Tajemnica

Myślę, że każdy z nas nosi w sobie takie doświadczenia, których nie chce upubliczniać. Nawet w dobie wszechwładnych portali społecznościowych, na których niektórzy informują cały świat o tym, co jedli na obiad i gdzie idą do lekarza  mimo wszystko nie chcemy o pewnych rzeczach opowiadać. Nie każdy z nas. To jest zupełnie naturalne, że niektóre informacje nie nadają się do ogłaszania światu i nie ma w tym niczego niezwykłego. Pewne historie czy fakty są niesmaczne lub nieciekawe. Być może do dobrego tonu należy, by o pewnych rzeczach nie opowiadać dookoła. A rzeczywistość oczywiście swoje… Jednak zwracam tu też uwagę na różnicę pomiędzy zjawiskiem nie obnoszenia się z czymś, a ukrywaniem czegoś. To jednak zupełnie różne sprawy.

Drugim obszarem zjawisk, o których nie chcemy mówić, to niechlubne historie, rzeczy wstydliwe. To wszystko, z czego nie jesteśmy dumni. Każdy z nas chce być postrzegany jako człowiek dobry i uczciwy. Mądra osoba nie chwali się na lewo i prawo popełnionymi niegdyś błędami, ale otwarcie przyznaje się do nich w stosownej sytuacji, np. w gabinecie psychologicznym, ponieważ wyrzuty sumienia budują bardzo mocne negatywne wzorce, które uszkadzają naszą zdolność kochania samych siebie. Warto na spokojnie skonfrontować się z tym, co minęło i wybaczyć, odpuścić, rozpuścić w Świetle. Nie ma ideałów. Każdy z nas ma na swoim koncie coś, o czym nie chciałby nikomu mówić.

Trzeci rodzaj tajemnic jest najzabawniejszy. To obszar absurdu i groteskowe ukrywanie przed światem normalności. Kiedy odkryłam, że są tacy ludzie, zrozumiałam, że to zjawisko mocno zakręcone psychologicznie, ale też i coś tak dziwacznego, że warto o nim napisać. Stąd też pomysł na artykuł. Tak, są takie osoby, które ukrywają przed światem na przykład to, że są po rozwodzie. Czy kogoś jeszcze oburza rozwód? Albo fakt, że syn pracuje fizycznie na budowie nowego osiedla. A co jest złego w pracy na budowie? Oczywiście to nie są rzeczy, które musimy mieć napisane na czole, ale zapytani wprost chyba nie musimy kłamać. O ile mogę zrozumieć zatajenie faktu, że córka zajmuje się najstarszym zawodem świata, o tyle nie widzę powodu, by wstydzić się uczciwego budowlańca. Przyznaję, przeżyłam szok, kiedy na pewnym spotkaniu znajoma pani poprosiła mnie scenicznym szeptem: „tylko nie mów, że on tam pracuje, oni nie mogą się dowiedzieć”. Na szczęście nie było takiego tematu.

Inny paradoks to zachowanie osoby, która ukrywa, że spotyka się z rodziną, o której poza tym bardzo źle mówi. No cóż, zwykła hipokryzja rzec by można. Jednak nadal niezrozumiałe jest, po co ukrywać coś tak normalnego? W dobie internetu trudno cokolwiek schować przed światem, a odwiedzana rodzina opowiada o tym, jak o kupnie chleba. Tworzenie w takim przypadku tajemnicy jest równie bezsensowne, jak utrzymywanie w sekrecie spaceru w biały dzień środkiem miasta, spaceru połączonego z donośną grą na trąbie.

Podobnie dziwaczne są ciągłe prośby do różnych osób w rozmaitych okolicznościach: „tylko nikomu nie mów”. Taka osoba czyni sekret z tego, że dała wazon w prezencie, że otrzymała wazon w prezencie, że zjadła obiad w towarzystwie, że zjadła obiad sama, że wyszła z sąsiadką do sklepu, że poszła do sklepu sama… Czasem pajęczyna tajemnic, którymi się owija plącze się tak bardzo, że nikt już nic nie rozumie, a lawina kłamstw przysypuje zainteresowaną życiem w ustawicznym sekrecie. Ludzie nie widzą potrzeby ukrywania rzeczy bez znaczenia. Wazon to wazon  na proste pytanie „gdzie kupiłaś?” pada prosta odpowiedź: „dostałam od…”.

Bez wątpienia jest to rodzaj patologii, która utrudnia życie w społeczeństwie. Zaobserwowałam w tym chorobliwą potrzebę otaczania się na co dzień tajemnicami. To ukrywanie nawet tego, że zjadło się kromkę więcej na śniadanie lub skonsumowało cukierka. Może to wynikać z patologicznego dzieciństwa, w którym rodzic każdego dnia powtarzał: „tylko nikomu nie mów”. Niewykluczone, że dziecko takie było karane za błahostki i trzymanie wszystkiego w sekrecie jest dla dorosłej osoby formą ochrony przed karą. Jednak nie ulega też kwestii, że wzorzec ukrywania wszystkiego jest silniejszy w takim przypadku od zdrowego rozsądku.

Może być też wzorcem niesionym przez wieki w całym rodzie, począwszy od jakiejś dramatycznej niewoli, w której praprzodek był karany za wszystko, na co nie otrzymał oficjalnego pozwolenia. Odkąd wiemy, że wzorce przenikają genetycznie z pokolenia na pokolenie, możemy wyobrazić sobie jakieś skrajne podporządkowanie i poważne naruszenie poczucia bezpieczeństwa. To może być także wzorzec szpiega  człowieka, który większość swojego życia spędza w cudzej tożsamości i kilkanaście razy dziennie gryzie się w język: „tylko nic nie mów nikomu”.  Dobrą metodą uzdrowienia takiego chorego nawyku mogą być Ustawienia Systemowe, podczas których można go uwolnić i wprowadzić korzystny wzorzec: „Wszystko mogę robić jawnie. Cokolwiek wybieram jest dobre dla mnie”. Pomoże też metoda Pure Art.

Przyglądając się takim osobom od strony energetycznej, zobaczyłam oczywiście zaniżone poczucie wartości. Bo te wszystkie tajemnice to nie tylko kwestia bezpieczeństwa. Czasem w ten sposób dodajemy sobie niezwykłości. Być może robiąca ze wszystkiego sekret kobieta czuje się jak niezwykła Mata Hari? A może patrząc na sąsiadkę robi to z wyższością na zasadzie: „ha, co ty o mnie wiesz? Nic”. A może ratuje w ten sposób nadwątlone poczucie winy wobec kogoś? Bo jeśli inni nie widzą i nie wiedzą, to nie mogą przecież mnie osądzić. Z całą pewnością człowiek świadomy swojej wartości, pewny siebie i tego, że postępuje właściwie, nie ma potrzeby niczego ukrywać. To proste. W Świetle wszystko jest widoczne. Ten, kto stoi w Świetle nic ukryć nie może. Tajemnice czają się tylko w mroku.

Jest i czwarty obszar tajemnic  rzeczy, których nie mówimy dla prawdziwego dobra innych. Piszę o nim opowiadając o znaczeniu Prawdy. I piąty  cudze sekrety. Ten ostatni wydaje się być bezsporny. Czyjeś sprawy należą do właściciela i tylko on ma prawo je ujawniać. A jednak życie weryfikuje wszystko. Przekonałam się, że nie istnieją żadne zasady, których los by nie spróbował podważyć. Nie ma takiej recepty na życie, której stosowanie pomaga zawsze i wszędzie. Po prostu nie ma. Jako ilustrację przytoczę tu autentyczną historię, która udowadnia, że są sytuacje, w których mamy prawo naruszyć cudze tajemnice.

Było sobie małżeństwo z trójką małych dzieci. Po dwunastu latach zgodnego życia mąż poznał inną kobietę i się zakochał. Spotykał się z kochanką w tajemnicy przed żoną, ale kiedy kochanka urodziła mu dziecko, poznał ją ze swoimi rodzicami. Rodzice zgodnie utrzymywali romans syna w sekrecie przed synową, chociaż synową lubili i żyli z nią w dobrych stosunkach. W pewnym momencie mężczyzna zażądał od swojej ciągle niczego nieświadomej żony, aby sprzedała mieszkanie otrzymane po rodzicach i pomogła mu spłacić długi. Kobieta rozmawiała o tym także z teściami. Nie popierali sprzedaży, ale nie zająknęli się nawet, że nie powinna pozbawiać siebie i dzieci dachu nad głową, bo ich syn planuje nowy związek z inna kobietą.

Dla mnie to jest kluczowy moment historii. Ja na miejscu owej teściowej zdradziłabym sekret własnego syna. Dla dobra moich własnych wnuków. Rozmawiałam o tym przypadku z moimi córkami i powiedziałam im wyraźnie, że w takiej sytuacji opowiedziałabym się po stronie Dobra, a nie dochowania ich tajemnic. Nie pozwoliłabym pozbawić dachu nad głową małych dzieci. Być może nie mamy wpływu na dorosłe osoby, które nie słuchają naszych rad, ale zawsze możemy ujawnić to, co ma kluczowy wpływ na życie drugiego człowieka. Jako kobieta i matka wiem, jakiego wyboru bym dokonała. Uważam, że zawsze należy zadawać sobie pytanie: „czy to przyniesie Dobro innym?”. Jest to ważniejsze niż wszelkie tajemnice.

Na marginesie dodam, że umiałabym w takiej sytuacji zmusić swojego syna do tego, by ujawnił sekretny romans, zanim przyszło na świat kolejne dziecko. Albo zrobiłabym to sama. Tajemnice niczemu nie służą. Są przyczyną wielu nieszczęść. Podobnie było w opowiadanej tu historii. Po wielu perturbacjach zdradzana, ale nieświadoma tego żona zgodziła się sprzedać mieszkanie i razem z małymi dziećmi zamieszkała w wynajętym pokoju. Wtedy dopiero dowiedziała się od męża, że zaplanował życie z inną i odchodzi. Reszty dramatu łatwo się domyślić. A przecież tajemnica odkryta we właściwym czasie zapobiegłaby nieszczęściu i kobieta z trójką maluszków ocaliłaby dach nad głową.

Czasem cudze sekrety są nam dane nie po to, byśmy mogli szczycić się swoją dyskrecją i lojalnością wobec nieuczciwych osób. Dostajemy dostęp do takich informacji po to, by chronić słabszych, by nieść Dobro, by zmieniać świat na lepsze. Nie mam co do tego wątpliwości. Nie dotyczy to rzecz jasna osób obcych, o których niewiele wiemy i których postępowania nie mamy prawa oceniać. Przedstawiona tutaj historia jest jednoznaczna, a teściowie wiedzieli wszystko, co powinni. Pozwalając synowi na wybór nowej partnerki, powinni też chronić synową i wnuki przed utratą dachu nad głową. Na tym moim zdaniem polega Człowieczeństwo.

Bogusława M. Andrzejewska

 

Reklamy