Uprzejmość

Jednym z najważniejszych filarów dobrego, szczęśliwego związku jest komunikacja. Tak, powtarzam to zdanie po raz setny, ale wiem też, że to ogromnie ważne. I tym razem chcę słów parę napisać nie o tym, by artykułować to, co dla nas istotne, ale o rodzaju i jakości tej komunikacji. Bo szczęście i trwałość naszego związku zależy w dużej mierze także od tego, w jaki sposób się do siebie zwracamy.

Zauważyłam, że ludzie, którzy na zewnątrz są bardzo uprzejmi i grzeczni, w domu zrzucają wszystkie zasady, jak ciężki, niewygodny płaszcz i pozwalają sobie zupełnie nie przebierać w słowach. W pewien sposób rozumiem takie zachowanie, bo sama też kiedyś się na tym złapałam, że bezmyślnie warknęłam na męża, kiedy mi w czymś przeszkodził. Od razu go przeprosiłam, ale zrozumiałam też, że w domu pozwalam sobie na mniejszą kontrolę swojego zachowania. Totalna swoboda nie sprzyja konwenansom. A wobec partnera czy partnerki postępujemy często gorzej niż wobec szefa czy klienta, bo nie musimy zakładać żadnych masek.

Problem jednak nie w maskach, lecz w tym, że w gruncie rzeczy nie chce nam się starać. Odpoczywamy po całym dniu pracy z klientami i innymi obcymi osobami wobec których musimy być zawsze w porządku. Musimy, czy chcemy? To zawsze nasz wybór. A któż bardziej zasługuje na nasz szacunek i dobre słowo, jeśli nie ukochana osoba? Czy dzieci? Czy rodzina? To właśnie wchodząc do domu warto zostawić za progiem wszystkie negatywne emocje i w stronę partnera skierować tylko miłość. Pomyśleć, że w jego czy jej ramionach odnajdujemy swój azyl i zadbać o to, aby wszystkie słowa niosły wyłącznie dobro.

Problem ukrywa się też czasem w braku kontroli i nieumiejętności zarządzania emocjami. A przecież każdy z nas może nimi prawidłowo zarządzać, jeśli tylko zechce. Wystarczy odrobina kontroli i świadomego rozsądnego działania. Wyobraźmy sobie, że posiadamy nowego, świetnego smartfona. Dzwoni do nas ktoś niemiły i swoimi słowami doprowadza nas do furii. Rozłączamy rozmowę i mamy wielka ochotę rzucić telefonem o podłogę. Jednak nie robimy tego, bo komórka jest świetna, ładna i droga. Szkoda byłoby ją niszczyć. No właśnie – warto umieć powiedzieć „stop” zanim cokolwiek zdewastujemy. Szczególnie, jeśli dotyczy to ludzkich uczuć.

Warto zatem pilnie zwracać uwagę na to, jakie słowa kierujemy do najbliższej osoby i nie przenosić na nią gniewu przywleczonego z pracy czy ulicy. Dobrze jest świadomie traktować swój dom jak najlepsze i najbezpieczniejsze miejsce, do którego nie wnosimy żadnego brudu z zewnętrznego świata. Można nawet symbolicznie potupać na wycieraczce tak, jak wtedy, kiedy otrzepujemy śnieg z butów, aby zrzucić z siebie wszystko to, co nam nie służy.

Kocham mojego męża za jego cierpliwość do mnie i za ogromne poczucie humoru, z którym powtarza to, co i ja czasem mówię do niego: „jestem do kochania, a nie do rugania”. To proste credo naszego związku, które rozbraja każdą kłótnię, kiedy nasze emocje nie dają się ujarzmić, kiedy dominuje zmęczenie i rozdrażnienie zewnętrznym światem. To zawsze działa, ponieważ przypomina, że jesteśmy razem właśnie po to, aby dzielić się miłością, a nie gniewem, żalem czy pretensjami. To takie proste.

Kiedyś było inaczej. Wiele lat temu, kiedy oboje byliśmy młodzi, kłóciliśmy się zawzięcie o różne rzeczy, bo oboje mamy taki właśnie nieustępliwy temperament. Jednak nigdy nie zdarzyło mi się powiedzieć do męża w sposób obraźliwy. Nigdy nie używałam słów, które mogłyby go poniżyć. W czasie największej nawet awantury nie mogły paść słowa powszechnie uważane za wulgarne. To trochę tak, jak z tym smartfonem – kontrolowałam to, co mówię do męża, ponieważ go kocham. Jeśli kogoś szanujemy, to pilnujemy rzucanych słów. I chociaż ideałów nie ma i popełniamy rożne błędy, chociaż w związkach zawsze siebie troszkę ranimy, wcale nie jest trudno upilnować, by nie przekroczyć granicy. Można stać przy niej i kontrolować, by nie została naruszona. Na tym polega świadome zarządzanie emocjami i rozsądna komunikacja. Wyrażanie gniewu nie musi być obraźliwe ani wulgarne.

W dobrym związku ludzie zauważają siebie i swoje uczucia. Starają się być dla siebie życzliwi. Liczą się ze sobą. Nigdy świadomie nie robią sobie przykrości, chociaż nie uda się uniknąć kłótni czy rozmaitych problemów. Życie przynosi nam swoje lekcje, to oczywiste. Ważne, by być dla drugiej osoby oparciem, kochaniem i pomocą, a nie sędzią czy uporczywym krytykiem. Kiedy zdarzy nam się „warknąć” w emocjach, warto szybko przeprosić i wyjaśnić. Najzwyczajniej w świecie dbajmy, by ukochanej osobie nie było przykro.

Piękną rzeczą w związku jest zauważanie siebie nawzajem i witanie buziakiem za każdym razem, kiedy partner czy partnerka wraca z pracy. Równie ważne jest czasem podanie sobie herbaty i czy okrycie kocem, kiedy ktoś odpoczywa. Te wszystkie drobne gesty świadczą o bliskości i o tym, że ktoś jest dla nas naprawdę ważny. Tak budujemy dobro w relacji.

Na koniec temat najprostszy: uprzejmość. Tego można się bardzo szybko nauczyć, bo działamy tu nawykowo. Jeśli stale do swoich domowników mówię „proszę” i „dziękuję” przy codziennych czynnościach, to nie sprawia mi to żadnego wysiłku. Obserwuję czasem rodziny, w których mężowie mówią do żon tak zwyczajnie: „podaj mi to”, zapominając o tym magicznym słówku, które wszystko zmienia. Inna rzecz, że takie osoby do znajomych też zwracają się w taki sposób i uważają, że są grzeczne, bo przecież mówią miłym tonem. Ton jest ważny, ale czarodziejskie słowa także. Warto się ich nauczyć. Jeśli kogoś kocham i szanuję, to mówię „podaj mi to, proszę”, a nie po prostu „podaj”.

Dodam na marginesie, że uprzejme zwracanie się do siebie między domownikami jest wspaniałą lekcją dla dzieci, które przecież uczą się przez przykład. Ileż to czasem wkładamy wysiłku w to, by młody człowieczek mówił ładnie „proszę i dziękuję. A przecież wystarczy samemu używać tego za każdym razem – głośno i wyraźnie. Niczego więcej nie trzeba, by dziecko wyrosło na kulturalną i uprzejmą osobę.

Lubię swojemu partnerowi dziękować za wszystko, co robi. Nawet jeśli jest to banalne wyniesienie śmieci, co zresztą stale robi. Chcę, by wiedział, że widzę i doceniam takie proste sprawy. Chcę, by czuł się kochany. I nawet gdyby te przykładowe śmieci wyniósł po dwóch dniach proszenia, to nie stanę nad nim, by warczeć: „no wreszcie, ile można mówić!”, ale podziękuję. Taki mam nawyk i jak sądzę jest to dobry nawyk, ponieważ wiem, że każde dobre słowo wzmacnia i procentuje kolejnym dobrem w przyszłości. A wyrażanie wdzięczności, jak wiemy doskonale, przynosi jeszcze więcej pozytywów w życiu. Dlatego zwykła kalkulacja podpowiada, że uprzejmość, docenianie drugiej osoby za każdy drobiazg i bycie zwyczajnie miłym przynosi nam w efekcie piękną relację i zadowolenie ze związku.

 Bogusława M. Andrzejewska

Reklamy