Energia harmonii

Jesteśmy różni, a nasza różnorodność sprawia, że jako ludzkość jesteśmy fascynującym zjawiskiem. Każdy z nas jest inny i potrzebuje czegoś innego, dlatego każdy szuka dla siebie odpowiedniej muzyki, książki, jedzenia. Jesteśmy też na tyle dojrzali, że nie toczymy sporów o to, czyj wybór jest lepszy. Przyjmujemy, że o gustach się nie dyskutuje.

To samo dotyczy nauczyciela duchowego. Nikt nie jest ideałem, który mógłby sprostać oczekiwaniom całej grupy. To, co zachwyca jednych, niekoniecznie musi się podobać innym. Nawet sposób przekazu jest ważny – jedni wolą pełne miłości słowa podnoszące energię, a inni chcą jak najwięcej teorii, którą mogą wypełniać głowy i zeszyty. A jeszcze inni przychodzą na duchowe zajęcia, aby wzmocnić swoją ziemską energię konkretami nie mającymi nic wspólnego z duchowością.

Wszystko jest dokładnie takie, jak powinno być. Wszystko jest w harmonii, a każdy jest we właściwym miejscu i czasie. Nawet jeśli na duchowym szkoleniu pojawia się ktoś, kto jest w ogóle „poza energią” warsztatu, to jest równie ważny, jak wszyscy pozostali. Uczy nas zazwyczaj tej istotnej prawdy, że ludzie funkcjonują na setkach poziomów i każdy level jest odpowiedni dla danej osoby.

Nie miewam od dawna takich doświadczeń i koniecznie chcę to podkreślić, aby moi cudowni studenci nie patrzyli po sobie i nie zastanawiali się, czy ja tu właśnie o nich nie piszę. Nie – to tylko teoria, która ma za zadanie zilustrować zasadę indywidualności i ogromnego zróżnicowania pomiędzy ludźmi. Dotykamy tej zasady w praktyce każdego dnia w wielu miejscach. Nie zawsze wystarcza nam tolerancji wobec tych, którzy myślą i działają „inaczej”. Być może uświadomienie sobie, że wszystko ma sens, pomoże łagodniej spojrzeć na pozornie skomplikowane sytuacje. Tylko „pozornie”, bo wszystko jest w harmonii.

A oto przykład z życia wzięty. Kiedyś jedna z moich koleżanek zaoferowała, że będzie organizowała dla mnie szkolenia. Organizacja, jak wiadomo, polega nie tyle na przygotowaniu sali, ile na reklamie i zebraniu grupy uczestników chętnych do udziału w warsztatach. Kiedy podjęłam z nią współpracę, natychmiast ktoś mi bardzo bliski kto ma wgląd w energię, powiedział: „Chcesz z nią współpracować? Bez sensu, przecież ona zupełnie z tobą nie rezonuje”. Wzruszyłam ramionami i powiedziałam: „Zobaczymy”. Czasem udaje mi się uzdrawiać (zmieniać energetykę) ludzi samą swoją obecnością.

Niestety nic z tego nie wyszło. Koleżanka po jakimś czasie zaczęła organizować zajęcia, ale dla innych, nie dla mnie. Zainspirowałam ją, ale rzeczywiście nie rezonowałam na tyle, aby współpraca nam się ułożyła. Towarzysko można spotkać się i pogadać z każdym, ale nie z każdym można podejmować energetyczne działania takie, jak organizacja kursu. I najważniejsze w tym wszystkim jest to, że organizator przyciąga określony typ ludzi – zbliżony do siebie, powinien więc być na tym samym poziomie co prowadzący. I najczęściej tak jest, wtedy system działa dobrze. Kiedy patrzyłam na zdjęcia ze szkoleń organizowanych przez tamtą koleżankę i na ludzi, którzy brali w nich udział, widziałam wyraźnie, że te osoby nigdy by do mnie nie przyszły. Nadawały bowiem na zupełnie innej fali.

Prosperita czy Reiki i inne duchowe tematy, które są mi bliskie, wymagają od uczestników wewnętrznej gotowości. Oznacza to, że mi nawet nie wolno namawiać i zapraszać bezpośrednio na swoje zajęcia. Jedyne, co mogę, to zrobić ogłoszenie i wystawić w widocznym miejscu, np. na facebooku. Kto jest gotowy – trafi. Działa to, jak niepopularna zasada: „siedź cicho – znajdą cię”. Niestety nie można inaczej. Wiem o tym od … zawsze. Od czasów, kiedy dwadzieścia kilka lat temu to ja byłam organizatorem dla pewnej cudownej duchowej nauczycielki. Nie dla mnie zatem tak modne teraz wszechobecne reklamy i wyskakujące ciągle okna „Kup teraz!”.

Działa tutaj zasada harmonii energetycznej. Teoretycznie można na kogoś znajomego wywrzeć presję i skłonić do przyjścia na kurs. Natomiast efektów nie będzie, a odczucia mogą być nieciekawe, kiedy wda się mocne oczyszczanie u kogoś, kto nie powinien w tym miejscu się pokazać. Wiedzą o tym na przykład wszyscy reikowcy – nie  wolno namawiać do zabiegu. Chętny ma poprosić, czyli to właśnie osoba potrzebująca ma poczuć, że chce i bodaj jednym gestem typu „proszę, zrób mi zabieg” to okazać. To samo dotyczy szkoleń o wysokiej energii. Tu potencjalny uczestnik kursu ma samodzielnie dokonać wyboru. Nie może być namawiany.

Dlatego w moim nauczaniu i moich szkoleniach panuje zasada, że kiedy uczeń jest gotowy – znajduje mnie sam. Działa to bez pudła. Średnio raz dziennie dostaję list o treści mniej więcej: „Przeglądając internet trafiłam przypadkiem na pani stronę”… Cudowne! Tak właśnie działa harmonia energii. Kto ma trafić – trafi – wystarczy, że strona jest w sieci. Jest to też dla mnie bardzo komfortowe, że nie muszę jak akwizytor tłumaczyć, że dobre jest naprawdę dobre. Pozwalam ludziom  ocenić niezależnie i po swojemu to, co oferuję. Nie muszę też z nikim rywalizować, bo energia sama prowadzi.

Nie rywalizuję. Nie lubię tego. Nigdy też tego nie robiłam, bo jest to dla mnie sprzeczne z tym, co czuję. Uważam, że wszyscy jesteśmy jednością, więc rywalizacja z kimś jest kopaniem samego siebie po kostkach. Pisałam o tym wielokrotnie, że konkurowanie z kimś jest dla mnie totalną bzdurą, wyrastającą z niskiego poczucia wartości. Z nikim nie musze się mierzyć ani porównywać. Ja wiem, że jestem świetnym wykładowcą i wiem, że konkurencji nie mam. Bo są na świecie osoby, dla których zawsze będę najlepsza w tym, co robię i jest ich bardzo, bardzo dużo…

Ale dostrzegam różnice pomiędzy ludźmi. Jesteśmy Jednością Indywidualności. To ważne, żeby wiedzieć, że każdy jest jedyny i niepowtarzalny. Każdy ma też swój poziom wibracyjny, który może, ale nie musi być dopasowany do mnie. Zależnie od tego wybieramy sobie zatem ulubioną muzykę i ulubionego nauczyciela. Moje koleżanki po fachu mają zatem swoich zadowolonych uczniów, z którymi idealnie rezonują. Rywalizacja polega na tym, że próbowałabym ściągnąć do siebie osoby, które mnie nie zrozumieją i nie skorzystają z mojego przekazu. Po co? Dla pieniędzy? Nie jest to warte żadnych pieniędzy.

Jestem starą duszą, która nie po to podnosiła swoje wibracje przez wiele wcieleń, żeby teraz zbierać skrzętnie „kasę”. Jestem tu po to, by pomagać ludziom sublimować energię. To ten czas, kiedy wraz ze wznosząca się Ziemią wzrastamy wewnętrznie. To czas, kiedy nie możemy omijać harmonii wszechświata i jego zasad. A najważniejszą z tych zasad jest samostanowienie. Każdy ma prawo sam o sobie decydować. Jeśli manipuluję kimś, wywieram presję – wówczas naruszam tę zasadę. Dlatego pokazuję, proponuję i zapraszam, ale bez nacisku. Kto jest gotowy na łyk silnej, dobrej energii, trafi do mnie bez problemu. Doświadczam tego od lat.

Bogusława M. Andrzejewska

Advertisements