnalezienie drogi do Najwyższego Źródła? Dla mnie SK podobnie jak Dwupunkt jest przede wszystkim sposobem na odnowienie zgubionego przed tysiącami lat połączenia z Boskością. Dlatego popieram, polecam i zachęcam.

Bogusława M. Andrzejewska

Zapisz

Kwantowe zdrowie

Być może artykuł ten powinien pojawić się w dziale dotyczącym uzdrawiania, ale ponieważ fascynują mnie możliwości i metody oparte na fizyce kwantowej, wolę położyć nacisk na tę arcyciekawą dziedzinę nauki. Już – nauki. Tak chyba możemy głośno powiedzieć, chociaż ciągle jeszcze wiele poważnych osób nie daje wiary temu, co odkrywamy każdego dnia na poziomie kwantowym. Chcę też podkreślić, że Dwupunkt oraz Synchronizacja są także metodami, dzięki którym możemy uzdrawiać swoje fizyczne ciało. W tym miejscu chcę pokazać sposób uzdrawiania w polu kwantowym. Coś, co każdy może zrobić sam, nie kończąc żadnych kursów.

Punktem wyjścia jest tutaj struktura subatomowa. Każda komórka naszego ciała jest zbudowana z cząsteczek DNA, a te z kolei z atomów. Jak pamiętamy z fizyki, atomy składają się z jądra, w którym znajdziemy protony i neutrony oraz z wirujących po orbicie elektronów. Odległości pomiędzy jądrem a orbitą elektronów są ogromne. Gdybyśmy – zachowując proporcje – wyobrazili sobie jądro jako coś wielkości orzecha włoskiego, to elektron znalazłby się w odległości paru kilometrów. Czym zatem wypełniona jest ta wielka przestrzeń? Oceanem naszych myśli. Wszelkimi wibracjami. Tu odnajdziemy punkt wyjścia do działania.

Inspiracją był dla mnie pomysł dr Davida Hamiltona, jednak zmieniłam jego wizualizację zgodnie z taką wiedzą, jaką uzyskałam dzięki własnym medytacjom i pracy z Aniołami. Łączę wiedzę kwantową ze świadomością mocy miłości.

WIZUALIZACJA KWANTOWEGO UZDRAWIANIA

  1. Wyobrażamy sobie część ciała zajętego chorobą i wchodzimy do jego wnętrza na poziom komórkowy. Dostrzegamy pojedyncze komórki oraz ich części, szczególnie DNA.
  2. Wchodzimy głębiej – w cząsteczki DNA i rozróżniamy poszczególne atomy. Wybieramy sobie jeden atom i wchodzimy do niego, dostrzegając protony, elektrony oraz ogromny ocean przestrzeni pomiędzy nimi. Zanurzamy w nim swoją świadomość.
  3. W oceanie wibracji pomiędzy cząsteczkami subatomowymi odnajdujemy przyczynę choroby. Może wyglądać jak fale wzburzonego morza lub szare czy szarozielone ciemne plamy. Mówimy z mocą: “USUWAM!” i oczyszczamy przestrzeń z toksycznych wibracji. Robimy to tak długo, jak uznamy za potrzebne.
  4. Na poziomie serca odczuwamy silną miłość bezwarunkową i wprowadzamy ją w postaci najczystszego białozłotego światła do przestrzeni wewnątrz atomu. Wizualizujemy czyste i piękne fale miłości. Nasycamy tę przestrzeń miłością tak długo, aż zacznie świecić własnym blaskiem.  (w wersji bardziej zaawansowanej wprowadzamy także inne jakości, zgodnie z psychosomatyką; np. wybaczenie w przypadku chorób nowotworowych).
  5. Wchodzimy poziom wyżej i spoglądamy na atomy cząsteczek, w których właśnie byliśmy zanurzeni. Wizualizujemy światło bezwarunkowej miłości, które je wypełnia. Potwierdzamy je z mocą: “DOSTRZEGAM WYRAŹNIE, ŻE MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA DOKONAŁA UZDROWIENIA”. (można sformułować własne zdanie afirmacyjne o podobnym znaczeniu i powtórzyć je nawet trzykrotnie)
  6. Wchodzimy poziom wyżej i powtarzamy wizualizację oraz afirmacyjne potwierdzenie. Patrzymy na nitki DNA w komórce, wizualizujemy światło w nich i mówimy: “DOSTRZEGAM WYRAŹNIE, ŻE MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA DOKONAŁA UZDROWIENIA”.
  7. Wchodzimy poziom wyżej i powtarzamy wizualizację oraz afirmacyjne potwierdzenie. Patrzymy na komórki i cząsteczki tkanek, wizualizujemy światło w nich i mówimy: “DOSTRZEGAM WYRAŹNIE, ŻE MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA DOKONAŁA UZDROWIENIA”.
  8. Wchodzimy poziom wyżej i powtarzamy wizualizację oraz afirmacyjne potwierdzenie. Patrzymy na część ciała – możemy zobaczyć swoje odbicie w lustrze, jeśli jest to coś na zewnątrz ciała, np. skóra lub oczy. Wizualizujemy światło wypełniające ciało i mówimy: “DOSTRZEGAM WYRAŹNIE, ŻE MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA DOKONAŁA UZDROWIENIA”.
  9. Kończymy podziękowaniem za uzdrowienie i dłuższą chwilą wizualizacji samego siebie, cieszącego się dobrym zdrowiem.

Bogusława M. Andrzejewska

Zapisz

Medytacja

Słowo to, pochodzące z łac. „meditatio” jest doskonale znane każdemu, kto kiedykolwiek sięgnął do transcendentalnej wiedzy kryjącej się w mocy umysłu człowieka. Samo słowo jest też znane tym, którzy nigdy nie doświadczyli dobrodziejstw wyciszenia zgiełku własnych myśli. Bo tym przede wszystkim jest medytacja: odcięciem od zewnętrznego świata, wyłączeniem zmysłów, zagłębieniem się w magiczny świat własnego wnętrza, szukaniem w sobie odpowiedzi na nurtujące człowieka problemy.

Często spotykam się z pytaniem: jak należy medytować, jak powinna wyglądać medytacja? Otóż nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ medytacja może przybierać tysiące form. Oprócz klasycznego przykładu, który uosabia tkwiący nieruchomo w lotosie jogin, istnieją jeszcze medytacje w ruchu, medytacje taneczne, medytacje z dźwiękiem i mantrą, medytacje z rytuałem – np. palenie agnihotry i wiele innych. Medytacją jest też każda modlitwa wypowiadana z głębi serca i każde szczere wołanie duszy. Krótko mówiąc przybiera ona najróżniejsze kształty i tylko sam zainteresowany może określić w jaki sposób chce pracować nad sobą.

Najprostszym sposobem medytacji jest siad z wyprostowanym kręgosłupem, zamknięcie oczu i wyciszenie całkowicie wszystkich myśli. Nie walczymy z myślami, nie odpychamy ich, tylko obserwujemy jak przepływają przez nasz umysł, nie angażując się i nie podążając za nimi,  tak jak obserwujemy spacerująca po liściu biedronkę. Wyciszenie ułatwia koncentracja na oddechu – 4 sekundy wdech, 4 sekundy zatrzymanie powietrza i 4 sekundy wydech. Systematycznie wykonywana raz dziennie przez 15-20 minut powoduje odprężenie psychiczne, wycisza, uspokaja, daje dystans do własnych emocji.

Medytacja, w której znajdujemy jakiś punkt zaczepienia ułatwiający skupienie i odsuwający natłok myśli, często jest nazywana kontemplacją. Kontemplować można wszystko niemal: kwiat, kolor, kształt, imię, obraz, ideę, koan. W medytacji można rozwiązywać trudne sprawy, zadając pytanie, tworząc symbol przypisany do tematu. Warunkiem jest jednak wyłączenie myśli. Kiedy włączysz myśl – to już nie jest medytacja, tylko intelektualna obróbka tematu. Medytacja jest zanurzeniem się w „nie-myślenie”… Jest nastawieniem się na odbiór, jest cichą obserwacją własnego wnętrza, własnych uczuć i wszystkiego cokolwiek się pojawia. Cicha obserwacja, bez oceny, bez analizy…

Medytacją może być każda sytuacja, której towarzyszy „nie-myślenie”. Buddyści, którzy opanowali sztukę kontroli własnego umysłu poprzez cierpliwe oddawanie się wielogodzinnym kontemplacjom, uczą nas sztuki „uważności”, czyli całkowitego skupienia na tym, co robimy: na jedzeniu, na stawianiu kroków, na zmywaniu naczyń. Dla buddysty nawet zamiatanie podwórza jest medytacją, bo zamiatając – cały staje się zamiataniem, całym sobą odczuwa ruch, grę energii, światła i cienia podczas tej prostej czynności. Dla człowieka zachodu to całkowita abstrakcja. Czynność zamiatania jest tak prymitywna, że nawet jeśli trzeba ją wykonać, to umysł musi odlecieć do ważniejszych tematów, do rozmowy z żoną, z szefem, do załatwienia kredytu, pójścia do lekarza… I zamiatanie przestaje być zamiataniem.

Bardzo ciekawą metodą do pracy z własnym umysłem jest właśnie medytacja „uważności”, którą można podjąć w dowolnym momencie dnia, np. zmywając naczynia. Sztuka polega na tym, by całkowicie wyłączyć dialog myśli i skupić się na wykonywanej czynności. Należy całego siebie na te kilka chwil poświęcić zmywaniu, odczuwać ciepło strumienia wody, gładką powierzchnię szklanki, energię przepływającą pomiędzy dłonią a talerzykiem. Nie myśleć! Wówczas nawet tak prozaiczna czynność może okazać się magiczna. Ponadto odkryjemy, że wielu z nas, angażując się w swojej pracy… po prostu medytuje, ćwiczy „uważność”, nie wiedząc o tym…

Przepiękne są wszystkie medytacje związane z naturą. Przyroda ma w sobie coś takiego, co zbliża nas bardzo do naszego wewnętrznego światła. Trudno powiedzieć, czy zasługa to wszechobecnych duszków natury, czy też fakt, że przyroda jest nieskalaną cząstką Najwyższej Energii… Być może i jedno i drugie. Niemniej najgłębiej i najmocniej działają praktyki wykonywane np. na trawie pod drzewem, na piasku na plaży, na szczycie góry, nad jeziorem. Kontakt z naturą ułatwia otwarcie się na tajemnice istnienia, harmonizuje nasze wnętrze, pozwala nam poczuć się szczęśliwą cząsteczką wszechświata. Chłonięcie pięknego widoku rozpościerającego się wokół oddziałuje na nasze czakry, uzdrawiając zarówno ciało jak i ducha.

Medytacja z otwartymi oczami jest bardzo ciekawym doświadczeniem, ale dostępna jest tylko dla tych, którzy potrafią ześrodkować i utrzymać energię tak, aby żadne ruchy czy błyski światła z zewnątrz nie rozpraszały i nie wyrywały z procesu. To kwestia ćwiczenia, ale warto dojść do takiej umiejętności. Poza innymi zaletami ma też jedną szczególną – utrudnia zasypianie, które często jest zmorą początkujących. Tym też nie należy się zbytnio przejmować – sennością podświadomość broni się przed zmianami, jest to rzecz naturalna. Regularna praktyka medytacji rozwija nasz umysł, wpływa na czakry, uzdrawia ciało i przygotowuje podświadomość do współpracy. Dobrodziejstwa płynące z systematycznego ćwiczenia trudno przecenić. Już po paru tygodniach odczuwamy wyraźną zmianę na lepsze i to wielu płaszczyznach życia.

Jesteśmy czystą świadomością, taka jest nasza prawdziwa duchowa natura. Nasza świadomość jest też polem nieograniczonej możliwości i nieskończonego tworzenia. Aby móc w pełni z niej korzystać należy odkryć swoją prawdziwą istotę, którą ponadto cechuje ogromna wiedza, bezgraniczna cisza, doskonała równowaga, prostota i szczęście. Kiedy poznamy kim naprawdę jesteśmy, będziemy mogli zrealizować każde swoje marzenie… Spróbujmy ukierunkować się na naszą Jaźń! Nasze wnętrze jest cząstką boskości, jest doskonałe, mądre, dobre, szczęśliwe i wesołe. Staniemy się wówczas wolni i niezależni od innych osób, przedmiotów, zdarzeń. Będziemy niewrażliwi na krytykę, nie będziemy bać się niczego, nie będziemy wchodzić w konflikty z innymi, wiedząc, że wszyscy są tym samym duchem w różnych przebraniach. Wejście w kontakt z Jaźnią umożliwia nam czerpanie z pola czystej możliwości.

Sztuka medytacji polega na poznawaniu siebie, świata i tajemnicy istnienia poprzez „wewnętrzne zmysły”. Można w medytacji powierzyć się, oddać Mistrzowi lub Bogu i wówczas jest to forma zjednoczenia z Nim, forma dotknięcia Go, prawdziwego poznania czym jest w istocie. Można tez potraktować medytację jako próbę zobaczenia tego, co jest… Niczego nie oczekując, do nikogo poza samym sobą i swoim wnętrzem się nie zwracając… Wystarczy po prostu wyciszyć się i nastawić na odbiór…

 Bogusława M. Andrzejewska

Medytacja z Wewnętrznym Dzieckiem

Rodzimy sie niewinni i mocno związani z Najwyższym Źródłem. Magia dziecka wypływa z tego, że jest nieskażone światem i jego problemami oraz pełne bezwarunkowej miłości, która wypełnia to, co jest poza widzialną rzeczywistością. Kiedy bierzemy nowo narodzone dzieciątko na ręce, to dotykamy prawdziwej boskości – tej, która jest także w nas, ale którą czasem spychamy bardzo głęboko w codziennej “gonitwie szczurów”. Dziecko jeszcze tego nie potrafi, jest cząstką prawdziwego kochania i prawdziwej radości. Aby to w nim podtrzymać, wystarczy każdego dnia otulać je miłością i radością. Wówczas iskra bezwarunkowej miłości, którą maleństwo przyniosło ze sobą, rozpala sie w wielki płomień.

Rzadko się to udaje. Bardzo wcześnie odkrywamy, że świat jest groźnym, niebezpiecznym miejscem, najeżonym trudnościami. Mama jest przemęczona, tato krzyczy i dziecko w miejsce miłości uczy się nowych doznań: samotności, odrzucenia i lęku. Wówczas jego psychika zaczyna wznosić mury obronne, by chronić tę małą wrażliwą cząstkę. Dorastając, budujemy warownię, w której – jak księżniczkę w szklanej wieży – zamykamy nasze malutkie dziecko. Obronne mechanizmy odcinają nas od niego i z czasem zapominamy całkiem o jego istnieniu. To jest ten moment, kiedy w naszym życiu nie ma miejsca na radość, twórczość, dobre związki – jest tylko praca i gonitwa, gonitwa i praca. Ewentualnie tępe patrzenie w telewizor, który rozrywką jest tylko z nazwy.

Warto wówczas obudzić się z uśpienia i nawiązać kontakt z wewnętrznym dzieckiem, zaopiekować się nim i przejąć za nie odpowiedzialność. Aby skruszyć te wszystkie mury, którymi je otoczyliśmy, warto uświadomić sobie, dlaczego je tam schowaliśmy, czego nie dostało w dzieciństwie i spróbować zaspokoić niespełnione potrzeby.

Podaję moją ulubioną medytację, którą stosowałam w celu uzdrowienia wewnętrznego dziecka. Jest prosta, a dość skuteczna. Co ważne, można ją wykonać samemu, bez opieki psychologa. Jest mocno duchowa, ponieważ odwołuje się do archetypów Wielkiego Ojca i Wielkiej Matki. Jest też mocno energetyczna, ponieważ opiera się na pracy z czakrami.

Zapal świecę i usiądź wygodnie lub połóż się, nie krzyżując nóg. Postaw stopy płasko na podłodze i poczuj, jak łączą się z ziemią, jak wypuszczają energetyczne korzenie w głąb podłoża. Wykonaj kilka pogłębionych oddechów, na wydechu powtarzaj w myślach: mój umysł jest odprężony…

Poczuj swoją czakrę serca. Jest jak kwiat, który z przodu ma duże płatki, a z tyłu – od strony twoich pleców – łodyżkę. Nabierz głęboko powietrza „przez płatki” i wypuść je także „przez płatki” czakry serca. Z każdym oddechem maluj płatki na kolor różowy. Pomaluj także całe swoje serce na ten kolor. Ułóż w swoim sercu mięciutkie różowe poduszki i połóż lub posadź na nich swoje wewnętrzne dziecko. Niech różowe światło utuli je z czułością.

Poczuj, czego ono potrzebuje. Zapytaj, czego pragnie. Jeśli nie dostawało wystarczająco dużo miłości i uwagi od swojego ojca, to teraz wypełnij całą swoją czakrę serca ojcowską miłością. Ściągnij te uczucia przez czakrę korony z Najwyższego Źródła, od Wielkiego Boskiego Ojca. Pozwól, by ta energia wypełniła całe twoje serce i ukoiła maleństwo, utulone w jego wnętrzu. Zobacz wewnętrznym okiem, jak złote światło ojcowskiej miłości wypełnia twoje serce i ułożone w nim dzieciątko.

Jeśli dziecko nie dostawało wystarczającej ilości uwagi i miłości matczynej, to wypełnij czakrę serca takim uczuciem. Ściągnij je poprzez czakrę podstawy od Wielkiej Kochającej Matki. Niech z czułością i uzdrawiającą siłą wypełni całe twoje serce i utulone w nim maleństwo. Zobacz wewnętrznym okiem, jak złoto różowe światło wypełnia po brzegi twoje serce i utulone w nim dziecko.

Kiedy uznasz, że wystarczy, zakończ wizualizację kilkoma głębokimi oddechami i otwórz oczy.

Medytacja jest nieskomplikowana, ale prawidłowo wykonana może od jednego razu spowodować pozytywne zmiany w naszym życiu. Oznacza to, że uwolniliśmy wewnętrzne dziecko z bólu niezaspokojonych potrzeb. Dzięki prostocie medytacja jest bezpieczna i daje nam energię. Można więc ją powtarzać, jeśli ktoś ma ochotę.

Bogusława M. Andrzejewska

Zapisz