Motywacja

Nie będę pisać o motywowaniu siebie do działania. Myślę, że kiedy kochamy to, co robimy, to żadna zachęta nie jest nam potrzebna. Nakłanianie do robienia czegoś bywa potrzebne tylko wtedy, kiedy ludzie męczą się, nudzą lub czują wypaleni. Stąd w szkoleniach firmowych ważne miejsce umiejętności motywowania pracowników do tego,  czego chce firma. Warto na to też czasem zwrócić uwagę, że wielkie korporacje nie działają na rzecz człowieka, tylko dla własnego zysku, a pracownik jest tylko trybikiem w maszynce do robienia wielkich interesów. Być może czasem wygodnie jest być takim trybikiem – jest zaplecze socjalne, opieka zdrowotna i nawet karnet na siłownię, a przy tym pieniądze wpływają co miesiąc na konto, możemy więc czuć się bezpieczni. Wszystko ma swoje dobre strony. Co wcale nie oznacza, że jest przejawem prosperującej świadomości. Praca w korporacji niestety nie jest. Ale nie o tym.

Każde działanie, które podejmujemy jest czymś spowodowane. Często spotykaną motywacją bywa rozsądek lub wygoda. Wybieramy jakąś pracę lub nawet małżeństwo kierowani logicznym wyważeniem tego, co jest dla nas korzystne, co da nam komfort lub poczucie bezpieczeństwa. Bywa, że jesteśmy potem zadowoleni, żyjąc bez wzlotów i upadków, ale za to w sposób bezpieczny i przewidywalny. Czasem okazuje się to jednak ślepą uliczką. Przykładowa praca w korporacji, która miała nam dawać stałe dochody i tym samym spokojny byt, kosztuje nas mnóstwo zdrowia i nerwów. Wyścig szczurów, niesprawiedliwość, konieczność ciągłej walki o wszystko zabiera nam siły i mamy ochotę uciec na drugi koniec świata. To wcale nie daje nam szczęścia.

Łatwiej bywa w przypadku małżeństwa z rozsądku. Znam wiele takich letnich i pogodnych związków, gdzie rozwija się przyzwyczajenie i sympatia, a życie toczy się spokojnie bez wzlotów i upadków. Dopóki ktoś się nie zakocha i nie odkryje, że ominęło go coś niesłychanie ważnego, co zabarwia nasze serce w niepowtarzalny sposób. Z tego rodzi się poczucie przegranej, a złudzenie szczęścia i bezpieczeństwa pryska jak bańka mydlana.

Czasem motywacją bywa wyrachowanie. To też forma kierowania się rozsądkiem i wygodą, lecz podszyta egoizmem i chciwością. Taki człowiek zanim podejmie decyzję, zadaje sobie pytanie: co będę z tego miał? Już wiemy, że rozwój i dążenie do szczęścia polega na pytaniu: jak mogę usłużyć innym poprzez swój unikalny talent? Dlatego też świadomość prosperująca nie skupia się na zabezpieczaniu swoich materialnych potrzeb. To się dzieje samo wtedy, kiery robimy to, co naprawdę kochamy.

Najtrudniej jednak jest nam wtedy, kiedy kierujemy się w życiu kompleksami. Niskie poczucie wartości pcha nas w pułapki imponowania innym. Zamiast robić to, co rzeczywiście dałoby nam szczęście, gromadzimy pieniądze albo rzucamy się na obce nam i niemiłe działania, które mają nas dowartościować i podnieść w oczach innych. Przez chwilę czujemy się radośnie, kiedy zarobimy wielkie pieniądze i możemy popisać się przed uboższym sąsiadem nowym samochodem czy domem, ale potem zostajemy sami ze swoim bólem niespełnienia, z pustka w życiu, które zapychaliśmy sztucznymi zabawkami.

To temat ciekawy i często spotykany. Osoba o niskiej samoocenie wyszukuje sobie takie rzeczy, dzięki którym mogłaby chociaż przez chwilę poczuć się lepsza. To działa tylko przez moment, a potem jak głodny demon wraca brak samoakceptacji i bezbrzeżny smutek, którego niczym nie dało się ukoić. Moim zdaniem o wiele lepiej popracować przez miesiąc nad podniesieniem poczucia wartości, by zacząć potem żyć dla siebie i własnej satysfakcji. Kiedy pokochamy siebie, znajdziemy swoją unikalną ścieżkę, która sprawi, że nasze życie stanie się pasją.

Wielką pułapką jest poświęcanie się dla kogoś. Bierze się najczęściej z poczucia powinności i mocno wtłoczonych do głowy zasad. Czasem i tutaj odzywa się niskie poczucie wartości, które chcemy zagłuszyć, pokazując światu, jacy jesteśmy wspaniali i szlachetni. A takie działanie jest nieuczciwością wobec osoby, dla której się poświęcamy. Jest zaciągnięciem długu w imieniu tej osoby i to bez jej zgody. Potem oczekujemy docenienia, odwzajemnienia, czyli spłaty tego długu i często się rozczarowujemy, bo któż chce spłacać coś, o co wcale nie prosił? Żyjemy tutaj dla siebie i naszym obowiązkiem jest dbanie o siebie. Pomagać innym należy mądrze i bezinteresownie. W odpowiednim miejscu i czasie, bez zaniedbywania swojego życia i swoich wartości.

Mam wiele mieszanych uczuć w kwestii podejmowania decyzji w oparciu o jakąś religię. Wszelkie wyznania są na tyle kontrowersyjne, że bywają fatalnie interpretowane. Z jednej strony ktoś może działać szlachetnie, np. wybaczać, pomagać, otaczać troską tylko dlatego, że wierzy w Boga. Z drugiej – obserwujemy terrorystyczne ataki, poniżanie i represjonowanie innowierców oraz religijne wojny. Motyw zatem grząski, wymagający dużej duchowej dojrzałości, którą rzadko można spotkać. Jeśli ktoś wierzy, że ma prawo krzywdzić innych ludzi i w ten sposób zasłuży sobie po śmierci na niebo i tańczące wokół niego hurysy (lub anioły), to moim zdaniem nie ma tu z kim rozmawiać o rozwoju. Równie dobrze można byłoby w epoce kamienia łupanego przypadkowo spotkanemu myśliwemu tłumaczyć zasadę działania elektrowni jądrowej.

Jednym z ciekawszych motywów naszego działania jest też potrzeba zemsty. Temat rzeka, który jak sadzę, nie wymaga obszernego komentarza. Jest jaskrawym przykładem świadomości ubóstwa, która nie rozumie, dlaczego coś ją w życiu spotkało i szukając winnych, załatwia swoje sprawy krzywdząc drugiego człowieka. Robi to w nadziei odnalezienia ulgi w swoim cierpieniu. Jak wiemy, złudna to nadzieja, ponieważ niczego nie uzdrawia, niczego nie załatwia, a jedynie wpędza w kołowrót kolejnych przykrych wydarzeń, które będą się powtarzać aż do zrozumienia lekcji. Czasem nawet do śmierci.

Najpiękniejszą motywacją, która przynosi nam najwięcej szczęścia jest rzecz jasna miłość bezwarunkowa. W związkach to oczywiste. Kierując się uczuciem odnajdziemy spełnienie. Podobnie w pracy – kiedy robimy to, co naprawdę kochamy, pasja zawsze będzie nam towarzyszyć, a wraz z nią przypłyną też klienci, pieniądze i powodzenie. Zauważyłam, że robienie tego, co kochamy, daje nam prawdziwe szczęście. Tak po prostu – robiąc to, jesteśmy w błogości i satysfakcji. Nawet kwestia zarabiania schodzi na drugi plan. To ważne. Warto odnaleźć swoja pasję, ponieważ to sprawia, że nasze życie staje się piękne. Na stałe, a nie tylko na chwilę.

Kiedy kierujemy się miłością, wszystkie drzwi stają przed nami otworem. Ludzie traktują nas z sympatią. Sprawy same się rozwiązują. Pogoda nam sprzyja. Pieniądze napływają szeroką strugą. Wszystko nabiera zupełnie innego pięknego wymiaru. My sami zanurzeni w takiej wibracji umiemy dostrzec sens swojego działania i znaleźć właściwe słowa i właściwą drogę działania. Miłość bezwarunkowa prowadzi nas najlepszą dla nas ścieżką. A co ważne: nie tworzy żadnych karmicznych uwarunkowań.

Bogusława M. Andrzejewska

Reklamy